Forum Sport Narty
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Ile dni w roku..

    IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.06, 08:18
    spedzacie na nartach?
    W tym sezonie mam dopiero 27 dni ale jestem pewien ze to sie zmieni we wtorek
    juz wyjazd na trzy dniowke.
    Przyznaje ze, w poprzednich sezonach bylo duzo,duzo lepiej.
    Ech czlowiek sie starzeje!
    pozdrawiam
    Obserwuj wątek
      • arwena Re: Ile dni w roku.. 26.02.06, 10:25
        szczesciarz!
        myslalam, ze poszaleje, ale jak na razie praca mnie omotala, wyjdzie na jakies
        10 dni max razem!
        za kazdym razem sie pocieszam, ze w nastepnym sezonie to... a wychodzi, ze
        jezdze coraz mniej i mniej
        porzucic prace? powaznie to rozwazam
      • Gość: tomek_28 Re: Ile dni w roku.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.06, 10:54
        "mam dopiero 27 dni" ...
        ech... nie wiesz nawet jakim jestes szczesciarzem!
        ja 19. jak na mnie bardzo duzo, moze uda sie do ok. 30 ale teraz to juz z gorki
        z sezonem, marzec za pasem.
        moj absolutny rekord to 32 dni w sezonie, potem cale lato siedzialem w domu bo
        mialem gigantyczny debet ;)
        wkurzajace jest to ze narty wymagaja tak gigantycznych nakladow finansowych.
        pozdrawiam!
      • vdagv Re: Ile dni w roku.. 01.03.06, 09:45
        W tym roku wyjątkowo kiepsko...6 dni i niestety nie będzie więcej :( Jedyna
        pociecha,że na lodowcu i przy świetnych warunkach narciarskich...Zwykle
        natomiast zaliczam w okolicach 20 dni na nartach :)
      • joanna_1 Re: Ile dni w roku.. 01.03.06, 12:39
        Jezuuu, ale szczęściarze. Ja dopiero 8 dni mam za sobą, a dopiero się uczę, i
        gdzie tu sprawiedliwość? ;)

        Poważnie zastanawiam się nad nartami tourowymi albo biegowkami, bo wtedy na
        Odrą wałami można sobie pomykać.
              • skibunny Re: Ile dni w roku.. 14.04.06, 20:26
                w zeszlym roku 28! i bardzo sie z tego cieszylam:) dobry sezon... w tym roku po
                mojej stornie Atlantyku zima nie dopisala, a w marcowa kontuzja uniemozliwila
                mi wyjazd na Pitztal:(
                tak wiec zamknelam sezon 12 dniami:( i niewykorzystanymi skipassami!!!!
                no ale noga juz lepiej... lekarz obiecal, ze na przyszly rok bedzie jak nowa!
                  • naughtywoman Re: Ile dni w roku.. 15.04.06, 04:05
                    W Nowym Jorku:) nie dopisala... chociaz od kilku lat juz prawie nie jezdze na
                    Wschodnim Wybrzezu, to jednak zawsze kilka weekendow odpadlo...odbije sobie w
                    przyszlym roku:)
                    Jeszcze raz serdeczne dzieki za pomoc w sprawie kolana...:)
                    • kubagr Re: Ile dni w roku.. 15.04.06, 04:54
                      co za polaryzacja jak jekyll and hyde: naughtywoman vs skibunny....
                      a co do zimy: ja nie mialem pretensji: snowbird,alta,big sky, jackson hole,
                      keystone and a.basin: wszedzie w tym roku w tych miejscach sniegu bylo
                      praktycznie rekordowo za wyjatkiem new mexico
                      • Gość: skibunny Re: Ile dni w roku.. IP: 1.3.* / *.proxy.aol.com 15.04.06, 05:20
                        Multiple personality disorder:)
                        ja rozpoczelam sezon od Keystone i Breckenridge:) i tez nie mialam pretensji,
                        ale na wschodnim wybrzezu snieg praktycznie nie padal a temp. dobiegaly 60
                        stopni, Stratton w Vt mnie nie zawiodl, bardzo udany dluuugi weekend, potem
                        jeden wyjazd na Whiteface. W marcu wyjechalam do Wloch i reszte juz znasz,
                        pechowo sie ten wyjazd zaczal... ale i tak bylo pieknie.
                        W ubieglym roku i ja bylam w Utah i jak narazie to moje zdecydowanie ulubione
                        miejsce:) alta i solitude... juz sa plany na przyszly rok, wiec sam widzisz, ze
                        nie mam wyjscia tylko wrocic do formy... troche mnie przeraziles, ze to moze
                        zajac tak duzo czasu... no ale co robic, za dwa tyg. pojde na sprawdzenie i
                        przyznam Ci sie, ze odkad zobaczylam te moje obite kosci na ekranie, to jakos
                        tak bardziej sobie wzielam do serca to co mi lekarz powiedzial, bo tak to sobie
                        myslalam, ze moze tak tylko cos tam mi kazal robic, zeby nie bylo ze nic mi nie
                        powiedzial konkretnego:) ale jak mi to pokazal i wytlumaczyl, ze sie o mnie
                        martwil bo:
                        "there was a chance that the bones could collapse" ...
                        no sama nie wiem, nigdy nie slyszlam nawet o takich historiach, obite czy
                        spuchniete kosci, ktore sie zapadaja...:) (w takim moim wlasnym, wolnym
                        tlumaczeniu laika:) noga wyglada normalnie, boli coraz mniej, wiec wydawac by
                        sie moglo, ze jest dobrze, a bedzie jeszcze lepiej... zanim poszlam do lekarza,
                        to juz nawet silownie zaliczalam, zeby nie wypasc z formy:) ot ludzka naiwnosc:)
                        ale teraz to juz tylko, to co lekarz przepisal:) no i z kulami radze sobie
                        coraz lepiej...
                        i tylko dziwnie sie czulam jak tak maszerowalam dzis do serwisu narciarskiego;
                        narty w pokrowcu na plecach i o kulach:) musze tez przyznac, ze mam bardzo,
                        bardzo ciezkie narty, wiec przy wyjmowaniu ich z bagaznika, kule wsparte o
                        samochod;) poczulam dlaczego mam ich uzywac, leciutka rotacja z ciezarem w
                        rekach i natychmiast kolano dalo o sobie znac... tak wiec narty na plecy i kule
                        w garsc i dziarski usmiech na twarzy:)
                        to mila niespodzianka, ze Ty tez mieszkasz w Stanach:) Internet zmienil realia
                        emigracji i Swiat naprawde stal sie maly...
      • juta33 Re: Ile dni w roku.. 19.04.06, 12:11
        Gość portalu: bingo napisał(a):

