b-a-n-i-t-a
27.10.11, 21:55
W oczekiwaniu na sezon zimowy postanowiłem skrobnąć coś o swoich przygodach, z wątkiem jak najbardziej narciarskim, dla Szanownych Kumów, którzy tak za mną tęsknili ;)
Kilka lat temu Pan Prezes wysłał mnie, jako swojego najbardziej zaufanego człowieka, z bardzo ważną misją do Portugalii. Było to jakoś w połowie lutego, w kraju środek zimy, Pan Prezes wyjazd na narty planował dopiero na początku marca, więc taka wyprawa w cieplejsze klimaty jak najbardziej mi się uśmiechała. Jednak Lizbona przywitała mnie dość ponurą aurą, choć temperatura w dzień nie spadała poniżej 10 stopni, było mglisto, wilgotno i od czasu do czasu padał deszcz.
Wieczorem spotkałem się z naszym portugalskim przyjacielem Filipe Amado w jednej z dobrych klimatycznych restauracji w Sintra ze spektakularnym widokiem na dawne rokokowe rezydencje i pałace. Siedzieliśmy tak sobie przy bacalhau grelhado i butelce doskonałego Porto słuchając nieco przygnębiającego fado i dyskutując, nie tylko o sprawach zawodowych, ale jak to dwóch facetów w średnim wieku, o różnych innych sprawach życia doczesnego, między innymi o spotkaniach 'integracyjnych' z lokalnym folklorem płci przeciwnej:) W pewnej chwili dyskusja zaczęła lawirować w kierunku tego, czy chciałbym mieszkać Portugalii i jak mi się tu podoba. Odpowiedziałem: "piękna ta wasza Portugalia, ale jednego wam brakuje, nie ma gdzie pojeździć na nartach a Alpy daleko" . Wówczas twarz mojego przyjaciela Filipe nieco posępniała, spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem, oczy mu wyszły na wierzch, zrobił się trochę czerwony na twarzy, na czoło wystąpił mu pot, w pierwszej chwili pomyślałem nawet, że to alkohol albo bacalhau mu zaszkodził, kiedy nagle wydał z siebie: "jak to u nas nie ma gdzie jeździć na nartach!?". W ten sposób dowiedziałem się, że na nartach można jeździć nawet w Portugalii, konkretnie w Serra da Estrela, a pełna nazwa stacji narciarskiej to Estancia Vodafone Serra da Estrela.
ciąg dalszy nastąpi.