Czekam i się chyba nie doczekam,a o obawach

10.08.07, 19:13
nie wspomnę...Mój mąż już od 5 miesięcy jest w Londynie,czekam aż mnie i synka
ściągnie.Szybko to jednak raczej nie nastapi,pracuje póki co przez agencję,ale
szuka innej pracy na kontrakt...Tracę już nadzieję,że nas ściągnie,teraz jak
pojedziemy to nie utrzymamy się :(.Mąż jest uparty wrócić do kraju nie
chce,cóż mam biedna robić,idę od września podszkolić swój angielski.Boję
się,że nas zima tu zastanie i nasza rodzina się rozpadnie...co robić?Odłożyć
trochę kasy i zaryzykować?Może znalazłabym pracę choć kilka godzin dziennie
przy jakimś sprzątaniu...Cholera musiał akurat do drogiego Londynu jechać...
    • kalpa Re: Czekam i się chyba nie doczekam,a o obawach 11.08.07, 03:56
      Aniu synek cudny :)
      Nie doradzę w kwestii dylematu, bo To poważna decyzja, ale podzziele
      się swoimi doświadczeniami.
      Jak zdecydowaną większość przywiało mnie tu za mężem, którego z
      kraju wygnały niespłacone pożyczki, długi i nagła utrata pracy. Był
      sam 5 m-cy, pracował pod Londkiem jako sprzątaczka i w zasadzie nic
      nie odłożył, bo nie było z czego. Zjechałam z nadzieją na coś
      lepszego, a okazało się, że czekał na mnie baaardzo zimny kubeł
      wody. Mąż się od nas odzwyczaił i dłuższą chwilę zajęło nam
      dostrojenie się do siebie. Kasy brakowało na wszystko, dzieci
      przeżywały dramat. Pierwszy miesiąc ryczałam w poduszkę dzieląc dom
      z innymi emigrantami. którzy pomogli mi jednak przejść przez to
      początkowe piekełko. Obaj byli z Afryki i zmusili mnie do mówienia
      po angielsku, co na początku było horrorem. Potem udało się wynająć
      1 bedroom i powoli zaczęło się stabilizować. Sześciolatek poszedł do
      szkoły, co sprawiło, ze z uśmiechniętego chłopca został strzęp
      nerwów i worek łez, drugi młodszy z tęsknoty zaczął chorować ,
      chudnąć i łysiec, a ja odchodziłam od zmysłów, co robić. Nie poszłam
      do pracy, zeby dodatkowo nie dobić dzieci i dołożyliśmy wszelkich
      starań, żeby w tym szaleństwie dzikiej emigracji stworzyć choć cień
      normalności.
      Minęło pół roku. Mój angielski się poprawił, uczę sie codziennie i
      widzę rezultaty. Maż zmienił pracę, jest szczęśliwszy i zachowuje
      się wreszcie normalnie. Dzieci powoli wrastają, Mati mimo, że nadal
      nie lubi szkoły, to powoli zaczyna się wdrażać, młodszy odżył, włosy
      odrosły. A ja... polubiłam Anglę, dogaduję się już całkiem dobrze,
      odważyłam się pójść do pracy na troszkę. Znalazłam kolezankę, wiem
      co gdzie kupić taniej, czego nawet nie brać doręki. Coraz częsciej
      cieszę się, ze tu przyjechaliśmy. Ciężki początek za nami.
      Po co napisałam Ci tak w czarnych kolorach? Bo wszyscy przed
      wyjazdem opowiadali mi o życiu w tym kraju jako o łatwym kawałku
      chleba. NIKT mi nie zdradził, a może zapomniał, ze początek jest...
      nielekki mówiąc delikatnie. Dla mnie to był zjazd gołą pupą po
      gruboziarnistym papierze ścernym.
      Przyjechałam z dwem walizkami rzeczy, bo wszyscy zapewnali, ze tutaj
      jest tanio, szkoda płacić za nadbagarz. Ale na początku nawet 2
      funty na kubek to było dużo.
      Więc mogę doradzić Ci jedno:
      ** ucz się angielskiego jaknaj więcej. O tyle mniej łez wylejesz.
      **weź ze sobą jak najwięcej kasy, baaardzo Ci się przyda.
      **postaraj się zamieszkać blisko jakiejś bratniej duszy, wtedy kilka
      siwych włosów będziesz mieć mniej na głowie.
      Ale nie radzę Ci czekać zbyt długo - samotność na emigracji... złym
      bywa doradcą, nie przedłużajcie rozłąki zbytnio, bo... różnie jest.
      Powiem wprost - teraz, jak sama doświadczyłam tego smaku
      osamotnienia, to już bym drugi raz ani sobie ani mężowi tego nie
      zafundowała.
      Ale fakt jest jjeden- tutaj się łatwiej żyje, lżej, jest dużo
      naprawdę wartoścowych ludzi, fantastycznych miejsc, Anglicy to
      bardzo mili i życzliwi współobywatele. Jest ogrom plusów mieszkania
      tutaj. Ale to dopiero odkrywa się po jakim czasie.
      To są tylko moje doświadczenia, na pewno sporo dziewczyn ma lepsze
      wspomnienia ze startu. Być może jestem w mnejszości(oby), której
      początek w nowym kraju był wyboisty.
      Zyczę Ci dobrych decyzji, a jeśli się odważysz, to wszelkiej
      pomyślności. Prędzej, czy później wszyscy wrastają :)
      Kalpa
      PS. Nie tak dawno ja pisałam podobnego posta:) I tak szybko mi
      zleciało te pol roku :))
    • aniolek105 Dziękuję. 11.08.07, 11:46
      Dziękuję Ci za to co napisałaś.Właśnie czekałam na coś takiego,na
      zdrową,prawdziwą relację z tego jak tam jest,jak bywa i jak być morze,a nie słów
      w stylu;"Jedź będzie dobrze".Właśnie boję się tego oddalenia od męża,bo już w
      Polsce między nami nie było kolorowo.No cóż w takim razie odkładam pieniądze i
      uczę się intensywnie angielskiego.I czy mąż chce czy nie kupuję bilet na
      początek listopada,tak,żebyśmy byli już razem na 2 urodziny naszego synka.Boję
      się,że nasza rodzina się rozpadnie.
      • kalpa Re: Dziękuję. 11.08.07, 12:14
        Odwagi i siły życzę. Po jakimś czasie będzie dobrze, ale trzeba
        zdawać sobie sprawę z realiow. Ucz się angielskiego - to
        NAJWAŻNIEJSZE. Mnie pomagały przetrwać te najgorsze chwile pogawędki
        z nieznajomym babciami, które tutaj mają tak dużo ciepła i uśmiechu
        dla każdego, że z tej skarbnicy czerpałam garsciami i w ten sposób
        mamiłam się, ze jestem wsród swoich. A moje chłopaki miały choc
        cząsteczkę ciepełka babciowego. Ale na tyle znałam język. naczej
        zwariowałabym z samotności. Bez języka jest naprawdę ciężko
        Jak już będzesz blizej wyjazdu napisz do mnie,
        kalpa
    • gosiash Re: Czekam i się chyba nie doczekam,a o obawach 11.08.07, 16:45
      Tez uwazam, ze rodziny powinny być razem. Jak mąż nie chce do Polski
      wracać, no to cóż spróbuj Ty do Anglii przyjechać. I lepiej się
      nastawić, że cięzko będzie, a pózniej się mile rozczarować niż
      oczekiwać gwiazki z nieba. Pewnie, że w cięzkich warunkach
      małżeństwo też jest narażone i to bardzo na rozpad, ale chyba takie
      samo ryzyko jest jak się na odległość mieszka, więc nie ma co
      czekać. 2 letnie dziecko może jeszcze nie potrafi powiedzieć, ale
      pewnie też za tatusiem tęskni. Może troszkę już tatusia zapomniało.
      Ale na przykład moja 3 latka, jak przyjechałam z nią do Polski na
      dwumiesięczne wakacje, to po tygodniu się zaczęło: 'Gdzie jest
      tatuś, gdzie jest tatuś', więc choćby tylko ze wzgledu na dziecko
      rodziny powinny być razem, ot co.
      • kaska099 Re: Czekam i się chyba nie doczekam,a o obawach 11.08.07, 17:05
        dopbrze ze to przeczytalam ,niby wiem ze bedzie ciezko ,warunki mieszkalne
        chocby...inne niz te w domu i wogole wszystko inne!moj maz wyjechal we
        wrzesniu to blisko rok temu widzielismy sie zima na 2 tyg.a zamierzamy za
        pare dni......czymajcie za mnie kciuki bo obawiam sie okropnie tamtego zycia i
        ......podrozy.pa
    • aniolek105 Kasiu099. 12.08.07, 12:49
      Powodzenia życzę,ja psychicznie się nastawiam na koniec października.
      • bacha.minio Re: Kasiu099. 14.08.07, 15:02
        macie obawy tak ty jak aniolek a ja sadze,ze jewsli tu przyjedziecie
        nie bedzie tak zle.jesli oczywiscie wasi mezowie pracuja legalnie bo
        wtedy nawet jesli wy nie pracujecie wasz budzet moga zasilic jeszcze
        zasilki na dzieci,ktore moga brac wasi mezoaie.trzeba troche
        poczekac ale warto.ja przyjechalam do anglii pol roku po wyjezdzie
        do pracy mojego meza.jednak moj maz pracowal tu na czarno wiec nie
        moglam nic zalatwiac.jaszcze dwa dni przed moim przyjazdem stracil
        prace.nie bylo latwo.on nie znal jezyka,no chyba ze migowy( ha ha)i
        ja tez nigdy sie go nie uczylam.zarejestrowalismy sie do
        agencji.trudno bylo bom wymagaja znajomosci jezyka.moj maz dostal
        prace po 3 dniach od zarejestrowania,ja tydzien po.poniewaz bylismy
        z dziecmi wiec on poszedl na nocki a ja na dzien zeby stale ktos byl
        z dziecmi.przyjechalam tu z dziecmi pod koniec czerwca 2006
        roku.teraz mam prace na kontrakt w angielskiej bardzo dobrej firmie
        choc nadal nie umiem zabardzo angielskiego,moj maz nadal pracuje dla
        agencji,dzieci chodza do szkoly.mam duzy dom z councilu (4
        pokoje,salon,2 lazienki i jadalnia a do tego duzy ogrod)mam samochod
        i nie narzekam na brak pieniedzy,choc czasami zdarzaja sie trudne
        sytuacje.to wszystko nie jest bajka ale prawda choc i tak nie jaest
        idealnie,ale pisze to bo wszystko mozna osiagnac jesli sie kochacie
        i chcecie byc razem.tak wiec zycze wam powodzenia.nie zostawiajcie
        waszych mezow samych,to im nie sluzy,wiem co mowie.pa
    • aniolek105 Re: Czekam i się chyba nie doczekam,a o obawach 20.08.07, 15:33
      Dzięki za odpowiedzi.Coraz bardzej dociera do mnie fakt o wyjeździe
      i szczerze mówię,że łapię doła,boję się okrutnie...
      • auxanne Re: Czekam i się chyba nie doczekam,a o obawach 22.08.07, 11:17
        Aniołku, jestem w prawie identycznej sytuacji / tylko rozłąka
        krótsza/, nawet synek w podobnym wieku. Mam nadzieje,dołaczyć do
        męza jak najszybciej , maksymalnie do końca wrzesnia. Też mam obawy
        ale chciałabym już tam być, bo stan zawieszenia mnie dobija.
        pozdrawiam, trzymaj się
        • alfa70 Re: Czekam i się chyba nie doczekam,a o obawach 22.08.07, 17:15
          witaj serdecznie.Ja tez jestem w podobnrj sytuacji z ta tylko roznica ze moj maz
          pracuje w GB od trzech lat, i dopiero teraz zdecydowalam sie wyjechac do
          niego.Jedziemy w sobote, a jesli chodzi o dziecko to moja corka ma 13
          lat.Dopiero teraz do mnie dotarlo ile czasu stracilismy przez rozlake , nie
          wspomne o corce ktora teraz bedzie musiala sie zmagac z wszelkimi klopotami w
          szkole.Na razie jestem dobrej mysli i mam gleboka wiare w lepsze
          jutro.Pozdrawiam serdecznie i zycze Ci Aniolku samych slonecznych dni.
      • agniesia82 ja lece 29-go sierpnia 23.08.07, 08:37
        alee razem z mezem. po miesiacu przylatuje po corke [14mies.]
        pewnie,ze mam obawy,watpliwosci-i trzeba o przyznac-troche boje sie
        tych zmian. moze o tyle jestesmy w lepszej sytuacji,ze bedziemy
        mieszkac razem ze znajomymi,ktorzy sa tam juz 2 rok... ale mimo
        wszystko lekki stres mnie ogarnia.
        jak to mowia: na poczatku 3mies.euforii, 1 mies.depresji a potem juz
        z gorki :))
        Trzeba myslec ze bedzie ok, w koncu nie jedziemy na koniec swiata...
    • aniolek105 Tak,dobrze ujęte-stan zawieszenia... 24.08.07, 11:54
      Mnie też on bardzo dobija...
      • auxanne Re: Tak,dobrze ujęte-stan zawieszenia... 25.08.07, 13:52
        Głowa do góry, jakoś damy radę. Ja się np. zastanawiam jak taki
        dwulatek zniesie podróz samolotem. Mój synek jest baaardzo aktywny,
        towarzyski i boje się,że zgubi mi sie w tłumie ludzi na lotnisku /
        bo na wózek trochę sie czeka :(/. Poza tym wszystkiego zabrać do
        Anglii nie mogę i tu problem : co jest najistotniejsze / robię sobie
        powoli spis/
        • gosiash Re: Tak,dobrze ujęte-stan zawieszenia... 27.08.07, 10:42
          Na wózek się nie czeka. Dojeżdżasz wózkiem pod same schodki na
          płycie lotniska i tam złożony wózek zostawiasz (wyjmując najpierw
          dziecko ;)). Po przylocie znajdujesz wózek również obok schodków na
          płycie lotniska. Widziałam jak koś oddawał wózek na bagaż już przy
          check in. Pewnie w takich sytuacjach odbiera się go dopiero z
          bagażem, ale normalnie czeka przy schodkach.
          • auxanne Re: Tak,dobrze ujęte-stan zawieszenia... 02.09.07, 15:29
            a to dla mnie nowosc, bo widziałam te wózki wyjeżdżajaca na taśmie
            przed bagażami, w takim razie o jeden problem nniej :)
          • jagienkaa Re: Tak,dobrze ujęte-stan zawieszenia... 05.09.07, 09:21
            różnie to bywa z wózkiem, to zależy od linii lotniczych i lotniska.
            Czasem oddają już przy samolocie a czasem dopiero na taśmie.
            Szczerze to z mojego doswiadczenia to lepiej wziąć wózek już z taśmy
            bo zwykle i tak nie ma dojazdu dla wózka (schody!!!miliony! i tylko
            na niektórych lotniskach są ruchome bądź windy).
    • aniolek105 Właśnie spis co zabrać,co jest ważne a co mniej... 27.08.07, 07:53
      Ja też jade z 2 letnim synkiem,a raczej lecę i będzie wesoło,tez
      jest baaaaaaaaaaaaaardzo towarzyski.Nie wiem co tam jest tanie co
      drogie,a cały dobytek zostaje w Polsce,a na początku na niewiele
      będzie nas stać.Ech...może jakieś doświadczone osoby się
      wypowiedzą...
      • gosiash Re: Właśnie spis co zabrać,co jest ważne a co mni 27.08.07, 10:54
        Na początku to wszystko się wydaje droższe. Ale po pewnym czasie
        okazuje się, że niekoniecznie tak musi być. Oczywiście generalnie
        mieszkanie i opłaty z tym związane (woda, prąd, council tax, itp.)
        są na pewno droższe, ale jedzenie, ubranie nie zawsze i wszędzie
        jest droższe od tego w Polsce. Oczywiście zależy to też od jakośći.
        Myślę, że jednyna różnica to to czy pewne rzeczy do których jesteś
        przyzwyczajona w POlsce mogą tu nie występować. Aczkolwiek jest
        coraz więcej sklepów Polskich, więc nie powinno być większych
        problemów. A i 2 letnie dziecko w zasadzie wszystko je. Może ma
        jednak jakieś tam ulubione ciasteczka, napoje, itp. Więc zanim
        znajdziesz odpowiednik angielski (albo właściwie, zanim dziecko się
        da przekonać, bo wiadomo jakie dzieci potrafią być przyzwyczajone do
        takiego a nie innego ciastka), to możesz jakiś mały zapasik
        przywieźć. NO bo i dziecku będzie raźniej jak coś swojskiego będzie
        jadło. Wszystkiego nie zabierzesz, może napisz o co ci konkretniej
        chodzi: jedzenie, picie, ubranie, środki czystości, leki? Aczkolwiek
        poza polską kiełbasą i może mleczkiem wedla, to nic mi nie
        przychodzi do głowy. Chociaż i to można w tesco już kupić. A
        niedawno obiecywali w telewizji, że jeszcze większy będzie wybór :)
        • szprotka6 Re: Właśnie spis co zabrać,co jest ważne a co mni 27.08.07, 22:30
          Może fragment mojej listy cos ci podpowie...Ja posłuchałam cennych rad i np.
          zabieram kilka niewielkich ulubionych drobiazgów, do których jestem przywiązana
          i pomagaja tworzyc mi ciepły klimat w domku. Np swiecznik z kolorowego szkla,
          małą rzeźbę drewnianą, kilka ksiazek, biały obrus-będzie na wigilię chociazby,
          ulubiony szlafrok, robioną na zamówienie kołdrę solidnych rozmiarów oraz
          narzutę. Wezmę też kilka rzeczy z pokoju syna-np jego obrazki ścienne i
          drewnianego anioła, maluski niziutki drewniany stolik, który słuzy mu do
          rysowania-niech złagodzi mu to przenosiny do nowego domu i nowego pokoju.Poza
          tym np spory zapas mleka dla syna-a w zasadzie preparatu mlekozastępczego,
          aromaty do ciast(ponoć jest z tym problem),troche lekarstw z domowej apteczki.
          Oczywiście to nie koniec listy-ale to akurat teraz przypomniało mi sie na
          zawołanie;-)
      • auxanne Re: Właśnie spis co zabrać,co jest ważne a co mni 02.09.07, 15:32

        ja tez wiele nie zabiore, cześc pojedzie ze znajomymi samochodem,
        reszta- zostanie w Polsce. Słyszałam,że mozna podac cos z Polski
        autobusem i jest na drugi dzień do odbioru na Victorii, ale nie wiem
        jaki jest koszt i czy to bezpieczne.
        ja sie też szykuje na koniec września/początek października.
        pozdrawiam
    • aniolek105 Tą telewizją to mnie rozbroiłaś :)))). 27.08.07, 22:08
      No właśnie do głowy mi nie przychodzi co mam brać a co nie....
    • kaska099 Re: Czekam i się chyba nie doczekam,a o obawach 01.09.07, 00:40
      czesc dziewczyny ja juz z dala od polski jestem tu juz 2 tyg.i w koncu razem
      .corka na poczatku duzo wspominala o domu i zyciu w polsce teraz tez wie ze tam
      czeka dom ale juz jakby sie przestawila na zycie tutaj.a ja cieze sie ze w koncu
      jestesmy razem a ona zasypia w ramionach taty.pozdrawiam goraco pa
    • aniolek105 Kasiu,dziewczyny wykupuję bilet na koniec 01.09.07, 09:09
      października.Kasiu pisz jak tam jest,pisz wszystko.Trzymam za Was kciuki.
    • aniolek105 Lecę 31 października. 05.09.07, 08:37
      Trzymajcie za nas kciuki.Pewnie do tego czasu i tak pomęczę Was pytaniami jeszcze.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja