gatoblue
25.04.12, 16:11
Byłam dzisiaj świadkiem rozmowy dwóch polskich mam. Jedna znich opowiadała o rozmowie z nauczycielka dziecka (reception), Nauczycielka prosiła matkę żeby z dzieckiem czytała książeczkę i zapisywała raport. Matka nie dość, że potwierdziła, że będzie to robiła (przez pół roku nie zapisała ani słowa), to jeszcze zaczęła opowiadać jak to oni z mężem (Polakiem) w domu do dziecka mówią po angielsku i izolują go od języka polskiego. Robią to bardzo skutecznie, bo 5ciolatek nie zna nawet nazw zwierzątek po polsku, a po angielsku jeszcze się nie nauczył. W szkole jest system buddys, Miss zaproponowała aby ten mały miał opiekuna Polaka, żeby było mu raźniej, Mama oczywiście zaprotestowała. Komentowała jeszcze zachowanie nauczycielki, że zamiast ucieszyć się to była zdziwiona i mówiła jej, że jednak dla dobra dziecka mogą mówić do niego po polsku. Dodam, że rozmowa odbywała się w obecności interpretera.
Tak mnie to ruszyło, bo cos mi się wydaje, że niektórzy chcą być bardzie angielscy od Anglików. Nikt tutaj nie oczekuje, a szczególnie dobra szkoła, że pozbawi się dzieci ich przywileju, rozwoju w dwóch lub więcej językach, czy kulturze. Rozumiem rodziny mieszane, że tu może pojawić się problem, bo rodzice muszą rozmawiać w języku, który znaja obydwoje. Poza tym jak można odcinać dziecko od korzeni, chyba nie powiedzą mu, że przed nimi nie było nikogo.