        > spedzacie na nartach?
        > W tym sezonie mam dopiero 27 dni ale jestem pewien ze to sie zmieni we wtorek
        > juz wyjazd na trzy dniowke.
        > Przyznaje ze, w poprzednich sezonach bylo duzo,duzo lepiej.
        > Ech czlowiek sie starzeje!
        > pozdrawiam


        Zawsze za mało!
        Kiedyś się zastanawiałam ile dni musiałabym jeździć na nartach, aby powiedzieć
        mam dość. Odpowiedzi na to pytanie nie znam do tej pory, a może i dobrze.
        Pozdrawiam

      • alessa Re: Ile dni w roku.. 21.05.06, 00:14
        Dzień dobry .
        Po długim milczeniu wróciłam do Polski.
        Nie mam łącza do Was z Dolomitów , załatwiam internet szybko i nie mam czasu na
        inne sprawy.
        Na nartach w tym roku od początku grudnia do Świąt Wielkanocnych to 4 miesiące
        czyli 4 x 30 dni = 120 dni (+-) 100 dni narciarskich.
        Chyba rekord. Zazdrościcie ????

        Na serio pozdrawiam wszystkich znajomych.
          • izoldas1 Re:Jazzo- Ile dni w roku.. 31.05.06, 11:33
            Gość portalu: Jozzo napisał(a):

            > Jesli mowisz o rekrodzie sezonu to pewnie tak ale
            > jesli mowiesz o rekordzie zyciowym to nie.
            > Jozzo
            Nie umiejszaj rekordu życiowego alessy, który jest równie imponujący, choć może
            nie godny naśladowania, niestety.Będąc bezdzietną starszą już panną, na forum
            od dawna bardzo pisała o swoim mężu i synu."Detal", że to wciąż prawnie mój mąż
            i nasz syn i że nic nam o tym nie było wiadomo...No cóż, bywa, zdarza sie w
            najlepszych rodzinach.Minęło pół roku, gdy ja, ta jakaś tam prawna małżonka
            zostałam tu uświadomiona,.Teraz przyszła kolej na uświadamianie naszego 14
            letniego syna.Sytuacja o tyle paradoksalna, że mąż "nasz" wciąż jakby nie
            świadom swojego związku z alessą do którego sie nie przyznaje...I zapewne
            poradzilibyśmy sobie z mężem, by w razie czego dziecko w miarę delikatnie
            przyzwyczaić do nowej zupełnie sytuacji, gdyby nie kolejna strategia alessy.
            Tym razem ta fajna babka, zdawałoby sie dorosła i odpowiedzialna, naszemu
            dziecku podsyła zdjęcia chcąc udowodnić zażyłość i więzi łączące ją z jego
            tatą. Każdy sposób dobry, ale na Boga! Tak można dokopać rywalce a nie dziecku!
            I choć mnie tu spacyfikujecie, ze to nie forum na pranie brudów, to sorry ale
            inne sposoby zawiodły. Ni prośby, ni tłumaczenia by dać czas i nie aż tak
            eksperymentować na dziecku, nic nie pomogło. Nawet ten nasz mąż nie jest w
            stanie chyba powstrzymać alessy .Na Boga!kobieto!Daj nam czas na oswojenie syna
            jeżeli sytuacja tego wymaga. Syn to nie zazdrosna panienka, której trzeba na
            siłę coś uświadomić i wyeliminować z życia faceta.Dziecko, ktore nie było nigdy
            w takiej sytuacji wymaga od nas dorosłych szacunku i zrozumienia, a przede
            wszystkim poszanowania jego uczuć.Daj czas temu "naszemu" mężowi, który może
            potrzebuje czasu, który może sie wstydzi, może nie wie jak, może boi sie że
            robote u Ciebie straci...Nie wiem, ale ja nie naciskam,nie jestem zdesperowana
            jako kobieta, ale jako matka.Tragedią jest, że muszę w ten sposób postąpić,tu
            to napisać ku uciesze być może obcych,że muszę prosić o czas, o nie tak
            drastyczna uświadamianie syna, odwoływać sie do uczuć...ale pomysłowość i
            bezwzględność alessy przerosła moje wyobrazenia jako matki.Alesso!tu Ci
            oświadczam,nie stoję na drodze do twojego szczęścia, ale kobieto!daj nam ten
            czas...i nie katuj mi syna zdjęciami, które zdążysz jeszcze wystawić nie raz,
            bez obawy, ze jakieś ci tam obce dziecko będzie miało problem z ich
            zrozumieniem.
            • Gość: Jozzo Re:Jazzo- Ile dni w roku.. IP: *.sympatico.ca 31.05.06, 14:09
              Wisz, nie bardzo rozumiem o co tu chodzi i dlaczego akurat
              piszesz ten tekst w odpowiedzi do mojego postu.

              Tak czy inaczej to forum nie jest forum ani politycznym ani
              forum problemow rodzinnych.
              Z szacunkiem dla towjego syna i calej sprawy.
              Mysle ze to nie jest adekwatne miejsce na tego typu posty bez
              wzgedu na ich slusznosc/nislusznosc.

              Jesli juz musisz sie to powinnas zalozyc watek o/t co bylo by
              tez niezbyt poprawne.

              NO, chba zaczyna dogrzewac jak nie polityczne nagonki to rozdinne
              problemy. A na Kasprowym ponoc spadl snieg.
              Jozzo
            • Gość: O.Andrzej Re:Jazzo- Ile dni w roku.. IP: *.pp.com.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 31.05.06, 21:00
              > i nasz syn i że nic nam o tym nie było wiadomo...No cóż, bywa, zdarza sie w
              > najlepszych rodzinach.

              Hmm... W przeciwienstwie do kubagr, ja sie nie pogubilem. Fakt, nie jest to
              najlepsze forum do tego typu wynurzen, ale czego sie nie robi, gdy zycie nam sie
              burzy, a innych srodkow braknie. Wyobrazam sobie np., ze alessa to wlascicielka
              lub ajentka jakiegos alpejskiego pensjonatu, a Twoj maz byl tam zatrudniony
              (instruktor?) i... ulegl jej czarom. Teraz sie tego wstydzi, a moze wciaz waha?
              Prawie jak w serialu telewizyjnym, ktorych nigdy nie ogladam (ale wiem co sie
              tam wyprawia z relacji corki :)). Skoro juz takie wynurzenie sie pojawily,
              dobrze by i alessa sie odezwala.

              Pamietaj tez, ze w Internecie mozna wszystko napisac. Bezkarnie. Moze Twoj
              przypadek jest szczery, wtedy Ci szczerze wspolczuje i zycze sukcesu jakkolwiek
              pojetego, a moze jestes rodzajem nimfomanki, ktora wypisuje na lewo i prawo
              posadzajac o "wykradzenie" Ci meza mniej lub bardziej podejrzane osoby. A moze
              wreszcie, co wydaje sie najbardziej prawdopodobnym i o czym sama po czesci
              piszesz, kierujesz Twoj tekst wylacznie do alessy i liczysz na jej opamietanie.
              W takim przypadku, na moje wyczucie, niewiele zdzialasz. Mozesz natomiast
              pokazac swoj watek mezowi. Kazdemu chlopu zdarza sie bowiem w zyciu pobladzic,
              wazne jakie wnioski z tego wyciagnie.

              Swoja droga, choc nie jestem jakims bardzo intesywnym bywalcem grup
              internetowych, to pierwszy tego przypadek z jakim mam do czynienia.
              • susanna2 o.Andrzej... 01.06.06, 00:06
                Nie jest to forum na takie historie i wiem i nie jest mi z tym fajnie, że muszę
                chwycić sie jak tonący brzytwy.Próbowałam wszystkiego co wydawało sie uczciwe i
                taktowne, by prośbą, tłumaczeniem, odwoływaniem sie do uczuć alessy, by
                oszczędziła mojego syna.Byłabym w stanie wytatuować sobie na czole "
                alesso,bierz tego chłopa,ale nie uświadamiaj naszego syna w taki sposób! daj
                nam czas na oswojenie go, by umiał ten fakt zaakceptować!!!" Nie jestem
                zdesperowaną porzuconą żoną, która na siłę musi chłopu coś udowodnić i czeka,
                że facet skruszony wróci na łono rodziny.Czy mąż uległ czarowi 50 letniej panny?
                Jeżeli tak, to przykre jest, ze wstydzi sie swoich uczuć, wstydzi o tym
                powiedzieć, ale może po prostu potrzebuje sobie to poukładać nim zacznie
                dziecku tłumaczyć.Dlatego docinki innych forumowiczów owszem są jak
                najbardziej na miejscu, bo to nie radio maryja, czy telefon zaufania, czy forum
                dla zdesperowanych matek.Ale tu alessa bywa, tu ma znajomych i może tu sie
                opamieta, ze krzywdzi mojego syna, że to nie tak, że odbiera mu ojca, bo ojcem
                był,jest i będzie ale odbiera dziecku szacunek do niego, zaufanie...przez
                idiotyczny pomysł podsyłania zdjęć. I nie mam oporów krzyczeć, że tak do
                cholery sie nie robi. Bo jest to moje dziecko, któremu można oszczędzić pewnych
                doznań i na którym nikt nie ma prawa tak eksperymentować. I jeżeli komuś da to
                satysfakcję, to możecie po mnie psy wieszaći myśleć czy pisać co chcecie.Jeżeli
                ktoś sądzi że robię z siebie idiotę to niech tak myśli.Wrogowi nie życze by
                kiedykolwiek widział i nie mógł nic zrobić widząc że ktoś krzywdzi celowo jego
                dziecko.To tak jakby z kataru wykluł sie nowotwór złośliwy i można byłoby go
                uleczyc czyjąś dobrą wolą a zamiast tego ten ktoś celowo by człowieka dobijał.
                Dlatego nie mam zamiaru stać , przyglądać sie i nie reagować na pomysły nie
                wiem sama czy zdesperowanej kobiety, czy z jakimś kompleksem na uleczenie
                którego potrzebne jest jej cierpienie 14 letniego chłopaka.I przepraszam
                wszystkich, którzy potępiają tą formę załatwiania brudów rodzinnych,ale
                wszystko inne zawiodło.
                • izoldas1 o.Andrzej 01.06.06, 00:16
                  Ten post był ode mnie/ sprzed paru minut/, zalogowana była zuska- przyjaciółka
                  która tu pisze i jest psychologiem próbujacym od dawna znaleźć złoty środek na
                  to co sie dzieje.Myślę jednak, że tu potzrebny psychiatra, bo psycholog nawet
                  nie ogarnia pomysłowości pani alessy.
                  Pozdrawiam
                  • Gość: Jozzo Re: o.Andrzej IP: *.sympatico.ca 01.06.06, 03:57
                    Z calym szacunkiem do twoich problemow.
                    Prosze cie zalbo zacznij nowy watek o/t a najlepiej zanim
                    zaczniesz nam opowiadac o problemach zyciowych moze bys naskrobala
                    cos relatywnego do forum i opowiedzial o swoim narciarstwie.
                    Zapraszam do ciekawych watkow o carvingu, nartach, butach nie wspominajac
                    o watkach o Alpejskich i rodzimych stokach.
                    Wrocisz myslami do tego co cie sprwoadzilo na to forum do swojego
                    narciarstwa, zrelaksujesz sie spojzysz inaczej na przyziemne sprawy.
                    Opowiedz o swoich wypadach rodzinnnych czy tez teylko z synam
                    na osniezony stoki o tym jak pod twoim okiem robil pierwsze narciarski
                    kroki to telaksuje i daje naprawde swierze spojzenie na przyziemne
                    problemy codziennej szaroci.

                    No to sluchamy

                    Jozzo



                  • aater Re:........ 01.06.06, 07:04
                    izoldas1 napisała:

                    tu juz przesadzilas:

                    > Ten post był ode mnie/ sprzed paru minut/, zalogowana była zuska-
                    przyjaciółka
                    > która tu pisze i jest psychologiem próbujacym od dawna znaleźć złoty środek
                    na to co sie dzieje.

                    - nie korzysta sie z cudzych nickow i nie widze problemu z zalogowaniem (twoim)
                    - jezeli twoja przyjaciolka jest psychologiem i radzi tobie czy pozwala pisac
                    na forum o tym wszystkim TO ZMIEN PSYCHOLOGA. ona powinna dbac o ciebie i
                    twojego syna a w ten sposob to poglebia twoje zdesperowanie.

                    >Myślę jednak, że tu potzrebny psychiatra, bo psycholog nawet
                    > nie ogarnia pomysłowości pani alessy.

                    - hmmm.. Waszej pomyslowosci tez nie ogarnie "zdrowy" psycholog.

                    jezeli to prawda co opowiadasz to nie rozumiem dlaczego osobiscie nie
                    porozmawiasz z alessa. piszac o tym wszystkim na forum podkreslajac troske o
                    syna to przede wszystkim jemu wyrzadzasz zlo. zapytaj syna czy chcialby aby
                    caly swiat wiedzial o Waszych problemach.

                    dodam ze nie znam alessy i nie mam z nia nic wspolnego.
                    szczerze ci wspolczuje i zycze jak najlepiej. i nie roztrzasaj swoich problemow
                    rodzinnych na tym forum bo to nie jest zloty srodek.
                    pozdrawiam




                  • o_andrzej Re: o.Andrzej 01.06.06, 15:47
                    Zycze powodzenia. O ile moze Cie to pocieszyc, w zaistnialej sytuacji
                    postapilbym podobnie i bez chwili wahania, bez wzgledu na mozliwe komentarze,
                    opisalbym wszystko na forum.
                    • Gość: Jozzo Re: o.Andrzej IP: *.sympatico.ca 01.06.06, 17:08
                      Z calym respektem dal sytuacji w jak zostalismy mimowolnie
                      wciagnieci.

                      Poraz pierwsz zdecydowanie nie zgadzam sie z toba.
                      Rozumiem ze starasz sie byc delikatny ale tutaj racje
                      ma aater to nie jset miejsce na takie sprawy.
                      W szczegonosci ma racje mowiac o jej synu.
                      Dorosli moga miec rozne problemy ale podstawowym
                      obowiazkem rodzicow jest chronic dziecko/dzici przed ich
                      niedoskonlosciami i nie wciagac ich w rozgrywki maluzenski
                      a tu mamy klasyczny przyklad dzilania na szkode dziecka w imie
                      przepuchanek midzy doroslymi. Jest to najpodlejsze z podlych
                      dzialan rodzicow i jako takowe nie zasluguje na cien akceptacji.

                      Ponadto forum jest enklawa miejscem gdzie czlowiek odpoczywa od
                      problemow szrego dnia od codziennych stresow i o ile mozna zrozumiec
                      odskoki o/t starych bywalcow form mniej lub bardziej zwiazane z nartami.
                      to ta zajadala osobka poprostu chiala is odegrac spadajac jak grom z
                      jasnego nieba ze swoimi mniej lub bardziej zawinionymi problemami zyciowymi.
                      Mimo relatywnie grzecznych sugesti wytonowania i przedstawienia sie
                      w relacji forum narty ( co ma dopowiedzenia w sprawie nart )
                      dalej ciagnie sprawe liczac na nie wiadomo co.

                      Ludzie maja rozne problemy w zyciu, czasami powazniejsze niz rozpad
                      zwiazku. Wychodza w gory, skupiaja sie wokol hobistycznych srodowisk
                      po to zeby znalsec usmiech, relax, nabrac sil do stawiena czloa
                      wezwanio zycia. Nie wolno a napewno nietaktem zeby nie powiedziec
                      dranstwem jest spadanie z nienacka i brutalne zaklucanie im enklawy,
                      ktora tak trudno znalesc w dzisiejszych czasach.

                      Jozzo

                      ps.
                      Byl kiedys taki film a w zasadzie dwa mowiacy o tych samych wydazeniach
                      ON i drugi ONA. Ciekawa analiza sposobu widznia przez Nia i jego.
                      Moral - dopuki nie wysluchasz obu stron nie zabieraj glosu w
                      sprawach zwiazkow.

                      Jozzo
                      • o_andrzej Re: o.Andrzej 01.06.06, 18:51
                        Gość portalu: Jozzo napisał(a):

                        > Rozumiem ze starasz sie byc delikatny ale tutaj racje
                        > ma aater to nie jset miejsce na takie sprawy.

                        Nie, to nie kwestia delikatnosci, a raczej ludzkiego, dodajmy dobrego, odruchu.
                        Najpierw ustalmy fakty, przynajmniej tak, jak nam je przedstawiono. Maz wiaze
                        sie na wyjezdzie z inna partnerka, co powszechnie nazywa sie zdrada malzenska.
                        :) Nie pierwszy i nie ostatni. Zona sie dowiaduje - klasyka. Nowo poznana
                        partnerka, z niedopowiedzianych przyczyn, wysyla zdjecia do syna zdradzonej
                        zony, na ktorych pojawia sie razem z tata. Dlaczego to robi? Nie wiemy, choc
                        mozemy sie domyslac. Zona, dotnieta do zywego, juz nie jako zona, ale matka,
                        probuje tamta mitygowac, telefonicznie czy mailowo, tego nie wiemy. Nic to nie
                        daje. Chwyta sie wiec innego srodka, opisuje cala rzecz na forum, i to nie byle
                        jakim, ale takim, na ktorym dziala jej "rywalka". Podkresla, ze nie chodzi o
                        konflikt malzenski, ale o wplyniecie na rywalke, by ta przestala mieszac w ich
                        konflikt dziecko.

                        Nie oceniam w ogole konfliktu ani gdzie lezy racja - nic nam postronnym do tego.
                        Rowniez nie uwazam, by forum naciarskie bylo wlasciwym miejscem do tego typu
                        zwierzen. Ale, jak widac, mamy do czynienia z sytuacja wyjatkowa. To pierwsze
                        forum, w ktorym uczestnicze, ale dzialam i dzialalem, bodajze od 1997 r.,
                        okresami bardzo intesywnie, w dwoch grupach dyskusyjnych: rowerowej i
                        narciarsko/snowboardowej. Jeszcze nigdy nie spotkalem sie z podobna do powyzszej
                        sytuacja, co tylko potwierdza jej wyjatkowosc. Nietrudno zreszta zauwazyc ile w
                        tych wynurzeniach emocji, bezradnosci, a nawet rozpaczy, choc to moze za wielkie
                        slowo. Mysle, ze bedac na miejscu Izoldy, majac podobne problemy i nadzieje, ze
                        taki watek spelni swoja role, postapilbym podobnie. Na szczescie w tym zyciu juz
                        nie bede mial takich dylematow, chocby dlatego, ze moje dzieci sa juz dorosle. :)

                        Reagowac mozemy roznie, jak kazdemu serce, rozum i sumienie podpowiada. I
                        nikomu, takze Tobie, sie nie dziwie. A najprosciej, zwyczajnie nie czytac i nie
                        reagowac.

                        Jestesmy narciarzami, chcemy o tym rozmawiac i plotkowac, ale przede wszystkim
                        jestesmy ludzmi i nieuchronnie, wczesniej czy pozniej, piszemy tu o sprawach nas
                        dotyczacych, ktore z nartami nie maja wiele wspolnego. Nie wiem jak inni, ale ja
                        nie uczestnicze, z ww. wyjatkami, w zyciu innych forum czy grup. W czasie mojego
                        krotkiego tu pobytu, pojawily sie watki czy fragmenty watkow dotyczace naszego
                        stosunku do pieniedzy, wychowania dzieci, przypadlosci zdrowotnych, a ogolnie
                        rzecz biorac naszych postaw w zyciu. I bardzo dobrze. I choc dla tych spraw
                        istnieja blizsze im fora czy grupy dyskusyjne, z braku czasu i ochoty nie
                        zamierzam tam "wchodzic". Traktuje post Izoldy, jako jeszcze jeden, co prawda
                        wyjatkowy, dodatek do zycia forum. Byc moze zmienilbym zdanie, gdyby ilosc
                        takich postow przekroczyla "mase krytyczna". :)

                        > Byl kiedys taki film a w zasadzie dwa mowiacy o tych samych wydazeniach
                        > ON i drugi ONA. Ciekawa analiza sposobu widznia przez Nia i jego.
                        > Moral - dopuki nie wysluchasz obu stron nie zabieraj glosu w
                        > sprawach zwiazkow.

                        Zgadza sie. Pamietam ten film i wielkie wrazenie jakie na mnie zrobil.
                        • Gość: Jozzo Re: o.Andrzej - zamykajac temat daleko o/t IP: *.sympatico.ca 01.06.06, 22:04
                          Nie przekonales mnie.

                          > Nie, to nie kwestia delikatnosci, a raczej ludzkiego, dodajmy dobrego, odruchu.
                          > Najpierw ustalmy fakty, przynajmniej tak, jak nam je przedstawiono. Maz wiaze

                          Moim zdaniem dobry odruch (ludzki) polega przdewszytkim na tym
                          zeby otworzyc oczy czlowiekoi (kobiecie) ze jak robi zle to czas na
                          refleksje i zkorygowanie postepowania. Co bylo tu uczynione
                          bardzo delikatnie ( patrz aater)
                          Reszta to rozdmuchiwanie sprawy w sumie na niekorzysc dzieciaka.
                          Czas na realistyczne i bezpardonowe podsumowanie sprawy inie ma co tu
                          bawic sie kurtuazje w momecie kiery druga strona mimo prob w sumie
                          delikatnych uwag dalej brnie w sojej prymitywnej krucjacie.

                          Jak relacja jest tego watku do calej sprawy, ktora spadla z nieba
                          niespodzieanie. Jaki prawo mamy jedostronniepoierac ta czy inna racje.
                          dla mnie odpoowiedz jest prost ZAdna.

                          > slowo. Mysle, ze bedac na miejscu Izoldy, majac podobne problemy i
                          > nadzieje, ze taki watek spelni swoja role, postapilbym podobnie.
                          > Na szczescie w tym zyciu ... .

                          Bledne zaloznie, bledna postwaienie sprawy, i niewasciwe miejsce.

                          > krotkiego tu pobytu, pojawily sie watki czy fragmenty watkow dotyczace naszego
                          > stosunku do pieniedzy, wychowania dzieci, przypadlosci zdrowotnych, a ogolnie
                          > rzecz biorac naszych postaw w zyciu. I bardzo dobrze. I choc dla tych spraw

                          Tak ale maily one jakas relacje do nart, forumowiczow i byly typowymi o/t
                          mniej lub bardziej zwiazanymi ze sprawami narciarstwa.

                          > > Byl kiedys taki film a w zasadzie dwa mowiacy o tych samych wydazeniach
                          > > ON i drugi ONA. Ciekawa analiza sposobu widznia przez Nia i jego.
                          > > Moral - dopuki nie wysluchasz obu stron nie zabieraj glosu w
                          > > sprawach zwiazkow.
                          >
                          > Zgadza sie. Pamietam ten film i wielkie wrazenie jakie na mnie zrobil.

                          No wlasnie dla mnie to moral oczywisty jali juz wdenac w sprawy zwiazku
                          to obiektywnie i wysluchac dwiw ( trzy) strony.

                          Tak od siebie. Nie sprwadzalem czy ta osobka ma cos wspolnego z nartami
                          poza swoim problemem zyciowy. Nie nawiely mi sie jej poprzednie posty
                          pod mysze.
                          Moze sie myle ale wyglada mi to na dosc niezorganizowana, nonsesowna,
                          krucjate, ktora wczesniej czy pozniej odbije sie na chlopaku.

                          Wdaje mi sie ze potrafie byc daleko wyrozumialy ale do pewnych granic
                          przyzwoitosci, poza nimi nie ma juz nic tylko brutana prawda.
                          Tak jak brutalne byo to wtargniece na forum, ktore jest do wybaczenie ale
                          jesli ktos usilnei brne dalej no to trzeba postawic sciane. Moze to wyglada
                          na brutalnosc ale na dobra sprawe to jedyna droga na pomocy.
                          Podobnie jak z dzieckiem bawi sie nozem czy inna tego typu zabawka to nie ma
                          miejsca na setymenty. Delikatna prosba, wytlumaczenie a jesli nie pomaga to
                          zdecydowana i konsekwentna akcja.

                          Jozzo
                            • kubagr Re: Re- zamykajac temat daleko o/t 02.06.06, 04:29
                              andrzej sie po prostu nie chce wychylac i chce grac role dobrego wujka co to
                              wszystko wybaczy i zrozumie: moze mu z tym dobrze i niech mu tam bedzie
                              a ja nie lubie jak ktos miesza do nart rzeczy ktore tam nie naleza; i takim
                              wlasnie jest ta wypowiedz:
                              moze nie jest to "brutalne" ale na pewno nie na miejscu
                              nie chce sie bawic w ciagniecie tego watku dodam tylko ze facet nie odchodzi
                              od cieplego, milego gniazdka . faceci tez mysla i kalkuluja co im sie
                              oplaca:slowem kazdy kij....itp
                          • izoldas1 Jazoo i in zainteresowani 02.06.06, 08:16
                            Powiem tak.Dziękuję za wszystko i nie ukrywałam że będziecie mnie tu
                            pacyfikować.Śmieszne jest jedno w tej sytuacji, ze jednak wszyscy to czytają,
                            każdy czuje sie w obowiązku dopisania, ze to nie to forum a mimo tego każdy z
                            was wysnuwa swoje wnioski, mądrości zyciowe, porównania.Ja przecież napisałam,
                            ze WIEM ZE TO NIE TO FORUM- ja napisałam wyraźnie dlaczego chcę to napisać
                            właśnie tutaj! I jakieś dopatrywanie sie, ze mąż zdradził, czy jakiegoś ciepła
                            domowego szuka...po co?Czy życie sprowadza sie tylko do spraw damsko-męskich?
                            Nie napisałam tu nic by ratować własne małżeństwo! Nikt z was naprawde nie jest
                            w stanie zrozumieć, ze można coś zrobić z niemocy jako matka?
                            Piszesz Jazzo;

                            Moze sie myle ale wyglada mi to na dosc niezorganizowana, nonsesowna,
                            > krucjate, ktora wczesniej czy pozniej odbije sie na chlopaku...

                            I ja sstarałam sie wszystkimi sposobami zrobić coś co właśnie na chłopaku sie
                            nie odbije! A że ciśnienie starszej pani jest tak niepohamowane, to ja jako
                            matka nie czuję żadnych zahamowań, by zastopować chore pomysły, nie ważne jakim
                            kosztem, czy mnie tu ktoś zrani czy dokopie, wyśmieje czy skrytykuje.

                            Jazzo napisałeś;Reszta to rozdmuchiwanie sprawy w sumie na niekorzysc dzieciaka.

                            Przepraszam, ale pare osób tak jak ty zareagowało tutaj i dlaczego mam chować
                            głowe w piasek i nie odpisać, nie obronić swoich racji.Nie lekceważe ludzi
                            nawet tu mi ocych. Nie potrzebuję wspólczucia przecież. Nie ganię alessy, ze
                            wzięła czy nie, mojego męża, bo ja nawet tego nie wiem do teraz, czy to nie są
                            urojenia tej pani. A że zachowuje sie wobec dziecka niebezpiecznie i ma
                            totalnie w tyłku moje monity, to nie mam oporów i nie wstyd mi pisać to tutaj,
                            gdzie ma przyjaciół, gdzie była tak częstym gościem.Gdzie może pojmie,
                            zrozumie, że jeżeli tak bardzo chce coś udowodnić to niech nie udowadnia tego
                            kosztem dzieciaka, bo to celowe wbijanie noża w plecy. Nie sztuką jest dokopać
                            leżącego, ale dużą sztuką jest podać mu rękę.
                            ps. Dziękuję tym którzy napisali na priv, cieszę sie że rozumiecie mój szacunek
                            dla uczuć syna.
                            pozdrawiam
              • Gość: O2 Re: Ile dni w roku.. IP: *.dsl.scarlet.be 30.05.06, 18:41
                Moze troche prowokujace stanowisko ;) W podobnej sytuacji juz kiedys bylem i
                ciesze sie, ze to minelo. Wole jechac na narty 2 razy w sezonie i koniecznie w
                Alpy. Od czasu wystawania godzinami na Kasprowym mam alergie na stanie w
                kolejkach. Nie przekona mnie ktokolwiek, ze mozna wtedy udzielic sie socjalnie -
                to nie to samo, co relaks na tarasie gorskiej restauracji lub barku.
                Przesyt mozna osiagnac wtedy, kiedy pobyt w gorach trwa zbyt dlugo. Bardziej
                grozi tym, ktorzy do gor maja daleko, jezdza zbyt czesto i na dluzej niz tydzien.
                Z tego powodu najlepiej maja "gorale", jezdza na nartach kiedy naprawde maja
                ochote, z doskoku. Nie kazdy ma jednak to szczescie.


                • ortodox Re: Ile dni w roku.. 01.06.06, 01:31
                  Dokładnie tak. Ja przesyt uzyskuję gdzieś po 12-13 dniach. Na tyle przeważnie
                  wyjeżdżam i wracam zaspokojony, bez niedosytu. Gdzieś po miesiącu znów
                  przychodzi potrzeba, ale już ze znacznie mniejszym nasileniem i przeważnie ją
                  zaspokajam wirtualnie, ale raczej z braku innej możliwości. W sumie szacuję, że
                  w sezonie 25-30 dni to max, by czerpać z tego radość. Dalej, to już harówka
                  i zaliczanie dni - rutyna zawodowców.
                  pozdrawiam
      • izoldas1 ater,jazo,andrzej 01.06.06, 11:31
        Moi drodzy,tu nie ma co radzić, współczuć, oceniać, choć za rady i krytykę
        dziekuje.Spodziewałam sie spacyfikowania mnie, bo znam to forum i wiem że
        ludzie są tu bardzo inteligentni i nie żądni sensacji, tymbardziej
        rodzinnych.Może ta sytuacja przypominająca farse będzie kiedyś dla kogoś
        przestrogą, żeby do własnych zachcianek i uświadamiania jakiś sytuacji nie
        wykorzystywać nigdy ani własnego ani czyjegoś dziecka.Wcale nie czuję sie z tym
        komfortowo, że zdolna jestem do takich posunięć wręcz idiotycznych.Ale jeżeli
        kobiete prosze, tłumaczę na priv i spotykam opór tak bezwzględny i
        niezrozumiały, to chyle czoła tu przed Wami, że przyszło Wam być świadkami
        niemocy i sytuacji w której jakaś matka walczy o uczucia syna.Gdyby tu
        chodziło o faceta, lament po stracie chłopa świadczyłoby to o mojej głupocie i
        braku honoru. W walce o uczucia dziecka nie mam zamiaru unosić sie honorem i
        wiedząc, że róznie mogę być tu komentowana chwyciłam sie po prostu ostatniej
        rzeczy, która może coś uświadomić kobiecie do której wolałabym mieć
        szacunek.Nie mam żadnej satysfakcji z tego, że przyszło mi robić taki show, ale
        chce mieć spokojne sumienie, ze próbowałam wszystkiego.Nie daję tu upustu swoim
        emocjom ale swojej niemocy.To nie jest moja tragedia jako kobiety, ale tragedia
        jako matki i nie wstydzę sie do tego przyznać.Jeżeli z mężem nie
        wykorzystaliśmy naszego dziecka do dziwnych rozgrywek i nie robimy tego teraz,
        dlatego nie umiem pojąć dlaczego robi to jakaś kobieta i dlaczego tak strasznie
        drastycznie. Dlaczego chce w dziecku zniszczyć miłość do ojca, dlaczego chce go
        wyeliminować, podważyć autorytet, dlaczego tak bardzo zależy jej na czasie i na
        najpodlejszej formie uświadamiania czegoś, co nie pomoże a zaszkodzi.I skończę
        już te lamenty i tłumaczenia. Wiem, ze spróbowałam wszystkiego, że
        wykorzystałam każdą formę kontaktu by trafić w choć resztki sumienia.Zrobiłam
        to tylko dla syna by miał szansę na uczciwe relacje.
        Tylko to było moim celem i zamiarem a nie użalanie sie nad swoim życiem. Nigdy
        sie nie użalam, bo jestem szczęśliwą,młodą, spełnioną babą. Oddałabym reszte
        życia, by problem z jakim przyszło mi sie zmierzyć dotyczył tylko i wyłącznie
        mnie, żeby to mi jakaś panna chciała coś uświadamiać i pastwić nade mną a nie
        nad moim synem.
        Przepraszam wszystkich kogo ta sytuacja zażenowała.
        Dziękuję tak samo za dobre słowa jak i za krytyke.
        Przepraszam za potraktowanie tego forum jak konfesjonału, ale z powodów
        wystarczająco sie wytłumaczyłam.Życzę wszystkim by nikt z was nie musiał chować
        honoru do kieszeni walcząc o dziecko.
        Co do taliowanych nart...jasne że mam.Jazzo,pewnie że jezdzimy na nartach i
        oboje że tak powiem zawodniczo...Ja senior amator...po latach dorównałam
        dziecku.Teraz sezon piłkarski, który zaczeliśmy w Madrycie na meczu realu,
        zaraz wakacje a potem zima,zima,zima. I mam nadzieję, ze nigdy więcej nie będę
        zmuszona do prania brudów publicznie.Jasne, ze to wstyd, ze świadczy o głupocie
        dorosłych ludzi, ale może to coś pomoże, może trafi gdzie trzeba.
        Żegnam sie do zimy.
    Inne wątki na temat:

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka