sunflowerin
05.12.11, 21:05
Mój dwulatek zaczął dwa miesiące temu nursery i zaczęły się infekcje. Dwa tygodnie temu bardzo ciężko przeszedł jedną, dostał antybiotyk, który szybko postawił go na nogi, pięć dni później mieliśmy powtórkę z rozrywki, ale ze zdwojoną siłą. Byłam w sobotę w walk-in centre, bo nie było szans dostać się do lekarza w piątek , uszy, gardło zaczerwienione, okropny mokry kaszel, osłuchowo ok. Mały je mikroskopijne ilości, wczoraj tylko śniadanie, ok. 16ej breadsticki, jakieś owoce i tyle. Budzi się kilka razy w nocy, pewnie bolą go uszy i gardło. Jest strasznie płaczliwy, marudny, że juz nie daję rady.
Lekarz kazał dawać Nurofen, miód z cytryną... To mu dajemy codziennie rano profilaktycznie, a nurofenu czy nawet paracetamolu nie mozna dawać przecież w nieskończoność (dajemy już prawie 5 dzień).
Czuję się kompletnie bezradna, widzę jak synek się męczy i ten nurofen mu za bardzo nie pomaga... Za każdym razem jak idę do lekarza słyszę to samo, że to wszystko normalne, ale powiedzcie mi jak wy leczycie swoje dzieci? Moja kuzynka, która jest farmaceutką w Polsce załamuje ręce, jak słyszy że dziecko nie dostało nawet kropel na bolące uszy. Z drugiej strony nie chciałabym, żeby dostawał antybiotyk za każdym razem, ale juz sama nie wiem, co robić. Iść znowu do GP?