sfornarina
11.11.12, 12:21
Stało się, decyzja zapadła, pod koniec grudnia odstawiam pigułkę i będziemy starać się o dzidziora.
Problemem jest moja praca, a w zasadzie jej brak. Już pal sześć urlop macierzyński, bo nie o finanse chodzi, ale ja zawsze marzyłam o "karierze":P
Od mniej więcej końca września nie pracuję, co dotąd było mi mocno na rękę, bo zdążyłam oddać ostatnie zaliczenia na uczelnię i końcem grudnia powinnam uzyskać wyższy dyplom; plus zaliczyłam długi wypad do rodziny w Polsce.
Ale teraz mamy połowę listopada i co robić?
Szukać pracy już, nie mając jeszcze wyższego wykształcenia i mierząc nieco niżej? Czy czekać na ten dyplom półtora miesiąca i szukać... no właśnie, kiedy, skoro potem święta, a początkiem stycznia na ponad 2 tygodnie lecimy do Wietnamu?
A w połowie stycznia mogę być już przecież w ciąży? Z drugiej strony odwlekanie szukania pracy to też głupota, bo w ciążę mogę zajść od razu, a mogę nie zajść przez 2 lata, bo najmłodszej daty też już nie jestem.
Zakładając, że zaciążę szybko, czy pracodawca może mnie zwolnić przez ciążę, jeśli okaże się, że zaszłam w nią na samym początku? Z doświadczenia wiem, że 4-6 miesięczne okresy próbne są standardem, więc wszystko by wyszło przed podpisaniem umowy.
No nie uśmiecha mi się zaciążyć nie zdążywszy wykorzystać do pracy tego ciężko wyharowanego dyplomu. I chciałabym mieć perspektywę powrotu gdzieś, gdy dzidzior się lekko odchowa.
Ktoś tak miał? Jakieś rady?