loooper
23.08.05, 09:33
Wczoraj najdłuższa myjnia w Polsce (Poznań) urwała mi lusterko w samochodzie.
Okazało się, że odłamało się główne plastykowe mocowanie.
Przedstawiciel myjni w protokole opisał zdarzenie (czas i miejsce akcji, co
się stało itd) podpisał się pod tym i przystawił pieczątkę. Protokół w dwóch
egzemplarzach (oryginał dla mnie).
Myjnia skierowała mnie do warsztatu, w którym naprawiają części plastykowe w
autach (jeszcze tam nie pojechałem) kazali mi to naprawić, wziąć fakturę za
naprawę na ich firmę i po jej okazaniu w myjni zwrócą mi za to kasę. Jeśli
koszt naprawy miałby przekroczyć 500 PLN prosili o kontakt w celu załatwienia
tego przez ubezpieczenie (myjnia jest ubezpieczona ale nie wiem gdzie i na
jakich zasadach).
Ja się zastanawiam nad tym, czy od razu nie zgłaszać szkody w ubezpieczalni.
Jeśli z tym zakładem naprawczym myjnia ma jakieś układy, to zrobią mi
prowizorkę z tym lusterkiem po jak najmniejszych kosztach.
Ponadto później po całej akcji spostrzegłem, że pod lusterkiem jest trochę
porysowany lakier (prawdopodobnie urwane lusterko obijało się cały czas o
drzwi w czasie mycia), ale tego faktu nie odnotowano w protokole, wiec pewnie
wszystko przepadlo i o lakier nie moge roscic zadnych pretensji.
Jak właściwie wygląda procedura z myjniami?
Gdyby coś takiego zrobił mi jakiś inny kierowca na drodze sprawa byłaby
prosta: spisujemy oświaczenie, zgłaszam do mojego ubezpieczyciela, bada to
rzeczoznawca i dostaję pieniądze z OC.
Ale jak najlepiej postąpić w moim przypadku?