Przykro mi: stan położnictwa w moim rejonie

19.10.07, 22:42
Witam. Muszę napisać o tym bo włos mi na głowie staje jak o tym
myślę. Jestem w czwartej ciąży, żyję ciążami i porodami od 6 lat
kiedy w 2001 zaszłam w ciążę z pierwszym dzieckiem. Opiekę wtedy
miałam super, wizyty u położnej co kilka tygodni, podczas porodu
jedna położna non stop, podczas parcia i samych narodzin dwie, po
porodzie czas na to aby poznać dziecko w szpitalu, położne miłe i
zawsze chętne do pomocy. Wizyty postnatalne codziennie przez 9 dni.
Z Lilką 05-06 rok miałam rzadsze wizyty u położnej ale opieka
antynatalna na tym samym poziomie, poród na bardzo ruchliwym
oddziale położniczym, cała porodówka zajęta, cały czas podczas
skurczów byłam sama, położna pojawiła się jak dziecko zaczęło się
rodzić, po godzinie szybkie przewiezienie na oddział gdzie byłam 10h
przy czym wozili mnie na tym wózku od sali do sali bo nie było
wolnego łóżka. Musiałam czekać 5 dni aby lekarz zbadał Lilkę, w
końcu złożyłam skargę i młoda lekarka zaraz po studiach przyjechała
z łaską. W tej ciąży opieka antynatalna zaczęła się ok (pierwsza
wizyta jak zwykle w 12 tyg) do czasu gdy poszłam na drugą wizytę w
16ym tyg. Wtedy położna poinformowała mnie, że nie będę mogła
widzieć się z nią do 28 tygodnia! W przyszłym tygodniu wreszcie mam
wizytę. W związku z tym, że NHS olało moją ciążę (przynajmniej tak
czuję się) wypożyczyłam profesjonalnego dopplera i sama monitoruję
bicie serca swojego dziecka. W międzyczasie dwie położne które
opiekowały się mną podczas moich dwóch ostatnich ciąż odeszły z NHS
bo miały dosyć i są teraz independent i wcale im się nie dziwię. W
szpitalu w Oksfordzie jest chaos bo mało położnych i dużo porodów,
chcą zamknąć też mały szpitalik prowadzony przez położne niedaleko
mnie gdzie zawsze można było zostać kilka dni po porodzie i nauczyć
się jak porządnie karmić piersią. Ja tam byłam po pierwszym porodzie
i bardzo sobie to miejsce chwaliłam. Teraz można tam być tylko jedną
noc po czym jest się wyrzuconym do domu. Mało jest też wizyt
postnatalnych co akurat dla mnie nie ma takiego znaczenia. Jeżeli
tylko przyjdzie położna zrobić heel prick test to jestem ok plus
wiadomo, że dziecko musi obejrzeć lekarz.
Szczerze mówiąc tu gdzie mieszkam teraz usługi położnicze są na
fatalnym poziomie. Powiem więcej, nie chciałabym już mieć więcej
ciąż pod opieką NHS, chyba wolałabym zapłacić independent położnej,
chyba bałabym się. Smutno mi z tego powodu naprawdę bo pamiętam
czasy (nie tak dawno temu) gdy opieka położnicza stała na bardzo
wysokim poziomie. Teraz to jest shambles używając angielskiego
określenia. Chciałam się wypisać na ten temat bo wszystkie koleżanki
w ciąży mówią to samo a położne są bezradne bo chciałyby oferować
lepszą opiekę a nie mają na to warunków. Naprawdę szkoda. Pozdrawiam.
    • jaleo Re: Przykro mi: stan położnictwa w moim rejonie 20.10.07, 09:23
      Ilosc porodow w UK w ostatnich kilku latach rosnie w ogromnym tepie,
      a ilosc personelu drastycznie sie zmniejsza z powodu "ciec w
      budzecie". Pozostaje pytanie, na co poszly te ogromne dodatkowe
      fundusze, jakie NHS dostalo dwa lata temu z zwiekszonych podatkow i
      skladek NI. Chyba, jak to zwykle w NHS bywa, na tzw. paperpushers
      za biurkami!
      • jagienkaa Re: Przykro mi: stan położnictwa w moim rejonie 20.10.07, 09:53
        haha no ja właśnie pracuję w jednym ze szpitali i mamy problemy z
        położnymi. Każdy ma swoje racje że się tak wyrażę, bo z jednej
        strony to wiem w jakich warunkach muszą pracować niektóre położne, z
        drugiej strony mają też dość wysokie wymagania. W każdym razie
        prawda jest taka, jak napisała Ewunia, ilość kobiet rodzących teraz
        w szpitalach jest dużo, dużo większa (popatrzcie chociażby ile
        Polaków przyjechało!) a personel został ten sam. Poza tym ostatnio
        nawet był raport o tym jak w szpitalach chcą wprowadzić to żeby
        połóżne były w rodzącymi prawie przez cały czas.
    • gypsi Re: Przykro mi: stan położnictwa w moim rejonie 20.10.07, 17:41
      Napisz do PCT jak to wyglada - sorry, ale standard jest standardem, jesli
      powinno byc iles wizyt, iles USG, iles badan, to nie ma ze boli, to musi byc
      zrobione.
      Jesli chodzi o kase - idzie na menadzerow i coraz to nowe "initiatives",
      "incentives", "teams" i "projects", na stricte medycznych pracownikow juz nie
      bardzo...
    • mama5plus Re: Przykro mi: stan położnictwa w moim rejonie 20.10.07, 19:00
      Poleczko wspolczuje.
      Jednak jak gypsi radzi, pewnie warto oficjalnie sie odwolac.

      Jesli chodzi o brytyjskie polozne, sa cenione za granica.
      Tutejsza szkola poloznicza.
      Podobnie jak dentysci, emigruja do Kanady, na antypody.
      Szczegolnie do Kanady bo tam lepiej placa i wlasnie bryt.
      poloznictwo jest w cenie. Zwlaszzca dla tych kobiet, ktore chca
      ominac lekarza ktory ciagle jeszcze jest tym `wszechwiedzacym` od
      rodzenia.

      Gdy rodzilam pare lat temu, zajmowaly sie mna prawie wylacznie
      polozne-Brytyjki ( z wyjatkiem jednej Szwedki i jakas zasiedziala
      Polka chyba byla ale ja jej nigdy nie spotkalam).
      2 ostatnie porody, a zwlaszcza ten 2 lata temu i pobyt w szpitalu
      pozniej... oj przeglad ras, akcentow, narodowosci byl ogromny.
      Zwlaszcza w szpitalu bo jeszcze w ciazy, w mojej malej przychodni
      poza 1 lekarzem to wylacznie tubylcy.
      Nie w kategoriach lepsze- gorsze bynajmniej. Po prostu stwierdzam
      fakt, ze wyraznie tubylcy gdzies wybyc musieli skoro zatrudnia sie
      coraz wiecej nowo przybylych.

      A kobiet w ciazy w ostatnich latach coraz wiecej. W sumie nowi(i nie
      tylko) emigranci to pewnie w duzym stopniu ludzie mlodzi, mlode
      rodziny. Ile tylko tu na forum przypadkow gdy odzywaja sie kobiety w
      ciazy planujace przyjechac i urodzic w UK? A to nie jedyne takie
      forum, nie liczac pewnie lotewskich, litewskich, czeskich,
      wegierskich itd.
      Nie bez powodu mowi sie o polskim baby boomie na wyspach ;)

      Moze z czasem przybedzie poloznych przybylych z tych nowo-unijnych
      krajow, ale przekwalifikowanie sie (choc nie wiem czy wymagane),
      nauka jezyka tez pewnie zabieraja troche czasu. No i poczatkowo
      pewnie wiele z nich ma male dzieci i nie za bardzo moze pozwolic
      sobie na podjecie pracy przy tych cenach zlobkow, przedszkoli.
      Tak tylko sobie gdybam, a przyczyn pewnie jeszcze wiecej.
Pełna wersja