refleksje po wizycie w malpim gaju/raju, dlugie

25.10.07, 16:43
czyli po wizycie w soft play centre. nie pierwszej, od razu dodam.

moja 18 miesieczna coreczka czworakujac po schodkach popychana byla
przez chlopczyka - wyraznie mlodszego od niej, jak rowniez wiekszego
fizycznie (bo ona to liliput). najpierw zaczela piszczec placzac,
chlopczyk odsunal sie zaskoczony, ja postanowilam poczekac z
nadzieja, ze na tym sie skonczy, ale po chwili zaczal ja hm...
klepac, bo to takie nieudaczne uderzenia byly. ale moja corka
wystaszyla sie - podeszlam wiec blizej i wyciagajac rece do niej, by
ja zabrac, powiedzialam do chlopca: no pushing, that's not nice!
wtedy doskoczyla do mnie jego mama i w potoku jej slow generalna
mysla bylo - to *ona* ma prawo mowic synowi co wolno, a czego nie.

no i zaczelam sie nad tym zastanawiac. ma kobieta racje, prawda?
ale z drugiej strony - czy ona w ogole isnieje w tym kraju? -
wszyscy jestesmy odpowiedzialni za wychowanie nastepnego pokolenia,
troche, prawda?
niedawno nasze okno zaliczylo kilka atakow ogryzkami. pewnego
wieczoru maz mial szanse dogonic lobuzow i zaprowadzic ich do
rodzicow - ktorzy powiedzieli mu, ze on nie ma prawa lapac ich za
fraki (znow racja...). doradzili nam bysmy w przyszlosci zadzwonili
na policje (hahaha!!!)

mieszkam tu w uk od ponad 14 lat. juz troche wiem o tutejszej
mentalnosci. o mozliwych reakcjach. ale teraz coraz czesciej sie
zadziwiam. i rozczarowuje. nie bardzo wiem, co moglabym zrobic w
powyzej opisanych sytuacjach tak by wilk byl syty i owca cala -
czyli jak zwrocic uwage dzieciom/mlodziezy i jednoczesnie nie
podwazac niczyich 'praw'. i czy to w ogole mozliwe???
    • carmelaxxx Re: refleksje po wizycie w malpim gaju/raju, dlug 25.10.07, 17:16
      zauwazylam ze tutaj raczej ludzie nie zwracaja uwagi obcym dzieciom na zle
      zachowanie, a to zle wydaje mi sie. Ja tez moge nie widziec ze muj syn zle sie
      zachowuje i uazam ze jest ok jesli ktos mu zwroci uwage, tak jak i ja w
      pierwszej chwili nie latam szykac rodzica dziecka ktore sie zle zachowuje tylko
      mowie wpierw do dziecka. Tutaj jakos po prostu nie mowi sie o zlym zachowaniu
      chyba.... Moze na tym polega ich dobre wychowanie??
    • pyza_uk Re: refleksje po wizycie w malpim gaju/raju, dlug 25.10.07, 17:27
      Nie przejmuj sie - mi rowniez kilkakrotnie zdarzylo sie zwrocic
      uwage dzieciom, ktore popychaly itp moja corke ('you shouldn't be
      doing it - it's not very nice, she only wants to play with you).
      Mamy zazwyczaj byly zbyt zajete plotkowaniem miedzysoba, aby
      zainteresowac sie sytuacja. Choc raz zdarzylo sie, ze
      mama 'delikwenta' podbiegla do mnie zatroskana, pytajac, czy nic sie
      mojemu dziecku nie stalo, a swoje nalezycie upomniala.
      Generalnie od wychowywania dzieci sa rodzice, ale jesli maja to
      w 'glebokim powazaniu' to ktos musi im pociechom uswiadomic gdzie
      znajduje sie granica dobrego zachowania...
      • jofin Re: refleksje po wizycie w malpim gaju/raju, dlug 25.10.07, 19:11
        Generalnie od wychowywania dzieci sa rodzice, ale jesli maja to
        > w 'glebokim powazaniu' to ktos musi im pociechom uswiadomic gdzie
        > znajduje sie granica dobrego zachowania

        No akurat z tym, niestety trzeba w tym kraju uwazac. Ostatnio z
        zakoczeniem przeczytalam w liscie skierowanym do rodzicow /taki
        comiesieczny biuletyn wydawany przez szkole moich dzieci/, ze
        ostatnio w szkole mialy miejce dwa zdarzenia, ktore nie powiny miec
        miejsca. A chodzilo o to, ze na boisku rodzice zwrocili uwage nie
        swoim dzieciom. I takie zachowanie jest tutaj NIEDOPUSZCZALNE.
        Jezeli mamy zastrzezenia co do zachowania innych dzieci, to mamy z
        tym biegac od razu do dyrektorki szkoly lub do nauczyciela i oni tym
        sie zajma.
        Gdy to przeczytalam, szczeka mi opadla i .. . szczerze mowiac
        naprawde nie dziwie sie, ze maja oni tutaj w UK tyle problemow z
        zachowaniem mlodziezy. Bo coz, uwagi im zwrocic nie wolno. Bo zaraz
        w depresje jakas popadna, takie to biedne dzieci.
        Z pewnoscia troche to odmienne od myslenia polskiego, gdize kazda
        babcia i kazdy dziadek poczuwa sie do wychowywania cudzego
        potomstawa. Takie po prostu dwie skrajnosci.
        • pyza_uk Re: refleksje po wizycie w malpim gaju/raju, dlug 25.10.07, 19:27
          Wiem, wiem - to paranoja jakas, choc w PL popadaja w skrajnosc z
          wychowywaniem cudzych dzieci. Ale szczerze mowia, jesli zdrowie
          mojego dziecka jest zagrozone, bo inne dziecie zamierza je walnac w
          glowe drewnianym mlotkiem, to nie biegne szukac matki dziecka, aby
          zwrocic uwage tylko szybko staram sie zapobiec sytuacji (tzn. zabrac
          moja corke i kulturalnie zwrocic uwage drugiej stronie). Jesli
          podobna scenka rodzajowa nie dotyczylaby mojego dziecka - wtedy byc
          moze szukalabym mamy lobuziaka (ale trudno mi przewidziec, co tak
          naprawde zrobilabym w podobnej sytuacji).
        • anca03 Re: refleksje po wizycie w malpim gaju/raju, dlug 25.10.07, 19:36
          Oj dziewczyny - na własnej skórze doświadczylam co znaczy zwracanie
          uwagi nie swojemu dziecku...Wiosną tego roku, kiedy mój syn
          uczęszczał jeszcze do Primary School. Kilka razy zdarzyło się, że
          moje dziecko uskarżało się na niejakiego Iksińskiego, że zaczepia,
          że dokucza itp. Mój syn mówił, że ten chłopiec po prostu taki jest,
          że agresja nie jest zwrócona tylko przeciwko niemu ale właściwie
          przeciwko każdemu dziecku w klasie. Pomyślałam - pewnie jakieś
          dziecko hiperaktywne albo ADHD. Ale któregoś dnia przyszłam do
          szkoły a moje dziecko wychodzi zapłakane, że właśnie przed chwilą
          Iksiński popchnął go na drzwi od toalety i on do tej toalety wpadł.I
          ja - w matczynej trosce - przydybałam sobie delikwenta i
          powiedziałam mu, że nie życzę sobie, żeby zaczepial mojego syna bo w
          przeciwnym razie będę musiała poprosić wychowawcę o kontakt z jego
          rodzicami. I wyobraźcie sobie, że na drugi dzień Pani wychowawczyni
          poprosiła mnie na rozmowę - ale! - bardzo życzliwie dała mi do
          zrozumienia, że ów Iksiński skarżył się, że ja go straszę po
          lekcjach i że tak nie może być! Żebym się nie martwiła, że ona wie,
          że Iksiński jest taki i taki, ale niestety - szkoła musi do mnie
          wystosować pismo jakie sie w takich sytuacjach stosuje. No i
          otrzymałam list - że szkoła jest przyjazna dziecku, że takie
          zachowanie jak moje jest nieodpowiednie i że jeżeli jeszcze raz
          takie zachowanie jak moje będzie miało miejsce to niestety, ale
          szkoła zabroni mi wchodzenia na swoje terytorium i przychodzenia po
          moje własne dziecko....Płakałam dwa dni..A potem napisałam do szkoły
          odpowiedź w tej sprawie.
          Pracowałam w Polsce 13 lat w szkole z różnymi dziećmi i uważam, że
          szacunek należy się każdemu dziecku, ale dorosłemu też.
          (Nawiasem mówiąc - po całej sprawie chyba polubiliśmy się z
          Iksińskim)
          • ewelina-s-82 Re: refleksje po wizycie w malpim gaju/raju, dlug 25.10.07, 23:25
            ....Płakałam dwa dni..
            anca!!! co odpisała Tiobie szkola????
            przecierz wychodzi na to że nia mamy prawa bronic własnych dzieci???
            przeciez to nie sa rekoczyny.....
            • ewelina-s-82 Re: anca03 przeczytaj post wyzej pliss!n/t 25.10.07, 23:26

              • anca03 Re: anca03 przeczytaj post wyzej pliss!n/t 26.10.07, 00:00
                Szkoła nie odpowiedziała na mój list. Myślę, że przyjeto do
                wiadomości moje wytłumaczenie i na tym się skończyło..Daleka jestem
                od upominania i wychowywania cudzych dzieci, wierzcie mi...Dodam, że
                pisałam wcześniej w tej sprawie list do wychowawcy i dostałam
                odpowiedź, że z chłopcem owym zostanie przeprowadzona rozmowa. Nie
                wiem, czy zosała przeprowadzona - pozostaje mi wierzyć, że tak..Ale
                sytuacje miały miejsce w dalszym ciągu, tak jak pisałam wyżej..
                Wierzcie mi, gdybym znała tutejsze procedury (a nie znałam, bo
                mieszkalam tu zaledwie pół roku) - poleciałabym od razu do dyrekcji.
                W Polsce procedury znam - dyrektor o takich sprawach dowiaduje się
                na samym końcu - jest na górze drabinki. Najpierw jest wychowawca,
                ewentualnie rozmowa między rodzicami dzieci. Tutaj - jak napisano mi
                w liście ostrzegającym mnie przed moim złym zachowaniem - "If you
                have a complaint about the actions of a child please contact a
                headteacher or a member of staff immediately (...)" Czyli z każdą
                pierdołą trzeba lecieć bezposrednio do dyrektora. Biedny
                dyrektor...Ciekawe do kogo on się odniesie, gdy ten uczeń za kilka
                lat napluje mu w twarz...
    • mama5plus Re: refleksje po wizycie w malpim gaju/raju, dlug 25.10.07, 19:47
      Troche odbiegam od tematu ale mnie ostatnio powalila wiadomosc
      (newsy sprzed kilku dni), ze dzieci co prawda sa wazone w wieku 5 i
      10 lat w szkole ale juz nikt nie przekazuje tych informacji
      rodzicom. A juz w zadnym wypadku nie mowi sie, ze dziecko ma
      nadwage, jest otyle :-O. No naprawde, choc kilka roznych dyskusji w
      tym dniu wysluchalam i wiele argumentow to zaden do mnie nie trafil.
      Dlaczego sie tego rodzicom nie uzmyslawia?
      Dobrze, ze zastanawiaja sie nad zmiana tej procedury.
      A juz informacja, ze rodzice z reguly nie zdaja sobie sprawy ze ich
      dziecko ma problem z nadwaga... no mi ciezko to sobie wyobrazic ze
      ktos tego nie widzi ale moze tu moja wyobraznia szwankuje?

