Forum Sport Narty
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Z Prezesem w... St. Moritz - Davos - Pitztal.

    28.03.11, 23:56
    Witajcie kumy! Czas na podsumowanie prawdopodobnie ostatniego wyjazdu narciarskiego z Panem Prezesem w tym sezonie. Dokładnie w tym samym czasie w St. Moritz był również kum Starzec, który napisał świetną relację, możecie ją przeczytać tu:

    forum.gazeta.pl/forum/w,380,123679340,123679340,St_Moritz_relacja.html
    Ponieważ z większością tego co napisał Starzec zgadzam się w całej rozciągłości, niewiele zostało mi już do dodania w sprawie St. Moritz. Postaram się jednak uzupełnić coś od siebie, udało mi się również zdobyć kilka zdjęć od Pana Prezesa. Jak zwykle Prezes w tej kwestii był dość oszczędny, ale jak mawia wieszcz: 'lepszy rydz niż nic'. Powiem wam kumy, że do ostatniej chwili nie wiedziałem dokładnie gdzie jedziemy, z wyjątkiem tego, że na 100% będziemy w St. Moritz. Pan Prezes chyba ze względu na pogodę i dziwne warunki śniegowe w tym sezonie zmieniał zdanie przynajmniej 2 razy dziennie, padały nawet tak egzotyczne miejsca jak hiszpański Formigal :) A mówi się, że to kobieta zmienną jest ;)

    Dzień 0.

    Odebrałem Pana Prezesa i Panią Prezesową z lotniska w Mediolanie i ruszyliśmy do St. Moritz drogą wzdłuż jeziora Como i przez przełęcz Maloja. Dla niektórych zabawnych kumów może być to trudne do zrozumienia dlaczego jechaliśmy akurat tą drogą. Zaspokoję więc ich nieziemską wręcz ciekawość Pan Prezes miał do załatwienia po drodze swoje sprawy nad jeziorem Mezzola, gdzie również zjedliśmy dobry obiad. Skończyło się to dla mnie całkiem przyjemnie, ale o tym w dalszej części. Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilę przy bardzo ładnych wodospadach Acquafraggia. Pani Prezesowej tak się spodobało, że stwierdziła, że musi tam przyjechać w lato. Na granicy włosko-szwajcarskiej nikt nas nie zatrzymywał, chociaż stali celnicy. Do hotelu w St. Moritz dojechaliśmy dość późno i rozlokowaliśmy się w pokojach. W St Moritz byliśmy już z Panem Prezesem kilka razy zarówno w zimie jak i latem, tak więc poruszanie po okolicy nie sprawiało nam większego problemu.
    Obserwuj wątek
      • b-a-n-i-t-a Re: Z Prezesem w... St. Moritz - Davos - Pitztal. 29.03.11, 00:21
        Dzień 1. Corviglia - St. Moritz.

        W pierwszy dzień udaliśmy się do ośrodka Corviglia. Nie wiem co mi wpadło do głowy: to wszystko przez Starca, który pytał o parkingi ;), ale zaproponowałem żebyśmy tym razem zaparkowali auto przy krześle w Suvretta, przez co narobiłem wszystkim trochę strachu, ponieważ trasa 29 wzdłuż tego krzesła była zamknięta i chyba na jedynej w całym ośrodku brakowało tam śniegu. Do tego co napisał kum Starzec mogę jeszcze dodać, że w Corviglia jest dobra infrastruktura, tzn. nie ma orczyków, których trzeba używać i chyba wszystkie krzesła, z wyjątkiem tego o którym pisałem wyżej mają zamykane kopuły, chociaż nie są to krzesła pachnące nowością. Niesamowita zgodność, ale nam również najbardziej podobała się długa czerwona trasa nr 17 z Fuorcla Grischa, którą rano można połączyć jeszcze z czerwona 25, co daje jak się niemylę najdłuższą przygotowaną nartostradę we wszystkich ośrodkach St. Moritz. Mnie i Panu Prezesowi podobały się jeszcze czarna 18 i czerwona 4, na której części rozgrywane były akurat zawody, jak poinformował nas później kum Orni były to Mistrzostwa Szwajcarii. Pani Prezesowej przypadły do gustu również trasy wzdłuż krzesła S: czerwona 23 i czarna 24. Ogólnie fajny ośrodek, ale według mnie w regionie St. Moritz jest on na 3 miejscu.

        Góra obok krzesła S, skąd prowadzą dwie trasy, które podobały się Pani Prezesowej:
        fotoforum.gazeta.pl/photo/6/lb/wf/ftmv/bHANCtKn2ez1qvbvaX.jpg
        Bardzo ciekawa czarna trasa nr 18:
        fotoforum.gazeta.pl/photo/6/lb/wf/ftmv/FMSQnh4vYXuNHNf9bX.jpg

        Dzień 2. Corvatsch - St. Moritz.

        Na górę wjechaliśmy kolejką linową Furtschellas. Rano od tej strony na stokach było praktycznie pusto. Na krześle Furtschellas Pani Prezesowa zobaczyła jakąś reklamę niesamowitego kremu do opalania, a jak się kobieta na coś napali to wiadomo nie ma przeproś. Prócz tras, o których pisał kum Starzec podoba mi się jeszcze czerwona 12, niestety obsługiwana przez orczyk i czerwona 23 na dół do kolejki linowej Furtschellas. Zjechaliśmy też świetną czarną trasą 5 Hahnensee do St. Moritz Bad, którą jednak warto zrobić wcześnie rano, szczególnie o tej porze roku. Pan Prezes tak sprytnie to wszystko zainscenizował, że Pani Prezesowa niby sama pierwsza 'omyłkowo' ruszyła tą trasą w dół, tak żeby później nie było marudzenia, ponieważ niestety powrót jest tylko busem :) Po zjechaniu na dół trzeba przejść kawałek w prawą stronę na przystanek, przechodząc obok kolejki linowej Signal w Corviglia i wybrać jedną z 2 linii busa do Surlej, wysiadamy chyba na 7 przystanku. Jeśli dobrze trafimy to nie powinno zająć więcej niż 30 minut. Ogólnie Corvatsch to najlepszy ośrodek w regionie, jest tu mnóstwo dobrych tras. Jedyna mała wada to spora ilość orczyków w przeciwieństwie do Corviglia. Po nartach Pani Prezesowa nie dawała za wygraną i stwierdziła, że ona musi mieć krem, o którym pisałem wyżej. Nie było wyjścia, Pan Prezes zlecił mi, żebym kupił gdzieś ten wynalazek. Chociaż trzeba przyznać, że rzeczywiście słońce grzało niesamowicie. W centrum St. Moritz niedaleko butików kreatorów mody jest duża perfumeria, gdzie udało mi się wykonać misję. Nie było to jednak ostatnie zadanie, które miałem do wykonania w tym dniu. Nie nocowałem w naszym hotelu w St. Moritz. wieczorem musiałem jechać do Włoch nad jezioro Mezzola dokończyć sprawę Pana Prezesa i nocowałem tam w hotelu. Piszę o tym, gdyż miałem okazję zapoznać pracującą tam w recepcji niezwykle interesującą przedstawicielkę folkloru Valtelliny. Zjadłem też doskonałą regionalną kolację, nie ma to kumy jak świetna włoskie jedzenie :)

        Po środku czerwona trasa nr 10 a z boku dochodzi do niej czerwony łącznik trasa nr 9:
        fotoforum.gazeta.pl/photo/6/lb/wf/ftmv/wGrYSaSSVaJb1KqbgX.jpg
        To zdjęcie Pan Prezes zrobił z Giand'Alva, widok na dolinę i okolicę:
        fotoforum.gazeta.pl/photo/6/lb/wf/ftmv/bGXZavBNCXp1Qw45cX.jpg
        • b-a-n-i-t-a Re: Z Prezesem w... St. Moritz - Davos - Pitztal. 29.03.11, 00:34
          Dzień 3. Diavolezza - St. Moritz.

          Rano wróciłem do Szwajcarii, odebrałem Pana Prezesa i Panią Prezesową spod hotelu i ruszyliśmy do Diavolezzy. Są tu 2 góry Diavolezza i Lagalb obsługiwane przez 2 kolejki linowe. Przy kolejce na Diavolezze rano było dużo ludzi i musieliśmy trochę czekać. To jest jak już pisał kum Starzec największa wada ośrodka, ale jak dla mnie jedyna. Wygląda na to, że nikt nie lubi linówek, a już najbardziej nasza Pani Prezesowa, szczególnie jak jest w nich ciasno. Po wjechaniu na górę prawdziwy hit wyjazdu: Pani Prezesowa zdecydowała się zjechać z nami trasą 31 do Mortaratsch. Co w tym takiego nadzwyczajnego? Otóż słuchajcie kumy żółta nieprzygotowywana 10 kilometrowa trasa Gletscherabfahrt to prawdziwa alpejska legenda. Uważana za najtrudniejszą oznaczoną (choć nieprzygotowaną) trasę w całych Alpach. Nie jest to zdecydowanie trasa dla początkujących ani średnio zaawansowanych a nawet dobrze jeżdżący na nartach miewają tu chwile zwątpienia. Przy niej Pikulin, Harakiri czy Tunnel mogą wydać się dziecinnie łatwe. Wyobraźcie sobie ścianki o podobnych, o ile nie większych nachyleniach jak na tych trasach z tym, że z ogromnymi muldami. Ja zaliczyłem jedynie 1 upadek, podobnie Pani Prezesowa, Pan Prezes nie zaliczył chyba żadnego upadku, co bardziej należy przypisywać ogromnemu szczęściu niż jakimś niesamowitym umiejętnościom Prezesa :) Ciekaw jestem czy kum Starzec zaliczył tą trasę? Powiem wam kumy, że to jest jedna z tych rzeczy, które każdy prawdziwy narciarz powinien zrobić przynajmniej raz w życiu. Na zjazd trzeba przeznaczyć minimum półtorej godziny, tym bardziej, że po drodze są też niesamowite krajobrazy a do Diavolezzy trzeba wrócić pociągiem. Po powrocie zrobiliśmy wszystkie trasy na Diavolezzy a następnie przenieśliśmy się na Lagalb. Moja ulubiona z przygotowanych tras to czarna 22 Minor na Lagalb. Ogólnie według mnie Diavolezza to zdecydowanie numer 1 wśród alpejskich lodowców, o ile ośrodek można zaliczyć do lodowców, ale to już inna dyskusja. Nie ma tu wielu tras właściwie to 2 na Diavolezza i 3 na Lagalb, ale w przeciwieństwie do innych lodowców, szczególnie niektórych austriackich, gdzie trasy są nieciekawe, króciutkie, płaskie i proste jak drut, te są świetne, długie i urozmaicone. Po nartach Pani Prezesowa zarządziła moczenie tyłków w gorących wodach w Bellavita w Pontresina. Co prawda w naszym hotelu mieliśmy basen i jacuzzi, ale Pani Prezesowa przekonała Pana Prezesa, że nasz nie jest na świeżym powietrzu. Są tam 2 baseny, jeden wewnętrzny i jeden niewielki zewnętrzny, ale z całkiem przyjemnym zestawem masaży. Pani Prezesowa tym razem zrezygnowała z sektora Spa, bo w sumie to samo miała w hotelu, a Pan Prezes śmiał się, że wstęp na gorące wody kosztuje tyle co lepsze papierosy i jakoś to nie bardzo pasuje do ekskluzywnego St. Moritz, bo za sam sektor z basenami zapłaciliśmy chyba tylko po 11 CHF od osoby. Było tam też całkiem sporo naszych rodaków, ale sama młodzież.

          Diavolezza krajobraz ze szczytu:
          fotoforum.gazeta.pl/photo/6/lb/wf/ftmv/jrnHcmzzYYiMxpj4NX.jpg
          A tu z dołu:
          fotoforum.gazeta.pl/photo/6/lb/wf/ftmv/zAH8C4p3LRrnXUaazX.jpg
          I jeszcze Lagalb:
          fotoforum.gazeta.pl/photo/6/lb/wf/ftmv/15SC8PQ5AMmU6xtZ1X.jpg

          Dzień 4. Parsenn - Davos.

          W Davos mieliśmy zarezerwowany hotel na 3 dni, do którego nigdy nie trafiliśmy...
          ...
          ciąg dalszy nastąpi (chyba) ;)
          • b-a-n-i-t-a Re: Z Prezesem w... St. Moritz - Davos - Pitztal. 29.03.11, 11:33
            Dzień 4. Parsenn - Davos.

            W Davos mieliśmy zarezerwowany hotel na 3 dni, do którego nigdy nie trafiliśmy :)
            Droga z St. Moritz do Davos prowadzi przez bardzo ciekawą przełęcz Julierpass, która leży na wysokości 2284 m. Przejazd zajął nam około godziny i 20 minut. Po drodze mijaliśmy ośrodek narciarski Savognin, gdzie czekał na nas dość zabawny, ale jednocześnie niepokojący widok. Wśród łąk i lasów zieleni, gdzie nie było nawet grama śniegu wiła się biała wstążka dolnej trasy dojazdowej do Savognin :)
            W regionie Davos-Klosters jest 5 ośrodków narciarskich Parsenn, Madrisa, Rinerhorn, Jakobshorn i Pischa, w sumie 320 km tras. Byliśmy już wcześniej z Panem Prezesem w tej miejscowości, ale w przeciwieństwie do St. Moritz nie jeździliśmy na nartach. Udaliśmy się do największego i najwyżej położonego ośrodka Parsenn. Pan Prezes postanowił, że najlepiej będzie zaparkować auto przy kolejce linowej w Klosters. Po wjechaniu na górę okazało się, że warunki są znacznie gorsze niż w St. Moritz, śniegu było jeszcze bardzo dużo, ale był on mokry, wiosenny, szczególnie w niskich partiach. Zrobiliśmy po kolei trasy niebieska 41, czerwona 19, niebieska 15. Następnie wjechaliśmy na najwyższą górą w ośrodku Weissfluhgipfel 2844 m. Prowadzą z niej 2 świetne, szerokie i dość trudne czarne trasy nr 1 i 2, na których ze względu na wysokość warunki były jeszcze doskonałe. Niestety im niżej tym gorzej, już gdzieś pomiędzy 2300 a 2200 m robiło się mało przyjemnie, a poniżej 2200 m była całkowita kasza, i chociaż większość tras na dole była jeszcze czynna to zjeżdżanie po nich w takich warunkach nie miało żadnego sensu. Zjechaliśmy czarną trasą nr 2 w połączeniu z czerwoną 17 i 21 do pierwszej stacji kolejki linowej z Schifer to zdecydowanie najlepsza w całym ośrodku, bardzo długa i szeroka nartostrada. Można ją robić też w wariancie czarna 1 plus czerwone 17 i 21. W pierwszym przypadku na czerwonej 17 jest trochę wypłaszczeń, więc trzeba nabrać odpowiedniej prędkości. W środku zimy można zjechać tymi trasami aż do Kublis na 810 m (dalej czerwone 22 plus 56), co daje w sumie 14 km i jest jedną z najdłuższych tras w Alpach z ponad 2000 różnicy poziomów. Niestety w obecnych warunkach nie było sensu zjeżdżać dalej niż do pierwszej stacji kolejki (początku czerwonej 22) a czerwona 56 była całkiem zamknięta, więc do Kublis można było zjechać, ale najwyżej po trawie :) Póżniej wjechaliśmy na górę bardzo długą kolejką linową i robiliśmy następujące trasy: czerwona 5, niebieska 6, niebieska 15, ponownie czerwona 19, niebieska 11, i jeszcze raz niebieska 15 :) - ciekawa nartostrada na, której w tych warunkach śnieg trzymał się wyjątkowo dobrze. Około godziny 14 Pan Prezes zarządził naradę co dalej robić. Pani Prezesowa powiedziała, że jej to wszystko jedno, Pan Prezes stwierdził, że to nie ma sensu i trzeba kończyć sezon, bo i tak po najciekawszych trasach nie daje się już jeździć (z mapki ciekawie wyglądały między innymi niżej położone czarne trasy 7, 13 i 16). Poza tym zaplanowane na kolejne dni ośrodki były jeszcze niższe, a region wydaje się na tyle ciekawy, że Prezes obiecał przyjechać tu na dłużej w następnym sezonie, ale tym razem w styczniu. Chociaż nie bardzo miałem ochotę na zakończenie sezonu to najbardziej racjonalne wydawało się przychylić do zdania Pana Prezesa. Wjechaliśmy ostatni raz na Weissfluhgipfel i zjechaliśmy naszą ulubioną nartostradą teraz w wariancie czarna 1, czerwona 17 i czerwona 21 - tym razem aż do samego Klosters. Ostatni odcinek tej trasy to już była walka o przetrwanie. Ogólnie to trudno jest mi ocenić ten ośrodek ze względu na panujące warunki. Wydaje się, że jest tu całkiem nieźle, ale raczej gorzej niż w St. Moritz. Zobaczymy w przyszłym sezonie w normalnych warunkach.
            Po zjechaniu na dół Pan Prezes wykonał kilka telefonów i do tego hotelu w Davos, gdzie mieliśmy nocować przez najbliższe 3 dni nawet nie dotarliśmy. Z Klosters zjechaliśmy do miejscowości Bad Ragaz, gdzie Prezes zdążył już zarezerwować pokoje w innym ciekawym hotelu. Całkiem przyjemne miejsce. Wieczorem po kolacji każdy udał się w swoją stronę. Pan Prezes uzyskał u Pani Prezesowej zgodę na wyjście do kasyna po wyznaczeniu limitu jaki może stracić :) Pani Prezesowa nie miała ochoty na kasyno i udała się na gorące wody do Tamina Terme. Ja nie bardzo miałem ochotę w tym dniu ani na kasyno ani na termy, ale Pani Prezesowa zaproponowała mi, żebym jej towarzyszył, więc poszedłem na godzinę, posiedziałem trochę w fajnej łaźni parowej z cytrusowymi aromatami i wróciłem do swojego pokoju. Pan Prezes polecił mi wcześniej żebym był gotowym na następny dzień na 7 rano.

            Widok na Weissfluhgipfel i czarną trasę nr 2:
            fotoforum.gazeta.pl/photo/6/lb/wf/ftmv/jQ6vlaCFoaeRX8GoNX.jpg
            Takie widoki można zobaczyć z czerwonej trasy nr 21:
            fotoforum.gazeta.pl/photo/6/lb/wf/ftmv/3iTfCmB05zaJPtxxlX.jpg
            W dolinie panuje już wiosna, zdjęcie z dolnej części czerwonej trasy 21:
            fotoforum.gazeta.pl/photo/6/lb/wf/ftmv/vUbqmSE4UPMgI1GTnX.jpg
            • b-a-n-i-t-a Re: Z Prezesem w... St. Moritz - Davos - Pitztal. 29.03.11, 12:51
              Dzień 5. Pitztal, Austria.

              Trochę mnie zdziwiło, że Pan Prezes i Pani Prezesowa rzeczywiście czekali już gotowi o 7 rano. Tym bardziej, że przeważnie Pani Prezesowa potrzebuje z rana minimum godziny na zjedzenie śniadania, ubranie się i umalowanie na stok. Także o tym, żebyśmy byli na stoku o godzinie 8 tak jak kum Starzec przeważnie możemy tylko pomarzyć :) Pan Prezes lubi zaskakiwać, dowiedziałem się, że wcale nie kończymy sezonu tak jak było to mówione poprzedniego dnia, ale Prezes wymyślił, że jeśli gdzieś w okolicy mogą być jeszcze dobre warunki do jazdy na nartach to na pewno w austriackim Pitztal. W grę wchodził jeszcze Zermatt i Saas Fee, ale tam było trochę dalej. Po drodze jechaliśmy przez malutkie Księstwo Liechtenstein, na granicy z Austrią również nikt nas nie zatrzymywał. Przejeżdżaliśmy także obok ośrodka St. Anton am Alberg, Pan Prezes nawet przez chwilę się zawahał czy nie zmienić planu, ale ostatecznie trafiliśmy do Pitztal. Nie mieliśmy tam nocować, ponieważ Prezes już wcześniej kazał przygotować swój apartament w Dolomitach na nocleg. Uprzedzam jednak kumy, że w Dolomitach tym razem nie jeździliśmy na nartach, przede wszystkim dlatego, że pogoda zdecydowanie się popsuła. W Pitztal byliśmy po godzinie 9:30. Rano miejscami było jeszcze słonecznie, jednak w ciągu dnia pogoda cały czas się pogarszała, a po południu padał śnieg nawet na dole. Ośrodek Pitztal składa się z 2 części, Glerscher (czyli lodowiec) oraz Rifflsee. Najpierw jeździliśmy na lodowcu. Przyznam, że jest to jeden z moich ulubionych lodowców i uważam go za najlepszy w całej Austrii. Jest tu też najwyższa góra dostępna dla narciarzy: Hinterer Brunnenkogel 3440 m. W porównaniu z innymi lodowcami, gdzie przeważnie trasy są bardzo krótkie, płaskie i proste, tutejsze nartostrady są długie (jak na lodowiec), szerokie, urozmaicone w większości czerwone. Infrastruktura również jest dobra. Najpierw jeździliśmy na trasach wzdłuż orczyka, ciekawa jest trasa czerwona 21 plus czerwona 23, którymi zjeżdża się aż do najniżej położonego krzesła. Później jeździliśmy trasami wzdłuż kolejki linowej Mittelbergbahn, według mnie jest to najbardziej praktyczna kolejka, są tu też najfajniejsze trasy, szczególnie czerwona 36. Wcześniej była tu też fajna czarna trasa 33, której niestety tym razem nie było wcale. Trzecia środkowa część ośrodka obsługiwana jest przez ciekawie wyglądającą, lecz średnio praktyczną 4 wagonikową kolejkę linową, która wjeżdża na najwyższy szczyt. Tu trasy też są niezłe, właściwie to dwie szuki z kilkoma wariantami. W południe Pan Prezes zaprosił nas na obiad do restauracji. Niestety w tym samym czasie wszyscy inni narciarze również stwierdzili, że są głodni. Jedzenie było niezłe, ale do włoskiego bardzo dużo mu brakuje. Następnie zjechaliśmy na dół i przenieśliśmy się do ośrodka Rifflsee. Tu jeździliśmy tylko po 2 świetnych trasach na górze, czerwonej 10 i czarnej 9. Szczególnie ta druga to super nartostrada, chyba najlepsza w całym Pitztal. Na koniec zjechaliśmy na dół długą niebieska trasą numer 1, która była idealnie przygotowana, ponieważ chwilę wcześniej przejechały po niej ratraki - to się nazywa szczęście :) Z Pitzal wyruszyliśmy w kierunku Włoch. Najprawdopodobniej było to zakończenie sezonu 2010/2011 dla Pana Prezesa (nie dla mnie, ale o tym później), chociaż z Prezesem to nigdy do końca nie wiadomo, więc wszystko jest jeszcze możliwe. Wczoraj odstawiłem Pan Prezesa i Pania Prezesową na lotnisko.

              Pitztal, kolejka linowa Mittelbergbahn:
              fotoforum.gazeta.pl/photo/6/lb/wf/ftmv/gbLkiNc1jkkMyV7RLX.jpg
              THE END ;)
                • b-a-n-i-t-a Re: Z Prezesem w... St. Moritz - Davos - Pitztal. 29.03.11, 15:58
                  Kumie Pan Prezes jest jak najbardziej autentyczny! Szczerze to ja zupełnie nie wiem co jest w tym tak niesamowitego? Prezes też człowiek, jak każdy inny:) A bardzo często to mam wrażenie, że Pan Prezes jest zdecydowanie bardziej normalny od niejednego nie Prezesa :) Dla niektórych przedstawicieli klasy średniej i mieszczaństwa typu zabawny Jabolak czas chyba zatrzymał się kilkanaście lat temu w ich 'ulubionych' czasach. Dziś nawet sprzątaczka pracująca u Pana Prezesa może pozwolić sobie na tygodniowy wyjazd do dobrego alpejskiego ośrodka w zimie, czy nad Morze Środziemne w lato. Sam ostatnio pomagałem naszej sprzątaczce w rezerwacji promu na Sardynię na lipiec. A jeśli ktoś uważa, że Pan Prezes to jakaś fikcyjna postać to już jest wyłącznie jego problem, ja w każdym razie na pewno z tego powodu płakać nie będę ;)
                  • ortodox Re: Z Prezesem w... St. Moritz - Davos - Pitztal. 29.03.11, 17:43
                    Ja bardzo lubię relacje z wyjazdów Pana prezesa. Chyba nie jestem tu osamotniony. Jest mi absolutnie wszystko jedno, czy Pan Prezes jest postacią fikcyjną, czy autentyczną. Nawet nie zastanawiam się nad tym, bo po co?
                    Przyznam jednak, że niemal od pierwszej relacji Banity moja intuicja mówi mi, że coś rozdwojeniem jaźni może tu być na rzeczy. I wcale nie chodzi o Pana Prezesa ;)
                    Jednak w sumie to bez znaczenia, bo czyta się naprawdę ładnie i z przyjemnością.
                    Bardzo serdecznie pozdrawiam :))
                  • Gość: Orni Re: Prezes jest, czy go nie ma?... IP: *.dclient.hispeed.ch 29.03.11, 18:05
                    to wlasciwie wszystko jedno, fajnie sie czyta takie sprawozdania fanatycznego narciarza z jego tez fanatycznym Prezesem. Zyczylbym wszystkim Presesom Swiata, zeby zamiast nieustajäcych bankietöw zwiäzanych z takä funkcjä rozprezali sie jak to möwiä tutejsi "zwischendurch" na nartach a nie przy "wysokich procentach"...
                    Pozostaje Ci zyczyc tylko "tak trzymaj"
                    Pozdrawiam
                    Orni
        • Gość: Orni Re: Z Prezesem w... Grindelwald, Mürren i Wengen. IP: *.dclient.hispeed.ch 17.07.11, 19:12
          Wlasciwie to mialem to zamiar napisac jak tylko zakoncze sezon tzn 10-go kwietnia 2011, niestety 9-go kwietnia zlamalem noge na Schilthornie i przeszlo mi narciarstwo na dobre 3 miesiäce. Po zlepieniu sie nogi wröcila mi ochota do zycia i städ ten mail..
          Otöz oczekuje relacji najciekawiej piszäcego na tutejszym forum (Banity z Prezesem i z Prezesowä) o miejscowosciach wymienionych w tytule. Z wszystkich czytanych przeze mnie postöw Banity wynika, ze (o zgrozo) tam on jeszcze nie byl. Bylaby to wielka strata dla potomnosci, wiec Banito - skup sie i wypelnij tä luke...
          pozdrawiam
          Orni

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka