ortodox
15.03.10, 22:16
... jednak ponownie Val di Fassa. Wyjazd na szybko i miałem za mało czasu, by szukać kwatery gdzie indziej. Poza tym, zawsze chętnie tam wracam. Jazda przez Słowację ( nocleg w Bratysławie) ... dalej przez Eisenstadt, Wr. Neustadt, Kapfenberg, Knittelfeld, Murau , Tamsweg, Spital, Lienz, CdA, Canazei. Razem ok 1350km i 20 h jazdy podzielone na 2 dni. Zużycie paliwa średnio 6,5l/100 Vectra 1.6/16
Trochę obawiałem się o warunki śniegowe ... że będzie za ciepło. Śniegu było bardzo dużo, także poza trasami, ale był nieco zmęczony i stary.
Dzień 1. Rozgrzewka na Buffaure, Ciampak i Ciampedie. Pochmurno i dość ciepło. Z upływem dnia zaczyna padać śnieg, który pod koniec dnia przechodzi w deszcz. Rezygnujemy po 15 ...starczy na pierwszy dzień.
Dzień 2. Passo Costalunga ( Cerezza), trochę zmobilizował mnie staruch, by w końcu tam pojechać.Piękne słońce, brak wiatru ... ale nadal powyżej zera. Prawie nie ma narciarzy.
Wyciągów i tras niezbyt dużo, ale wyglądają ciekawie.
Zaczynamy od Pora di Tori przy pierwszym parkingu od VdF. Nowy wyciąg z szybka kanapą. Jedna czarna dość stroma, prosta i niezbyt długa trasa, a obok łagodniejsza nieco zakręcona niebieska, całkiem przyjemna. Jeździ się świetnie wiec robimy kilkanaście zjazdów. Potem przenosimy się w kierunku centrum ... na Paolinę. Tu już więcej narciarzy i ekspozycja południowa. Miejscami beton, a na dole miękko. Po kilku zjazdach przebijamy się orczykami na przeciwny koniec do Laurinów. To trzy dość leciwe i długie krzesła, ale trasy boskie. Szczególnie przy Konig Laurin. Jesteśmy prawie sami na trasach i wyciągach,. Można poszaleć i jest na czym. Trasy sztruksowe mimo popołudnia, szerokie i świetnie wyprofilowane. Miejscami na dole zaczyna robić się mokro. Szczególnie przy Laurin I.
Ekspozycja wybitnie południowa. Wracamy wiec ponownie na Pora di Tori gdzie dzięki północnej ekspozycji trasa jest nadal nienaruszona. Jeździmy do zamknięcia ( 17.00) Ogólnie bardzo pozytywne wrażania z Carezzy. Mało narciarzy, świetne trasy choć nie ma za dużo. Gdyby jeszcze nieco nowsze ( szybsze) wyciągi na Laurinach ... było by super.
Dzień 3. Seceda ...Startujemy z Lupo Bianco. Zaczęło się nieco pochmurnie, ale potem już samo słońce. Temperatury nadal powyżej zera, ale trasy bez zastrzeżeń. Col Rodella, passo Sella, Pizz Sella, Monte Pana, Mont de Seura, Sassolungo, Seceda . Mokro jedynie na czarnej ściance na Col Raiser.
Dzień 4. Arabba, start z Lupo Bianco ... kilka zjazdów na Balvedere w oczekiwaniu na rozluźnienie kolejki do Sass Bece. Potem już cały dzień na stokach Arabby z małym wyskokiem na passo Campolongo. Temperatuar ok. zera, brak wiatru i trochę chmur na niebie. Trasy w Arabbie zmrożone ale nie twarde. Super jazda.
Dzień 5. Alta Badia, start z Lupo Bianco ... Col Rodella, passo Sella, passo Gardena, Corvara, Vallon, Col alto, La Villa, San Croce, Piz la Villa, Cherz, Arabba, Belvedere. Piękna pogoda ale temperatury nadal znacznie powyżej zera i ostre słońce. Miejscami, przy dolnych stacjach wyciągów błotko.
Dzień 6. Latemar, Start z Predazzo ( parking przy skoczni). Zimno ok. –10st , słońce i silny wiatr. Trasy betonowe. Narciarzy na trasach b. mało. bary i schroniska zapchane. Na trasach tylko dobrze jeżdżący. Sporo dobrze jeżdżących carvingiem. Na niektórych trasach wiatr uniemożliwia jazdę.
Dzień 7. Marmolada, specjalnie zaplanowana na sobotę. Wszędzie pusto. Na Marmoladę wjeżdżamy z marszu. Na górze silny wiatr Słońce i temp –16st. Wracamy do Arabby i dalej
passo Campolongo, Corvara, passo Gardena, Ciampioni, Saaolungo, passo Sella , Coll Rodella.
Dzień 8. Cortina d’Ampezzo, z VdF jedziemy ok 1.5h do parkingu Pocol. Piękne słońce, ale mroźno ok. –10st, bezwietrznie. Kierujemy się na Pomedes. Kilka zjazdów na dół do Rumelo.
Potem wjazd leciwą gondolka na Tofanę ( właściwie tylko na 2 poziom). Pod Tofaną „skansen”. Stare wyciągi i obiekty pamiętające Olimpiadę 1956. Zjazd w dół Forcella Rossa hehe ...żonę pierwszy raz w tym sezonie zatrzymało, ale zjechała. Wracamy z powrotem na Pomedes i na Pocol. Autem dojeżdżamy na parking przy 5 wieżach. Z Pocol jedzie tam też skibus . Kilka zjazdów z 5 wież i przedzieramy się na passo Giau. Orczyk przy rif. Averau nie chodzi. Trzeba trochę podejść pod górę i zjazd do Fedare. Potem nowym krzesełkiem przez Averau na Falzarego. Zjazd z Lagazuoi i powrót niebieska na parking przy 5 wieżach.
Stare krzesła psują nastrój i dobry humor. Trochę zniechęcają do tego miejsca, tym bardziej, że pod koniec dnia zrobiło się naprawdę zimno. Są jednak urokliwe widoki, to wielki plus tego miejsca.
Dzień 9. Civetta, Dojazd do Aleghe zajmuje nam 50min. Piękna pogoda ... Słońce i spory mróz ( ok. –10) Sporo narciarzy, ale tłoku nie ma i kolejek brak. Pra della Costa, Monte Fertazza i zjazd od Pescul. Potem z powrotem na Pra Della Costa i na Palafavera i Pecol i Crep di Pecol. Świetne trasy do Zoldo. Prawie nikogo na trasach, ale znów nieco leciwe krzesło i orczyk. Wracamy na Pra della Costa i już do końca pracy wyciągów zjazdy na Piani di Pezze, a na koniec do Aleghe na sam parking ... niemal do samochodu.
Dzień 10. Alpe di Siusi, start z Lupo Bianco ... Col Rodella, passo Sella, Piz Sella, kilka zjazdów z Mont de Seura i skibusem do Saltri. Tam głównie Florian i Punta d’Oro.
Mało narciarzy, świetnie przygotowane i zachowane trasy przez niemal cały dzień. Nadal słonecznie i b. zimno. Pierwszy raz tak zmarzłem w Dolomitach, choć przeważnie
jeździliśmy w styczniu. Nie obyło się więc bez kilku szklanek rozgrzewających napojów ;) Powrót przez Mont de Saura, i Piz Sella. Na koniec kilka zjazdów na Col Rodella.
Dzień 11. Wreszcie spadł śnieg, W VdF niewiele, ale im dalej w kierunku Moeny tym było go więcej. Mieliśmy pojechać na S. Pelegrino, ale kawałek za Ronchi zrezygnowałem.
Nie chciało mi się zakładać łańcuchów. Zostaliśmy na Alape Lusia. Śnieg walił cały dzień i trasy z godziny na godzinę stawały się coraz cięższe. Świetne warunki do wyjeżdżania poza trasy. Po 13 na stokach zostali tylko nieliczni. Wytrzymaliśmy do 16 ... a to był już 11 dzień jazdy.
Dzień 12. San Pellegrino-Falcade, nasypało ok. 40cm świeżego śniegu. Trasy ciężkie i pomuldzone. Nogi już mocno zmęczone i do tego niski pułap chmur. Ogólnie bardzo ciężkie warunki do jazdy. Zaczynamy od Col Margherita ( kilka zjazdów na dół do gondoli) ... widać coraz gorzej. Przedzieramy się do Falcade. Czarna trasa na dół zatłoczona, ale widać lepiej. Wracamy na San Pellegrino. Chmury schodzą jednak coraz niżej. W końcu odpuszczamy i po 15 koniec jazdy.
Dzień 13.( ostatni) Alta Badia, od rana piękna pogoda, Słońce i lekki mróz, bez wiatru. Na trasach tłumy, po kilku dniach gorszej pogody wszyscy ruszyli na trasy. W Selvie kolejka
zaczyna się już na schodach na przejście nad ulicą. Podobne tłumy są dalej ... do gondolki na Dantercepies i na poziome krzesła przy Colfosco. Zaczynam żałować wyboru trasy ...po 10 min. stania do każdego wyciągu. Rozluźnia się nieco w Corvarze , a my uciekamy w Alta Badię ... Boe, passo Campolongo, Cherz, Pralongia, San casiano, Piz Sorega, Piz la Villa, La Villa i ponownie San Croce. Na San Croce niemal pusto i znakomite warunki do jazdy.
Po godzinie 14 wracamy ... La Villa , Piz la Villa, Cherz, Arabba,. Załapujemy się niemal na sam koniec …przed 17 wjazd na Belvedere. Zjazd na Lupo Bianco ... i koniec.
Szkoda wracać, choć nogi mówią dość. Ogólnie wyjazd oceniam na 4,5 (w skali 1-5) głównie za sprawą raczej "austriackiej pogody" w Dolomitach ;)
Powrót identyczną droga w identycznym czasie. W drodze powrotnej jak zwykle padało już od Słowacji. W domu o 18.00 ... prawie o widoku.
pozdro.