staruch5
16.03.10, 18:53
czyli – co przeszkadza narciarzom.
Dla koneserow i wyjadaczy to, co tu napisane jest „oczywista
oczywistoscia”. Ale mysle, ze moze kiedys jakas mlodziez to
wygoogla, a moze jakowys „narciarze gastronomiczni” dowiedza sie,
co traca (jak sie jezdzi), kiedy oni siedza w knajpie.
Jest sporo zjawisk, ktore przeszkadzaja w odczuwaniu przyjemnosci
jazdy na nartach. A to:
- opad, zwlaszcza deszczu lub mokrego sniegu
- wiatr
- mroz
- mgla, czyli bardzo niska podstawa chnmur
- tlum ludzi
Opad nieduzy i w niskiej temperaturze nie przeszkadza prawie
wcale. Troche laskocze po twarzy. Opad mokrego sniegu to juz
dosc przykra sprawa, ale najgorzej jest z opadem deszczu.
Zabiera nam szybko pokrywe sniezna, snieg szybciej sie topi w
kontakcie z woda. Mamy wszystko mokre. Moze jakies supermembrany
chronia, ale jak jest mokrutkie krzeselko, to zaraz mam zawsze mokre
spodnie, kurtke, a dodatkowo rekawiczki, kask. Gogle trzeba juz
ubrac i wnet sa cale zamoczone, nie pomaga przecieranie. Czesto poca
sie od wewnatzr i na to juz w ogole nie ma rady.
Bardzo mecza sie okularnicy, ktorym wszystkie warstwy szkla i
plastiku pokrywaja sie para wodna.
Wiatr. Tak do 30 km/h nie jest duzym problemem. Potem juz
jest gorzej. Przede wszystkim dlatego, ze zaczyna sie wylaczanie
kolejek i wyciagaow, zwlaszcza wysoko. Pojawiaja sie klopoty
komunikacyjne, zwlaszcza, gdy jestesmy w duzym osrodku i trzeba sie
przemieszczac miedzy dolinami. To szybko moze okazac sie juz
niemozlwe. Jak to jest tylko kwestia zjazdu na dol, to pikus. Choc
bywa taki watr, ze jazda na dol jest utrudniona lub nawet bardzo
trudna. Dodatkowo wiatr powoduje silne zamiecie, pogarsza sie
widocznosc. Kiedys na Duex Alpes na 3600 m npm, nagle tak dmuchnelo,
ze z mojego 9-letniego syna zrobil sie latawiec :-)
Przy bardzo silnym wietrze widzialem kiedys w Cervinii narciarke,
ktora wypadla z dobrych kilku metrow z krzeselka. Tak wialo, ze
krzeselko „wisialo” calkiem poziomo.
Na jednej z przeleczy w Pirenejach w Andorze zerwal sie wiatr,
wracalismy juz w dol i temu sammeu synowi wiatr porwal kijki; dosc
daleko je potem znalazlem.
Mroz. Tak do -10 C jest bardzo komfortowo. Ponizej - coraz
mniej. Raz jezdzilem przy -23 C, na szczescie bez wiatru. To juz
jest bardzo zimno i wowczas jazda jest co najmniej malo przyjemna.
Poza tym czasem nie wytrzymuje sprzet. Kiedys mi sie zdarzylo, ze
calkiem przyzowite Koflachy-buty pekly przy -15 C.
Polaczenie mrozu z wiatrem jest bardzo nieprzyjemne i
niebezpieczne. Pare lat temu na jednym z lodowcow w takich
warunkach (-18 C i 50 km/h) odmrozilem sobie policzki i slady
zostaly juz na zawsze.
Mgla. To chyba najgorszy wrog. Bardzo malo ludzi jezdzi we
mgle. Mgla, to inaczej bardzo niska podstawa chmur. Generalnie
jezdzimy w nasyconej parze wodnej. Widocznosc spada do 50, czasem 20
m. Wszedzie jest bielutko, dookola nas. W ogole nie widac faktury
sniegu pod nartami. Praktycznie nie widac dokad sie jedzie.
Oddech dosc szybko zamienia w szron na wasach, brodzie, (kobiety
maja lepiej :-)). Latwo sie pogubic. Na szerokich trasach ciezko sie
zorientowac, gdzie sie jest. Na waskich warto wiedziec, jakie w
danym osrodku/kraju jest oznakowanie tras na mgle. Sa rozne zasady
oznakowania tyczek „lewych” i „prawych”. Wtedy okazuje sie, ze to
tez warto bylo wiedziec... Czesto w takiej mgle mozna przejechac
obok dolnej stacji wyciagu, czy knajpy, do ktorej chcielismy wstapic.
Jazda jest dosc trudna. Latwo wypasc poza trase - nieprzyjemne, bo
niespodziewane. Sa problemy z rownowaga. Blednik sie gubi. Nie
bardzo wiemy, gdzie pion i czy jedziemy, czy stoimy. Dosc latwo sie
przewrocic, myslac, ze juz sie zatrzymalo.
W takich warunkach czesto osrodki wylaczaja prawie wszystkie
wyciagi, zostawiajac jakis jeden. Kazdy powod jest dobry, zeby isc
do domu, albo „konserwowac” sprzet. To sie nazwya, ze oni to robia
dla nas, bo jest niebezpiecznie. A zeby nie musieli oddawac kasy, no
to zostawiaja jakis jeden wyciag chodzacy. Np w Cervinii przy bardzo
silnym wietrze zostawiaja jedna „gasienice” na dole i nie mozna
wowczas powiedziec, ze sie nie dalo jezdzic!
Tlum to osobna sprawa. Tlum na wyciagu to pikus, ale tlum na
trasie to zupelna katastrofa. Brak przyjemnosci z jazdy. Nie my
decydyujemy, ktoredy pojedziemy, latwo o kolizje, a tlum palaczy
przy wyciagu, to juz inny watek pt. „jak przetrwac w stadzie” na
formu Psychologia.
To tak po krotce te zjawiska, ktore przeszkadzaja narciarzom w
osiagnieciu wspomnianego orgazmu.
Jak napisalem na wstepie, dla wielu to nic nadzwyczajnego, ale dla
poczatkujacej mlodziezy moze to byc nowe(?).
No to teraz juz mozemy jechac na narty :-)