O angielskiej młodzieży i nie tylko...

08.12.12, 22:14
Po urodzeniu dziecka dość długo szukałam pracy, w końcu "zaczepiłam się" w jednej agencji i od kilku miesięcy pracuję przez nią w fabryce soczewek. Praca jest byle jaka, ale nie wybrzydzam, bo w moim regionie bezrobocie jest wysokie, a szanse na znalezienie pracy w takim wymiarze godzin jak mam teraz są praktycznie zerowe. W domu nie chcę siedzieć, a ze względu na małe dziecko muszę się z mężem wymieniać opieką nad nim. Ale do rzeczy.
W moim miejscu pracy rotacja jest spora, jedni przychodzą, inni odchodzą, poznaję bardzo dużo nowych ludzi. Większość z nich to młodzież zaraz po szkole, jest też trochę osób w moim wieku (24), trochę starszych. Dużo słucham, trochę rozmawiam z innymi i łapię coraz większego doła. Ludzie których spotykam wydają mi się kompletnie puści, bezwartościowi, nudni. Nie chcę, żeby to brzmiało jakoś że zadzieram nosa, czy gardzę innymi, bo tak nie jest. Wiem, że każdy jest inny, ale na tyle osób, które spotkałam z nikim jeszcze nie udało mi się przeprowadzić ciekawej, wciągającej rozmowy. Ludzie rozmawiają o ostatnich odcinkach głupich rality shows, o wybrykach "celebrytów", o tym ile kosztuje piwo w którym barze, kto jak był ubrany na ostatniej imprezie, czasem o jedzeniu i miejscach, gdzie można coś zjeść albo opowiadają sobie historie typu "przeleciałem tamtą i tamtą" , "kupił mi sukienkę za 50 funtów" , "napisał na facebooku to i tamto" . Słuchają dennej, naprawdę dennej muzyki. W pracy słuchamy capital fm albo bbc1 na okrąło. Ja kocham muzykę, słucham dużo i często, ale kiedy słyszę po raz setny tą samą beznadziejną piosenkę, bez porządnych instrumentów, z dwoma dźwiękami w tle i głupawym tekstem to mnie szlag trafia, a każda kolejna jest taka sama. Tym bardziej, kiedy widzę że wszyscy wokół podśpiewują. Po wyjściu z pracy ludzie zakładają słuchawki, z których słychać te same durne "utwory" z list przebojów... Jeśli rozmowy o filmach, to albo o jakimś ostatnim hicie typu "American Pie" albo o prostych komediach romantycznych. Ze starszymi pracownikami jeszcze w miarę się dogaduję, ale młodzież wydaje mi się jednakową, pustą masą bez zainteresowań czy własnych poglądów. Są ślepo wpatrzeni w to, co serwują im mass media, słuchają głupawych radiostacji i oglądają żenujące,bazujące na podstawowych uczuciach reality shows. Kilka razy próbowałam zagaić jakąś ciekawą dyskusję, rzucić temat, który skłoni ich do wymiany poglądów i co? Komentują jednym zdaniem i wracają do rozmów o sztucznych rzęsach. Jakby bali się wychylić przed szereg, wyrazić opinię, która może być niezgodna z poglądami większości. Zero indywidualizmu, zainteresowań, samodzielnego myślenia, dążenia do czegoś głębszego, rozwijającego. Jedyne wartości, które zdają się wzbudzać w nich jakiś podziw, szacunek to kasa, sława, popularność w śród znajomych.
Wszystko to powoduje u mnie coraz większą rezygnację, czuję że sama tracę osobowość, charakter, nie mam szans na konfrontację z cudzymi poglądami, czuję, że sama przestaję się rozwijać. Staram się po pracy dużo czytać, rozmawiać przez skype, ale tak naprawdę nie wiele mam na to czasu przy małym dziecku. W dodatku zaczynam się poważnie zastanawiać na przyszłością mojego synka, nad tym, czy chcę żeby wychowywał się w takiej kulturze. Wiem, że jeszcze mamy dużo czasu, ale jak sobie przypomnę mój własny proces dorastania, jak różnych miałam ludzi w klasie, jakiej muzyki słuchaliśmy, o czym rozmawialiśmy i porównam to do tego, co widzę teraz to czuję przerażenie. Młodzi ludzie dają sobą manipulowac jak marionetki, są ślepo wpatrzeni w to, co serwują im media. Spotkałam kilka osób z tzw. "subkultur" , deklarująch, że słuchają rocka, metalu, wzbudziły we mnie jakąś nadzieję (sama raczej nie słucham "mocnej" muzyki, ale odebrałam to jako demonstrację inności, własnych poglądów) i co? Srodze się rozczarowałam. Okazało się, że ci młodzi ludzie tylko kreują się na innych, słuchają tego, co stacje nazywają "rockiem", czyli komercyjnych młodych zespołów otoczonych marketingiem, które grają na zlecenie wytwórni. W głowach ta sama sieczka.
Nie chcę jakoś generalizować, może czasu się zmieniły na całym świecie i to tylko moje urojenia, ale jednak mam wrażenie, że młodzież w Polsce nadal ma jednak w głowach więcej, niż ta tutejsza. Więcej tolerancji wśród kolegów, mniej prób dostosowania się do ogółu, więcej samodzielnego myślenia. Pomyślałam, że to może to miejsce, w końcu to kiepska praca, produkcja, ambitniejsi młodzi ludzie uderzają gdzie indziej. Ale to samo widzę na ulicach, w sklepach, w komunikacji miejskiej. Wszędzie jednakowi chłopcy w rurkach, z wystylizowanymi lwimi grzywami i dziewczyny w natapirowanych włosach i tonie makijażu, wszyscy ze ze słuchawkami na uszach, z których dobiegają dźwięki bezmyślnej, jednakowej muzyki. Owszem, młodzi Anglicy są chyba jednak lepiej wychowani i bardziej kulturalni od polskiej młodzieży, ale mam wrażenie że zamiast z domów i szkół które by ich ukształtowały, wszyscy pochodzą z jakichś jednakowych foremek bez wyrazu...
Dobija mnie praca w takim otoczeniu, słucham tej bezmyślnej paplaniny i aż czasem mam ochotę wstać i zacząć wrzeszczeć. Nie mam wielu znajomych poza pracą, jestem w UK stosunkowo niedługo. Czuję, że "cofam się w rozwoju" , no i zwyczajnie się nudzę. Jestem ciekawa, czy któraś z Was też ma podobne odczucia, czy to tylko ja tak "wymyślam"...
    • izabelski Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 09.12.12, 01:31
      ani Radio1 ani American Pie nie wydaja mi sie najgorszymi elemetami tutejszej kultury
      mysle,ze powinnas moze zauwazyc, ze ludzie tu nie otwieraja przed znajomymi z pracy
      nie tak jak a Polsce
      rzadko rodza sie przyjaznie pracowe, dodatkowo jak sama mowisz jest duza rotacja
      • steph13 Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 09.12.12, 02:02
        Kobieto, przeciez pracujesz w fabryce, wiec kim niby maja byc twoi wspolpracownicy? Intelektualisci z dyplomami? Zasmakowalas kiedys towarzystwa w polskiej fabryce? .
        • saram0na Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 09.12.12, 02:19
          steph ma racje- ja mam porownanie bo moja rodzina i znajomi pracuja i w fabrykach i w innych miejscach i roznice sa ogromne. Problemy, ciekawostki / historyjki z miejsca pracy , ludzie i sam jezyk jest dramatycznie rozny. Nie umniejszajac nikomu bo roznie sie ludziom uklada- nie zawsze fabryka bywa pierwszym wyborem miejsca pracy a i rotacja jak sama mowisz jest duza- proponuje jednak poszukac innej pracy.
    • e-vil Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 09.12.12, 05:12
      Ja mam podobne odczucia i jak czytalam Ciebie to jakbym to ja pisala. Ja rowniez nie mam gornolotnej pracy, bo pracuje w supermarkecie i wsrod kolegow z pracy glebsze rozmowy przeprowadzilam z 66 latkiem, ktory intelektualnie odstaje od reszty - co on robi w sklepie? ze wzgledow zdrowotnych musial zmienic prace na bezstresowa. To z nim moglam pogadac o histori naszych krajow, o oswiecimiu, o komunizmie, o tym dlaczego niebo jest niebieskie (fizyka), czego nie rozumiemy w kwestiach teologicznych i o tym dlaczego pilka nozna jest tak wazna dla niektorych facetow ;) Przede wszystkim jest pierwsza osoba, ktora widze ma jakies zainteresowania i zdolnosc sluchania. U rowiesnikow te zainteresowania ograniczaja sie do kosmetykow lub imprez weekendowych.. widoczne to zwlaszcza na FB..
      W czasie ciazy poszlam pracowac na kasy.. i musze przyznac, ze troche poprawil mi sie nastroj. Spotykalam rozne osoby z roznych srodowisk i przyjemnie mi sie rozmawialo, ale znow z tymi starszymi szybciej nawiazywalam kontakt.. mlodziez jakby moze troche uprzedzona.. i z nimi ciezej mi bylo pogadac.. chociaz w ciagu 5 min, bo tyle srednio trwa skanowanie zakupow ciezko jest poruszyc jakies powazne i glebsze tematy..
      Co do muzyki to jesli chodzi o ciezsze granie to nie mialam szczescia poznac osobiscie blizej nikogo mniej wiecej w moim wieku.. zawsze sa to osoby 40+ ale przynajmniej rozumiemy sie i ye osoby doskonale znaja i szanuja polski dorobek w tej dziedzinie ;)
      • robart76 Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 09.12.12, 10:18
        Nie pracuję w fabryce. Powiedziałbym nawet, że wręcz przeciwnie, więc mam do czynienia z ludźmi, którzy uchodzą za wyskształconych i z racji swojej profesji są uczestnikami szeroko rozumianego życia kulturalnego.
        Niestety odczucia mam dokładnie takie same jak autorka powyższej wiadomości.
        Nie przesadzałbym jednak z idealizowaniem młodzieży w Polsce.
        To chyba znak czasów, że ludzie szukają "taniej" i niewymagającej rozrywki. Niestety tylko taka jest łatwo dostępna. Wystarczy spojrzeć na repertuar kin czy teatrów, gdzie przeważają spektakle musicalowe czy, w przypadku kin, mało wymagające tytułu. Ambitne pozycje znikają po tygodniu bądź grane są w ramach poranków.
        • nannyjo32 Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 09.12.12, 12:16
          nie przeczytalam do konca bo wiem o czym mowisz tak jakbym czytala siebie. Bylam menedzerem w duzej firmie bukmacherskiej. Zatrudniali mlodych, rotacja byla niezeiemska mialam dokladnie to samo przy 20 parolatkach. Z czasem zaakceptowalam dopoki robili prace tak jak nalezy. W sumie kobiety prawie 40 letnie byly takie same gadaly ile to maja kochankow, ile popily wczoraj, xfactor, zakupy, troche o dzieciach. Musisz sie przyzwyczaic ze pracujesz w takim srodowisku. Mi bylo latwiej ta praca byla tylko kolejnym schodkiem do dalszego rozowju i kariery wiec staralam sie jakos wytrzymac.
          • gnusmas12 Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 09.12.12, 13:28
            Oj, też mam podobne przemyślenia. Z racji pracy (wcześniej w sklepie w centrum handlowym, teraz w kręgielni) mam częsty kontakt z ludźmi i nasuwają i się podobne wnioski. I nie chodzi tylko o ludzi młodych, chociaż to oni są faktycznie w większości.
            Zastanawiam mnie ten paradoks: teoretycznie ludzi w krajach rozwiniętych, raczej zamożnych mają większy dostęp do kultury, edukacji, mają lepsze warunki do samorozwoju, do rozwijania pasji, społeczeństwo jest bardziej tolerancyjne. A jednak niewiele osób z tego korzysta, większość robi wręcz wszystko, żeby wtopić się w tłum, przypodobać się większości, nie wypaść poza środowisko w którym warunki dyktują celebryci i telewizyjni prezenterzy. Jakby młodzi ludzie, wbrew temu że żyją w otwartym społeczeństwie, bali się być sobą. Trudno nie odnieść wrażenia, że jakieś głębsze wartości, indywidualizm są lekceważone na rzecz płytkich emocji rodem ze wspomnianego X factor czy Coronation street. Co do samych młodych ludzi - obserwuję ich uważnie i szczerze mówiąc, trochę mi ich żal. Wszyscy wyglądają jednakowo, wystylizowani co do włoska, dziewczyny w mocnych makijażach nawet na co dzień, chłopcy w tych nieszczęsnych, jednakowych trampkach, mało kto odważy się wyglądać inaczej. Nawet ci, co wyglądają na członków subkultury - po przeanalizowaniu stroju też można odnieść wrażenie, że został dokładnie przemyślany, ubrania znanych marek, modne stylizacje, brak miejsca na luz czy spontaniczność. Zastanawiam się czasem, jak długo trwają takie przygotowania co rano, zanim nastolatek czy nastolatka będzie mogła bez wstydu pokazać się znajomym... Z tym z kolei wiąże się system wartości, jaki sobą reprezentują. Co jest ważne? pieniądze i to, żeby zawsze wyglądać dobrze, modnie , nie odstawać od grupy. Jak ktoś się ubierze inaczej, nie wie kto to Katy perry to jest "looser". Zwykle trzymam się z daleka od teorii spiskowych, ale obserwując społeczeństwo na co dzień trudno mi nie zgodzić się z tezą, że media robią ludziom wodę z mózgu. Ta sama młocka w radiu, płytkie programy w TV, pranie mózgu na portalach społecznościowych, brak miejsca na samodzielne myślenie. Powstaje pokolenie jednakowych pionków podatnych na wszystko, co usłyszą z ust znanego celebryty albo popularnego kolegi.
            Z tym, że ja nie idealizowałabym polskich nastolatków. Myślę, że Polska w rozwoju dogania UK i różnice się wyrównują. Znam kilku młodych ludzi z PL i niestety ich podejście do życia też nie napawa optymizmem. Być może to takie pokolenie, niezależnie od kraju. My mieliśmy w życiu trochę trudniej, nie było tak łatwego dostępu do wszystkiego, co sobie zamarzymy, trzeba było bardziej się starać, również bardziej słuchać innych, obserwować i wyciągać własne wnioski. Dzisiaj młodzież ma podane wszystko jak na tacy, więc jak by powiedział mój mąż "mózgi zanikają" ;)
        • izabelski OT - Robart76, krytykujesz musicale 09.12.12, 13:38
          Kiedy ostatnio bylas na Musicalu I co ci sie wnim nie podobalo, tzn ktora czesc byla niewystraczajaco gleboka intelektualnie, ze poztanowilas iz wszystkie sa smieciowe?
          • steph13 Re: OT - Robart76, krytykujesz musicale 09.12.12, 14:00
            Nie wierze przez moment, ze te wszystkie krytyczne przedmowczynie spedzaja czas w powaznych teatrach, operze, muzyki sluchaja li tylko klasycznej, nie bywaja na Facebook, nie przestrzegaja zadnych tredow w modzie, w domu rozmowy o fizyce kwantowej i Big Bang, naturalnie tylko po polsku aby Jasio za mlodu zalapal co go czeka. W rzeczywistosci wykonuja prace niewymagajace zadnego wysilku intelektualnego, wsrod ludzi ktorzy sa tam tylko po to aby na zycie zarobic a nie w celu poszerznia horyzontow dzieki wysoce wyksztalconym imigrantom. I jak ja, lubia musicals o zgrozo! Fajna satyra o Polaku na emigracji.
            • e-vil Re: OT - Robart76, krytykujesz musicale 09.12.12, 14:20
              Ja pozwole sobie odpisac.. tu nie chodzi o to, ze jestesmy jakies mega intelektualistki, ale o to, xe kontakty z ludzmi sa bardzo plytkie.. ja odnosze takie wrazenie, ze nie ma tu miejsca na typowe 'nocne polakow rozmowy' .. tu nie chodzi by gadac o sztuce czy literaturze, ale by wejsc na inny poziom niz codziennosc i tv.. pytania typu 'a co myslisz o..' sa niemile widziane, bo widze, ze ci ludzie nie maja wlasnego zdania.. ciezko jest ich czyms zainteresowac, nie chca slyszec o Twoich zainteresowaniach.. wiec kontakty to pogawedki a nie rozmowy.. ciezko zbudowac relacje..
              • izabelski Re: OT - Robart76, krytykujesz musicale 09.12.12, 14:34
                myzle,vze wiele razy to juz byzachecam do przeczytania ksiazek an tej liscie
                forum.gazeta.pl/forum/w,37418,140959958,140959958,ksiazka_o_Anglikach_.html
                wg mnie zwlaszcza Watching the English

                nie zakladajcie, ze punkt widzenia i zanjomosc roznych faktow bedzie taka zaam jak nas, Polakow
                ciekawe ile z was narzekajacych, ze tutejsi nie wiedza duzo o Holokauscie - ma rownowazna wiedze o udzaile zonierzy Commonwealth w WWI, wojnie krymskiej czy Bars Wars lub nawet o Blitz
            • annika13 Re: OT - Robart76, krytykujesz musicale 09.12.12, 15:44
              steph13 napisała:

              > w domu rozmowy o fizyc
              > e kwantowej i Big Bang,
              U mnie czesto jest Big Bang...Theory, a Penny jest moja ulubienica.

              www.youtube.com/watch?v=5lLyr76L5Ic&feature=relmfu
          • izabelski Re: OT - Robart76, krytykujesz musicale 09.12.12, 14:22
            i jeszcze jakiej muzyki sluchasz? jakich grup, kompozytorow, genre?
            bedzie mi latwiej zrozumiec dlaczego uwazasz iz Musicale sa do kitu
          • robart76 Re: OT - Robart76, krytykujesz musicale 09.12.12, 17:29
            Ależ moja droga. Musical z założenia jest sztuką z raczej niskiej półki i rozrywką dla ludu i turysty.
            Ale nie o tym jest ta dyskusja.
            • glasscraft Re: OT - Robart76, krytykujesz musicale 09.12.12, 17:32
              Dziekuje... smiech to zdrowie!
            • izabelski Re: OT - Robart76, krytykujesz musicale 09.12.12, 18:42
              >>Musical z założenia jest sztuką z raczej niskiej półki i rozrywką dla ludu i turysty. <<

              Alez moja droga - nie odpowiedzials na moje pytania - jaki musical ogladnelas ostatnio i jakiej muzyki sluchasz.
              Lud chcialby wiedziec skad czerpiesz swoja wiedze.
              • robart76 Re: OT - Robart76, krytykujesz musicale 09.12.12, 19:39
                Swoją wiedzę czerpię ze swojego wykształcenia. Kończyłem warszawską Akademię Teatralną, wydział Wiedzy o Teatrze. Nie piszę więc tutaj li i jedynie o moich prywatnych gustach i odczuciach, bo jak wiadomo "de gustibus....", ale o ogólnej klasyfikacji musicalu.

                • glasscraft Re: OT - Robart76, krytykujesz musicale 09.12.12, 19:49
                  Czyli jestes gosciem czestym w operze i na koncertach oraz na przedstawieniach teartralnych z tej wyzszej polki, dla plebsu niedostepnych... a podzielisz sie na jakich ostatnio?
                  • robart76 Re: OT - Robart76, krytykujesz musicale 09.12.12, 20:07
                    I owszem jestem. Polecam wybierać się raz w roku na festiwal teatralny w Edynburgu, gdzie można zobaczyć przegląd najciekawszych propozycji europejskich. Z ciekawszych tegorocznych wystawień polecam "Wonderland" Lentona, "Macbeth" Jarzyny, "Waiting for Orestes" Tadashi Suzuki. Z polskich ostatnich premier "Ja Piotr Riviere..." Dudy-Gracz, "W imię Jakuba S." Strzępki i Demirskiego, "Persona, Marylin" Lupy.
                    Pozdrawiam
                    • izabelski Re: OT - Robart76, krytykujesz musicale 09.12.12, 20:09
                      no to z Edynburga - a cos z fringe w Londynie?
                      lub z West Endu?
                    • glasscraft Re: OT - Robart76, krytykujesz musicale 09.12.12, 20:39
                      Ojej, to wspolczuje, bo musisz sie w tym kraju dusic.
                • izabelski Re: OT - Robart76, krytykujesz musicale 09.12.12, 19:55
                  Kończyłes warszawską Akademię Teatralną, wydział Wiedzy o Teatrze ale nadal nie odpowiedziales na pytanie - ktory musical obejrzales i wydaje ci sie tak plytki, ze az nie wart ogladniecia
                  • robart76 Re: OT - Robart76, krytykujesz musicale 09.12.12, 20:11
                    Odwrócę pytanie. A które zaliczyłabyś do sztuki wysokiej? Bo ja żaden. Oglądnąłem w tym roku i Chicago i Marry Poppins i Leszek Miserables. I wystarczy. Niestety brytyjski teatr pozostawia wiele do życzenia. Nie zrozum mnie źle. To są dobre, komercyjne produkcje, ale ich zadaniem jest rozrywka i nie reprezentują sobą wielkich wartości artystycznych.
                    • izabelski Re: OT - Robart76, krytykujesz musicale 09.12.12, 20:23
                      Blood Brothers bardzo mi sie podobal
                      i czekam z wypiekami na okazje pojscia na Matylde

                      Mary Poppins niezbyt mi sie podobala
                      Chicago - amerykanski wiec nie porownujmy
                      Les Miserables - ogladalam wiele lat temu i bardzo mi sie podobal
                      czekam az Cats przyjada blizej Londynu

                      reszta z tych co ogladalam nie byla angielska

                      jeszcze Wicked ponoc na pewno warto ogladnac

                      wg mnie poziom aktorski musicali jest b.wysoki, nie wiem jak sie je ocenia oka krytyka teatralnego, bo jest to kombinacja tanca, spiewu i gry aktorskiej - wiez jesli specjalizujesz sie w wiedzy n aremat gry aktorskiej a nie masz wyrobionego ucha pod spiew typu musical theatre, to nie masz raczej szansy dobrze ich ocenic

                      nie pisze, ze ja sie az tak znam, ale dzieci moje spiewaja w tym stylu od wielu lat, chodze na musicale i slucham tej muzyki w domu - wiec jestm dosc krytycznie nastawiona

                      nawet w przedstawieniach w amdram mozna zobaczyc swietna gre aktorow z musical theatre, niekoniecznie w West Endzie

                      i nigdy, przenigdy nie napisalabym tak jak ty powyzej - musicale to rozrywka dla ludu, neistety swiadczy to o tym, ze nie ogladnales zbyt wielu i nie znasz ich na tyle, zeby miec porownanie
                      • glasscraft Re: OT - Robart76, krytykujesz musicale 09.12.12, 20:25
                        Jak dla mnie Wicked zdecydowanie warto obejrzec.
                        • zurekgirl Re: OT - Robart76, krytykujesz musicale 09.12.12, 20:41
                          Wizard of Oz mi sie podobal, a pare dni temu obejrzalam Scrooge w Palladium i poza kostiumami nic mnie nie zainteresowalo.
                    • steph13 Re: OT - Robart76, krytykujesz musicale 09.12.12, 20:54
                      robart76 napisał:

                      > Odwrócę pytanie. A które zaliczyłabyś do sztuki wysokiej? Bo ja żaden. Oglądnął
                      > em w tym roku i Chicago i Marry Poppins i Leszek Miserables. I wystarczy. Niest
                      > ety brytyjski teatr pozostawia wiele do życzenia. Nie zrozum mnie źle. To są do
                      > bre, komercyjne produkcje, ale ich zadaniem jest rozrywka i nie reprezentują so
                      > bą wielkich wartości artystycznych

                      A gdzie jest powiedziane, ze kazdy spektakl teatralny musi reprezentowc wielkie wartosci artystyczne? Teatr to sfera rozrywki. Jest czas na Hamleta i na Chicago. Ten ostatni widzialam w Londynie i NYC i szkoda ze juz zdjeli. Les Mis widzialam 6 czy 7 razy i nie moge obiecac, ze nie pojde juz nigdy wrazen odnowic. W ubieglym miesiacu bylam na Yes Prime Minister i na Cabaret, kazde przedstawienie inne i rownie zadawalajace. Po kilka razy w roku bywam w Ronnie Scotts ale na koncercie Rod Stewart tez bawilam sie setnie.
                      Ze wzgledu na kierunek studiow uwazasz sie zapewne za elite w tym zagadnieniu, ale nie zapominaj, ze kazda sztuka tworzona jest dla publiki , bez ktorej nie mialaby raczej racji istnienia.
                    • izabelski Re: OT - Robart76, krytykujesz musicale 09.12.12, 20:59
                      >>o są dobre, komercyjne produkcje, ale ich zadaniem jest rozrywka i nie reprezentują sobą wielkich wartości artystycznych.<<

                      mysle, ze jesli masz racje to powinienes napisac swoja opinie do tutejszych gazet, jesli poprzesz swoja opinie solidnymi faktami a nitylko wlasna opinia, to zrobisz furore, czego sie serdecznei zycze

                      nie zamierzam sie wdawac w dyskusje na temat wartosci artystycznych przedstawien, bo to ty jestes teoretykiem od teatru a ja nie

                      uwazam,ze taniec, spiew i gra aktorska w jednym niosa niezwykle wartosci artystyczne, dekoracje i oprawa muzyczna rowniez

                      mam wrazenie ze wg ciebie rozrywka i "wartosci artystyczne" wykluczaja sie wzajemnie, a ja sie z tym nei zgadzam
                      • izabelski grrr, literowki :( 09.12.12, 21:02
                        czego cu serdecznnie zycze
                      • robart76 Re: OT - Robart76, krytykujesz musicale 09.12.12, 21:52
                        Bardzo dziękuję szanownym koleżankom za przeprowadzenie wiwisekcji mojej osoby i uświadomienie mi moich braków i niedoskonałości.
                        Obiecuję się poprawić i ukształtować na obraz i podobieństwo.
                        Pozdrawiam.
                        • izabelski Re: OT - Robart76, krytykujesz musicale 09.12.12, 22:18
                          mam wrazenie, ze jestes swiezo upieczonym absolwentem, ktory ma mnostwo wiedzy teoretycznej a niewiele praktyki
                          bylez na 3 musicalach i jednym festiwalu w E. - i na tej podstawie oceniles jakosc teatru w tym kraju

                          wiwisekcja ci sie wydalo to, ze ktos cie zaprasza do dyskusji
                          ty nie masz ochoty w niej brac udzialu - poki co napisales swoja krotka opinie podpierajac sie autorytetem dyplomu

                          moze uzyje neislusznego porownania, ale zawsze Akademie mialy niesamowicie skostniale podejscie do sztuki, czy nie uwazasz ze byc moze jestes od wplywem opinii nauczycieli akademickich podczas gdy zycie toczy sie swoim torem i sztuka/artysci ktorzy cie otaczaja przemieszczaja sie innym niz ty wymiarze?
                          • robart76 Re: OT - Robart76, krytykujesz musicale 10.12.12, 09:20
                            Jak słusznie zauważyłaś większość twoich porównań i obserwacji jest niesłuszna.
                            • izabelski Re: OT - Robart76, krytykujesz musicale 10.12.12, 10:00
                              says who?
                        • yumemi Re: OT - Robart76, krytykujesz musicale 09.12.12, 22:34
                          Nie pracuję w fabryce. Powiedziałbym nawet, że wręcz przeciwnie, więc mam do czynienia z ludźmi, którzy uchodzą za wyskształconych i z racji swojej profesji są uczestnikami szeroko rozumianego życia kulturalnego.
                          Niestety odczucia mam dokładnie takie same jak autorka powyższej wiadomości.

                          Ciekawa jestem w takim razie gdzie pracujesz:))
                          Ja w pracy moge rozmawiac o Musical'ach (bylam niedawno na Les Miserables), oraz o operze i balecie (bo uwielbiam i czesto chodze do ROH). Moje kolezanki sa na biezaco z wystawami najrozniejszymi, i oczywiscie duzo wiecej mozliwosci pod tym wzgledem jest w UK niz w Polsce w moim odczuciu.
                          Wiec byc moze to kwestia towarzystwa w jakim sie obracamy?
                        • steph13 Re: OT - Robart76, krytykujesz musicale 10.12.12, 11:11
                          robart76 napisał:

                          > Bardzo dziękuję szanownym koleżankom za przeprowadzenie wiwisekcji mojej osoby
                          > i uświadomienie mi moich braków i niedoskonałości.
                          > Obiecuję się poprawić i ukształtować na obraz i podobieństwo.

                          No czyli warto bylo. Ksztaltowc sie na podobienstwo nie musisz ale gdyby oworzyly ci sie oczy troche, w co watpie, to juz bylby pozytyw. Wyzsza Szkola Teatralna w Warszawie nie jest globalnym autorytetem i wywiedzione z niej poglady nie ksztaltuja opinii na swiecie, i chwala Bogu. Bo nic nie stoi na przeszkodzie aby ludzie jezdzacy raz na rok do Edynburga z przyjemnoscia ogladali Lion King, Oliver, Miss Saigon czy Blood Brothers w Londynie. A tzw 'specjalisci' z dyplomami moga sie kisic we wlasnym sosie i walkowac ich rzekomo elitarne poglady miedzy soba - to niczego nie zmienia.
            • aniaheasley Re: OT - Robart76, krytykujesz musicale 10.12.12, 10:30
              Musical sztuka dla ludu I turysty? Tak Was ucza w Szkole Teatralnej?
              Nie odnioslam takiego wrazenia obserwujac poczynania dyrektora Kepczynskiego z Romy warszawskiej kiedy dokonywal przez lata staran zeby dostac pozwolenie na wystawienie w Polsce najpierw Miss Saigon, potem Upiora w operze, ostatnio Nedznikow. Wrecz przeciwnie, traktowano te musicale jako okazje pokazania w Polsce czegos wielkiego I wyjatkowego. Publicznosc w Romie tez malo 'ludowa' chodzila na te przedstawienia.

              No ale skoro musicale sa dla Ciebie wulgarne, banalne, pospolite, to bez zagladania w repertuar moge Ci zagwarantowac ze w kazdym wybranym dniu roku w Londynie mozesz obejrzec co najmniej jedna pozycje Szekspira, Ibsena, Czechowa, Pintera.
              W wersji tradycyjnej na West End albo bardziej awangardowej na Off West End.

              Nie mowiac juz o tym ze w kazdym dowolnym dniu prawie mozna zobaczyc jakis polski akcent w londynskich teatrach, obecnie np. Alksandra Kurzak w Eliksirze Milosci.

              Zanim zaczniesz krytykowac londynski teatr radze go dobrze poznac, bo mam wrazenie ze na razie znasz go glownie z reklam na autobusach.
    • miwah Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 09.12.12, 14:15
      jestem raczej optymistycznie nastawiona do otoczenia, tubylcow, ale...
      zdarzylo mi sie stac na dworcu z dziecmi w niedziele rano ( mieli koncert w Londynie i musielismy dojechac). Z nami oczekujacy glownie studenci ( w kazdym razie ich najbardziej bylo slychac) bo miasteczko studenckie, uniwersyteckie tradycje wiec sama historia i elyta ;-P Zdecydowanie nie pracownicy fabryki a creme de la creme przyszlego spoleczenstwa i no niestety, tresci podobne.` A on powiedzial, a ona powiedziala, a ja mu mowie, a ile wypilismy ...hihihi-hahaha`
      Biore poprawke na to ze poimprezowi i zakacowani. Niektorzy nawet podrozowali w spodniach od pizamy ;-P
      Zalosne to bylo, acz nie twierdze ze wylacznie specyfika tutejszej mlodziezy.Mysle ze raczej ogolnie wspolczesnej mlodziezy. Znak czasow, albo sie starzeje ;-P
      Acz, przepraszam, znam calkiem sporo mlodych ludzi, niekoniecznie studentow, niektorzy pracujacy, inni z lokalnego college`u, jeszcze inni studenci mniej lub bardziej elitarnych uczelni i naprawde bardzo do rzeczy to sa ludzie, wiec moze taki sort mi sie akurat trafil o tej 8mej rano w niedziele po nocnym imprezowaniu pedzacy do stolycy.
      • izabelski Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 09.12.12, 14:19
        ja mysle,ze wracali do Londka po imprezie do wlasnego wyrka a nie jechali do niego z digs :)
        przynajmniej nie wyobrazam sobie ze z wlasnej woli siedzieliby na dworcu o 8 :)
    • lianis Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 09.12.12, 14:48
      Slucham muzyki ktora lubie w domu, ogladam to co lubie w domu, ja co prawda lubie wyjsc do teatru, choc ostatnio sprowadza sie to do Mary Poppins, pojsc na musical, choc pewnie Chicago nie jest wystarczajaco gornolotne, mam przyjaciol z ktorymi moge porozmawiac o najnowszych trendach w modzie, o zywieniu, czy fizyce kwantowej, a w pracy obracam sie z ludzmi roznokulturowymi, w roznym wieku i rozmawiam o dupie maryni, nie mam pojecia co sie kryje glebiej, bo rozmowy prowadzone sa na temat ciazy ksieznej Kate, xfactora, czy innych celebrytow. Ale tak samo jak ja nie wiem czym sie ci ludzie interesuja, tak samo oni nie wiedza nic o mnie. U mnie w pracy nie ma jakis glebszych wynurzen, ale to nie znaczy ze ludzie sa plytcy. A nie pracuje przy tasmie w fabryce, gdzie nie bardzo wogole wyobrazam sobie glebsze rozmowy.
      Swoja droga ciekawi mnie jak Ciebie postrzegaja wspolpracownicy.
      • illegal.alien Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 09.12.12, 15:04
        O to, to :)
        Ja slucham w robocie i w drodze do/z wlasnie smieciowej muzyki - mam tego pelna swiadomosc, ale lubie, dobrze mi sie do niej idzie :D
        W pociagu czytam rozne ksiazki - glownie na Kindlu, wiec nikt nawet nie wie, co tam czytam. Moze byc 50 shades, moze byc Platon.
        Jak kobieta z biurka obok zaczyna po raz piaty dyskusje pt. 'I don't care what colour you are, as long as you are a nice person. I have a friend, May, from Uganda, who is more black than my keyboard' to potakuje i sie nawet nie zaczynam zaglebiac w temat relacji rasowych w tym kraju, token black friends i innych takich. Bo mi sie nie chce. Bo nie bede gadac na takie tematy, kiedy mam cos do roboty, bo baby nie lubie. Wiec zmieniam temat na X factora, niech sobie laska nawija, ja moge potakiwac i moge robic swoje. Najczesciej jednak zakladam w pracy sluchawki na uszy i z nikim nie gadam, bo inaczej nic bym nie zrobila - trudno, wychodze na chamke i snobke, ale mnie to ciagle pytlowanie meczy.
        Pracuje w kancelarii prawnej.
        • e-vil Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 09.12.12, 15:27
          Poniewaz moja praca jest 'bezmyslna' (w praktyce macham tylko rekami wkladajac towar na polke ;)) to pozwalalam sobie na umilanie jej rozmowa ze wspolpracownikami.. czas szybciej plynie i jesli rozmowa ciekawa to i przyjemnie.. choc zdarza sie, ze nie mam ochoty to odcinam sie wkladajac na uszy sluchawki i odpalam muzyke lub audiobooka - swietna sprawa.. ale lubie po prostu rozmowy typu.."czytalam ciekawy artykul o" i rozmowa zaczyna sie krecic :)
          • illegal.alien Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 09.12.12, 15:42
            A ja wole nie wdawac sie w takie dyskusje i nie przedstawiac moich pogladow w pracy.
            Moja praca jest glownie umyslowa, ale mam pecha, ze niedaleko mnie siedzi kobieta, ktora glownie kseruje/faksuje/skanuje i wlasnie ma ochote sobie umilac prace gadajac ze mna. Szlag mnie trafia, bo ja probuje sie skupic, a ta nadaje jak radio. Grrr.
        • izabelski Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 09.12.12, 19:09
          kolega siedzacy obok w tym tygodniu opowiadal o jakims kolesiu z Xfactor (nie ogladam), podeslala mi linka na youtubie, posluchalam i po 10 sekundach mowie - komputeryzowany glos, latwo zdobywac glosy publicznosci na wirlkim hicie - the Power of Love

          zerknelismy na Wikipedie i podyskutowalismy, ze nikt tak wlasciwie nie zrobil zawrotnej kariery, oprocz moze Olly Murs i tyle
    • gnusmas12 Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 09.12.12, 16:49
      Ależ Steph, pomiędzy operą i fizyką kwantową a tanim reality show i one direction jest całe mnóstwo możliwości. Ja np. cenię muzykę klasyczną, ale słucham Queen, Chemical Brothers, Reginy Spektor - czyli muzyki "dla ludzi" ale jednak niosącej coś więcej niż dwa akordy grane na zmianę połączone takim tekstem :)"
      Co do rozmów, to przecież żeby były ciekawe, tematem nie musi być wielki wybuch czy prądy filozoficzne w dziewiętnastowiecznej Francji. Dla mnie (i o ile zrozumiałam, autorce wątku chodzi o to samo) wystarczy, że mogę wymienić się poglądami, dowiedzieć się czegoś ciekawego o świecie, innej kulturze, ostatnich wydarzeniach (i nie mówię tu o ciąży Kate :P ). Doskonale sobie zdaję sprawę, że w pracy raczej paple się bez większego sensu, luźne rozmowy, żeby zabić czas. Ale słuchanie przez bite 8 godzin na zmianę o tym kto kogo przeleciał i ile zdjęć kto ma na facebooku naprawdę męczy. Dobrze jest czasem porozmawiać o czymś ciekawszym, wdać się w żywą dyskusję, poznać zdanie innych, bronić swojego lub dać się nauczyć czegoś nowego, zwyczajnie dać się porwać rozmowie. Ja o tym niestety w pracy mogę zapomnieć. Jak ktoś napisał przede mną, większość Anglików nie ma swojego zdania i zgodzę się z tym w całej rozciągłości. Ludzie boją się mieć poglądy, a nawet jeśli je mają to w życiu się do tego nie przyznają ;)
      • izabelski Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 09.12.12, 18:45
        >>Ludzie boją się mieć poglądy, a nawet jeśli je mają to w życiu się do tego nie przyznają ;)<<

        znowu widze brak zrozumienia dla spoleczenstwa w ktorym mieszkasz
        powtorze jeszcze raz - ludzie w pracy tutaj nie otwieraja sie do wpolpracownikow
        i tyle, bez dodawania smiles do tekstu czy psychoanalizy - po prostu tak tu jest
        • e-vil Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 09.12.12, 19:45
          to w jakich okolicznościach można sobie pogadać i posłuchać o poglądach? ponieważ przyjechałam do tego kraju do pracy to nie mam kontaktów innych niż właśnie praca.. rozumiem, że nie każdy w pracy chce się uzewnętrzniać i zawierać znajomości - ale dla mnie to jedyna chyba taka możliwość
          • izabelski Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 09.12.12, 19:57
            szczerze - w niewielu :)
            musisz spotakc gdzies ludzi, ktorzy z toba zawra kontakt prywatny, to wtedy bedzies miaal szanse na znalezienie kogos do glebszych rozmow
            i nie beda to mamy dzieci albo sasiedzi :)
            • e-vil Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 09.12.12, 20:15
              no właśnie - bo jedyny prywatny kontakt to mam z dwojgiem nieco starszych ode mnie Anglików i to znajomość sprzed ok 15 lat zawarta przez neta - wprowadzona w real - gościłam ich obu w Polsce.. niestety mieszkamy daleko od siebie no i z racji tego kontakty są nieco luźniejsze, ale w dalszym ciągu możemy sobie pogadać na wspólne nasze tematy/ zainteresowania..
              • izabelski Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 09.12.12, 20:25
                moze poszukaj znajomych wsrod starszych osob - nawet moze udizelajac sie w jakims domu dla starszych osob?
              • yumemi Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 10.12.12, 23:20
                Trzeba sie rozejrzeć :-) my znaleźliśmy kilka lokalnych rodzin fajnych przyjaciół ponad 10 lat temu przez zajęcia z NCT oraz przez to ze założyłam lokalny book Club.
                To są ludzie wykształceni, bardzo oczytani, pracują w ciekawych zawodach i spotkania są zawsze pełne super burzliwych intelektualnych dyskusji.
            • liley11 Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 10.12.12, 21:47
              izabelski napisała:

              > szczerze - w niewielu :)
              > musisz spotakc gdzies ludzi, ktorzy z toba zawra kontakt prywatny, to wtedy bed
              > zies miaal szanse na znalezienie kogos do glebszych rozmow
              > i nie beda to mamy dzieci albo sasiedzi :)

              A i tu sie mylisz:)
              • izabelski Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 10.12.12, 23:13
                ciesze, ze sie myle :)
            • nisia_i_maczek Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 13.12.12, 12:00
              Izabelski, przez to twoje ostatnie zdanie caly czas teraz mysle czy jest cos o czym nie wiem - bo mam calkiem kilka dobrych kolezanek ktore sa moimi ewentualnie bylymi sasiadkami albo mamami albo co gorsza jedno i drugie... :D Lubimy sie, spotykamy czesto i "glebokosc" naszych rozmow jest dla mnie satysfakcjonujaca - no ale ja tez z tych co lubia musicale... ;o)

              Moglabys rozwinac temat co mialas na mysli? No bo ja zawsze taka pozytywnie nastawiona do ludzi a tu co, dupa, nie powinnam sie angazowac w zadne takie znajomosci bo to wszystko nie tak jak mi sie zdaje...? :) Ech zycie!
              • izabelski Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 13.12.12, 13:31
                ja nie mialam moze czasu na zawiazywanie tych znajomosci, bo pracowalam na pelny etat odkad moje dzieci mialy 1 i 3 lata
                jak mialam czasami czas odwozic do szkoly - to bylo w biegu
                odbieral je zawsze ktos inny albo ja po swietlicy
                czyli wszsytko biegusiem :)
                i to ledwie wyrabialam na zakretach

                moze niepracujace mamy lub te co zawsze odbieraja maja wieksze szanse na zawieranie takich znajomosci

                w kazdej pracy nawiazalam kontakt na tyle bliski, ze sie nadal czasami spotykamy po latch i mamy wspolne tematy, ale wszyscy meiszkamy w roznych czesciach Londynu wiec jest trudniej

                a ty pracujesz czy jestes SAHM?
                • nisia_i_maczek Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 14.12.12, 00:47
                  Phew dzieki to troche mnie uspokoilas bo juz sie balam ze sie dowiem czegos czego nie chce wiedziec hehe ;o)

                  Nie, nie jestem SAH yummy mummy - to troche inny swiat dla mnie - pracuje na pelny etat ale mam szczescie ze duzo pracuje w domu w nieco elastycznych porach wiec staram sie bywac w szkole regularnie chociaz tez najczesciej lece wszedzie spozniona z wywieszonym jezykiem... ale tu gdzie mieszkam jest sporo mam pracujacych w podobny sposob wiec wymieniamy sie czesto opieka nad dziecmi po szkole/po klubach, czasem ja zabieram pare dzieciakow do siebie, a kiedy indziej moj maly chodzi do innych a ja go odbieram po pracy.
                  Tez ledwo wyrabiam czasem i wtedy nadrabiam po nocach ale za to wtedy najbardziej tworczo mi sie mysli ;o)
                  • sznupkowie Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 14.12.12, 10:41
                    Zabukowałąm sobie bilety na Mamma Mia w styczniu i teraz nie wiem czy nie zdyskwalifikuje mnie to w oczach poniektórych tu wypowiadających się..:) No ale ja zawsze prosta dziewucha byłam, co lubi musicale, ma telewizor w domu i płacze na reklamach pasty do zębów..:)

                    P.S. Czy "39 steps" warte obejrzenia?
                    • glasscraft Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 14.12.12, 10:46
                      Sznupkowie - wynocha z forum i to juz. Mamma Mia jest biletem w jedna strone i bez prawa powrotu!!! :-D :-D :-D

                      Ja co prawda przy reklamach pasty do zebow nie placze, ale na MM poszlabym chetnie jeszcze raz. 39 steps nie wiem, ale polecam (chyba po raz kolejny) Wicked.
                    • golfstrom Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 14.12.12, 11:00
                      No, nawet Szekspir pisal dla rozrywki gawiedzi, ale nawet Szekspir po kilkuset latach nabiera takiej patyny, ze patrzec na niego mozna tylko na kolanach.

                      Swoja droga, bylam wczoraj na przedstawieniu szkolnym syna i oprocz tego, ze bylam bardzo wzruszona, to tez resztkami funkcjonujacej szarej masy myslalam sobie, ze to przedstawienie az prosi sie o udzial publicznosci: ludzie powinni spontanicznie klaskac do rytmu przynajmniej (bylo tam duzo piosenek znanych z radia, np. elfy tanczyly do Dolly Parton :)
                      Ale nie, bo u nas biednego Bakchusa wszyscy maja za pijaka i ladaco (czy dostane za to nawiazanie jakies punkty? ;P ), wiec musimy siedziec jak te kukly na widowni, klaskac tylko wtedy, kiedy konwencja nakazuje i ewentualnie smiac sie wtedy, kiedy wszyscy inni sie smieja.
                      • sznupkowie Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 14.12.12, 11:12
                        Wicked mówisz? Ide poczytac recenzje:)

                        Moja koleżanka studiowała na wydziale aktorskim i w jej środowisku krytykach sztuki teatralnej mówiło się, ze to niedoszli aktorzy, któym zabrakło talentu, urody i poczucia humoru...:)
          • golfstrom Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 11.12.12, 13:26
            > poniew aż przyjechałam do tego kraju do pracy to nie mam kontaktów innych niż właśnie
            > praca..

            Wysilic sie i znalezc kontakty poza praca. Jesli masz wlasne hobby, to znajdziesz ludzi, ktorzy maja podobne.
            Lubisz czytac - dolacz do book club (biblioteki powinny oferowac a jak nie to sprobuj znalezc przez meetup.com). Tam jest wiecej mozliwosci do ogolnego filozofowania.
            Spotkaj sie z kims z forum.

      • steph13 Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 09.12.12, 19:48
        gnusmas12 napisała:

        > Ależ Steph, pomiędzy operą i fizyką kwantową a tanim reality show i one directi
        > on jest całe mnóstwo możliwości. Ja np. cenię muzykę klasyczną, ale słucham Que
        > en, Chemical Brothers, Reginy Spektor - czyli muzyki "dla ludzi" ale jednak nio
        > sącej coś więcej niż dwa akordy grane na zmian

        Na jakiej zasadzie wnioskujesz, ze muzyka np Queen (bardzo lubie) czy Chemical Brothers (nie cierpie) jest superior w porownianiu z np myzyka Leony, Will Young czy nawet Rhianny? Czy to przypadkiem nie kwestia gustu czy nastroju w danej chwili? I dlaczego oczekujesz, ze ludzie w pracy musza miec chec wymieniac z toba poglady czy opinie? Moze tego typu rozmowy odbywaja w gronie przyjaciol raczej niz wsrod wspolpracownikow? Rowniez, nie w kazdej pracy jest czas czy okazja na pogaduszki. Ci na conveyer belt moga pewnie pogadac ale raczej nikt nie oczekuje intelektualnych rozmow na tym szczeblu, ani tutaj ani w Polsce.
        W sumie uogolnienia o brytyjskiej/ polskiej mlodziezy sa zwyczajnie glupie i nieprawdziwe.
        • izabelski Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 09.12.12, 20:00
          albo od tworczosci Ed Sheeran, Adele czy Jessie J?
    • carmelaxxx Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 09.12.12, 17:17
      mlodosc ma swoje prawa, jedni wyrastaja z tych glupawek inni nie i tyle. Jedni sluchaja w kolko nicki minaj inni tylko podczas imprez. Nie mozna wrzucac wszystkich do jednego worka.
    • najma78 Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 09.12.12, 20:37
      :-D:-D:-D Rzeczywiscie, nie spotykane, jacy ci Anglicy plytcy i jak to wlasnego zdania nie maja. Pracowalam w Pl, nie w fabryce a w instytucji panstwowej, raczej nie przypominam sobie glebszych dyskusji pracowych nad waznymi sprawami tego swiata, historii, spoleczenstw, kultury itd. a zwykle na tematy bylo w serialu takim a takim, a Ania dzis ubrala sie tak i tak, a Marcin to chyba ma romans z Aska a Kaska ma fajne buty, szczesciara ma dzianego meza stac ja, a na rogu otworzyli nowy lumpeks itd. Obojetnoe do kogo by sie nie weszlo lecialo albo zetka albo rmf. Mlodziez czyli 16-21-latki z nami nie pracowali wiec nie wiem;) Nie przyszloby mi fo glowy aby czy w pl czy tu (pracuje w szkole) z kolegami z pracy jakies powazne rozmowy prowadzic od tego mam kilku znajomych i robie to na gruncie prywatnym. Praca to nie miejsce do uzewnetrzniania swoich pogladow i prowadzenia glebszych dyskusji. Nie rozumiem tez jak mozna miec za zle ludziom, ze nie maja takich samych gustow jak my sami, no bez przesady.
    • plain-vanilla Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 09.12.12, 20:58
      W Polsce w dwoch roznych pracach poznalam dwie wspaniale przyjaciolki, z ktorymi mam do dzisiaj kontakt po 10 latach. Nie pamietam, czy dyskutowalysmy o Kierkegaardzie i fizyce kwantowej, ale bylo to porozumienie i zainteresowanie drugim czlowiekiem, ktorego tutaj (Szkocja) w pracy nie zauwazylam. Rozmowy standardowe o dupie maryni bez zadnego podkladu intelektualnego, nuda po prostu, ale ja to zaakceptowalam jako kulturowa odmiennosc. Skoro w pracy ani wsrod mam dzieci (jak ktoras z was napisala) nie da sie poznac zadnych ciekawych ludzi, to moje szance na znalezienie przyjaciolki spadaja do zera. Chyba faktycznie zostaje tylko starsza generacja.
      • najma78 Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 09.12.12, 21:13
        A ja wlasnie wsrod mam w szkole poznalam swoja przyjaciolke - Angielke. W pracy poprzedniej (firmie prawniczej) tez poznalam dwie dziewczyny, z ktorymi spotykalysmy na gruncie prywatnym sie nadal to trwa choc rzadziej z roznych przyczyn. Moj maz tez poznal ludzi w pracy z.ktorymi spotykamy sie prywatnie.
    • jaleo Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 09.12.12, 21:08
      O "dziejszej mlodziezy" to juz greccy filozofowie narzekali 2000 lat temu wiec nic nowego ;-)

      Izabelski ma racje, roznica kulturowa jest ogromna, wypowiadanie "prosto z mostu" swoich pogladow moze byc uwazane wrecz za niegrzeczne (istnieje nawet slowo "opinionated" ktore nie ma zgrabnego polskiego odpowiednika, bo w Polsce wyrazanie otwarcie swoich pogradow nie jest pejoratywne).
      Z kolegami z pracy nie dyskutuje sie o sensie zycia, bo to nie miejsce i nie towarzystwo, im szybciej to zrozumiecie, tym latwiej bedzie sie Wam zylo w tym kraju. Zeby kogos poznac na wskros i rozmawiac o czyms wiecej niz pogodzie, TV, trzeba z ta osoba przejsc troche wiecej niz dzienna zmiane w fabryce.
    • mamonia78 Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 09.12.12, 21:44
      Nie chcialabym nikogo urazic, ale troche ciezko sie spodziewac wszechstronnie wyksztalconych ludzi w fabryce... Ktorzy chodza do teatru, opery, sa oczytani... Szczegolnie 20-latkow...W UK, Polsce czy gdziekolwiek. I wcale mnie nie dziwi o czym piszesz ze rozmawiaja. To ich zycie.
      >>Zero in
      > dywidualizmu, zainteresowań, samodzielnego myślenia, dążenia do czegoś głębszeg
      > o, rozwijającego.
      Gdyby mieli te cechy, pewnie nie pracowaliby w fabryce??
      Nie miej do nich pretensji, bo to ty masz prace ponizej twoich mozliwosci.
      Jesli chcesz zeby Twoje dziecko bylo inne to musisz mu pokazywac wzorce w domu, podsuwac muzyke, ksiazki, zabierac do teatru. I Ameryki tym stwierdzeniem nie odkrywam...
      • steph13 Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 10.12.12, 11:24
        Wracajac do tematu mlodziezy. W ubiegla sobote, o 7.30 rano napatoczylam sie na kwiat polskiej mlodziezy w Londynie. Dwoch mlodych Polakow na przystanku autobusowym, obydwaj urznieci i kazdy z puszka piwa w reku. Rozmowa miedzy nimi do przewidzenia, jezyk rowniez. Jednemu poranne piwko najwyrazniej uciskalo na pecherz wiec odlal sie tam gdzie stal. Obydwaj zapalili papieroska i nie zgasiwszy ich, wsiedli z nimi do autobusu. Spora konsternacja wsrod pasazerow ale i duza obawa przed wzbudzeniem agresji europejskich mlodziencow. Tylko szeptane stwierdzenia - 'they are Polish'. Kierowca wreszcie poprosil grzecznie zeby zgasili papierosy na co poszla polska wiazanka po autobusie i laskawie wysiedli. Ale autorka pierwotnego postu boi sie wychowywac swoje dzieci w angielskim srodowisku bo nie daj Bog beda sluchac Rhianna lub na musicals chodzic.
    • jaleo Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 10.12.12, 11:42
      A tak w ogole przypomnial mi sie artykul, bodajze w Timesie pare lat temu sie ukazal, i owego czasu odbil sie szerokim echem na sasiednim forum - niestety nie moge znalezc tego artykulu w sieci. Autorem byl Brytyjczyk, ktory wynajmowal od swojego znajomego pokoj w domu zamieszkalym rowniez prze Polakow (ow znajomy myslal, ze trzech Polakow od niego wynajmuje, a w domu mieszkalo chyba z dziesieciu hehe). Ten Brytyjczyk mial mniej wiecej te same spostrzezenia o swoich wspolokatorach, co Ty o angielskiej mlodziezy - zero jakichkolwiek zainteresowan, liczy sie tylko kasa, kto ile zarobil, kto jaki ma telefon komorkowy (!) , a czas wolny spedzany jest wylacznie na piciu i ogladaniu durnot w polskiej telewizji kablowej :-D
      • izabelski Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 10.12.12, 12:35
        chyba jeszcze bylo w nim o przekretach jak brali nowe knotrakty na osoby, ktore juz wyprowadzily sie z tamtego mieszkania
    • 7oz Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 10.12.12, 11:53
      Na młodych ludzi nie narzekam, miałam okazję pracować w kilku miejscach gdzie sezonowo zatrudniali się studenci i nie wrzucam ich wszystkich do jednego wora. Byli tacy, którym się nic w życiu nie chciało robić, żadnych ambicji, nawet zrozumieć ich trudno było bo im się ust nie chciało otwierać i wydawali z siebie bełkot jakiś zamiast słów oraz tacy, których wiedza i zainteresowania były naprawdę imponujące. Ludzi z pracy zna się zazwyczaj dość kiepsko i dopóki z nimi nie spędzisz więcej czasu niewiele o nich wiesz. Mój mąż wrócił z wyjazdu firmowego zachwycony jednym ze swoich pracowników. Chłopak ma 20 lat i dopiero na tym wyjeździe dał się tak naprawdę poznać bo w pracy zawsze tylko wypowiadał się na tematy zawodowe albo wdaje się w taki rozwinęty small talk biurowy i sprawiał wrażenie typowego małolata zainteresowanego popularną muzyką, tv i grami a okazało się, że można z nim pogadać prawie o wszystkim i wiedzą przewyższał 40letnich kolegów z biura.
      Od kiedy sięgam pamięcą wokół mnie były osoby, z którymi nie miałam o czym rozmawiać, które słuchały muzyki, której nie lubię, żyły serialami telewizyjnymi, których nie oglądam. W moim polskim licemum stanowiły one znaczącą większość. Może i prawda, że poznałabyś bardziej pasujących do ciebie znajomych w innej pracy ale tak już jest, że na całym świecie i w każdym pokoleniu będziesz otoczona osobami słuchającymi Gangnam Style a nie arii z włoskiej opery :)
      • e-vil Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 10.12.12, 13:04
        ja to chyba mam szczęście do współpracowników, bo jest ciekawie.. z Polaków mam m.in. magistra filozofii i emerytowaną śpiewaczkę operową i psycholog więzienną ;)

        W Polsce miałam 'przyjemność' pracować w budżetówce - i mimo, że byłam tam tylko na stażu przez kilka miesięcy to znajomości jakie zawarłam utrzymują się do dziś.. zwłaszcza z kolegą z biura prawnego i z księgowym ;)

        Z moich spostrzeżeń - pracuję też wśród osób z którymi za bardzo nie mam o czym pogadać, ale je lubię - bo są pomocne, serdeczne i mogę na nie liczyć w pracy - temat jest tylko jeden: robota i wszystko co z nią związane, ale mi to nie przeszkadza.

        Myślę, że do rozmów musi być chemia.. i chęć ;)

        - without women hell wouldn't be hell -
    • liley11 Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 10.12.12, 15:22
      Trafne inteligentne spostrzezenia !
      Jednakowa, przewidywalna i latwa w sterowaniu masa spoleczna to marzenie chyba kazdego rzadu.
      Widac Ty myslisz i czujesz wiecej. Wspolczuje otoczenia, w ktorym sie znalazlas. Ale teraz tym bardziej czytaj, szukaj podobnych do siebie ludzi, wyrzuc tv i radio:) nie zartuje. Nie ma u nas w domu tv. Jest radio, ale milczy, bo sieczka leci. Moj maz zachwala jednak LBC radio, w ktorym prowadzone sa na zywo interesujace dyskusje. Slucha go podczas jazdy.
      Masz tylko (az) 24 lata i takie madre przemyslenia. Podziwiam!
      W Polsce moja kolezanka, ktora prowadzi wyklady na panstwowej uczelni ma pobobne zdanie o wspolczesnej mlodziezy- nie maja swojego zdania. Nie mysla. Mowi, ze jeszcze kilja lat temu mozna bylo podyskutowac ze studentami. Teraz ... porazka.. A prowadzenie zajec robi sie coraz bardziej nudne.
      Moja starsza corka wlasnie zaczela szkole i "panicznie" szukam spodobow, aby zachowac i rozwijac jej i dywidualnosc, aby ochronic ja od "odmozdzenia" i aby nie dala sie wciagnac w " slepe posluszenstwo"
      Ciekawa jestem, gdzie mieszkasz, bo z checia bym z Toba podyskutowala. Nie przecze, osob myslacych szerzej znam niewiele a i te sa "zalatane".
      • steph13 Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 10.12.12, 17:16
        liley11 napisała:

        > . Ale teraz tym bardziej czytaj, szukaj podobnych do siebie ludzi, wyrzuc tv i
        > radio:) nie zartuje. Nie ma u nas w domu tv. Jest radio, ale milczy, bo sieczka
        > leci.

        liley, Ty na powaznie czy to zart? Mozna jeszcze zamurowac okna, zaryglowac drzwi, ksiazki otrzymywac desantem przez komin aby bron Boze nie skazic sie zewnetrzna rzeczywistoscia. Jest taka masa stacji radiowych, ze stwierdzenie ze wszedzie tylko 'leci sieczka' jest zupelnie bez sensu. Ba, nawet w TV bywaja programy warte obejrzenia, ktore nie splyca tobie swiatopogladu.

        > Masz tylko (az) 24 lata i takie madre przemyslenia. Podziwiam!
        Jak zmieni prace i w zwiazku z tym otoczenie to i przemyslenia bedzie miala bardziej rozsadne.

        > Moja starsza corka wlasnie zaczela szkole i "panicznie" szukam spodobow, aby za
        > chowac i rozwijac jej i dywidualnosc, aby ochronic ja od "odmozdzenia" i aby ni
        > e dala sie wciagnac w " slepe posluszenstwo"

        Skad ta obawa o odmozdzenie? Naprawde nie spotkalas tutaj madrych, inteligentnych i samodzielnie myslacych mlodych ludzi? Gdzie wy sie ludzie obracacie, ze macie takie obserwacje i doswiadczenia?
        • liley11 Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 10.12.12, 21:29
          steph13 napisała:

          > liley11 napisała:
          >
          > > . Ale teraz tym bardziej czytaj, szukaj podobnych do siebie ludzi, wyrzuc
          > tv i
          > > radio:) nie zartuje. Nie ma u nas w domu tv. Jest radio, ale milczy, bo s
          > ieczka
          > > leci.
          >
          > liley, Ty na powaznie czy to zart? Mozna jeszcze zamurowac okna, zaryglowac dr
          > zwi, ksiazki otrzymywac desantem przez komin aby bron Boze nie skazic sie zewne
          > trzna rzeczywistoscia. Jest taka masa stacji radiowych, ze stwierdzenie ze wsz
          > edzie tylko 'leci sieczka' jest zupelnie bez sensu. Ba, nawet w TV bywaja prog
          > ramy warte obejrzenia, ktore nie splyca tobie swiatopogladu.

          Jak najbardziej powaznie. A Ty na powaznie uwazasz, ze tv pokazuje prawdziwa zewnetrzna rzeczywistosc ? Okna mam bez firanek, aby podziwiac niebo, drzewa i horyzont. Drzwi otwarte dla znajomych i sasiadow. Ksiazki wybieram ktore chce czytac i czytanie ich nie jest przerywane nahalnymi reklamami, muzyka dzialajaca podprogowo. Sama wybieram kiedy i co chce sluchac. Ciekawe programy i filmy (wybrane!) ogladam na internecie. Radia nie slucham, bo nieznosze reklam. Uwielbiam cisze.
          Jestem dziwolagiem na tle spoleczenstwa i sie z tym nie kryje, bo mam twarda d(...);)
          >
          > > Masz tylko (az) 24 lata i takie madre przemyslenia. Podziwiam!
          > Jak zmieni prace i w zwiazku z tym otoczenie to i przemyslenia bedzie miala bar
          > dziej rozsadne.

          Czego jej zycze z calego serca, majac na mysli ze spotka tam interesujacych ludzi.
          >
          > > Moja starsza corka wlasnie zaczela szkole i "panicznie" szukam spodobow,
          > aby za
          > > chowac i rozwijac jej i dywidualnosc, aby ochronic ja od "odmozdzenia" i
          > aby ni
          > > e dala sie wciagnac w " slepe posluszenstwo"
          >
          > Skad ta obawa o odmozdzenie? Naprawde nie spotkalas tutaj madrych, inteligentny
          > ch i samodzielnie myslacych mlodych ludzi? Gdzie wy sie ludzie obracacie, ze ma
          > cie takie obserwacje i doswiadczenia?

          Odmozdzenie traktuje tutaj, jako bezwzgledne posluszenstwo autorytetom.
          Niestety nie mam kontaktow z mlodymi ludzmi, wiec stad takie obawy o przyszlosc moich dzieci. Moi znajomi sa starsi i w wiekszosci "niestandardowi".
          • steph13 Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 10.12.12, 22:14
            liley11 napisała:

            A Ty na powaznie uwazasz, ze tv pokazuje prawdziwa ze
            > wnetrzna rzeczywistosc ?

            Oczywiscie. Przeciez poza Big Brother sa programy publicystyczne, dokumentalne, informacyjne, politycze, news bulletins - czy to twoim zdaniem wszystko fantazja, wykrzywienie rzeczywistosci, grozna groteska, przed ktora nalezy sie chronic?

            >Sama wybieram kiedy i co chce sluchac.
            To podobnie jak wiekszosc znanych mi ludzi. Nie znam nikogo kto oglada telewizje jak leci od switu do nocy.

            >Ciekawe programy i filmy (wybrane!) ogladam na internecie.
            Tzn internet jest ok, w odroznieniu od TV, ktora cie mierzi? Przeciez w telewizji tez mozna wybrac co sie oglada, odbiornik nie przychodzi z nakazem ogladania wszystkiego.

            >Radia nie slucham, bo nieznosze reklam. Uwielbiam cisze.
            To programy w internet tez ogladasz bez dzwieku? A stacjeradiowe , ktore reklam nie nadaja czym podpadly?

            > Jestem dziwolagiem na tle spoleczenstwa i sie z tym nie kryje, bo mam twarda d(

            Nie moje miejsce komentowac, ale sporo logiki brakuje w ogolnym zarysie.
            • illegal.alien Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 11.12.12, 13:12
              > To podobnie jak wiekszosc znanych mi ludzi. Nie znam nikogo kto oglada telewizj
              > e jak leci od switu do nocy.

              Ale Ci ludzie pewnie sluchaja tez radia! A tam szatanski przekaz podprogowy juz od rana Ci mowi, co bedziesz ogladac wieczorem w telewizji.
            • liley11 Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 11.12.12, 19:51
              Mam wrazenie, ze szukasz zaczepki. Lubie dyskutowac z ludzmi tolerancyjnymi i o otwartych umyslach. Wiec koncze juz wymiane postow z Toba.
              Aby zaspokoic Twoja ciekawosc odpowiem, ze Internet ogladam z dzwiekiem. Wybralam nie ogladanie tv i nie sluchanie radia i jak nie mozesz tego zrozumiec, to Twoj problem.
              Ja nie potepiam ludzi ogladajacych tv. Zle mnie zrozumialas.


              steph13 napisała:

              > liley11 napisała:
              >
              > A Ty na powaznie uwazasz, ze tv pokazuje prawdziwa ze
              > > wnetrzna rzeczywistosc ?
              >
              > Oczywiscie. Przeciez poza Big Brother sa programy publicystyczne, dokumentalne,
              > informacyjne, politycze, news bulletins - czy to twoim zdaniem wszystko fantaz
              > ja, wykrzywienie rzeczywistosci, grozna groteska, przed ktora nalezy sie chroni
              > c?
              >
              > >Sama wybieram kiedy i co chce sluchac.
              > To podobnie jak wiekszosc znanych mi ludzi. Nie znam nikogo kto oglada telewizj
              > e jak leci od switu do nocy.
              >
              > >Ciekawe programy i filmy (wybrane!) ogladam na internecie.
              > Tzn internet jest ok, w odroznieniu od TV, ktora cie mierzi? Przeciez w telewiz
              > ji tez mozna wybrac co sie oglada, odbiornik nie przychodzi z nakazem ogladania
              > wszystkiego.
              >
              > >Radia nie slucham, bo nieznosze reklam. Uwielbiam cisze.
              > To programy w internet tez ogladasz bez dzwieku? A stacjeradiowe , ktore rekl
              > am nie nadaja czym podpadly?
              >
              > > Jestem dziwolagiem na tle spoleczenstwa i sie z tym nie kryje, bo mam twa
              > rda d(
              >
              > Nie moje miejsce komentowac, ale sporo logiki brakuje w ogolnym zarysie.
          • izabelski odnosnie radia 10.12.12, 23:16
            Radia nie slucham, bo nieznosze reklam.

            to mi pokazuje, jak niewiele wiesz o Wielkiej Brytanii :)

            po prostu nei wiesz ,ze zadne radio BBC nie ma reklam, czyli nigdy go nie sluchalas a odrzucasz z gory zakaldajac, ze ma

            tak jak Steph pisala - niestety nie otwierasz sie i szukasz
            • yumemi Re: odnosnie radia 11.12.12, 13:16
              > po prostu nei wiesz ,ze zadne radio BBC nie ma reklam, czyli nigdy go nie sluch
              > alas a odrzucasz z gory zakaldajac, ze ma
              >

              To samo pomyslalam.. i jakos dodatkowo mi przyszlo do glowy ze jesli chcemy dziecko uczyc bycia otwartym na swiat, to ciezko chyba bedzie to osiagnac jesli sami sie na ten swiat zamykamy? I z gory negujemy cos bo 'nam sie wydaje'?
            • liley11 Re: odnosnie radia 11.12.12, 19:54
              Dziekuje za uwage. Fakt, nie slucham i dlatego nie wiedzialam. Teraz bede wiedziala, jakie kanaly wlaczac, jesli najdzie mnie ochota na radio. Dzieki

              izabelski napisała:

              > Radia nie slucham, bo nieznosze reklam.
              >
              > to mi pokazuje, jak niewiele wiesz o Wielkiej Brytanii :)
              >
              > po prostu nei wiesz ,ze zadne radio BBC nie ma reklam, czyli nigdy go nie sluch
              > alas a odrzucasz z gory zakaldajac, ze ma
              >
              > tak jak Steph pisala - niestety nie otwierasz sie i szukasz
          • jaleo Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 11.12.12, 11:06
            liley11 napisała:

            > Radia nie slucham, bo nieznosze reklam.

            Nie wiem, jak mozna mieszkac w tym kraju przez tyle lat nie zdajac sobie sprawy, ze reklamy sa TYLKO w stacjach komercyjnych, i ze jak nie lubisz muzyki, to jest cala masa stacji (rowniez nie-komercyjnych) bez muzyki w ogole. Widocznie z tego Twojego okna jednak malo widac. Ale przypomnialo mi sie, ze to Ty jestes autorka tego slawetnego "wali mnie" we wczesniejszym watku, no i wszystko jasne ;-)
            • liley11 Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 11.12.12, 19:57
              Akurat muzyki slucham. Nie doczytalas.
              Nie bardzo rozumiem o co chodzi z tym "wali mnie" wiec prosze przypomnij

              jaleo napisała:

              > liley11 napisała:
              >
              > > Radia nie slucham, bo nieznosze reklam.
              >
              > Nie wiem, jak mozna mieszkac w tym kraju przez tyle lat nie zdajac sobie sprawy
              > , ze reklamy sa TYLKO w stacjach komercyjnych, i ze jak nie lubisz muzyki, to j
              > est cala masa stacji (rowniez nie-komercyjnych) bez muzyki w ogole. Widocznie
              > z tego Twojego okna jednak malo widac. Ale przypomnialo mi sie, ze to Ty jeste
              > s autorka tego slawetnego "wali mnie" we wczesniejszym watku, no i wszystko jas
              > ne ;-)
              >
          • aniaheasley Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 11.12.12, 13:04
            Jezeli nie znosisz reklam to rozumiem ze gazet I czasopism tez nie czytasz, bo tam reklam zatrzesienie, internet tez powinnas odlaczyc, bo reklama tam goni reklame, banery, pop-ups, co gorsza oparte na Twojej historii surfowania, a to bardzo zblizone do big brothera. No ale Ty przeciez nie wiesz co to jest, bo tv nie masz. Albo moze znasz pojecie z oryginalu, bo ksiazki przeciez czytasz.
            Chodzac po ulicy chyba czesto zamykasz oczy, bo tam wszedzie reklamy, billboardy, promocje.
            Twoja misja sprawia ze nie znasz podstaw funkcjonowania mediow w kraju w ktorym mieszkasz (radio = reklamy + kiepska muzyka).
            • liley11 Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 11.12.12, 20:04
              Nie czytam gazet- zgadlas.
              Jakos na ekranie nic mi nie wyskakuje? A Tobie tak?:)

              Po prostu napisalam co lubie a co nie. Nie moge? Nie twierdze, ze ktos kto lubi inaczej jest zly ani nie chce aby Swiat sie do mnie dostosowal.
              Nie mam zadnej misji.


              aniaheasley napisała:

              > Jezeli nie znosisz reklam to rozumiem ze gazet I czasopism tez nie czytasz, bo
              > tam reklam zatrzesienie, internet tez powinnas odlaczyc, bo reklama tam goni re
              > klame, banery, pop-ups, co gorsza oparte na Twojej historii surfowania, a to ba
              > rdzo zblizone do big brothera. No ale Ty przeciez nie wiesz co to jest, bo tv n
              > ie masz. Albo moze znasz pojecie z oryginalu, bo ksiazki przeciez czytasz.
              > Chodzac po ulicy chyba czesto zamykasz oczy, bo tam wszedzie reklamy, billboard
              > y, promocje.
              > Twoja misja sprawia ze nie znasz podstaw funkcjonowania mediow w kraju w ktorym
              > mieszkasz (radio = reklamy + kiepska muzyka).
              • jaleo Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 12.12.12, 11:14
                iley11 napisała:

                > Po prostu napisalam co lubie a co nie. Nie moge? Nie twierdze, ze ktos kto lubi
                > inaczej jest zly ani nie chce aby Swiat sie do mnie dostosowal.
                > Nie mam zadnej misji.

                Przeciez wyzej napisalas "wyrzuc TV i radio". Od kiedy Ty urzadasz ludziom mieszkania?
                A nie mozna bylo po prostu napisac "Ja nie ogladam TV ani nie slucham radia"?

                Co do tego "wali mnie", to przypomnialo mi sie jak w innym watku sie chwalilas, jak to do dziecka mowisz po polsku, i "wali Cie" co inni o tym mysla i sie usmialam, jaki to ten jezyk polski jest piekny i bogaty :-D
                • liley11 Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 12.12.12, 21:13
                  jaleo napisała:

                  > iley11 napisała:
                  >
                  > > Po prostu napisalam co lubie a co nie. Nie moge? Nie twierdze, ze ktos kt
                  > o lubi
                  > > inaczej jest zly ani nie chce aby Swiat sie do mnie dostosowal.
                  > > Nie mam zadnej misji.
                  >
                  > Przeciez wyzej napisalas "wyrzuc TV i radio". Od kiedy Ty urzadasz ludziom mi
                  > eszkania?
                  > A nie mozna bylo po prostu napisac "Ja nie ogladam TV ani nie slucham radia"?

                  Przyznaje, mozna.
                  >
                  >
                  > Co do tego "wali mnie", to przypomnialo mi sie jak w innym watku sie chwalilas,
                  > jak to do dziecka mowisz po polsku, i "wali Cie" co inni o tym mysla i sie usm
                  > ialam, jaki to ten jezyk polski jest piekny i bogaty :-D
                  >
                  :)))) Coż, nie jestem "ą" & "ę"
      • illegal.alien Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 10.12.12, 17:52
        Ciekawe spostrzezenia pani wykladowcy.
        Ja zawsze bylam dzieckiem asertywnym, z wlasnym zdaniem. I co? I nauczylam sie, zeby sie z nim nie wychylac. W liceum bylam jedyna dziewczyna, ktora sie do niego dostala z zachowaniem nieodpowiednim. Za co dostalam takie zachowanie na koniec gimnazjum? Za rzekome pyskowanie.
        W drugiej klasie gimnazjum chcialam zrezygnowac z lekcji religii - bynajmniej nie dlatego, ze przestalam byc osoba wierzaca, tylko dlatego, ze nie podobal mi sie sposob ich prowadzenia. Mama mi napisala kartke, ze zgadza sie na samodzielne podjecie przeze mnie takiej decyzji. I co? Byla awantura na pol szkoly, bo to skandal, zeby takie rzeczy wypisywac - ma byc, ze sie zgadzam na niechodzenie dziecka na religie.
        Szkole nie udalo sie zabic we mnie asertywnosci, ale nauczylam sie, ze nie nalezy sie nia 'chwalic' w miejcach typu szkola i praca - bo sie nie oplaca. dlatego w pracy dyskusje minimalizuje do xfactora, tematow z 'metra' i innych plycizn.
        • aniaheasley Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 10.12.12, 18:40
          Tak czytam i czytam tych 'plytkich' rozmowach w miejscu pracy, i o tym, ze to wrecz zasada taka panuje i nadziwic sie nie moge.
          Fakt, ze w fabryce nigdy nie pracowalam, wiec nie wiem o czym tam sie dyskutuje.
          W moim poprzednim wcieleniu, tzw. korporacyjnym, pracowalam w IT, i o ile pamietam, dyskutowalismy tam o wszystkim, wchodzila wtedy pierwsza edycja big brother, niektorzy sie tym emocjonowali, inni rozmawiali o filmach, koncertach, muzyki absolutnie wszelaiej, inni o super nowej knajpce mongolskiej w okolicy, o urlopach, planowanych lub wlasnie odbytych, o tym czy Leonardo di Caprio jest przystojny, i o przepisach na koszerne posilki dla przyjaciol z Izraela.
          W kazdej pracy ponawiazywalam przyjaznie, wiele trwa do dzisiaj, w zeszla sobote bylo u mnie w domu male reunion po latach. I mysle, ze te przyjaznie udalo sie nawiazac wlasnie dlatego, ze rozmawialismy i dyskutowalismy o wszystkim, i przez to dalismy sie sobie nawzajem poznac.
          W obecnej pracy podobnie. Pracuje jako freelance, ale spotykam sie czesto z tymi samymi ludzmi i znowu, rozmawiamy o wszystkim, ostatnio o Skyfall, o filmowej wersji Les Mis, o koncercie Stone'sow i niesamowitych cenach za bilety, o prezentach swiatecznych, wyjezdzie kolezanki na Kube. Czasami dochodzi do zwierzen dosc mocno osobistych, ale to raczej na zasadzie jeden do jednego. Nie odnosze wrazenia ze sa to rozmowy puste, plytkie czy beznadziejne.
          • sznupkowie Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 10.12.12, 19:08
            A ja takie teksty slyszałam z ust mojej babci jej koleżanek na temat ówczesnej młodzieży, kobitki załamywały ręce co to z nas wyrośnie i jak sobie damy radę? No i jakoś daliśmy, prawda?

            A rozmawiać trzeba na wszystkie tematy, czasami człowiek jest tak zmeczony psychicznie, ze rozmowa na temat nadwagi Pink i zmarszczek Madonny może akurat być zbawienna..:)

            Dobry rozmówca i ciekawy człowiek nigdy nie bedzie miał problemu ze znalezieniem ciekawych tematów do rozmow, bo ważne jak sie mówi, a nie o czym/kim się mówi.
          • jaleo Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 11.12.12, 10:58
            aniaheasley napisała:

            > W moim poprzednim wcieleniu, tzw. korporacyjnym, pracowalam w IT, i o ile pamie
            > tam, dyskutowalismy tam o wszystkim, wchodzila wtedy pierwsza edycja big brothe
            > r, niektorzy sie tym emocjonowali, inni rozmawiali o filmach, koncertach, muzyk
            > i absolutnie wszelaiej, inni o super nowej knajpce mongolskiej w okolicy, o url
            > opach, planowanych lub wlasnie odbytych, o tym czy Leonardo di Caprio jest przy
            > stojny, i o przepisach na koszerne posilki dla przyjaciol z Izraela.

            Hehe, ale to wlasnie sa te "plytkie" tematy, ktorymi intelektualnie wyzej rozwinieta autorka watku tak pogardza ;-)))
            • aniaheasley Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 11.12.12, 12:54
              No fakt. Ja w takim razie 99.9% zycia na takiej mieliznie intelektualnej spedzam.
              Przez pozostale 0.1 dyskutuje z pasja z fotela z prezenterami Newsnight, Today programme, Daily politics itp :)
      • yumemi Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 10.12.12, 21:51
        Ale teraz tym bardziej czytaj, szukaj podobnych do siebie ludzi, wyrzuc tv i
        > radio:) nie zartuje. Nie ma u nas w domu tv.

        A o czym to ma swiadczyc:)) Bo zabrzmialo jakby brak telewizora rownal sie jakis konkretny poziom kulturalny:)) Akurat z tym sie nie zgadzam bo z telewizora tak samo jak z pociagow trzeba umiec korzystac w odpowiedniej sytuacji.

        > W Polsce moja kolezanka, ktora prowadzi wyklady na panstwowej uczelni ma pobobn
        > e zdanie o wspolczesnej mlodziezy- nie maja swojego zdania. Nie mysla. Mowi, ze
        > jeszcze kilja lat temu mozna bylo podyskutowac ze studentami
        W Polsce?? W Polsce mozna bylo myslec samodzielnie? Nie wiem kiedy. Ja dopiero jak przyjechalam w wieku nastu lat do UK na studia, dowiedzialam sie co to znaczy miec wykladowcow ktorzy wybieraja samodzielne myslenie.
        Nie znam wsrod polskich znajomych tak oczytanych ludzi jak moje tutejsze angielskie kolezanki z book club.

        > Moja starsza corka wlasnie zaczela szkole i "panicznie" szukam spodobow, aby za
        > chowac i rozwijac jej i dywidualnosc, aby ochronic ja od "odmozdzenia" i aby ni
        > e dala sie wciagnac w " slepe posluszenstwo"
        Panika w takim wypadku nie pomaga chyba:)) A moze po prostu lepiej dziecku pozwolic wybierac? I rowniez troche tego posluszenstwa sie nauczyc, jesli ma zamiar w przyszlosci funkcjonowac w spoleczenstwie. Nie traci sie przy tym indywidualnosci, wrecz przeciwnie. Ale nic na sile....
        Samodzielne myslenie nie polega na tym ze sie zyje w 'przeciwienstwie do'.
        • liley11 Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 11.12.12, 20:15
          yumemi napisała:

          > Ale teraz tym bardziej czytaj, szukaj podobnych do siebie ludzi, wyrzuc tv i
          > > radio:) nie zartuje. Nie ma u nas w domu tv.
          >
          > A o czym to ma swiadczyc:)) Bo zabrzmialo jakby brak telewizora rownal sie jaki
          > s konkretny poziom kulturalny:)) Akurat z tym sie nie zgadzam bo z telewizora t
          > ak samo jak z pociagow trzeba umiec korzystac w odpowiedniej sytuacji.
          >
          Zle mnie zrozumialas. To o niczym nie swiadczy. Po prostu my nie mamy bo np i tak nie mamy czasu dla siebie i nie chcemy aby ten czas kradl nam tv. Pozniej doszly jeszcze inne argumenty ( jak wywieranie wplywu na podswiadomosc, zasmiecanie umyslu zlymi informacjami, itp).

          > > W Polsce moja kolezanka, ktora prowadzi wyklady na panstwowej uczelni ma
          > pobobn
          > > e zdanie o wspolczesnej mlodziezy- nie maja swojego zdania. Nie mysla. Mo
          > wi, ze
          > > jeszcze kilja lat temu mozna bylo podyskutowac ze studentami
          > W Polsce?? W Polsce mozna bylo myslec samodzielnie? Nie wiem kiedy. Ja dopiero
          > jak przyjechalam w wieku nastu lat do UK na studia, dowiedzialam sie co to znac
          > zy miec wykladowcow ktorzy wybieraja samodzielne myslenie.
          > Nie znam wsrod polskich znajomych tak oczytanych ludzi jak moje tutejsze angiel
          > skie kolezanki z book club.

          Zazdroszcze Ci, ze moglas tutaj studiowac. Pamietam dyskusje z kolegami i kolezankami ze studiow, czasami z wykladowcami... Wspaniale czasy! Fakt, ze wiekszosc wykladowcow nie umiala dyskutowac ze studentami. Po prostu odbebniali material.

          >
          > > Moja starsza corka wlasnie zaczela szkole i "panicznie" szukam spodobow,
          > aby za
          > > chowac i rozwijac jej i dywidualnosc, aby ochronic ja od "odmozdzenia" i
          > aby ni
          > > e dala sie wciagnac w " slepe posluszenstwo"
          > Panika w takim wypadku nie pomaga chyba:)) A moze po prostu lepiej dziecku pozw
          > olic wybierac? I rowniez troche tego posluszenstwa sie nauczyc, jesli ma zamiar
          > w przyszlosci funkcjonowac w spoleczenstwie. Nie traci sie przy tym indywidual
          > nosci, wrecz przeciwnie. Ale nic na sile....
          > Samodzielne myslenie nie polega na tym ze sie zyje w 'przeciwienstwie do'.

          Z ta panika przesadzilam. Szukam informacji. Chce sie doksztalcic, jak wychowac dobrze odwazne inotwarte dziecko, bo doswiadczenia ani wyksztalcenia w tym zakresie nie mam. Pozwalam jej wybierac. I ucze odpowiedzialnosci za swoje wybory- przynajmniej sie staram.
    • golfstrom Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 11.12.12, 13:07
      Czekaj, niech sobie przypomne... Pamietam, bylo w mojej 30 osobowej klasie przynajmniej 20 indywidualistow, ktorzy w pierwszej klasie liceum wszyscy jak jeden maz pozbywali sie koszulek z Kurtem Cobainem i zakladali koszulki z Jimem Morrisonem.
      Kolezanka byla w bardziej prestizowej szkole, w ktorej wszyscy indywidualisci sluchali Simona i Garfunkela.
      Nie mam nic przeciwko tym artystom. Jak by mi ktos dal do wyboru sluchac Doorsow a Jedwarda, to wybor bylby oczywisty. Ale zyjemy w takim kraju, gdzie oferta kulturalna jest tak przepotwornie bogata a roznorodnosc typow i charakterow tak niesamowita, ze trzeba sie po prostu nieco wysilic i znalezc to, co Ci odpowiada.

      Przypomina mi sie rowniez pismo Na Przelaj z dwiema listami przebojow - nie wiem, kto i na jakiej podstawie je ukladal, ale byly dwie: rock i pop. Jakimze upadkiem, zenada i komercha bylo, gdy zespol U2 (ktory jak wiadomo napisal piosenke inspirowana Stanem Wojennym a zatem kwalifikuje sie do kategorii zespolow koszernych) przeszedl z listy rock na liste pop. Ach! Koniec swiata! Wszyscy indywidualisci o jedynie slusznych pogladach na to co wysokie i na to co niskie wzieli sie za krytykowanie U2, ktory to zespol sie zeszmacil... Litosci.

      Znajdz ludzi, z ktorymi bedziesz chciala rozmawiac, wymieniac poglady i ksiazki, chodzic na koncerty, ktore Cie kreca. Jestes ciekawym czlowiekiem - masz wieksze szanse na bycie ciekawym rodzicem.
      Poza tym jestes w pracy, z ktorej jestes niezadowolona, padasz na pyszczek, bo rownoczesnie masz male dziecko wiec prawdopodobnie malo czasu dla siebie i dla meza (a i on pewnie malo ma czasu dla Ciebie).
      Niektorzy angielscy nastoloatkowie skupieni na pracy fizycznej i X-Factorze nie sa winni temu, jak sie czujesz i czego Ci w zyciu brakuje.
      • izabelski Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 11.12.12, 15:18
        >>Niektorzy angielscy nastoloatkowie skupieni na pracy fizycznej i X-Factorze nie sa winni temu, jak sie czujesz i czego Ci w zyciu brakuje.<<

        oraz nie sa winni tego ze nie masz cazasu na znajomoasci po pracy i uwazasz, ze praca powinna byc miejscem glebokich rozmow i zawierania znajomosci :)
        • agnes_6891 Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 11.12.12, 18:12
          Chwilę, bo czegoś nie rozumiem. Ludzie nie otwierają się przed znajomymi w pracy na tyle, żeby wymienić poglądy , a nie mają problemu z tym żeby opowiedzieć wszystkim szczegóły ostatniej nocy spędzonej z narzeczonym, albo zwierzyć się ze swoich problemów z grzybicą pochwy? Taka kultura, że w pracy trzyma się dystans, tak? :)
          • jaleo Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 11.12.12, 18:31
            agnes_6891 napisała:

            > , a nie mają problemu z tym żeby opowiedzieć w
            > szystkim szczegóły ostatniej nocy spędzonej z narzeczonym, albo zwierzyć się ze
            > swoich problemów z grzybicą pochwy? Taka kultura, że w pracy trzyma się dystan
            > s, tak? :)

            Albo grubo przesadzasz (obstawiam te opcje), albo pracujesz w bardzo specyficznym miejscu.
            • aniaheasley Re: O angielskiej młodzieży i nie tylko... 11.12.12, 19:09
              A swoja droga ciekawe pytanie sadazowe:

              czy czulabys sie bardziej skrepowana rozmowa w pracy na temat grzybicy pochwy czy swoich pogladow na temat slubow koscielnych dla gejow (pierwszy z brzegu kontrowersyjny temat biezacy) ? :)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja