Dlaczego cigle mamy stresa?

03.04.06, 08:01
Dziewczyny pomozcie! Niech ktos mi wytlumaczy to nie zrozumiale dla mnie
zjawisko. Nie moge sobie poradzic z codziennym stresem ktory mnie meczy
doslownie codziennie. Mimo wszystkich spraw potwierdzajacych slusznosc
naszego pobytu w UK ja nadal nie moge pozbyc sie smutku ktory mnie ogarnia 7
dni w tygodniu.

Probowalam sobie wymyslic zajecia aby zajac czas ale jednak nic nie pomaga.
Codziennie jest mi smutno tyle ze w roznej skali glebokosci.

Juz zaczyna mnie to meczyc. :( Czy naprawde jedynym antidotum jest powrot do
Polski?

Ja naprawde bylam bardzo wesola dzieczyna i niewiedzialam co to codzienny
stres. W Polsce bylam szczesliwa a tu jestem smutna.

Mysle ze poprostu ja sie nie nadaje na emigracje.

Na poczatku mojego pobytu w UK poznalam dziewczyne/kobiete ktora miala meza
Anglika i takze nie lubiala byc na emigracji. Mieli pikny dom on prace na
dobrym stanowisku a ona jednak byla nie szczesliwa i postanowila wrocic.
Postawila na swoim! Mieszkali tutaj dwa lata i nie dala wiecej rady.
Sprzedali dom przeprowadzili sie do polski tam wybudowali sobie wielki dom i
teraz ona jest szczesliwa. Jej maz mial mozliwosc pracy w oddziale
brytyjskiej firmy w Polsce wiec jest takze zadowolony.

Nie moglam jej zrozumiec dlaczego ma takie dobre warunki zycia a jednak nie
chce tu byc. No wlasnie moza ja jestem taka sama ze emigracja to nie dla mnie?
    • jagienkaa Re: Dlaczego cigle mamy stresa? 03.04.06, 12:46
      Droga WM.
      Myślę że zanim zdecydujesz że na 100% nie podoba Ci się tu w Anglii, powinnaś
      coś ze sobą zrobić:) idź na jakiś kurs. A najlepiej do pracy. Może jak
      zaczniesz coś robić 'pożytecznego' że się tak wyrażę to będziesz bardziej
      pozytywnie patrzeć na świat i życie tutaj? praca daje ludziom satysfakcję i
      poczucie spełnionego obowiązku, a do tego jeszcze można zarobić pieniądze i
      poznać ludzi:)))
      ja tu jestem 7 lat i do teraz nie czuję się tu jak u siebie, ale mimo wszystko
      pomaga jak się coś robi i ma się perspektywy na przyszłość.
    • dorotus76 Re: Dlaczego cigle mamy stresa? 03.04.06, 13:01
      Oj, wyspowamatko, ale żeś doła załapała.A za oknem tak piknie...
    • mariolka32 Re: Dlaczego cigle mamy stresa? 04.04.06, 20:41
      wyspowa....swietnie cie rozumiem, ja chyba tez jestem nieemigracyjnym typem,
      tez ciagle tesknie za polska, czasami za czyms konkretnym czasami za sama idea
      bycia u siebie...ja tu nie czuje sie u siebie, nie wiem czy kiedys minie to czy
      zawsze nawet za 30 lat bede sie czula jak obcy w obcym kraju. Moze to specyfika
      tego kraju, pelno tu cudzoziemcow ale nie sa anglikami nawet jesli dobija do
      middle-class, nawet do upper.....a moze sie myle, nie sa tak do konca
      akceptowani przez tubylcow.
      • mika751 Re: Dlaczego cigle mamy stresa? 04.04.06, 23:04
        WM droga, ja tez mam to samo - tez chyba nie nadaje sie na emigracje :( Jestem
        tutaj juz prawie 3 lata (wiem, ze przy 'stazu' innych forumowiczek to wcale nie
        tak dlugo:) ale ciagle nie moge sie zaaklimatyzowac. Ostatnie 4 miesiace nie
        pracowalam a to znacznie wzmoglo moja tesknote za Pl, wiec chyba jagienka ma
        racje - jak masz zajecie, obracasz sie wsrod ludzi - jest lepiej. Dla mnie
        najgorsza jest zima (czyli w Szkocji, to okolo 6 miesiecy w roku, he, he) i juz
        teraz boje sie jak przezyje kolejna! Zdesperowana ogladam polskie seriale, zeby
        chociaz poczuc 'telewizyjnie' troche swojskosci. Straszne, nie? I czuje sie
        naprawde samotna... I tesknie za polska wiosna i polskim chlebem!! Ratunku!!
        Jednak moj maz twierdzi, ze nie ma do czego wracac... Pytanie - moze tesknimy
        tylko do naszego obrazu Polski a po jakims czasie zapominamy kompletnie o
        wszystkich problemach, ktore tam sa/beda????
        • ewika-uk Re: Dlaczego cigle mamy stresa? 04.04.06, 23:40
          ja mam to samo od 9 lat,raz jest lepiej raz gorzej...ale pamietam taki okres ok
          7 lat temu,byl lipiec,deszczowo,ponuro,dostalam list od kolezanki z Pl,ze tak
          jest cieplutko,siedzi w barze na plazy,luz itd...byl wtorek,wrocilam z
          pracy,zmeczona itd,tak sie tym listem zdolowalam,ze w piatek juz bylam w Pl.i
          co...posiedzialam tydzien i wrocilam potulnie,mowilam ze nigdy wiecej,i tak
          jest co roku,jezdzimy zawsze 2 razy,raz na miesiac(lipiec),no i Swieta B.N,tak
          sie nie moge doczekac wyjazdu,a jak juz jestem tam to chce wracac,i tak w kolko
          jedno i to samo,dola lapie srednio raz na miesiac,ale u mnie to z tego, ze ja
          bez slonca jak bez baterii,wiec czesto potrzebuje zeby mnie ktos podladowal;-)
          bo widze ze na pogode nie ma co liczyc brr
          wyspowa...minie,zobaczysz sama..pozdrawiam cieplutko wszystkie
          emigrantki,trzymajcie sie i mi sie tu nie lamac,bo forum padnie:-)
    • julex Re: Dlaczego cigle mamy stresa? 05.04.06, 13:44
      Witaj WM :)
      Jestem z mezem i coreczka rok w Anglii i czasami tesknie za rodzinka - to
      zrozumiale, ze jak sie kogos kocha to sie za nim teskni :) Mamy w planach
      powrot max za 4 lata, ale jak sie nasze zycie ulozy to sie okaze. Wspolczuje
      wszystkim dziewczynom, ktore tesknia za Polska, a jednak decyduja sie na pobyt
      w tym czy innym kraju :) Co to za zycie byc wiecznie rozdartym wewnetrznie i
      nie cieszyc sie z naszego pobytu w danym miejscu ? :(
      Pozdrawiam - Kasia :)
      • magdapol75 Re: Dlaczego cigle mamy stresa? 05.04.06, 17:22
        Dziwie sie bardzo ludziom ktorzy wyjezdzaja za granice i zostawiaja w Polsce cala swoja rodzine,mamy tylko jedno zycie i co? chcecie spedzic je sami,bez osob ktore Was kochaja.
        Wasze dzieci beda dorastaly nie znajac dziadkow,kuzynow,ciotek,a moglyby miec tyle kochajacych je osob obok siebie,a to daje im pewnosc siebie,uczucie dowartosciowania itp.
        Moze ja jestem za bardzo rodzinna i dlatego nigdy nie wyemigrowalabym gdyby nie to ze mialam tu prawie cala rodzine (w Polsce mam tylko jedna babcie - mame mojego taty i dwie siostry mojego taty + ich rodziny) i tylko czekalam na skonczenie szkoly zeby do nich dojechac.
        Jakies 9 lat temu pojechalam z moim chlopakiem do niego do Australii,mial byc slub w ogrodzie,udzielac go mial kuzyn Davida,ale mialobyc pieknie,a ja jednak nie moglam tego zrobic,wrocilam do mojej rodziny,wiem ze bylabym tam bardzo nieszczesliwa.
        Rozumiem Wasze rozterki,szkoda ze wszytko w zyciu musi byc czegos kosztem.
        • dorotus76 Re: Dlaczego cigle mamy stresa? 05.04.06, 18:00
          Widzisz Magdapol75 to wszystko spojrzenie subiektywne.Napisałaś:

          Wasze dzieci beda dorastaly nie znajac dziadkow,kuzynow,ciotek,a moglyby miec t
          > yle kochajacych je osob obok siebie,a to daje im pewnosc siebie,uczucie
          dowarto
          > sciowania itp.

          Ja zdecydowałam sie pojechac do meza po roku jego pobytu w UK, mieszkam w
          Polsce 250 km od swojej rodziny, pomaga mi tylko teściowa. Moi rodzice mogą
          przyjeżdać do mnie 1-2 razy do roku, bo ich po prostu nie stać na bardzo drogie
          bilety pociągiem, ja u nich rzadko ostatnio bywam, bo ciężko mi się samej
          wybrać z dwojgiem dzieci, a nie ma mi kto pomóc. Tutaj na miejscu mam rodzinę
          męża, ale tak naprawdę teściowa tylko się przejmuje naszą sytuacją.Jak wyjadę
          do UK, to dzieci i tak będą widziały dziadków 2 razy do roku, czyli tak jak do
          tej pory. Przyzwyczajone są do wychowywania się bez cioć i wujków, bo ci są
          zajęci swoimi karierami lub studiują w innych miastach, a zresztą połowa
          pojechała wcześniej do Angli za chlebem.
          Sami "dowartościowujemy" swoje dzieci, bo teraz jesteśmy dla siebie
          najważniejsi, i dla nich jest ważne, że mają dwoje rodziców i to oni powinni
          być z nimi a nie całe masy ciotek i wujków. Może zarobimy na bilet dla naszych
          rodziców, żeby raz do roku przyleciali do nas, bo bilety lot. czasem można
          dostać za 200 zł w obie strony.
          Czy jestem w Polsce, czy będę tam i tak doła można złapać wszędzie, jeżeli jest
          się samemu, wiadomo - zawsze będą lepsze i gorsze dni, ale moja rodzina to
          teraz 4 osoby, o które musimy sami zadbać i nie oglądać się na innych. Takie
          czasy. Teraz łapię doła 3 razy w tygodniu, jak w UK bedzie to 2 razy, to chyba
          lepiej?:)
          To oczywiście tylko moje spostrzeżenia.
          • magdapol75 Re: Dlaczego cigle mamy stresa? 05.04.06, 18:45
            Widzisz ja pisze na przykladzie mojej rodziny ,moje ciotki czesto nas odwiedzaja,ja chodze do nich,z jedna z nich widujemy sie codziennie na spacerze w parku (ona z psem,ja z dziecmi),bardzo czesto organizowane sa w mojej rodzinie jakies imprezy,dzwonimy do siebie ciagle,ja zawoze Nel do kogos,oni podrzucaja dzieci do nas,tego typu bliskosci by mi brakowalo.
            Z tego co piszesz w Twojej sytuacji nic sie nie zmieni,wiec jest to zupelnie inna sprawa,ale inni maja rodziny blisko i tak jak ja sa z nimi zwiazani.
            Tu nie chodzi o ogladanie sie na innych i szukanie u nich pomocy,po prostu wazna jest obecnosc rodziny,odwiedzanie sie nawzajem,spedzanie czasu ze soba,a dla dzieci z dziadkami (wspolny spacer,wyprawa do kina,czy na lody).
            Pewnie ze najwazniejsi sa rodzice ale kazdy czlonek rodziny wnosi w zycie dziecka duzo roznych wartosci.
            • dorotus76 Re: Dlaczego cigle mamy stresa? 05.04.06, 19:44
              Wiesz, w sumie to ci troche zazdroszcze. U mnie jest jak jest, czy to takie
              czasy, że cała rodzina rozsypana po Polsce albo po świecie? Głupie czasy.
              Pewnie, że bym chciała mieć całą rodzinę w jednym miejscu, ale już się
              przyzwyczaiłam że nie mam. Chciałabym móc pomóc kiedyś rodzicom, jak już będą
              starsi, ale nawet oni mówią: nie patrzcie na nas, urzadzajcie sobie życie po
              swojemu, macie teraz inne mozliwosci, my takich nie mielismy. Ale chyba nie
              mieli takich dylematów jak my i ... nie wiem,czy nie byli szczęśliwsi?
              • magdapol75 Re: Dlaczego cigle mamy stresa? 05.04.06, 20:08
                Na 100% byli szczesliwsi,wiedzieli przynajmniej na czym stoja,bo na emigracji czlowiek to ni tu,ni tam,takie to wszystko niepewne,ciagle rozterki,wracac?,nie wracac?
                Mam tu kilku znajomych ktorzy wlasnie jedna noga w Anglii druga z Polsce i sami nie wiedza co robic,prosza o rady,a jak tu radzic i tak nikt sie nie poslucha tylko zrobi po swojemu (wiem po sobie),a poza tym to za osobisty dylemat,nie dla innych do rozpatrywania.
                • wyspowamatka Tak zle tak nie dobrze.... 06.04.06, 07:34
                  Ja mysle ze ktokolwiek wroci to bedzie nieszczesliwy ze wrocil a ten co
                  zostanie nieszczesliwy ze zostal. Oczywiscie z grupy tych co sie wachaja i
                  nieznalezli swojego "Eldorado".

                  Ja nie moge narzekac na pobyt w UK ale spodziewalam sie czegos innego po
                  emigracji. Ta zakrzywiona wizje zagranicznego swiata zawdzieczamy wieloletniej
                  izolacji naszego kraju i budowania przez wszystkich wizji lepszego swiata poza
                  granicami. I tak bylo ale kiedys 10 - 20 lat temu. Teraz poza tym ze ludzie nie
                  maja pracy Polska zabardzo nie odbiega poziomem zycia od innych krajow tz. nie
                  ma juz takiej przepasci. Wiec na dzien dzisiejszy bedac w UK myslimy o powrocie
                  bo zycie w Polsce generalnie sie nie rozni a jednak sa tam miejsca ktore
                  kochamy i dobrze sie tam czujemy. Trzeba wziasc pod uwage to ze ok 30 lat
                  (generalizujac w zaokragleniu) tam mieszkalismy jezdzilismy nad jeziora, morze
                  czy gory. Znamy zapach polskiego lasu i wsi. Potrafimy zrozumiec zagrozenia
                  plynace od innych ludzi typu huliganow czy innych zboczencow. Czujemy sie
                  poprostu pewniej i bezpieczniej. W polsce to jak jakis dupek by mnie chcial
                  zaczepic to jak bym mu dala popalic to juz drugi raz nie wpadl by na taki
                  pomysl. A tu to mam stracha nie wiem co mi wolno i nieznam reakcji innych.

                  Wszystkiego musze sie uczyc od nowa i majac porownanie z Polska porownowywuje i
                  w wielu przypadkach twierdze ze to polskie to lepsze. Dzieje sie wlasnie
                  dlatego ze do tego polskiego jestem przezwyczajona i to znam dlatego wlasnie za
                  tym polskim tesknie.

                  Jestem juz zmeczona ta ponowna nauka wszystkiego czuje sie jak jakas chora
                  ktora musi uczuc sie zyc od nowa. Jak od przedszkola. Nauka jezyka, geografi,
                  stosonkow ludzkich czy kultury i tradycji narodu. A ja juz myslalam ze
                  zakoczylam swoja edukacje a tu musze odnowa. Nastepnie musze zmienic swoje
                  przyzwyczajenia i zaczac inaczej spedzac swieta czy zmienic swoje upodobania
                  czy styl zycia. Lata uciekaja i zamiast kozystac z zycia to ja sie stresuje aby
                  dostosowac siebie i swoja rodzine do asymilacji z brytyjskim spoleczenstwem.

                  A co mam w zamian? No kiedys to mielismy bardzo duzo. Kolorowe ubrania, pelne
                  polki, pieniadze za ktore ludzie kupowali domy po miesiacu pracy itp..

                  Na dzien dzisiejszy nie ciesza nas takie rarytasy (no kasa zawsze cieszy). Ja
                  oprocz emigracji materialnej chcialam byc i zyc lepiej. No Wielka brytania nie
                  dala mi tego moje zycie nie zmienilo sie od tej strony prawie wogole. Mam tylko
                  dodatkowo duzo wiecej problemow. Np jak brak pomocy od rodziny przy opiece nad
                  potomkiem i generalizujac brak czegokolwiek co sprawia mi wieksza przyjemnosc
                  (no mezu sprawia mi przyjemnosc ale ja nie o tym).

                  Gdyby w naszych UK-ejowskich emigracjach byla tak wiela roznica nad zyciem w
                  Polsce nie tesknilibysmy. Dlatego wiele osob nie zrozumie mnie bo dla niego
                  emigracja znaczy co innego niz dla innej osoby. Kazdy ma swoje zycie i swoje
                  odmienne oczekiwania. Dla niektorych spenily sie marzenia a dla niektorych
                  jeszcze nie. Wiec nie ma jednego ogolnego wniosku czy to jest dobre czy nie ale
                  zawsze warto podyskutowac w tej materi. Moze czlowiek zobaczy cos czego do tej
                  pory nie dostrzegal i chociaz troszke zmieni swoje podejscie do tematu.
                  • hodos Re: Tak zle tak nie dobrze.... 06.04.06, 13:48
                    Zgadzam sie z Tobą prawie we wszystkim! Najwiekszą różnicą obecnie jest to, że
                    w Anglii praca jest i nawet z minimalnej pensji człowiek jakoś wyżyje i zapłaci
                    za pokój. Jest tu też lepsze zaplecze socjalne, ja nie korzystam ale znajomi
                    tak i to są całkiem spore pieniądze.

                    To co bym chciała z Polski to jedzenie. Nieważne że tu może byc organic ale
                    polskie jest niestety smaczniejsze, weźmy pieczywo i bułki! Tu praktycznie tego
                    nie jem! Poza tym tęskno mi za naszą służbą zdrowia. Ja miałam szczęściw do
                    fantastycznych lekarzy a tu jak weszłam do Health Center to aż mnie odrzuciło!

                    Ludzie przeważnie jeżdżą za pracą a nie ze snowbizmu by mieszkać za granicą.
                    Masz rację to nie te czasy.

                    Większość moich polskich koleżanek chce wrócić do Polski. Może za kilka lat
                    zmieni się rząd i będą ku temu warunki. Dopóki nasz kraj bedzie rządzony przez
                    egoistów będziemy zmuszeni emigrować.
                  • ewmag Re: Tak zle tak nie dobrze.... 06.04.06, 14:40
                    Do dyskusji sie nie dolacze, ale dziwi mnie jedno. Czemu uwazasz, ze musisz
                    zmienic sposob obchodzenia swiat i upodobania? Twoj maz jest Polakiem, dlaczego
                    mielibyscie obchodzic swieta w inny sposob niz w Polsce? No wiem, ze bez
                    rodziny moze, ale przeciez mozecie wszystko zorganizowac po swojemu,dla siebie
                    w koncu jestescie ta rodzina. No i jakie upodobania musisz zmienic wlasciwie?
                    To nie jest kraj, w ktorym ktos Ci bedzie narzucal, jak masz zyc, w
                    przeciwienstwie do Polski, gdzie jest to dosc powszechne. A jesli nawet
                    zaczniesz obchodzic swieta po angielsku, to wlasciwie na bazie czego, jakich
                    tradycji? Kazda rodzina ma przeciez wlasne zwyczaje, niezaleznie od jakis
                    ogolnych tradycji. Z czasem przeciez mozesz wprowadzic, dodac cos nowego,
                    miejscowego do wlasnych zwyczajow, cos co dziecko moze przyniesie ze szkoly
                    albo zaprzyjaznionego domu. Po co na sile sie zangielszczac? Przeciez nie na
                    tym polega asymilacja.
Pełna wersja