Warszawskie hipermarkety i nie tylko

28.06.05, 23:39
Mój "wywód" dotyczyć będzie co prawda tylko Auchan (Wola Park), ale problem
dotyczy raczej wszystkich hipermarketów.
Otóż byłem dziś na zakupach z moim 2-letnim synkiem w Wola Parku i między
innymi wstąpiłem do Auchana. Kupiłem 4 pary slipów i jeszcze parę innych
rzeczy. Na półce ewidentnie napisane, że kosztują 9,99 zł/sztukę i mają kod
kreskowy kończący się na 944. No cóż - potrzebowałem gaci, więc wziąłem 4
pary. Przy kasie nieco się zdziwiłem, że za każdą parę muszę zapłacić 12,98
zł. Kod kreskowy gaci kończył się na 951. Chciałem to wyjaśnić, więc wziąłem
paragon i poszedłem do punktu obsługi klienta (POK) na parterze (Auchan w
Wola Parku jest dwupoziomowy, a ja stałem przy kasie na parterze). Tu pani
wysłała mnie do punktu obsługi na piętro, ponieważ gacie były na piętrze. OK,
rozumiem. Na piętrze przy POK-u stało już kilka osób (obsługiwała nas tylko
jedna pani, która jednocześnie przyjmowała reklamacje, wystawiała faktury i
drukowała gwarancje). "Swoje" odstałem (dziecko już marudziło i było senne) i
czekałem na dalszy rozwój wypadków. Pani zadzwoniła gdzieś do dziewczyny z
obsługi działu gaci, ale ta nie mogła ich znaleźć, więc zaproponowałem że sam
tam pójdę i pokażę, o które gacie mi chodzi. Oczywiście przy wejściu
ochroniarz chciał zafoliować mi te gacie, ja mu na to, że nie może, bo muszę
je pokazać tej dziewczynie itd., w końcu darował sobie i mnie wpuścił (ja
cały czas w dzieckiem w wózku dziecięcym). W końcu wyjaśniłem o które gacie
mi chodzi, dziewczyna z obsługi przyznała, że rzeczywiście jest błąd, dała mi
piąte gacie razem z tą ceną z półki "9,99 zł" i prosiła, żeby zaniósł tej
pani z POK-u. Oczywiście nie mogłem wyjść z tymi piątymi gaciami, bo
piszczały w bramce, więc musiałem przez ladę w sklepie podać pani te gacie,
po czym obejść sklep i wyjść z drugiej strony (ponieważ pani obsługiwała
tylko z jednej strony, czyli już po wyjściu ze sklepu). Przymusowy spacer
spowodował, że mój synek zrobił się jeszcze bardziej marudny i zaczął płakać,
no ale trzeba było poczekać na zwrot różnicy w cenie (chodziło w sumie o 12
zł). W POK-u wisiała plansza, że w razie niezgodności cen z regału i przy
kasie oddają podwójną różnicę. Czyli powinienem dostać 24 zł. Nic z tego.
Dostałem tylko 12 zł (i tak dobrze) i pani poleciała obsługiwać już kolejną
osobę z kolejki.

No i teraz konkluzja. Podawanie niższej ceny na regale i wyższej w kasie jest
niezgodne z prawem. Wielu klientom się speiszy i albo nie zauważają tych
różnic albo dla świętego spokoju idą do domu, machając ręką na te "parę
złotych". Dziewczyna z działu sugerowała, żeby na przyszłość sprawdzać
artykuły "pikaczem" (czyli skanerem do odczytywania cen), ale przecież nie
będę biegał z każdym produktem do pikacza. Pewnie właśnie na to liczą
hipermarkety. Oszukują klientów i w nieuczciwy sposób zarabiają na nich
pieniądze.

Dodam jeszcze, że owe feralne gacie nie były jedynym produktem, którego ceny
się nie zgadzały: napoje Tymbarku według plansz promocyjnych miały kosztować
3,18 i 3,65 zł. Sprawdziłem "pikaczem" i oba kosztowały po 3,45 zł.
Pytam więc: po co w ogóle wywieszać kartki z ceną, kiedy kody kreskowe podają
zupełnie inną cenę?

Do Auchan Wola Park już się nie wybiorę. Mój synek też ma dość. Przy mojej
reklamacji chciałem pomóc, żeby było szybciej, a wyszło pewnie dłużej (w
sumie stałem około 30 minut, a same zakupy robiłem 15). Czy Auchan wpadnie na
pomysł zatrudnienia więcej niż jednej pani w punkcie obsługi klienta? Nie
sądzę. Bo klienci w większości po takich "przeżyciach" przy reklamacji będą
do nich zniechęceni i "machną ręką" na tych kilka złotych. A hipermarketom
właśnie o to chodzi. I w nieuczciwy sposób wyłudzają od nas, klientów
pieniądze.

PS. Jeśli Auchan ma swój "regulamin", że zwraca podwójną różnicę, to powinien
się tego trzymać. Ale widać tylko na planszach w POK-u wygląda to
tak "honorowo". Rzeczywistość jest zupełnie inna. A ja byłem zbyt zmęczony
tym wszystkim, żeby domagać się przestrzegania regulaminu.
Takie działania hipermarketu są raz, że nieuczciwe, a dwa, że niezgodne z
prawem. No ale kto by się chciał procesować z hipermarketem o 12
złotych? ;) ...
    • Gość: nie ważne kto Re: Warszawskie hipermarkety i nie tylko IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.06.05, 01:06
      witam ! niestety nic się nie zmieni dopóki supermarkety bedą płacić ludziom tak
      ja płacą,róznice w cenie wynikają tylko wyłacznie dzięki ludzkim
      niedopatrzeniom i głupocie pracowników.
      przy każdej zmianie ceny automatycznie drukują się metki cenowe, tylko dobra
      wola lub dyscyplina pracowników (z reguły dobrze opłacanych lub
      odpowiedzialnych bo zależy im na pracy) powoduję że wędrują one na swoje
      miejsce czyli pókę z produktem.niestety nie w wielkim sklepie gdzie tnie się
      koszty gdzie tylko sie da zatrudniając półdebili (zdażył mi się jeden który nie
      wiedział co to kalkulator), za 800 zł,
      zapwniam cię że napewno też nie zatrudnią jeszcze jednej panienki w dziale
      rekalmacji, ani dodatkowego fachowca w dziale rtv,- za duże koszty! zatrudnią
      za to szczeniaka z tzw "work servis" bo nie zapłacą za niego zus i innych
      kosztów , któremu będzie wszystko jedno co pakuje na półki i jak, bo niestety
      koszty sklepu przekładają sie na cenę końcową produktu, konkludując jak chcesz
      być dobrze obsłużony to omijaj szerokim łukiem sklepy typu low cost czyli albo
      rybki alko akwarium
      pozdrawiam
      p.s
      nikt z premedytacją nie chcił cię okrać , tam jest po prostu kosmiczny burdel
      • jacho_1 Re: Warszawskie hipermarkety i nie tylko 01.07.05, 16:02
        To, że w hipermarketach jest bajzel, to chyba każdy wie: pół roku temu w
        Carrefourze na Bemowie na półce stała cała partia PRZETERMINOWANEGO piwa. Babka
        z obsługi, kiedy zwróciłem na to uwagę, powiedziała (a w zasadzie odburknęła)
        żebym zgłosił to do kierownictwa (jakby ona nie mogła). Zgłosiłem to, ale do
        Inspekcji Handlowej i za tydzień przyszli i odkryli jeszcze kilka
        przeterminowanych towarów i dostali mandat. A przecież obsługa chyba wie, co ma
        na półkach, przecież sami to tam stawiają.

        Przez ten bajzel - gdyby tylko ludzie zwracali uwagę na różnice w cenach -
        hipermarkety traciłyby masę pieniędzy (gdyby rzeczywiście oddawali PODWÓJNĄ
        różnicę w cenie, to jeszcze dla nich gorzej), ale klientom albo się nie chce
        ("szkoda czasu na stanie w kolejce po te 50 groszy") albo po prostu nie
        zwracają na to uwagi. Cóż c'est la vie - życie toczy się dalej, a ludzie
        nieświadomie nabijają kasę hipermarketom.
    • Gość: mollcia Re: Warszawskie hipermarkety i nie tylko IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.07.05, 12:11
      w dawnym HICIE, teraz tesco, wykłocilam się o to podwójne oddawanie pieniędzy,
      rzecz dotyczyla akumulatora, nadplacilam 30 zl, walczylam jak lwica o 60.
      Kierowniczka dzialu stwierdzila - no tak, proszę pani, ale akumulatorow akurat
      to nie dotyczy. No i to była plachta na byka! Już nie chodzilo o te pieniądze,
      tylko o to, że kobita tak oświadczyla. Po godzinnej batalii, wzywaniu jakiegoś
      niemieckojęzycznego managera, otrzymalam 60 zl.
Pełna wersja