o_andrzej
03.06.06, 15:33
Pora konczyc definitywnie sezon, nawet ten wirtualny. Choc na polu, lub dworze
jak mawiaja poza Cesarstwem Austro-Wegierskim, zimna plucha i choc narty
spogladaja z kata z wyczekiwaniem, pory roku nikt nie zmieni. Wiosna, marna bo
marna, potem lato, jesien i dopiero wtedy mozna bedzie powoli odkurzac sprzet,
szlifowac forme.
Robiac porzadki na dysku przypomnial mi sie filmik, ktory sporzadzil na
cyfrowce moj znajomy w czasie wspolnego wypadu do Lubomierza (20 km od Mszany
Dolnej, czyli 80 od Krakowa) w zeszlym sezonie. Bylo bardzo mrozno, -15
stopni, sniegu tak sobie, twardo, ale nie lodowato. Startuje od samej gory na
wprost i dojezdzam mniej wiecej do mniejszej ;) polowy stoku. Poczatek jest b.
stromy (>30 stopni), co zmusza mnie do mocnego podkrecania i zeslizgiwania w
koncowej fazie skretu. Potem biore kilka dluzszych skretow dla nabrania
oddechu i kontynuje mniej wiecej w rownym rytmie po juz mniej nachylonym stoku
(typowa czerwona).
Popelniam kilka bledow, to byl dopiero moj drugi raz na slalomkach (w tym
przypadku Atomic SL9), przede wszystkim za malo dociazam przody w skrecie.
Jestem dosc sztywny, ale to wina warunkow - twardo i trapiacego mnie lumbago.
Widac ze jest gdzie jezdzic w Polsce, choc do Alp sporo tu brakuje (kubagr
:)). W Lubomierzu prawie nigdy nie ma kolejek, moze i dlatego, ze do dolnej
stacji orczyka trzeba podejsc kawalek, a stoczek nie jest latwy (czarno-czerwony).
To tak dla podtrzymania narciarskich emocji:
zeus27.cyf-kr.edu.pl/~ypoziebl/lubomierz.wmv
Andrzej