Forum Sport Narty
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Kryzysowe polskie stoki - co czeka narciarzy w ...

    IP: 80.55.203.* 19.11.09, 14:17
    "ciągnąca się przez 4,4 km "Lolobrygida""
    dawno nieaktualne. "lola" miała 4,4 (a dla lepszego efektu 4444 m), do czasu,
    gdy wyciąg dochodził na szczyt Szrenicy. teraz wysiada się z wyciągu sporo
    niżej, zaraz przy znaku "4000 m"
    zresztą lepiej sobie podarować Szklarską, to tylko rzut beretem od prawdziwych
    czeskich ski aren. zdecydowanie bardziej warte polecenia.
    Obserwuj wątek
        • meev Skończony deb... 20.11.09, 12:05
          Tak trzeba nim być, żeby takie "cenne" zdanie napisać.
          Jak mniemam należysz do "warszaFki", w gronie których nasze góry są "nie halo" :)
          Jak się dobrze poszuka tygodniowa impreza dla 3-osobowej rodzinki np. w
          Korbielowe zamknie się w 1.5-1.7k zł z wszystkimi kosztami. A tyle kosztuje
          tylko paliwo na dojazd w Dolomity. Jeszcze jedno, czy deb...mi nazwiesz też
          wszystkich tych, którzy na stok mają nie więcej niż godzinę półtorej drogi?
          • Gość: spoogie Re: Skończony deb... IP: *.upc.com.pl 20.11.09, 12:27
            Mieszkam na G.Śl. i w zeszłym sezonie jeździłem tylko na Żar (w miarę znośnie).
            Nie należe do warszawaki ale jak mam jechać do szczyrku czy na pilsko to mnie
            ch.. strzela.
            Wolę Vratną czy Vlk Race.
            1700 za paliwo do Dolomitów? :D:D:D:D toś pojechał, chyba kamazem
            W kwietniu jechaliśmy w 3 osoby do Marrilevy i wydaliśmy po 300 pln na paliwo od
            głowy (diesel). A jechalismy przez niemcy
            Koszty wyjazdu na tydzień (skipas - dojazd - noclegi - własne wyżywienie)
            wyszedł 1600 na osobę.
            Dzięki wolę jechac w Alpy za taka kase niż do Korbileowa ;)
          • Gość: xyz Re: Skończony deb... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.09, 15:51
            > Korbielowe zamknie się w 1.5-1.7k zł z wszystkimi kosztami. A tyle kosztuje

            3 x 320 zł = 960 zł - tyle kosztują karnety w Korbielowie dla 3 osób. Jeśli
            chcesz się zmieścić w 1700 zostaje 100 zł na dzień, czyli 33 zł za nocleg z
            wyżywieniem od osoby. Hotel Pod Mostem zaprasza !

            A gdzie koszty dojazdu ?
            Nie mówię o kolejkach, tłoku itp, bo o tym wszyscy wiedzą
        • Gość: Michał Debilem się nie czuje a co roku jestem w Polskich IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.11.09, 15:41
          górach - nie wiem z jakie perspektywy oceniasz innych i wyzywasz od
          debili.
          Powiem Ci tak mam 4 osobową rodzinę co roku na ferie jeździmy w
          Polskie góry i do tego jeszcze do Białki Tatrzańskiej, teraz to już
          chyba leżysz na ziemi i się śmiejesz, ale nie stać nas na wyjazd na
          2 tyg w Alpy dla jednostki wypad w Alpy to mały wydatek około 1,5
          tyś za tydzień i jest FUN w Alpach ale dla 4 osobowej rodziny wypad
          w Alpy na dwa tygodnie to już niestety trochę inne pieniądze tak
          więc weź poprawkę jak mi zorganizujesz pobyt w alpach dla 4 osób
          przez 2 tyg w kwocie 5 tyś zł z wyżwyieniem to będę jeździł w alpy
          Polskim górom i ośrodkom daleko do Alp a muszyna wcale nie jest
          połaćzona chyba że ktoś startuje w muszynie ale jak ktoś jedzie z
          Wierchomli to musi drałować do góry aby zjechać do muszyny pod
          drugie wyciąg od strony wierchomli działa do 16 i później zbita d...
          nie pozdrawiam
          • Gość: Mavro Co kto lubi - ja wybieram Alpy IP: *.aster.pl 09.12.09, 01:01
            Wole tydzien dobrego wypoczynku w Alpach niz dwa tygodnie
            w skansenie, gdzie wszyscy sie tlocza i wsciekaja.
            Co kto lubi.
            Dla mnie roznica jest jak to sie teraz mowi "porazajaca".

            I jeszcze jedno: czasem jednak korzystam z naszych tras.
            2-3 razy w sezonie staram sie wyskoczyc na narciarski weekend.
            Z Warszawy w piatek po pracy moge dojechac do Szczyrku
            albo do Zakopanego - dalej nie da rady.
            Za kazdym razem wracam utwierdzony w przekonaniu,
            ze wyjazd w nasze gory na wiecej niz weekend to nieporozumienie.

            • shithead Re: Co kto lubi - ja wybieram Alpy 09.12.09, 05:56
              Co roku jezdze do Ax-les-Thermes w Pirenejach. pokoj w B'n'B to
              40€/dzien i mozliwosci jazdy w Ascou, Ax Bonascre, Porte Puymorenes
              lub Pas de la Casa czy Valnord w Andorze z kilometrami kwadratowymi
              sniegu w wysokich gorach (ponad 2tys m), doskonala zabawa,
              niewysokimi cenami i wspaniala obsluga. Dodatkowo gorace zrodla,
              kasyna i tanie zakupy w Andorze. Polecam!!!
      • Gość: spoogie Re: Kryzysowe polskie stoki - co czeka narciarzy IP: *.upc.com.pl 20.11.09, 10:02
        Jak co roku:
        1. tłok do niewydolnych orczyków (gdzie te krzesełkowe dopplmayery????)
        2. płatne parkingi z beznadziejną obsługą (loool)
        3. kamienie i muldy (na www oczywiście wtedy super warunki :DD)
        4. dooooooooożyzna

        Jak co roku:
        1. bardziej opłaca się jechać do "drogiej" Słowacji (lepsze warunki ceny takie
        jak w Polsce albo nawet taniej)
        2. Pojechać w Aply (ceny jak w Polsce lub troche wieksze, o jakości stoków nie
        wspomne, tłoku brak)

        Chciałem kiedyś dla "szpanu" pojechać sobie na Kasprowy ale jak sprawdziłem ceny
        i warunki to sobie podarowałem. 5 dni w Zakopcu i jazdy na Kasprowym wychodzi
        więcej niż 5 dni w Alpach z dojazdem i skipassem ;) o jakości, kolejkach nie
        bede z grzeczności wspominał :D
        dzieki nie skorzystam :D
      • Gość: przegadane Re: Kryzysowe polskie stoki - co czeka narciarzy IP: *.as.kn.pl 20.11.09, 10:34
        1. artykuł do bani, wymienia tylko kilka ośrodków, a ja wiem, ze dosyć dużo się
        zminieło/zmiania w sudetach (gdzie nie powiem - reklamy za darmo nie robię - a
        autor artykułu jakby byl solidny to by się dowiedział)
        2. "Miasta narciarskie łączą się, żeby turyści nie uciekali" - artykul z
        wrocławskiej GW
        miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,7267348,Miasta_narciarskie_lacza_sie__zeby_turysci_nie_uciekali.html
        - pewnie spotkali się , pochlali, i do domów pojechali :)
        i link do forum nt. forum.gazeta.pl/forum/w,72,103201679.html
        - gdzie gotowe rady dla tych co sobie nie radzą
      • Gość: mathias Kryzysowe polskie stoki - co czeka narciarzy w ... IP: *.ckzeto.com.pl 20.11.09, 10:57
        Dwie Doliny jak co roku mają dobry PRw Gazecie, np. w stylu ...gdzie
        bez zdejmowania nart można szusować między dwoma dolinami...
        Zapraszam na różne fora i poczytania sobie jak to ludzie zapychali z
        nartami na ramionach kilkaset metrów pod górę, aby dostać się ze
        strony Wierchomli na Szczawnik, nie wspominając o przygotowaniu
        stoku, który nadaje się tylko na poranną jazdę po wieczornym
        ratrakowaniu, po południu jedno wielkie muldowisko...
        • Gość: Zła Kobieta do redakcji IP: *.ludowa.netcominternet.pl 20.11.09, 12:01
          Proszę na przyszłość nie zlecać pisania takich artykułów osobom najzupełnie niekompetentnym.
          Karygodne, by w ogólnopolskie gazecie drukować stek bzdur (żeby nie powiedzieć, że przedrukowywać teksty z ubiegłych lat). Poza wskazanymi już błedami uwaga odnośnie GAT.
          GAT nie jest już właścicielem ani dzierżawcą SZCZYRKU!!!!!
          Karnety wspólne dla Szczyrku i Pilska straciły ważność 30 kwietnia 2009 roku!!!!!
          A to wsyzstko można znaleźć w necie w ciągu 5 minut.

          pozdrawiam serdecznie
          i życze wymiany ekipy na bardziej kompetentną

          Zła Kobieta

          • elpik Re: do redakcji 20.11.09, 14:56
            Zła kobieto. Źle szukasz w necie, źle czytasz ze zrozumieniem.
            Póki co GAT jest właścicielem wyciągów w Szczyrku.
            Karnety są ważne.
        • Gość: narciarz Bzdury piszesz! IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 08.12.09, 21:16
          Słowacja to kiepskie nie przygotowane stoki ( mocno oszczędzają na
          ratrakach ) do tego infrastruktura - jak u nas za PRL'u.
          W dodatku drogo. Polskie stoki są znacznie lepsze. Ale i tak
          najlepiej wybrać Austrię lub Włochy ( od dawna jeżdze już tylko tam,
          pomijając łikendowe wypady do Białki ), nawet nie ma co porównywać
          a nie jest drożej niż na Slowacji.
      • Gość: Jasiu Kryzysowe polskie stoki - co czeka narciarzy w ... IP: *.ing.nl 20.11.09, 13:52
        Autor artykułu nie bardzo się starał. Nie napisał nic o inwestycjach
        w Polskich górach takich jak:
        - 2 nowe krzesła w Czarnej Górze k. Stronia Śląskiego
        - nowe krzesło w Wiśle - Nowa Osada
        - nowe krzesło w ośrodku Parcica koło Andrychowa
        - krzesło w ośrodku Litwinaka - Grapa w Czarnej Górze na Spiszu
        - krzesło w ośrodku Homole k. Szczawnicy
        - nowe krzesło na Magurze Małastowskiej
        - krzesło w ośrodku Tabaszewski (Krynica Słotwiny).

        W Polskich górach dużo się dzieje ale nie w najbardziej obleganych
        ośrodkach. Polskie góry to inny produkt niż Alpy a nawet góry
        Czeskie i Słowacki. U nas zawsze będzie za mało tras w stosunku do
        ilości ludzi (efekt: tłok, muldy, lód i drożyzna). Ja jeżdżę albo
        przez 2 godziny od otwarcia wyciągu rano albo już przy światłach, a
        najlepiej w dzień powszedni na przełomie lutego i marca. Wtedy jazda
        w Polsce jest przyjemna ale napewno nie taka jak w Alpach.
      • sammler Kryzysowe polskie stoki - co czeka narciarzy w ... 20.11.09, 14:01
        Wielokrotnie występowaliśmy o to, by móc dośnieżać przynajmniej
        newralgiczne miejsca. Albo nawet nie śnieżyć, tylko przynajmniej zraszać wodą,
        co przyśpieszyłoby osiągnięcie pokrywy satysfakcjonującej narciarzy. Niestety,
        odpowiedź ze strony władz Tatrzańskiego Parku Narodowego to kategoryczne "nie"
        - żali się dyrektor.


        I bardzo dobrze.

        S.
      • elpik Kryzysowe polskie stoki - co czeka narciarzy w ... 20.11.09, 15:10
        A ja tam będę jeździł w Polsce, w Szczyrku i Korbielowie też.
        Mam blisko. Przy odpowiedniej taktyce można uniknąć kolejek.
        Pilsko jest super - w kwietniu.
        Żeby nie było: w Alpach byłem, jest o niebo lepiej, ale na jednodniowe, często nawet popołudniowe, wypady się nie nadaje.
      • Gość: qbek Drogo i kiepsko! IP: *.chello.pl 20.11.09, 17:11
        Niestety ale nie stać mnie na polskie stoki. Nie mogę ryzykować urlopu żeby za
        podobne pieniądze jakie bym wydał na wyjazd w alpy marnować je w Polsce.
        Jaworzyna ze swoją ceną chyba oszalała! Ceny karnetów jak w alpach, a warunki
        śmieszne. Tłok na stoku, kolejki, muldy i lód! Tak mocno chwalona Wierchomla
        niestety tez ma jeden poważny minus. Krzesełko na Wierchomlę jedzie 12 min, a
        dodatkowo często się zatrzymuje. Niby szczegół ale dla mnie wręcz nie
        wybaczalny minus!
      • Gość: o_andrzej Re: Kryzysowe polskie stoki - co czeka narciarzy IP: *.ghnet.pl 22.11.09, 22:31
        Przeczytalem artykul i pobieznie to, co sadza o nim forumowicze. Artykul taki
        sobie, raczej dobry, ale komentarze do niego, z niewielkimi wyjatkami, raczej
        tendencyjne. Mozna je sprowadzic do jednego: dajcie sobie spokoj ze stokami
        polskimi, gdzie jest dno, jedzcie w Alpy. Dobra rada, tyle ze nie zawsze realna.
        Przede wszystkim tani wyjazd w Alpy jest ponad dwukrotnie drozszy od taniego
        "polskiego", po drugie, inna perspektywa maja mieszkancy Polski poludniowej,
        inna - srodkowej i polnocnej. Jako Krakus zainteresowany jestem 1-2 dniowymi
        "wyprawami" w pobliskie gory, wliczajac to Tatry, do ktorych mam 2 godziny drogi
        i 15 zl kosztow przejazdu. :)

        Nikt nawet nie probowal podniesc tzw. krytyki pozytywnej, jak to sie niegdys
        mowilo. :)

        By nie byc goloslownym dorzucam kilka wlasnych uwag:

        - w osrodkach, wzorem stokow alpejskich, a nawet slowackich, powinny byc
        wprowadzone taryfy ulogowe dla dzieci i emerytow z naciskiem na te pierwsze. Az
        sie prosi. Niektore osrodki, np. Jurgow to proponuja, inne, np. Dwie Doliny, nic
        z tych rzeczy. Nie rozumiem dlaczego, bo jest to swietny argument zachecajacy
        dla rodzin z dziecmi.

        - denerwuja mnie platne parkingi przy stokach. Nawet jesli sa tanie. Dlaczego
        wlasciciel nie potrafi sie dogadac z obsluga parkingu? Pazernosc czy brak
        rozeznania... natury ludzkiej.

        - wiele osrodkow modernizuje infrastrukture, w tym wyciagi, ktore sa szybsze i
        pojemniejsze. Niestety kosztem bezpieczenstwa. Co z tego, ze w takiej Kasinie
        wprowadzono nowoczesna 4-osobowa kanape, gdy na niektorych odcinkach z powodu
        tloku wieje groza. Nie wiem czy przekraczane sa normy zageszczenia, czy nie, czy
        ktos to, jakis urzad, w ogole kontroluje, ale bywa straszno.

        Tyle na szybko.





        • ortodox Re: Kryzysowe polskie stoki - co czeka narciarzy 23.11.09, 11:30
          Punk widzenia zależy Andrzeju od miejsca siedzenia ;)
          Dla Ciebie takie 1-2 dniowe wyjazdy maja sens i jest to zrozumiałe.
          Nie wybierzesz sie w Alpy na jeden dzień, choć i tacy trafiają się.
          Jednak dla mieszkańców Polski centralnej i północnej, wygląda to nieco inaczej. Faktycznie, jest tam nieco taniej gdy bierzemy pod uwagę tylko koszty. Jednak gdy uwzględnimy także otrzymywane z zapłacone pieniądze świadczenia (trasy, wyciągi, mieszkania, parkingi i całe zaplecze) ... to okaże się, że dla nas( spoza południa Polski) taki wyjazd nie ma większego sensu. Niestety, bieda zmusza ludzi do różnych dziwnych rozwiązań, dziwnych wyborów. Myśli się wtedy za pomocą portfela, a to nie jest dobry sposób myślenia. Mając tak ograniczone środki, że byłoby mnie stać na coroczny wyjazd tylko w nasze góry, wolałbym jechać co dwa lata w Alpy. Zaoszczędzone w ten sposób pieniądze (jednak) zainwestowałbym w lepszy sprzęt narciarski.
          pozdro.
          • Gość: o_andrzej Re: Kryzysowe polskie stoki - co czeka narciarzy IP: *.cyf-kr.edu.pl 23.11.09, 17:59
            > Mając tak ograniczone środki, że
            > byłoby mnie stać na coroczny wyjazd tylko w nasze góry, wolałbym jechać co dwa
            > lata w Alpy.

            A ja pojechalbym z moja rodzinka, np. 2+2, do, dajmy na to, Kluszkowcow. Za
            tydzien zaplacilbym 1100 zl za karnety (zakladajac, ze dziecko ma wiecej niz
            4-lata i nie wpada w gratis, bo wtedy jeszcze mniej), 700 zl za kwatere,
            pichcilbym sobie sam (wybralbym tylko taka kwatere, gdzie mialbym dostep do
            kuchni). Jadac ze srodka Polski wydalbym za podroz samochodem, tam i z powrotem
            ok. 350 zl. Czyli tygodniowy pobyt calej rodziny 2+2 zamknalbym w 2500 zl, a
            nawet jeszcze mniej. Jak sie to ma do, nawet oszczednego, wyjazdu w Alpy, sam
            wiesz najlepiej. Na pewno nie wyjezdzilbym sie tak, jak w Alpach, ale bylbym nie
            mniej szczesliwy. :) I moja rodzina tez. Do tego dojechalbym na miejsce w pol dnia.

            Zapomnial wol, ze cieleciem byl. Ja nie zapomnialem. W latach 80-tych jezdzilem
            z dzieckiem do Bialki lub Szczawy. Na przelomie lat 80- i 90-tych jezdzilem w
            Alpy, bo mieszkalem we Francji, ale w latach 90-tych, gdy nie stac mnie bylo na
            alpejskie wyjazdy znow wrocilem do jezdzenia 2+2 do polskich "kurortow" a potem
            slowackich. I bardzo milo wspominam te wyjazdy, nie tylko z narciarskiego punktu
            widzenia.
            • ortodox Re: Kryzysowe polskie stoki - co czeka narciarzy 23.11.09, 19:32
              Nic nie zapomniałem. Jednak wtedy, w latach 80tych zarabiałem 24$.
              Nie stać mnie było na Alpy nawet raz na 10 lat. Nie było więc wyboru.
              Teraz jest i jeśli nie co rok, to lepiej co dwa, a nawet co trzy lata w Alpy, zamiast posuwać tą sama trasa przez tydzień. Jak kto woli Andrzeju :)
              pozdro.
        • rpodolak Re: Kryzysowe polskie stoki - co czeka narciarzy 23.11.09, 11:56
          generalnie się zgadzam - nasze góry to co prawda nie to co Alpy ale
          przede wszystkim są bliżej :-)
          Ja mogę sobie pozwolić na tygodniowy wyjazd w Alpy raz w sezonie
          (ewentualnie drugi krótszy 3-4 dniowy) z przyczyn czasowych(urlopy,
          rodzina etc)oraz finansowych. Natomiast staram się jeździć przez
          całą zimę - z racji miejsca mojego zamieszkania głównie w Czechach :
          w zsięgu 1-2 godz jazdy mam kilkanaście czeskich ośrdków w
          Karkonoszach i Górach Izerskich - zwykle są to wyjazdy w weekend na
          jeden dzień, a od ubiegłego sezonu wyskakuję nawet czasami po pracy
          do Świeradowa na nowo otwartą Kolej Gondolową na nocną jazdę(super) -
          przy wszystkich minusach tych górek wymienianych na forum mają
          właśnie ten jeden ogromny plus - są szybko dostepne :-)i jeżeli nie
          korzysta się z noclegów jednak sporo tańsze.
          pzdr
          • Gość: Jasiu Re: Kryzysowe polskie stoki - co czeka narciarzy IP: *.ing.nl 23.11.09, 16:05
            Zawesze to samo. Biadolenie, że Opel Corsa to nie Mercedes klasy S.
            Polskie góry nie mają potencjału aby konkurować z Alpami, co gorasza
            nie mogą konku...ć z górami w Czechach i na Słowacji. Po prostu za
            naszą południową granicą tych gór jest obszarowo kilkakrotnie
            więcej, w dodatku nie owiewają je topiące śnieg wiatry znad
            Atlantyku lub wiatry fenowe (halne). Co by jeszcze w tych górach nie
            zrobiono (karnety na kilka ośrodków, inwestycje w infrastrukturę,
            parkingi, toalety, zniżki dla dzieci i emerytów) nie zmieni się
            jedno. Stoki będą zatłoczone a trasy rozjeżdżone. W sumie im więcej
            będzie udogodnień tym więcej będzie ludzi na stokach. Zostaje jazda
            wcześnie rano, lub przy sztucznym świetle.

            Wielu z tutaj piszących robi tak. W zasadzie to jeździ na nartach w
            Alpach, ale raz w roku między świętami a nowym rokiem jedzie na
            narty do jakiegoś naszego ośrodka. Trafia na stok ok 11:00, a tu
            kolejka do kasy, kolejka do wyciągu, trasa zmuldzona albo lodowisko.
            Po jednym takim wypadzie mówi sobie "nigdy więcej". Potem wypisuje o
            wyższości Alp nad naszymi stokami. Zgdza się: Corsa to nie Mercedes
            klasy S. Ale ta Corsa jak się wie jak z niej korzystać może dać dużo
            satysfakcji.
                • ortodox Re: Kryzysowe polskie stoki - co czeka narciarzy 24.11.09, 11:19
                  Można by odwrócić pytanie i zapytać, gdzie jest ta Corsa?
                  I moim zdaniem jest gdzieś w Czechach, na Słowacji, żeby zachować jakiś poziom odniesienia do Alp. Tam oczywiście nie wszytko jest "S klasą", ale nie schodzi przeważnie poniżej poziomu klasy średniej.
                  Nie jeżdżę w Polsce od kilku lat, bo to nie ma dla mnie sensu.
                  Pisałem wyżej dlaczego. Nie ma tu ośrodka, na którym mógłbym pojeździć z satysfakcja przez kilka dni. Mam na myśli wybór trasy, ich jakość i przygotowanie, infrastrukturę towarzyszącą. Nie twierdzę, że nie można pojeździć, tak jak można pojechać Syreną.
                  Nie ma tu Corsy ... niestety.
                  pozdro.
                  • Gość: Jasiu Re: Kryzysowe polskie stoki - co czeka narciarzy IP: *.ing.nl 24.11.09, 12:45
                    Właśnie tak myślałem, taki z Ciebie ekspert od Polskich gór. Masz
                    swoje zdanie, które sobie wyrobiłeś na podstawie jakiś odległych
                    doświadczeń i wypisujesz mądrośći na necie. A tu sprawa nie jest
                    prosta. Sa w Polkich górach miejsca fajnie zorganizowane i wołające
                    o pomstę do nieba. Ja znam kilka takich miejsc, które lubię. W
                    jednym spędzam co roku okres świateczno-sylwestrowy. Nie nastawiam
                    się na brak ludzi. Jeżdże swoim systemem i zawsze się wyjeżdżę. Nie
                    daleko są też mniejsze ośrodki dla urozmaicenia. Oprócz tego mam ze
                    dwa tygodniowe wypady w Alpy i dwa weekendowe na Słowację. Uważam,
                    że Małopolska nie ma powodów do kompleksów w stosunku do Słowacji
                    pod względem infrastruktury. Zresztą Słowacy od kiedy mają EUR coraz
                    częściej korzystają z naszych miejscówek.

                    Co do przygotowania tras: jak się przychodzi na otwarcie wyciągu to
                    w Polsce tak jak w Alpach jest zwykle "sztruks". Jak jest w miarę
                    świeży śnieg to po południu jest muldziasto. Wtedy często słyszę
                    biadolenie na przygotowanie tras. Ile razy słyszałem od
                    jakiegoś "eksperta" który zjawia się na stoku przed samym południem,
                    że trasy to pewnie od kilku dni ratraka nie widziały. Ludzie do
                    Polski mają jakąs inną miarę. W Alpach to jakoś nikt nie zauważa, że
                    jak w nocy padał śnieg to w południe na ściankach też robią się
                    muldy.
                    • ortodox Re: Kryzysowe polskie stoki - co czeka narciarzy 24.11.09, 15:00
                      Jasiu, nie szafuj "ekspertami". Nie jesteś w stanie mi ubliżyć :)
                      Nie muszę jeździć każdego roku w polskie góry, bu sprawdzać jak jest teraz. Mam jednak rękę na pulsie i wiem, że z roku na rok nie jest lepiej. Przejeżdżam przez nasze góry co rok, gdy jadę w Alpy. Tyle mi wystarczy, by sobie popatrzyć. Co z tego, że dołożą ( co najwyżej) jakieś nowe krzesełko, czy nawet gondolę i rozładują przynajmniej częściowo kolejki do wyciągu? Skoro jednocześnie nie przybywa tras i jest gęsto. Może to dla Ciebie jest wyjeżdżenie. Dla mnie nie. Pokaż mi tę Twoją Corsę? Gdzie ona jest i ile ma km tras, bo wybacz, ale na jedno popołudnie nie mam zamiaru jechać, żeby tylko kości rozprostować. Pokaż mapki z tych wspaniałych miejsc. Co z tego, że masz sztruks od 8,00 do 8.30. W Alpach znam miejsca, gdzie mam go po południu, do ostatniego zjazdu, a na stoku świetnie przygotowanym mogę być przez cały dzień niemal sam. O czym Ty Jasiu do mnie rozmawiasz?
                      pozdro. ;)
                      • Gość: volta2 Re: Kryzysowe polskie stoki - co czeka narciarzy IP: 213.172.87.* 24.11.09, 15:31
                        oj, wcinam się pewnie w dyskusję, ale dziś wyjątkowo mi blisko do poglądów
                        ortodoxa, w polsce syrenka na łysych oponach to i tak dla mnie komplement:)
                        ja bym to do pojazdu niemotorowego porównała, np. furmanka, bryczka - to
                        już w wersji lux.

                        jasiu, cóż z tego że ty się wyjeździsz przy odpowiedniej taktyce - ja nie
                        po to jadę na narty by taktyki jakieś stosować i o 8 rano być na wyciągu -
                        do tej pory zdarzyło mi się tak raz, chyba w sylwestra jak mnie wujek
                        ściągnął o wschodzie słońca z łóżka - i żeby było szybciej, to nie dał mi
                        w spokoju nakarmić dzieciaka - dodam piersią nakarmić:)

                        owszem, przez 3 czy 4 godziny jeździliśy solidnie i po sztruksie bo każdy
                        ten dzień rezerwował na czekanie do północy i nikt się rano nie spieszył
                        na stok. ale na miłość boską - to nie o to chyba chodzi, by przechytrzać
                        pozostałych narciarzy?
                        ja omijam beskid śląski - bo nie chce mi się stać w kolejkach między tymi
                        co mają godzinę jazdy do wyciągu i co łikend jeżdża w wiśle -
                        oszczędnościowo, bez noclegu.
                        może takim osobom pasują polskie góry, bo nie tracą czasu na dojazd,
                        pieniędzy na nocleg a zatem przymykają oczy na "pewne niedogodności",
                        takie jak: stok o dł. 600m, kolejka do orczyka-wyrwirączki, co pole to
                        osobny karnecik.

                        dodam, że w kameralnym ośrodku w austrii z dwójką dzieci zjawiałam się pod
                        wyciągiem po normalnym, czyli na ciepło śniadaniu, po ubraniu krasnali,
                        oddaniu ich do darmowej prawie przechowalni - bawialni 1ojro za 1 godzinę,
                        cyzli tak o 10 rano - na czarnej trasie miałam sztruks do późnego
                        popołudnia, na niebieskich polach, bo to nie trasy były, tylko pola(bez
                        miedz) sztruks był do 12-13-tej.
                        a to był ośrodek w ausstrii pewnie kat. D. albo i nie kategoryzowany z
                        uwagi na 40 km tras:)
                        • Gość: o_andrzej Re: Kryzysowe polskie stoki - co czeka narciarzy IP: *.cyf-kr.edu.pl 24.11.09, 16:20
                          > oj, wcinam się pewnie w dyskusję, ale dziś wyjątkowo mi blisko do poglądów
                          > ortodoxa, w polsce syrenka na łysych oponach to i tak dla mnie komplement:)
                          > ja bym to do pojazdu niemotorowego porównała, np. furmanka, bryczka - to
                          > już w wersji lux.

                          To ja sie tez wetne, bo mnie z kolei blizej do pogladow Jasia. Slabo znam
                          osrodki w zachodniej Polsce i niewiele lepiej na Slasku. Znam za to nienajgorzej
                          kilka osrodkow w Malopolsce, osobiscie lub wiem o nich duzo od bliskich
                          znajomych. Np. nigdy nie bylem w Krynicy (bylem, ale bardzo, bardzo dawno) czy
                          Wierchomli, ale nasluchalem sie mnostwo. Porownanie do Corsy i Syrenki wydaje
                          sie akuratne. Nie mozna wszystkich osrodkow wrzucac do jednego worka. Powstaja
                          wciaz nowe, zmienia sie i unowoczesnie infrastruktura. Taki niedawno otwarty
                          Jurgow czy Limanowa okreslilbym jako Fiata Pande, a Dwie Doliny czy Krynice
                          wlasnie jako Corse. Syren tez oczywiscie nie brakuje. :)

                          Nigdy nie narzekalem na przygotowanie tras, w Polsce czy w Alpach. Ba, im gorzej
                          przygotowane tym lepiej dla mnie, bo nie lubie jezdzic po rownych, jak dla mnie
                          nudnych, trasach. Ale to moje osobiste preferencje. Mimo wszystko porownujac
                          stan tras w Polsce i tych uczeszczanych alpejskich, nie widze wielkiej roznicy.
                          Na poczatku dnia wszedzie jest rowno, pozniej, gdy trasy sa uczeszczane, a
                          temperatura wysoka i slonko grzeje, wszedzie zaczyna byc grzasko. W Seolden czy
                          Cortinie np. Tak sie sklada, ze w obu tych osrodkach, bylo nie bylo, jednych z
                          najlepszych w Alpach bylem w podobnych warunkach pogodowych, na poczatku marca
                          (a moze z koncem lutego). Rano trasy byly rowniutkie, lekko zmrozone, po
                          poludniu, miejscami przypominaly jedna wielka bryje. Nawet, gdy jezdzilem
                          wysoko. Pamietam np., zjazd z Ra Valles w Cortinie. Stromo, muldy po pachy i
                          koszmarnie miekko. Tylko raz przezylem podobne warunki..., nie, nie w Polsce, w
                          Soleden na czarnej 25-ce. Podobnie zjazd w Fogaridzie po calym dniu do Marilevy
                          1400. Wasko, muldziasto, grzasko, tloczno. Gorzej niz w Kasinie.

                          Nikt rozsadny nie twierdzi, ze dobre polskie osrodki sa lepsze niz te alpejskie.
                          Ale, gdy pogoda dopisuje, trafiaja sie miedzy nimi dobre, w ktorych naprawde
                          mozna sobie pojezdzic na nartach i czerpac z tego niemalo radoche. Duzo taniej
                          niz w Alpach. Nie mozna nie doceniac wysilkow wlascicieli, ktorzy staraja sie
                          jednak w tych naszych polskich skromnych warunkach cos zrobic. I udaje im sie, a
                          najlepszym tego dowodem jest wysoka frekwencja na polskich stokach.
                          • ortodox Re: Kryzysowe polskie stoki - co czeka narciarzy 24.11.09, 16:56
                            Andrzeju, jeśli lubisz zniszczone tłumem narciarzy trasy, jeśli lubisz ciąć tę samą trasę w kółko 50 razy, jeśli masz do tych tras 50-100km i na dobrą sprawę rano wyjeżdżasz, a wieczorem wracasz ... to ja się nie dziwię że Ci to odpowiada. Ty nie potrzebujesz 1200km tras, bo wystarczy Ci 10 :) Ok. Ale przyjmij do wiadomości, że są tacy, którym takie jeżdżenie nie pasuje. Nie każdy lubi leżeć pod samochodem i wymieniać co 1500km przeguby, ale wiem,że są tacy co lubią takie rzeczy. Chwała im za to, że zasilają swoja gotówką polskich górali i nie narzekają. Ja do nich nie należę i na dobrą sprawę nie znam bliżej nikogo, kto po wyjeździe w Alpy nadal chce wracać w nasze góry, a ma podobne do moich preferencje.
                            Jak widzisz, wszystko zależy od oczekiwań. Nie pisz jednak, że trasy w Polsce są podobnie przygotowane do tych w Alpach, bo to jest śmieszne. Nie są, bo nie mogą być. To kwestia sporych pieniędzy, których ciągle u nas nie ma. Tak samo jest z naszymi drogami, jeśli już jesteśmy przy temacie samochodowy. Podobnie jest ze stanem tras po kilku godzinach. Oczywiście są trasy w Alpach, gdzie te muldy są.
                            Zależy od pogody, miejsca ... ale jeśli nie chcesz ich widzieć, to takie miejsce możesz znaleźć i to jest różnica. Fiat Panda ? Hmmm może i jakiś ośrodek zasługuje na takie porównanie, ale to słaby komplement. Większość to niestety Syrenki, ale przecież "kochamy Syrenki" ... jednak nie wszyscy ;) To było dobre w latach 70tych.
                            Trochę się od tego czasu zmieniło w świadomości ludzkiej i potrzebach, ale także w możliwościach. Prawda, że nie jeździsz Syrenką?
                            pozdro.
                            • Gość: o_andrzej Re: Kryzysowe polskie stoki - co czeka narciarzy IP: *.cyf-kr.edu.pl 24.11.09, 17:21
                              > Trochę się od tego czasu zmieniło w świadomości ludzkiej i potrzebach, ale takż
                              > e w możliwościach. Prawda, że nie jeździsz Syrenką?

                              Totez nie twierdze, ze polskie stacje zastapia te alpejskie. Nigdy tak sie nie
                              stanie, no chyba ze racje ma prof. Jaworski, uparcie wciaz powtarzajacy o
                              nadchodzej epoce lodowej. Nawet i wtedy lepiej bedzie w Alapach. Ja tylko
                              namawiam do wiekszej sprawiedliwosci w ocenie polskich osrodkow. Unikaniu
                              stereotypow. Bowiem sa lepsze i gorsze. Bardziej sie starajace i te mniej. Procz
                              takich 1-2 dniowych jezdzcow jak ja, wiele niebogatych polskich rodzin tez moze
                              rozwazyc wyjazd do polskich osrodkow. Dla nich alternatywa jest wyjazd w Polske
                              lub w ogole.

                              Trasy w Polsce, te ktore znam, sa przygotowane calkiem starannie. Naprawde nie
                              gorzej niz te alpejskie. Problem zaczyna sie po kilku godzinach uzywalnosci.

                              Syrenka nigdy nie jezdzilem, nawet maluchem niewiele (ojciec posiadal takowego i
                              mi go od czasu do czasu pozyczal). Moim pierwszym samochodem byl VW 1302, slynny
                              Garbus, bynajmniej nie nowy. Sluzyl mi/nam, bagatela, 12 lat, czyli osiagnal
                              dojrzalosc, by w wieku 20-lat udac sie na zasluzony odpoczynek (do konca byl
                              sprawny). A teraz moj Passat dobija 18-ki, choc powoli i niechetnie zaczynam sie
                              rozgladac za czyms nowszym. :)
                        • Gość: adi Re: Kryzysowe polskie stoki - co czeka narciarzy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.09, 17:26
                          To ja też się wetne w rozmowe.Mi również bliżej jest do poglądów
                          Jasia.Nie twierdze że możemy się równać do Alp,gdyż byłoby to nie
                          poważne,choćby dlatego że takie Alpy są 280 razy większe od naszych
                          Tatr.Natomiast twierdzenie że u nas nic się nie dzieje jest
                          kompletną bzdurą.Czy nowoczesne kanapy wyprzęgowe Dopellmayer można
                          porównać do syrenki?W takiej Białce,Jurgowie,Czarnej Górze czy
                          Bukowinie co roku powstaje jakaś nowa kanapa.Widać Ortodox że
                          faktycznie dawno nie byłeś na nartach w Polsce. Czy nie myślałeś
                          żeby wyemigrować na stałe np do Austri,bo dlaczego masz się męczyć
                          np na polskich dziurawych drogach jak tam masz wszędzie
                          autobahne,przecież nasze drogi to też syrenki?
                          • ortodox Re: Kryzysowe polskie stoki - co czeka narciarzy 24.11.09, 20:32
                            Pisząc o Syrence, oczywiście nie miałem na myśli tylko wyciągów
                            Dopellmayer, choć te zapewne szczytem techniki też nie są. Chodzi o całościowy obraz naszego narciarstwa zjazdowego, choć o biegowym można by napisać to samo. Nie twierdzę też, że u nas nic się nie dzieje.Gdzieś to wyczytał? To jest dokładnie tak jak z naszymi drogami. Coś robi się, ale potrzeby i rozwój motoryzacji ( narciarstwa) jest w znacznej dysproporcji do inwestycji. i choć coś się zrobiło tu i tam, to zamiast lepiej, jest gorzej. Przecież nawet Syrenka była znaczącym krokiem do przodu w rozwoju naszej motoryzacji ;) Jak się potem okazało, był to zbyt mały krok :) Oczekiwania społeczne były dużo większe, choć przekonywano nas o zaletach dwusuwa ;) Co z tego, że powstaje nowa kanapa? Trasy są równie potrzebne, a może nawet bardziej. Brak terenów, animozje pomiędzy właścicielami, chęć dorobienia się w krótkim czasie, brak wystarczających kapitałów, niezrozumienie istoty narciarstwa i związanego z nim biznesu, to główne bolączki naszego "przemysłu" narciarskiego. możesz udawać, że tego nie widzisz. Twoja rzecz.
                            Jeśli chodzi o moją emigrację, to zaraz widać, że jesteś tu nowy, albo czytasz po łebkach. Inaczej wiedziałbyś, że jeśli miałbym już gdzieś emigrować, to były by to Włochy. Ale nie do Austrii.
                            Powiem tak. Nie ma dnia, bym nie myślał o tym, by wyprowadzić się w Dolomity. Ale nie ma to nic wspólnego z nartami, drogami. Tam, po prostu jest pięknie, a życie tam byłoby rajem ;) Wiesz jednak, że to nie jest takie proste, jednak niech żywi nie tracą nadziei. Kolejne losowanie już dzisiaj ... w przerwie ;))))
                            pozdro.
                            • Gość: o_andrzej Re: Kryzysowe polskie stoki - co czeka narciarzy IP: *.ghnet.pl 24.11.09, 22:06
                              > Powiem tak. Nie ma dnia, bym nie myślał o tym, by wyprowadzić się w Dolomity. A
                              > le nie ma to nic wspólnego z nartami, drogami. Tam, po prostu jest pięknie, a
                              > życie tam byłoby rajem ;)

                              Wielu ludzi mysli podobnie, moze nie w odniesieniu do Wloch i Dolomitow, ale
                              poludnia Europy i slonca. Na poludniu Francji mozna spotkac cale wioski
                              angielskie czy holenderskie. Wykupuja domy, stawiaja nowe i zjezdzaja na
                              wakacje, a pozniej, gdy osiagaja odpowiedni wiek - na emeryture. Do morza
                              blisko, w Alpy tez, zwlaszcza te Maritimes (Alpes Maritimes). Podobnie jest w
                              Toskanii o czym przekonuje nas film "Pod sloncem Toskanii", choc tu troche dalej
                              do gor.
                          • volta2 Re: Kryzysowe polskie stoki - co czeka narciarzy 24.11.09, 21:08
                            Czy nowoczesne kanapy wyprzęgowe Dopellmayer można
                            porównać do syrenki?W takiej Białce,Jurgowie,Czarnej Górze czy
                            Bukowinie co roku powstaje jakaś nowa kanapa.

                            jak dla ciebie oznaką luksusu jest kanapa, to ok, może jesteś zadowolony.
                            ja nie o kanapie piszę, bo nie na kanapie jeżdże na nartach a po trasach
                            zjazdowych - i powiedz mi, co mi po kanapie skoro ona obsługuje 1,2,3
                            trasy zjazdowe o dł. 1000,1500 czy jak gondola w krynicy 2500metrów
                            długości.

                            krynica dla mnie jest faktycznie ok, ale tylko na pierwszy rzut oka, bo
                            niby gondola bo fajne parę km długości tras łącznie - tylko jak się
                            jeszcze doda cenę karnetu dziennego(a chyba nie ma opcji zniżkowego
                            wielodziennego) to już zaczyna być i straszno i śmieszno.

                            w austrii też miałam 1 gondolę, potem tylko 2 kanapy - to wystarczyło do
                            obłsłużenia 35-40 km tras za kwotę 90 zeta dziennie z dwójką dzieci za
                            darmo(zniżka 100% z racji młodego wieku)
                            • Gość: Jasiu Re: Kryzysowe polskie stoki - co czeka narciarzy IP: *.ing.nl 25.11.09, 10:20
                              Nie rozumiem biadolenia na temat karnetów. Mamy w Polsce gospodarkę
                              rynkową. Ceny karnetów wyznacza się na podstwie popytu i podaży. Nie
                              ma obowiązku korzystania z Polskich stoków. Widząc tłumy na
                              niektórych stokach mam wrażenie, że karnety są u nas za tanie.
                              Narciarstwo to taki biznes lokalny. Wierchomla ustalając karnety
                              patrzy na Jaworzynę, lub trochę dalej na Podhale i ośrodki
                              Słowackie. Ceny w Alpach nie mają nic do rzeczy, bo Wierchomla nie
                              konkuruje z Alpami. Polskie góry to trochę inny produkt turystyczny
                              niż Alpy. Nigdy nie będą przypominać z Alp z przyczyn oczywistych.
                              Porównywanie tego produktu do Syreny na łysych oponach jest
                              krzywdzące dla ludzi, którzy dziesiatkami inwestycji zrobili dużo
                              aby ten produkt poprawić. Opinie kolegi Ortodoxa, są bardzo
                              charakterystyczne dla pewnej grupy "neofitów Alpejskich". Przejazd
                              DK przez południową granicę nie oznacza "bycia na bierząco z
                              sytuacją". Nie jest też nim, czytanie tego forum. Krótko mówiąc jak
                              się nie pije wina, to się na temat regionów winnych, smaków i
                              roczników nie wypowiada.
                              • ortodox Do Jasia ... 25.11.09, 11:27
                                Nasze góry nie konkurują z Alpami? Ciekawe, dla większości narciarzy z Polski chyba jednak konkurują. To właśnie dlatego cokolwiek tam się robi. Gdyby jeszcze było nieco mniej takich jak Ty, którym jest wszystko jedno gdzie i za ile i po czym jeżdżą, a więcej tych co znają wartość pieniędzy i wiedzą czego można za nie oczekiwać, było by znacznie lepiej. Prawdę piszesz Jasiu, popyt stanowi o cenie i tu się z Tobą zgadzam. Jest jednak konkurencja i każdy jedzie tam, gdzie mu pasuje. Niektórym góralom rzeczywiście wydaje się, że Alpy to gdzieś daleko a cepry i tak przyjada i dlatego jest jak jest.
                                Jasiu, a gdzie jest ta Twoja Corsa? Podaj mi mapkę lub link do tego miejsca, bo może coś mi umknęło. Prosiłem Cię o to wcześniej, ale jeszcze nie napisałeś. Przy okazji, zapytam też Ciebie Jasiu, czy długo już jeździsz zdezelowana Syreną na łysych oponach i bez przeglądu? Bo przecież samo spojrzenie na to cacko nie wystarczy, żeby sobie wyrobić zdanie o czekającej satysfakcji z jazdy.
                                pozdro.
                          • elpik Re: Kryzysowe polskie stoki - co czeka narciarzy 25.11.09, 08:53
                            To i ja się podepnę, głosując na Jasia :)
                            Alpy traktuję jako taką wisienkę na torcie na koniec sezonu.
                            A w sezonie jeżdżę na nartach w Polsce, średnio raz w tygodniu, nabierając wprawy i kondycji, trenując jazdę po muldach, po oblodzonym stoku oraz refleks w wymijaniu przetarć :)
                            Gdybym miał jeździć na nartach 7 dni w roku albo jak już tu gdzieś padło 7 dni/2 lata, chyba bym sobie dał spokój.
                            • ortodox Re: Kryzysowe polskie stoki - co czeka narciarzy 25.11.09, 10:03
                              A mnie się wydaję, że pomyliłeś forum z urną do głosowania ;)
                              Równie dobrze mogą mylić się Ci inne niemniej ważne rzeczy :)
                              Nie mniej jednak, potwierdzasz starą prawdę, że punkt widzenie zależy od miejsca siedzenia. Dlatego właśnie ludzie Twojego pokroju nie potrafią zrozumieć innych.
                              No, to pojechałem po Tobie, ale nie bez powodu ;) To za ten spokój, który dał byś sobie, a inni nie dają i chwała im za to. Bo nawet tydzień w roku na nartach, wart jest zachodu, ale Ty tego i tak nie zrozumiesz.
                              pozdro.
                                • ortodox Re: Kryzysowe polskie stoki - co czeka narciarzy 25.11.09, 11:41
                                  Czytasz więcej, niż napisałem. Mnie nie wystarczy jeden tydzień a tym bardziej, tydzień na dwa lata. Zazwyczaj jadę w Alpy na dwa tygodnie, czasem na więcej w roku i to też mi nie wystarcza :) Nie zmiana to oceny, że wolałbym tydzień w Alpach raz na dwa lata, niż tydzień w naszych górach co rok, a zapewne z tego wyciągasz niewłaściwe wnioski. No dobra, ale skoro głosowałeś już na Jasia, to co jest dla ciebie tą Corsą? Niech się dowiem. Czy to może ukryty stok, a wiedza o nim jest okryta ścisłą tajemnicą :)
                                  pozdro.
                                  • rpodolak Re: Kryzysowe polskie stoki - co czeka narciarzy 25.11.09, 12:02
                                    jak dla mnie (jeżeli mogę się włączyć) taką "corsą" są ośrodki:
                                    Spidlerovy Mlyn, Harrahov, Pec pod Snezkou, Cerna Hora w Janskich
                                    Laznach (nie mylic z Czarną Górą) i kilka mniejszych - czeskie
                                    resorty są naprawdę prowadzone na wzór alpejskich jeżeli idzie o
                                    infrastrkturę, ceny(chodzi mi o znizki, karnety na całe regiony itp)
                                    i przygotowanie stoków, ustępują tylko pod względem ilości i
                                    położenia tras - ale to już jest przyczyna "obiektywna"
                                    Natomiast z Polskich korzystam tylko z otwartej w zeszłym sezonie
                                    Kolei Gondolowej w Świeradowie - oświetlony stok, nowa gondolka jak
                                    w Alpach, super przygotowana trasa(2,5km) naprawdę nie ma się do
                                    czego przyczepić - jedyne minusy to cena i brak alternatywnych tras -
                                    ale biorąc pod uwagę, że mogę tam byc w 30 min (a wieczorem
                                    oświetloną trasę widzę z okna :-) daje to dużo radości.
                                    zgadzam się z elpikiem - tydzień czy nawet dwa na nartch to mało -
                                    zima trwa od grudnia do marca!Jeżeli tylko pogoda i czas na to
                                    pozwala - w prawie kazdą niedziele staram się wyskoczyc na mniejszą
                                    lub większą górkę - natomiast wyjazd w Alpy to "deser"
                                    pzdr
                                    • Gość: volta2 Re: Kryzysowe polskie stoki - co czeka narciarzy IP: 213.172.80.* 25.11.09, 13:20
                                      wszystkie ośrodki są w czechach, więc jakby temat ominięty, zaś naprawdę
                                      gondola i 2,5 km ci wystarcza? no to faktycznie - ja nie mam pytań.

                                      z drugiej strony - ja nie mówię, że polskich ośrodków nie odwiedzam, bo
                                      faktycznie zaglądam do krynicy, jeżdżę w polsce najczęściej na magurze -
                                      do tej pory było tanio, nierozreklamowane miejsce a ludzi i tak tłum, no i
                                      za noclegi i wyżywienie nie płaciłam. więc łikend jak najbardziej - tak,
                                      przy okazji rodzinę wpadło się odwiedzić.

                                      ale fanu z czegoś takiego to ja nie mam, nie mogę powiedzieć że jaworzyna
                                      mi wystarcza. w połączeniu z kolejkami i ceną - a nie da się o tym nie
                                      rozmawiać - bardzo traci na jakości.

                                      i naprawdę - gondola dla mnie to nie wszyskto, ja muszę mieć trasy a nie
                                      godnole. jak się świeradów rozwinie - to jak najbardziej, zrozumiem, że
                                      można mówić o corsie - z gondolą i jedną trasą - to do corsy daleko:)
                                      ale to moja opinia i nikt nie musi jej podzielać.


                                      co do tego, że u nas tłok na stokach - znam wielu ludzi z mojej pracy,
                                      którzy jeżdżą na nartach - wystarcza im tylicz,np.
                                      bo są niskie ceny noclegu
                                      bo nie znają języka
                                      bo austriaka się boją, że ich oszuka
                                      bo nigdy za granicą bez pilota nie byli
                                      bo trzeba prowadzić auto po autostradzie a tam policja łapie i 100 euro
                                      łapówki chce:)
                                      bo jak słyszą o euro to się czerwona lampka w oczach świeci - uwaga, drogo!
                                      i nie dociera do nich że dniówka w krynicy to 80 zeta a austrii byle gdzie
                                      100 zeta.

                                      bo najważniejsze - boją się tych tras, tych czerwonych kresek na mapkach,
                                      bo oni pewnie w tym tyliczu mają kłopoty by zjechć.(koleżanka, którą
                                      namawiałam na ucho mi powiedziała, że ona by chyba nie dała rady
                                      przejechać taką trasą czerwoną)

                                      • rpodolak Re: Kryzysowe polskie stoki - co czeka narciarzy 25.11.09, 13:50
                                        wszystkie ośrodki są w czechach, więc jakby temat ominięty, zaś
                                        naprawdę
                                        gondola i 2,5 km ci wystarcza? no to faktycznie - ja nie mam pytań

                                        mie mówie, że 2,5km trasy mi wystarcza ale stwierdzam, że wolę te
                                        2,5km i troche zabawy na tej lub innej górce niż siedzenie przed
                                        internetem i kontemplowanie tras w Alpach na które dopiero pojade
                                        lub na wspominanie tych na których byłem.

                                        Żeby było jasne - ja też jeżdże w Alpy, tez uważam że jest tam
                                        lepiej niż w PL ale nie przekreslam naszych(a zwłaszcza czeskich)
                                        gór - które stanowią uzupełnienie jazdy na nartach - bo tak jak
                                        mówiłem - wyjazd w Alpy to najczęściej tylko tydzień a zima ma 3
                                        miesiące
                                    • ortodox Re: Kryzysowe polskie stoki - co czeka narciarzy 25.11.09, 13:48
                                      rpodolak napisał:
                                      > ... nowa gondolka jak
                                      > w Alpach, super przygotowana trasa(2,5km) naprawdę nie ma się do
                                      > czego przyczepić - jedyne minusy to cena i brak alternatywnych
                                      > tras - ale biorąc pod uwagę, że mogę tam byc w 30 min (a
                                      > wieczorem oświetloną trasę widzę z okna :-) daje to dużo radości.
                                      ---------------------------------
                                      No Dobra, jak będę miał taką trasę i gondolę pod domem, to też spróbuje na niej pojeździć. Jak na razie, nic takiego u mnie nie budują ;) Czy warto tam pojechać na tydzień ( 2tygodnie) ? Wątpię.
                                      =======================================
                                      > zgadzam się z elpikiem - tydzień czy nawet dwa na nartch to mało -
                                      > zima trwa od grudnia do marca!Jeżeli tylko pogoda i czas na to
                                      > pozwala - w prawie kazdą niedziele staram się wyskoczyc na
                                      > mniejszą lub większą górkę - natomiast wyjazd w Alpy to "deser"
                                      -----------------------------------
                                      Trudno się nie zgodzić, że tydzień czy dwa w górach to mało. Ale tydzień czy dwa w naszych górach, to niewspółmiernie mniej niż to samo w Alpach. Tego chyba większość z Was (głosujących na Jasia) nie rozumie. To chyba jakiś wirus śląsko-podkarpacko-podbeskidzki ;)
                                      pozdro.
                                  • Gość: o_andrzej Re: Kryzysowe polskie stoki - co czeka narciarzy IP: *.cyf-kr.edu.pl 25.11.09, 12:47
                                    > No dobra, ale skoro głosowałeś już na Jasia, to co
                                    > jest dla ciebie tą Corsą?

                                    Na pewno Kasprowy, choc nie w dniach bardzo tlocznych, bo ludzi tam nigdy nie
                                    brakuje. Nawet nie Corsa, a Astra, choc z ubogim wyposazeniem. ;)

                                    Kandydatami na Corse sa Dwie Doliny i Krynica oczywiscie, gdy snieg dopisze.
                                    Niestety nie bylem. Panda sa Kluszkowce, moze Jurgow. O Bialce nie pisze, bo
                                    jest bardzo specyficzna, a przede wszystkim przeludniona. Seicento sa male
                                    osrodki malopolskie typy Kasina, Rabka, Lubomierz, Limanowa, Rytro.

                                    Syrenka sa np. Koninki ze sredniowiecznym wyciagiem.

                                    Faktycznie mamy rozne punkty widzenia i trzeba sobie z tego zdawac sprawe. Dla
                                    nas poludniowcow, wyjazd na narty to chwila moment. Od decyzji do znalezienia
                                    sie na trasie mija 1 - 1.5 h. Mamy wiec troche inna perspektywe. Zle mi sie
                                    mieszkaloby z dala od gor, bardzo zle znosze plaskie mazowiecki czy
                                    wielkopolskie pejzaze, irytuja mnie. Ale troche rozumiem mentalnosc narciarzy
                                    nizinnych (bez urazy). Jako byly zeglarz, tez marzylem z odlegosci kilkuset km o
                                    mazurskich jeziorach, na ktorych bywalem raz w roku. W miedzyczasie draznilem
                                    sie plywajac po krakowskich Bagrach czy w Kryspinowie, czyli czyms bedacym
                                    odpowiednikiem Gorki Szczesliwickiej dla warszawskich narciarzy. Podobne
                                    tesknoty i marzenia maja widsurfingowcy z poludniowej Polski biegnac myslami do
                                    helskich plaz czy np. odleglej Pressonissi na Rodos (mekka deskarzy). W pewnym
                                    sensie oni sa wiekszymi pasjonatami niz Ci, ktorzy moga realizowac swoja pasje
                                    bez wiekszych wyrzeczen, tak jak my, Krakusy jazde na nartach. Nigdy nie zapomne
                                    pewnego Warszawiaka, ktory w co drugi, a moze i czesciej, weekend wyjezdzal
                                    nocnym pociagiem do Zakopanego, niedospany jezdzil w sobote na Kasprowym, spal w
                                    Kuznicach, jezdzil w niedziele i nocnym pociagiem jechal do Warszawy by
                                    niedospany pojsc do pracy. A bylo to, bagatela, jakies 40 lat temu! Wtedy
                                    wolnych sobot jeszcze nie bylo, ale on sobie je jakos organizowal, byc moze
                                    biorac urlop. A pociag z Krakowa do W-wy jechal jakies 6 h. i tylez samo z K-wa
                                    do Zakopanego.
                                    • ortodox Re: Kryzysowe polskie stoki - co czeka narciarzy 25.11.09, 13:33
                                      Mamy różny punkt widzenia, ale to nie powinno mieć wpływu na ocenę polskich stoków jako całości. Trzeba tę sama miarę przykładać do Alp i naszych gór. Bo niby dlaczego nie? Kierowanie się tu odległością( dostępnością) nie jest właściwe. Jeśli już jesteśmy przy samochodowych porównaniach, choć chyba nie jest to najsensowniejsze( ale nie ja to zacząłem) ... idąc tą drogą, można by dojść do wniosku, że Polonez jest równie dobry jak Passat, bo mnie na niego stać. Czy tak jest? Śmiem wątpić choć nigdy Poloneza nie miałem. Co do Kasprowego ... Andrzeju, jaka tam z niego Astra. Chyba, że bierzesz pod uwagę trudność tras, albo wysokość, widoki ... . Sam fakt czekania tyle czasu na wjazd (choć się podobno poprawiło) dyskwalifikuje to miejsce jako godne zainteresowania dla narciarza chcącego spędzić czas na nartach a nie w kolejce. Poza tym sami przedstawiciele PKL piszą w omawianym artykule dlaczego tym stokom daleko do słowackich, o alpejskich nie mówiąc. A jak zamkną kolejkę na Kasprowy z byle powodu, jaka jest alternatywa w pobliżu?
                                      Ty zrobisz krzywą minę i pojedziesz do domu. Tym, którzy przyjechali tam na tydzień zostanie Białka. Jeśli mamy wiec chwalić nasze stoki za to, że w ogóle są, to ja ja się pod tym nie podpiszę i namawiać będę do niepodpisywania się.
                                      pozdro.
                                      • Gość: Jasiu Re: Kryzysowe polskie stoki - co czeka narciarzy IP: *.ing.nl 25.11.09, 15:08
                                        Kolego Ortodox należysz do ludzi, którzy mają swój pogląd na pewne
                                        rzeczy i odpuszczą ani na centymentr. Ja też tak mam do pewnego
                                        stopnia, ale moje poglądy wynikają z wieloletnich doświadczeń
                                        osobistych. Ja spędzam na nartach lub snowboardzie ok 25 dni w
                                        sezonie. Mieszkam w środkowej Polsce. Oprócz 12 dni w Alpach
                                        (głównie w Włoszcech lub Austrii) resztę spędzam w Polsce
                                        lub "Czecho-Słowacji". Zgadzam się tu ze wszystkimi argumentami
                                        dotyczącymi wyższej jakości, opłacalności większości ośrodków
                                        alpejskich itd. Mój najdłuższy wyjazd jest między świętami. Jeżdże w
                                        tym okresie, nie dlatego że jest to mój ulubiony okres, ale dlatego
                                        że mi zamykają pracę i uznałem, że wolę tłoczyć się w kolejce do
                                        wyciągu niż leżeć przed telewizorem. Jadę w polskie góry, ponieważ
                                        byłem w tym okresie 2 razy w Alpach i byłem zawiedziony. W Alpach
                                        też jest tłoczno w tym okresie. Sam stałem wielokrotnie w kolejce do
                                        wyciągu po 20 minut. Jakość śniegu też często nie była taka jak w
                                        lutym lub marcu. Więc skoro nie jest to najlepszy czas na Alpy to
                                        mogę zoszczędzić 900 km drogi i pojechać w nasze góry. Poza 4
                                        godzinami (od 11 do 15) jeździ się nawet w tym okresie całkiem
                                        przyjemnie. Poz tym lubię skoczyć na 2 dni w marcu na Podhale i
                                        Kasprowy. Wtedy jadę na prognozę pogody, raczej spontanicznie. W
                                        taki dzień na Kasprowy można wjechać bez stania w kolejce, a do
                                        krzeseł jest jak w Alpach (zero kolejek). Absolutnie jestem sobie w
                                        stanie wyobrazić tygodniowy wyjazd w marcu do Zakopanego. Oprócz
                                        Kasprowego, co dziennie można jechać do innego małego ośrodka. Jest
                                        ich tam pełno (Szymoszkowa, Harenda, Małe Ciche, Witów, Koziniec,
                                        Hawrań, Rusin-Ski). Wszędzie krzesła, fajna gastronomia. Polskie
                                        ośrodki traktuje jako uzupełnienie oferty narciarskiej. Nie oczekuje
                                        warunków alpejskich. Tak jak nad Bałtykiem nie oczekuje warunków
                                        śródziemnomorskich. Mała i pulchna dziewczna nigdy nie będzie Miss
                                        Polski i ma prawo aby oceniać jej urodę inną miarą. Ja akceptuję
                                        kraj w którym mieszkam, jego ograniczenia i cieszę że wszystkich
                                        postępów które robi. Preferuję podejście pozytywne.
                                        • ortodox Re: Kryzysowe polskie stoki - co czeka narciarzy 25.11.09, 16:18
                                          Nie ustępuję nawet na centymetr, bo wiem co mówię, a my tu nie musimy dojść do konsensusu i uzgadniać wspólnego stanowiska. Każdy przedstawia swój punkt widzenia i swój tok rozumowania.
                                          Nie zmienię zdania o urlopie narciarskim w Polsce, bo mam swoje doświadczenia i nie mam zamiaru ponownie się doświadczać. Dam radę wytrzymać bez nart jakiś czas jak sobie dobrze pojeżdżę. Nie jestem monotematyczny i nie mażę o nartach wiosną latem i jesienią, bo i zimą jest co robić oprócz nart.
                                          No dobra, ja też preferuję podejście pozytywne i żeby sobie tego pozytywnego nastawienia nie psuć, jeżdżę w Alpy, ale nie w święta, tylko w styczniu. Nie muszę wtedy spoglądać na pogodę, na jakiś luźniejszy dzień na stokach. Przyjeżdżam i wiem, że kolejne dni spędzę na nartach. To pewne jak w banku. Żadnych stresów, żadnych obaw i wątpliwości, a poniesione koszty są adekwatne do uzyskanych przyjemności. Tego nie zagwarantują mi nasze góry. Nie tarabaniłby się 1400km tylko po to, żeby pogadać sobie po włosku.
                                          pozdro.
                                      • Gość: o_andrzej Re: Kryzysowe polskie stoki - co czeka narciarzy IP: *.cyf-kr.edu.pl 25.11.09, 15:51
                                        > Mamy różny punkt widzenia, ale to nie powinno mieć wpływu na ocenę polskich sto
                                        > ków jako całości. Trzeba tę sama miarę przykładać do Alp i naszych gór. Bo niby
                                        > dlaczego nie? Kierowanie się tu odległością( dostępnością) nie jest właściwe.

                                        Nie da sie przykladac tej samej miary. Nasze gory sa niskie, malutkie, zalesione
                                        (z wyjatkiem jeszcze mniejszych polskich Tatr) i czesto bezsniezne. Nie wiem czy
                                        miales okazje leciec nad Alpami w pogodny dzien. Ja mialem kilkakrotnie. Przez
                                        kilkanascie, a moze kilkadziesiat minut lecisz, a wkolo masz same gory po
                                        horyzont. Ile potencjalnych miesc do nartowania. Mimo to udalo sie cos i w tych
                                        naszych malutkich gorach zrobic i wciaz sie robi. Wybierz sie z ciekawosci
                                        kiedys do kilku osrodkow typu Kluszkowce, Dwie Doliny, Palenica w Szczawnicy.
                                        Zobaczysz, ze nie jest tak zle.

                                        A odleglosc ma duze znacznie przy wyjazdach krotkich. Na 1-2 dni nie pojade w
                                        Alpy, bo mi sie nie bedzie chcialo.

                                        Jest jeszcze jedna rzecz, o ktorej dotychczas w tym watku nie dyskutowalismy. O
                                        oczekiwaniach jakie mamy do danego osrodka czy kompleksu tras narciarskich.
                                        Naleze do osobnikow, ktorym do szczescia wystarcza 3-4 dobre trasy, najlepiej z
                                        pogranicza czerwono-czarnego. Nie odczuwam potrzeby poznawania wciaz nowych i
                                        nowych, zaliczania wszystkich tras jakie sa w okolicy. Nie rajcuje mnie to, ale
                                        zakladam, ze inni maja w tym wzgledzie inne potrzeby. W tym sensie, niektore
                                        polskie osrodki, oferujace 2-3 przyzwoite trasy zaspokajaja, ze tak powiem, moje
                                        narciarskie potrzeby. Oczywiscie, ze wole jezdzic w Alpach, ale potrafie sie
                                        narciarsko wyszumiec i w Polsce.
      • kuballa Kryzysowe polskie stoki - co czeka narciarzy w ... 08.12.09, 18:03
        zgadzam sie z przedmowcami. Jedynie zakaz opuszczania kraju zmusilby mnie do
        jazdy na polskich stokach..... czy ja powiedzialem jazdy??? ha ha a to dobre
        chcialem powiedziec czekania w kolejce na swoja kolej po 3 lub 4 godziny zeby
        wjechac na gore.... To teraz cala wine za tragiczne warunki na polskich
        stokach zwalamy na kryzys.... dobre
      • Gość: oranjefanka Kryzysowe polskie stoki - co czeka narciarzy w ... IP: 77.222.246.* 08.12.09, 21:50
        dorzuce swoja cegielke;

        po pierwszym wyjezdzie w alpy, zrobilam porownanie z polska cenowe na zasadzie
        - przeliczenie ile kosztuje mnie przejechanie 1km na nartach (tak, jestem z
        tych co sa pierwsi na stoku:)

        i fakt,o ile bezwzgledna kwota, ktora tzreba wydac w alpach jest wieksza, o
        tyle przejechany 1km kosztuje mnie mniej niz w polsce (mimo 2 os. apartamentu
        i tego, ze latamy a nie jezdzimy autem); dlatego w mojej subiektywnej
        kalkulacji alpy oplacaja sie bardziej; dodatkowym acz zupelnie niedecydujacym
        bonusem jest to, ze lubie wloska kuchnie duzo bardziej niz zakopianska a
        poludniowi tyrolczycy wydaja mi sie sympatyczniejsi i mniej pazerni niz
        zakopianscy gorale;
        za to slonce w madonnie juz moze i byloby decydujace:)

        w przypadku niewystarczajacych pieniedzy - zrobilabym tak jak napisal ortodox,
        czyli wyjazd na 2 lata, dlatego, ze w ciagu jednego tygodnia przejechalabym
        wiecej km w alpach niz przez 2 tyg. w pl; znam zreszta ludzi, ktorzy tak robia;

        rozumiem, ze nie wszyscy musza taka kalkulacje podzielac i jesli ktos ma do
        wydania wylacznie kwote wystarczajaca na polskie stoki i dzieci chcace
        wyjechac co roku, a zwlaszcza uczace sie jezdzic i niepotzrebujace 300km sieci
        tras - niech jezdzi na naszych, pewnie bawi sie rownie dobrze;
      • Gość: Gdansk narty-skandynawia IP: *.chello.pl 09.12.09, 00:44
        Witam
        Czy ktos jeździ z Polski do Skandynawii na narty. Stenaline oferuje
        osrodek narciarski 200 km od karlskrony (a własciwie tani bilet na
        prom, ktory okazuje się nie taki tani jak sie policzy). Nasze
        pomorskie stoki czekaja na śnieg - to zawsze niewiadoma. Może więc
        zamiast tluc się na poludnie, ruszyc na Północ. Znalazlem tez tanie
        przeloty z norvegianem z Gdańska do Oslo a stąd ok. 150 km jest do
        Lillehammer i do innych stoków narciarskich. Co o tym myslicie? A
        może macie jakieś własne doświadczenia. Podzielcie sie nimi, proszę
        • Gość: volta2 Re: narty-skandynawia IP: 213.172.87.* 09.12.09, 21:08
          gdybym mieszkała w gdańsku nie miałabym oporów przed wyjazdem na
          północ. oczywiście po jakiejś analizie kosztów i prognoz pogodowych -
          ja mam wrażenie, że brak słońca i widoczności obiera mi 80%
          przyjemności z jazdy - zatem jak na północy problemów ze słońcem nie
          ma - jechałabym.

          no chyba że cena biletu lotniczego nie jest niższa niż cena takiego
          lotniczego w alpy. wówczas brałabym włoskie krajobrazy. ale w
          skandynawii nigdy nie byłam, więc nie wiem, jaka tam jest atmosfera
          ogólna...
          • Gość: Gdańsk Re: narty-skandynawia IP: *.chello.pl 09.12.09, 23:16
            Zaczynam sie zastanawiać nad Norwegia - znalazłem w lutym połaczenie
            do Oslo za 120 zł dla 4 osób w 2 strony. No cóż jak na razie mamy
            zarezerwowane noclegi w Zieleńcu. Doszliśmy do wniosku, ze jako
            poczatkujacy narciarze musi nam to jak na razie wystarczyć. Ale może
            to bład? Trudno - kasa juz poszła. Mam nadzieję , że w lutym będzie
            śnieg w Zieleńcu, ale słyszę o nim (Zieleńcu) dość dobre opinie.
            Jeżeli możecie słowo o nim powiedzieć , to bardzo prosze. Upewnijcie
            mnie , że nie popełniam blędu.
            • volta2 Re: narty-skandynawia 10.12.09, 06:48
              a ile ci tej kasy poszło?
              przy 120 zeta za 4 osoby to ja bym zaliczkę poświęciła:)

              sama wysłałam 150 zeta zaliczki a widoki na śnieg prawie żadne -
              zatem w sytuacji podbramkowej jestem w stanie zrezygnować z tych
              pieniędzy i spędzić ten czas nieco inaczej
              • Gość: Gdańsk Re: narty-skandynawia IP: *.chello.pl 10.12.09, 08:37
                Moja zaliczka to prawie 700 zł. Tak naprawdę wszystko zalezy od
                sniegu. Jeżeli będzie w Zielencu w lutym to jedziemy do Zieleńca.
                Jeżeli nie bedzie, to ruszamy gdzie indziej. W Lillehammer jest
                chyba 20 wyciagow. Problemem będzie nocleg. Niestety w Norwegii ceny
                są "norweskie". Muszę to wszystko policzyć.
                • kasia157 Re: narty-skandynawia 10.12.09, 11:20
                  Ja Norwegie troche znam i na narty nie jezdzi tam nikt oprocz
                  Szwedow i Dunczykow i to raczej tych poczatkujacych narciarzy.
                  A dlaczego? Po pierwsze ceny -pomnoz ceny Austriackie przez 2, poza
                  tym ten kto jezdzi w Alpach raczej sie nie zadowoli ichniejszymi
                  skalkami, male osrodki raczej bardziej mozna je przyrownac do
                  osrodkow w Polsce niz w Alpach (jesli chodzi o ilosc tras),
                  infrastruktura wiadomo dobra i zima pewniejsz, ale to chyba tyle
                  plusow
      • jeepwdyzlu ortodox ma rację, ale nie do końca 10.12.09, 12:24
        Ośrodków polskich z alpejskimi w ogóle nie mozna nawet porównywać.
        Różnica w zainwestowanych środkach a w efekcie infrastrukturze -
        jest nieporównywalna..
        Niemniej - zmiany na lepsze w polskich górach są widoczne. tatry
        pomijam - ze względu na polityke TPN, ale już Bukowina pozwala na
        jazdę. Sądeczyzna - Krynica i Dwie Doliny - widać tam jakąś politykę
        i za 10 lat powinno być ok. Beskidy - i Szczyrk i Pilsko - wymagaja
        pilnie duzych nakładów. Karkonosze - Karpacz i Szklarska - brakuje
        im wielu tras i wielu wyciągów. Ale Świeradów, Zieleniec -
        przeobrażają sie w przyjemne miejsca.
        Nie oczekujmy cudów. Świeradów jest dowodem na to, że nawet na małą
        stację trzeba milionów euro. Grubych milionów. Dlatego te inwestycje
        trwają. Zwłaszcza, że polskie góry są za niskie, żeby sezon trwał
        choćby z 5 miesięcy..
        A ośrodek to nie tylko trasy i wyciągi, ale oferta apreski, to
        hotele, parkingi itd...

        A wielbicielom Alp (do których sam się zaliczam) przypomnę, że
        fajnie jest wyskoczyc w góry chocby na kilka godzin, albo na
        weekend. W Dolomity jest cała wyprawa. Nie ma więc Alpy albo polskie
        góry. To oferty zupełnie różne, czyli sie uzupełniające.

        jeep
        • Gość: oranjefanka Re: ortodox ma rację, ale nie do końca IP: 77.222.246.* 10.12.09, 18:43
          pod warunkiem, ze masz na tyle blisko ze wyjazd na te kilka godzin ci sie
          kalkuluje; na przyklad z krakowa to rozumiem;

          ale z wwy to za fajnie nei wyglada, proporcje czasu spedzonego "dookola" czyli w
          samochodzie, (zwlaszcza jak idziesz w piatek do pracy i wieczorem wyjezdzasz z
          miasta, a wracasz w niedziele wieczorem - 2 razy masz solidny korek), w kolejce
          do wyciagu, na samym wyciagu, ktory u nas zwykle nie jest super szybki do czasu
          na stoku sa fatalne:/

          a co maja powiedziec ci z polnocy polski? z wwy jeszcze i tak dojazd jest znosny
          przeciez;
        • elpik Re: ortodox ma rację, ale nie do końca 10.12.09, 21:21
          Dobrze napisane. Nie ma co porównywać Alp do Beskidów ale zdarzało mi się wyskoczyć na wieczorne jeżdżenie na Golgotę, Żar lub Poniwiec nawet w tygodniu, po pracy. Nie wyobrażam sobie sezonu narciarskiego jako tygodnia jazdy.
          >To oferty zupełnie różne, czyli sie uzupełniające.
          Jak najbardziej tak, przygotowanie kondycyjne w Polsce, na trudnych, rozjezdżonych i zmuldzonych trasach a później w Alpach gaz do dechy...
    Inne wątki na temat:

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka