125katrina
20.10.12, 19:36
Witam Was dziewczyny! Podczytuję Was od dawna, nadszedł czas, żebym i ja coś napisała... Przepraszam, że zaczynam od narzekania, ale właśnie wróciłam z pracy, dół totalny, muszę się komuś wyżalić. Rodzina w PL mnie nie rozumie, znajomi tutaj też nie bardzo, bo chyba nie mają takiego problemu, a mnie już szlag trafia!
Jestem tutaj już prawie 3 lata, przyjechałam do pracy załatwionej przez agencję z Polski razem z koleżanką, z angielskim podstawowym, tzn. uczyłam się trochę w szkole, ale kontakt z żywym językiem - zerowy, nawet nauczycielka w szkole nie mówiła po angielsku, he he :) Przez te trzy lata dużo się nauczyłam (w mojej opinii), kilka razy zmieniałam pracę, teraz jestem już w miarę samodzielna, czyli nie potrzebuję pomocy polskich tłumaczy u lekarza czy w urzędzie, dogadam się czasem dość swobodnie, czasem dukając i pokazując na migi, ehh.
Tylko że wydaje mi się, że od jakiegoś roku moja zdolność przyswajania języka się dosłownie zatrzymała! Są pewne trudności w tej nauce z którymi nie potrafię sobie poradzić i już. Od dawna pracuję już z osobami, z którymi mogę się dogadać tylko po angielsku, codziennie dzień w dzień słucham tego języka, w domu mam angielską telewizję, mieszkam z koleżanką z Polski, ale i tak prawie się nie widujemy. Uczyłam się angielskiego sama w domu i w collegu, teraz niestety nie mam już czasu. W pracy staram się włączać do rozmów, rozmawiać jak najwięcej, słuchać, pracuję teraz w miejscu gdzie ludzie ciągle rozmawiają, do tego w tle leci radio, ale nadal mój angielski jest tragiczny :(
Mam dwa problemy, których nie umiem przeskoczyć:
1. nadal mam ogromne problemy ze zrozumieniem ludzi. Raczej rozumiem spikerów w radiu, filmy też w większości oglądam ze zrozumieniem, ale "żywe" rozmowy, kiedy ludzie gadają szybko, nie zawsze wyraźnie, używają slangu itp to dla mnie masakra. Ciągle mam sytuacje że ktoś coś do mnie mówi a ja patrze jak cielę i nie rozumiem :( Proszę o powtórzenie prawie za każdym razem, niektórzy w pracy już wiedzą i mówią do mnie jak do dziecka, czasem już mam dość i tylko potakuję, chociaż nie do końca wiem, co mówią ale przecież nie o to chodzi! Czuję się jak idiotka kiedy np. ktoś próbuje zażartować, słyszę jak pada moje imię, zwraca się do mnie, inni patrzą, a ja nie wiem, o czym mówi. Jeszcze pół biedy jak jest cicho i rozmawiam z kimś w cztery oczy, ale jak leci głośno radio albo jest jakiś hałas, albo przez telefon -porażka na całej linii. Jeśli ludzie rozmawiają między sobą w moim towarzystwie to w większości w ogóle nie rozumiem co mówią, chyba że naprawdę się skupię tylko na słuchaniu a i to nie zawsze. Mieszkam na południu Anglii gdzie nie ma jakichś trudnych akcentów, więc to nie to.
2. Wymowa! Staram się mówić jak najwięcej, ćwiczyć wyrazy, a nadal się zacinam, mówię wolno, muszę myśleć co chwila jak coś powiedzieć, a jak nie myślę, to mówię głupoty (nie wiem skąd to się bierze, np. używam zamiast konkretnego słowa jakiegoś o podobnym brzmieniu ale znaczącego coś zupełnie innego, chociaż oba słowa znam i rozumiem).
Mam trudności w wypowiedzeniu płynnie całego zdania, chociaż w głowie wiem, jak to powiedzieć, ciągle się jąkam i zacinam.
Zaczynam łapać coraz większego doła, bo ile można? :( Moja znajoma przyjechała tu rok temu z zerowym angielskim i teraz nawija lepiej ode mnie, a uczy się też praktycznie tylko z rozmów z innymi. Jestem chyba jakaś tępa. Chciałabym znaleźć wreszcie normalną pracę w zawodzie, ale nikt mnie nie przyjmie jeśli nawet na rozmowę kwalifikacyjną będzie się ciężko ze mną umówić przez telefon!
Dodam, że nie chodzi o słownictwo, bo np. jeśli mam coś napisane to wszystko rozumiem. Być może to bariera psychiczna, bo np jeśli czegoś się napiję, powiedzmy w pubie to język mi się rozwiązuje i rozmawiam w miarę normalnie, płynnie. Ale w pracy ludzi mam normalnych, nikt mnie nie wyśmiewa, starają się pomóc a ja nadal jak ten osioł nie potrafię się dogadać.
Powiedzcie dziewczyny, że któraś z Was też przez to przechodziła, traciła nadzieję a jednak teraz mówi po angielsku tak jak trzeba ! Do tej pory dawałam sobie czas, liczyłam że podczas pracy a Anglikami oswoję się z językiem i powoli zacznę mówić, a ja nadal stoję w miejscu, już mi normalnie wstyd przed ludźmi :(