gnusmas12
22.10.11, 18:09
... a konkretnie muzułmankami. Od razu zaznaczam, że nie jest to żaden rasistowski wątek i wszelkie docinki pod adresem islamu czy jego wyznawców proszę sobie darować. Sama jestem ateistką i mówiąc wprost, mam gdzieś wyznanie innych osób. Nie ma dla mnie znaczenia, czy człowiek wierzy w Allaha, Jezusa, Buddę czy Latający Czajniczek, nie zamierzam przyjmować żadnej religii i dobrze mi z tym. Do rzeczy. Od jakiegoś czasu pracuję z dziewczyną, która jest muzułmanką, konkretnie przyjęła tą religię kilka lat temu, wcześniej wychowywała się w chrześcijańskiej, europejskiej rodzinie. Jej wiara nigdy nie była dla mnie problemem, dobrze się dogadujemy, a raczej dogadywałyśmy. Ale od jakiegoś czasu mam nieodparte wrażenie, że próbuje mnie "nawracać"... Prawie każdego dnia zaczyna temat traktowania kobiet - nie muzułmanek przez mężczyzn, daje mi do zrozumienia, że islam jest wspaniałą religią dla kobiet, bo mężczyzna zawsze musi brać odpowiedzialność za kobietę, bo kobieta nie musi pracować, chociaż może, że cały dam i rodzinę utrzymuje mąż, a kobieta nawet, jeśli zarabia, to wydaje tylko na siebie, wręcz niewskazane jest, żeby wydała chociaż 1p na dom. Że kobieta nigdy nie jest pozostawiona sama sobie, bo dba o nią mąż, ojciec, syn, albo społeczność. O wszystkim tym mówi z dużym zaangażowanie, widać, że jest zachwycona islamem i niech sobie będzie. Tylko, że ostatnio zaczęła wtrącać się również w moje życie, np. wypytuje, kto w naszym domu płaci rachunki, dlaczego dokładam się do domu, dlaczego pozwalam mężowi na wydawanie na własne hobby, zamiast w całości poświęcać wypłatę na dom, nawet ostatnio na wspólnych zakupach po pracy zapytała, dlaczego kupuję wkładki do butów dla męża i wydaję własne pieniądze i czy sam nie potrafi o siebie zadbać :D Generalnie dla mnie to, co mówi to niedorzeczność, mam zupełnie inne podejście do tej kwestii i nie podoba mi się wizja męża - niewolnika tyrającego na trzech etatach i mnie czekającej w domu na kasę ;) Delikatne sugestie ani ostrzejsze słowa, że to moja sprawa i że mam inne zdanie na ten temat i że odpowiada mi taki układ, jak jes,t nie trafiają, najdalej następnego dnia temat zaczyna się od nowa - nawet, jeśli mówię wprost, że w tej kwestii się nie dogadamy i lepiej będzie, jak każda zostanie przy własnym zdaniu i nie będziemy do tego wracać. Dodam, ze dziewczyna nie ma jeszcze męża a pracuje, bo jak mówi nie ma wsparcia ze strony nie-islamskiej rodziny, jak założy własną to zamierza rzucić pracę.
Powiem szczerze, że do tej pory nie miałam do czynienia z wieloma muzułmanami, znam kilku, w większości mężczyźni , ale nie na tyle dobrze, żeby wdawać się z nimi w takie dyskusje. Zastanawiam się, czy takie przypadki kobiet - muzułmanek z misją są częste i czy miałyście podobne przygody? Jakich argumentów użyć, żeby skończyć to "uświadamianie" raz na zawsze? Mimo wszystko pracuję z tą kobietą i chciałabym utrzymać z nią dobre stosunki, więc nie wchodzi w grę wdawanie się w dyskusje na temat tego co mówi (np. że w niektórych kręgach islamskich ceną za to "zabezpieczenie finansowe" jest ubezwłasnowolnienie kobiety czy o hardkorowych praktykach obcinania uszu czy polewania kwasem nieposłusznych żon, albo poligamii - wiem, że tak jest tylko w niektórych krajach i przyjmuję, że koleżanka obraca się w tym bardziej ucywilizowanym kręgu) , dziewczyna przedstawia Islam jako utopię, raj dla kobiet, a wiem, ze nie zawsze tak jest - ale to temat na oddzielny watek. Myślę, że gdybym na początku powiedziała, że jestem np. chrześcijanką, to miałabym spokój, a tak jestem potencjalną "nieuświadomioną" :)