truskawa3zdachu
21.11.12, 20:42
Z gory przepraszam za dlugosc watku i uprzedzam za osobiste wynurzenia. Ostatnio nurtuje mnie mocno to pytanie i moze ktoras z Was ma lub miala podobne rozterki.
Otoz mam 41 lat, mieszkam w UK od prawie 20. Mam tu dobra prace, dom, hobby i stabilinie ulozone zycie. Jedyne co mi sie w zyciu do tej pory nie ukladalo to zwiazki. Kilka lat tkwilam w toksyczyny ukladzie, gdzie mysl o dziecku z tamtym mezczyzna przyprawiala o ataki paniki. Potem kilka lat jako singiel, co tez mialo pewne plusy.
Od trzech lat jestem z mezczyzna, o ktorym moge smialo powiedziec, ze to wlasnie jest TO.
Ale czuje jak od jakiegos czasu wiele rzeczy zaczyna mi sie w glowie przestawiac.
Wlasciwie przez wiekszosc zycia bylam przekonana, ze nie chce miec dzieci. Uwazalam, ze zupelnie sie do tego nie nadaje, nigdy nie interesowaly mnie dzieci kolezanek. Nie wyobrazalam sobie tej odpowiedzialnosci, poswiecenia. Wydawalo mi sie, ze wzorce rodzinne na zawsze mnie skrzywily i po prostu nie ma we mnie instynktu macierzynskiego i nigdy nie bedzie. Gdy poznalam mojego obecnego partnera, oboje bylismy zdecydowanymi anty-dzieciowymi.
I nagle szok, niespodzianka. Od jakiegos czasu, a wlasciwie odkad zamieszkalismy razem mam jakies dziwne przeblyski. Zaczynam ogladac sie za matkami w sklepie, wgapiam sie w dzieci na ulicy, codziennie podczytuje Wasze forum. Jest to dla mnie zupelnie nowe i dotad nieznane uczucie.
Zaczynam nagle watpic w siebie i to co zawsze o sobie myslalam. Czy rzeczywiscie nigdy nie chcialam dzieci, czy moze po prostu nigdy wczesniej nie trafilam na mezczyzne, z ktorym te dzieci chcialabym miec?
A moze po prostu i najzwyczajniej w swiecie rozdzwonil sie we mnie biologiczny alarm (bo juz nie budzik!) Smutno mi, ze byc moze swiadomie zrezygnowalabym z czegos pieknego w zyciu.
Mnostwo piszecie tutaj o codziennosci bycia matka, klopoty z karmieniem, szukanie szkoly, przedszkola, diagnozy autyzmu. Ale powiedzcie mi o tym innym wymiarze posiadania dziecka.
Wszyscy mowia, ze to ogromna zmiana, ze nic juz nie jest takie samo. To jedna z moich wielu obaw, bo ja lubie swoje obecne zycie i takie jakie zostalo ulozone. Oboje mamy dobre satysfakcjonujace prace, mamy czas na swoje pasje, czas dla siebie. Podejrzewam, ze po urodzeniu dziecka moge o tym zapomniec co najmniej na pierwsze kilka lat.
A jednoczesnie czuje podskornie, ze cos waznego mnie i mojego partnera ominie.
On jest ode mnie o 5 lat mlodszy, wiec powiedzmy ma troche wiecej czasu niz ja. No nie da sie ukryc, ze biologia tez jest tu czynnikiem i nie ma co udawac, ze jest inaczej.
Jestem ciekawa komentarzy tych z Was ktore zostaly mamami pozno, blizej czterdzieski- jak to jest?