      Co do zwracania uwagi cudzym dzieciom pamietam jedna taka sytuacje
      gdy mlodziez wypuszczono chyba wczesniej ze szkoly. W miasteczku w
      ktorym mieszkalismy zaczeli sie walesac po glownej ulicy robiac
      sporo zamieszania. Jakis starszy pan zwrocil im uwage ze rzucaja
      papiery. Blyskawicznie okrazyli go i zaczeli debatowac ktory mu
      pierwszy dolozy :/
      Na szczescie osilek od rzeznika nie patyczkowal sie wyskoczyl i
      rozgonil towarzystwo zanim doszlo do czegokolwiek.

      Moj maz jest bardzo ostrozny jesli chodzi o zwracanie uwagi cudzym
      dzieciom. Kiedys obok nas farmer skosil pszenice i na tych balach
      slomy zaczelo sie zbierac towarzystwo.
      M zamiast sie z nimi w dyskusje wdawac, zadzwonil do farmera i na
      policje. Oczywiscie zanim policja przyjechala to juz ich nie bylo.
      Farmer nastepnego dnia zebral bale i sie skonczyly spotkania.

      Ja szczerze mowiac jeszcze nie mialam sytuacji w ktorej bym musiala
      zwracac uwage cudzemu dziecku.
      Tzn mialam jedna ale rozwinela sie w takim tempie ze nawet bym nie
      zdazyla zareagowac.
      Akurat mama byla Polka. Sterczala nad brzegiem morza rozmawiajac
      przez komorke i pstrykajac zdjecia a dzieci nie mialy prawa zamoczyc
      palca w wodzie. Staly i patrzyly jak inne sie pluskaja, biegaja.
      Gdy juz odchodzili, chlopiec sie wyrwal, zlapal kamien, wrocil
      biegiem na plaze i swisnal tym kamieniem nad uchem mojemu 2latkowi.
      Mama zero reakcji. Ech, gdyby spojrzenie moglo zabijac...
      Nie dziwie sie temu dziecku. Nie dziwilabym sie nawet matce w
      normalnych warunkach. W koncu my stalismy tuz obok i tez nie
      zdazylibysmy zareagowac. Ale ten brak reakcji juz po fakcie...
    • mamahania2 Re: refleksje po wizycie w malpim gaju/raju, dlug 25.10.07, 20:23
      Ten temat dreczy mnie juz 8miesiecy,tzn od kiedy mam problem z
      sasiadami a wlasciwie z ich dziecmi.Zaczelo sie od chlopaka(jakies
      8lat),ktory ciagle przechodzi przez nasz plot.No i jak tu nie
      zwrocic uwagi.Co gorsze to zwracanie uwagi nic nie dawalo(i nadal
      nie daje)bo on ciagle przelazi,kradnie moim dzieciom zabawki,wlazi
      bezczelnie do naszej piaskownicy,depcze kwiatki i takie tam
      inne.Najwieksza wojne stoczylismy o gokarda mojej corki.Najpierw
      bral bez pytania.Wiec powiedzielismy ze owszem moze ale ma
      pytac.potem wogole sobie wzial i bezczelnie klamal ze znalazl go na
      ulicy,potem odkrecil kola i doczepil do swojego,potem zamienil ze
      swoim gokardem a teraz kiedy bylismy na urlopie w jakis tajemniczy
      sposob zabawka znikla a w naszej piaskownicy jest kocia kuweta
      (najwidoczniej dzieciaki skorzystaly z tego,ze nas nie ma i
      zostawily odkryta).oczywiscie kazda kradziez,przelazenie przez mor
      itd byly zglaszane jego mamie.bez zmian.i powiedzcie same.jak tu w
      takiej sytuacji nie zwracac uwagi?moze przestane mowic a zrobie
      ogrodzenie pod pradem? :)juz o innych dzieciakach nawet nie chce mi
      sie wspominac.poprostu marze o tym zeby sie gdzies przeprowadzic...
      • carmelaxxx Re: refleksje po wizycie w malpim gaju/raju, dlug 25.10.07, 21:32
        no mysle ze tu juz masz raczej powody do zgloszenia na policje. Jesli rodzice
        sobie nic z tego nie robia , to moze opamietaja sie jak zglosisz sprawe
        odpowiednim zluzbom.
        • kalpa Re: refleksje po wizycie w malpim gaju/raju, dlug 25.10.07, 22:25
          W ten sposób uczy się dzieci poczucia bezkarności. W świetle prawa. i trudno się
          dziwić, że dzieci są ogłuiłe i myślą, ze im wszystko wolno. Chore, chore, chore
        • pati.zop78 Re: refleksje po wizycie w malpim gaju/raju, dlug 26.10.07, 00:04
          carmelaxxx napisała:

          > no mysle ze tu juz masz raczej powody do zgloszenia na policje.

          a policja zrobi nic bo nie maja dowodow. mam identyczna sytuacje. ostatnio
          bachorkio rozbily my szyby w samochodzie. wszyscy (cala siodemka) zgodnie
          stwierdzili, ze jakis pakistanski chlopak przyszedl (do typowo
          nie-pakistanskiej) i rozbil a oni tylko stali niedaleko i rozmawiali. a na
          koniec rozesmiali mi sie w twarz. rodzicow nie obchodzi co dzieci robia, bo sami
          maja wazniejsze sprawy do zalatwienia (np. zwiedzanie pabow). powiedzieli, ze
          jesli mam jakis problem, to na policje. wiedza ze dzieciakom wszystko ujdzie na
          sucho.
      • ewelina-s-82 Re: jak bym czytala historie sasiadow 25.10.07, 23:35

        • ewelina-s-82 Re: jak bym czytala historie sasiadow 25.10.07, 23:40
          a wiec mieli identyczna sytuacje z corka sasiadow ktora non stop do
          nich przelazila ...zwracanie uwagi zartowanie nie odnosily skutku
          wrecz odwrotnie...miarka sie przelala kiedy mloda pyskata oblala
          jakas mazia pranie znajomych i zostala zaprowadzona za reke
          (przylapana na goracym uczynku )do rodzico...ci sie obruszyli i
          zamiast przeprosic powiedzieli ze sasiad uzyl sily wobec ich
          dziecka!!!!!!zaczynam watpic czy w tym kraju mozna cokolwiek zrobic
          nie naruszajac dobr osobistych osob trzecich??????
    • aniaheasley Re: refleksje po wizycie w malpim gaju/raju, dlug 25.10.07, 21:42
      Pisze z drugiej strony barykady. Na poczatku roku szkolnego moja 4-
      latka rozpoczynajaca reception probowala sobie wprowadzic jakis
      porzadek do tego nowego dla siebie swiata. Codziennie przez pierwszy
      tydzien kladla swoja torbe szkolna na boisku jako trzecia w rzedzie,
      bo akurat jako trzecia do szkoly przychodzila. Kolejnego dnia
      przyszlysmy pozniej, trzecie miejsce w rzadku bylo zajete. Corka
      podeszla, i polozyla swoja torbe obok 'trzeciej z rzedzie'. Zanim w
      jakikolwiek sposob zdazylam zareagowac, podbiegla do corki jedna z
      mam i bardzo ostrym tonem powiedziala 'nie wolno tak robic, nie
      mozesz tu klasc torby jak juz inne dziecko polozylo swoja', po czym
      podniosla torbe corki i polozyla na koncu kolejki. W tym momencie
      moja przerazona jej zachowaniem, tonem zwlaszcza, corka rozryczala
      sie strasznie, w ogole nie chciala isc tego dnia do szkoly.
      Skonczylo sie u dyrektorki, ktora powiedziala to samo co tutaj jest
      cytowane - ze w razie problemow matka ma to zglosic do dyrektorki,
      lub do nauczycielki klasowej, ale nie probowac zalatwiac sytuacji
      konfliktowych z samym dzieckiem, ani rodzicem dziecka!

      Comments?
      • katarzynka-z Re: refleksje po wizycie w malpim gaju/raju, dlug 25.10.07, 22:39
        Juz kiedys chcialam poruszyc podobny temat.Mianowicie od kiedy
        zaczelam chodzic z synkiem(2,7) na playgroup pojawily sie
        problemy"wychowawcze"-i sama niewiedzialam czy to moja wina czy
        otoczenia.Wiekszosc mam na tejze playgroup to Angielki-zajete glowie
        soba lub pisaniem sms-ow, dzieciaki puszczane sa w samopas-ok, wiem
        ze maja sie bawic,wyszalec, byc samodzielne itd. ale wedlug mnie
        istnieja jakies granice.Ja za "swoim" krok w krok chodze, bo wiem ze
        jest jedny ze straszych dzieci, sielniejszych i calkiem niezle daje
        sobie rade -wiec zgodnie z zasada powinnam dac mu wolna rece-
        niech "pierze" kogo sie da ,bo wiekszy?! Bo wlasnie takie podejscie
        tam panuje.Kiedy dochodzi do jakis starc,sprzeczek dzieci musza
        sobie radzic same-bez tlumaczenia,wyjasniania jak sie powinno a jak
        nie.Uda ci sie zabrac zabawke,a przy okazji popchnac,szarpnac-to
        ok.Jeszcze w zeszlym tygodniu maly chlopiec, moze 1.5 zaczal walic
        moje syna piesciami po plecachi ciagnac za wlosy kiedy ten chcial z
        nim poskakac na skoczni( yyyyy nie wiem skad takie zdolnosci i to
        utak malego czlowieka-nie chce robic aniola ze swego dziecka,ale
        jedyna "metode" jaka stosuje na inne dzeci to krzyk,nie jest
        nauczony bicia,zwlaszcza w taki sposob).Mama tego malca siedzila na
        wprost i kiedy jej kolezanka zareagowala, ona spokojnie
        powiedziala ,"ze wszystko ok,bo przeciez jej syn byl tam
        pierwszy".Nie moglam uwierzyc wlasnym uszom,zabralam syna z
        playgroup przed koncem sesji, bo pomyslalam ze to nie ma sensu. Ja
        tu sobie flaki wyprowam ,zeby uczyc dobrego zachowania, ze nie mozna
        bic, ze chlopiec mniejszy itp. a tutaj calkowita olewka.TO strasznie
        boli ,bo po powrocie do domu syn podobna agresje na mezu wyladowuje-
        zaczyna go kopac,bic po rekach kiedy czegos mu nie da-a zawsze to
        moja wina bo ja tak dziecko wychowuje:((((
      • lucasa Re: z pierwszej strony barykady 26.10.07, 12:05
        hej Aniu, a ja mialam taka sytuacje:
        regularnie spotykam sie ze znajoma, ktora ma dwojke maluchow.
        mlodsza dziewczynka (taka drobna i "dziewczeca") - jest ostatnio
        agresywna (slowa pan z pre-school). wiec staje kolo kogos i popycha,
        ciagnie ot, tak. bez powodu. ale na tyle mocno, ze dzieci sie
        przewracaja/obijaja o meble.

        gdy to sie zdaza u nas w domu, mama tej dziewczynki zwraca uwage.
        ale przewaznie 4 (czy czasami 6) dzieci rozejdzie sie po katach i
        nie sposob przy kazdym stac, zreszta nie o to chodzi. Karola gdy
        zostanie niespodziewanie pociagnieta za warkoczyk - poskrazy sie,
        odejdzie na bezpieczna odleglosc i nadal sie bawi. natomiast Robert
        popchniety z calej sily jest w stanie szoku, bo nie jest
        przyzwyczajony do takiego traktowania. Ostatnio bylam w poblizu tej
        dziewczynki, gdy ona sie zamachnela aby popchnac Roberta (mierzac w
        glowe). chwycilam za raczke, spokojnie powiedzialam, ze tak nie
        mozna. ryk byl niesamowity, ale do konca wieczoru nie bylo
        popychania. na szczescie (?) to byla kolezanka, i ona tez nie
        toleruje takiego zachowania. ale pewnie gdyby to bylo play-group czy
        pre-school to by mi sie zebralo od matki tego dziecka. a jednak
        wiem, ze postapilabym tak samo. pojsc do nauczycielki/matki, moge
        pozniej. ale nie pozwolilabym aby Robert popchniety odbil sie od
        drzwi.

        co do listow ze szkol to jestem troche sceptyczna. oczywiscie, ze
        najlepiej pojsc do nauczycielki. ale z drugiej strony majac dziecko
        w szkole zakladam, ze ono jest tam bezpieczne, a nie obijane po
        korytarzach. gdybym byla swiadkiem sytuacji, ze moje dziecko moze
        byc uderzone - zareagowalabym.
        A
    • basiak36 Re: refleksje po wizycie w malpim gaju/raju, dlug 25.10.07, 22:46
      Moze to kwestia roznic kulturowych miedzy Polska a Anglia?
      Tutaj raczej sie nie upomina cudzych dzieci i cale szczescie, bo w Polsce dobija
      mnie kiedy slysze upominanie typu 'co za niegrzeczny chlopczyk tak szybko
      biegnie po chodniku' bo komus przeszkadza ze biegnie a nie idzie.
      Upominam jesli widze ze ktos z premedytacja chce zrobic krzywde, ale tyczy sie
      to mojego 5 latka, chociaz pierwszym wyborem jest powiadomienie nauczyciela i to
      nauczyciel rozwiazuje problemy miedzy uczniami, nie mamy.
      Dziecko ktore nie ma 18 miesiecy to ledwo wyrosniete niemowle:) W takiej
      sytuacji po prostu zabieralam mojego synka pare metrow dalej.
      A poza tym pamietam zabawy dzieci w wieku 12-18 mcy, sporo w tym bylo popychania
      i poszturchiwania i wyrywania zabawek:)
      • ewelina-s-82 Re:basiak zazdroszce 25.10.07, 23:50
        zazdroszce lekkiego podejscia do sprawy..widac nie bylas w sytuacji
        kiedy chodzilo o bezpieczenstwo twojego dziecka i zdrowie skoro tak
        piszesz.....
        a dla potwierdzenia powiem tylko ze kiedys na placu zabaw jakas
        angielka(8-9lat)po krotkiej rozmowie i zapytaniu czy moze potrzymac
        Sare(9m-cy) wyrwala mi ja z rak izaczela z nia biegac w kolko nic
        nie robiac sobie z tego ze ona ryczala w nieboglosy..stanowczym
        głosem powiedzialam jej zeby ja oddala.. ale nie pytajcie co mi
        chodzilo przez te kilkanascie sekund po glowie..
        • liley11 Wlosy mi staja na glowie 26.10.07, 00:14
          gdy czytam to, co piszecie.... Lada dzien zostane mama i niedlugo
          tez bede chodzila do playgroups itp... bo przeciez nie odizoluje
          swojego dziecka do swiata... i jak tu nauczyc dziecko dobrego
          zachowania...? jak wytlumaczyc zachowanie innych dzieci i to ,z e
          ono nie powinno tak samo robic, skoro one moga i robia...
          To chyba pierwszy i dobry argument za powrotem do PL. Jedyny na
          razie.
          • aniaheasley Re: Wlosy mi staja na glowie 26.10.07, 10:38
            To znaczy jaki argument? Ze w Polsce mozna dzieciom cudzym uwage
            zwracac czy ze w Polsce same aniolki wyrastaja? :-)

            W Afryce jest powiedzenie, ze cala wioska powinna wychowywac
            dziecko, w Anglii tych pogladow sie nie podziela. I po prostu trzeba
            to chyba uszanowac. I nie zwracac uwagi cudzym dzieciom.

            Dopoki dziecko jest male to chyba naprawde bardzo latwo sie w takich
            sytuacjach konfliktowych zachowac typu opisana na poczatku watku
            sytuacja w play centre. Wystarczy swojego malucha bez slowa
            fizycznie przestawic w inne miejsce, gdzie go nikt nie poklepuje.

            Rodzice stosuja zreszta takie 'przestawianie' w pozniejszych latach
            tez, jezeli chca stworzyc dziecku wlasciwe srodowisko
            to 'przestawiaja' je w pewnym momencie do lepszej dzielnicy, czy
            prywatnej szkoly. I nie zwracaja przy tym uwagi tym
            innym, 'niegrzecznym' dzieciom.
            • bibba Re: Wlosy mi staja na glowie 26.10.07, 11:02
              nie potrafie sie zgodzic z tym do konca. nie zamierzam nawolywac do
              krucjaty, ani tez prowadzic mojej, prywatnej, ale jesli ktos bedzi
              klepal/uderzal/popychal moje dziecko, zwlaszcza tak male jak moja
              corka, zbiore je i jednoczesnie zwroce uwage okadajacemu. skoro jego
              mamy nie ma obok by mu zwrocic uwage, moze ktos inny powinien, i nie
              jest tu mowa o jakim wykladzie (tym bardziej jesli adresatem ma byc
              taki wlasnie maly czlowiek), a tylko o zwroceniu uwagi.

              co do brania slowa 'niegrzeczne' w cudzyslow - o ile ma to sens w
              stosunku do malych dzieci, kotre jeszcze nie maja pojecia co mozna a
              czego nie, to ok, ale co do wyrostkow rzucajacych ogryzkami -
              przeciez to dranstwo!!!

              ps. roznice kulturowe to jedno, ale wybor osobisty drugie - jesli
              jedynym wyborem jaki maja imigranci jest absolutne przystawanie
              do 'obowiazujacych' norm, to w jakim sensie mowi sie o wzbogacaniu
              kultury kraju przez imigrantow? jesli o mnie chodzi, moje 14 lat
              tutaj dalo mi juz wystarczajaco duzo doswiadczenia i pewnosci siebie
              by niektore z tutejszych 'norm' po prostu odrzucic, niezaleznie od
              tego jak bedzie postrzegac mnie otoczenie.
              • aniaheasley Re: Wlosy mi staja na glowie 26.10.07, 11:13
                No ja tez nie jestem tutaj 5 minut :-) Ale kilkakrotnie zauwazylam,
                ze licytacje tego typu nie sa tu mile widziane.
                A mnie sie bardzo podoba ten zwyczaj/norma ze nie zwraca sie uwagi
                obcym dzieciom. Widze to jako jeden z elementow ogolnej zasady
                niewtracania sie. A to niewtracanie sie jest czesto chwalone przez
                przyjezdnych, jako cos co im sie tutaj bardzo podoba i
                przeciwstawiane jest zachowaniom w Polsce, gdzie kazdy uwaza ze ma
                prawo wypowiadac opinie, proszeni czy nie. No to jak to jest w
                koncu?
                • bibba Re: Wlosy mi staja na glowie 26.10.07, 11:21
                  trzeba znalezc zloty srodek :)
                • pyza_uk Re: Wlosy mi staja na glowie 26.10.07, 11:54
                  Ania - co innego jak ktos zwraca uwage typu, jak ktos wyzej napisal -
                  'jaki niegrzeczny chlopczyk, tak szybko biega', albo tak jak w
                  twoim przypadku - jesli chodzi o polozenie torby w zlym miejscu. W
                  takim wypadku - rece i jezyk precz. Tez jako mama upomnianego
                  dziecka nie bylabym zadowolona. Ale jak ktos uzywa sily fizycznej w
                  stosunku do mojego dziecka - to juz inna bajka. Ja tez na poczatku
                  odsuwalam moje dzicko, albo jak inne probowalo jej sila (np ciagnac
                  za wlosy, bo i tak bywalo) odebrac jej zabawke, ktora corka sie
                  ladnie bawila, to interweniowalam slownie i pomagalam odzyskac
                  zabawke: H was first, you have to wait, look - here is a nice bunny,
                  you can play with it now. I jak zabawka wracala do mojej corki to ja
                  naklanialam, aby sie teraz podzielila. Krzywda sie temu drugiemu
                  dziecku nie stala.
                  Nie wiem, jak bedzie w szkole, bo to jeszcze przed nami. Pewnie
                  zgodnie z panujacymi regulami bede zglaszac takie sytuacje dyr. Na
                  play-groups jest inaczej, bo czasami nawet nie wiadomo, do ktorego z
                  rodzicow 'nalezy' dziecko.
                • pyza_uk Re: Wlosy mi staja na glowie 26.10.07, 12:18
                  Chcialam jeszcze dodac, ze moja corka jest dosc drobna i nigdy sama
                  nie probowala popychac, uderzac itp innych dzieci i nie wie, jak sie
                  przed takim zachowaniem bronic. Odciagajac ja na bok i pozwalajac,
                  aby inne dzieci zabieraly jej zabawki mialam wrazenie, ze budzi sie
                  w niej jakis kompleks. Dlatego interweniuje. A moze powinnam
                  powiedzec: 'push him back' ;0)
                  • gypsi Re: Wlosy mi staja na glowie 26.10.07, 13:08
                    Mysle, ze zwrocenie uwagi dziecku/osobie naruszajacemu/j nietykalnosc cielesna
                    innego dziecka/innej osoby jest jak najbardziej uprawnione. W kazdej kulturze.

                    Jak ktos siedzi i dlubie we wlasnym nosie albo pluje na swoje buty, to OK, jego
                    sprawa. Jesli popycha/bije/szarpie kogos no to sorry, "stop it" jest jak
                    najbardziej na miejscu, nawet jesli jakiejs tutejszej mamie sie wydaje inaczej.
                    Nie chodzi przeciez o wychowywanie jej dziecka, bo od tego rzeczywiscie jest
                    ona, ale o zwerbalizowanie niezgody na zachowanie w stosunku do naszego, a do
                    tego mamy pelne prawo.
                    • lucasa Re: Wlosy mi staja na glowie 26.10.07, 13:22
                      gypsi napisała:

                      > Nie chodzi przeciez o wychowywanie jej dziecka, bo od tego
                      rzeczywiscie jest
                      > ona, ale o zwerbalizowanie niezgody na zachowanie w stosunku do
                      naszego, a do
                      > tego mamy pelne prawo.


                      ja bym dodala do tego, ze w warunkach angielskich mozemy miec prawo
                      do zwrocenia uwagi dziecku. potem jest za pozno. zbyt wiele w prasie
                      bylo opisanych zdarzen gdy ktos zwrocil uwage za np. rzucanie frytek
                      w twarz, czy obraziliwe slowa i potem wyladowal na intensywnej
                      terapi. albo jeszcze gorzej.
                      A
                • ewelina-s-82 Re:aniu 26.10.07, 14:31
                  jest w tym sporo prawdy co piszesz ale...zakładajac ze rodzic sam
                  zwroci uwagew swojemu dziecku,lub chociazby zainteresuje sie swoja
                  pociecha,co moim zdaniem jest fundamentalna rzecza jesli chodzi o
                  wychowywanie dzieci.i tu wlasnie moim zdaniem rodzice czestokroc
                  przeginaja zapominajac o swoich obowiazkach w stosunku do dzieci,a w
                  to miejsce zadajac co raz wiekszych przywilejow...
        • basiak36 Re:basiak zazdroszce 26.10.07, 11:51
          Zle mnie zrozumialas:) Wierz mi, sporo sie nabywalam w najrozniejszych play
          groups i innych z moim synkiem kiedy byl maly, i gdybym miala reagowac na kazde
          poszturchniecie ze strony innych 12-18 miesieczniakow, nie moglabym z nim
          nigdzie wychodzic.
          Wiadomo ze jesli dziecku dzieje sie krzywda to trzeba cos zrobic, ale gdzie jest
          granica miedzy typowymi przepychankami w tym wieku a robieniem krzywdy?
          W kazdym razie z zasady nie zwracam innym dzieciom uwagi, jesli moge tego uniknac.
          Raz jedna pani zwrocila uwage bardzo nieprzyjemnie zreszta, mojemu synkowi,
          wtedy 18 miesiecznemu, bo przypadkiem upuscil pilke ktora spadla i lekko
          uderzyla jej coreczke w reke. Maly sie poryczal i wystraszyl, bo zwyczajnie sie
          potknal z ta pilka.
          Niestety zabierajac dzieci w miejsce gdzie jest iles innych maluchow sila rzeczy
          narazamy je na podobne problemy.
    • joan2705 Re: refleksje po wizycie w malpim gaju/raju, dlug 26.10.07, 14:13
      Tego rodzaju sytuacja jak dotad przydarzyla mi sie raz, ale moj maly
      ma dopiero 15 miesiecy wiec pewnie jeszcze sporo przed nami.
      Bylam z synem (wtedy mial skocznony roczek) na placu zabaw i bujalam
      go w hustawce. W pewnym momencie do drugiej hustawki podszedl 5 albo
      6latek i zaczal popychac ja tak by udarzala w te, w ktorej hustal
      sie Filip. Po kazdym takim uderzeniu malym rzucalo na wszystkie
      strony co na pewno nie bylo przyjemnym uczuciem dla rocznego malucha
      bo w koncu sie rozplakal. Matka tamtego chlopca siedzial na lawce
      kilka metrow dalej i byla tak zajeta rozmowa przez telefon, ze w
      ogole nie zwracala uwagi na to co sie dookola dzieje. Zreszta
      przyznam szczerze nawet nie pomyslalam wtedy o tym by najpierw z nia
      porozmawiac tylko "polskim zwyczajem" od razu powiedzialam temu
      pieciolatkowi, zeby przestal
      tak robic.
      I przestal. Nie rozplakal sie, nie poskarzyl mamie i chyba nie
      popadl z tego powodu w depresje.
      Za to w totalne oslupienie wprawilam trojke stojacych w poblizu
      Anglikow, ktorzy widzac i slyszac moja reakcje momentalnie przerwali
      rozmowe i z ogromnym zdziwieniem spojrzeli na mnie. Nic mi nie
      powiedzieli, ale mieli wypisane na twarzy: ona (imigrantka dodajmy)
      zwrocila uwage obcemu dziecku!!! Niemozliwe, niedupuszczalne!!!
      Wowczas jeszcze nie wiedzialam, ze takie zwyczaje tu panuja, ale po
      ich zachowaniu i minach zorientowalam sie, ze chyba cos jest nie
      tak.
      Na koniec dodam, ze problem obijajacych sie o siebie hustawek zostal
      rozwiazany dzieki grupie wyrostkow, ktorzy jedna z nich zniszczyli
      na oczach nic nie widzacych i nie wtracajacych sie doroslych (urwali
      lancuch) w zwiazku z czym zostala dwa dni pozniej zdemontowana.
      • basiak36 Re: refleksje po wizycie w malpim gaju/raju, dlug 26.10.07, 14:50
        To co opisujesz to jednak inna sytuacja, gdyby moj 5 latek cos takiego robil, a
        ja bym nie widziala, wrecz bym oczekiwala ze ktos go upomni.
        Ale co innego swiadomy wielu rzeczy 5 latek a co innego male dzieci ponizej 18
        mca, u ktorych zabawy gdzie rzuca sie pilkami po glowach sa normalne bo
        koordynacja ruchow jeszcze nie ta:)
        I widzialam sytuacje gdzie i tutejsze mamy upominaly cudze dziecko jesli byla to
        niebezpieczna sytuacja.
        • liley11 Re: refleksje po wizycie w malpim gaju/raju, dlug 26.10.07, 15:57
          Porozmawialam dzisiaj z koleznaka, mama 4 latki i childminderem w
          jednej osobie. Opowiedzialam jej o Waszych "przezyciach". Kolezanka
          zapewinila nmie, ze w okolicy w ktorej mieszkamy panuja bardziej
          kulturalne zasady spoleczne i mamy upominaja swoje dzieci, ktore
          zachowuja sie nieladnie. Oczywiscie najpierw nalezy zwrocic sie do
          mamy, a nie samemu upominac dziecko. Ufff moge odetchnac i spokojnie
          jechac na porodowke:)
    • basia313 Re: refleksje po wizycie w malpim gaju/raju, dlug 27.10.07, 01:56
      NIe lubie, gdy ktos obcy zwraca uwage moim dzieciom. OD tego jestem
      ja i moj maz. JEsli czegos nie zauwazylam( niewlasciwego zachowania
      mojego dziecka) uwazam, ze ktos moze mu zwrocic uwage w celu obrony
      wlasnego dziecka. Nie uwazam zawlasciwe zwracanie uwagi moim
      dzieciom, chyba ze jest to w obronie swojego wlasnego dziecka, lub
      swojej wlasnej.
      POdobnie, ogolnie nie zwracam uwagi innym dzieciom, chyba ze tak sie
      zachowuja, ze moje dziecko mialoby ucierpiec.
      Przyznam, ze chyba wiekszosc ludzi tak postepuje. Znam jedna
      Angielke, ktora nie chciala widziec zlego zachowania swojego wnuka,
      ale to byl ewenement. Ogolnie to mysle, ze zazwyczaj ludzie reaguja
      na niewlasciwe zachowanie zwoich dzieci.
      CO do szkoly to tez zgadzam sie z tym, ze rodzic nie powinien
      osobiscie ingerowac w potyczki miedzy dziecmi. Czesto jest tak, ze
      dziecko cos przeinaczy, zle zrozumie, albo pominie swoja oczywista
      wine. Co wtedy? No wlasnie najlepiej porozmawiac z nauczycielka, a
      jesli to nie wystarczy to do dyrektorki/dyrektora. U nas tak mniej
      wiecej jest i chyba ogolnie ten system dziala.
      • jaleo Re: refleksje po wizycie w malpim gaju/raju, dlug 27.10.07, 08:42
        basia313 napisała:

        > NIe lubie, gdy ktos obcy zwraca uwage moim dzieciom. OD tego
        jestem
        > ja i moj maz. JEsli czegos nie zauwazylam( niewlasciwego
        zachowania
        > mojego dziecka) uwazam, ze ktos moze mu zwrocic uwage w celu
        obrony
        > wlasnego dziecka. Nie uwazam zawlasciwe zwracanie uwagi moim
        > dzieciom, chyba ze jest to w obronie swojego wlasnego dziecka, lub
        > swojej wlasnej.

        Zgadzam sie z powyzszym. Nie-swoim dzieciom zwracam uwage tylko
        wtedy, kiedy sa pozostawione w mojej opiece, albo cos zagraza
        bezpieczenstwu ich lub mojego dziecka.

        Z tym, ze rezonowanie z kilkunastomiesiecznym dzieckiem, zwlaszcza
        nie-moim, jest moim zdaniem bez sensu, i tak jak pisza dziewczyny,
        jedyne wyjscie w takiej sytuacji to zabranie swojego dziecka ze
        strefy zagrozenia, jesli to drugie dziecko mu zagraza w jakis sposob.

        NIe twierdze, ze to jest dobrze, czy zle, ale ja tak po prostu robie.

        Moi tesciowie, dziadkowie moich dzieci, nigdy ich w mojej obecnosci
        nie upominaja, nawet w swoim domu. Zreszta nie jest to konieczne,
        bo ja sie staram na dzieci "miec oko". Ale wiem, ze nigdy by tego
        nie zrobili, jesli sa w poblizu rodzice. I nie sa to dziadkowie,
        ktorych widuja kilka razy w roku, tylko prawie codziennie i dzieci
        sa z nimi bardzo zzyte.

        Z drugiej strony odnosze wrazenie, ze w krajach, gdzie "cala wioska
        wychowuje", mlodzi ludzie maja wiekszy szacunek do starszych/obcych
        niz w krajach typu "hands off" jak np. UK. To jest cena, jaka
        placimy w naszym spoleczenstwie za bardzo mocno wytyczone bariery
        prywatnosci.
        • eballieu Re: refleksje po wizycie w malpim gaju/raju, dlug 27.10.07, 12:56
          Kazda szkola zwykle ma wypracowany sposob postepowania w sytuacjach
          konfliktowych.
          Decydujac sie na dana szkole, bardziej lub mniej swiadomie,
          akceptujemy wlasnie sposob, w jaki rozwiazuje sie konfilkty.
          Jesli wybieramy szkole swiadomie - to pewnie ten sposob jest tez
          naszym sposobem i takimi samymi metodami poslugujemy sie i my.

          Nie zyczalbym sobie, aby inny rodzic "upominal" moje dziecko na
          terenie szkoly.

          Nie zycze sobie, aby robily to inne mamy na play group.
          Bo mimo iz mieszkam w tzw. "dobrej okolicy", to nie kazdego sposob
          rozwiazywania konfilktow moze mi odpowiadac. Widzialam szarpane za
          reke dzieci przez mamy lekarki, widzialam uderzone w tylek dziecko
          przez inna pania, slysze wrzeszczace matki.
          A ja nie chce, aby ktos wrzeszczal na moje dziecko.
          I raz sie to zdarzylo.
          Sytuacja wygladala tak:
          Jestesmy w pieknym, sielankowym ogrodzie, my popijamy kawke, dzieci -
          "bawia sie". Osobno, bo trudno aby w przedziale wieku 1- 3 dzieci
          usiadly i ukladaly wspolnie puzle. Widze, ze nagle do jednej i tej
          samej zabawki rusza dwoje dzieci. Jedno z nich jest moje. Moje
          wygrywa wyscig, drugie dziecko, ktore zostalo daleko w tyle (jakies
          2 metry) znajduje sobie automatycznie inny cel. Nie placze, nie jest
          z tego powodu smutne.

          Ale uderzylo to mame "przegranego"(?) dziecka.
          Podeszla i probowala sciagnac z zabawki mojego syna, trzymajac mu w
          gorze jedna reke darla sie do niego, jaki to jest niegrzeczny i itp.
          Ze jej corka pierwsza "spojrzala na ta zabawke".

          Scena konczy sie spazami mojego syna, on tak ma, ze sie potrafi
          zrobic fioletowy i widze na jego ryjku, ze po pierwsze nie rozumie o
          czym ta pani do niego mowi, boi sie jej wrzasku i ze zwyczajnie boli
          go jej chwyt.

          Kiedy juz uspokoilam syna, to widzialam, ze pania ogarnela wielka
          skrucha. Ja mialam w tym czasie czas na przygotowanie riposty.
          I pojechalam po calosci. Ze nie zycze sobie, aby ktos kto sam ma
          problemy z wlasnym macierzynstwem, jest na lekach psychotropowych od
          ponad roku w jakikolwiek sposob probowal edukowac moje dziecko. I
          dodalam jeszcze, ze moze nie jest swiadoma sily swojej, ale wazy 12
          razy wiecej niz moj syn i jej chwyt wyraznie go zabolal. (moj syn
          wazyl wtedy 10 kilo). Pomijam fakt, ze na tym etapie, kiedy ktos
          mowil do niego cokolwiek po angielsku, to nic ale to nic nie
          rozumial.

          Najzabawniejsze w calej tej sytuacji bylo to, ze corka tej pani,
          slyszac wlasna matke tez poplakala sie ze strachu.

          Moje dziecko przechodzilo etap walki o zabawki sila. Teraz nadal ma
          odruch obronny, kiedy zostaje zaatakowany.

          Corka Pyzy_uk pewnie najczesciej jest atakowana przez mojego syna.
          Dobrze, ze nie widujemy sie czesto. Mam pewne przypuszczenia tez co
          do sytuacji, bo jest dosc specyficzna. Widuje bowiem to dziecko
          najczesciej w tym samym otoczeniu. U Pyzy_uk w domu. My mamy ochote
          na wspolna kawe, pogaduchy, a dzieciaki na poczatku jakos sobie daja
          rade. Ale bardzo normalne wedlug mnie jest to, ze corka Pyzy_uk
          broni swoich komnat, zabawek, ze moze ja draznic ten dzieciak co ja
          za wlosy ciagnie, ze przyjezdza bierze jej ulubione zabawki (tylko
          na tym etapie wszystkie zabawki w takich sytuacjach sa ulubione, co
          jest bardzo zrozumiale), wiec chwyt ze schowaniem 3 ulubionych
          odpada. Moj ja zapamietal i jak tylko mu powiem, ze gdzies bedzie
          tez Helenka, to od razu pokazuje jak Helena piszczy i placze, dodam,
          ze lobuzersko sie smieje. Wiec jestem pewna, ze przyciaga go Helena
          jak magnez, a jak ostatnio ogladalismy ksiazeczke i bawilismy sie w
          przymiotniki, to oczywiscie "ladne" wlosy ma Helena. Tylko czy one
          sa ladne, bo jest za co chwycic? :-(
          A mnie serce boli, jak widze co robi. I ciesze sie, ze Pyza_uk tez
          reaguje. Bo wydaje mi sie, ze w takich sytauacjach, kiedy ladujemy w
          czworke na dywanie, ja tlumacze mojemu, ze nie wolno, a Pyza_uk tuli
          swoja placzaca corke, to chyba lepiej jest, aby i Pyza_uk mu
          wytlumaczyla, dodala swoje. Aby wiedzial, ze nikt tego nie aprobuje.
          Bop chyba naturalne abrdzo i wskazane jest to,aby Pyza_uk oddala, ze
          zobacz Louis Helenka jest bardzo smutna, boli ja, to abrdzo brzydkie
          co zrobiles, niegrzeczne, itp., itd.
          W nadchodzacym tygodniu idziemy Pyza z nimi do lasu;-)

          A jako mama tego co zwykle pierwszy wszedzie w play center sie
          wdrapuje powiem wam jedno - obserwuje go, widze, wiecie jak czesto
          ktos placze tylko dlatego, ze on tak szybko nie moze sie wdrapac,
          wejsc i ze wlasnie ktos go wyprzedzil obok. Przeciez powinien
          czekac, bo najpierw bede wdrapywal sie ja. Tylko te centra sa tak
          przemyslane, ze jednoczesnie moze wdrapywac sie 2-3 dzieciakow. Nie
          turbujac sie nawzajem.

          Jestem za metoda przestawiania do pewnego etapu.

          Teraz przede mna kolejny orzech do zgryzienia. Dziecko moje caly
          tydzien szalalo z starszymi chlopcami (8 -10 lat). Bedzie probowal
          robic te same sztuczki z mlodszymi. I pewnie bedzie brany za lobuza
          ;-).




          • pyza_uk Re: refleksje po wizycie w malpim gaju/raju, dlug 27.10.07, 14:56
            Zostawimy ich w domu i SAME pojdziemy na spacer do lasu ;0)
            A co tam - mam za miesiac remont chalupy!
            • eballieu Re: refleksje po wizycie w malpim gaju/raju, dlug 27.10.07, 19:20
              ok. wezme kaganiec.
    • jennifer_e Re: refleksje po wizycie w malpim gaju/raju, dlug 27.10.07, 15:01
      robiliśmy w piątek zakupy z moim, już przy kasach on płacił a ja pakowałam pakunki do toreb.
      Przykucnęłam na chwilę na ziemi i kątem oka widzę pięcio-sześcioletnią dziewczynkę za wielkim metalowym wózkiem. Uśmiechnęłam się do niej a ona nagle zaczyna się rozpędzać i pchać ten wózek w moim kierunku. Rozpędzonym wózkiem walnęła we mnie z całej siły, uderzając metalowymi prętami w twarz aż się przewróciłam.
      Byłam w takim szoku że aż mnie zatkało. Mój złapał za ten wózek i powiedział do dziecka "what are you doing?" Matka dziewczynki stała przy sąsiedniej kasie i widziała doskonale co się stało. Krzyknęła tylko do małej: "come here!"
      A potem jak gdyby nigdy nic wzięła dziecko za rękę i przeszła obok mnie udając, że mnie nie widzi.
      Mam sinaki na ramieniu i spuchniętą wargę, ale nie na dziecko jestem wściekła tylko na matkę i jej chamstwo. Rozumiem, że dzieci czasem robią rzeczy, które trudno kontrolować. Ale uważam, że matka powinna była zdecydowanie zareagować i powiedzieć dziecku, że nie można tak robić. O przeprosinach już nie wspomnę. Tymczasem ona zabrała dziecko z miejsca przewinienia pokazując jej po prostu, że wszystko jest ok.

      Ja myślę, że temat dyscyplinowania cudzych dzieci jest jednak nieco szerszy niż tylko przepychanki w piaskownicy i ma nieco szersze konsekwencje dla reszty społeczeństwa. Coś co niezmiennie zaskakuje mnie w tym kraju to właśnie to poczucie bezkarności i "wszystko mi wolno" wśród tutejszych dzieci i nastolatków. One doskonale wiedzą, że nikt nie odważy się im zwrócić uwagi nawet jeśli w autobusie palą papierosy czy obrzucają kogoś frytkami.
      Jak myślicie skąd one mają takie przekonanie?

      Uważam, że sytuacja w której szkoła wystosowuje list do matki, która zwróciła uwagę dziecku dręczącemu jej dziecko jest chora. Nie trzeba mieć doktoratu z psychologii by wiedzieć, że w wychowaniu, szczególnie małych dzieci, ważna jest akcja-reakcja. Jeśli dziecko coś zrobiło źle to istotne jest by konsekwencje, kara nastąpiły bezpośrednio i jak najszybciej po tym złym zachowaniu.
      Jeśli matka ma wysyłać list do dyrektora, potem dyrektor list do rodziców, oczywiście poprawny politycznie i wygładzony, żeby nie poczuli się urażeni, że ich dziecko źle się zachowało, potem może ci rodzice, ileś tam tygodni po zdarzeniu, przeprowadzą rozmowę z dzieckiem...wszystko się bardzo ładnie rozmywa.
      A zabieranie czy przestawianie własnego dziecka, bo inne się źle zachowało daje temu drugiemu jasny sygnał: źle się zachowujesz? to nic, my ci zejdziemy z drogi, a ty sobie dalej rób co chcesz!

      Nie zrozumcie mnie źle, nie jestem absolutnie za tym, by obcy ludzie ingerowali w wychowanie moich dzieci. Nie jestem za tym aby jakieś baby w autobusie mówiły mi, że dziecko zaziebię bo nie ma czapeczki.
      Ale jest druga strona medalu. Nie wszyscy rodzice są niestety wspaniali, odpowiedziali itp.
      Jeśli cała odpowiedzialność za kształtowanie młodego człowieka spada na rodziców, a okazuje się że ci rodzice zadaniu podołać nie potrafią to co wtedy? Szkoła jest ubezwłasnowolniona, sąsiedzi nie mają prawa się wtrącać. Więc kto?
      Czy w tej sytuacji naprawdę dziwne jest, że gangi rozwydrzonych, znudzonych nastolatków terroryzują okolicę? A jeśli ktoś im się nawet przeciwstawi do dostaje kulkę w łeb?
      W Niemczech 60% osób zareagowałoby widząc dzieci demolujące przystanek autobusowy. W UK tylko 30%. Gdzie jest więc granica pomiędzy niewtrącaniem się a zobojętnieniem?

      Ktoś nawiązał do przykładu Afryki, gdzie dzieci wychowywane są przez całe społeczności. I że to niby jest tak źle. A ja nie wiem czy nie jest gorsze wychowywanie dzieci przez jedną tylko wiecznie zapracowaną osobę czy przez telewizję, ulicę czy shopping malls.
      Uważam, że w tym konketście wychowywanie dziecka w większej rodzinie, w kontakcie z dziadkami, kuzynami, wujami itp jest nieocenione.
      Bo nie chowamy dzieci do życia na bezludnej wyspie. Powinniśmy je chować do życia w społeczeństwie i w poszanowaniu zasad w nim obowiązujących. Jeśli nie potrafimy tych zasad dzieciom wpoić lub przerzucamy odpowiedzialność na szkołę, policję, social services itp to moim zdaniem "we are headed for disastear".

      ...a kończy się to na przykład tym, że policja w Surrey wydaje 10cio latkowi pozwolenie na broń.

      ...
      moje fotografie ceramika
      • aniaheasley Re: refleksje po wizycie w malpim gaju/raju, dlug 27.10.07, 18:52
        >Ktoś nawiązał do przykładu Afryki, gdzie dzieci wychowywane są
        >przez całe społeczności. I że to niby jest tak źle.

        Ja nawiazalam. Na zasadzie kontrastu z UK, gdzie sie tego nie
        stosuje. Bez oceny czy to zle czy dobrze, wiec prosze nic nie
        imputowac i nie dopowiadac nieistniejacej w mojej wypowiedzi oceny.

        Przeczytalam wszystkie wypowiedzi, chociazby dlatego, ze temat jak
        najbardziej bedzie mnie i moje dzieci dotyczyl przez wiele lat.

        Jestem jak najbardziej za niewtracaniem sie obcych ludzi w to jak
        wychowuje swoje dzieci. Po pewnym zastanowieniu jednak, bylabym w
        stanie tolerowac slowne zwrocenie moim dzieciom uwagi przez obca
        osobe, jezeli zrobione byloby spokojnie, bez podnoszenia glosu i bez
        nerwow (a o to z kolei w sytuacjach konfliktowych bardzo trudno),
        ale na pewno nie zyczylabym sobie, i bylabym bardzo niemile
        poruszona, gdyby ktos obcy poczul, ze ma prawo moje dziecko dotknac
        w jakikolwiek sposob, czy to zeby je odciagnac od swojego czy w
        innym celu. W takiej sytuacji jedynie dopuszczalne jest wg mnie
        odciaganie wlasnego dziecka.
        • jennifer_e Re: refleksje po wizycie w malpim gaju/raju, dlug 27.10.07, 20:21
          eh, aniu nic Ci tu nie imputuję, wyraziłaś zdanie, że tak jak jest w UK to jest w Twojej opinii ok a Afryka jest kontrastem, czyli prosty wniosek- ok nie jest.
          Ale to nie istotne. Moja wypowiedź miała na celu pokazanie nieco szerszej perspektywy i wywołanie nieco szerszej dyskusji niż tylko "ja i moje dziecko".
          Chciałam zwrócić uwagę, że niewtrącanie się, niezwracanie uwagi i pilnowanie tylko i wyłącznie swojego ogródka nie koniecznie jest czymś tak wspaniałym i może mieć przykre konsekwencje w przyszłości.

          Kluczowymi pytaniami mojego poprzedniego postu było: gdzie jest granica pomiędzy niewtrącaniem się a totalnym zobojętnieniem?
          jeśli rodzice nie reagują to kto ma się zająć problemem?
          i na ile będzie to skuteczne?

          Nie namawiam tutaj przecież do stosowania przemocy wobec cudzych dzieci! Ale tak jak już napisałam wyżej, na ile odciąganie czy zabranie własnego dziecka z piaskownicy nie jest równoznaczne z biernym tolerowaniem złych zachowań innych dzieci? Czy jak dzieci sąsiadów będą Ci dokuczać to też sprzedasz dom i się przeprowadzisz? Tak, znam ludzi, którzy tak właśnie robią, bo wolą uniknąć konfrontacji.

          Moim zdaniem to jest paranoja że dorośli w tym kraju boją się dzieci i dziwi mnie, że nikt nie zadaje pytania, dlaczego tak się dzieje:

          "(...) More than a million Britons have considered moving to a new home in the past year because they are frightened of teenage gangs roaming their neighbourhood, a major study has discovered.

          The true extent of the so-called ned culture is laid bare in a report that found 1.5 million Britons said they had thought about moving due to violent and aggressive youths. Some 1.7 million said they stayed behind locked doors at night to avoid confrontations with youths according to the survey conducted by Institute for Public Policy Research. (...)"

          ...
          moje fotografie ceramika
          • joan2705 Re: refleksje po wizycie w malpim gaju/raju, dlug 27.10.07, 23:14
            jennifer_e napisał(a):

            >Ale tak jak już napisałam wyżej, na ile odciąganie czy zabranie
            własnego dziecka z piaskownicy nie jest równoznaczne z biernym
            tolerowaniem złych zachowań innych dzieci?

            Na pewno w oczach tego "odciaganego" dziecka takie postepowanie jest
            rownoznaczne z wyrazeniem zgody na zle zachowania innych dzieci bo
            przeciez dziecko ocenia swiat na podstawie tego co widzi, a widzi
            to, ze za bicie czy wyrywanie zabawek to drugie nie jest w zaden
            sposob i przez nikogo upomniane. Moze pozniej na osobnosci tak, ale
            dla tego zaatakowanego dziecka to juz nie ma wiekszego znaczenia.
            Dostaje tez jasny komunikat: jesli pojawia sie sytuacja zagrozenia
            najlepiej schylic glowe i zejsc tym silniejszym z drogi. Nie
            namawiam tu oczywiscie do wpajania dziecku zasady oko za oko i
            pozostawiania dzieci samych sobie z ich agresja. Ale czym innym jest
            rozdzielanie dzieci w trakcie szarpaniny plus krotkie upomnienie za
            zle zachowanie, a czym innym zabieranie bez slowa atakowanego
            dziecka, ktore na pewno na tym etapie rozwoju nie pomysli: "madry
            glupiemu ustepuje", ale raczej "slabszy silniejszemu ustepuje".
            A potem po latach moze byc jak w sytuacji opisanej przez jennifer_e:

            > Czy jak dzieci sąsiadów będą Ci dokuczać to też sprzedasz dom i
            się przep rowadzisz? Tak, znam ludzi, którzy tak właśnie robią, bo
            wolą uniknąć konfrontacji.
            • jofin Re: refleksje po wizycie w malpim gaju/raju, dlug 28.10.07, 01:13
              Jennifer, dokladnie wypowiedzialas to, co i ja mysle. I znowu bardzo
              dziwi mnie, ze tak wiele z Was opnuje przeciwko zwracaniu uwagi
              waszym dzieciom przez inne osoby.Dlaczego to Was tak boli.Przeciez w
              ten sposob dzieci dostaja informacje , ktore z ich zachowan jest
              wlasicwe, a ktore naganne.
              Niedawno sie przeprowadzilismy. DZieci, jak to dzieci wyszly sobie
              do ogrodu i sie bawily i jak to u dzieci ich zabawa byla glosna. Za
              glosna dla sasiada obok, ktory jest juz starszy i chcial odpoczac po
              pracy. Poprosil moje dzieci przez plot o to by byly ciszej. Ani im,
              ani mnie korona z glowy z tego powodu nie spadla, choc moze bylo mi
              troche glupio.

              Innym razem zaparkowalam samochod niedaleko szkoly i akurat obok
              mnie przechodzili starsi chlopcy ze szkoly sredniej z iskrzacym sie
              ogniem papierem w rece, ktory probowali przylozyc do drewnianego
              plotu. Gdy to zobaczylam, moja wyobraznia natychmiast zaczela
              dzialac i bez chwili zastanowienia zwrocilam im uwage w dosyc
              stanowczy i zdecydowany sposob. Na koncu dodalam,z e jesli
              natychmiast ognia nie ugasza, informacja o ich zachowaniu z
              pewnoscia dotrze do dyrektota ich szkoly. Jakos szybko posluchali.
              I moze nawet z tego wielkiego ognia by nie bylo, ale wiem, ze
              przynajmniej dostali ode mnie inna inforamcje, ze ich zachowanie
              kogos obchodzi. Naprawde nie rozumiem, dlaczego mam sie zgadzac na
              naganne zachowanie dzieci czy mlodziezy wokol mnie, tylko w mysl
              tego ze jest to wbrew zasadom panujacym w tym kraju. Ale ja to chyba
              niepoprawna politycznie na tym polu jestem.
              • basia313 Re: refleksje po wizycie w malpim gaju/raju, dlug 28.10.07, 02:38
                JOfin,
                mysle, ze Ty jednak opisalas troche inna syt. Ci chlopcy byli i
                starsi i bez rodzicow. Ja w takiej syt, tez bym zwrocila uwage,
                chyba zebym czula, ze moglabym pasc ofiara ich agresji. My natomiast
                mowimy tu miedzy innymi o sytuacjach, w ktorych nasze dzieci sa z
                nami. Jesli ja jestem z moim dzieckiem, to ja zwracam uwage jesli
                trzeba, a jesli nie ja to moj maz, ewentualnie niania.
                Gdyby moja corka byla np w kociele i sie tam zle zachowywala, to
                oczekiwalabym, ze ktos jej zwroci uwage, bo mnie tam wlasnie nie ma.
                JEsli jestem to ja decyduje, gdzie sa granice lasciwego zachowania.
                KOniec koncem cos moze Tobie przeszkadzac, a mnie nie. JEdni
                pozwalaja dzieciom na wybrzydzanie w czasie obiadu, tu sie nie
                wtracam, ale jesli te same dzieci uderza moje dziecko, i ich mama
                jest z nimi i reaguje, to ja juz sie nie dokladam.
              • aniaheasley Re: refleksje po wizycie w malpim gaju/raju, dlug 28.10.07, 11:45
                Z szacunku dla kraju Cie goszczacego wypadaloby ich zwyczaje i normy
                spoleczne przestrzegac. Ech, po co ja to w ogole pisze, i tak wiem,
                ze takie slowa padaja w proznie.
                • bibba Re: refleksje po wizycie w malpim gaju/raju, dlug 28.10.07, 12:24
                  ale ja nie czuje sie tu gosciem! tu jest moj dom, moja rodzina, tu
                  pracujemy i placimy podatki. jestem tu dobrowolnie, ale nie
                  bezkrytycznie! z szacunku dla kraju mam pozwolic wyrostkom rzucac w
                  moje okna ogryzkami??? czy - jak napisala wyzej jedna z nas -
                  pozwolic sasiadowi wlazic przez plot do mojego ogrodu i zabierac
                  zabawki???

                  troche to wyglada tak, ze do wyboru sa dwie opcje, albo byc
                  spolecznie nieprzystosowanym, zwracac uwage 'niegrzecznym' jak
                  rozniez naprawde 'niegrzecznym dzieciakom, ku ubolewaniu i swietemu
                  oburzeniu tak anglikow jak i bardziej przystosowanych polakow, albo
                  objawiac te sama obojetnosc i bezsilnosc jaka prezentuje tutejsze
                  spoleczenstwo.

                  az sie wierzyc nie chce.

                  czyzby?
                • jennifer_e Re: refleksje po wizycie w malpim gaju/raju, dlug 28.10.07, 14:59
                  haha, jak ja uwielbiam ten nieśmiertelny argument! jakby żywcem z Daily Mail! Oczywiście kompletnie nic nie wnoszący do dyskusji. Jesteś gościem więc pokornie stul buzię, nie waż się niczego krytykować i z wdzięcznością i w pokłonach szanuj wszystko dookoła!
                  Szkoda że sięgasz po taką argumentację zamiast rzeczowo odnieść się do merytorycznej treści moich postów.

                  Wybacz aniu, ale po tylu latach tutaj nie czuję się gościem w tym kraju lecz pełnoprawnym obywatelem, którym technicznie również jestem. Ciekawa jestem czy Ty wciąż czujesz się tutaj gościem i czy do końca życia będziesz patrzyła na ten kraj z takiej perspektywy?

                  Co więcej, nie jestem owcą bezmyślnie podążającą za stadem, mam swój własny rozum i potrafię samodzielnie ocenić co jest dobre a co złe, co zasługuje na szacunek a co nie.
                  Nie jestem osobą, która bezkrytycznie przyjmuje i dostosowuje się do tego co się jej narzuca, bo tak "się przyjęło", bo tak wypada, bo jestem "tylko gościem". Kwestia kręgosłupa.
                  Co gorsza, lubię dyskutować i analizować problemy i zjawiska z różnych punktów widzenia.
                  I mam nadzieję, że nie tylko ja.

                  Nie wiem czy słyszałaś taki zwrot: "the eye cannot see itself" - często paradoksalność pewnych sytuacji oczywista jest dla kogoś patrzącego z zewnątrz a niemożliwa do zobaczenia przez tych co są w środku.

                  A to, że się tu nie urodziłam nie odbiera mi prawa głosu.


                  ...
                  moje fotografie ceramika
                  • aniaheasley Re: refleksje po wizycie w malpim gaju/raju, dlug 28.10.07, 17:35
                    Dobra, chcialam na spokojnie, bez zacietrzewionych emocji, ale
                    widze, ze sie nie da. Albo ze jest to odbierane za brak kregoslupa.
                    Nie, nie czuje sie tutaj gosciem, i nim nie jestem. Jak juz pisalam
                    wielokrotnie, Anglia jest moja druga ojczyzna, tutaj urodzily sie
                    wszystkie moje dzieci, tutaj zamierzam sie zestarzec. Ale kiedys
                    gosciem bylam. I wtedy i teraz szanowalam i szanuje panujace tu
                    normy, zwyczaje, tradycje, i ogolnie mowiac porzadek spoleczny. I
                    szlag mnie trafia jak inni emigranci nie potrafia i nie chca tego
                    uszanowac od samego poczatku pobytu, bo 'wiedza lepiej'. Chcecie ten
                    kraj zmieniac 'na lepsze' wedlug polskiej recepty? Rzadko to mowie,
                    ale w takim przypadku to naprawde cisnie sie na usta, to po cholere
                    tu przyjezdzalyscie?
                    • jennifer_e Re: refleksje po wizycie w malpim gaju/raju, dlug 28.10.07, 19:40
                      bo widzisz, nie chodzi o emocje, zacietrzewienie tylko o normalną dyskusję, argumenty, wymianę zdań i opinii.
                      Tylko właśnie kiedy tego brakuje to zaczynają się argumenty w stylu "po co tu przyjeżdżaliście" "jesteście tu tylko gośćmi".

                      Jesteście, bo TY już nie. Ciekawa jestem co Cię uprawnia do wytykania tutaj kto jest gościem a kto nie? Niby w czym jesteś lepsza? Bo masz tutejsze nazwisko? Bo wszystkie Twoje dzieci się tutaj urodziły? Nie tylko Twoje. I jak dla mnie to jest to żaden argument.
                      Mnie szlag trafia gdy inni emigranci "wiedzą lepiej" bo wydaje im się, że są tu dłużej niż ktokolwiek inny.

                      Nikt nie mówi tutaj o nieszanowaniu porządku społecznego, naruszaniu norm i zwyczajów czy zmienianiu tego kraju na lepszy.
                      Jeśli naprawdę nie rozumiesz o co mi chodzi to proszę przeczytaj jeszcze raz uważnie moje posty.
                      W jednym z nich nawet wypunktowałam moje wątpliwości.

                      Bo rozczaruję Cię, ale wielu rodowitych Anglików (może taki argument podziała) z mojego otoczenia myśli bardzo podobnie do mnie. Że to właśnie niewtrącanie się, niereagowanie doprowadza do tego że tutejsza młodzież jest taka jaka jest.

                      Chyba że dalej masz ochotę się mnie czepiać tylko dlatego, że bezmyślnie nie przytakuję i nie zamierzam bezkrytycznie akceptować
                      tego co Ty akurat uważasz za słuszne i właściwe.
                      Jeśli tak, to dziękuję za rozmowę i dobranoc.


                      ...
                      moje fotografie ceramika
                      • ewelina-s-82 Re: refleksje po wizycie w malpim gaju/raju, dlug 28.10.07, 21:40
                        Bo rozczaruję Cię, ale wielu rodowitych Anglików (może taki argument
                        podziała)
                        > z mojego otoczenia myśli bardzo podobnie do mnie. Że to właśnie
                        niewtrącanie si
                        > ę, niereagowanie doprowadza do tego że tutejsza młodzież jest taka
                        jaka jest.
                        >
                        dokładnie
                        ja tez ostatnio rozmawiałam z rodowitym Anglikiem ,ktory uwaza ze
                        problem polega własnie na ciagłym nie reagowaniu ,dawaniu coraz to
                        wiekszej wolnosci bez stawiania barier i wymagania szacunku do
                        innych,oraz jakichkolwiek obowiazkow..on zauwazyl to na przykladzie
                        swojego wlasnego syna,i teraz co podkresla nie chce tego powtorzyc w
                        kontaktach z wnukami..kiedys uslyszalam takie stwierdzenie ze milosc
                        rodzicielska powinna byc bezgraniczna ale i wymagajaca:)
                        pozdrawiam was dziewczyny
                        fotoforum.gazeta.pl/u/ewelina-s-82.html
                      • basia313 CHyba zle ja zrozumialyscie - Anie 29.10.07, 10:16
                        Ania napisala
                        Jestem jak najbardziej za niewtracaniem sie obcych ludzi w to jak
                        wychowuje swoje dzieci. Po pewnym zastanowieniu jednak, bylabym w
                        stanie tolerowac slowne zwrocenie moim dzieciom uwagi przez obca
                        osobe, jezeli zrobione byloby spokojnie, bez podnoszenia glosu i bez
                        nerwow (a o to z kolei w sytuacjach konfliktowych bardzo trudno),
                        ale na pewno nie zyczylabym sobie, i bylabym bardzo niemile
                        poruszona, gdyby ktos obcy poczul, ze ma prawo moje dziecko dotknac
                        w jakikolwiek sposob, czy to zeby je odciagnac od swojego czy w
                        innym celu. W takiej sytuacji jedynie dopuszczalne jest wg mnie
                        odciaganie wlasnego dziecka.
                        MOze ja nerwy i poniosly, ale przeciez Ania nie napisala o
                        absolutnym niewtracaniu sie. DLa mnie choc nie jestem Ania jej
                        wypowiedzi mowia: no dobra moze Wam sie nie podobac jak tu jest, ale
                        tak tu jest i koniec. POlska jest Polska, Anglia to Anglia. Zambia
                        to Zambia. Gdziekolwiek sie jest, trzeba uszanowac lokalne obyczje,
                        nawet jesli sie z nimi nie zgadzamy. NIe trzeba sie z nimi zgadzac,
                        ale trzeba e uszanowac.
                      • aniaheasley Re: refleksje po wizycie w malpim gaju/raju, dlug 29.10.07, 11:29
                        Nie jestem w niczym lepsza. Ale znam ten kraj lepiej niz ktos kto
                        przyjechal tu rok temu. To nie jest moja 'lepszosc', tylko fakt, ze
                        im dluzej sie tu jest tym lepiej sie zna zwyczaje, normy i zasady.

                        > Nikt nie mówi tutaj o nieszanowaniu porządku społecznego,
                        naruszaniu norm i zwy
                        > czajów czy zmienianiu tego kraju na lepszy.

                        Wydawalo mi sie ze wlasnie dokladnie o tym mowilas? Jezeli nie, to
                        masz racje, rzeczywiscie nie wiem o co Ci chodzi.

                        > Bo rozczaruję Cię, ale wielu rodowitych Anglików (może taki
                        argument podziała)
                        > z mojego otoczenia myśli bardzo podobnie do mnie.

                        Uwielbiam takie argumenty.
                    • bibba Re: refleksje po wizycie w malpim gaju/raju, dlug 28.10.07, 20:21
                      >Rzadko to mowie,
                      > ale w takim przypadku to naprawde cisnie sie na usta, to po
                      cholere
                      > tu przyjezdzalyscie?

                      hm... czuje sie wywolana do tablicy ;)
                      ja rowniez sznuje, jak to ujelas 'ogolnie mowiac porzadek
                      spoleczny'. *ogolnie* rzecz biorac - ja rowniez nie wtracam sie w
                      sprawy innych ludzi itd itp, i chwala tutejszej tolerancji i
                      dyskrecji i poszanowaniu prywatnosci. sa to jednak cechy
                      niekoniecznie rowne obojetnosci, prawda?
                      i nadal nie bardzo rozumiem, co dokladnie masz na mysli
                      piszac 'uszanowac' normy zwyczaje etc. czy oznacza to zaakceptownie
                      tych norm bez zastanowienia? przeciez nawet w rodzimym kraju nie
                      akceptuje sie norm bezkrytycznie, czy emigracja nagle odbiera nam
                      prawo do myslenia i oceniania? ja pisalam ze krucjaty nie bede
                      prowadzic, nawet prywatnej - ale doprawdy - czy status imigranta
                      odbiera mi prawo do osobistego pojmowania wartosci - tym bardziej,
                      ze nie sa niezgodne z ludzkim pojeciem przyzwoitosci (nawet tym
                      angielskim!)

                      a wiec wracajac do pytania 'po cholere tu przyjezdzalyscie?' - moze
                      jednak nie daj sie ponosic emocjom. jesli uwazasz jednak ze inaczej
                      sie nie da - jest jeszcze mozliwosc - nie wlaczania sie w rozmowe.
                      bo wiesz, szkoda nerwow ;)
                      • aniaheasley Re: refleksje po wizycie w malpim gaju/raju, dlug 29.10.07, 11:35
                        'Po cholere tu przyjechalyscie (liscie)' jest powtarzane tak czesto
                        w ostanich latach w roznych kontekstach, ze nie niesie juz - wedlug
                        mnie - zadnych emocji.
                    • ewelina-s-82 Re: refleksje po wizycie w malpim gaju/raju, dlug 28.10.07, 21:27
                      aniaheasley napisała:od samego poczatku pobytu, bo 'wiedza lepiej'.
                      Chcecie ten
                      > kraj zmieniac 'na lepsze' wedlug polskiej recepty? Rzadko to
                      mowie,
                      > ale w takim przypadku to naprawde cisnie sie na usta, to po
                      cholere
                      > tu przyjezdzalyscie?

                      ja nie twierdze ze wiem lepiej ale dlaczego miałabym zmieniac moja
                      moralnosc i zasady wyniesione z domu ktore chce przekazac
                      dzieciom,na "tutaj"panujace ?? byl juz taki watek o tym co robimy
                      zeby nasze dzieci nie stoczyly sie na dno,i nie sadze zeby dobrym
                      pomyslem bylo akceptowanie(co innego tolerowanie u innych)zachowan
                      czy zwyczajow w moim sasiedztwie...
                      a swoja droga to zacietrzewienie wyszło ale od ciebie Aniu i dziwie
                      sie tobie,bo szanowałam twoje wypowiedzi a teraz zrobilo mi sie
                      przykro po tym co napisalas :to po cholere
                      > tu przyjezdzalyscie?
                    • noushka Re: refleksje po wizycie w malpim gaju/raju, dlug 29.10.07, 00:09
                      Zdrowa ocena norm spolecznych, polegajaca na wlasnej rozsadnej
                      ocenie owych norm (a nie przyjmowanie, ze cos jest i juz, chocby
                      bylo absurdalne i glupie) jest jedna z wyznacznikow dojrzalej
                      osobowosci. Szkoda Aniu, ze widocznie ci tego brakuje.

                      I tak jak inni wypraszam sobie owo zdanie: to po jaka cholere tu
                      przyjezdzaliscie? BO MI SIE KURNA ZYCIE TAK ULOZYLO!
                      • mysz2006 Re: refleksje po wizycie w malpim gaju/raju, dlug 29.10.07, 02:04
                        noushka napisała:

                        > Zdrowa ocena norm spolecznych, polegajaca na wlasnej rozsadnej
                        > ocenie owych norm (a nie przyjmowanie, ze cos jest i juz, chocby
                        > bylo absurdalne i glupie) jest jedna z wyznacznikow dojrzalej
                        > osobowosci.

                        Zgadzam sie calkowicie, z tym ze zapomnialas dodac ze innym wyznacznikiem dojrzalej osobowosci jest akceptacja a nie wybaluszanie oczu ze w momencie kiedy przestanie sie robic 'do as the Romans do' otrzyma sie taka a nie inna reakcje. Jesli sie tego dziewczyny nie nauczycie to sie wykonczycie nerwowo.
                        • vygotsky Re: refleksje po wizycie w malpim gaju/raju, dlug 29.10.07, 12:58
                          Jesli cos mi / moim dzieciom/ innym dzieciom dokuczy zazwyczaj
                          zwracam uwage stosujac dwa kryteria; 1)staram sie aby dziecko
                          strofowane nie poczulo sie licho tak wiec przelewam troche winy (tzn
                          naswitlam sytuacje w kontekscie) na ofiare, zazwyczaj taki zloczynca
                          czuje sie wowczas respektowany, 2) staram sie to tak robic aby
                          rodzice nie widzieli wtenczas unikam konfliktow a czuje sie
                          spelniona w roli odpowiedzialnej obywatelki swiata.
    • ewmag Re: refleksje po wizycie w malpim gaju/raju, dlug 29.10.07, 14:10
      Ja wychodze z zalozenia, ze od wychowywania dzieci sa rodzice. Ale
      jesli na placu zabaw widze, ze jakies dziecko zaczyna moje
      przepychac, ciagnac czy stosowac przemoc w jakiejkolwiek postaci to
      podchodze i mowie, ze tak nie wolno, spokojnie, bez szarpania czy
      krzyczenia na inne dziecko - bo nie zyczylabym sobie, zeby ktos na
      moje dziecko krzyczal czy je szarpal. Nie bede jednak czekac az moje
      dziecko zostanie przewrocone, najpierw reaguje, potem rozgladam sie
      za opiekunem drugiego dziecka, ktory czesto jest juz obok i reaguje.
      Jak go nie ma to tlumacze mojemu dziecku, ze tamto drugie sie
      niewlasciwie zachowuje i idziemy sie bawic gdzies indziej.
      Zdecydowanie nie zabieram dziecka bez slowa, bo to by byl dla niego
      wyrazny sygnal, ze niewlasciwe zachowanie jest ok. Jesli moje
      dziecko probuje inne popchnac, tez stanowczo reaguje. Czasem
      niestety jakos tak dziwnie sie zdarza, ze opiekunowie dzieci
      najbardziej rozrabiajacych na placach zabaw sa zajeci pisaniem smsow
      czy jakimis grami na komorkach...
      Kiedys na plac zabaw weszla grupa wyrostkow z pilka nozna i zaczeli
      ja wykopywac wysoko w gore, male dzieci uciekaly na boki, bo pilka
      spadala nie wiadomo gdzie. Czesc ludzi bez slowa zaczela sie
      kierowac do wyjscia z placu zabaw. Ja podeszlam blizej i grzecznie
      poprosilam chlopcow o wyjscie z placu z pilka na trawe (tuz obok),
      wyjasniajac ze na placu sa male dzieci i pilka spadajaca z gory moze
      im zrobic krzywde. Popatrzyli, przeprosili i poszli sobie. Rodzice
      kilkorga dzieci, ktorzy juz zaczeli uciekac z placu, nagle zawrocili
      z wyrazem ulgi na twarzy. Przepraszam, za slowa, ale dla mnie to
      jest stado owiec, a ja do takiego nie naleze, niezaleznie od tego, w
      jakim kraju mieszkam. Nie jestem tak odwazna, zeby podejsc na ulicy
      do grupy huliganow, po ktorych widac, ze moga w kazdej chwili noz
      wyciagnac z kieszeni. Ale nie widze powodu, dla ktorego nie moge
      kogos grzecznie upomniec w sytuacji, kiedy to ma sens. Moje dziecko
      tez za kilka lat bedzie takim wyrostkiem, ktory byc moze pojdzie z
      kolegami pograc w pilke i wyobrazam sobie, ze jesli glupio wymysla
      sobie, ze plac zabaw jest do tego odpowiednim miejscem, ktos im
      uswiadomi, ze tak nie jest.
      A szczerze mowiac, nie rozumiem argumentacji, ze skoro
      wiekszosc "miejscowych" chowa glowe w piasek to trzeba sie
      dostosowac albo wyniesc z tego kraju. Tu nie ma mowy o zaklocaniu
      porzadku publicznego, tylko o grzecznym zwracaniu uwagi obcemu
      dziecku. Moze jednak nalezaloby w tym wszystkim zachowac troche
      zdrowego rozsadku?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja