ala.71
28.01.09, 13:25
Moj maz jest brytyjczykiem ,na poczatku wydawalo mi sie ze mam cud
tesiowa,ale pozniej problemy zaczely naplywac jak urodzil sie moj
synus. Probuje lekcewazyc jak za kazdym razem mnie poucza z
grzecznosci,jednak pozniej po jej wizytach czuje sie jak wyrodna
matka.Zazwyczaj sa to drobne sprawy ostatnio np.pilnowala mi synka
jak bylam u dentysty ,pozniej jeszcze zakupy itp. po powrocie do
domu rozpakowywalam zakupy i na chwilke zostawilam reklamowke , a
ona juz ja dorwala i zaczela panikowac ze trzeba ja schowac ,po czym
grzeczne oznajmilam ,ze wlasnie to robie ,a pozatym on i tak sie tym
nie bawi.I caly czas mi mowi ,ze niepowinien jesc winogron bo sie
zakrztusi. Jak z tym zyc ,czy ja przesadzam ? Czasami mi sie wydaje
ze juz mam paranoje ?Dzieki za pomoc ,naprawdw mnie to
gnebi.Pozdrawiam Ala