cherrie
10.11.11, 18:53
Dzisiaj lekarka wyrzucila mnie ze szpitala (PL) podczas wizyty na oddziele u chorego ojca, bo nie radzilam sobie z dzieckiem. Otoz synowi (20mcy) spodobal sie dlugi pusty korytarz i postanowil go wykorzystac w wiadomy dla mam sposob - biegal tam i spowrotem.
Pani lekarka wyszla po chwili z dyzurki i ...nas wyrzuciła: "skoro nie radzi sobie pani z dzieckiem prosze opuscic szpital". No i spobie poszlismy.
Ale...
Po powrocie do domu zaczelam sie zastanawiac czy to aby normalne u niespelna dwulatka czy ja faktycznie nie radze sobie z dzieckiem i rosnie mi maly lobuz?
Ja bylam bardzo surowo wychowywana i staram sie dziecku dac troche swobody, ale moze przesadzam?
Nie wiem gdzie szukac punktu odniesienia do tego co miesci sie w zakresie dobrego wychowania w odniesieniu do dwulatka.
Macie jakies pomysly, spostrzezenia?