U lekarza w poczekalni :)

IP: *.146.63.18.nat.umts.dynamic.eranet.pl 03.12.09, 18:40
Czyli postawowe prawa czekania (nie tylko na lekarza):
1) Prawo książki- jeżeli weźmiesz coś ze sobą do przeczytania, nie przeczytasz nawet połowy- lekarz zaraz wezwie Cię do gabinetu.
2) Prawo antyksiążki- jeżeli nie masz nic do roboty, czas czekania przeciąga się niczym kot o poranku.

Jakie znacie inne prawa?
    • Gość: 3,14-Roman Re: U lekarza w poczekalni :) IP: *.146.63.18.nat.umts.dynamic.eranet.pl 03.12.09, 18:42
      3) Prawo śpieszenia się- im bardziej się śpieszysz, tym dłużej czekasz.
    • Gość: 3,14-Roman Re: U lekarza w poczekalni :) IP: *.146.63.18.nat.umts.dynamic.eranet.pl 03.12.09, 18:54
      4) Prawo Cioci Jadzi- odkryte w 1983 przez wietnamskiego naukowca Czekamiczekam. Prawo to głosi, że wraz ze wzrostem poziomu niecierpliwości rośnie prawdopodobieństwo pojawienia się w poczekalni tak zwanej cioci Jadzi.

      Ciocia Jadzia jest to osoba, która zazwyczaj rejestruje się i pojawia jako ostatnia, lecz z uwagi na związki o charakterze osobisto-rodzinnym z lekarzem, wchodzi do gabinetu jako pierwsza. Czas pobytu cioci Jadzi w poczekalni jest określony za pomocą tak zwanej funkcji cioci Jadzi

      j(x)= j1(x) + j2(x), gdzie
      X- dziedziną jest zbiór Jadź, określany jako J. Według rosyjskiego matematyka Jadziatobladź zbiór ten jest zbiorem mocy continuum, jako, że Jadzie są niewymierne.
      j1(x)- funkcja określająca czas przebywania Jadzi w gabinecie
      j2(x)- funkcja określająca czas przebywania Jadzi przed drzwiami gabinetu, w czasie odbywania tak zwanej finalnej dyskusji z lekarzem ("Pozdrów Jurka, Kazika, Tymoteusza, Alcesta, Baltazara i wuja Władka")

    • Gość: 3,14-Roman Re: U lekarza w poczekalni :) IP: *.146.63.18.nat.umts.dynamic.eranet.pl 03.12.09, 19:02
      5) Prawo grzecznego człowieka- jeżeli przepuścisz w kolejce kobietę w ciąży, staruszka, matkę z dzieckiem, L- zbiór ludzi dookoła Ciebie zacznie przejawiać tak zwany syndrom Iluminacji, czyli zaczną sobie przypominać o ważnych sprawach do załatwienia, a następnie używając ich jako argumentu zażądają od Ciebie przepuszczenia ich w kolejce. Ludzie ci stworzą tak zwany zbiór Ż- zbiór ludzi żądających przepuszczenia.

      Działa tutaj tak zwane prawo Palca i Ręki- zbiór Ż rośnie proporcjonalnie do liczby ludzi, których przepuściłeś (czyli- im więcej ludzi przepuścisz, tym więcej innych będzie domagać się przepuszczenia), a próba odmowy narazi na ostracyzm społeczny.
      • Gość: ;) Re: U lekarza w poczekalni :) IP: *.cable.smsnet.pl 03.12.09, 19:06
        "Tego pana żona zdradza a ty tu mordę wydzierasz, baranie jeden" -
        CMZJMZ w kolejce pod meblowym:))
      • Gość: 3,14-Roman Re: U lekarza w poczekalni :) IP: *.146.63.18.nat.umts.dynamic.eranet.pl 03.12.09, 19:07
        Prawo to jest ściśle związane z Prawem Drzwi do Autobusu- jeżeli grzecznie przepuścisz przed sobą staruszkę/kogoś o kulach/rodziców z potomkiem w wózku, zaraz wepchnie się przed Tobą jakieś 10 osób.

        Tak samo działa prawo drzwi zwykłych- jeżeli przepuścisz kogoś przodem, wepchnie się przed Tobą kilkanaście osób stojących za Twoimi plecami.
        • Gość: metka Re: U lekarza w poczekalni :) IP: *.dolsat.pl 17.01.10, 15:45
          Medycyny można sie nauczyć w przychodniach, ja ją studiuję od trzrch
          lat.
    • nessie-jp Re: U lekarza w poczekalni :) 03.12.09, 19:16
      Piroman przestań! Ja jutro idę do lekarza :(

      Już mnie skręca na myśl o Jadziach i babciach/dziadkach poczekalniowych.

      Kiedyś w kolejce do chirurga czekałam od 8:00 (na tę godzinę byłam zapisana) do
      12:30. Przede mną wcisnęli się wszyscy. Około 12:00 opadły ze mnie resztki
      dobrego wychowania i kultury osobistej, przestałam okazywać uprzejmą życzliwość,
      ale w niczym to nie przeszkodziło zaprawionym w bojach Poczekalniaczom: dwóch z
      nich WYPRZEDZIŁO mnie w sprincie do drzwi i odepchnęło, mimo że jeden nie miał
      nogi i był o kulach... Zaden z nich nie był zapisany do lekarza, dodam. No bo to
      trzeba by czekać
      • Gość: ;) Re: U lekarza w poczekalni :) IP: *.cable.smsnet.pl 03.12.09, 19:39
        Ucz się od "miszczów" asertywności, czytaj w tej walce o ogień nie oddawaj pola,
        grzecznie a cz stanowczo odmów przepuszczenia. Najlepiej powiedz, że jesteś HIV
        seropozytywna, od razu się kolejka zwęzi.
        • Gość: 3,14-Roman Re: U lekarza w poczekalni :) IP: *.146.63.18.nat.umts.dynamic.eranet.pl 03.12.09, 19:42
          Albo sposobem tradycyjnym: kichnij głośno kilka razy, a potem dodaj przepraszającym tonem:
          "Właśnie wracam z Ukrainy!"
      • Gość: 3,14-Roman Re: U lekarza w poczekalni :) IP: *.146.63.18.nat.umts.dynamic.eranet.pl 03.12.09, 19:53
        Trzymaj się jutro :)

    • kaga9 Re: U lekarza w poczekalni :) 03.12.09, 23:41
      Trzymaj się, Nessie!

      Jakieś trzy tygodnie temu omal nie zostałam zlinczowana przez gang staruszek jak
      u Monty Pythona, bo przyszłam na czas (miałam na 10.15- wizyty co 15 minut), one
      miały na 11.00 i później, rekordzistka na 12.30 i myślały, że się wcześniej
      dostaną, haha!!! Ta na 12.30 była o lasce i okupowała miejsce stojące przy
      drzwiach gabinetu mimo miejsc siedzących w odległości ok.1,5 metra. Wywiązał się
      zresztą nawet boski dialog: jedna z gangu (siedząca): a nie usiadłaby pani? Pani
      o lasce: a usiadłabym, gdyby było gdzie. Pani 1: no to przecież jest! Pani z
      laską: a nie, tam to nie...:D

      Moje podstawowe prawo brzmi: im bardziej jesteś chory (nagły przypadek,
      przychodzisz niezapisany, umierasz), tym dłuższa kolejka żwawych staruszek.
      Jestem empatyczna i takim osobom z nosem jak trąba proponuję wejście przede mną.
      Nie wszyscy korzystają nawet. Teraz możecie bić, ale robię tak (sporadycznie
      wprawdzie mi się zdarza), odkąd przesiedziałam pod gabinetem od 10 do 14 z
      minutami z wyglądem, który odkrył przede mną tajemnicę mojego looku po śmierci.
    • agulha Re: U lekarza w poczekalni :) 03.12.09, 23:47
      Zupełnie nielekarskie - prawo czerwonej i zielonej fali: normalnie w Warszawie
      sygnalizacja świetlna jest ustawiona tak, żeby zatrzymać Cię na każdym
      skrzyżowaniu (nawet, jeżeli ruszasz równo z zapaleniem się zielonego, to to jest
      akurat, żeby na kolejnym skrzyżowaniu majestatycznie zdążyło się zmienić na
      czerwone. Ale jest wyjątek! Jeżeli poweźmiesz postanowienie, że na kolejnym
      czerwonym świetle: zadzwonisz do mamy, żeby już czekała pod blokiem; chcesz
      wyjąć chusteczkę i wytrzeć nos; chcesz zajrzeć do planu miasta; chcesz sięgnąć
      po butelkę i napić się wody - o, wtedy od Bielan po Ursynów prowadzi Cię zielona
      fala!
    • kub-ma Re: U lekarza w poczekalni :) 04.12.09, 13:44
      Odnośnie prawa śpieszenia się: nie umawiam się do lekarza przed pracą.
      Raz tak zrobiłam, miałam wszysytko obliczone, ale nie przewidziałam
      innych okoliczności towarzyszących. Wizyta o 7:30, byłam pierwszą
      pacjentką, ale do gabinetu weszłam o 7:50, bo lekarz musiał
      przeprowadzić dyskusję z kolegą z sąsiedniego gabinetu. Miałam wyniki
      badań, które wymagały jakiś spmplikowanych przeliczeń, ale lekarz
      zapomniał kalkulatora. Pożyczył z rejestracji takie cudo na prąd
      (wczesne lata 80-te) i nie zadziałało. Pan doktor zaczął przeliczać to
      pisemnie a ja ze zdenerwowania mało nie wyrwałam mu tych kartek z ręki,
      żeby pomóc w tych rachunkach.
      Nie wiem jakim cudem nie spóźniłam się do pracy, a co przeżyłam w
      drodze do niej, to żadne słowa nie opiszą.
      • Gość: Milady Re: U lekarza w poczekalni :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.09, 15:31
        Spuchło mi znienacka kolano i musiałam dostać się do reumatologa.
        Oczywiście w ciągu najbliższych 3 miesięcy miejsc nie było, ale pani
        z rejstracji powiedziała, że mogę, jako nagły przypadek, spróbować
        poprosić lekarza o przyjęcie.Poszłam więc pod gabinet a tam dwie
        panie, średnia wieku 86 lat, jedna o kulach. Usiadłam i czekam a
        panie przyjaźnie zagadują, co taka młoda osoba (he, he) robi u
        reumatologa? Przepuściły mnie bez kolejki, poczekały aż przyniosę
        kartę z rejstracji i jeszcze życzyły mi zdrowia:).
    • Gość: 3,14-Roman Re: U lekarza w poczekalni :) IP: *.147.76.203.nat.umts.dynamic.eranet.pl 04.12.09, 20:44
      Nessie!!!!!!


      I jak?
      • nessie-jp Re: U lekarza w poczekalni :) 04.12.09, 20:52
        No jak, zwyczajnie. Przychodzę. W poczekalni siedzi pani w typie !Jadzia. Pytam:
        która godzina weszła (wchodzi się według zapisów "na godzinę"). Pani!Jadzia z
        urazą "Nie wiem, dopiero przyszłam". Pytam więc "A pani na którą jest zapisana?"
        Pani Jadzia głosem skrzywdzonej żmii: "No wie pani, ja już tu tak DŁUGO czekam,
        to chyba nie jest ważne, na którą jestem zapisana?" Pfft.

        Usiadłam w kąciku, zmiażdżona.

        Ale raz jeden sprawiedliwości stało się zadość, bo Pani!Jadzia 30 sekund po
        wejściu do gabinetu została stamtąd... wyproszona do rejestracji. Nie była
        zapisana i nie miała wyjętej karty :)
        • Gość: 3,14-Roman Re: U lekarza w poczekalni :) IP: *.147.76.203.nat.umts.dynamic.eranet.pl 04.12.09, 21:18
          Hmmm... to chyba był jakiś nowy gatunek pani Jadzi :)

          Myślicie, że panie Jadzie też ewoluują?
          • nessie-jp Re: U lekarza w poczekalni :) 04.12.09, 21:33
            Panie Jadzie są jak wirus grypy... co sezon nowa mutacja! Określana genem
            U(partość, powiedzmy, bo tu dzieci czytają)W(pychalstwo). Mnie dopadła
            tegoroczna mutacja Jadzia-U3W1.
          • kub-ma Re: U lekarza w poczekalni :) 04.12.09, 22:26
            To ja miałam do czynienia z młodszą panią (może być Jadzią).
            Żeby umówić się do pewnego dziecięcego specjalisty na dany dzień trzeba
            od 7.00 wisieć na telefonie, ciągle zajęte bo tylu chętnych. Udało mi
            się dostać numerek, przejechałam pół miasta, a pod gabinetem pani z
            mocno przytulonym dzieckiem (wrażenie: bardzo chore). Oczywiście pani
            bez numerka i siedzi tuż przy drzwiach zminą: "teraz wchodzę ja". Na
            zwróconą uwagę odpowiedziała: "ja nikogo nie wpuszczę". Na sugestię, że
            to my ewentualnie możemy ją wpóścić do kolejki a nie ona nas, nie
            zareagowała. Rzadko wchodzę w dyskusje w takich sytuacjach, ale nie
            wytrzymałam, bo nie po to wisiałam na telefonie blisko godzinę, żeby
            teraz czekać kolejną z marudzącym dzieckiem. Owa pani stwierdziła, że
            się nie zarejestrowała rano, bo panie w rejestracji nie odbierały
            telefonu. Wrrrrrrrr.
            A wystarczyło, by poprosiła o wpuszczenie.
    • wojtekviki Re: U lekarza w poczekalni :) 04.12.09, 21:42
      Prawo do otwarcia okna-w autobusie marki Mercedens"drogeria-
      perfumeria" albo gdy zima za oknem,smród i fetor,chcesz otworzyć i
      przewietrzyć w czsie jazdy,nie pozwolą w myśl zasady"zimno
      zabija,fetor nie"a fe.
    • Gość: gość Re: U lekarza w poczekalni :) IP: *.chello.pl 04.12.09, 23:18
      zapalenie papierosa(wiem,niezdrowo ale czasami lubię)przyspiesza dostawcę
      jedzenia,przyjazd autobusu,taxi itp
      • Gość: gość Re: U lekarza w poczekalni :) IP: *.chello.pl 04.12.09, 23:23

        sorry,z poczekalnią u lekarza nie ma związku ale taki wątek też można
        pociągnąć,co przyspiesza czekanie na coś

    • gazeta_mi_placi Re: U lekarza w poczekalni :) 17.01.10, 14:26
      Kolejka do państwowego lekarza (od osteoporozy,więc same starsze osoby).
      Przychodzi Pani w średnim wieku z dużą teczką badań (mówi,że ma długą historię chorobową i będzie u danej lekarki pierwszy raz).
      W końcu jest jej kolej.U lekarki jest prawie pół godziny.Ludzie w kolejce zaczynają się burzyć.Teksty,że lekarz to nie kawiarnia,że jak chce sobie pogadać przy kawie to niech idzie do kawiarni a nie do lekarza.Że pewnie kawka i ploteczki.
      Jak w końcu tamta Pani wyszła z gabinetu myślałam,że ją zlinczują.Ale nie-zamilkli,a nawet grzecznie zapytali jak tam wyszła wizyta.
      • Gość: groszek Re: U lekarza w poczekalni :) IP: *.swietojanska.net 18.01.10, 09:13
        i jeszcze kolejne prawo książki - masz książkę, czeka cię kilkanaście minut w
        kolejce to i tak nic nie przeczytasz, bo licytacje kto "chorszy" świdrują mózg
        na wylot i czytasz w kółko jeden akapit...
        • Gość: Azorek Re: U lekarza w poczekalni :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.01.10, 10:52
          To było wiele lat temu. Nie było jeszcze lekarzy rodzinnych. Były rejonowe przychodnie. Zarejestrowałam się do lekarza telefonicznie, bez żadnych trudności, na godzinę popołudniową. Koszmarny ból po prawej stronie brzucha. Już wtedy patrzyło na wyrostek.
          Przyszłam pod gabinet, poczeklania pusta, ale w gabinecie ktoś był. Skręcona jak paragraf, zielona z bólu usiadłam pod drzwiami. Za chwilę przyszła pani dama, "franca eleganca", jak mówi nasz znajomy, kostiumik, obcasiki, torebeczka pod pachą, tylko małego pieska pod drugą pachą jej brakowało. Poprosiła mnie o wpuszczenie, bo lekarz zapomniał przybić pieczątkę na recepcie, czy dawkowanie wpisać, nie pamiętam. Czyli "sekundka". Powiedziałam: dobrze, ale naprawdę, żeby to była sekundka, bo chyba mam zapalenie wyrostka.
          Baba weszła, niechby z piekła nie wyjrzała i wsiąkła na pół godziny. Siedziałam po drzwiami i słyszałam jej wysoki głosik, którym opowiadała jakieś pierdzieluchy o remoncie mieszkania. Nie miałam sił tam wejść i pyszczyć...W końcu wylazła. I wtedy wstałam zagrodziłam jej drogę, spojrzałam w oczy i wygłosiłam proroctwo: no to teraz parę rzeczy ci się nie uda.
          Baba zrobiła się pąsowa, coś probowała tłumaczyć, ale wysyczałam jej idź do diabła i weszłam do gabinetu.
          Za dwie minuty młodziutki przerażony lekarz wezwał karetkę, kilka godzin później byłam już po operacji. To był wyrostek.

          Od tamtej pory, jeśli ktoś ma problem z receptą, pieczątką, albo coś w tym stylu - proszę bardzo może wejśc ZE MNĄ. Przecież nie musi się rozbierać. Nie mam litości dla tych co "siedzą tu już tak długo", jeśli są numerki, dla tych co przegapili swój numerek (niech odczekają, trudno) i dziarskich staruszek. Oczywiście, jeśli widzę, że kogoś powala gorączka, ktoś się zwija z bólu, leci z nóg itp - wpuszczam bez gadania.
          Ludzie nie mają czasem sumienia.
          • heca7 Re: U lekarza w poczekalni :) 18.01.10, 13:07
            Mój mąż został poproszony przez siostrę o zawiezienie do przychodni(gorączka,
            kaszel, zap.płuc z tego wyszło). Przed pracą.Ok pojechał, tam kolejka, i nagle
            pojawia się menel, który ma jakąśtam legitymację i on teraz wchodzi i już ale
            tylko po pieczątkę na sekundkę. Siostra nie mając już siły zgodziła się i menel
            wlazł. Po czym siedział i siedział. Mój M wkurzony bo praca, bo siostra WLAZŁ do
            gabinetu i patrzy a ten dupek siedzi i normalnie na badanko sobie przyszedł.
            Więc go pod pachy i na oczach zdumionej młodej lekarki za "chabety" wyciągnął na
            korytarz i poczęstował kopem( pan prawnik;)he he ) na korytarzu tłum ludzi
            zdumionych i w tym momencie otwierają się drzwi sąsiedniego gabinetu i
            wychodzi.... mój teść:D i widzi jak synek posyła menelowi kopa:D
            Ja tam nie popieram zachowania (kopania)M ale, że się teść napatoczył to już
            kabaret;)
            • Gość: mmm chamstwo zwalcza się siłom!!! ;-)))))))))))))))))) IP: *.dedyki.pl 18.01.10, 13:11
          • malwisul Re: U lekarza w poczekalni :) 18.01.10, 21:56
            Ha!! a ja ostatnio poszlam z 14 miesieczna corka na morfologie i nas dziadzia
            wpuscil ;-) Pewnie i bym nie skorzystala gdyby nie to ze byl okropny korek i
            zanim dojechalam byla godzina 9ta, a mala od 5ej domagala sie jedzenia :-/ Swoja
            droga to pozniej sie zastanawialam czy jak tak tam wpadlysmy to tak strasznie
            wygladalysmy ze dziadek zamiast "dzien dobry" to mowi "pani wejdzie pierwsza,
            poczekam", czy bal sie pobrania krwi i zwlekal :-0
            • nessie-jp Re: U lekarza w poczekalni :) 18.01.10, 23:09
              malwisul napisała:

              > Ha!! a ja ostatnio poszlam z 14 miesieczna corka na morfologie i nas dziadzia
              > wpuscil ;-)

              Nie no, z dzieciątkiem na ręku to NAWET Wredna Nessie przeważnie wpuszcza :)
              Głównie ze względu na poziom decybeli, ale jednak ;)
              • malwisul nessie-jp 19.01.10, 18:15
                > Nie no, z dzieciątkiem na ręku to NAWET Wredna Nessie przeważnie wpuszcza :)
                > Głównie ze względu na poziom decybeli, ale jednak ;)

                ojjj tak pieknie to niestety nie jest, przez cale zycie mojej corki ustapiono
                nam jakies 5 razy.... :-/
                • nessie-jp Re: nessie-jp 19.01.10, 18:31
                  > ojjj tak pieknie to niestety nie jest, przez cale zycie mojej corki ustapiono
                  > nam jakies 5 razy.... :-/

                  No ba. Do mnie kiedyś kolejkowicze w banku mieli pretensję, że przepuściłam w
                  megaogonie matkę z rozryczanym, zapuchniętym, krztuszącym się już maluchem --
                  wypędzili mnie na koniec kolejki, że niby jak taka szlachetna, to niech sobie
                  stoi dwa razy :) Młoda byłam wtedy i niepyskata, to i pozwoliłam się wygnać...
                  • gazeta_mi_placi Re: nessie-jp 20.01.10, 15:45
                    "wypędzili mnie na koniec kolejki, że niby jak taka szlachetna, to niech sobie
                    stoi dwa razy :)"

                    I mieli rację :-) Najlepiej być szlachetnym cudzym kosztem,co? :P
                    • Gość: Agi Re: nessie-jp IP: *.134.155.3.static.crowley.pl 20.01.10, 16:55
                      Też mnie to wkurza. Osoba, która wpuszcza kogoś przed siebie, nie raczy
                      zauważyć, że wpuszcza nie tylko przed siebie, ale i przed innych ludzi stojących
                      w kolejce, i wypadałoby grzecznościowo zapytać: "Czy pozwolą państwo, że
                      przepuszczę tę panią z dzieckiem?". A już kuriozum absolutne to osoby, które
                      wpuszczają nie przed siebie, tylko ZA siebie! Kilka razy widziałam, celują w tym
                      starsze matrony. Sama myk do kasy czy do okienka, a "pani sobie tu za mną
                      stanie", czyli komuś prosto przed nosem. I ach, jaka ona uprzejma, panią z
                      dzieckiem przepuściła w kolejce!
                      • Gość: ;) Re: nessie-jp IP: *.cable.smsnet.pl 20.01.10, 17:12
                        No to się zacznie, hehe.
                        • nessie-jp Re: nessie-jp 20.01.10, 20:13
                          E, mnie się nie chce :)

                          Fakt, nie trzeba było zakładać, że wwiercający się w uszy krzyk niemowlęcia
                          wszystkim zamienia mózg w twarożek tak jak mnie
                        • Gość: Agi Re: nessie-jp IP: *.134.155.3.static.crowley.pl 21.01.10, 15:10
                          Dlaczego się zacznie? Nessie chyba wpuściła ją przed siebie, nie za siebie. :)
                          • Gość: ;) Re: nessie-jp IP: *.cable.smsnet.pl 21.01.10, 15:53
                            Ale wydłużyła "kolejkie". Chamstwo!
                            • nessie-jp Re: nessie-jp 21.01.10, 16:47
                              Ale tylko dla 7 osób, bo źródło wrzasku nie było na początku ogona, tylko już
                              bliżej kas (dlatego zdążyło tak ochrypnąć, biedactwo)... Niemniej, gniew tych 7
                              osób był straszny :)

                              Następnym razem spojrzę każdej z takich osób głęboko w oczy i zapytam tonem
                              dobrze wychowanej jaszczurki (cytat!)

                              "Czy mogę założyć, że nie mają państwo nic przeciwko temu, aby przepuścić matkę
                              tego biednego zapłakanego dziecka?"

                              Powinnam jeszcze w kieszeni mieć przenośny moherowy berecik, to chyba zwiększy
                              siłę rażenia Wzroku Jaszczurki.
                              • malwisul Re: nessie-jp 21.01.10, 19:24
                                taak i to jest wlasnie to co mowilam, a potem taka mamusia sama bedzie stala tym
                                razem ze swoim zaplakanym niemowlakiem w kolejce i bedzie myslala co za ludzie
                                :-( (tak jak ja mysle teraz)
                                • misiania Re: nessie-jp 21.01.10, 20:06
                                  przyznam się bez bicia - nawet największy szloch i płacz obcego dziecka robi na
                                  mnie wrażenie o tyle, że doceniam, że ja akurat nie mam powodu do płaczu. obce
                                  dziecko niech sobie ryczy, ile chce. natomiast dzieci z mojego plemienia,
                                  dzieci, w których płynie ta sama krew, co we mnie, mają we mnie sojusznika o
                                  sile i bezwzględności tygrysicy. ach, wspomnę te przerażone oczka niedobrego
                                  chłopczyka, co mi młodszego braciszka zaczepiał, i którym to niedobrym
                                  chłopczykiem majtałam jak szmatą... mogłam robić, bo byłam o wiele większa i
                                  silniejsza od niego, i bez wyrzutów sumienia wykorzystałam tę przewagę.
          • croyance Re: U lekarza w poczekalni :) 18.01.10, 23:05
            Azorku, mialam kiedys podobna przygode: moze nie tak dramatyczna w
            potencjalnych skutkach, ale o przyblizonym poziomie chamstwa i braku
            delikatnosci osob wpychajacych sie.

            Ok. 10 lat temu mialam bardzo bolesna i meczaca chorobe, ktora nie
            dawala sie zdiagnozowac (pomine szczegoly, bo nie jest to w tej
            historii istotne). Umawialam sie do jednego lekarza za drugim, i
            bylam coraz bardziej zdenerwowana, przerazona i obolala.

            Udalo mi sie w koncu dostac do specjalisty - i teraz, uwaga! Siedze
            na korytarzu i poplakuje z bolu. Czekam i czekam, w miedzyczasie
            przyszla para z nastoletnia, niewiele ode mnie wowczas starsza corka.
            Zobaczyli, w jakim jestem stanie, zainteresowali sie - ja, mloda
            wowczas i naiwna, opowiedzialam im pokrotce cala historie, i ze sie
            boje, ze mam wielkie nadzieje zwiazane z ta wizyta, ze czekam juz
            dlugo i jest to dla mnie ciezkie, ale juz niedlugo moja kolej etc.
            (kto, kto zapisany byl przede mna, siedzial w gabinecie
            nieprzecietnie dlugo). Ludzie kiwali glowami, zalowali mnie, mowili,
            ze mam sie trzymac, ze juz niedlugo wejde do gabinetu etc.

            No i nagle drzwi sie otworzyly, poprzednia pacjentka wyszla, ja
            wstalam ... a para dziko rzucila sie do przodu - facet mnie wrecz
            odepchnal - i wladowali sie wszyscy troje do srodka. Nie jestem
            specjalnie asertywna w najlepsze dni, ale wtedy po prostu mnie
            powalilo. Nie zareagowalam. Oczywiscie, ich wizyta trwala z godzine,
            a jak wychodzili, to nawet na mnie nie spojrzeli.
            • Gość: 3,14-Roman Re: U lekarza w poczekalni :) IP: *.197.158.213.umts.dynamic.eranet.pl 18.01.10, 23:19
              To mnie też coś podobnego spotkało, ale wtedy byłem mocno nieletni. Przyszła jakaś niewiasta- taka w typie tipsiarskim, ale była grzeczna, uprzejmie spytała, kto jest ostatni w kolejce. Powiedziałem, że ja. Usiadła koło mnie, a potem przyszła kolej na mnie, wstałem. Niewiasta zerwała się z miejsca, rzuciła się szczupakiem do drzwi, po czym odwróciła się ku mnie i wyzywająco spojrzała mi w oczy spojrzeniem z gatunku: "I co mi zrobisz, smarkaczu?"

              --
              https://dragcave.net/image/T6Wn.gifhttps://dragcave.net/image/tNrN.gifhttps://dragcave.net/image/feKj.gifhttps://dragcave.net/image/LEDO.gifhttps://dragcave.net/image/PHMK.gifhttps://dragcave.net/image/AN2s.gif
              • Gość: croyance Re: U lekarza w poczekalni :) IP: *.112.39.169.plusnet.ptn-ag1.dyn.plus.net 19.01.10, 13:25
                No, mnie sie w glowie nie miesci, jak mozna tak sie zachowac.

                Cokolwiek nie mowi sie o NHS, tu wyswietlaja moje nazwisko i wiadomo,
                ze do gabinetu mam wejsc ja. I nikt nie robi cudow i nie leci, zeby sie
                wepchnac.
    • karolajna83g Re: U lekarza w poczekalni :) 19.01.10, 19:20
      Nie wiem, które to już prawo,a le ja znam swoje:
      Zawsze jak czekam w kolejce, nagle staje się ozdrowiona tak, że jak wchodzę, to
      aż udawać muszę.....
      • Gość: Azorek Re: U lekarza w poczekalni :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.01.10, 10:54
        Ozdrowienia w poczekalni, szczególnie u dentysty - to norma. Boli ząbek, idziesz do dentysty, siadasz w poczekalni, słuchasz koncertu na dwa wiertła i zduszony pisk - i ból ząbka przechodzi jak ręką odjął. Nawet już nie pamiętasz, który to tak bolał :)
        Ale - nie daj Boże - zrezygnujesz z wizyty i pójdziesz sobie precz - niedługo przypomni ci się, który bolał, a gabinet już będzie zamknięty.
        • Gość: Agi Re: U lekarza w poczekalni :) IP: *.134.155.3.static.crowley.pl 20.01.10, 11:11
          Hehe, to może trzeba pójść do dentysty z dyktafonem, nagrać koncert na dwa
          wiertła i zduszony pisk, i odtwarzać ząbkowi za każdym razem, gdy sobie o bólu
          przypomni. "Będziesz bolał? Będziesz bolał? To posłuchaj sobie, co cię czeka!" :D
          • croyance Re: U lekarza w poczekalni :) 20.01.10, 15:37
            Potwierdzam istnienie takiego prawa.

            Kilka razy mi sie zdarzylo niestety je zlekcewazyc i odwolac wizyte, na
            ktora czekalam, co spowodowalo natychmiastowy powrot dolegliwosci.
    • labellaluna Re: U lekarza w poczekalni :) 22.01.10, 11:52
      A ja napiszę jak to wygląda niejako od drugiej strony.
      Pobranie krwi w moim przypadku trwa nawet 1 (słownie: jedną) godzinę. Ze stresu
      żyły mi się zaciskają, i krew za nic nie wyleci. Nawet dwie, trzy pielęgniarki
      próbują. Oczywistym jest, że podczas pobrania muszę leżeć na leżance, bo
      omdlewam i jestem biała jak kreda. No więc leżę tak od pół godziny, pielęgniarki
      się dziwują, co ze mnie za stwór bez krwi, a na korytarzu słychać wzburzone
      głosy starszych pań i panów, że to skandal!, że co one tam robią! że kawkę i
      ploteczki sobie urządzają! Mi się chce śmiać. Wtem wpada krewka babcia, widzi
      mnie półprzytomną i okrzyk wzburzenia zamiera jej na ustach i ze skuchą coś tam
      mamrocze, że o, to jednak ta pani ciągle leży. Pielęgniarki mściwie
      odpowiedziały, że tak, bo ta pani ma chore serce. Jak wychodziłam - ledwo żywa -
      to nawet się cieszyłam, że tak wyszło, niech zobaczą te wszystkie Jadzie jak to
      jest jak się czeka. Inną kwestią jest, że wpychają się bez kolejki oraz
      najgłośniej skarżą się na czekanie te osoby, które mają dużo wolnego czasu -
      właśnie emeryci i renciści.
      • Gość: 3,14-Roman Re: U lekarza w poczekalni :) IP: *.147.164.36.nat.umts.dynamic.eranet.pl 22.01.10, 20:10
        Wiesz, Panie Jadzie widać już z daleka. Głośny okrzyk
        ("Zygmuś! Do Ciebie przyszłam! Masz dużo czasu, prawda?"), wylewne przywitanie się, pewny krok.

        Przykro mi, że ludzie wpychają się do gabinetu, podczas Twoich zabiegów i życzę zdrowia.
        • labellaluna Re: U lekarza w poczekalni :) 23.01.10, 10:44

          A dziękuję za dobre słowo :)

          Może nie napisałam klarownie, ale ja nie mam problemów z sercem ani krążeniem,
          po prostu strasznie się stresuję pobraniem krwi, a pielęgniarki tylko tak
          powiedziały tej babci, że mam problemy z sercem (żeby było bardziej dramatycznie).

          Ale masz rację, że nie powinno się wchodzić do gabinetu, jak ktoś już jest w środku.
    • genderman Re: U lekarza w poczekalni :) 22.01.10, 12:17
      Wystarczy zobaczyć na nasze prawo w Polsce hahaha
    • Gość: kirownica Re: U lekarza w poczekalni :) IP: *.tktelekom.pl 22.01.10, 12:23
      przypomniało mi się jak chodziłam do przychodni do chirurga z
      własnoręcznie i niewykle dotkliwie przytrzaśniętym palcem. bolało
      jak diabli, kolejka rzecz jasna długasna i obok gabinety lekarzy o
      innych specjalizacjach;)i przy tamtych gabinetach (na szczeście nie
      przy moim) stada babć i dziadków, rozbawione, uchachane jak nie
      przymierzając na wieczorku zapoznawczym w sanatorium.podryw na maksa
      ze strony dziadków i chichoty ze strony babć. niezłe to było. oni
      czasem te kolejki traktują bardziej towarzysko.
      no i kiedyś w przychodni dziadeusz, który pouczył mnie, że "na
      zdrowie trzeba znależc czas"-jasneeee-praca 8h , dwoje dzieci i
      jeszcze czas na czekanie w kolejkach.
      i jeszcze jeden dziadeusz w poczekalni , co to bezpośrednio po
      pobraniu krwi poleciał na badanie ciśnienia:))) tryskało aż miło,
      pod sam sufit:)))))
      • bojkot79 Re: U lekarza w poczekalni :) 22.01.10, 15:47
        hehe dobry wątek

        swego czasu wiele godzin spędziłem (i niestety nadal spędzam) w
        poczekalni klinik, przychodni i różnego rodzaju specjalistów


        potwierdzam istnienie "prawa książki" - dlatego staram się mieć ze
        soba książkę lub przynajmniej E-booka

        Potwierdzam istnienie "Cioci Jadzi" oraz notoryczne występowanie
        żwawych staruszek które przed chwilą prawie umierały :)

        W poczekalniach miałem kilka przygód - a to z tego powodu, że bywam
        pyskaty
        Kiedyś moja druga połóweczka musiała zrobić sobie badania w
        laboratorium. Badania robi sie rano, a ja zazwyczaj budze się przed
        świtaniem. Stąd tez byłem w kolejce pierwszy i czekałem na przybycie
        mojej połóweczki. W miedzyczasie zrobiła się spora kolejka - tak z
        15 osób. Na 5-10 minut przed otwarciem laboratorium (publiczny
        zakład zdrowia), przybyła pewna JADZIA. Spojrzała na kolejkę po czym
        podreptała cichaczem do pokoju pielegniarek (pokój z drugiej strony
        korytarza). Weszła, coś tam poszeptała i za chwilkę wyszła
        zadowolona. Nadeszła godzina otwarcia +kilka minut, pielegniarki
        wychodza z pokoju i otwierają laboratorium. JADZIA czatowała przy
        drzwiach i wchodzi razem z nimi. Nie czekałem na zaproszenie, tylko
        otworzyłem drzwi i ciągnąc za rekę moja połowicę wchodze do
        gabinetu. Oczywiście pielęgniarki oburzone, że jak to tak, że jest
        przeciez pacjentka. Odparłem, że jest owszem, trzymam ją za rękę, a
        szanowna Pani która próbowała sobie wejść jest na końcu kolejki.
        JADZIA oburzona zaczęła coś o pierwszeństwie w kolejkach krzyczeć.
        Odparłem, że owszem może i ma jakąś legitymację ale ja tez mam jako
        dawca krwi, a i spośród innych osób w kolejce znajdzie się kilku
        dawców, inwalidów itp. Drzwi zostawiłem otwarte, co by zyskać
        poparcie tłumu. Pielęgniarki próbowały jeszcze oponować, że Pani
        miał zajętą kolejkę wcześniej ale zgasiłem je, że prywatne zlecenia
        mogą sobie robić przed godzinami pracy lub po godzinach jeśli chcą
        zostać i że mogły Panią obsłużyć te 5 minut przed otwarciem
        laboratorium. Zagroziłem skarga i czymś tam jeszcze no i w końcu
        stanęło na moim, JADZIA wyszła. Ja zostałem żeby przypilnować
        bezpieczeństwa mojej połowicy :)
        Po naszym wyjściu próbowała wejść PAni JADZIA ale ośmielony tłum
        skutecznie jej przeszkodził.


        Jakis czas potem w tym samym laboratorium znowu czekałem jako
        pierwszy. Znowu pojawiła się jakaś JADZIA na kilka minut przed
        otwarciem, ale tym razem pielęgniarka wyszła z pokoju i obsłużyła tą
        JADZIĘ przed godzinami pracy laboratorium.



        Mam jeszcze kilka historyjek :):)
      • nomina Re: U lekarza w poczekalni :) 22.01.10, 16:37
        W kolejce do urologa, w której czekają prawie sami dziadkowie, średnia wieku 89
        lat, wszyscy zamartwiają się, co to będzie, gdy podczas badania zareagują na
        dotyk pani doktor... po męsku. Optymiści :).
        • bypek Re: U lekarza w poczekalni :) 22.01.10, 20:16
          Nie u lekarza, ale na przystanku:
          jeśli przyjdziesz dwie minuty przed czasem, autobus na bank się spóźni. Ale
          jeśli przyjdziesz o 1 (słownie: jedną) minutę za późno, autobus na pewno
          odjedzie Ci sprzed nosa.
          • heca7 Re: U lekarza w poczekalni :) 22.01.10, 22:07
            Pamiętam, że na jakimś forum dziewczyna opowiadała jak wybrała się po porodzie
            leczyć skutecznie i na poważnie hemoroidy. Do samego proktologa. Wchodzi do
            poczekalni a tam sami panowie w średnim i starszym wieku,lekko zaskoczeni. No
            nic,przyszła jej kolej, wchodzi do gabinetu a lekarz w środku równie przejęty
            wizytą istoty BEZ prostaty, wybiega zza biurka i z uśmiechem podaje jej rękę:D
            Wspominała, że nigdy nie była tak miło potraktowana przez lekarza;)
            • Gość: ;) Re: U lekarza w poczekalni :) IP: *.cable.smsnet.pl 23.01.10, 09:33
              Haha, a mógł pójść na ginekologię, ale nie - po co łączyć hobby z zawodem:))))
    • Gość: karibuuu Re: U lekarza w poczekalni :) IP: *.radom.vectranet.pl 23.01.10, 12:25
      moja przygoda w kolejce do laboratorium:
      w tejże kolejce kilkanaście osób sprawnie kolejka idzie bo trzy stanowiska są, ja w 7 m-cu ciąży, oprócz mnie jeszcze kilka innych pań w ciąży wydocznej bez lupy, poza tym kilka starszych osób i 2 dzieci w wieku pezedszkolnym z mamami.
      wtem wchodzi pan bez karku ciagnąc za rękę blond szkielet w spódniczce nieco przykrótkiej (nzwet jak na lato) pan się rozgląda, po czym tubalnym głosem do swojej towarzyszki: no na co czekasz? w ciąży przecież jesteś pierwszeństwo masz!!
      wyśmiany został.
      tak się pechowo złożyło, że każdy z czekających miał pierwszeństwo wynikające z różnych przyczyn, w związku z tym wszyscy czekali grzecznie w kolejce

      a z praw poczekakni u ginekologa, tudzież tego laboratoium:
      czekanie bardzo męczy towarzyszy życia ciężarnych kobiet - marne szanse żeby wstali z krzesełka w poczekalni. raz nawet byłam świadkiem sytuacji gdy wyszedł lekarz i wyrzucił panów
    • Gość: messy Re: U lekarza w poczekalni :) IP: *.pcmedia.com.pl 23.01.10, 13:35
      No to pozwolę sobie dodać swoje:

      Nawet jeśli któryś z innych czekających w kolejce zagaduje Cię i pyta o Twą dolegliwość, wcale to nie znaczy, że go to interesuje. Najpewniej będzie chciał po Twojej wypowiedzi udowodnić Ci, że jest "chorszy" od Ciebie i być może wyrolować z kolejki. Albo nie pozwoli Ci odpowiedzieć, tylko od razu zacznie wywód na swój temat. Może też Cię wyśmiać, mówiąc coś w stylu: "a kto w dzisiejszych czasch jest zdrowy?"

      Nie siadaj tyłem, bokiem do drzwi gabinetu lekarskiego, najlepiej usiądź przodem patrząc tępo w drzwi i niecierpliwie oczekując widoku ruszającej się klamki, aby szybko wstać i wymienić wychodzącego. Bacznie obserwuj kątem oka wszystko, co nadbiega z boku. Usiądź plecami przy samej ścianie, wtedy będziesz mieć pewność, że nic nie nadbiegnie z tyłu.

      Wchodząc do poczekalni ustal twardo swoją pozycję w kolejce, aby potem nikt nie zrobił z Ciebie wariata wmawiając, że przecież był przed Tobą.

      Jeśli ktoś chce receptę/pieczątkę/podać wyniki i prosi Cię o przepuszczenie, zgadzaj się tylko wówczas, gdy wejdziesz razem z nim.

      W razie nieporozumień dotyczących kolejności, stanowczo wołaj panią z rejestracji, niech ona ustala porządek.

      A teraz krótka anegdotka. Wchodzę do poczekalni i pytam, kto ma nr 20, bo ja mam 21. Zgłasza się pewna pani, ale za chwilę dodaje, że przecież ten oto tam siedzący pan ma nr 21. Pytam pana, czy na pewno, zarzeka się że tak. No to mu mówię, że w takim razie wejdziemy razem i u lekarza w gabinecie się wyjaśni. Pan jest twardy i mowi że dobrze. Jednak troszkę sie zestresował, wstał i zaczął spacerować nerwowo machając reklamówką. Za chwile podchodzi do mnie, nachyla się i szepcze, że on tylko po receptę. Więc się uśmiecham i mówię ok. Drzwi się otwierają i pan się rzuca, a ja za nim. Wciskam się do gabinetu, a pan oburzony, że przecież się zgodziłam, aby wszedł. Mówię, owszem, ale do recepty chyba nie trzeba się robierać... Zrezygnował i wyszedł. Nie widziałam go już w poczekalni po wizycie. Cwaniaczek. Myślał, że skoro młoda jestem to może mnie wyrolować.
Pełna wersja