Gość: Marek
IP: 193.160.251.*
07.01.10, 14:43
W Sylwestra o 2:00 przyszedł kryzys. Towarzystwo legło, nikt nie
pląsał, nawet Afrik Simon nie poderwał narodu. Przyczyna - chłopcy
za łapczywie rozegrali Absoluta. Zdjąłem więc linę, wytargałem
Accorda i podczepiłem 3 sanki. 4 dżentelmeni stwierdzili, że na
sanki pójdą panie a ich, jak za Tuchajbeja, powlokę po glebie
(śniegu). Jeden kolega dość często odpadał więc założyłem mu
swoją uprząż wspinaczkową i karabinkiem wpiąłem w linę. W pewnym
momencie stanąłem żeby sprawdzić czy go aby nie zabiłem, ale opie*ił
mnie, że stoimy:)