Urząd Miasta- decydujące starcie!

IP: *.146.206.210.nat.umts.dynamic.eranet.pl 29.10.09, 00:30
https://i38.tinypic.com/dxmh6o.jpg


Czyli stwórzmy historię o biurokracji i tym podobnych rzeczach. Głównym bohaterem będzie, nazwijmy go Józef, seryjny morderca próbujący załatwić sobie w Urzędzie Miasta....eeeee... co właściwie się załatwia w urzędzie miasta? Chodzi mi o coś, co wymaga wielu papierków i chodzenia od Annasza do Kajfasza.

Zaczynamy w następnym poście!
    • Gość: ka-mi-la789 Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.09, 00:33
      Pozwolenie na budowę. Właściwie to kompetencje powiatu, ale sposób
      załatwiania usprawiedliwia najbardziej sadystyczne morderstwa.
      • frred Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! 29.10.09, 22:58
        > Pozwolenie na budowę. Właściwie to kompetencje powiatu, ale sposób
        > załatwiania usprawiedliwia najbardziej sadystyczne morderstwa.

        Ale są miasta na prawach powiatu, i wtedy załatwiasz to w UM. Tak więc Twój
        pomysł ma sens, pod warunkiem, że Józef mieszka w dużym mieście, np. w dowolnym
        wojewódzkim.
    • Gość: 3,14-Roman Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! IP: *.146.206.210.nat.umts.dynamic.eranet.pl 29.10.09, 00:33
      Inna forumowiczka
      forum.gazeta.pl/forum/w,384,102125632,102180055,Re_Co_robi_seryjny_morderca_w_urzedzie_miasta_.html
      podsunęła mi ciekawy pomysł. Józef będzie próbował wyrobić sobie pozwolenie na działalność przestępczą!
      • airtair Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! 29.10.09, 10:44
        >sobie pozwolenie na
        > działalność przestępczą!
        Ech, a ja myślałam, że to ciosem od tyłu na Trybunale Sądu
        Najwyższego można wyłudzić wszystko.
    • Gość: 3,14-Roman Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! IP: *.146.206.210.nat.umts.dynamic.eranet.pl 29.10.09, 00:45
      Powoli otworzył oczy. Auć!

      Józef, znany szerzej jako: "Józef K, seryjny morderca, nieślubny syn słynnego amerykańskiego mordercy Jonathana Kramera", obudził się z bólem głowy.
      -Ding! Ding!- budzik zadźwięczał, a Józef zaklął w myślach.
      Najchętniej rozwaliłby ustrojstwo kopniakiem z półobrotu, niestety budzik był dziełem jego ojca, w związku z tym miał pewną dość nieszczęśliwą dla Józefa właściwość- uderzony zbyt mocno, raził prądem.
      Seryjny morderca nie miał więc wyboru: zwlekł się z łóżka, przeklinając w myślach (tata Józefa miał brzydki zwyczaj ucinania kawałka języka każdemu przeklinającemu dziecku, więc nasz bohater nawet w wieku 34 lat ograniczał się do wyrażeń takich jak: "kurczę" czy "psia kość"). I nagle dreszcz wstrząsnął jego ciałem:

      -Ja mam dziś tam iść!
      • drzejms-buond Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! 29.10.09, 10:55
        Motyla noga!- pomyślał.
        -A jeszcze trzeba kupić: kwiatki dla pani sekretarki,
        cekuladki dla pani z działu geodezji
        no i najważniejsze. 5 kopert z zawartoscią
        -tylko jak ja wypłacę w bankomacie tyle pieniędzy na raz?
        Może przyjmą przelew?
        • Gość: gabrielle Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.09, 11:12
          - przelew? - złapał się za głowę, bo uświadomił sobie co mówi - skoro ZUS
          całkiem niedawno ogłaszał przetarg na zakup dyskietek, to tu pewnie i o
          przelewach internetowych nie słyszeli.
          • Gość: jasiek do głowy Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.10.09, 12:21
            czasu ni ma - pomyślał i postanowił po drodze do Urzędu napaść na
            bank. Zapakował do torby swój zestaw do tortur, zabrał nóż 27 cm
            długi z lsniącym ostrzem (lubił widok krwi na jego połyskliwej
            powierzchni) i ruszył w miasto...
            • dzidzia_bojowa Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! 29.10.09, 19:06
              Ruszył w miasto zadbawszy uprzednio o odpowiednie wyposażenie. Pamiętajmy, że
              jest seryjnym mordercą i nie morduje gołymi rękami, bynajmniej. Zadbał więc o
              odpowiedni strój: nierzucająca się w oczy czarna kurtka z ćwiekami, czarne
              spodnie, czapka bejzbolówka oraz, rzecz jasna, okulary a'la Miami Vice. Do torby
              z napisem "Addidas" wrzucił, tak na wszelki wypadek, nóż rzeźnicki, strunę od
              fortepianu, przedmiot przypominający pistolet, parasolkę(coś padać zaczynało)
              oraz dowód osobisty.
              Zamierzał rozpocząć własną działalność. Działalność gospodarczą. Jeszcze nie
              wiedział jaką specjalizację obierze stąd te wszystkie różnorodne przedmioty w
              torbie. A ponieważ nie miał jeszcze załatwionych pozwoleń mógł wziąć jedynie
              atrapę pistoletu. Zwędził ją małemu Krzysiowi, gdy ten na chwilę odwrócił się w
              piaskownicy. Przecież nie będzie kupował w zabawkowym pistoletów!!! Kupi i w ten
              sposób zostawi ślad w postaci paragonu kasy fiskalnej. O co to, to nie! Taki
              głupi ten nasz przyszły profesjonalny seryjny morderca nie był!
              Jednak do uzyskania tego tytułu była jeszcze dłuuuuuuga droga...
              • hania.mala Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! 29.10.09, 19:36
                Wydłużyła się jeszcze bardziej, gdyż zapomniał o karcie wzorów podpisów, którą
                na dzień dobry powinien był okazać zanim zacznie swój taniec z czekoladkami
                pomiędzy stolikiem sekretarki a biurkiem kierownikiem wydziału. Podrapał się
                chwilkę w głowę obmyślając trasę. Z banku nie było mu po drodze do urzędu
                statystycznego gdzie winien był wydobyć REGON a REGONU nie mógł wyrobić bez
                numeru NIP, o którym całkowicie zapomniał. Jego siostra Prudencja uprzedzała, że
                na NIP czeka się i 30 dni, na co nasz bohater absolutnie nie mógł sobie
                pozwolić. Pistoletem zabawką drapał się po głowie a krzyki małego Krzysia
                skutecznie rozpraszały funkcjonowanie jego narzędzia jakże błyskotliwego intelektu.
                • dzidzia_bojowa Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! 29.10.09, 19:49
                  Drapał się tylko chwilę. Krzysia mama zabrała do domu, więc krzyki miał z głowy.
                  Zresztą nie takie krzyki już słyszał sposobiąc się do zawodu. Wytrzymał i te
                  krzysiowe.
                  Postanowił być twardy i ponury. Przybrawszy odpowiednią minę mimo nieposiadania
                  tych wszystkich skomplikowanych rzeczy, których od niego wymagano( o czym
                  jeszcze nie wiedział) zdecydowanym krokiem przestąpił próg gmachu Urzędu Miasta.
                  Podjął wyzwanie, nie bał się nic a nic, nie czuł nawet poirytowania. Wiedział
                  jedno: będzie twardy, będzie stanowczy a czekoladki zje potem sam. Dobrze
                  wiedział, mimo, że jego intelekt nie błyskał jak należy, że czasy komuny minęły
                  bezpowrotnie i zwykłe czekoladki to sobie może w buty wsadzić.
                  Tak więc wszedł, patrzy: Punkt Informacyjny a w nim jakaś blond niunia. Dobra
                  nasza, pomyślał i skierował kroki w stronę niuni...
                  • hania.mala Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! 29.10.09, 20:03
                    Zanim jego usta ułożyły się w grymas, coś na kształt ni to lubieżnego uśmiechu,
                    ni to miny zafrapowanego intelektualisty, niunia spojrzała na niego zimno.
                    "Numerek!" - usłyszał. Jego fizjonomia zupełnie nie przypominała twarzy
                    pokerzysty. Rzecz by można, że przypominała twarz debila bawiącego się własnymi
                    genitaliami na kozetce w niezbyt odosobnionym miejscu zwanym szpitalem wariatów.
                    Lustrzane okulary potęgowały ten efekt. Niunia beznamiętnie sprawdziła w nich
                    poprawność makijażu nałożonego jakieś 3 minuty wcześniej powtarzając "Numerek!".
                    • dzidzia_bojowa Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! 29.10.09, 20:46
                      Józefa trochę zaskoczyła ta bezpośredniość panienki, ale tylko
                      trochę.
                      W swoim trzydziestoczteroletnim życiu wiele już widział choć może
                      niewiele przeżył( jakoś nie miał szczęścia do płci przeciwnej mimo
                      atrakcyjnej profesji). Pomyślał sobie, że czemu nie? Może być
                      numerek na początek. Dobrze mu to zrobi bo czuł, że rośnie w nim
                      napięcie i sztywnieje mu od tego kark.
                      Na kolejne wezwanie blondi o numerek powiedział z flegmą
                      -Ołkeeej, dobra, dobra. To co? Tutaj za ladą czy w klopie?
                      Uchylił wbrew własnym zasadom okulary przyglądając się chętnej
                      panience...
                      • frred Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! 29.10.09, 23:15
                        - Co???!!! Słucham?!!! Molestowanie seksualne????!!!! Ja jestem
                        wiceprzewodniczącą miejskiego koła Polskiej Inicjatywy Nareszcie Dominujących
                        Antysamic "PINDA", żądam miliona złotych zadośćuczynienia i... - tu panienka,
                        widząc, że z przeciwległego końca sali przygląda się jej pani o wyglądzie
                        krokodyla uprawiającego sumo i równie miłym wyrazie twarzy (a więc zapewne
                        szefowa) wrzuciła właściwy program: - W naszym urzędzie obowiązują zunifikowane
                        i ściśle zestandardyzowane procedury wykonywania zadań, całodobowo monitorowane
                        przez komputerC pracujące w standardzie 4C, posiadamy również Zintegrowany
                        System Zarządzania i Kontroli, 125 certyfikatów ISO i 28 certyfikatów Instytutu
                        Standardyzacyjnego Administracji im. Porucznika Duba (w którym przewodniczącym
                        Kapituły jest prezydent naszego miasta). W związku z powyższym, pobranie numerka
                        ze znajdującego się w tamtym końcu sali certyfikowanego urządzenia
                        koprofagicznego... jest niezbędne dla bycia obsłużonym - zakończyła z dyżurnym
                        uśmiechem nr 9. Nie było najmniejszych wątpliwości, że wcześniej pracowała jako
                        telemarketerka u wiodącego w kraju operatora telefonii komórkowej.
                      • frred Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! 29.10.09, 23:34
                        ??? Słyszałem o automacie do lodów, ale żeby do numerków??? - pomyślał Józef i
                        poczłapał do automatu koprofagicznego. Przed automatem była już kolejka emerytów.

                        Po 15 minutach okazało się, że automat jest niesprawny i zamiast numerków
                        drukuje wiersze ubiegłorocznego noblisty Grzegorza Rymopisa. Wobec powyższego,
                        wqwiony Józef powrócił do okienka blond niuni.

                        - I ma pan numerek? - spytała niunia, dłubiąc sobie tipsem w szparze między
                        przednimi zębami. Józef pomyślał, że niunia byłaby w stanie zrobić loda nie
                        otwierając ust, ale był już zbyt wq, by ta perspektywa mogła go zainteresować.

                        - A przyjebał ci kiedyś ktoś z bani? - zapytał.
                        • 3.14-roman Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! 30.10.09, 00:33
                          -Proszę mi tu nie imputować!!!- zaoponowała panienka
                          -No właśnie!- dodała siedząca przy stanowisku obok kobieta w nieokreślonym wieku z trwałą i długimi czerwonymi szponami. Józef przyjrzał się jej biurku, które wypełniały różowe ramki ze zdjęciami ponurych dzieci płci nijakiej i biała ramka z jej imieniem i nazwiskiem. Pani nazywała się Jadzia, co nie zdziwiło Józefa. Tymczasem pani Jadzia kontynuowała.
                          - To jest Urząd! Proszę się zachowywać godnie!
                          • Gość: 3,14-Roman Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! IP: *.197.158.213.umts.dynamic.eranet.pl 30.10.09, 00:46
                            -Prze..przepraszam- Józef spuścił głowę. Jak mało który seryjny morderca, wiedział, jak zmiękczać ludzi i właśnie stosował wobec pani Jadzi strategię zwaną roboczo: "Maczaniem w Coccolino".
                            -Niepotrzebnie się uniosłem- dodał smutno, a potem wyuczonym gestem otarł nieistniejącą łzę z policzka. Pani Jadzia i niunia popatrzyły na niego z ciekawością.
                            -Mój synek...mój synek- Józef łgał bezczelnie- Nie żyje. Przepraszam, że wyładowałem się na paniach.
                            • Gość: 3,14-Roman Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 30.10.09, 00:52
                              Pani Jadzia wyraziła współczucie, wycierając głośno nos w chusteczkę. Niunia powiedziała:
                              -Przykro mi!
                              A potem zaczęła nerwowo wydłubywać sobie tipsem resztki Snickersa spomiędzy zębów. Tylko starsza urzędniczka siedząca w kącie ożywiła się.
                              -Co się stało temu panu? Jadzia, co się stało?
                              Jadzia otarła łzę i wzruszyła ramionami. Niunia obejrzała pod światło resztę Snickersa i odrzekła:
                              -Ktoś bliski zmarł temu panowi.
                              -Aaaaaaaa. Osoba fizyczna utraciła byt prawny! A to był wstępny czy zstępny?
                              -Zstępny!- pani Jadzia wreszcie doszła do siebie, po czym niespodziewanie dla Józefa wrzasnęła:
                              -I po co pan mnie denerwuje? Myśli pan, że mnie wzruszy? Wy tu wszyscy na litość nas chcecie brać...wy...-dodała z obrzydzeniem
                              -Wyyyy...petenci!
                              • frred Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! 30.10.09, 01:52
                                Józef widział, że musi podkręcić ostrość. Przeszedł na wariant... Jak to się
                                nazywało? "świntuszek"? "tartinka"? "świętoszek"? a!!!! "Święcony tatar"!

                                - Czy pani...? Czy pani ... w ogóle ma serce? Czy już pani tylko wstępne,
                                zstępne, święcone, zastępcze i pogłówne pozostało!? Jak pani śmie drwić z mojego
                                nieszczęścia?!!!! To przez takich jak pani rozpił się doktor Lubicz!!!-

                                Po chwili cała sala obsługi interesantów pełna była płaczących miłośniczek
                                serialu, z obu stron lady, podtykających Józefowi a) chusteczki jednorazowe b)
                                czekoladki c) wydobytą z samego kąta najniższej szuflady kontenerka setkę
                                "Balsamu książęcego 65%" (to podała ze łzami w oczach krokodylopodobna pani
                                kierownik) d) i, co dla Józefa najważniejsze, podpisane in blanco decyzje
                                administracyjne wszelkiego rodzaju. Przy odrobinie szczęścia, mógł zostać
                                właścicielem kilkunastu mercedesów, otrzymać kilkumilionowe odszkodowanie za
                                wywłaszczenie szopy z działką 0,1 ara (zresztą będącej własnością sąsiada),
                                zbudować strzelnicę 100m od obszaru rozrodczego orła bielika... ale spośród tych
                                wszystkich dokumentów, interesował go tylko jeden...
                                • Gość: jasiek do głowy Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.10.09, 08:51
                                  Józef osiągnął swóc cel: trzymał w ręce (tym razem nie umazanej
                                  krwią) upragniony dokument. Dokument in blanco! I.... I właśnie
                                  uświadomił sobie, że przecież nie potrafi go wypełnić! Bo największa
                                  tajemnicą Józefa była taka , że był ANALFABETĄ!
                                  Co czynić, co czynić!???? myślał gorączkowo ....
                                  • Gość: mmm Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! IP: *.ssp.dialog.net.pl 30.10.09, 10:56
                                    Cóż z tego, że był analfabetą - czuł pod skórą, że to da się jakoś
                                    obejść. W końcu był seryjnym mordercą.
                                    Niepokojem napełniał go jednak fakt, że w dokumencie, który miał
                                    wypełnić były pola PESEL i NIP.
                                    Żył już te trzydzieści parę lat na tym świecie, ale pierwszy raz
                                    słyszał o PESEL-u. A i NIP jakoś go tak dziwnie zaniepokoił.
                                    Pierwszy raz od bardzo dawna zlał go zimny pot.
                                    Kurcze pieczone, czuję że i dalej lekko nie będzie.
                                    • gosiajanda Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! 30.10.09, 12:21
                                      Nagle wpadł na genialny, wręcz arcyszalony pomysł! Uwiedzie blond
                                      Niunie niczym Kaziu M. Isabell, a rozkochana w nim zajbóczo Blond
                                      Niunia zdobędzie upragniony przez Józefa ów tajemniczy PESEL and NIP.
                                      • Gość: annaud Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! IP: 195.137.246.* 30.10.09, 13:32
                                        nie wiedział tylko że w czasie gdy przyglądał się na powrót niuni
                                        blond, ktoś, w drugim końcu sali bacznie obserwował jego
                                        poczyniania. A imię jego było: .......Ciąg Dalszy.......
                                        • hania.mala Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! 30.10.09, 14:26
                                          Józef. Zupełnie jak bohater tejże przypowieści. Jednakże TEN Józef był
                                          zdecydowanie bardziej oświecony w kwestiach dokumentów, które tak ochoczo
                                          wyciągnęły z szuflad niefrasobliwe pracownice urzędu. Był to mianowicie
                                          inspektor z urzędu kontroli skarbowej. Jego tajniacka robota w Urzędzie Miasta
                                          polegała na wychwytywaniu petentów, którzy przychodzą zarejestrować działalność
                                          gospodarczą, niby to szkoły językowej, pod którą czaiła się machina, która winna
                                          była odprowadzać podatek VAT w wysokości inspektora ulubionych 22%. A widział on
                                          już niejedno. Przede wszystkim owe szkoły językowe z lubością nauczające
                                          jedynego, nieco charczącego i języka zupełnie niezrozumiałego dla obu Józefów.
                                          Józef-petent tymczasem powodował swędzenie jego doświadczonego, skarbowego nosa
                                          i Józefowi-inspektorowi bardzo, ale to bardzo się to nie podobało. Kryjąc twarz
                                          za formularzem B-12 szybko zmierzał w kierunku uszczęśliwionego petenta.
                                          Pistolet-zabawka cicho rozprysł się pod elegancko wypolerowanymi półbutami
                                          inspektora. Tak cicho, że dźwięk ten jedynie usłyszała pani Jadzia i niczym na
                                          sygnał poczęła chować do pełnej już szuflady one ramki ze zdjęciami, ceramiczną
                                          miseczkę pełną parującej "zupki chińskiej" (i przy okazji znajdując batonik
                                          nadgryziony przedwczoraj, a który zapodział się gdzieś w ferworze... pracy) oraz
                                          komplet zapasowych i prawie już skończonych tipsów.
                                          "Pomóc panu?" - usłyszał przy uchu Józef-petent całkowicie pochłonięty wyborem
                                          metody podrywu na blondynie, która jakoś nie wracała. Dobroduszny staruszek z
                                          plikiem dokumentów (a trzeba dodać, iż tak prezentował się agent Józef) nie
                                          wzbudził w Józefie podejrzeń oszołomionym faktem, iż praktycznie jest na końcu
                                          drogi REJESTRACJI. "Bo wie pan", ciągnął inspektor, "mnie też kiedyś ktoś
                                          pomógł", zagaił sprytnie ukrywając fakt, iż pomagającym była dziewczynka
                                          wskazująca mu adres rodziny, w której następnie przeprowadził drobiazgową
                                          kontrolę skarbową znajdując zdefraudowane i ukryte przed organem skarbowym 29
                                          groszy. Za co zresztą otrzymał nagrodę i awans.
                                          Po chwili trzymał w ręce podpisaną in blanco decyzję.
                                          • frred Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! 02.11.09, 10:36
                                            - Tak... - odrzekł Józef-petent i przybrał minę niewiniątka w potrzebie - Bo
                                            widzi pan, nie wziąłem okularów i nie widzę, co mi tu napisali, a to chyba
                                            trzeba wypełnić. -

                                            - Niech pan pokaże... Ho, ho, decyzja in blanco... Ooo, i druga pod spodem...
                                            Podpięła się. Jak pan to sobie załatwił? -

                                            - Nie wiem, widocznie mi się tak należało. -

                                            - Wypełnimy, wypełnimy (i tu Józef-petent ze zdziwieniem zauważył, że dobrotliwy
                                            staruszek wyjął z kieszeni ołówek i zaczął udawać, że pisze... jego tępą stroną;
                                            co jest grane?; natomiast Józef-inspektor myślał w tym czasie "To będzie dowód
                                            przestępstwa skarbowego, nie może być na nim śladów mojego charakteru pisma, a
                                            ten ślepy i tak nic nie zauważy").
                                          • frred Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! 02.11.09, 11:58
                                            - Pana nazwisko? - zapytał staruszek, dyskretnie włączywszy dyktafon w kieszeni.

                                            - Józef Kramer.-

                                            - Adres? -

                                            - Chrzęszczyżewoszyce powiat Łękołody, ul. Marchwickiego 7.-

                                            - PESEL i NIP? -

                                            - Nie mam. I co to w ogóle jest? -

                                            - Ma pan. Każdy ma. Ja panu pomogę ustalić, jaki, ale to troszkę potrwa. Mam
                                            koleżankę w skarbowym, zaraz jej dam smsem pana dane i ona ustali (tu staruszek
                                            wysłał smsa z danymi Józefa Kramera do centralnego serwera Ministerstwa Finansów).

                                            Józef ucieszył się niezmiernie. A więc ma już PESEL i NIP! Kolejna dobra
                                            wiadomość tego dnia. Ucieszył się prawie tak bardzo, jak tego dnia, gdy
                                            dowiedział się, że mówi prozą.

                                            - Przedmiot działalności? -

                                            - Mokra robota. Z rurą.-

                                            - Aaa, to pan hydraulik?!!! A PKD pan przypadkiem nie zna? -

                                            - Czego? -

                                            - Numeru pana działalności. -

                                            - A numer to znam. 148 * -

                                            (tu staruszek pomyślał: "Zaraz sprawdzę, jaka jest na to stawka VAT. Chyba
                                            takiego symbolu w wykazie stawek 7% nie ma, czyli by było 22%. Dobra nasza.")
                                          • frred Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! 02.11.09, 13:08
                                            Józef nagle uświadomił sobie, że podaje swoje prawdziwe dane człowiekowi, który
                                            przecież coś przed nim ukrywa. Dlaczego pisze tępą stroną ołówka? Kto normalny
                                            może mieć koleżankę w skarbowym? Kto normalny zna się na jakichś nipach-pipach i
                                            wie, co to jest PKD?

                                            - Przepraszam, ja na chwileczkę do toalety - powiedział do staruszka i zniknął
                                            mu na chwilę z oczu. W rzeczywistości wyszedł zaś przed budynek i zatelefonował
                                            do Prudencji.

                                            Prudencja odebrała lekko zaspana (uprzedzała go przecież, żeby nie dzwonił do
                                            niej przed południem! w końcu ona prowadzi poważną agencję towarzyską! cóż z
                                            tego, że na razie jeszcze jednoosobową...).

                                            - Cześć siostrzyczko. -

                                            - No cześć. -

                                            - Słuchaj, jestem w UM, chcę zarejestrować działalność i zagaduje do mnie taki
                                            dziadyga...-

                                            Prudencja, nie czekając na dalszy ciąg, wrzasnęła:

                                            - Uciekaj! To człowiek don Andrei, ojca chrzestnego z Zielnova! Oni teraz chcą
                                            położyć łapę na small biznesie! Mnie też zagadywał, wtedy jak poszłam rozszerzyć
                                            przedmiot działalności o sado-maso, wróżenie z fusów i średnioterminowe prognozy
                                            giełdowe!-

                                            Józef rozłączył się i już miał rzucić się do ucieczki, ale nagle uświadomił
                                            sobie, że staruszek ma jego cenne dokumenty. Wrócił więc do sali obsługi
                                            interesanta UM... staruszka już tam nie było, ale dokumenty Józefa leżały na
                                            ławeczce, dokładnie w miejscu, gdzie przed chwilą siedzieli razem ze staruszkiem.

                                            - Ki diabeł? Co tu do ch...a się dzieje? - pomyślał Józef -... ale grunt, że
                                            dokumenty się znalazły. -

                                            Zapakował je do torby i poszedł na kebaba. Postanowił potem wpaść do Prudencji i
                                            z jej pomocą wypełnić dokumenty. Jeśli będzie u niej jakiś klient, to tym
                                            lepiej, będzie można udać zazdrosnego męża i tak inteligentnie pogonić klienta,
                                            żeby zgubił portfel.

                                            Józef oczywiście w dalszym ciągu nie wiedział, co było przyczyną zniknięcia
                                            staruszka, ale już niespecjalnie go to obchodziło.

                                            Tymczasem staruszek siedział w najbardziej zatłoczonym w mieście autobusie,
                                            jadącym w kierunku przeciwnym niż miejsce zamieszkania staruszka, i, kryjąc
                                            twarz gazetą, zaczął już troszeczkę mniej drżeć o swoje bezpieczeństwo.

                                            Otóż w chwili, gdy Józef wyszedł przed UM, staruszek zajrzał do służbowego
                                            kieszonkowego wydania PKD i ze zdziwieniem stwierdził, że nie ma tam
                                            działalności o symbolu "148". Po chwili otrzymał sms z odpowiedzią serwera MF.
                                            Żaden Józef Kramer nie figurował w systemie (staruszek nie wiedział, że Jonatan
                                            Kramer po prostu nigdy nie zgłosił w USC narodzin swoich dzieci).

                                            Staruszkowi przyszło do głowy tylko jedno wyjaśnienie: "Józef Kramer" to
                                            operacyjne nazwisko agenta tajnych służb, mającego za zadanie postawienie w
                                            kręgu podejrzenia jego - staruszka Józefa Kartofla, zasłużonego pracownika UKS.
                                            Co gorsza, możliwe było nawet to, że ten agent to słynny agent Tomek. "To on się
                                            teraz na mężczyzn też przerzucił?!" - przeraził się staruszek i błyskawicznie
                                            opuścił gmach UM, na wszelki wypadek zaciskając pośladki.

                                            Postanowił wziąć kilka dni urlopu i nie pokazywać się w UM.
                                            • 3.14-roman Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! 02.11.09, 13:14
                                              Tymczasem Józef z tego zdenerwowania wyszedł na dwór, aby zapalić papierosa.
                                              • frred Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! 02.11.09, 14:58
                                                Romku, nie sabotuj naszego wspólnego dzieła. Józef nie mógł wyjść na dwór, bo
                                                już jest na dworze. Idzie na kebaba, a potem do Prudencji.
                                              • frred Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! 02.11.09, 23:00
                                                Józef zamówił kebaba i wyszedł na zewnątrz zapalić. Bardzo go zastanawiał ten
                                                drugi dokument in blanco. Co też może tam być?

                                                - Przepraszam, może mi pani to przeczytać, bo nie wziąłem okularów? - zwrócił
                                                się do przechodzącej kobiety.

                                                - Do wszystkich oferentów... Zawiadomienie o rozstrzygnięciu przetargu... Ale tu
                                                nie pisze, na co był ten przetarg i za ile pan wygrał. Nieważne, będzie pan miał
                                                robotę w urzędzie miasta. -

                                                Józef zadumał się. W sumie mógłby wpisać (czy raczej poprosić Prudencję, żeby
                                                wpisała), co chce, ale etyka zawodowa mu na to nie pozwalała. Ma być kasa, musi
                                                być zrealizowane zlecenie.

                                                Tylko jakie?

                                                Czego mógłby potrzebować Urząd Miejski od dyplomowanego płatnego mordercy, syna
                                                Jonatana Kramera?

                                                Józef przypomniał sobie słowa promotora swojej pracy dyplomowej, słynnego
                                                Tędlarza: "Na końcu, kurna, zawsze klient musi być zadowolony".

                                                Co mogłoby zadowolić Urząd Miejski? Wymordowanie wszystkich petentów?
                                                • Gość: 3,14-Roman Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 02.11.09, 23:10
                                                  Nie, nie wszystkich petentów. Ale niektórych. Gdzieś tam w piwnicy Urzędu Miejskiego, tym ziemskim Hadesie pełnym ponurych Cerberów i starych szaf czekała na Józefa koperta. Ze zdjęciami.
                                                  • frred Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! 03.11.09, 08:18
                                                    Na pewno gdzieś czekała.

                                                    Tymczasem Prudencja wstała nago z łóżka (trzeba przyznać, że jest ładna),
                                                    usunęła z okolic łóżka 3 gumowe dowody na pracowitą noc, założyła szlafrok
                                                    (niestety), zrobiła sobie kawkę i zaczęła czytać podręcznik do postępowania
                                                    karnego.

                                                    Nie, nie przesłyszeliście się.

                                                    Prudencja studiuje prawo, wychodząc z założenia, że skoro wszyscy prawnicy to
                                                    ku..., to ku... powinny dla równowagi znać się na prawie.

                                                    Poza tym czasem trzeba pomóc bratu, zwłaszcza jak ten po pijaku np. powie
                                                    gliniarzom, jak bardzo szanuje ich i ich szanowne mamy (a przecież nawet nie ma
                                                    dokumentów) ... choć trzeba dodać, że na okoliczność kontaktu z policją
                                                    Prudencja miała zupełnie inne środki przekonywania i stale nosiła je przy sobie
                                                    (zresztą z niejaką dumą, gdyż, jako się rzekło, były ładne).

                                                    Pierwotnie Prudencja wybierała się na ekonomię, a to z tej racji, że do
                                                    największej ku..., jaką znała, wszyscy zwracali się "pani skarbnik". Doszła
                                                    jednak do wniosku, że nie lubi liczyć cudzej kasy, nie mogąc przekształcić jej
                                                    we własną, a poza tym, jako się rzekło, nie wiadomo jeszcze, w jakie kłopoty
                                                    wpakuje się kiedyś Józek.
                                                  • Gość: jasiek do glowy Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.11.09, 12:34
                                                    Józef w tym czasie zmierzał rozklekotanym tramwajem do Prudencji.
                                                    Wspominał z rozmarzeniem sexy Blond Niunię i postanowił, że kiedyś w
                                                    wolnej chwili zaczai się na nią pod UM i zaprosi na finał "Tańca z
                                                    gwiazadami", gdyż zdobył tydzień temu zaproszenie dla dwóch osób do
                                                    studia.
                                                    Józefa podniecały tańce, zwłaszcza z gwiazdami. Tam w przerwie za
                                                    kulisami Blond Niunia z pewnością mu się odda...
                                                    Nagle z marzeń wyrwał go potężny huk! ...
                                                  • frred Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! 05.11.09, 16:38
                                                    Józef, jak na szkoleniu, błyskawicznie padł jak długi na ziemię.

                                                    Po chwili zauważył, że spod nóg siedzącego obok pijaczka wypływa czerwona
                                                    struga. Dyskretnie wyjął z cholewki zapasowy nóż myśliwski.

                                                    - Co pan taki nerwowy? Jabole mi się stłukły, ku... ich mać, nie miałem
                                                    plastiku, żeby przelać. - wybełkotał pijaczek i pociągnął piwa z puszki. -
                                                    Niezła kosa, rispekt. Siadaj pan przy mnie, dziabniemy po małym...-
                                                  • hania.mala Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! 07.11.09, 13:58
                                                    Na żądanie frreda:

                                                    "Z Hameryki. Prosto z Syberii. A rękojeść jest z kości delfina" - głośno chwalił
                                                    się Józef nieświadom zmian geograficznych jakie zaszły w tzw. międzyczasie, a
                                                    uściślając, tego, iż Syberia może i znajdowała się w Ameryce czy jej okolicach
                                                    (w dużym przybliżeniu) ale jeszcze na Prakontynencie.
                                                    - No to chluśniem bo nie uśniem - skomentował menel jednym gulgiem kończąc
                                                    zawartość aluminiowego pojemniczka.
                                                    Józef usiłował naśladować pijaczka ale modelowy przechył z lekka mu nie wyszedł,
                                                    złocisty trunek zalał mu twarz a po szarpnięciu kierowcy, któremu nagrzany,
                                                    papierosowy filtr oparzył wargę, zawartość józefowych kieszeni posypała się na
                                                    brudną podłogę autobusu. Do pomocy rzucił się życzliwy pijaczek niezdarnie
                                                    zbierając naboje, strunę do fortepianu, tłumik i zafrapował się na dłużej przy
                                                    dokumencie, który również ukazał się jego oczom. Nie mylicie się, to już słynna
                                                    decyzja in blanco. Józef zawstydził się zarówno uprzejmością nieznanego mu
                                                    przecież człowieka jak i własną niezdarnością: "A mam tu taki papier ale nie
                                                    mogę go wypełnić" - przyznał, wycierając twarz w spódnicę mocno zaciążonej
                                                    współpasażerki.
                                                    "Krycha" - rzekł do siebie menel a jego twarz uległa widocznemu rozmarzeniu.
                                                    "Jaka Krycha?" - zainteresował się Józef, cośtam jednak kojarząc. "Taka blond
                                                    niunia?"
                                                    "Ideał" - ciągnął pijak nie zwracając uwagi na to, że autobus coraz szybciej
                                                    pustoszeje. "Tak zadbanej kobiety nie spotkałem przez następne 20 lat".
                                                    "To chyba przez konserwanty w zupkach tak dobrze się trzyma" - w myślach zdziwił
                                                    się Józef taktownie nie wspominając o tym menelowi, który być może jeszcze się
                                                    do czegoś przyda. "A umie pan to wypełnić?" - brutalnie zmienił tok myśli
                                                    zionącego piwem ( nie tylko) podróżnego.
                                                  • dzidzia_bojowa Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! 07.11.09, 21:03
                                                    -Na pana to trzeba miec*) wygląd i pieniądze- gromkim
                                                    sznapsbarytonem oznajmił menel- Zdzisiek jestem!
                                                    Józef odruchowo uścisął podaną dłoń mrucząc pod nosem
                                                    -Józiek
                                                    Staropolskim zwyczajem obcałowali się z dubeltówki. Brakowało tylko
                                                    szkła i napoju żeby zakończyc rytuał bruderszaftem. Wytrącony nieco
                                                    z równowagi jowialnością nowo poznanego kolegi Józef nie dawał za
                                                    wygraną. Ponowił prośbę o pomoc przy wypełnianiu dokumentu.
                                                    Zdzisiek, jak się okazało, pełen życzliwości do całego świata
                                                    (zapewne dzięki wypitym na śniadanie napojom) i w tym przypadku
                                                    chciał byc pomocny. Wysiedli obaj na jakimś przystanku bo, jak
                                                    twierdził Zdzisiek, telepie jak cholera w tym tramwaju i nie idzie
                                                    się skupic.
                                                    - Dawaj te papiery, może zaradzimy- powiedział Zdzisiek
                                                    Józef z wdzięcznością wręczył blankiet in blanco koledze a ten
                                                    poślinił brudngo palucha i trzymając cenny dokument oglądał go z
                                                    wytężeniem próbując coś z tego co tam napisano zrozumiec.
                                                    Oczy zaszły mu łzami a na czaszkę z posklejanymi brudnymi strąkami
                                                    wystąpił perlisty pot. Zdzisiek dawno nie widział słowa drukowanego.
                                                    Ostatnio coś chyba z dwa miesiące temu i było to wezwanie na
                                                    milicję. Tfu! Tera to policję. Takiego papierka jak żyje nie widział.
                                                    - Ni chu..a brachu! Nic z tego nie będzie- żalem w głosie oznajmił
                                                    Zdzisław.

                                                    Józef już chciał się załamac ale przypomniał sobie, że takim
                                                    całkowitym analfabetą to nie jest. Kilka liter napisac potrafi, do
                                                    diabła! Postanowił unieśc się honorem i poradzic sobie sam.

                                                    Po pożegnaniu z nowym przyjacielem i obopólnej obietnicy rychłego
                                                    spotkania, Józef przysiadł na krawężniku i przystąpił do pracy.
                                                    Napisanie imienia i nawiska zajęło mu jakieś czterdzieści minut.
                                                    Jednak wypełnienie dalszych rubryk okazało się zadaniem ponad siły
                                                    naszego mordercy. Zmarszczywszy czoło zamyślił się...myślał, myślał,
                                                    myślał i wymyślił: "wrócę do Urzędu( po jaką cholerę w ogóle stamtąd
                                                    wychodził?) i obiecam blond niuni łapówkę". Ponieważ nie posiadał
                                                    walorów pienieżnych postanowił zaoferowac swoje usługi
                                                    gratis."Przecież każdy ma kogoś, kogo chciałby się pozbyc-
                                                    wytłumaczył sobie Józef- a ja sprzątam sprawnie i fachowo".
                                                    Nie zawracając sobie głowy kupowaniem biltów komunikacji miejskiej
                                                    wsiadł do pierwszego tramwaju, który własnie nadjechał...









                                                    *) Schrzaniło mi się coś w lapku i nie wybija c z kreską, co ciekawe
                                                    wszystkie inne polskie znaki są. Dziwne...
                                                  • hania.mala Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! 07.11.09, 21:19
                                                    Na przednim siedzeniu marszcząc świeżo upudrowany nosek siedziała blond niunia
                                                    aka Krycha. Tegoż dnia wąsaty amant z pokoju 8 na parterze urzędu nieoczekiwanie
                                                    rozchorował się w związku z czym nie mógł podwieźć jej jak zawsze do domu. W
                                                    końcu panowała świńska grypa, maseczki pojechały na Ukrainę a szczepionki
                                                    zawisły w alternatywnym, trochę lepszym świecie, gdzie Józef nie byłby mordercą
                                                    a sprzedawcą warzyw wprost z domowego ogródka.
                                                    Józef z tego gorszego świata postanowił upiec dwie pieczenie na jednym ogniu.
                                                    Temat nie tylko numerków chodził mu po głowie. Stosując metodę "na zaskok"
                                                    zagaił: "Bileciki do kontroli!".
                                                  • dzidzia_bojowa Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! 07.11.09, 21:36
                                                    DYGRESJA


                                                    Haniu, ustalmy, że Józef wsiadł do pierwszego z brzegu tramwaju,
                                                    prawdopodobnie nie do tego co trzeba. Ten tramwaj zawiózł go na
                                                    peryferie. Coś mi się wydaje, że Krychy w nim nie było. Józef
                                                    błądził jakiś czas i wkurzony załatwianie spraw urzędowych odłożył
                                                    na dzień następny. Istnieje szansa, że Krychę napotkał nazajutrz i
                                                    wtedy właśnie postanowił ujrzawszy niunię zagrac rolę kanara.


                                                    KONIEC DYGRESJI
                                                  • frred Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! 20.11.09, 01:02
                                                    - O, to pan? - udała zdziwienie Krycha - No nie wiedziałam, że pan to taką
                                                    działalność planuje, coś kątem ucha słyszałam o jakiejś hydraulice, ale żeby tak
                                                    w tramwaju...? -

                                                    - Działalność to ja proszę pani planuję konkretną. Chwilowo się męczę w tej
                                                    parszywej robocie. - zagadnął Józek, przysiadając się do Krychy. - Tak w ogóle
                                                    to Józek jestem.-

                                                    - Krycha jestem i też nie lubię swojej roboty. Marzę, żeby się stamtąd urwać...
                                                    z kimś przystojnym... -

                                                    "O fakens" - pomyślał Józek - "Leci na mnie!!!"
                                                  • frred Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! 21.11.09, 00:13
                                                    - Bo wiesz... Bo ja bym chciała... Bo ja marzę... Przepraszam, to mój
                                                    przystanek... - odwróciła się tak,żeby nie widział (a może właśnie, żeby
                                                    widział), że się dosyć zarumieniła, i wysiadła... 4 przystanki od domu.

                                                    Zawsze można, a nawet należy, wpaść do Kaśki i pochwalić się, że się kogoś poznało.

                                                    Takiego męskiego ("przyjebać z bani"), przedsiębiorczego (zakłada KONKRETNĄ
                                                    FIRMĘ, nawet nie chce mówić, jaką!!! tajemnica... a Krycha uwielbia tajemnice,
                                                    nawet jak oglądała "Krzyżaków" to nie wytrzymała do końca i nie wie, kto w końcu
                                                    wygrał pod Grunwaldem), odpornego na stres (w końcu na razie, biedny, pracuje
                                                    jako kanar, to przecież bardzo niebezpieczna praca, mogą pobić)... i jeszcze
                                                    przystojnego...

                                                    I z przejęcia złapała się jedną ręką za biust, a u drugiej zaczęła obgryzać tipsa.

                                                    Józek, też zauroczony, ale nieco mniej, obiecał sobie w duchu, że wieczorem da
                                                    cynk chłopakom z tej okolicy, że mają mu ją namierzyć i ustalić GG, login na
                                                    pudelek.pl, komórkę i maila, a nie, to wpie...i bezpłatna usługa trumienna
                                                    firmy "Kramer i syn". Na razie jest 11, a to oznacza, że jedne chłopaki jeszcze
                                                    nie wytrzeźwieli po wczorajszym i śpią, a drudzy już zaczęli od rana, więc tak
                                                    czy owak nie ma z kim gadać.

                                                    Póki co, trzeba jechać do siostrzyczki i wesprzeć ją emocjonalnie, bo wczoraj
                                                    jeden klient jej się spuścił na zdjęcie Taty, a drugi, nawalony, zesrał się na
                                                    jej książki z prawa (tyle dobrze, że były z zeszłego roku), więc biedna
                                                    dziewczyna zwątpiła w swoje ideały i nic już w jej życiu nie jest takie, jak
                                                    przedtem.

                                                    A przy okazji poprosi się ją o pomoc z tymi cholernymi papierami.
                          • frred Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! 22.11.09, 23:17
                            Tymczasem w urzędzie miejskim rozpoczynała się supertajna narada, prowadzona
                            przez panią skarbnik, skądinąd znanej Prudencji jako arcyku....

                            - Jak się te decyzje in blanco wszystkie nie znajdą, to ja wam nogi z nosa
                            powyrywam! Matki Teresy z Urzędu Miasta się znalazły! - zagaiła naradę pani
                            skarbnik, prywatnie... nie, pani skarbnik nigdy nie robi nic prywatnie, nawet
                            siusiu... po godzinach pracy, o, to właściwsze określenie... po godzinach pracy
                            w UM przewodnicząca Koła Ciotek Dewotek przy pobliskiej Parafii pw. św. Girolamo
                            z Florencji (dzięki temu i dyskretnej protekcji prałata Jana Buraka została
                            zresztą skarbniczką). - Budżet mi będą rozsadzać, małpy jedne! Jak to dojdzie do
                            RIO, to ja na was napiszę do CBA i oni was wszystkie zamkną i nagrają!!! -

                            Głos pani skarbnik znany był z donośności, więc narada natychmiast przestała być
                            supertajna. Nawet proboszcz parafii św. Girolamo, doglądający właśnie prac przy
                            instalacji jacuzzi na plebanii, pomyślał: "Ach, pani Elżunia i ten jej słodki
                            głos! Jak ona pięknie śpiewa w chórze!".

                            Ponieważ z panią skarbnik nikt nigdy nie śmiał dyskutować, (teoretycznie mógłby
                            dyskutować prezydent miasta, ale on był na to zbyt głupi i zbyt rozmodlony; poza
                            tym jakakolwiek dyskusja z panią skarbnik przypominałaby próbę dzielenia przez
                            zero), narada skończyła się ze skutkiem natychmiastowym.

                            - Dziewczyny, do mnie! - szepnęła naczelnik Biura Obsługi Interesanta Donwita
                            Serpens, osoba dosyć młoda (choć stara panna), w miarę atrakcyjna i bardzo
                            energiczna. O jej stosunkach z podwładnymi i z innymi wydziałami najlepiej
                            świadczył jej przydomek: "Czarna mamba".

                            Do gabinetu naczelnik Serpens udały się: jej zastępca i kierownik referatu
                            gospodarczego Marcelina Gawial (znana nam jako "krokodylopodobna pani
                            kierownik"), Jadwiga Komodo (znana nam jako "pani Jadzia") i niewiele
                            rozumiejącą z całej sprawy (co ją bardzo niepokoiło, bo ona lubiła dużo
                            wiedzieć) Kama Leon (znana powszechnie w Urzędzie jako "ucho Czarnej Mamby";
                            autorzy tego określenia w swojej naiwności wierzyli, że Kama Leon kabluje
                            jedynie Czarnej Mambie - tymczasem kablowała ona na wszystkich i każdemu
                            wpływowemu, zawsze i wszędzie, wiedząc,że to najpewniejsza ścieżka kariery w
                            Urzędzie; podobno czasem, jak jej się coś pojebie, mało nie podkabluje nawet
                            samej siebie).

                            - No to mamy pasztet. - zasępiła się Donwita

                            - Pani o mnie? - wyrwało się Kamie Leon.

                            - Skarbniczka jest wściekła i niestety ma rację. Zresztą zawsze ma rację. Co
                            dokładnie zginęło? -

                            - Jedno zaświadczenie o rejestracji działalności gospodarczej i jedno o wygraniu
                            przetargu. Oba niestety niewypełnione... i podpisane z up. Prezydenta Miasta.
                            Najbardziej się bałam, czy coś nie zginęło z gospodarki nieruchomościami, bo
                            prezydent chce przekazać 100 hektarów pod budowę Świątyni Opaczności i jakby coś
                            z tego zginęło, to... - pani Jadzia dyskretnie pominęła fakt, że za gospodarkę
                            nieruchomościami odpowiada ona, a jej podlega młody zdolny człowiek, który już
                            trzy razy w tym roku awansował (nic dziwnego, jest bratankiem samego prałata
                            Buraka), więc gdyby zginęło coś z jej działu, to młody zdolny człowiek
                            awansowałby po raz czwarty.

                            - Słuchajcie, ten facet musi się znaleźć. Kto wie jak się nazywa? A w ogóle,
                            gdzie jest Krycha!? Ona z nim gadała najdłużej! -

                            - Krycha w domu, ona ma teraz tylko pół etatu, dziś pracowała 7.30- 10.30. Jutro
                            jest od 11.30 -

                            - Dzwonić mi do niej na komórkę! Natychmiast! Ma tu zaraz być! -

                            Pani Jadzia wyszła zadzwonić do Krychy, Marcelina Gawial przeprosiła i wyszła na
                            chwile do WC (musi przecież po takim stresie zostać na chwilę sama i łyknąć
                            trochę "Balsamu książęcego"), w gabinecie zostały naczelnik Donwita Serpens i
                            Kama Leon.

                            - Słuchaj, Kama, tego się może nie dać załatwić legalnie. -

                            - To znaczy? -

                            - To znaczy możemy potrzebować cyngla. -

                            - Słucham? -

                            - Płatnego mordercy, żeby namierzył tego gościa i odzyskał te dokumenty... i w
                            razie potrzeby musi umieć pozbyć się zwłok. Masz kogoś takiego? -

                            - Mam dojście do jednego. A co będzie, jeśli te papiery się nie znajdą? -

                            Donwita wyjęła kanapkę z tatarem i ugryzła kawałek. Duży kawałek. Na stres
                            uwielbia surowe mięso.

                            - Jeżeli te papiery się nie znajdą... to twój znajomy dostanie zlecenie na panią
                            skarbnik. -
                            • frred Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! 24.11.09, 00:04
                              Kama poczuła jak jej młode, mocno niewyżyte (w końcu nie pije, nie pali, a oba
                              stosunki w życiu były mocno nieudane, nawet zbyt krótkie, by pamiętać), a więc
                              mocno niewyżyte płuca wypełniają się radością, poczuciem własnej wartości i
                              poczuciem bycia docenioną.

                              Przez całą rozmowę nawet jej brew nie drgnęła. Jest już dobra. Nadaje się już na
                              niższe stanowiska kierownicze. Nawet zarządzanie ukończone na Politechnice
                              Częstochowskiej i nieopatrznie wpisane do cv już jej coraz mniej przeszkadza. A
                              teraz tak poważna propozycja... Donwita jest jednak osobą godną podziwu i
                              zaufania. Jeśli awansuje, to pewnie Kama wskoczy na jej miejsce, w końcu jako
                              jedyna w Biurze ma wyższe. I może wreszcie odbije tej zasranej Kryśce tego
                              tajemniczego gościa z ósemki.

                              - Pani naczelnik... -

                              - Kama, znamy się długo, mówmy wreszcie sobie po imieniu. Przynajmniej w cztery
                              oczy, żeby się nie zaczęły plotki. -

                              To był kolejny sukces tego dnia. Wycałowały się serdecznie (albo przynajmniej
                              udawały), Kama zapytała, jakie jest zdrobnienie od Donwita (ustaliły, że Danka)
                              Czarna Mamba wyciągnęła z szuflady 0,2 "Balsamu książęcego", walnęły po łyczku,
                              zakąsiły Kamyczkami* i Kama powiedziała tak:

                              - Słuchaj, tańczyłam ostatnio po pijaku na ru... na ruskiej odjechanej dyskotece
                              z jedną taką, która zna jedną inną. I ta inna zna jeszcze inną, która studiuje
                              prawo. No i tej prawniczki bracik podobno bierze takie ciekawe zlecenia. Gość
                              podobno bardzo marnie pisze i czyta, więc jak coś, to w gazetach kolorowych typu
                              "Fucked" nas nie opisze. - Zarżała jak koń, hepła i pociągnęła większy łyk
                              balsamu. Zawsze miała słabą głowę.

                              ---
                              *Kto chce, niech zgaduje, jakie czekoladki lubi frred i inne szuje; a teraz
                              spieprzamy, nie będziemy robić kryptoreklamy, bo jak przyjdzie referat
                              gospodarczy, to wykupi i dla nas nie starczy. Tyle Wam tylko powiem, moje
                              drogie, że to jest coś w miarę drogie. Ale jak się chcecie dowiedzieć coś
                              bliższego, to się musicie podciągnąć z francuskiego:P
    • frred Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! 06.11.09, 23:49
      Dzidzia.bojowa i Hania.mala - widzę, że jesteście na Forum, spróbujcie proszę
      napisać tu po odcineczku.
      • Gość: 3,14-Roman Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! IP: *.197.158.213.umts.dynamic.eranet.pl 17.11.09, 23:45
        To ja napiszę odcineczek, a raczej zarys odcineczka, bom ja założycielikiem tego wąteczku jest.

        Wróćmy do koperty dla Józefa. Cóż ona zawierała?
        Otóż był to wyrok śmierci. Wyrok śmierci na panią Jadzię.

        Józef jeszcze tego nie wie (ale się dowie, jak ja tu wrócę)
        • frred Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! 21.11.09, 00:27
          Romek czy też jego klonie, nie było żadnej koperty. Tzn,. gdzieś w podziemiach
          UM jakaś jest ze zdjęciami, ale Józek jeszcze jej nie widział.

          A tajemniczy dokument to zaświadczenie o wygraniu przetargu (in blanco).
          • Gość: jasiek od glowy Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.11.09, 14:01
            A tymczasem Józef zaczął kichać. Prychać. Kaszleć.
            "O cholera, czyżby mnie ta świnia dopadła???? " AHa.
            • frred Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! 24.11.09, 17:09
              Mocno już zakatarzony, Józek dojechał wreszcie do domu Prudencji (mieszkali
              zresztą na przeciwległych krańcach dużego osiedla). Wcześniej zadzwonił, czy
              jest w domu i czy jest sama (była sama, trochę szkoda, bo, jak wiemy, Józek
              liczył na możliwość wystąpienia w roli zazdrosnego męża i skrojenia frajerowi
              portfela, ale siostrzyczka pewnie i tak by się na to nie zgodziła - etyka
              zawodowa przede wszystkim).

              Prudencja otworzyła mu boso, z pokrwawionym łokciem i kolanem, odziana w
              koszulkę i spodenki, zdyszana, trochę spocona i nieco sfrustrowana - jako że
              właśnie rozwaliła łokciem drugi w tym miesiącu worek bokserski, więc chwilowo
              zostały jej tylko hantelki i rowerek. W końcu samotna kobieta musi umieć się
              obronić, jak mawiała księżniczka Fiona, zwłaszcza jeśli wykonuje wolny zawód.

              - No cześć braciszku, zrób sobie kawki, ja tylko szybki prysznic i już do ciebie
              przychodzę. - ucałowali się serdecznie - Tandetne worki teraz robią, ten nowy
              znów nie wytrzymał nawet 2 tygodni. -

              Ściągnęła z dłoni bandaże i wskoczyła do łazienki.
              • frred Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! 24.11.09, 23:48
                - Braciszku! - zawołała Prudencja z łazienki - Jesteś chyba podziębiony, weź
                sobie do tej kawki jakiejś gorzałki z barku! I zajrzyj do koszyka pod telewizor!-

                Józek zajrzał do koszyka i zobaczył tam coś wełnianego. W tym momencie Prudencja
                wyszła z łazienki (zauważmy, że tempo ma niebywałe jak na kobietę) w szlafroku
                (spod którego widać było kawałek biustu, ale Józek jako brat nie zwrócił na to
                uwagi) i w ręczniku na głowie.

                - Zrobiłam ci na drutach szalik... żebyś nie dostał świńskiej grypy i nie
                chrypiał pannom z Sympatii. No i żebyś wreszcie tu z jakąś normalną przyszedł. A
                tu masz na lekarstwo - podała mu 2 standardowe szklaneczki "made in Russia" 150
                ml - Do pełna proszę mnie i sobie.-

                Walnęli po całej, przepili kawką z włoskiego ekspresu, przekąsili czekoladą z
                orzechami.

                - To już, widzę masz lepszy humor, młoda?! -

                - Nie przypominaj nawet. Książki z drugiego roku musiałam wyrzucić, zdjęcie Taty
                na szczęście było oszklone... ale wystawić z mieszkania dwóch idiotów w jednym
                dniu i w końcu z nerwów ich nie skasować, to się nie co dzień zdarza. -

                - To mi ulżyło. A wiesz, że kogoś dzisiaj w tym całym urzędzie poznałem? -

                - No mam nadzieję, że nie mówisz o tym dziadydze (śmiech) -

                - Nie, niezłą niunię.-

                - Ma warunki? -

                - Chyba umie robić loda bez otwierania ust. -

                - Ty mnie cholera nie wpędzaj w kompleksy zawodowe! Tego w ofercie nie mam!
                Ładna ? -

                - Głupia, ale ładna. Bierze mnie za hydraulika i kanara. -

                - No to trochę siara... ale może nic straconego...-

                W tym momencie odezwała się komórka Prudencji.

                - Cześć, co jest? - odebrała i dłuższą chwilę milczała.

                - Rozumiem. Będzie u mnie dzisiaj, to mu przekażę. - rozłączyła się, po czym
                podsunęła bratu szklaneczki. - Polej no. Dzwoniła Kaśka. Twoja firma będzie
                miała pierwsze zlecenie. I to konkretne, z urzędu miejskiego. -
                • frred Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! 25.11.09, 18:12
                  W tym samym czasie Krycha siedziała już przed biurkiem Czarnej Mamby.

                  - Pani naczelnik, ja nie wiem, kim jest ten pan. Nie przedstawił się. -

                  - Przecież musiał zostawić jakiś wniosek czy inne podanie czy cokolwiek.-

                  - Zaczął coś wypisywać, ale w końcu mi tego nie dał. - Kryśka, nie wiedząc, do
                  czego zmierza Czarna Mamba i chcąc kryć Józka, pominęła to, że zna jego imię, że
                  podobno jest z zawodu hydraulikiem i chwilowo pracuje jako kanar i że usłyszała,
                  że nazwisko zaczynało się na "K".

                  - A dziewczyny mówią, że on był z jakimś dziadkiem...-

                  - Tak, ale tego drugiego pana też nie znam. -

                  - Kryśka, do cholery, co ty w ogóle wiesz o życiu!? -

                  - Niewiele, pani naczelnik... Głównie z romansów... i z "Tańca z gwiazdami" ...
                  i raz mi koleżanki puściły porno... - tu wyskoczyły się jej łezki w kącikach
                  oczu i musiała hałaśliwie wytrzeć nos.

                  W tym momencie do gabinetu zajrzała Kama.

                  - Danu... Pani naczelnik, ustaliłam kontakt do tego fachowca, co rozmawiałyśmy. -

                  A widząc płaczącą Kryśkę, dodała:

                  - Nie płacz, głupia. Wszyscy faceci są tacy sami. -

                  Zamknęła drzwi, szepnęła do siebie "Yes! Yes! Yes!"... i pobiegła do pokoju nr 8
                  podrywać jego przystojnego gospodarza.
                  • frred Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! 25.11.09, 23:38
                    Przystojnego wąsacza Kama oczywiście nie zastała, gdyż, jak wspomnieliśmy, tego
                    dnia nie było go w pracy. W tej sytuacji nieco zniesmaczona wróciła do swoich
                    zajęć, mrucząc pod nosem, że co się odwlecze, to nie ucieknie (była bowiem fanką
                    "BrzydUli").

                    Tymczasem Prudencja i Józek kończyli flaszkę.

                    - Siostrzyczko, a ty na dziś nie masz kogoś umówionego? -

                    - Nie. I p*olę. Nie mnie dziś będą p*olić. Jak się któryś zgłosi, to jestem w
                    ciąży, mam okres, a ty jesteś moim ginekologiem. -

                    - To i dobrze, bo mam ochotę popić. Zwłaszcza z moją zajebistą siostrą. Jak
                    będzie dzwoniła Kaśka z tym zleceniem, to zleceniodawca ma się zgłosić w sobotę
                    w południe w katedrze i mieć na sobie coś czerwonego. I 2 tysiące zaliczki. Mnie
                    rozpozna... po wentylku... -
                    dokończył, bo nie miał pomysłu, po czym ma go rozpoznać, a przypomniała mu się
                    stara reklama kawy "Rozpoznasz ją po wentylku".

                    - Pasi. Brat, polej. -

                    Polał i wypili, zakąszając tym razem piwem pszenicznym, śledziem i ogórkiem.

                    - Zaraz skoczę po następną.-

                    - Tylko nie kupuj u tego złodzieja na rogu, bo ma falsy. Ten debil się u mnie
                    zesrał właśnie po jego wódce. -

                    Józek już otwierał usta, żeby powiedzieć "Zabiję ch...a, trumna gratis!" ale
                    uświadomił sobie, że jak to powie, to siostra go tam nie puści. Zawsze przede
                    wszystkim miała na uwadze jego bezpieczeństwo, a tu zlecenie pod samym jej domem
                    i to bez kasy...

                    - Kup u tego z żółtym szyldem, przed stacją benzynową. On ma dobry towar. A
                    jakby przed sklepem stał młody, w skórze z wytu... z wytłu... z wytatłuczkowanym
                    pająkiem, na buzi znaczy, to się przedstaw, że jesteś moim bratem, powinien mieć
                    ziele. -

                    Józek dopił kawkę, poprosił Prudencję, żeby dorobiła nowej, po czym wyskoczył po
                    flaszkę.

                    Szedł prosto, miał szczerą intencję nie skręcać do sklepu na rogu, ale jakoś nie
                    potrafił. Wszedł i miał szczerą intencję powiedzieć "Dzień dobry, zgłaszam
                    reklamację odnośnie jakości państwa alkoholu" ale wyszło mu:

                    - Wy ku... jebane, siostrę mi trujecie!!! Dawać mi tu tego starego ch...a, to mu
                    zrobię z dupy spadochron!!!-

                    Już któryś raz tego dnia puścił wiązankę, wiedział, że Tata co najmniej
                    przeleciałby mu brzytwą po języku, żeby poczuł smak własnej krwi, ale... w końcu
                    trzeba się wyzwolić z przesądów przeszłości, przejść przemianę, być sobą, jak
                    Franek Dolarhyde.

                    Cały sklep zamarł... a Józek usłyszał tuż za sobą... zaskok zamka drzwi lodówki
                    na piwo. To mu się nie spodobało.

                    Błyskawicznie odwrócił się i wyciągnął jednej z lodówki jakiegoś faceta z wąsem,
                    a z drugiej... Józefa Kartofla.
                    • frred Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! 26.11.09, 01:58
                      - Co tu robicie, wy browarowe skrytożłopy dwa, a!?-

                      - Proszę pana, proszę mnie puścić, ja tu tylko wpadłem... - wyjęczał wąsacz, a
                      (czego Józek nie zauważył) w tym samym czasie Józef Kartofel omdlał, myśląc, że
                      agent Tomek i tu go dopadł.

                      - Aaaa, wpadłeś! Może jeszcze z moją siostrą chciałbyś wpaść! Niedoczekanie
                      twoje, wyskrobku kanalizacyjny! Oddawaj kasę za flaszkę, co moja siostra wczoraj
                      kupiła! -

                      - Jaką flaszkę? -

                      - Jaką (motyla noga nie spytałem jaka to była)? A dobrą, ty chodzący wstydzie
                      polskiej inżynierii genetycznej! -

                      - Jasiu Wędrowniczek może być? -

                      - Nie wstawiaj mi tu żadnej rudej na myszach! Chłopy, co wy tu pijecie? -
                      zwrócił się do meneli, stojących bokiem przy skrzynkach z jabolami i
                      kombinujących, jak tu, korzystając z zamieszania, podwędzić choć ze cztery...

                      - My? Jabole... -

                      - A z czystej? -

                      - A to nas nie stać...-

                      - Wrzucasz mi do torby to, to i to - pokazał wąsaczowi na półce, a wąsacz
                      posłusznie wrzucił mu do torby 3 flaszki.

                      - A dla tych panów skrzynka jaboli. - powiedział na odchodnym i wyszedł,
                      opluwając drzwi od zewnątrz.
                      • frred Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! 27.11.09, 00:16
                        Gdy Józek wyszedł, wąsacz, jeszcze się nieco trzęsąc, pochylił się nad Józefem
                        Kartoflem.

                        - Panie, żyje pan? Panowie - zwrócił się do meneli - wynieście go na świeże
                        powietrze.-

                        Menele chętnie pomogli, bo skrzynki jaboli obiecanej przez Józka nie odważyli
                        się wziąć, ale przy okazji podnoszenia Kartofla zakosili z lodówki 4 piwa.

                        Na powietrzu Kartofel jakoś doszedł do siebie.

                        - Gdzie ja jestem? -

                        - Przed sklepem, tam gdzie pan zemdlał. -

                        - A ten agent? -

                        - Jaki agent? -

                        - Tamten facet... On jest z CBA... -

                        - Poszedł sobie. -

                        - Na pewno?... -

                        - Na pewno. -
                        • frred Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! 03.12.09, 00:44
                          Prudencji na początku niezbyt spodobał się sposób, w jaki jej brat pozyskał
                          alkohol, ale po dłuższej chwili doszła do wniosku, że 'temu staremu ch... się
                          należało.'. Butelki, które wybrał Józek, były w ozdobnych firmowych
                          opakowaniach, z gratisowymi kieliszkami i szklaneczkami, a więc raczej nie były
                          fałszywe.

                          - Iluś pokrzywdzonych nie zgłosiło wad fizycznych rzeczy sprzedanych pomimo
                          zajścia ustawowych przesłanek sprzeczności postępowania tego starego ch... z
                          zasadą demokratycznego państwa prawnego... - bełkotnęło jej się kilkoma
                          gałęziami prawa naraz - ... i z zasadą spuszczania po sobie wody w kiblu... -
                          (tu się jej kichnęło)
                          - ...więc można przyjąć, że kara była współmierna, a zadośćuczynienie jest
                          sprawiedliwe. Brat, polej. -

                          Józek polał, przepili kwasem chlebowym, zakąsili kanapkami z łososiem.


                          W tym samym czasie Kryśka, dosyć roztrzęsiona, ale szczęśliwa - w końcu, robiąc
                          z siebie idiotkę, uchroniła Ukochanego przed samą Czarną Mambą! - wyszła z UM i
                          skierowała się na przystanek tramwajowy.

                          Na chwilę przypomniał jej się przystojny wąsacz z ósemki... nie, nie będzie
                          zdradzać Ukochanego, nawet w myślach. Gdzie On teraz może być? Nie wysiadł za
                          nią z tramwaju, a więc musi mieszkać przy którymś kolejnym przystanku. Nie przy
                          czwartym z kolei, tam mieszka ona... Ale jak to możliwe, że nigdy go wcześniej
                          nie spotkała w tramwaju?

                          - O Boże! - pomyślało jej się nagle - A jeżeli mieszka gdzie indziej, a tym
                          tramwajem jechał do jakiejś baby?!? -
                          - GAŁY KU...IE WYDRAPIĘ!-
                          • frred Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! 03.12.09, 01:03
                            - Kryśka, ty idiotko! - wrzasnęła przez telefon Kaśka, gdy Kryśka ze łzami w
                            oczach zwierzała się jej ze swoich obaw - Przecież jeżeli jest kanarem, to
                            codziennie dostaje inną trasę do skontrolowania i jeździ po mieście w różnych
                            kierunkach, niekoniecznie tam, gdzie mieszka! A jeżeli jest hydraulikiem, to też
                            ma zlecenia pod różnymi adresami po całym mieście. Przyjeżdżaj na kawę i ciacho! -

                            - Na ciacho to nie... Ja jestem wierna...- otarła z nosa ostatnie kropelki.

                            - Na murzynka, idiotko! -

                            - Ja nie chcę Murzynka, chcę Józka! -

                            - Cholera, na lody!!! Nie, to jeszcze gorzej... dobra, przyjedź, to pogadamy. -

                            Kaśka się rozłączyła, a Krycha zużyła ostatnią chusteczkę jednorazową i wsiadła
                            do tramwaju.

                            Po 15 minutach stanęła przed drzwiami Kaśki.
                            • frred Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! 03.12.09, 22:53
                              Gdy Kaśka otwierała drzwi Kryśce, Prudencja właśnie zaczęła rzygać.

                              - Motyla noga, siostrzyczko, zawsze miałaś słabszy żołądek niż głowę, ale dziś
                              to coś w ogóle się szybko nawaliłaś. Zazwyczaj połówka to dla ciebie pikuś, a
                              dzisiaj po 3 setkach i połówce pszenicznego cię zmogło. Rzygaj, rzygaj... zrobię
                              ci gorzkiej herbaty. - powiedział Józek i zaczął przygotowywać siostrze łóżko -
                              A pozwolisz, że ja jeszcze walnę... - tu wypił setkę (no mniej więcej, bo 2/3
                              ruskiego stakana), przepił piwem i poszedł wstawić wodę na herbatę.

                              W tym samym czasie przejęta Krycha opowiadała Kaśce o Józku. Jaki wspaniały,
                              jaki przystojny, jaki męski...

                              - Tylko, żeby nikogo nie miał... - chlipnęła na koniec.

                              - Podbijał do ciebie. Zakładając, że jest w porządku, to by tego nie robił,
                              gdyby kogoś miał. Chociaż z nimi to nic nigdy nie wiadomo.-

                              - Aaaa!!! - wrzasnęła Kryśka - Przypomniało mi się jego nazwisko!!! Józek
                              Kramer! Tak, słyszałam wyraźnie, jak się przedstawiał temu dziwnemu dziadkowi! -

                              Kaśka eksplodowała kawą - opluła nią dokumentnie siebie, Krychę i swoje
                              sprawozdanie ze sprzedaży. Miała kawę wszędzie, w buzi, w nosie, w zatokach, w
                              staniku, chyba nawet w majtkach i w uszach.

                              - Możesz powtórzyć? -

                              - Józek... Kramer... A ty go znasz? -

                              - Znam jego siostrę, jego samego tylko słyszałam przez telefon. -

                              - Ale... jest coś złego? -

                              - No, w sumie... -

                              - Żonaty? - spytała przerażonym głosem Krycha.

                              - Nie, to nie to... Na pewno nikogo nie ma, Prudencja, znaczy ta jego siostra,
                              nawet się trochę tym martwi. Ale może ci się nie spodobać jego zawód. Wiesz, to
                              jest zawód specyficzny. Ludzie generalnie nie lubią osób o tym zawodzie...
                              Niektórzy nawet bardzo nie lubią... -

                              - Kanar? -

                              - Nie... -

                              - Skarbówka? -

                              - Nie... -

                              - Śmieciarz? Szambonurek? -

                              - Żeby tylko to... -

                              - Złodziej? -

                              - Coś dużo gorszego... -

                              - Dobra - zebrała się w sobie Krycha - jestem gotowa na najgorsze. Straż Miejska? -
                              • frred Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! 04.12.09, 15:00
                                Prudencja rzygała i rzygała, a Józek przypomniał sobie, że miał zadzwonić do
                                chłopaków w sprawie namierzenia Kryśki.

                                Najpierw wykręcił do Wojtka.

                                - No cześć głąbie. -

                                - Cześć pojebie na pogrzebie. -

                                - Słuchaj masz chwilę i jesteś w miarę trzeźwy?... Bo potrzebuję kogoś
                                namierzyć... Z twojej dzielnicy.-

                                - Nie pie...ch...u, nie wciągniesz mnie w swoje interesy. Ja się po ostatniej
                                odsiadce wycofałem. Teraz prowadzę porządny burdel, płacę podatki i w ogóle chcę
                                mieć święty spokój z prawem. Wódki się owszem możemy napić.-

                                - Nie no, to o pannę chodzi. -

                                - Dobra, to wrzucaj temata. -

                                - Ma na imię Kryśka, mieszka gdzieś w twojej okolicy, blondynka gdzieś w wieku
                                mojej siory albo trochę młodsza, z pizdą między zębami. -

                                - No tak rzadkiego widoku to bym nie przegapił... ale nie kojarzę. -

                                - Wojtek, musi mieszkać obok ciebie, bo wysiadała na przystanku koło parku. -

                                - To ty koński fiucie jeszcze się nie zmotoryzowałeś? -

                                - No wiesz, motyla noga... oboje z młodą mamy fobię... Nasz starszy zginął w
                                wypadku, w dziewięćdziesiątym, koło Kłodawy, jest tam pochowany. Kasy jeszcze
                                dużo po nim zostało, spokojnie stać by nas było nawet na Veyrony, ale wiesz... -

                                - Sorki, rozumiem. -

                                - Pozdhuf... Wojczka! - wybełkotała z łazienki między jednym a drugim rzygiem
                                Prudencja (która w międzyczasie obrzygała sobie szlafrok, więc zdjęła go i dalej
                                rzygała goła, co, mimo jej mizernego stanu, byłoby widokiem bardzo miłym dla
                                każdego niespokrewnionego obserwatora, oczywiście gdyby takowy znajdował się w
                                łazience).

                                - Masz pozdrówki od młodej. -

                                - Dzięki i nawzajem. A co u niej? -

                                - Struła się gorzałką i choruje.-

                                - Przykre. Znam z autopsji. Popytam po chłopakach o tą twoją niunię, jak któryś
                                skojarzy, to oddzwonię. -

                                - Narka. -

                                - Pochwa.-

                                Józek obdzwonił jeszcze paru kolegów z tej samej okolicy, ale żaden nie kojarzył
                                blond niuni ze szparą między zębami.
                                • frred Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! 05.12.09, 21:43
                                  Tymczasem w gabinecie Pani Skarbnik Elżbiety Jubiler zadzwonił telefon.

                                  - Tak, tak! Jestem! Natychmiast łączyć! - szepnęła sekretarce, bowiem osoba,
                                  która dzwoniła, była w mieście więcej niż VIPem.

                                  Z gabinetu Pani Skarbnik natychmiast zabrały się jak niepyszne kierowniczki
                                  referatów księgowości.

                                  (Pani Skarbnik nie dowierzała mężczyznom, zwłaszcza nie daj Bóg wykształconym na
                                  tych różnych... tego się nawet nie da po ludzku wymówić... /u Niej w domu mąż
                                  zna swoje miejsce i bez pozwolenia nie wychyla głowy z szafy, w której zresztą
                                  śpi/... w związku z czym obsadziła wszystkie referaty księgowe swoimi
                                  dziewczynami, średnia wieku 50,7, mediana 59... Była niedawno między nimi
                                  obiecująca osoba... ale zdradziła, jak wszystkie młode i bez 50 lat
                                  doświadczenia w Księgowości... Musi ją spotkać zasłużona kara... ale o tym potem).

                                  Rozmowa, która bowiem Miała Nastąpić, była zbyt ważna, prawie jak gdyby Z Samego
                                  Nieba.

                                  - Szczęść Boże - wyszeptała rozanielonym głosem, a jej policzki wypełniły się
                                  ciepłym różem, zastrzeżonym jedynie dla Wysłanników Prawdy.

                                  - Tak, Jasiu... Dawno cię nie słyszałam... No gratuluję!!! Całej Rodzince!!!
                                  Żeni się?!!! Z kim? Z siostrzenicą samego księdza arcy... No to cudownie....!!!
                                  A kto będzie udzielał?!!! On sam ?!!!! Wspaniała wiadomość!!!-

                                  Podsłuchująca pod drzwiami Marcelina Gawial (w Biurze Obsługi nie było Działu
                                  Księgowości, w związku z czym na zebrania u Pani Skarbnik chodziła zastępca
                                  naczelnika, gdyż naczelnik Donwita Serpens była u Pani Skarbnik niemile widziana
                                  jako zdrajczyni) uśmiechnęła się pod wąsem (w jej przypadku nie była to
                                  przenośnia). Dobra jest! Skarbniczka ma lepszy humor, może jakoś się nam
                                  upiecze. Chociaż... O kurcze, o kim ona właściwie mówi? Czyżby o Wojtku Buraku?

                                  - Rozumiem... Oboje na początku drogi życiowej (lekkie chlipnięcie), oczywiście,
                                  że pomogę. Wojtek?... Wyróżnia się pod każdym względem, tym chętniej pomogę! A
                                  ona...? No oczywiście! Liczą się predyspozycje i postawa moralna, a nie jakieś
                                  tam papierki, wydawane przez byle jakie szkółki tego i owego... Tylko ustawę o
                                  rachunkowości musi dziecko znać, ale nie wątpię, że tak jest, nie wątpię...
                                  Szczęść Boże.-
                                  • frred Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! 05.12.09, 22:17
                                    Marcelina Gawial zasłabła.

                                    Wiedziała bowiem, co oznacza ta rozmowa. I że gdyby nawet nie zasłabła, to
                                    bezwzględnie MUSIAŁABY zasłabnąć. Na parę tygodni, byle nie stać na drodze Nowej
                                    Pięknej Karierze Młodej Zdolnej Pary. W końcu chora (nie wiadomo na co i jak
                                    długo) zastępca naczelnika nie jest poważnym kontrkandydatem dla nowego
                                    naczelnika (no, na razie zapewne będzie to p.o. naczelnika, ale chyba nikt przy
                                    zdrowych zmysłach nie ma wątpliwości, że p.o. naczelnika Wojciech Burak szybko
                                    wygra konkurs i zostanie pełnym naczelnikiem).

                                    Szkoda Donwity, w sumie nie jest zła dziewczyna (dosyć wredna, ale kto po paru
                                    latach tej pracy nie robi się wredny? chyba tylko Marcelina... i może jeszcze ta
                                    młoda Kryśka...) a sposób, w jaki kilka razy poradziła sobie ze skarbniczką,
                                    wzbudził ciche, ale wyraźne uznanie w całym Urzędzie. Ale Marcelinie zostało już
                                    tylko półtora roku do emerytury i nie może ryzykować. Nie ostrzeże Donwity.

                                    Zresztą jakby to miała zrobić? Przecież właśnie zasłabła... Przyda się to lewe
                                    zwolnienie od kardiologa z zeszłego roku. Uwierzą,że ma problemy z pompką.

                                    Wyjrzała na korytarz, czy nikt nie idzie (w tej części korytarza na szczęście
                                    nie było kamer), przeszła około 30 metrów (w końcu byłoby podejrzane, gdyby
                                    zemdlała pod gabinetem Pani Skarbnik) weszła do toalety, wypłukała usta z
                                    resztek "Balsamu", zajrzała po kolei do wszystkich kabin (były wolne), weszła do
                                    z wyglądu sądząc najmniej uczęszczanej, zamknęła się w niej tak inteligentnie,
                                    żeby drzwi po krótkiej szarpaninie dało się jednak otworzyć, usiadła na podłodze
                                    i z ulgą zamknęła oczy.

                                    Naprawdę czuję się marnie - pomyślała - To dobrze. Będzie wiarygodnie.

                                    Teraz parę tygodni pod pierzyną. I będę mojemu Jurkowi robiła domowe obiadki. I
                                    dzieciom, jak przyjadą na łikend, też. Bo im nie przeszkadza, że mam wąsa i że w
                                    sprawie AG/76/8887-08 formularz chwdp-75 wypełniłam 1 dzień po terminie. Oni
                                    mnie kochają.
                                    • frred Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! 06.12.09, 21:57
                                      Gdy Marcelina mdlała, Pani Skarbnik sprawdzała w "Raszpli", jak stoją na
                                      giełdzie akcje Koprofag S.A. Stały bardzo źle, co ucieszyło Panią Skarbnik.
                                      Oznaczało to bowiem, że prezes tej spółki ma teraz na głowie ważniejsze problemy
                                      niż ochrona swojej byłej już kochanki Donwity Serpens przed wypowiedzeniem
                                      warunków umowy o pracę.

                                      Na prezydenta miasta wpływ miały bowiem jedynie dwie siły spośród wielu obecnych
                                      na tym łez padole: prałat Jan Burak (a w konsekwencji także jego przełożeni i
                                      protegowani z Panią Skarbnik na czele) oraz firma Koprofag S.A., która za
                                      pośrednictwem własnych spółek-córek i fundacji pokryła panu prezydentowi
                                      (przepraszam, wówczas jeszcze panu wiceprezydentowi i zarazem prezesowi Unii
                                      Ochrony Poczętych) koszty nieudanych kampanii wyborczych do Sejmu w 1993 i 2001 r.

                                      Prezydent Engelteufel Kruk całym sercem (o ile taki narząd posiada) sprzyjał tej
                                      pierwszej sile, z drugiej jednak strony jako ojciec wzorowej rodziny (złożonej z
                                      całkowicie posłusznej mu żony i ósemki potomstwa) potrzebował pieniędzy, a
                                      milion złotych od Koprofag S.A. piechotą nie chodził. To dlatego w sali obsługi
                                      interesanta stał automat koprofagiczny, wypluwający numerki dla interesantów (a
                                      ostatnio, na skutek błędu oprogramowania, wiersze Grzegorza Rymopisa), zakupiony
                                      za kwotę, która Miejskiemu Ośrodkowi Pomocy Społecznej wystarczyłaby na
                                      funkcjonowanie przez rok. W końcu inwestycja w prezydenta Kruka musiała się
                                      zwrócić Koprofag S.A. Zresztą Instytut Standardyzacji Administracji im.
                                      Porucznika Duba też był niejawną przybudówką Koprofag S.A.

                                      Walka z Koprofag S.A. mogłaby nie być łatwa. Ale Pani Skarbnik nie zamierzała z
                                      tą firmą walczyć. Wiedziała doskonale, że jej prezes Jerzy Ficktalles nawet
                                      jak pomógł kochance w karierze, to raczej nie wytrzyma z nią dłużej niż parę
                                      miesięcy. Więc wystarczyło poczekać, a zemsta będzie słodka...

                                      Pani Skarbnik wezwała więc do siebie Naczelnika Biura Kadr (wprawdzie to facet,
                                      ale potulny i dyspozycyjny, więc od biedy może pozostać na stanowisku) i
                                      poleciła mu przygotować na podpis prezydenta miasta stosowne dokumenty.

                                      Naczelnik był oczywiście zbyt doświadczony, żeby zapytać, czy prezydent na pewno
                                      podpisze. Zresztą jak jeszcze pracował w jednej ze spółek-córek Koprofag S.A.
                                      (skąd musiał odejść i gdzie teraz nie ma przyjaciół, dlatego w UM niestety MUSI
                                      być potulny i dyspozycyjny)... no więc jak jeszcze pracował w w jednej ze
                                      spółek-córek Koprofag S.A., to tak inteligentnie skonfigurował sieć telefoniczną
                                      UM, że wstukując znany tylko sobie (tak przynajmniej sądził... ale o tym potem)
                                      10-cyfrowy kod był w stanie wysłuchać dowolnej rozmowy, prowadzonej w urzędzie.
                                      I chętnie z tej możliwości korzystał.

                                      Wiedział więc doskonale, na kogo powoła się Elżbieta Jubiler w rozmowie z
                                      prezydentem i że wiceprezydent nadzorujący Biuro Obsługi Interesanta(też zresztą
                                      były kochanek Donwity) nie ośmieli się protestować.

                                      - Pani Skarbnik, wspomniała Pani między innymi o konieczności zatrudnienia
                                      młodej zdolnej dziewczyny... Czy dobrze rozumiem, że powinna dostać maksymalną
                                      stawkę? -

                                      - Tak, oczywiście. -

                                      - To pani pozwoli, że przeliczę, czy są wystarczające środki w tym paragrafie, a
                                      jeśli nie ma, to skąd je ewentual...?-

                                      - Ja już liczyłam. - przerwała mu Pani Skarbnik - Do maksa brakuje w tym
                                      paragrafie 200 złotych miesięcznie. Dlatego przygotuje pan również wypowiedzenie
                                      warunków dla Kamy Leon. O ćwierć etatu w dół. Uzasadnienie pan wymyśli. Ta żmija
                                      za dużo czasu spędza z tą podłą Donwitą, podobno nawet przeszły na "ty"... -
                                      • frred Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! 08.12.09, 21:51
                                        Józek obudził się.

                                        Było ciemno. Siedział w fotelu, a głowę rozsadzał mu kac. Obok niego w łóżku
                                        chrapała Prudencja. Józek po cichu wstał, poszedł do kuchni, wyjął z apteczki
                                        środek przeciwbólowy, zażył i popił kuflem wody mineralnej, a następnie zjadł
                                        pół cytryny i dwie brzoskwinie.

                                        Po dłuższej chwili ból znacznie osłabł, a Józek spojrzał na zegarek. Była
                                        dopiero jedenasta, nawet jeszcze za parę minut. Szumiało mu jednak w dalszym
                                        ciągu, więc postanowił na resztę nocy przyłożyć się do siostry.

                                        I wtedy usłyszał ruch windy, a potem dziwny szelest, jak gdyby dochodzący spod
                                        drzwi wejściowych. Cicho... jak na ćwiczeniach... w pełni profesjonalnie...
                                        podszedł do kuchennego telewizora i włączył bez dźwięku program 0. Na tym
                                        programie telewizor odbierał obraz z kamery, obserwującej korytarz.

                                        Ku swojemu zdziwieniu Józek nie zobaczył tam kilku zbirów z bandy don Andrei, a
                                        jednego elegancko ubranego faceta, na oko ciut młodszego od Józka, który
                                        ewidentnie wahał się, czy zadzwonić do drzwi. Józek pomyślał, że dzwonek obudzi
                                        jego biedną schorowaną siostrzyczkę, więc wsunął z tyłu za pas największy nóż w
                                        kuchni, cichutko poszedł pod drzwi i gwałtownie je otworzył.

                                        - Dobry wieczór, pan w jakiej sprawie? -

                                        - Nie nic... przepraszam... - powiedział zaskoczony elegant, jak gdyby
                                        zawstydzony, że go przyłapano, i szybko zbiegł po schodach.

                                        Dopiero teraz (światło na korytarzu było bardzo słabe) Józek zauważył, że
                                        elegant trzyma w ręce coś dziwnego. Nie była to broń, ale było to dosyć duże i...

                                        - Braciszku, co się dzieje? - odezwała się z pokoju Prudencja.

                                        W tym momencie Józek uświadomił sobie, że to może być sposób na wywabienie go z
                                        mieszkania. On poleci za elegantem, a wspólnicy eleganta dopadną Prudencję...

                                        Józek zamknął drzwi, założył łańcuch i wrócił do pokoju.

                                        - Jakiś facet stał pod drzwiami. -

                                        - Jak wyglądał? -

                                        - Wysoki, bardzo elegancki, czarne włosy, na oko trochę młodszy ode mnie...-

                                        - Jakieś znaki szczególne? -

                                        - Hmmm... czekaj... - Józek chwilę myślał - Miał bardzo gęste brwi i chyba małe
                                        znamię na czole, nieco z lewej... To znaczy z jego prawej... -

                                        - A, to go znam, to klient. -

                                        - A może udaje klienta, a Cię szpieguje? -

                                        - Nie sądzę. Znamy się z widzenia od jakiegoś roku. Chyba mu wpadłam w oko.-

                                        - Wiesz, don Andrea mógł zapłacić różnym ludziom, żeby mu namierzali small
                                        biznes...-

                                        - Ale raczej nie takim jak ten. - przerwała mu Prudencja - Widzisz, on jest ...
                                        nieważne, ma taki zawód, taki przebieg pracy i taki charakter, że współpraca z
                                        don Andreą jest praktycznie wykluczona. Ale dzięki, że się o mnie boisz -
                                        ucałowała go serdecznie. - Przynieś mi wody z kuchni i coś przeciwbólowego, bo
                                        mi kac łeb rozsadza i kładź się przy mnie, niewygodnie ci na fotelu. -

                                        Józek jeszcze chlapnął setkę czystej "na klina" i po 10 minutach chrapali sobie
                                        słodko razem, przytuleni do siebie, jak w dzieciństwie.

                                        W tym samym czasie Kryśka wierciła się w łóżku, nie mogąc zasnąć.

                                        Boże... a więc jej Ukochany chce mordować ludzi za pieniądze... Ale jeszcze
                                        nikogo nie zabił... W każdym razie Kaśka mówi, że nie... To dobrze, może się
                                        jeszcze da sprowadzić na dobrą drogę... W końcu hydraulicy też nieźle zarabiają,
                                        wystarczy im na dwoje, a za zwrot tych dokumentów do UM na pewno dostanie
                                        nagrodę... to im starczy na początek wspólnego życia...

                                        I jak go sprowadzi na dobrą drogę, to wyprowadzi się od rodziców do Niego i będą
                                        już zawsze razem. I zwolni się z pracy, bo inaczej te dwie szmaty Donwita i
                                        skarbniczka ją kiedyś doprowadzą do zawału. A Kamie na koniec nastrzela po pysku
                                        i może sobie małpa jedna podrywać tego wąsacza, ile chce (widziałam, że aż nogi
                                        zaciska, jak on przychodzi np. pożyczyć cukru)... Ja będę z Prawdziwym
                                        Mężczyzną, a nie z jakimś dyskotekowym lukrowanym ciasteczkiem... No dobra, jest
                                        miły i przystojny, ale gdzie mu do Józka...

                                        I z tą myślą wreszcie zasnęła.
                                        • frred Re: Urząd Miasta- decydujące starcie! 10.12.09, 00:39
                                          Punktualnie o 8.00 do Pani Skarbnik przyszedł naczelnik kadr.

                                          Pani Skarbnik przywiązywała ogromną wagę do punktualności, co zapewne miało
                                          związek z tym, że na polu zawodowym w gruncie rzeczy na niczym innym się nie
                                          znała; zanim została skarbnikiem miasta, pracowała 30 lat jako księgowa na
                                          poczcie i księgowała głównie rozchód znaczków i opłaty za polecone /do
                                          poważniejszych zadań jej nie dopuszczano/, a poza tym krótko w dziekanacie na
                                          miejscowej uczelni, gdzie nabrała nieco manier i ogłady.

                                          Naczelnik wręczył jej przygotowane dzień wcześniej papiery. Dyskretnie nie
                                          wspomniał o tym, że radca prawny na początku wyśmiał projekt jako całkowicie
                                          bezprawny ("Włodku, nie można karać za brak nadzoru naczelniczki Biura, w
                                          sytuacji, gdy podlegli jej pracownicy podczas jej nieobecności zrobili coś,
                                          czemu nijak nie mogła przeciwdziałać. Poza tym musimy napisać doniesienia do
                                          prokuratury, ale nie na panią Donwitę i jak rozumiem na panią Kamę też nie") i
                                          naczelnik musiał zamknąć się z nim na klucz i uświadomić mu, kto rządzi w tym
                                          urzędzie. Oczywiście nie wspomniał, że wie od telefonie od Buraka; natomiast
                                          delikatna sugestia, że sprawa jest osobiście uzgodniona z Panią Skarbnik,
                                          spowodowała, że radca natychmiast zamilkł i podpisał wszystko bez czytania.

                                          Pani Skarbnik zabrała papiery, dopiła swoją kawusię z mleczkiem (tylko tak
                                          mówiła) i udała się na 8.15 do prezydenta (on też cenił punktualność, zresztą z
                                          podobnych powodów co Pani Skarbnik). Nazwisko Buraka i informacja o haniebnym i
                                          niedawno zakończonym prowadzeniu się Donwity wywarły oczekiwany efekt,
                                          zwłaszcza, że prezydent gościł wczoraj prezesa Ficktallesa już z nową kochanką
                                          (ach, gdyby którakolwiek z dziewczyn Pani Skarbnik była młoda i ładna, ileż
                                          można by osiągnąć!).

                                          O godzinie 8.45 wypowiedzenia warunków dla Donwity i Kamy były już podpisane, a
                                          chwilę później również nominacja dla nowego p.o naczelnika i warunki konkursu
                                          dla nowej pracownicy Wydziału Kadr tj. narzeczonej nowego p.o. naczelnika
                                          (termin składania cv i listów motywacyjnych 1 dzień, wymagane wykształcenie
                                          średnie i 6-miesięczne doświadczenie w pracy na odległość).

                                          - Wręczać będzie naczelnik kadr. - powiedział prezydent - Ja muszę w spokoju
                                          wysłuchać nabożeństwa w radio, zaraz się zaczyna. -

                                          Pani Skarbnik wiedziała, że wysłuchanie nabożeństwa o 9.00 jest stałym punktem
                                          dnia prezydenta Kruka, więc nie fatygowała go dłużej, pozwoliła sobie jedynie
                                          przedzwonić z sekretariatu prezydenta do naczelnika kadr, żeby przyszedł po
                                          papiery, bo są już podpisane.
Pełna wersja