Forum Sport Narty
ZMIEŃ

      Co w gorach , Co w sniegu piszczy

    21.03.07, 08:31
    www.wgorach.com/?id=51186&location=f&msg=1&lang_id=PL
    kilka galerii zdjec.

    ciekawam jak sie Wam podoba.
      • filomena1 Re: Co w gorach , Co w sniegu piszczy 21.03.07, 08:34
        Papierowe wydanie pisma jest znakomite. Doskonaly papier i szata graficzna i jakosc zdjec..Prawie nie
        ma reklam.
        • Gość: Colagen Re: Co w gorach , Co w sniegu piszczy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.03.07, 20:51
          Zermatt , Cervinia moje ulubione miejsca
          • filomena1 Re: Co w gorach , Co w sniegu piszczy 29.03.07, 13:55
            img141.imageshack.us/img141/8155/hpim1759ol1.jpg
            img216.imageshack.us/img216/4184/hpim1770qp5.jpg
            • Gość: o_andrzej Re: Co w gorach , Co w sniegu piszczy IP: *.cyf-kr.edu.pl 29.03.07, 14:50
              > Tourenski po polsku?

              Najglupsza nazwa z mozliwych: "narciarstwo turowe" pisane tak, jak napisalem.
              Mnie sie kojarzy ze zwierzeciem, slynnym staropolskim, wymarlym juz, turem.
              Swoja droga nie ma pomyslu jak by je lepiej nazwac. Moze czysto po polsku,
              narciarstwo "trekkingowe"? :) Ale to nie to, bo trekking znaczy troche co innego.
              • Gość: filomena1 narciarstwo turowe IP: *.118.77.83.cust.bluewin.ch 29.03.07, 16:12
                dziekuje O-Andrzeju, rzeczywiscie " turowe" brzmi blizej tura niz turni, a w ogole wyprawa narciarska-
                doslownie tlumaczacąc.
                Czy jest to sport popularny w Polsce? czy duzo ludzi chodzi w gory na nartach? Są jakieś zawody?
                Imprezy?

                W Alpach to bardzo popularny sport, szczegolnie o tej porze roku.
                Nie wiem jak nazywa sie sport . schneschue, to sa niby rakiety. ale własciwie jest to połączenie
                rakiety i narty z piętką ruchomą i mostkiem"obcasem", Pisałam tutaj o tej modzie chodzenia po
                gorach.
                Jaką to ma nazwę polską?


                w poprzednim poscie linki nie kompletne nie podlaczyly sie. to dla milosnikow Zermattu i Cervini
                img141.imageshack.us/img141/8155/hpim1759ol1.jpg
                img216.imageshack.us/img216/4184/hpim1770qp5.jpg
                • Gość: o_andrzej Re: narciarstwo turowe IP: *.cyf-kr.edu.pl 29.03.07, 16:35
                  > Czy jest to sport popularny w Polsce? czy duzo ludzi chodzi w gory na nartach?
                  > Są jakieś zawody?
                  > Imprezy?

                  Tak, odbywaja sie, ale niewiele wiem na ten temat, bo sam nie mam nic wspolnego
                  z takim narciarstwem. Troche szkoda. Narciarstwo turowe nazywa sie tez "ski
                  alpinizm". Uczestnicze troche w grupie dyskusyjnej pl.rec.sport.zimowe, gdzie
                  pojawiaja sie adepci turingu i stad pochodzi moja nikla wiedza na ten temat.
                  Niektorych znam osobiscie i sa to swietni ludzie. Zobacz np. tego, swoja droga
                  zapalonego rowerzyste i jego relacje fotograficzne z Karpat Marmoroskich (Rumunia):
                  > hektor.umcs.lublin.pl/~cytawa/karpatymarmaroskie/index.htm. Czy to jest
                  turing czy treking czy po prostu narciarska wloczega, nie wiem? Ale piekne i
                  budzi zazdrosc. :) Moj ojciec i nawet moja starsza ode mnie o kilka lat siostra,
                  w latach 60-tych i w poczatku lat 70-tych wiele chodzili na tzw. rajdy:
                  bieszczadzkie, beskidoniskie. Oczywiscie na nartach z fokami. Narty bywaly
                  rozne, przewaznie zwykle zjazdowe, dlugie i nieporeczne, ale byly tez specjalne,
                  krotkie i szersze Zubki, wytwarzane w Zakopanem z hikorowego drzewa
                  rzemieslniczymi metodami przez... Zubka. Rajd trwal 10-14 dni i dostarczal ich
                  uczestnikom mnostwo frajdy i wrazen. Ale mnie to ominelo, bylem za mlody, a
                  pozniej wpadlem juz w sidla adrenaliny narciarstwa wyciagowego. W tamtych czasch
                  popularne byly takze wysokogorskie rajdy tatrzanskie, ktore blizsze sa
                  dzisiejszemu freeride-owi niz turingowi.

                  Tak, narciarstwo turowe jest w Polsce dosc popularne. Blisko mu tez do dosc
                  aktywnej grupy telemarkowcow i freeride'owcow. Pojawily sie tez gdzieniegdzie
                  trasy dla biegaczy, a scisle sladowek, takich szerszych nart biegowych.
                  Widzialem tez raz i drugi osobnikow na rakietach snieznych. Mysle, ze
                  najbardziej popularny i widoczny stal sie turing.
                  • filomena1 Re: narciarstwo turowe 01.04.07, 20:16
                    Dzieki.
                    Pamietam . moj wuj chodzil na takie rajdy z nartami. Wowczas chyba nie nazywalo sie to jeszcze
                    narciarstwo turingowe. Pamietam, ze Tato zabral mnie na caly dzien na nartach na Rachowiec z
                    moimi pierwszymi dechami. Tato miał Zubki. Brnelam w sniegu po pachy, bylo swietnie. Pamietam na
                    cale zycie. Wiazania tzw kandahary mozna bylo dopasowac do chodzenia. albowiem sprezyne
                    obciagajaca but zdejmowalo sie z haczykow trzymajacych go do narty, wowczas pieta robiła sie luzna.
                    a czub buta trzymala klamra kadnaharowa. Buty byly skorzane, Niezapomne jednak spodni.
                    One wazyla chyba tyle co ja, yly z grubej welny do ktorej lepil sie snieg, az w koncu byly jak pancerz
                    grube. Marzyłam o spodniach z gabardyny, a potem elastycznych.

                    A jak nazywa sie tych narciarzy, ktorzy wprawdzie korzystają z wyjcagow oraz kolejek linowych, ale nie
                    jezdza wyznaczona trasa lecz gdzies wlasnymi wybranymi trasami nieoznakowanymi?
                    Czy to sa freeride ? tak po polsku sie nazywaja?
                    Telemarkowcy korzystaja na ogol tylko z wyznaczonych tras.
                    • Gość: o_andrzej Re: narciarstwo turowe IP: *.ghnet.pl 01.04.07, 21:33
                      > One wazyla chyba tyle co ja, yly z grubej welny do ktorej lepil sie snieg, az
                      > w koncu byly jak pancerz
                      > grube. Marzyłam o spodniach z gabardyny, a potem elastycznych.

                      Swoje pierwsze "elastiki" dostalem w 18-tym roku zycia. Szyte na miare w
                      Zakopanem. Z dzisiejszego punktu widzenia - kiepskie. Nie dawaly zadnej ochrony
                      cieplnej, zwlaszcza na kolana i po kilku zjazdach z Gasienicowej, a mrozisko
                      wtedy niezle dawal w kosc, doslownie - poczulem bol w kolanie. Wczesniej
                      jezdzilem w dzinsach bodajze.

                      > A jak nazywa sie tych narciarzy, ktorzy wprawdzie korzystają z wyjcagow oraz ko
                      > lejek linowych, ale nie
                      > jezdza wyznaczona trasa lecz gdzies wlasnymi wybranymi trasami nieoznakowanymi

                      Freeride wlasnie, narciarstwo pozaszlakowe, offpiste. Telemarkowcy tez czesto
                      jezdza poza szlakami. Niektorzy, a znam jednego takiego zwolennika telemarku,
                      twierdza nawet, ze ta technika swietnie nadaje sie do jazdy po nieprzetartych
                      szlakach. Nie bardzo w to wierze, ale niech mu bedzie. ;)

                      Dawne czasy. Piekne, bo bylismy mlodzi. :) Mimo wszystko zdaje sobie sprawe, ze
                      wiele w tamtym narciarstwie, mam na mysli to tradycyjne, wyciagowe, bylo nie
                      tak. Pomijam kwestie ubioru, choc to tez niebagatelne. Ale sprzet byl kiepski.
                      Buty. Moje pierwsze porzadne buty byly juz dosc wysokie, sznurowane, skorzane
                      Krosna. Niestety nie zapewnialy dobrego bocznego trzymania. O zadnym cantingu
                      nie bylo wtedy oczywiscie mowy. Dopiero w latach 70-tych pojawily sie plastikowe
                      klamrowce z prawdziwego zdarzenia. Pamietam je, Dachsteiny, przyzwoite. Narty.
                      Dlugie, malo zwrotne. Trzeba sie bylo niezle przylozyc przy kazdym skrecie.
                      Krawedzi nie ostrzylo sie tak czesto jak dzis. Powiedzmy raz, dwa na sezon.
                      Zatem warunki twarde, nawet niekoniecznie zywy lud, zmuszaly do niezlej
                      ekwilibrystyki. Nauczylem sie wtedy pokonywac pola lodowe na plaskich nartach.
                      Do dzis niekiedy tak jezdze. Technika dosc delikatna, bo grozi zaczepieniem
                      krawedzi zewnetrzej. Najmniej narzekalem na wiazania. Nawet prymitywne Kadry, z
                      bezpiecznym trojkatem z przodu i stalym fixem z tylu zapewnialy dosc duze
                      bezpieczenstwo. Poprzednio, w kandacharach, zdarzylo mi sie kilka upadkow, ktore
                      sciegna w kolanach pamietaja do dzis. Potem juz nigdy, nawet w owych
                      prymitywnych Kadrach, choc niektore upadki okreslilbym jako bardzo spektakularne.

                      Ale tak naprawde, o czym wtedy nie bylo mowy i czego zaluje do dzis, nie znano
                      karwingow. Krotkie Compakty, ktore zapewne pamietasz, przypominaly dzisiejsze
                      karwingi wylacznie krotkoscia. A wspolczesne karwingi, krotkie, skretne,
                      swietnie trzymajace na twardym, zmienily moje narciarstwo zasadniczo. Dzieki
                      nim, po latach pewnego znudzenia narciastwem, szarej rutyny, znow poczulem
                      bluesa. Dzieki temu m.in. znalazlem sie na tym forum. :) I wlasnie tego
                      najbardziej zaluje z owych mlodzienczych narciarskich doznan - karwingow, a
                      scisle moich ukochanych slalomek.

                      Mimo wszystko gory byly te same, a nawet piekniejsze, bo mniej zagospodarowane,
                      snieg rownie bialy co dzis, serca i glowy gorace, spragnione wrazen, a nasze
                      mlodziencze marzenia, wciaz nienasycone, pchaly nas w nasze ukochane gory przy
                      kazdej nadarzajacej sie okazji. I chlonelismy je calym soba, jezdzac, meczac
                      sie, podziwiajac, rozkoszujac, modlac sie niekiedy w podziece za ich piekno nam
                      oferowane. I rzecz jasna, popijajac piwo po ciezkim i znojnym dniu jezdzenia na
                      Kasprowym czy w Szczyrku. Nigdy pozniej mi ono tak nie smakowalo, jak wtedy. :)
                      • kubagr Re: narciarstwo turowe 01.04.07, 23:35
                        jedyna rzecza z ktorasie nie zgadzam to to ze uzywasz czasu przeszlego: ja tez
                        mam swoje lata (nie tyle co ty) i nawet min amysl nie przyszlo zeby sie
                        kiedykolwiek nudzuc na nartach: to co nazywasz rewolucja : pojscie w strone
                        krotkich, taliowanych nart to moze jest rewolucja ale mozna to tez odczytac
                        jako lenistwo: ja prawdziwe wyzwanie znajduje poza trasami: dolacz sie kiedys
                        do grupy osob jadacych zupelnie poza trase (nie mowie z boku trasy) moze
                        wypozycz szersze i DLUZSZE narty, schowaj obawy gleboko i zaglebij sie w
                        prawdziwy snieg: to jest to co pozwala najbardziej wczuc sie w przyrode:
                        zaksztuszenie mgla sniegu walacego w twrz przy kazdym skrecie: uwiezienie po
                        pas w puchu i ta niesamowita plynnosc do czego cie wrecz zmusza gleboki ,
                        swiezutenki, czysty nieskazitelnnie moj fetysz: swiezy
                        snieg..............:zapewniam cie: warto!!!!!!!!!!!!!
                        • Gość: o_andrzej Re: narciarstwo turowe IP: *.cyf-kr.edu.pl 03.04.07, 10:07
                          Pisalem w czasie przeszlym, bo nas z Filomena naszlo na wspominanie. Wspomnien
                          czar. Na nartach nigdy sie nie nudzilem, ale przez cale lata bylo w moim
                          narciarstwie sporo rutyny i braku swiezosci. Praca, rodzina, dom, emigracja,
                          itp., nie bardzo sie dalo inaczej. Tydzien na nartach i tyle, szkoda gadac.

                          Zmienilo sie stosunkowo niedawno, kilka lat temu, wlasnie pod wplywem nowego
                          typu nart. Nie tyle chodzi o sama technike jazdy, o tym pisalem juz
                          wielokrotnie, karwing jest dla mnie jeszcze jedna, bynajmniej nie jedyna, w
                          niektorych warunkach bardzo efektywna technika, ale o nowe mozliwosci, ktore
                          daje nowy typ nart. Mozna sie bardziej cieszyc jazda i to mi chodzi.

                          A jezdzenie w glebokim sniegu na pewno daje mnostwo frajdy. Ale to wymaga
                          zbieznosci wielu roznych okolicznosci. Przede wszystkim, dosc trudno znalezc
                          odpowiednie trasy. Po drugie - musisz miec odpowiedni sprzet. Na moich
                          slalomkach bardzo czesto probuje rozne warianty okolotrasowe. Trafi mi sie
                          czasem jezdzic w nezbyt glebokim sniegu, ale zdjae sobie sprawe, ze narty nie sa
                          optymalne do takiej jazdy. Nalezaloby wiec kupic drugi komplet nart, a to
                          kosztuje, pieniadze i nerwy..., gdy musisz tlumaczyc zonie cel takiego wydatku.
                          :) Zreszta zobaczymy. Moze kiedys.
                          • kubagr Re: narciarstwo turowe 04.04.07, 03:01
                            nie wiem dokladnie jak to jest ale chyba w europie sa miejsca gdzie np mozna
                            wypozyczyc violkl mantra?

                            a z zona???
                            po prostu musisz jej tez cos kupic: kazda zona lubi prezenty nawet od swojego
                            meza..........
                            • Gość: Colagen Re: narciarstwo turowe IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.04.07, 16:01
                              Fajne kazania ojcze Andrzeju-pouczajace
    Inne wątki na temat:
    Pełna wersja