b-a-n-i-t-a
13.12.11, 14:15
Realizując I edycję konkursu 'Na narty bez Pana Prezesa' popełniłem dwa błędy. Po pierwsze nie uwzględniłem tego, że z Panem Prezesem nigdy nie można planować konkretnych terminów, ponieważ wszystko może się zmienić z dnia na dzień. Po drugie źle przemyślałem sposób wyboru ośrodka i za późno wpadłem na sam pomysł inicjatywy, która powinna być obwieszczona ludowi na początku a nie na końcu sezonu. Powyższe spowodowało, że mój wyjazd w interesach Pana Prezesa przesunął się prawie na kwiecień a jedyny zaproponowany przez szanownych kumów ośrodek był już wówczas od kilku tygodni zamknięty. Wszystko wskazywało na to, że nie uda się zrealizować planu i grozi mi dołączenie do forumowej plejady bajkopisarzy :)
Na szczęście jeszcze podczas dyskusji nad wyborem miejsca miałem poważne wątpliwości co do warunków jakie mogą panować w wybranym ośrodku w połowie marca [pierwotny termin]. W tym samym czasie nasz włoski przyjaciel Nicola, który miał mnie gościć na miejscu, zaproponował mi lokalny ośrodek w Apeninach Cimone Sci, propozycję przedstawiłem na forum i nie spotkała się ona ze sprzeciwem kumów.
30 marca znalazłem się w hotelu w uroczym miasteczku Soragna niedaleko Parmy, gdzie miałem załatwiać interesy Pana Prezesa. Na miejscu przywitała mnie iście wiosenna aura, wysokie temperatury, kwitnące kwiatki i drzewka, śpiewające ptaszki, pogoda bardziej na wycieczkę nad morze niż na narty :) Tym bardziej, że miałem jeszcze w pamięci jazdę na nartach z Panem Prezesem sprzed kilku dni w leżącym znacznie wyżej i ponad 400 km na północ Davos, która przypominała walkę o przetrwanie. Jednak Nicola zgodnie z wcześniejszą umową przygotował dla mnie narty, dał mi też całą książeczkę kuponów uprawniających do zakupu 2 skipassów w cenie jednego w ośrodkach narciarskich regionu Emilia-Romagna. Książeczka była oczywiście dla mnie bezużyteczna ponieważ miałem jeździć na nartach sam, co prawda chciałem namówić jakąś przedstawicielkę lokalnego folkloru aby mi towarzyszyła, jednak ze względu na brak czasu nie zakończyło się to sukcesem ;)
31 marca wstałem rano około 6, udało mi się nawet zjeść śniadanie, typowo włoskie: kawę i cornetto, zapakowałem sprzęt i ruszyłem do ośrodka Cimone Sci. Jechałem poleconą mi trasą, autostradą za Modenę i dalej zwykłą drogą na Sestolę. Droga jest bardzo dobra, nie sprawia żadnych trudności i po około 2 godzinach spokojnej jazdy byłem w Sestoli. To przyjemne górskie miasteczko jest centrum ośrodka, znajduje się w nim większość hoteli, restauracji, tyle że samego ośrodka tam nie ma, więc wyruszenie na trasę bezpośrednio z hotelu jak to preferuje część kumów może być nie lada wyzwaniem. W miasteczku nie było ani grama śniegu, jedynie gdzieś w oddali widziałem zaśnieżone szczyty. Okazało się, że do ośrodka muszę jeszcze pojechać kilkanaście kilometrów górskimi serpentynami na Passo del Lupo. Na miejscu czekała mnie niesamowita niespodzianka: był śnieg! i praktycznie cała infrastruktura oraz wszystkie trasy były czynne. Zaparkowałem samochód, dałem wszystkie kupony od Nicoli grupce napotkanych młodych tubylców, którzy później dziękowali mi przez cały dzień :), kupiłem skipass i wyruszyłem na stoki. Dowiedziałem się jedynie, że ośrodek będzie czynny do 14:30, ale i tak czekało mnie parę ładynych godzin jazdy na nartach. Pomimo swoich wcześniejszych obaw pożyczyłem jednak sprzęt fotograficzny od Pana Prezesa i ponoć nawet go nie popsułem, jak twierdzi Pan Prezes jedynie 'zabrudziłem matrycę' cokolwiek by to nie znaczyło :)
To be continued...