Apropos angielskich specjalistow/lekarzy...

25.02.09, 18:04
Wielu Polakow, jesli nie wszyscy narzekaja na angielski system
zdrowotny, na specjalistow, szczegolnie stomatologow ale tez innych
lekarzy.
Jesli chodzi o jakakolwiek przewage angielskiej sluzby zdrowia to
tylko chyba w sensie porodu( znieczulenie, traktowanie jak
czlowieka, usmiechniete polozne, osobna sala, nie ma problemu z
rodzinnym, decyduje sie o sobie w birth plan itp ).
Sama bylam swiadkiem gdy moj GP nie raz korzystal z ksiazki bo nie
wiedzial o co mnie pytac/ co mowic.


I tak sie zastanawiam.
Czy Anglicy sa po prostu glupsi? Inaczej przyswajaja wiedze? Czy ma
sie inne wymagania wobec nich?
Maja inny system szkolenia? Jak wygladaja tutaj studia medyczne, jak
zdobywa sie stopnie? Specjalizacje?

Porownujac lekarzy to widze ze Polsce ma sie ogromne wymagania wobec
lekarzy i oni je najczeciej spelniaja.

Ciaza jest inaczej prowadzona, moje kolezanki sa zalamane ( co mnie
dziwi ) ze ich tu nie widzi lekarz ( no jak to tak?!!!!), ze (
majac ciaze idealne ) nie chucha i dmucha sie na nie, nie robi usg
co tydzien, bo one by chcialy ginekologa i najlepiej L4 od razu.



A Wy ? Co sadzicie?
    • basiak36 Re: Apropos angielskich specjalistow/lekarzy... 25.02.09, 18:24
      W Polsce leczylam sie wiele lat na nerki, w UK od 15tu lat mam kontynuacje. To
      ze tutaj lekarza mozna zobaczyc ktory w ksiazce cos sprawdza to bardzo dobra
      rzecz. W Polsce panuje przekonanie o nieomylnosci lekarzy, a lekarze to
      podtrzymuja. Czesto kieruja sie wlasnym widzimisie, nie doksztalacaja sie ,
      stosuja metody sprzed ilus lat itp. W UK przynajmniej musza postepowac wedlug
      okreslonych procedur.
      W Polsce jak sie leczylam, lekarz pisal notatki na kartce papieru, ktora bywalo
      ze gubil, mama musiala przypominac o leczeniu, wydzwaniac. Tutaj w UK dzwonia za
      mna, przypominajac o badaniach ktore mam regularnie. Jak ide do innego lekarza
      bo moj np jest na wakacjach, jest on swietnie poinformowany o moim leczeniu, ma
      w systemie zapisane wszystko co trzeba itp. Moj tata w POlsce jak idzie do
      innego lekarza niz zwykle, ten lekarz musi polegac na pamieci mojego taty aby
      wiedziec jakie leki tata dostal.

      Co do ciazy, ja przez nerki mialam ciaze wysokiego ryzyka i lekarza widzialam
      przynajmniej co 2tyg, jak znajomy ginekolog zobaczyl moja angielska karte ciazy,
      byl zaskoczony ze moze byc cos tak dokladnego i z taka iloscia dokladnych i
      czestych badan.
      Najlepiej porownac statystycznie wyniki danego kraju, jesli chodzi o zdrowie
      matki i dziecka, o choroby itp, ciekawe jak wtedy Anglia wypada w porownaniu do
      Polski? Biorac dodatkowo pod uwage spora liczbe przybywajacych z roznych
      kontynentow.
    • beamek8 Re: Apropos angielskich specjalistow/lekarzy... 25.02.09, 18:43
      Ja akurat mam znaczenie więcej zaufania do tutejszych specjalistow/lekarzy niż
      do polskich.

      Chwała im za to, że zaglądaja do książek, dzwonia do innych lekarzy, kierują do
      specjalistów w razie najmniejszych podejrzeń. Medycyna to nie zabawa, lepiej
      niech pięć razy sprawdzi niż ma się raz pomylić. Żaden lekarz całej medycznej
      wiedzy nie posiadł, po to są różne źródła, żeby z nich korzystać.

