marzeniee22
30.01.13, 10:08
Moj syn ma 3,5 roku, bardzo malo mowi i dlatego zostal zgloszony przez nasza speech and language terapeutke do przedszkola, w ktorym bedzie mial dodatkowe zajecia kilka razy w tyg. z angielskim logopeda. Problem polega na tym, ze przedszkole jest okolo 40 min jazdy samochodem i dlatego ma tez zapewniony darmowy transport taksowka. Zaczal zajecia w listopadzie i od samego poczatku, az do swiat uwielbial tam chodzic. Po tej 2 tyg przerwie ( half term) zaczal plakac i nie chcial jechac. Ostrzegano nas, ze moze raz chciec raz nie. Niestety jest coraz gorzej. Dzisiaj sama siedze i rycze, bo jak tylko przyjechala taksowka on sie chowa, a kiedy go wkladalam do niej wydzieral sie i wyrywal. Mimo to pojechal, a ja zaluje, ze go wyslalam. Maz mowi, ze mam byc konsekwentna, ale ja juz na sama mysle, ze znowu to pieklo bedzie rano mam bole brzucha. Zamiast lepiej jest gorzej. Kobieta z taxi pisze mi sms, ale nigdy nie odbiera telefonu jak go odwozi. Nie jest kierowca. Juz nachodza mnie mysli, ze moze krzycza na niego w tym samochodzie, bo traca cierpliwosc jak placze i sie wydziera. Kiedys plakal cala droge do szkoly, w szkole i z powrotem. Wiem od tej kobiety, ktora go wozi. Zastanawiam sie czy nie zalozyc mu jakies " pluskwy", ze sie dowiedziec czego sie boi. Nie chce go wypisac z nursery, bo w tym roku idzie do szkoly, a jego mowa jest bardzo kiepsko. Co robic? oszaleje z zamartiania sie. pomozcie.