Wspomnienia z przedszkola ;)

    • Gość: master of illusion Re: Wspomnienia z przedszkola ;) IP: *.123.185.227.koba.pl 07.02.10, 22:00
      No więc było akurat leżakowanie. Koleżanka leżała obok. Zaczęliśmy
      rozmawiać. Szło gładko. Ustaliśmy, że jak ona mi pokaże swoją
      dziurkę, to ja jej pokażę swojego kusia. Ona mi pokazała, a ja się
      rozmyśliłem, zerwałem umowę i mojego kusia jej nie pokazałem.
      • kirke18 Re: Wspomnienia z przedszkola ;) 16.02.10, 09:40
        Oj, już myślałam, że to mój przedszkolny kolega! :(
        Z kolegą Arturem nie spaliśmy na leżakowaniu i on pokazał mi co ma,
        no i ja jemu też. Zdaje się, że panie coś podejrzewały, bo już nas
        nigdy koło siebie nie położyli ;).
        Chodziłam do przedszkola i lubiłam panią Jadzię, a pani Piechockiej
        ( chyba :) )-nie.
        Pamiętam bal przebierańców, który jako księżniczka (Mama mi uszyła
        sukienkę z tetry, gazy i srebrnego papieru, a na głowie miałam tubę-
        srebrną czapkę z welonem) przetańczyłam z Indianinem. Niestety, kolo
        miał czarną perukę i na drugi dzień nie wiedziałam, który to
        chłopak, tagiedia. On chyba też mnie nie poznał, bo się nie ujawnił.
        A w mojej grupie był kolega Jurek, na innym balu był bałwankiem (mam
        zdjęcie), teraz pracuje w drogówce :D.
    • mamabuly Re: Wspomnienia z przedszkola ;) 07.02.10, 22:47
      Bardzo żle wspominam przedszkole.
      Fatalnie tam gotowali i zmuszli mnie do jedzenia tego barahła. Dla
      mnie to było nie jadalne. Dlatego zamiast się socjalizowac, przez
      większość dnia trenowałam chorobe sierocą znaczy kiwałam się nad
      talerzem bo panie kazały mi tak siedzieć zanim nie zjadłam posiłu do
      końca, to się nigdy nie zdażyło;)
      Ze względuy na moje wyrafinowane gusta kulinarne nie jeździłam tez na
      kolonie (no dobra byłam na koloniach dwa razy ale bardzo krótko bo
      czułam się tam jak w więzieniu) ;)

    • speedy13 Re: Wspomnienia z przedszkola ;) 08.02.10, 16:16
      Hej

      Ja chodziłem do przedszkola na początku lat 70. nie za wiele więc już
      niestety pamiętam. W dodatku nie chodziłem zbyt długo, mama
      niepokoiła się bo cały czas łapałem jakieś infekcje i stale byłem
      chory. Jakoś w tym czasie urodził się mój brat, mama poszła na urlop
      macierzyński i przedszkole zostało mi darowane.
      Najbardziej dołowało mnie wstawanie przed świtem, do dzisiaj
      nienawidzę wstawać po ciemku, a niestety czasem muszę. Podobnie jak
      3,14-roman umiałem już czytać i panie przedszkolanki wykorzystywały
      to bezlitośnie, dawały mi jakieś bajki i kazały czytać dzieciom a
      same zajmowały się jakąś papierkową robotą.
      Pamiętam jeszcze, że pierwszego dnia pobiła mnie koleżanka :) ale
      jakoś szybko się potem pogodziliśmy i byliśmy najlepszymi
      przyjaciółmi. Pamiętam, że jak już sam nie chodziłem do przedszkola,
      to przychodziłem po południu, czekałem na nią pod bramą i
      odprowadzałem do domu.
      I jeszcze mi jedna rzecz z przedszkola została. Panie przedszkolanki
      stosowały jako karę umowną pozbawienie widelca; jak ktoś był
      niegrzeczny to za karę wszystko musiał jeść łyżką. Do dzisiaj mam
      pewien uraz na tym punkcie: nie lubię jeść łyżką, jeśli tylko nie
      muszę (oczywiście jeśli chodzi o zupy czy różne takie półpłynne
      paciaje no to nie ma za bardzo innego wyjścia; ale nawet i zupę wolę
      wypić z kubka).
      • my.milii Re: Wspomnienia z przedszkola ;) 08.02.10, 17:05
        przedszkole, a własciwie zerowka.. ogólnie kojarzy mi sie ŹLE:
        -zawsze lubiłam sobie pospać, a tu te poranne pobódki!
        -chyba jak u wszystkich-zmuszanie do jedzenia i tu wstrętny grysik w
        roli głownej..koledze obrywało sie za to ze wyjadał srodek chleba, a
        zostawiał skorki :D
        -pamietam tez dziewczynę z notorycznym katarem, której zawartosc
        nosa spływała do talerza z zupą..
        -"najlepsza" akcja była jak mi jedynka wypadła.. :)
        ale były tez fajne momenty..chociaz na pewno byłoby ich wiecej gdyby
        w przedszkolach pracowali ludzie z powołaniem, którzy sie do tego
        nadają..bo np.moja grupą "opiekowała sie" prawdziwa siwa jędza!
    • lawendulla Re: Wspomnienia z przedszkola ;) 15.02.10, 14:36
      A ja pamietam wstretne lezakowanie, w czasie ktorego ruszyc sie nawet nie bylo mozna. Kiedys lezakowalismy na dywanie, na lawkach i kolega Wojtus chcial za potrzeba, poprosil "kochana" przedszkolanke o pozwolenie na wyjscie do WC, a ona sie nie zgodzila, kazala mu wracac do lezakowania. Biedny Wojtus sie polozyl, caly czerwony, a za chwilke zobaczylam struzke splywajaca wzdluz jego nogawki i dalej po lawce... Naskarzylam potem mamie, ze pani Wojtusia nei chciala wypuscic i sie zsikal! :-(
    • mallard Re: Wspomnienia z przedszkola ;) 15.02.10, 17:11
      Jestem rocznik hm... 1960 (!), więc moje przedszkolne wspomnienia to
      czasy, gdy po ziemi biegały jeszcze dinozaury ;). Do przedszkola na
      krótko, bo na miesiąc, poszedłem jako sześciolatek. Ponieważ tak,
      jak Twórczyni wątka (o przepięknym nicku! :)), byłem trochę
      nadwrażliwym dzieckiem, początki najłatwiejsze nie były:

      1. Miałem tam chodzić z kolegą z podwórka, którego mama w pierwszy
      dzień przyprowadziła nas obu. Kolega się rozbeczał wniebogłosy, mama
      go zabrała i ja zostałem sam. Cały dzień przesiedziałem przy stoliku
      do nikogo się nie odzywając.
      "Plus" dla przedzkola - nikt mnie nie nagabywał, do niczego nie
      zmuszał. Pozwolono mi "dojrzeć" ;)

      2. Tańczyliśmy w kółeczku "Stary niedźwieć mocno śpi". Pośliznąłem
      się i przewróciłem. Pani nie pozwoliła się ze mnie śmiać -
      powiedziała, że takiemu dużemu i ciężkiemu zwierzęciu jak
      niedźwiedź, takie rzeczy się zdarzają. Jak widać i wtedy (a może
      właśnie wtedy? ;)) też byli dobrzy pedagodzy!

      3. Na wycieczce w pobliskim lasku zobaczyliśmy grzyby rosnące wysoko
      na pniu drzewa. W celach "poznawczych" rzuciłem w nie kamieniem,
      który to odbił sie od pnia, prosto w czajnik kolegi z z grupy, który
      oczywiście się rozbeczał. Pani kazała mi go przeprosić, co
      uczyniłem, acz niechętnie, bo przecież "nie specjalnie..."

      4. kiedy po mniej więcej miesiącu, zaczynało mi się tam naprawdę
      podobać, Mama (niepracująca wtedy) z niewyjaśnionych do dzisiaj
      przyczyn zabrała mnie z przedszkola :(
    • oposka Re: Wspomnienia z przedszkola ;) 16.02.10, 11:53
      Ale duża część ludzkości z rozrzewnieniem wspomina przedszkole,
      obiady i kolegów. Podzielicie się? :)


      Kolegami czy obiadem ?
    • labellaluna Re: Wspomnienia z przedszkola ;) 16.02.10, 12:17
      To ja też dorzucę swoje wspominki.
      Chodziłam do dwóch przedszkoli, ze względu na przeprowadzkę. Te pierwsze jakoś
      milej wspominam, pewnie dlatego, że byłam młodsza i wielu rzeczy nie
      dostrzegałam. Pamiętam za to jedno: codziennie rano moja mama prowadzała mnie do
      przedszkola, a ponieważ pracę zaczynała o 7-ej, ja byłam na miejscu już o 6.30.
      Byłam zawsze pierwsza i uwielbiałam to, bo wszystkie zabawki były moje, a pani
      zajmowała się tylko mną. Do czasu aż dzieci przyszły oczywiście. Ponieważ było
      bardzo wcześnie, a do śniadania daleko, mama raniutko kupowała mi rogala w
      pobliskiej piekarni i smarowała go dżemem truskawkowym, cobym mogła sobie go
      zjeść przed śniadaniem. Smak tego rogala chodzi za mną do dziś i już nigdy potem
      nie udało mi się kupić takiego samego.
      A w drugim przedszkolu było już doroślej. Pamiętam zajęcia z rytmiki, piosenki
      Natalii Kukulskiej puszczane z magnetofonu, wieszaki w szatni z symblolami (ja
      miałam fiołka). Pamiętam też jak jeden kolega miał straszny katar a nie miał
      chusteczki, no i wysmarkał się w rękę, po czym wytarł ją w dywan. Fuj. Pamiętam
      też jak leżałam na dywanie i obok usiadła mucha, strasznie duża. Ktoś ją
      rozgniótł i ze środka wyszły małe larwy. Fuj. Pamiętam tez puszczanie bajek na
      slajdach, czy raczej kliszach ze specjalnego projektora. Siedzieliśmy wtedy
      wszyscy w magazynku z leżakami, bo tylko tam było ciemno. Pamiętam, jak przyszła
      jesień i pani pokazywała nam warzywa jesienne, czyli marchewki, selery itd.
      bardzo mi się nie podobały te warzywa, bo były takie szare i smutne. Ale
      najbardziej utkwił mi w pamięci zapach stołów, wycieranych przez kucharkę między
      daniami obiadowymi. Smród był straszny, bo ścierka była stara i nie prana. Każdy
      się brzydził dotknąć blatu póki nie wysechł.
    • pijawka_lekarska Re: Wspomnienia z przedszkola ;) 16.02.10, 13:01
      Nienawidziłam przedszkola. Za każdym razem błagałam mamę, by tym razem pozwoliła
      mi zostać domu. Niestety na próżno.

      Leżakowanie. Jedna wielka trauma. Nigdy podczas takowego nie spałam, tylko
      leżałam i obgryzałam rogi kołdry/koca. Raz zsikałam się podczas leżakowania.
      Innym razem pani, która była u nas na zastępstwo, zbiła mnie za to, że miałam
      otwarte oczy.

      Ubikacje. Kolejna trauma. Nie umiałam i nie chciałam załatwiać się do zbiorowych
      kibelków. Starałam się wstrzymywać potrzeby fizjologiczne aż do powrotu do domu.
      Gdy któreś z dzieci zsikało się w majtki lub zrobiło kupę, pani stawiała je w
      kącie i kazała innym dzieciom robić "zyg-zyg-marchewka" na paluszkach, w celu
      zawstydzenia.

      Posiłki. Kolejna trauma. Byłam niejadkiem, a w przedszkolu prawie w ogóle nic
      nie chciałam jeść. Panie musiały mnie karmić. Nienawidziłam mleka z kożuchami i
      budyniu waniliowego (o którym wówczas myślałam, że to jakiś, gorszy, gesty i
      śmierdzący rodzaj mleka.

      Byłam raczej przedszkolnym outsiderem, ale miałam paru adoratorów, którzy
      chcieli ze mną chodzić i leżeć koło mnie na leżakowaniu. Nie znosiłam ich.
      Najbardziej lubiłam się bawić sama, lubiłam też "przywłaszczać" sobie zabawki
      przedszkolne. Niestety, zawsze moja próba wyniesienia takowych kończyła się ich
      konfiskatą :)

      Podobnie jak parę osób powyżej, bardzo wcześnie nauczyłam się czytać.

      Pamiętam, jak raz jeden chłopiec rozrabiał i pani za karę został zamknięty w
      ciemnej komórce. Do dziś pamiętam jego histeryczny płacz i obietnice, że już
      będzie grzeczny. Ciekawe, czy nabawił się klaustrofobii.

      Pamiętam też prusaki, które żyły pod grzejnikami. Chłopcy namiętnie na nie
      polowali, za co byli tępieni przez panie. Bo w przedszkolu nie ma żadnych
      robaków, zapamiętajcie to sobie, nic nie widzieliście!

      Najszczęśliwszym dla mnie dniem był dzień, gdy w środku dnia pani wywołała mnie
      z sali. Okazało się, że przyszedł po mnie tata.Oznajmił mi, że urodziła mi się
      siostrzyczka i że nigdy już więcej nie pójdę do przedszkola. Nie posiadałam sie
      z radości.


      --
      Nigdy nie kłóć się z idiotą. Najpierw sprowadzi cię do swojego poziomu, a
      później wykończy doświadczeniem.
    • aiczka Re: Wspomnienia z przedszkola ;) 16.02.10, 13:18
      Przedszkole w drugiej połowie lat osiemdziesiatych.

      Jak pewnie wszędzie (nawet nawiązująca do tego scena jest w filmie "Szczęściarz
      Antoni" - www.youtube.com/watch?v=mi6Z5ug3stA, ostatnia minuta), mieliśmy
      w przedszkolu "znaczki", po których należało rozpoznać "swój" wieszak, ręcznik,
      leżak i półeczkę na przybory. Początkowo nawinie zakładałam, że na każdym
      "swoim" przedmiocie ma się ten sam znaczek...

      Śniadanie z obowiązkową zupą mleczną (obowiązkowo BEZ cukru - cukier dostawała
      córka pani zmywającej naczynia). Na szczęście przez długi czas udało mi się zupy
      mlecznej unikać, bo można było powiedzieć, że jadło się ją w domu (lub że piło
      się mleko). Potem trzeba było przynieść zwolnienie i własnoręcznie napisanego
      nie przyjęli.

      Jak już ktoś napisał wyżej, każdą zupę rozlewano ze specjalnych wiader. Raz pani
      sie pomyliła i zamiast wiadra z kaszą manną złapała wiadro z ciastem na
      naleśniki - zorientowała się dopiero po kilu nalanych talerzach.

      Często występującymi kanapkami na śniadaniem były kanapki z serem i pomidorem.
      Dzięki temu nauczyłam sie sztuki ukradkowego zawijania pomidora w pół serwetki
      (serwetki mieliśmy oszczędnie przecięte na pół - w kształcie trójkatów,
      prawdziwym skarbem były serwetki kolorowe, zdarzające się z częstotliowścią
      jednej na opakowanie) i wyrzucania do śmieci.

      Mieliśmy w przedzkolu dużo fajnych zabawek - np. wywrotek i koparek. Stały
      wysoko na półce i ładnie wyglądały. Zabawa w kąciku dla lalek (z kilkoma
      lalkami, małym stoliczkiem itp.) była też sporadycznym wydarzeniem dla wybranych.

      Dopiero starszaki dostawały do jedzenia widelce - młodsze dzieci tylko łyżki
      (względy bezpieczeństwa). Jeśli panią zmywająca naczynia bolał palec albo z
      jakichś innych przyczyn było trudno pozmywać, drugie danie dostawaliśmy do
      talerza po zupie. Kolega raz nie zdążył zjeść zupy (albo grymasił, co nie bylo
      niczym niesamowitym).

      Jakość przedszkolnego jedzenia to temat do wątku o kulinarnych traumach z
      dzieciństwa. Jak najwyraźniej wiele osób pozytywnie wspominam tylko leniwe z
      surówką z marchwii. Niezły był też makaron z białym serem. Po innych potrawach
      pozostała na długo trauma - np. przez wiele lat nie jedliśmy (ja i brat)
      mielonych, mimo że nasza babcia robi doskonałe.

      Leżakowanie było dla mnie dziwacznym pomysłem - mnie wcześniej po obiadku
      czytano książeczki (rozrywka intelektualna...) a nie kazano leżeć. Dziwny był w
      ogóle pomysł przebierania się w piżamkę bez mycia a za to bez zdejmowania
      majtek i podkoszulki. Na szczęście szybko zaczęto mnie odbierać po obiedzie.

      Bardzo często byliśmy w przedszkolu zostawiani sami sobie, podczas gdy panie
      ziberały się na konferencje w gabinecie lekarskim. Czasami w charakterze osób
      pilnujących pojawiało się czyjeś starsze dziecko. Kiedy jeszcze myślano, że będę
      siedzieć w przedszkolu do podiweczorku, jedna taka podczas leżakowania
      terroryzowała mnie na temat "nie śpisz!" przecież widzę, że udajesz! zaciskasz
      oczy, jak się śpi to się tak nie zaciska!"
    • Gość: anka Re: Wspomnienia z przedszkola ;) IP: *.tktelekom.pl 16.02.10, 14:22
      Jak większość, nie znosiłam leżakowania - nigdy nie mogłam zasnąć i musiałam leżeć bez ruchu wpatrując się w sufit. Męka. Miałam jednak to szczęście, że moja mama, której to wyznałam, wywalczyła dla mnie zwolnienie z leżakowania - mogłam sobie cichutko siedzieć na dywanie i czytać książeczki, co było moją ukochaną czynnością. "Wywalczyła" to dobre słowo, bo musiała odbyć niejedną stanowczą rozmowę aż z dyrektorką i podpisać jakiś papier, że "na własną odpowiedzialność" pozwala dziecku nie spać w czasie leżakowania. Zresztą fakt, że mama uwzględniała preferencje aktywnościowe swojego dziecka, zaowocował nadaniem jej przez przedszkolanki ksywy "ta psychiczna" (co jest tym zabawniejsze, że moja mama jest psychiatrą ;))

      Poza tym również standardowo - okropna zupa mleczna, jeszcze gorsza wątróbka i obrzydliwe gorące mleko do picia (do dziś nie tknę, za to zimne bardzo lubię).

      Była również trauma związana ze znaczkami w szatni - miałam znaczek z taką kolorową piłką i marzyłam o tym, żeby mieć z księżniczką lub chociaż z motylkiem. Niestety, argument, że te znaczki są zajęte zupełnie do mnie nie trafiał i przez długi czas czułam się niezrozumiana i niesprawiedliwie potraktowana przez los. Do końca przedszkola nie udało mi się zdobyć tej księżniczki :(

      A mój stosunek do przedszkola najlepiej podsumowuje zdarzenie, kiedy na koniec edukacji przedszkolnej pani przedszkolanka powiedziała do mnie i mojej mamy, że ponieważ jestem z końca grudnia, mogę jeszcze pochodzić rok do przedszkola, zamiast iść do szkoły. Tak się przestraszyłam, że uciekłam i znaleźli mnie dopiero po dłuższym czasie pod moim własnym domem ;)
      • jorn Re: Wspomnienia z przedszkola ;) 03.05.10, 23:10
        Do przedszkola chodziłem dość dawno i czas zatarł wiele wspomnień. Pamiętam, że generalnie było OK. Kilka wspomnień, które pozostały do dziś:

        1. Leżakowanie. Ze zdziwieniem przeczytałem w niniejszym wątku, że był to proces powszechnie znienawidzony. Z moich obserwacji wynikało, że dzieciaki naprawdę spały i tylko ja się męczyłem. Miałem w dzieciństwie taki feler, że nie potrafiłem spać w ciągu dnia. Nawet, jeśli mnie coś w środku nocy ze snu wyrwało, nie zasypiałem aż do kolejnego wieczora. Przeszło mi dopiero jako nastolatkowi, kiedy nasze liceum z braku miejsca wprowadziło tzw. lekcje zerowe zaczynające się o 7:10, a nauczycielka układająca plan nie przykładała to tego wielkiej wagi i w efekcie mojej klasie przypadły cztery takie lekcje zerowe w tygodniu.

        2. Nasze przedszkole wyposażone było w basen. Niestety basen był w zestawie z nauczycielką, która wykonywanie poleceń związanych z nauką pływania egzekwowała uderzeniami drągiem. A jeśli komuś nie wychodziło nurkowanie, to tym drągiem podtapiała. W efekcie nabawiłem się strachu przed wodą i się z zajęć basenowych wymigiwałem, jak tylko mogłem, a jako tako pływać się nauczyłem dopiero jako nastolatek.

        3. Jedzenie. Mimo, że byłem niejadkiem, na ogół nie było źle. Przebojem uwielbianym chyba przez wszystkich była tzw. zupa nic. Kiedy usiłuję z pamięci odtworzyć, co to takiego było, to mi wychodzi, że chyba taki rzadki budyń. Ja i kilku moich kolegów uwielbialiśmy także zupę szczawiową. Powszechnie znienawidzoną pozycją w jadłospisie był za to szpinak. Odkąd w 1979 r. zostałem absolwentem wychowania przedszkolnego, nie wziąłem tej potrawy do ust, a i tak przeżywam traumę, gdy tylko o niej wspomnę. Chyba nikt nigdy tego dobrowolnie nie zjadł.

        4. Rytmika. Była. Nie lubiłem tych zajęć, ale bez jakichś szczególnie traumatycznych wspomnień.

        5. Spotkania z kombatantami. Były to czasy, kiedy żołnierze II wojny światowej byli jeszcze w wieku przedemerytalnym i co najmniej raz w roku któryś z nich przychodził do przedszkola na spotkanie z dziećmi opowiadając, jak to wspaniale się walczyło ramię w ramię z bohaterską Armią Czerwoną. Raz tylko zorganizowano takie spotkanie zbiorowo. Zbiorowo wystąpili zarówno kombatanci, jak również dzieciaki spędzone chyba ze wszystkich przedszkoli w mieście. I tu szok. Przez cały okres edukacji przedszkolnej kładziono nam do głów, że należy ustępować starszym, a tym czasem do autobusów w pierwszej kolejności zostały załadowane maluchy i średniaki, a my starszaki czekaliśmy na mrozie, aż autobus po nas wróci. Do dzisiaj pamiętam to poczucie niesprawiedliwości…

        6. Oznaczenia szafek. Pamiętam tylko moje, z biało-brązowym pieskiem. Takim reksiowatym.

        7. Z nauczycielek zapadła mi w pamięć tylko jedna. Może dlatego, że później się przekwalifikowała i ponownie na nią trafiłem w liceum.

        8. Sztućce. Nie pamiętam jak to było w maluchach, ale w średniakach jedliśmy łyżkami i widelcami, w zależności od spożywanego w danym momencie pokarmu. W starszakach wprowadzono noże, zostaliśmy też przeszkoleni w posługiwaniu się nożami przy jedzeniu. Jak wielkie było moje zdziwienie i rozczarowanie zarazem, gdy w szkole odważono nam się dać noże do rąk dopiero gdzieś tak w okolicy trzeciej klasy. Ze sztućcami w przedszkolu była jeszcze jedna rzecz: pochodziły one z różnych kompletów i miały wybite stemple ze znakami firmowymi producentów. Jeden z tych znaków miał kształt koperty, ale nam przedszkolakom kojarzył się on z oknem. Z niewiadomych powodów, te sztućce z okienkiem były najpopularniejsze i dochodziło do walk o nie. Czasem nauczycielki wykorzystywały tę popularność do dyscyplinowania przedszkolaków ogłaszając, że na łyżkę z okienkiem trzeba zasłużyć.

        9. Sukcesy pedagogiczne personelu. Chyba niezbyt imponujące, bo byłem jednym z zaledwie trzech, może czterech starszaków potrafiących czytać (na szczęście nauczycielki nie wpadły na pomysł, żeby nas wykorzystać do czytania pozostałych). Z drugiej strony, w innych przedszkolach musiało być podobnie, bo na początku pierwszej klasy szkoły podstawowej też było nas, czytających niewielu. Za to pod koniec pierwszej klasy prawie wszyscy już tę umiejętność opanowali, więc moi koledzy nie byli jakimiś tłukami.

        10. Występy i akademie. Tu było nieco traumatycznie, bo ubierano nas przy takich okazjach w stroje pseudoludowe. W wersji chłopięcej (dziewczęcej nie pamiętam) było to coś w rodzaju kontusza bez rękawów w kolorze burozielonym.

        Pozdrawiam
    • monalajza Re: Wspomnienia z przedszkola ;) 04.05.10, 00:19
      Lubiłam chodzić do przedszkola, nie płakałam, nie gryzłam.
      Kożuch mi zupełnie nie przeszkadzał(do dziś mi nie przeszkadza), leżakowanie tym
      bardziej(chwila ciszy i spokoju:) Do dziś mi nie przeszkadza)


      Z głebiny wspomnień traumatycznych

      1. Kolezanka, która biła inne dzieci w celu odebrania im należnych obiadów.
      Jeśli był kalafiorek oddawałam polubownie, ale o miesko z ziemniaczkami
      walczyłam jak lwiątko:)

      Koleżanka wyszła na tym tak sobie, bo ma teraz ponad 190 cm. Reszta dzieci aż
      tak nie wyrosła:)

      2. Zabawa w lekarza. Lekarzem zostaje ten, kto przyniesie najwięcej opakowań po
      Vibovicie(a jakze!). Holender! nigdy nie byłam lekarzem!!! a Vibovitu nie
      oszczędzałam (raz udało mi się zostać pielęgniarką:) )


    • isault Re: Wspomnienia z przedszkola ;) 06.05.10, 11:05
      He, przedszkole zaczęłam w 86 i skończyłam w 89. Rodzice chcac
      złagodzić traumę puscili mnie razem do jednej grupy z moim młodszym
      o rok bratem - więc jako 4 latek chodziłam przez pierwszy rok do 3 -
      latków nudząc się niemiłosiernie. Do tej pory pamietam dilaog między
      pania dyrektor a bratem, który strasznie wolno jadł obiad: "no, na
      co czekasz?" a mój brat: "na oklaski". Rodzice wołani byli na
      dywanik. Potem stwierdzono że muszę od razu pójść do starszaków z
      racji wieku - tam właśnie było znienawidzone leżakownie podczas
      którego dzieci pokazywały sobie jak wusoko do gardła podchodzi im
      zjedzony wcześniej obiad i chwalił się kto więcej w życiu rzygał.
      Pamietam przysieganie na boga, na dwóch bogów, na sto tysięcy
      milionów bogów itd. pamietam zabawę "chłopaki łapią dziewczyny", a
      jak złapali to dawali buziaka co było postrzegane jako skrajnie
      obrzydliwe.
    • Gość: miju Re: Wspomnienia z przedszkola ;) IP: *.chello.pl 06.05.10, 19:57
      To i ja coś dorzucę ;)

      Przedszkole wspominam bardzo dobrze, choć nie zawsze było kolorowo.

      Pewnego dnia, wróciłam do domu i wieczorem, przed zaśnięciem oznajmiłam z
      płaczem mamie, że więcej już tam nie wrócę. Po dlugim wypytywaniu mama
      dowiedziała się, ze pani przedszkolanka nie pozwoliła mi wyjść do szatni po
      chusteczke do nosa, i musiałam cały dzien chodzic z zapchanym :DD Od tego czasu
      w każdym ubranku musialam mieć kieszeń na chusteczki :))

      Co do leżakowania, to u nas wszyscy przekladali piżamki z swoich leżaków tak
      żeby po rozłożeniu ich, móc spać obok kolegi/koleżanki :)

      Były oczywiście zabawy w policjantów i złodzieji, ale najbardziej utkwił mi w
      pamięci motyw koników Pony. Ponieważ od najmłodszych lat miałam sydnrom szpanera
      naopowiadałam koleżankom jakich to ja nie mam różnych zabawek Pony, kiedy
      kłamstwo wyszło na jaw było mi strasznie głupio.

Inne wątki na temat:
Pełna wersja