      Polskiemu korona z głowy by spadła gdyby musiał gdzies zajrzeć, bo przecież oni
      wszystko lepiej wiedzą. Polscy lekarze, z moich obserwacji, są mega zarozumiali,
      nie słuchaja pacjentów, nie aktualizują wiedzy (polski lekarz wręcz kazał mi
      wprowadzać stałe pokarmy czteromiesięcznemu dziecku, oczywiście podpierając się
      ulotkami producentów słoiczków!). Przy tym często są zmeczeni bo chałturzą żeby
      wyciagnąć przyzwoitą pensję. Do tego brak kultury i szacunku do pacjenta. Tutaj
      raz zdarzyło mi się czekac na wizytę 45 minut - trzy razy mnie potem lekarz
      przeprosił. W Polsce, ech, szkoda gadać..
      Już pominę kwestię płacenia grubych pieniedzy za wizyty u lekarzy w naszym kraju...
    • velvet35 Re: Apropos angielskich specjalistow/lekarzy... 25.02.09, 18:57
      Pisalam wielokrotnie o wyzszosci tutejszych lekarzy nad tymi w
      Polsce. Moj GP jest fantastyczny, nawet kiedy widzimy sie na ulicy
      to sie pozdrawiamy:-). Mojego partnera uratowano tutaj z bardzo
      powaznej choroby wiec ja akurat z tych, ktorzy tutejsza sluzbe
      zdrowai chwala.
      • agg3 Re: Apropos angielskich specjalistow/lekarzy... 25.02.09, 19:15
        ja tez na pozytyw :D
        1) ciaza - super, nigdzie indziej nie chce w niej chodzic i rodzic :)
        2) choroba crohna, moj brat choruje na nia od kilkunastu lat, w
        polsce ciezko bylo o fachowa pomoc, chodzil prywatnie za co placil
        krocie, chociazby po recepte, za ktora tez placil, braj jeden lek
        przez kilka lat, a nie powinien dluzej niz pare m-cy. tutaj (przez
        przypadek) fachowo sie nim zajeli, ma reguralne wizyty, sami go na
        nie zapraszaja, zmienili leki, po ktorych czuje sie lepiej...

        jednak wiem, ze nie mozna generalizowac, bo rozne "przypadki"
        zdarzaja sie wszedzie
    • dag_dag Re: Apropos angielskich specjalistow/lekarzy... 25.02.09, 19:41
      Ja nie mam w sumie do czego się przyczepić. Lekarz trafiają się różni wszędzie,
      jak i różni są wszędzie ludzie.
      Prowadzeniem ciąży tutaj jestem zachwycona! Wreszcie nie czuję się jak obłożnie
      chora tylko najnormalniej w świecie czekam na dziecko.
      Ogólnie - ze stereotypami w tym temacie przestałam już walczyć, tylko uśmiecham
      się pod nosem i myślę swoje.
    • golfstrom Re: Apropos angielskich specjalistow/lekarzy... 25.02.09, 20:17
      Tak jest. To sa tłuki do kwadratu. mają największy odsetek
      śmiertelności wśród pacjentów. Medycynę robią korespondencyjnie.A
      dentyści to już w ogóle. Aż dziw bierze, że ludzie w ogóle mają tu
      zęby.

      Jak wiadomo, polski język nie ma w swoich zasobach pejoratywnych
      określeń na lekarzy, co dobitnie wskazuje, że Polacy w Polsce są
      usatysfakcjonowani z poziomu opieki zdrowotnej i wybierają prywatne
      kliniki tylko dlatego, że mają nadmiar środków pieniężnych.

      No i nie bez kozery mówi się, że Polacy to najlepiej wykształcony
      naród w Europie, bo najlepiej przyswajamy wiedzę. Jak głosi
      popularne przysłowie, magister znacznie lepiej trzyma miotłę.
      Polska, Polska uber alles.
    • gypsi Re: Apropos angielskich specjalistow/lekarzy... 25.02.09, 22:27
      Czy korzystanie przez lekarza z ksiazki czy internetu jest takie naganne? Sama
      czasami sprawdzam, ktory antybiotyk na mniej powszechna infekcje albo pokazuje
      pacjentom obrazki w internecie i nigdy nie mialam wrazenia, ze komukolwiek to
      przeszkadza.
      Balabym sie lekarza, ktory nie wiedzac lub nie bedac pewnym udawalby, ze wie.
      Zwiewalabym w podskokach.
      Co do reszty - wszedzie sa lepsi i gorsi, nie tylko w medycynie. Natomiast
      przewaga UK jest taka, ze tu organ rejestrujacy i nadzorujacy lekarzy czyli GMC,
      ma cos do powiedzenia. Pierwszy z brzegu przyklad - GP leczacy Baby P wlasnie
      zostal zawieszony w wykonywaniu zawodu do czasu wyjasnienia sprawy. Jesli okaze
      sie, ze dochowal nalezytej starannosci, zostanie odwieszony. Jesli nie - ukarany.
      Co roku jest cos takiego jak appraisal - samoocena pod kierunkiem specjalnie
      przeszkolonego lekarza, z ktorym sie n akoniec uzgadnia plan rozwoju zawodowego
      na kolejny rok. Zaniedlugo zostanie rozszerzone to do tzw. revalidation, czyli
      re-certyfikacji co 5 lat kazdego lekarza, zawierajacej m.in. 360 st. appraisal -
      czyli ocene przez wszsytkich wspolpracownikow oraz pacjentow.

