bibba
25.10.07, 16:43
czyli po wizycie w soft play centre. nie pierwszej, od razu dodam.
moja 18 miesieczna coreczka czworakujac po schodkach popychana byla
przez chlopczyka - wyraznie mlodszego od niej, jak rowniez wiekszego
fizycznie (bo ona to liliput). najpierw zaczela piszczec placzac,
chlopczyk odsunal sie zaskoczony, ja postanowilam poczekac z
nadzieja, ze na tym sie skonczy, ale po chwili zaczal ja hm...
klepac, bo to takie nieudaczne uderzenia byly. ale moja corka
wystaszyla sie - podeszlam wiec blizej i wyciagajac rece do niej, by
ja zabrac, powiedzialam do chlopca: no pushing, that's not nice!
wtedy doskoczyla do mnie jego mama i w potoku jej slow generalna
mysla bylo - to *ona* ma prawo mowic synowi co wolno, a czego nie.
no i zaczelam sie nad tym zastanawiac. ma kobieta racje, prawda?
ale z drugiej strony - czy ona w ogole isnieje w tym kraju? -
wszyscy jestesmy odpowiedzialni za wychowanie nastepnego pokolenia,
troche, prawda?
niedawno nasze okno zaliczylo kilka atakow ogryzkami. pewnego
wieczoru maz mial szanse dogonic lobuzow i zaprowadzic ich do
rodzicow - ktorzy powiedzieli mu, ze on nie ma prawa lapac ich za
fraki (znow racja...). doradzili nam bysmy w przyszlosci zadzwonili
na policje (hahaha!!!)
mieszkam tu w uk od ponad 14 lat. juz troche wiem o tutejszej
mentalnosci. o mozliwych reakcjach. ale teraz coraz czesciej sie
zadziwiam. i rozczarowuje. nie bardzo wiem, co moglabym zrobic w
powyzej opisanych sytuacjach tak by wilk byl syty i owca cala -
czyli jak zwrocic uwage dzieciom/mlodziezy i jednoczesnie nie
podwazac niczyich 'praw'. i czy to w ogole mozliwe???