Gość: 3,14-Roman
IP: *.146.243.93.nat.umts.dynamic.eranet.pl
14.12.09, 21:49
Koleżanka ma dziś przeżyła coś z gatunku średnio przyjemnego: jechała sobie autobusem, gdy nagle stwierdziła, że jest ciasno. O wiele ciaśniej i mniej wygodnie niż zwykle w tym autobusie, choć ludzi mniej więcej ta sama ilość.
Przyczyna okazała się prozaiczna: stojący koło niej mężczyzna odkrył w sobie wewnętrznego knura i postanowił zawrzeć z nią kontakt pierwszego stopnia. Koleżanka szybko zajęła inne miejsce stojące, pan Knur podążył za nią, aby dalej uskuteczniać pewne czynności. Koleżanka wyskoczyła na następnym przystanku i poczekała na następny autobus.
Mam pytanie: jak Wy reagujecie, kiedy jesteście świadkami/ofiarami znudzonego Pana Zboczeńca, który w kącie trąca prącie?
Odsuwacie się? Krzyczycie: "Zboczeniec"? Doradzacie panu wizytę u psychiatry lub zapisanie się do Narodowego Frontu
("zamiast w kącie trącać prącie, działaj w Narodowym Froncie")? Rąbiecie Pana Zboczeńca torbą z zakupami po głowie?
:)