      A druga rzecz, gdzie ewidentnie UK goruje - opieka onkologiczna. Od momentu
      skierowania z podejrzeniem do rozpoznania nie mija wiecej niz 2 tygodnie, a
      leczenie wdrazane jest blyskawicznie. Bez dzwonienia i wyblagiwania terminow. No
      i dostep do lekow i metod, o ktorych w Polsce mozna jeszcze pomarzyc.

      System szkolenia - zeby dostac sie na medycyne trzeba miec najlepsze wyniki
      A-levels, potem jest rozmowa kwalifikacyjna na uczelni. Studia trwaja 5 lat,
      potem sa 2 lata stazu, tzw. FY1, FY2. Potem wybor specjalizacji i kolejne 3 lata
      jako Registrar. Potem juz tylko egzaminy koncowe i mamy GP albo specjaliste.
      Czyli podobnie jak w Polsce. I ani ci ludzie glupsi, ani inaczej wiedze
      przyswajaja, ani wymagania sa inne. Za to sa standardy - zeby zrobic cos poza
      standardem trzeba umiec to obronic w razie draki. I miec wpisane w dokumentacje.
      Mowy wiec nie ma, ze wybor leku bedzie spowodowany widzimisie albo wizyta repa,
      albo i lepiej - zobowiazaniem sie do wypisania 200 opakowan za wyjazd na
      tygodniowe wakacje.
      • mama5plus Re: Apropos angielskich specjalistow/lekarzy... 25.02.09, 23:23
        i wlasnie z powodow wymienionych powyzej przez gypsi i inne osoby,
        preferuje tutejszy system i mam zdecydowanie wieksze zaufanie do
        lekarza/poloznej tutaj niz kiedykolwiek w PL(o kontekst systemowy mi
        glownie chodzi)
        Mam historie nowotworow w rodzinie. Wspomnialam o tym mojej GP bo
        mama panikowala.
        Ta blyskawicznie wpisala mnie do programu early screening czy jak
        mu tam. Przy czym uspokoila. W szybkim tempie wizyta u specjalisty,
        termin badan. Po drodze wynikl problem bo rzekomo bylam nieuchwytna
        telefonicznie wiec dostalam ponaglenie listowne z booking, drugie od
        specjalisty. W miedzyczasie juz sie wyjasnilo ale to i podejscie GP
        to zupelnie inna bajka niz przeboje jakie miala moja mama czy
        siostra w Polsce ( w tym mama z diagnoza jak na dloni) Wszystko albo
        prywatnie albo po znajomosci, pomieszane wyniki biopsji, jedyny
        lekarz jaki naprawde sie przylozyl to onkolog prywatny wybrany z
        polecenia. Dzieki niemu udalo sie uratowac jelito i uniknac stomii
        (?).. reszta... kazdy mial swoja koncepcje, swoje terminy ze o
        nakrecaniu psychicznym juz nawet tematu nie rozwine. :-?

        A lekarza ktory sprawdza w ksiazce by sie 5 razy upewnic i dzieki
        temu np nie przepisze mi nic niewskazanego przy karmieniu piersia
        czy w ciazy albo antybiotyku z grupy penicylinowej gdy w
        dokumentacji jak wol stoi ze mam alergie na te to moge tylko i
        wylacznie wielkim szacunkiem i wdziecznoscia obdarzac. Do glowy by
        mi nie przyszlo ze to wstyd jakis. Wrecz przeciwnie- budzi we mnie
        jeszcze wieksze zaufanie bo nie zgrywa wszechwiedzacego idealu( a
        takowe nie wierze) i chodzacej encyklopedii medycyny ;-)
    • mama-123 Re: Apropos angielskich specjalistow/lekarzy... 26.02.09, 12:25
      Zle doswiadczenia z tutejsza zdrowia to albo konsekwencja ograniczen
      jezykowych lekarzy, ktorzy jeszcze nie znaja polskiego (no z
      wyjatkiem moze Gypsi), albo przyzwyczajenia do jedynie slusznej
      metody leczenia, kotra stosowana jest w POlsce. Trzci powod to
      lekarze konowaly, ktorzy sa w kazdym systemie.
    • anabell-1 Re: Apropos angielskich specjalistow/lekarzy... 26.02.09, 12:54
      Temat dla mnie na czasie. Czeka mnie operacja. I tak się właśnie
      zastanawiałam - UK czy Polska ...

      Z zainteresowaniem czytam ten wątek "od deski do deski".
      • carmelaxxx Re: Apropos angielskich specjalistow/lekarzy... 26.02.09, 13:59
        a ja nie mam zadnego doswiadzcenia .... jedynie na co chorujemy to katar a katar
        to nie choroba... ja biegam jedynie po antykoncepcje, syn raz tylko byl na
        szczepionce.
    • gosiash Re: Apropos angielskich specjalistow/lekarzy... 27.02.09, 00:50
      A moja teoria jest taka, jak zaplacisz to Cie inaczej potraktuja. W
      Polsce chodzilam do lekarza prywatnie (ginekolg, dentysta,
      internista) nie mialam zadnych zastrzezen. Jak mi sie zdarzylo pojsc
      na zdjecie szwow panstwowo (bo blizej, wiec szybciej moglam do
      dziecka wrocic), to bylo ok, ale widac bylo, ze sprzet gorszy,
      troszke inne traktowanie, czekalo sie w kolejce. Jak odwiedzalam z
      dzieckiem pediatre (prywatnie) tez wszystko wyjasnione, napisane,
      bez pospiechu.
      Tutaj, no coz u GP jak probowalam wyjasnic ciagly katar i kaszel
      malego, to wirus, dziecko czesto lapie infekcje, czasami antybiotyk,
      w koncu ze to pewnie astma. DZisiaj bylam prywatnie u angielskiego
      pediatry (tak na prawde okazal sie byc Czechem ;), ale tu szkolony i
      od lat pracujacy, wiec tutejszy ;)), wysluchal, zrobil notatki,
      wszystko bardzo dokladnie wytlumaczyl, przedyskutowal, wdrozyl
      leczenie. Nie wiem jakby bylo, gdybym byla u niego panstwowo (bo na
      NHS tez przyjmuje, tyle, ze mnie GP nie chciala skierowac). Na pewno
      nie mialby dla mnie tyle czasu, przypuszczam ze potraktowalby mnie
      rownie dobrze. Tyle tylko, ze przedarcie sie przez GP to cud
      niemalze, no i uwazam, ze tutejsi GP tez skormnoscia nie grzesza i
      wkurza ich jak czlowiek zadaje za duzo pytan, albo probuje podwazyc
      ich diagnoze - to jest wirus, isc do domu podac calpol.
      A co do sprawdzania lekow w ksiazce to mnie sie tez w Polsce
      zdarzylo i u panstwowego lekarza i u prywatnego, ze sprawdzal lek.
      Wg mnie to wynika z tego, ze jest tyle lekow na rynku i tak czesto
      pojawiaja sie nowe, ze lekarz po prostu musi sprawdzic, czy sie nie
      pojawil jakis nowy, albo dawkowanie sie nie zmienilo, albo nazwa.
      Tak wiec lekarz sprawdzajacy leki w ksiazce to akurat u mnie plus,
      bo oznacza ze stara sie byc na biezaco, a nie przepisuje jendego
      starego leku o ktorym uslyszal na studiach 20 lat temu ;)
    • gosiash Re: Apropos angielskich specjalistow/lekarzy... 27.02.09, 00:50
      A moja teoria jest taka, jak zaplacisz to Cie inaczej potraktuja. W
      Polsce chodzilam do lekarza prywatnie (ginekolg, dentysta,
      internista) nie mialam zadnych zastrzezen. Jak mi sie zdarzylo pojsc
      na zdjecie szwow panstwowo (bo blizej, wiec szybciej moglam do
      dziecka wrocic), to bylo ok, ale widac bylo, ze sprzet gorszy,
      troszke inne traktowanie, czekalo sie w kolejce. Jak odwiedzalam z
      dzieckiem pediatre (prywatnie) tez wszystko wyjasnione, napisane,
      bez pospiechu.
      Tutaj, no coz u GP jak probowalam wyjasnic ciagly katar i kaszel
      malego, to wirus, dziecko czesto lapie infekcje, czasami antybiotyk,
      w koncu ze to pewnie astma. DZisiaj bylam prywatnie u angielskiego
      pediatry (tak na prawde okazal sie byc Czechem ;), ale tu szkolony i
      od lat pracujacy, wiec tutejszy ;)), wysluchal, zrobil notatki,
      wszystko bardzo dokladnie wytlumaczyl, przedyskutowal, wdrozyl
      leczenie. Nie wiem jakby bylo, gdybym byla u niego panstwowo (bo na
      NHS tez przyjmuje, tyle, ze mnie GP nie chciala skierowac). Na pewno
      nie mialby dla mnie tyle czasu, przypuszczam ze potraktowalby mnie
      rownie dobrze. Tyle tylko, ze przedarcie sie przez GP to cud
      niemalze, no i uwazam, ze tutejsi GP tez skormnoscia nie grzesza i
      wkurza ich jak czlowiek zadaje za duzo pytan, albo probuje podwazyc
      ich diagnoze - to jest wirus, isc do domu podac calpol.
      A co do sprawdzania lekow w ksiazce to mnie sie tez w Polsce
      zdarzylo i u panstwowego lekarza i u prywatnego, ze sprawdzal lek.
      Wg mnie to wynika z tego, ze jest tyle lekow na rynku i tak czesto
      pojawiaja sie nowe, ze lekarz po prostu musi sprawdzic, czy sie nie
      pojawil jakis nowy, albo dawkowanie sie nie zmienilo, albo nazwa.
      Tak wiec lekarz sprawdzajacy leki w ksiazce to akurat u mnie plus,
      bo oznacza ze stara sie byc na biezaco, a nie przepisuje jendego
      starego leku o ktorym uslyszal na studiach 20 lat temu ;)
    • anajane Re: Apropos angielskich specjalistow/lekarzy... 27.02.09, 13:39
      Ja na polozna nie narzekalam.Tak samo jak nie narzekalam w Polsce na
      ciaze prowadzona przez panstwowego ginekologa.
      Na mojego GP tez nie narzekam:)Jak na razie.

      Nie wiem jednak o co chodzi z ta opieka dentystyczna.Nie ma u mnie w
      biurze NIKOGO, kto by mial ladne zeby, ba...spotkalam tez ludzi na
      wyzszych stanowiskach ktorzy zeby mieli straszne.Szokujace jest to,
      ze tak wiele mlodych juz ludzi nie ma zebow, a zawsze protezy
      kojarzyly mi sie ze staroscia.
      Aparaty ortodontyczne to tez rzadosc.
      • ann_a30 Re: Apropos angielskich specjalistow/lekarzy... 27.02.09, 14:35
        Oj, ja widziałam się z lekarzami podczas ciąży, a już miałam taką nadzieję, że
        spotkam się parę razy z położną i urodzę w domu... Cieszę się, że tutaj w ramach
        NHS można rodzić w domu - w sumie to dla państwa tańsze:: Cóż, lekarz mi
        zabronił:( I miał rację...
        Potem trzy miesiące dziecko miałam na NNU - opieka znakomita, czysto (!),
        codzienne rozmowy z lekarzem, consultant też zawsze dostępny.
        Mąż - miał zapalenie gardła. Poszedł do GP po antybiotyk, a ten go wysłał do
        szpitala, bo lepiej antybiotyk przyjąć w zastrzykach niż doustnie.
        Ja - wyleżałam się (średnia to przyjemność) na Maternity. Opieka na wysokim
        poziomie.
        I znów mąż - miesiąc w szpitalu. Przewieziony samolotem w ramach emergency. Też
        Ok, o ile w szpitalu może być ok...
        Syn - bóle ucha. Rozwiązane tu.
        Jakoś nam się dużo kłopotów zdrowotnych ostatnio przyplątało...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja