kornel113
04.12.08, 13:56
Narciarskich miejscowości jest w Alpach kilkaset. Ale rodacy jeżdżą
nie wiadomo dlaczego tylko do kilku miejsc, jakby się umówili.
Oczywiście Kicuś i Szmituś, czyli Kaprun i Zell. A już w Amade,
Taurach czy Kitzbuechel ani dudu. Karyntia to tylko Kleinkirchheim,
reszta nie istnieje. Włochy to oczywiście nieśmiertelne, ukochane
Livigno, żadne Bormio czy Santa Katarina, Livigno i już. Jak
wschodnie Dolomity, to w żadnym razie nie zamieszkają w Madonnie,
ale wyłącznie w zadupiastych, okolicznych Folgaridzie, Marillevie.
Jak w Madonnie widzę Polaków to zaraz okazuje się że przydymali z
Folgaridy. Kolejne ukochane miejsce to naturalnie Passo Tonale.
Umawiają się jakoś, czy co?