kalpa
23.11.07, 23:24
Pracowalam miesiąc-oralam jak wół, domywając wszelkie zapleśniałe kosze,
lodówki etc. Na miarę swoich zdolności językowo-kulturowych obsługiwałam
klientów, zagadywałam o pogodę, samopoczucie etc. państwu szefostwu nie
odmawiałam wykonania najgłuszego pomysłu. Dziś mijał 4 tydzień pracy okresu
próbnego - bez umowy, bo "zanim panią zatrudnimy, musimy mieć pewność, ze
poradzi sobie pani z obowiązkami". ok, wydawało się, ze są zadowoleni, klienci
też. wczoraj po pracy usłyszałam, ze w poniedziałek porozmawiamy o przyszłości
naszej współpracy, że mają drobne zastrzeżenia, z pewnych rzeczy są
zadowoleni, takie sobie zrobimy podsumowanie. Uśmiech na do widzenia. dziś
przyszłam i zanim zdążyłam zdjąc kurtkę pani wręczyła mi kartkę ze słowami, ze
ja już tu nie pracuję, bo są ze mne niezadowoeni, gdyż
*mam niski standard obsługi klienta, popełniam błędy, marnotrawię żywność,
etc. Oni boją sie, ze moje zachowanie i braki w obyciu z klientem spowodują,
ze ludzie przestaną przychodzić na kanapki. dostałam zaległą wypłatę i pani
poprosiła,żebym poszła do domu.
I....do teraz w szoku jestem. zarzuty są moim zdaniem z czubka głowy, kilka
osób nawet wczoraj przy niej podziękowało mi za dobry servis, jeden chopak
powiedział, do nie, że kanapki zrobione przeze mnie są takie smaczne, ze od
teraz będzie brał dla swojej firmy kilka na lunch.
Dziewczyny, ja rozumiem wszystko, ale czy to jest ludzkie tak kogoś wylać?
zostałam na lodzie, czuję się wykorzystana, wyciśnięta jak cytryna. mam
wrażenie, że zaorali mną pole, wyczyścili najgorsze kąty i wyrzucili jak
zużytą szmatę.
Mogę ich rzecz jasna postraszyć, że pójdę do odpowiedniego miejsca na skargę,
ale sama byłam na tyle naiwna, że wierzyłam,że po miesiącu próbnym dostanę
umowę i wsumie, to nie mam z czym.
Nio, głupia kalpa, łoś!