realistka2008
18.01.08, 23:07
Słuchajcie dziewczyny, taka trochę głupia sprawa,
ale nie bardzo wiem jak się zachować by nie było
jakiejś afery z sąsiadami.
Otóz kupiliśmy niedawno z moim facetem domek.
W opisie nieruchomości, w kontrakcie i we wszystkich
dokumentach jest, że do domu przypisane są dwa miejsca
parkingowe. Miejsca te znajdują się tuż przed domem.
Na planach i oficjalnych rysunkach "nasza"
działka wyraźnie zaznaczona jest WRAZ z tymi dwoma miejscami
parkingowymi. Obrysowana na czerwono.
Podkreślam, żeby nie było wątpliwości, że ta
ziemia jest nasza (haha! jak to brzmi!)
I teraz tak. My samochodu nie posiadamy i w najbliższej
przyszłości nie planujemy.
Myślieliśmy, że te miejsca po prostu wynajmiemy.
Jeden znajomy mieszka niedaleko i jest chętny.
Streetcar czy Clubcar też się ogłaszają, że szukają miejsc parkingowych do wynajęcia.
W Londynie podobno można takie miejsce wynająć za jakieś 200 funtów
miesięcznie. No i taki był nasz plan.
Gdy się wprowadziliśmy od razu, pierwszej nocy zauważyliśmy,
że na jednym z tych naszych miejsc ktoś sobie zaparkował.
Drugiej nocy to samo. Kolejnej też. I to co noc ten sam samochód.
W końcu zauważyłam, że to sąsiad z domu obok. Co zabawne, pod jego
domem jest podjazd, na którym już jakiś samochód jest zaparkowany.
Po kilku dniach, jak już trochę się ogarnęliśmy, poszliśmy się
przywitać i przedstawić sąsiadom. Ten sąsiad co parkuje na naszym
miejscu okazał się całkiem sympatycznym facetem. Zaprosił na herbatkę no i wogóle. Tyle że o parkowaniu ani słowa nie wspomniał.
My też nie chcieliśmy przy pierwszym kontakcie od tego zaczynać.
Z rozmowy wynikło że sąsiad znał się dosyć dobrze z poprzednią właścicielką domu więc bardzo możliwe że jakoś z nią uzgodnił
korzystanie z tego miejsca parkingowego. No ale ani ona ani on ani słowa o tym nie wspomnieli.
Co więcej, w weekendy zauważyłam, że do sąsiada przyjeżdża jakaś kobieta. No i gdzie parkuje? Oczywiście na naszym drugim miejscu parkingowym! Trudno nie widzieć, bo oba te miejsca są tuż przed naszym kuchennym oknem.
Z jednej strony trochę mi głupio, bo czuje się jak pies ogrodnika.
Sam nie używa i nikomu nie da. Nie mamy samochodu więc te parkingi nie są nam potrzebne.
Ale z drugiej strony planowaliśmy te miejsca wynająć. W końcu za nie zapłaciliśmy kupując ten domek i należą do nas. A gdybyśmy wynajęli oba miejsca to już prawie na połowę miesięcznej raty mortgage byśmy mieli.
Po trzecie, może by mnie to aż tak nie irytowało gdyby sąsiad przyszedł, pogadał i zapytał czy może tam parkować.
Czy choćby notkę przez drzwi wrzucił, bo to Anglik.
Przecież nawet nie wiedział czy mamy samochód czy nie.
A on od pierwszego dnia jak się wprowadziliśmy to po prostu bez słowa zaczął sobie parkować pod naszymi oknami.
Sąsiedzi z domu na przeciwko też nie mają samochodu i ich miejsce parkingowe jest zastawione jakimiś donicami i porasta trawą.
Już nie wspomnę o tym, że nad kuchnią jest nasza sypialnia,
a sąsiad potrafi o siódmej rano w klakson trąbić, żeby dzieci się pospieszyły. Ja nie muszę tak wcześnie wstawać, ale mam pobudkę,
nierzadko też w weekendy.
Jest oczywiście opcja, że sąsiad nie wie, że te miejsca przypisane są do naszej działki. Ale szczerze w to wątpię. On mieszka tam od początku, gdy te domy zostały wybudowane 10 lat temu.
No i skoro tak dobrze znał się z poprzednią właścicielką to
wątpię aby nie wiedział, który parking należy do kogo.
No i teraz jak to ugryźć?
Postawić jakieś donice i zastawić te miejsca? Trochę głupio i wredno.
Pójść do sąsiada i zaproponować jemu wynajem? Nie wiem jak zareaguje i jakoś nie chcę zaczynać relacji z najbliższym sąsiadem od takiej niewyraźnej sytuacji.
Ale też widzę, że im dłużej odwlekamy tym bardziej sąsiad i jego znajomi "przyzwyczajają się" do naszych miejsc parkingowych.
Zostawić tak jak jest w ramach sąsiedzkiej uprzejmości? No nie wiem. Pewnie gdyby sąsiad sam przyszedł i zapytał czy może to bym się zgodziła. Ale tak to trochę mnie irytuje jego postawa.
Co Wy byście zrobiły na moim miejscu?