staruch5
20.01.13, 20:21
Dzis 2. raz w zyciu zdarzylo mi sie zrobic Sella Ronde.
Pogoda paskudna, ale rano jeszcze bylo niezle, bo bez opadow i z niezla widocznoscia. Wystartowalem z Campitello i juz o 9:10 bylem na Mont de Seura. Z Plan de Gralba do Monte Pany jechalem sam pod Sassolungiem po dziewiczym sniegu.
Tam pozjezdzalem po dziewiczej alfie kilka razy.
Rozwazalem Siuski, ale w koncu zrezygnowalem. Zjechalem saslongiem - troche ludzi bylo - i pojechalem na Secede. Zaczelo juz sypac przy slabej izotermie 0C (1900 m npm!).
Po pokreceniu sie na Secedzie zjechalem czarna z Ciampinoi i troche po Dantercepies.
Pozniej do Corvary i do Arabby. Wszedzie ciezko, bo swiezy opad i wszystko mokre.
W Arabbie zastal mnie komunikat, ze z powodu zagrozenia lawinowego zamykaja wszystko o 16-tej. No smiech na sali! Gdyby takie kryteria byly w Austrii, to nigdy by sie tam na nartach nie dalo jezdzic.
W zwiazku z tym nie pojezdzilem w Arabbie lecz uciekalem na Col Rodele. Ciezkie warunki, malo ludzi. Wszystko wczesniej zamkneli (krzeslo stare na Col Rodeli zwykle dzialajace do 17:15 zamkneli o 16:40).
Bylo mglisto i na Col Raiser (Seceda) okazalo sie, ze zupelnie beznadziejne jest oznakowanie na mgle. Tyczki sa bardzo rzadko i nie ma oznaczen lewe - prawe. Ach, jak to jest swietnie zrobione w Aoscie, chocby.
Jutro dalszy ciag syfu.