Gość: JuzNie
IP: 32.178.38.*
10.01.09, 02:39
To bylo na wiosne 2007 w Utah, w polowie tygodniowego pobytu
zjechalem po przerwie na dol i pojechalem do hotelu. Po prostu mi
sie odechialo jezdzic na nartach. Wiedzialem, ze juz wiecej nigdy
nie zaloze nart ani deski.
To znaczy wtedy zdawalo mi sie jeszcze ze moze mi przejdzie, ale nie
przeszlo....
Na nartach jezdze od 12 roku zycia, najpierw co roku w Polsce,
pozniej prawie co weekend w miejscu zamieszkania. Raz w roku wypad
do Kolorado lb Utah, bylem tez raz we Wloszech i raz w Szwajcarii.
To zawsze byla dla mnie super frajda. Probowalem tez daski, ale
jakos mi nie podeszla, wolalem narty zdecydowania.
Moze jestem za stary, chociaz ze mna jezdzili np. do Utah ludzie
starsi o 25 lat :)
W tym roku warunki jakich nie bylo od 5 lat, na narty z domu niecal
2 godziny, samochod stoi i czeka, narty w garazu. Ludzie dzwonia, ja
sie wykrecam.
Mial tak ktos tez ?