Książkowe idiotyzmy małe i duże

17.01.10, 18:53
Graham Masterton "Krzywa Sweetmana": "Ostry nos i wysokie kości
policzkowe wskazywały na ormiańskich albo czeskich przodków".
To mniej więcej tak, jakby stwierdzić, że jakieś zwierzę przypomina
kozę lub wróbla.
    • maitresse.d.un.francais Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 17.01.10, 18:57
      Książka do biologii:

      "Z niedojrzałych pęcherzyków Graafa tworzą się dojrzałe pęcherzyki".

      Nosz bardziej zawile się nie dało?
      • ewa9717 Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 17.01.10, 19:07
        Może dojrzewając zmieniają nazwisko? ;)
        • frred Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 17.01.10, 21:35
          I wychodzą za mąż?
          • Gość: ;) Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: *.cable.smsnet.pl 18.01.10, 07:49
            Pączkują, na pewno pączkują i wstępują do policji.
            • blue-leeloo Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 18.01.10, 12:57
              No i potem trafiasz na takiego w komisariacie i on już znajdzie
              odpowiedni paraGraaf.
              • Gość: ;) Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: *.cable.smsnet.pl 21.01.10, 09:39
                Ja o jankeskim szeryfie, Ty o ruskim milicjancie:)
                • blue-leeloo Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 21.01.10, 13:23
                  Może to i dwa różne światy ale w każdym o pączkowanie drożdży
                  idzie ;)
                  • Gość: ;) Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: *.cable.smsnet.pl 21.01.10, 14:57
                    Potrzebna jeszcze tylko duża ilość cukru w cukrze i można jechać z tym koksem.
                • Gość: mikolaj Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: 68.168.212.* 21.01.10, 13:55
                  ruskie pulp fiction
    • agulha Znachor 19.01.10, 01:07
      Kojarzy ktoś może tę książkę i film? Otóż imć Wilczur zaginął, ale
      nie uznano go za zmarłego (utworzono zarząd jego majątku), ale autor
      twierdzi, że żona, która go opuściła, wyszła za mąż. No ciekawe jak
      (rozwodu nie było)?! Z treści książki wynika, że owszem dokumenty
      wtedy kontrolowano.
      • viking2 Re: Znachor 19.01.10, 04:02
        agulha napisała:

        > Kojarzy ktoś może tę książkę i film?

        Mam wrazenie, ze ksiazka to "Czlowiek Znaleziony W Nocy" Kornela Makuszynskiego,
        1932. Film - nie mam pojecia.
        • Gość: zenek Re: Znachor IP: *.ssp.dialog.net.pl 19.01.10, 15:35
          viking2 napisał:


          > Mam wrazenie, ze ksiazka to "Czlowiek Znaleziony W Nocy" Kornela Makuszynskiego
          > ,
          > 1932. Film - nie mam pojecia.

          Ekhm... Może przeczytasz jeszcze raz tytuł postu?...
          • viking2 Re: Znachor 21.01.10, 04:29
            Gość portalu: zenek napisał(a):
            > Ekhm... Może przeczytasz jeszcze raz tytuł postu?...

            No wiem, wiem, mialo byc o idiotyzmach, ale tak mi to jakos znajomo zabrzmialo...
        • Gość: kiddy Re: Znachor IP: *.acn.waw.pl 11.02.10, 22:29
          "Znachor" Tadeusza Dołęgi-Mostowicza.
          Też mnie to zastanawiało i wyszło mi, że oni żyli... w związku
          nieformalnym ;-)
      • praktykarz Re: Znachor 19.01.10, 14:41
        Oczywiście, że mogła wyjść za mąż.
        Kolejny ślub kościelny brało się w innym /wyznaniowo oczywiście/
        kościele i już. Nie było konkordatowych:)
        Tylko w przypadku cywilnego musiał być rozwód, a cywilnych nie było,
        tzn. były ale od lat /chyba/ 30 i to tylko w „poznańskiem” – do
        sprawdzenia.
        • turzyca Re: Znachor 23.01.10, 13:49
          >tzn. były ale od lat /chyba/ 30 i to tylko w „poznańskiem”

          Wszelkie roznice miedzydzielnicowe w Polsce miedzywojennej byly "do" - bo dopoki
          nie zostaly wprowadzone nowe przepisy dla calej Polski, to obowiazywaly
          dotychczasowe kodeksy. Koszmarna sytuacja. O tym, jaka byla kara za dane
          przestepstwo lub czy mozna sie bylo rozwiesc cywilnie, decydowalo miejsce
          zamieszkania, a roznice w przepisach byly dramatyczne. A oczywiscie uchwalanie
          nowego prawa trwalo dosc dlugo, bo trzeba bylo rozwiazac wszystkie szczegolowe
          kwestie. W przypadku rozwodow stanowcze veto oglosili biskupi katoliccy z bylej
          Kongresowki argumentujac, ze nie mozna pozwalac, zeby mezowie opuszczali zony
          pozbawiajac je srodkow do zycia. Jakos zapominali o tym ze cywil(izowa)ny rozwod
          dostepny kilkaset kilometrow dalej czyli na terenie dawnego zaboru pruskiego
          zapewnia tej zonie np. alimenty, a zmiana wyznania i kolejny slub, co
          praktykowano na terenie ich wladzy, juz nie.
          "Reflektorem w mrok" Zelenskiego czytalam, wiec mi sie wbilo w pamiec. :) Swoja
          droga bardzo dobra lektura, pieknie obnazajaca hipokryzje, nielogicznosci i
          absurdy owczesnego panstwa. 80 lat minelo, a czyta sie z przyjemnoscia. Az zal,
          ze we wspolczesnej polskiej publicystyce nie ma takiego piora.
          • Gość: ciemna blondynka Re: Znachor IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.10, 21:53
            turzyca napisała:
            > "Reflektorem w mrok" Zelenskiego czytalam, wiec mi sie wbilo w
            pamiec. :)

            wow, tytuł szarpnął mą pamięcią :D Czytałam to przed ukończeniem
            trzynastu lat, i szczegóły o których piszesz nie wbiły się w moją
            pamięć ale wrażenie ta książka na mnie zrobiła ogromne :) Chyba
            spróbuję ją przy okazji znaleźć i przeczytać na nowo.
          • frred Re: Znachor 29.01.10, 01:58
            W okresie międzywojennym ujednolicić zdołano:

            - prawo i postępowanie karne (1932 - kk tzw. kodeks Makarewicza, obowiązywał po
            gruntownym przeoraniu przez tzw. mkk do 1969; kpk nie pamiętam);
            - prawo cywilne w zakresie zobowiązań (1933), w tym w osobnej ustawie czeków i
            weksli (chyba też 1933)i autorskiego (chyba 1932);
            - prawo spółek (tzw. kodeks Allerhanda 1934);
            - prawo konstytucyjne (to jasne);
            - częściowo administracyjne;
            - no i o3wiście to wszystko, o czym pisano nowe akty;
            i chyba nic poza tym.

            Jak z powyższego wynika, leżało odłogiem m.in. rzeczowe, rodzinne i chyba
            spadkowe też. Rodzinne, jak słusznie podkreślacie, z powodów ideologicznych, o
            czym wiele pisał Boy ("Oni /tj. sanacja - frred/ nie uważają tej komisji za
            swoją, bo nie ma w niej ani jednego pułkownika" - "Nasi okupanci", cytat z pamięci).
            • frred Re: Znachor 29.01.10, 02:02
              Natomiast były tzw. przepisy międzydzielnicowe, mówiące o tym, jakie prawo się
              stosuje, gdy np. spółka z Wawy kupuje nieruchomość w Kcach.

              A cały ten bałagan ujednoliciła ta wredna komuna. W ciągu 2 lat, 1945-46,
              kilkunastoma dekretami, wykorzystującymi dorobek Komisji Kodyfikacyjnej z lat 30.
        • Gość: q Re: Znachor IP: *.serv-net.pl 23.01.10, 19:44
          > a cywilnych nie było, tzn. były ale od lat /chyba/ 30 i to tylko w „poznańskiem”<

          Małżeństwa cywilne rejestrowano w poznańskiem już od 1874 r. Utworzono wówczas tam urzędy stanu cywilnego.
      • tuhanka Re: Znachor 24.01.10, 09:17
        Ta książka to "Znachor" Tadeusza Dołęgi-Mostowicza. Tytułowy bohater,
        profesor Rafał Wilczur, zaginął bez wieści (po urazie głowy doznał
        utraty pamięci - "amnezja retrograda", jak to zdiagnozowano na końcu
        książki). Zdaje się, że faktycznie uznano go za zmarłego, ale
        ponieważ jednocześnie z horyzontu zniknęły jako żona Beata z córką
        Marią Jolantą, to zarząd mógł być trzymany też ze względu na nie, a
        zwłaszcza na córkę. Oczywiście, prof. Wilczur po odzyskaniu pamięci i
        dzięki zeznaniom swojego ucznia,prof. Dobranieckiego (który go
        zresztą rozpoznał), odzyskał wszystko - willę i klinikę przede
        wszystkim.
        • frred Re: Znachor 29.01.10, 02:07
          A powojenny film na ten temat jest świetny. Bardzo, bardzo o uczuciach. Z
          Barcisiem jako pacjentem dwudziestolatkiem (!). I z młodziutką Dymną jako
          Wilczurówną (cud mniód orzeszki).
          • frred Re: Znachor 29.01.10, 02:20
            Tak wymieniłem obsadę 2 ról chyba najbardziej szokującą dla młodszych
            forumowiczów, ale z rozpędu pominąłem role ciekawsze:

            - Jerzy Bińczycki jako Rafał Wilczur: facet na zawsze zraniony przez rozstanie,
            wyeliminowany z życia erotycznego, ale niesamowicie twardy i męski, który nigdy
            nie zgodzi się na dżumę, nawet jeśli jest - ale zawsze będzie smutny;
            - Bernard Ładysz jako Prokop - facet cwany, przeklęty i żyjący wyrzutami
            sumienia, z zamknięcia się w złu wydobywa go Wilczur i to jest naprawdę nieźle
            pokazane;
            - Bożena Dykiel jako wiejski demon seksu (wyszło jej, choć się ani razu nie
            rozebrała:).
          • the_dzidka Re: Znachor 01.03.10, 11:17
            Zawsze dostaję dreszczy przy tej scenie, kiedy Dobraniecki
            rozpoznaje Wilczura. Nawet teraz, kiedy to piszę :)
            • tanczacy.z.myslami Re: Znachor 01.03.10, 12:23
              the_dzidka napisała:

              > Zawsze dostaję dreszczy przy tej scenie, kiedy Dobraniecki
              > rozpoznaje Wilczura.

              Przeczytaj książkę. W książce Dobraniecki zastanawia się, czy opłaca mu się go
              rozpoznać. :)

              Ja wolę scenę, gdy młody Barciś zaczyna chodzić po wyleczeniu go przez Wilczura.
              Ta scena, kiedy sam, na własnych nogach idzie do ojca...
              • the_dzidka Re: Znachor 01.03.10, 14:03
                > Przeczytaj książkę. W książce Dobraniecki zastanawia się, czy
                opłaca mu się go
                > rozpoznać. :)

                Ależ czytałam! Wersja Hoffmana bardziej mi przypadła do gustu.
                Fronczewski zagrał to niesamowicie sugestywnie.
                • ewa9717 Re: Znachor 01.03.10, 14:18
                  the_dzidka napisała:

                  > > Przeczytaj książkę. W książce Dobraniecki zastanawia się, czy
                  > opłaca mu się go
                  > > rozpoznać. :)
                  >
                  > Ależ czytałam! Wersja Hoffmana bardziej mi przypadła do gustu.
                  > Fronczewski zagrał to niesamowicie sugestywnie.
                  A ja wolałam przedwojennego Węgrzyna ;)
                  >
      • Gość: stara Re: Znachor IP: 94.75.121.* 05.03.10, 15:31
        Na litość boską, to jest Znachor Dołęgo Mostowicza, nie najwyzszego
        lotu, ale klasyka, a streszczenie jest kretynskie. Po co bredzi
        ktos, kto nic nie czyta ???
        • nessie-jp Re: Znachor 05.03.10, 19:56
          Gość portalu: stara napisał(a):

          > Na litość boską, to jest Znachor Dołęgo Mostowicza

          Dołęgi, niedołęgo!
    • Gość: gaja268 Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: *.torun.mm.pl 19.01.10, 10:56
      Z podręcznika do biologii:
      nadmiar tego hormonu powoduje wydłużenie kości kończyn dolnych i
      górnych a w szczególności rąk i nóg.
    • Gość: Agi Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: *.134.155.3.static.crowley.pl 19.01.10, 14:05
      Mnie najbardziej wkurza, jak pisarz pozamienia bohaterom imiona albo inne
      szczegóły mu się poplączą (daty na przykład). Wczoraj zaczęłam czytać "Kamienny
      krąg" Grange'a i po 60 stronach odłożyłam. Matka bohaterki raz jest Sybilla, raz
      Sylwia (z przewagą Sybilli), a traumatyczne wydarzenie z dzieciństwa bohaterki
      raz ma miejsce w lutym, raz w czerwcu. Wrrrrr.
      • nessie-jp Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 19.01.10, 16:12

        > Mnie najbardziej wkurza, jak pisarz pozamienia bohaterom imiona albo inne
        > szczegóły mu się poplączą

        Często niestety książkę załatwia w ten sposób tłumacz. :( Nawet dobrym tłumaczom
        się zdarza, że co pięć stron nazwa miejsca czy nazwisko są przekładane inaczej.
        Szlag może trafić przy czytaniu... Już o nieumiejętności dopasowania tłumaczenia
        między różnymi tomami nie wspomnę.
        • Gość: Agi Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: *.134.155.3.static.crowley.pl 19.01.10, 16:28
          Aaaaa, o "kwiatkach" tłumaczy to można by - nomen omen - książkę napisać! Ale
          jak można pomylić czerwiec z lutym? Nie znam francuskiego, ale sprawdziłam w
          słowniku i jedno jest juin, a drugie fevrier, więc nawet niepodobne! Nie, w tym
          konkretnym przypadku obstawiam jednak pomyłkę autora (pewnie nie mógł się
          zdecydować albo później zmieniał czas akcji i zapomniał pozmieniać wszędzie)
          tudzież karygodne niedbalstwo redakcji.
          • baba67 Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 09.02.10, 19:53
            Najwieksza kopalnia absurdow i niekonsekwencji jest uwielbiany przez tlumy plus
            wyzej podpisana cykl Jezycjada Malgorzaty Musierowicz. Na forum tejze pani jest
            kilka dobrze wypasionych watkow na ten temat. Polecam-bardzo zabawne.
        • Gość: Dorotka Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: *.aster.pl 23.01.10, 12:48
          Równie często jednak to autor rozkłada na łopatki własne dzieło: zmiana imion,
          zmiana koloru oczu i/lub włosów u bohaterów, mieszanie chronologii... Zdarza
          się, oj zdarza.
        • screaming_bean_sidhe Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 23.01.10, 14:07
          Nessie, jako że rzecz z mojego poletka zawodowego, to się wtrącę - powszechną (niestety) praktyką jest zlecanie tłumaczenia jednej pozycji kilku(nastu) osobom. No dobra, -nastu rzadko, ale zdarzało się. Często się to odbywa pod pozorem robienia 'próbek'(darmowych). Potem się takie dzieło kleci do kupy (bo i bardzo, hmm ... fekalny jest efekt najczęściej) i wio, do dystrybucji. Kuferek w rozdz. pierwszym, walizeczka w drugim, saszetka w trzecim, a w czwartym czemodan (jak tłumacz zza Buga). O stylu nie wspomnę, bo krew zalewa.

          A za ogólną stylistyczną i merytoryczną zgodność odpowiedzialna powinna być redakcja. Ale dobry redaktor to jest zazwyczaj mityczne zwierzę na polskim rynku wydawniczym - niby się słyszało, ale żeby z autopsji, to nie...
          • nessie-jp Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 23.01.10, 20:42
            screaming_bean_sidhe napisała:

            > Nessie, jako że rzecz z mojego poletka zawodowego, to się wtrącę

            Z mojego też :)

            Tyle że ja nie siedzę w beletrystyce. A w tekstach technicznych jest ogromna
            presja na tłumacza, żeby dostosował się ze słownictwem do wymagań klienta i do
            reszty (istniejącego) tekstu...
            • frred Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 09.02.10, 22:36
              Co do tekstów technicznych:

              Jest taka francuska rakieta przeciwokrętowa (swego czasu zresztą znakomita, w
              1982 Argentyńczycy mieli 6 sztuk, a zniszczyli nimi bodaj 3 jednostki
              brytyjskie), nazywa się Exocet.

              I ma ona różne wersje dajmy na to 38 MM (mer-mer, czyli "morze-morze") 40 AM
              (air-mer, czyli odpalana z samolotu) itp.

              I jakiś mądry przetłumaczył 38MM jako... 38 milimetrów (!!!!).
      • bonnie75 Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 21.01.10, 09:27
        Wczoraj zaczęłam czytać "Kamienny
        > krąg" Grange'a i po 60 stronach odłożyłam. Matka bohaterki raz jest Sybilla, ra
        > z
        > Sylwia (z przewagą Sybilli), a traumatyczne wydarzenie z dzieciństwa bohaterki
        > raz ma miejsce w lutym, raz w czerwcu. Wrrrrr.


        No to juz teraz rozumiem, dlaczego i ja odlozylam ja w cholere na najwyzsza
        polke...caly czas cos mi nie pasowalo :-)))
        • Gość: fifion Dziady IP: 109.243.145.* 24.01.10, 03:00
          no tak i jest jeszcze taka książka jak Dziady, gdzie bohater raz ma
          na imię Konrad raz Gustaw, raz umiera a nawet straszy, a potem znów
          żyje w najlepsze i do tego jeszcze improwizuje jak najęty...
          • sammler Re: Dziady 29.01.10, 02:14
            :)

            S.
    • Gość: bachorek Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.10, 17:21
      W "Nadejściu nocy" DeMille'a bohater w jeepie grand cherokee jadąc
      po bezdrożach włącza napęd na cztery koła. Tymczasem w grand
      cherokee można włączyc biegi terenowe, tzn. wolne
      • misiania Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 21.01.10, 14:02
        A ja ledwo doczytałam do końca To nie jest kraj dla starych ludzi
        , bo nie mogłam znieść odmiany rzeczownika pikap. wsiadł do
        pikapu, wysiadł z pikapu, brrr. to jest prawidłowa odmiana, ale ja
        przeciwko niej protestuję i już. i wsiadam nieprawidłowo do
        pikapa :))
        • Gość: jargolka Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.10, 14:29
          a ja zawsze dostwałam ataku wsciekłości, gdy czytałam "orlich
          piórach" Szklarskiego, info, że głównego bohatera (Indianin) to tak
          bardzo nie bolało, bo - uwaga! cytat!: - "ludy prymitywne posiadały
          mniejszą wrażliwość zmysłu bólu"
          • nessie-jp Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 21.01.10, 15:49
            > bardzo nie bolało, bo - uwaga! cytat!: - "ludy prymitywne posiadały
            > mniejszą wrażliwość zmysłu bólu"

            Hłe, hłe, a ja zawsze sobie wtedy myślałam, że, no tak, biały człowiek to jest
            mięczak i dupa i maminsynek, a taki Indianin to, panie tego, na niedźwiedzia
            boso po rozżarzonych węglach i tak dalej :)
        • Gość: Agi Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: *.134.155.3.static.crowley.pl 21.01.10, 15:06
          misiania napisała:

          > A ja ledwo doczytałam do końca To nie jest kraj dla starych ludzi
          >
          , bo nie mogłam znieść odmiany rzeczownika pikap. wsiadł do
          > pikapu, wysiadł z pikapu, brrr. to jest prawidłowa odmiana, ale ja
          > przeciwko niej protestuję i już. i wsiadam nieprawidłowo do
          > pikapa :))

          Hehe, ja mam podobnie z nazwą szwedzkiego miasta Ystad. Nigdy tego nie
          odmieniałam, a polscy przewoźnicy promowi tez reklamują rejsy do Ystad, nie do
          Ystadu. Tymczasem w przekładach Mankella jest to pieczołowicie odmieniane:
          "mieszka w Ystadzie", "wrócił do Ystadu" itp. Straszliwie mnie to gryzie w oczy,
          ale może taka forma jest poprawna, nie wiem.
          • Gość: ;) Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: *.cable.smsnet.pl 21.01.10, 15:09
            No, ale jedziesz do Hamburg czy do Hamburga?
            • Gość: Azorek Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: *.chello.pl 22.01.10, 11:13
              Gość portalu: ;) napisał(a):

              > No, ale jedziesz do Hamburg czy do Hamburga?

              A do Monachium czy do Monachiuma?

              ;)
              • Gość: złośłiwe bydlę Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: *.lodz.msk.pl 23.01.10, 12:56
                Do Monachiumu, oczywiście!
                • Gość: gastarbeiter Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: 66.197.241.* 23.01.10, 13:07
                  do München, do Köln... ;)
                  • Gość: gastarbeiter Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: 66.197.241.* 23.01.10, 13:10
                    no a palisz papieros czy papierosa? :)))))))))))

                    Ktoś wytłumaczy zasadę użycia dopełniacza w przyp. obcojęzycznych nazw własnych?
                    • turzyca Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 23.01.10, 14:13
                      "Kultura jezyka polskiego" Hanny Jadackiej, strony 48-75 czyli rozdzialy o
                      nazwiskach niepolskich oraz o imionach i nazwach miejscowosci polskich i obcych.
                      Wczesniej jest o nazwiskach polskich. Absolutnie lopatologiczny wyklad, co, jak
                      i dlaczego odmieniac.
                      Ale ogolna zasada - znalezc sobie slowo tego samego rodzaju i z koncowka tego
                      samego typu i leciec schematem, rzadko trafia sie wyjatek. Monachium - liceum,
                      Kolonia - szalwia.
                      • blinski Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 12.02.10, 20:39
                        Spoko, to pierwsza zasada, kiedy odmiana konfuduje. Ale jak tu sobie poradzić z Chartumem (nie Chartum)? Jakoś tak się latynizować drogą Monachium nie chce.. A Hollywood? Ostatnio coraz częściej słyszę 'w Hollywoodzie', brzmi źle.
                        • nessie-jp Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 12.02.10, 20:51
                          Bo -um w Chartumie to nie końcówka, tylko część tematu :) Nie tak jak w
                          Monachium, które zlatynizowano DODAJĄĆ um do tematu.
                          • blinski Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 12.02.10, 22:38
                            No niby tak, ale by nie popełnić błędu, trzeba to wiedzieć - prosta zasada analogii nie zawsze działa:)
          • klapounio Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 21.01.10, 15:21
            Nieoprawna
          • the_dzidka Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 21.01.10, 16:43
            A w kilku tomach Wallander jeździł do Loderupu! Mało mnie szlag nie
            trafiał!
            • ewa9717 Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 21.01.10, 17:47
              A jeszcze gorzej, jak już jest w Loderopie ;)
          • tanczacy.z.myslami Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 01.03.10, 12:25
            Gość portalu: Agi napisał(a):

            > Hehe, ja mam podobnie z nazwą szwedzkiego miasta Ystad.

            Oświećcie mnie proszę: jak się to miasto wymawia?!
            • the_dzidka Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 01.03.10, 14:13
              > Oświećcie mnie proszę: jak się to miasto wymawia?!

              Wyjątkowo tak jak się pisze. Tyle, że to "Y" to coś pośredniego
              pomiędzy "y" i "i".
    • anutek115 Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 21.01.10, 19:51
      "Gdy wzrok jej przywykł do ciemności zobaczyła światło świecy".

      Moje ulubione zdanie z "Historyka" Kostovy (niewiarygodnego gniota,
      którego przeczytałam tylko dlatego, że nie lubie odkładać książek
      nie dokończonych, a ponadto cierpię na przypadłość typu "Kto wie,
      może się jeszcze rozkręci...."). Jak już przestałam się na siebie
      wkurzać, że czytam coś, co mnie tak niebotycznie męczy zaczęłam
      upajać się smaczkami literackimi, i ten bezwzględnie rządzi. Za
      każdym razem jak czytam to zdanie usiłuję je zrozumieć i nijak mi
      nie wychodzi.
      • Gość: cb Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.10, 00:55
        Chyba zacznę czytać literaturę klasy B... dla rozrywki oczywiście :)
        • anutek115 Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 22.01.10, 11:43
          Tylko nie zaczynaj swojej przygody z literaturą klasy B
          od "Historyka"!!!! To jest przyjacielska rada :). Najlepsze zdanie
          już przytoczyłam, a wierzaj mi, nie warto brnąć przez 631 stron
          tylko po to, by się przekonać, że ono istotnie było najlepsze ;D.
      • Gość: P Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: *.fbx.proxad.net 09.02.10, 17:25
        anutek115 napisała:

        > "Gdy wzrok jej przywykł do ciemności zobaczyła światło świecy".

        Przypomniało mi to coś podobnego. Niestety nie cytat - chyba fragment jakiegoś żartu, ale idea podobna:

        "... a jak już wszedłem do tej jaskini, to było tam tak ciemno, że jak zapaliłem zapałkę, to musiałem zaraz zapalić drugą, żeby zobaczyć, czy ta pierwsza się pali".
    • aardwolf Polactwo 22.01.10, 11:05
      Ziemkiewicz (mgister polonistyki) w Polactwie napisał że Wokulski dorobił się na
      Wojnie Krymskiej.
      • Gość: them Re: Polactwo IP: *.szczecin.mm.pl 23.01.10, 18:34
        A nie bylo tak w Lalce ?
        • Gość: gość... Re: Polactwo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.10, 19:28
          Nie. Wojna bułgarska a krymska to 2 różne konflikty.
          • Gość: ;) Re: Polactwo IP: *.cable.smsnet.pl 23.01.10, 19:36
            W zasadzie wszystkie wojny turecko-rosyjskie sprowadzały się do podobnych
            okoliczności, ale rypnięcie się o dwie dekady to jak pomylić dwie wojny światowe:)))
      • morekac Re: Polactwo 28.01.10, 23:37
        aardwolf napisał:

        > Ziemkiewicz (mgister polonistyki) w Polactwie napisał że Wokulski
        dorobił się n
        > a
        > Wojnie Krymskiej.
        Wszak był to magister polonistyki, nie historii...
    • aardwolf Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 22.01.10, 11:11
      Naprawde piramidalne ilości bzdur zawierają książki pana Dana Browna.
      tu jest np. strona CERN-u gdzie prostują kilka bzdur:
      public.web.cern.ch/Public/en/Spotlight/SpotlightAandD-en.html
      Generalnie wyglada to tak że gośc napisał książkę gdzie 50 stron akcji dzieje
      się w CERN-ie a nawet nie sprawdził jednego zdjęcia by zobaczyć jaki styl
      architektoniczny mają tamtejsze budynki.
      • zawsze_wolna_nilka Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 23.01.10, 16:54
        aardwolf napisał:

        > Naprawde piramidalne ilości bzdur zawierają książki pana Dana
        Browna.


        Przebrnęłam przez Anioły i demony, przeliczając czas akcji na
        przypadki bohatera i sądzę, że można tę zależność zaliczyć do bzdur
        wręcz kosmicznych;-)
    • Gość: Gytha Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: *.warszawa.mm.pl 23.01.10, 13:38
      Z Konrada T. Lewandowskiego - seks między rycerzem w pełnej zbroi i
      zachwyconą tym aktem niewiastą :D. Z Lewisowskiej Narnii - pasące
      się centaury (przypominam, istoty w górnej połowie ludzkie).

      A z horrorów polecam lekturę poniekąd kultowego pod względem
      idiotyzmów Guya N. Smitha ;-).

      Niemniej książkowe idiotyzmy bywają śmieszne, kiedy to jest 1-2
      zdania czy jakiś drobiazg, gorzej, gdy cała książka jest jednym
      wielkim idiotyzmem, a trzeba ją przeczytać (np. z recenzenckiego
      obowiązku). Ze swojej zamierzchłej kariery ;-) recenzenckiej
      pamiętam takie dwie: jedna to "Bydło" jakiegoś polskiego emigranta w
      Hameryce (facet oparł cały pomysł na pewnych współczesnych
      rozwiązaniach technologicznych, o których nie miał zielonego
      pojęcia), drugi to taka alternatywna historia autorstwa niejakiego
      Erica Flinta, nietrzymająca się kupy pod żadnym względem. Browna na
      szczęście czytać nie musiałam ;-), ale pobieżne przejrzenie wywarło
      na mnie podobne wrażenie.
      • jorn Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 23.01.10, 16:14
        Gość portalu: Gytha napisał(a):
        Z Lewisowskiej Narnii - pasące się centaury (przypominam, istoty w górnej połowie ludzkie).


        Sam koncept centaura jest idiotyczny, bo jest to półtora osobnika: cały tułów i wszystkie cztery kończyny konia, a zamiast szyi drugi kręgosłup obudowany tułowiem i dodatkowe dwie kończyny. Znacznie więcej sensu ma sfinks, w którym część zwierzęcia zastąpiono ta samą częścią człowieka.

        Pozdrawiam
        • Gość: autoreczka Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.10, 17:14
          specjalistyczna książka medyczna pisana przez osobę z wieloma
          tytułami medycznymi "pałeczka grypy" - straciłam szacunek do ww
          osoby któa to pisała a potem mnie egzaminowała
          Podobnych błędów było więcej ale ten jest chyba najgorszy!

          Saga Zmierzch ale to zauważył tłumacz i tak mi się przypomniało, że
          bohaterowie w środku zimy nie zmieścili się przy stole w domu więc
          na posiłek wyszli usiąść przy stole na zewnątrz. Tłumacz pisze, że
          ciągle się autorce p...przy :) bo sama całe życie mieszkała w
          ciepłym klimacie i zapomnina jak wygląda prawdziwa zima :)

          o jak ja nie znoszę takich nieścisłośći...

          o w Dan Brown też pisał o tym, że głuchy morderca raptem
          usłyszał "usłyszał" bohatera a normalnie nie słyszał nawet telefonu-
          nie pamiętam chyba to była "Cyfrowa Twierdza"
          • Gość: zuza Biblia IP: 193.0.72.* 23.01.10, 17:40
            Od początku do końca stek idiotyzmów.
            • Gość: ;) Re: Biblia IP: *.cable.smsnet.pl 23.01.10, 18:42
              Przeciwnie, niekończące się źródło inspiracji nie tylko dla wierzących, ba -
              niejeden agnostyk i ateista się nim posługiwał z powodzeniem nie raz. Oczywiście
              bycie ateistą nie polega na antyklerykalizmie, to byłby za łatwy wyznacznik
              racjonalizmu, który nie wyklucza w swej istocie wiary w cokolwiek. Żeby jednak
              Biblia nie była stekiem bredni, trzeba wyzbyć się interpretacji wprost. To, czy
              jest to wielowiekowa kompilacja indoeuropejskich wierzeń to inna sprawa:)
          • Gość: maritaita Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: 77.252.149.* 23.01.10, 22:09
            To z pewnością była "Cyfrowa twierdza", w której głuchoniemy morderca USŁYSZAŁ, jak ofiara zeskakuje na metalowe schody bodajże... Czytywałam Pana Browna, ale dzięki Opatrzności "Cyfrową twierdzę" czytałam jako ostatnią... Wiem, że to co opisuje, to czysta abstrakcja, bo już to dawno sprawdziłam, ale sorry, taka skucha... Straciłam resztki szacunku dla tego Pana... (resztki, bo ostały się one jedynie po lekturze jego "dzieł")...
            • Gość: Agi Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: *.134.155.3.static.crowley.pl 25.01.10, 13:24
              Gość portalu: maritaita napisał(a):

              > To z pewnością była "Cyfrowa twierdza", w której głuchoniemy morderca USŁYSZAŁ,
              > jak ofiara zeskakuje na metalowe schody bodajże...

              Nie czytałam tej książki, więc nie wypowiadam się o tym konkretnym przypadku,
              ale jeśli morderca stał na tych samych schodach albo na połączonym z nimi
              metalowym podeście, to mógł wyczuć stopami (nawet w butach) wibracje, jakie
              wywołał ruch ofiary. Ludzie głuchoniemi są na takie sygnały wyjątkowo wyczuleni.
              Widziałam kiedyś reportaż o głuchych, którzy tańczą. Wyczuwali nogami drgania
              podłogi i poruszali się idealnie do rytmu.
            • frred Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 29.01.10, 01:43
              Bosze, "Cyfrowa twierdza"... Największa bzdura, jaką próbowałem doczytać do
              końca, nie dało rady. Najbardziej rozwaliło mnie coś w rodzaju, że W CENTRALI
              WYWIADU KOLEDZY Z PRACY MOGĄ SOBIE NAWZAJEM ZAGLĄDAĆ W KOMPY I PISAĆ/LOGOWAĆ SIĘ
              ITP. JAKO KOLEGA NA JEGO KOMPIE. Było więcej takich kawałków z cyklu "jak sobie
              mały Jasiu burdel wyobraża*", ale tylko ten zapamiętałem.

              *wiem, że w niemieckim oryginale jest o Moritzu i Afryce, ale tak brzmi lepiej:)
          • Gość: G- Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: *.77.classcom.pl 24.01.10, 00:36
            Autoreczko, może chodziło mu o Haemophilus influenzae...;) w końcu
            pałeczka:)
          • Gość: barnaba Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: *.lodz.msk.pl 24.01.10, 12:15
            > specjalistyczna książka medyczna pisana przez osobę z wieloma
            > tytułami medycznymi "pałeczka grypy" - straciłam szacunek do ww
            > osoby któa to pisała a potem mnie egzaminowała
            > Podobnych błędów było więcej ale ten jest chyba najgorszy!

            To nie błąd, tylko stara tradycyjna nazwa Haemophillus influenzae, posądzanej przed kilkudziesięciu lat o wywoływanie grypy (zresztą pozostało to w nazwie łacińskiej).
        • Gość: Nessos Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: 85.222.87.* 23.01.10, 20:49
          > Sam koncept centaura jest idiotyczny, bo jest to półtora osobnika:
          > cały tułów i wszystkie cztery kończyny konia, a zamiast szyi drugi
          > kręgosłup obudowany tułowiem i dodatkowe dwie kończyny.

          Ale przecież chodziło głównie o fallus.
        • Gość: Gytha Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: *.warszawa.mm.pl 23.01.10, 21:05
          "Znacznie więcej sensu ma sfinks"

          Hmm, zależy jaki sfinks - tego o sześciu kończynach też trudno
          nazwać sensownym. No ale to też Grecy, im najwyraźniej ciągle
          brakowało trzeciej ręki...
    • errdos113 Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 23.01.10, 20:09
      Samotność w sieci i "Wejście po kamiennych schodach na peron
      jedenasty jest ostatnim wejściem w tunelu między halą kasową i
      zamykającym go pomieszczeniem transformatorów. Tor czwarty jest
      najbardziej skrajnym torem na całym dworcu. Gdyby w hali kasowej
      dworca Berlin Lichtenberg postanowić zabić się, skacząc pod pociąg,
      to idąc na rampę toru czwartego na peronie jedenastym żyje się
      najdłużej. Dlatego samobójcy prawie zawsze wybierają tor czwarty na
      peronie jedenastym."

      Jak łatwo sprawdzić:
      reiseauskunft.bahn.de/v/660/img/stInfoPlan/8010036.pdf
      Na stacji Berlin Lichtenberg:
      - nie ma toru czwartego
      - perony nie są numerowane
      - nawet gdyby autor pomylił perony z torami - toru jedenastego ani
      peronu czwartego też nie ma
      • grubella Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 23.01.10, 20:59
        W książce "Córka opiekuna wspomnień" bohaterka, będąc w Paryżu, "podeszła do
        okna wychodzącego na Tamizę", a niemowlę próbowało przewrócić się z palców na
        brzuszek (to chyba tylko chochlik drukarski, ale zabawny).
      • Gość: ciemna blondynka Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.10, 21:44
        errdos113 napisał:

        > Samotność w sieci (...)

        Noż qr... pomijając fakty, ten fragment to już nie jest idiotyzm, to
        już zakrawa na okrucieństwo wobec czytelnika...
      • tanczacy.z.myslami Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 01.03.10, 12:15
        errdos113 napisał:

        > Na stacji Berlin Lichtenberg:
        > - nie ma toru czwartego
        > - perony nie są numerowane
        > - nawet gdyby autor pomylił perony z torami - toru jedenastego ani
        > peronu czwartego też nie ma

        No to co? Na żadnym londyńskim dworcu nie ma peronu nr 9 i 3/4 a jednak to właśnie stamtąd odjeżdżają pociągi do Hogwartu. :)
        • Gość: gajar Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: 84.9.39.* 07.03.10, 22:01
          A właśnie, że jest!
    • Gość: wojtek Gdy odpowiednio staniesz, nikt cię nie podniesie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.10, 22:39
      Gdy odpowiednio staniesz, nikt cię nie podniesie, czyli, o ile dobrze pamiętam, Ciotka Droll i Old Shatterhand w "Old Firehandzie" albo "Old Surehandzie" Karola Maya. Chodziło o to, że Ciotka miał(a) podnieść Old Shatterhanda, a ten stanął szeroko na nogach - i to wystarczyło, tak jakby nagle ważył tonę. Chyba jeszcze narrator to wyjaśniał...

      Choć możliwe, że to nie był(a) Ciotka Droll.

      W ogóle May bił rekordy w tej dziedzinie.
      • Gość: Inna Re: Gdy odpowiednio staniesz, nikt cię nie podnie IP: *.dsl.amrltx.sbcglobal.net 23.01.10, 23:51
        Dla nnie rekordy bija horrory. Z ksiazki czytanej pod lawka (mimo
        wszystko ciekawsza niz lekcja) pamietam ze w jednym glownym watkiem
        byl rodzaj mchu rosnacego na ludziach. No i mech porosl adziecko
        bohatera ktore mialo wolne tylko oczka i z bolem mrugalo do ojca....
        Drugi juz pozniej czytany bl o ludziach ktorzy zjadali sie sami, aby
        przyspieszyc przyjscie Mesjasza. Bodajze milion mial sie tak zjesc.
        No i opis faceta ktory lerzal na lozku i tyle tylko z nniego zostalo
        (zyl oczywiscie) ile w skarpecie sie miescilo...No i dlugi czas
        zachodzilam w glowe, jak plucka sie w skarpecie mieszcza..i co nimi
        porusza?
        • Gość: Inna Re: Gdy odpowiednio staniesz, nikt cię nie podnie IP: *.dsl.amrltx.sbcglobal.net 23.01.10, 23:55
          Uwielbiam tez Pilipiuka. ALe ostatnio tez wypuszcza gnioty no w Homo
          bimbrownikus "czaszka skinela czaszka".
          W cyklu o wampirzycy pod koniec jednego tomu wskoczyla na nie
          osiodlanego konia bo zobaczyla ukochanego na przeleczy. Znalazla,
          przywitala, po czym on wciagnal ja na siodlo. Jej konia. Pewnie
          siodla przydzwigal z soba, nigdy nie wiadomo kiedy sie przyda....
          • Gość: złośłiwe bydlę Re: Gdy odpowiednio staniesz, nikt cię nie podnie IP: *.lodz.msk.pl 24.01.10, 12:16
            > Uwielbiam tez Pilipiuka. ALe ostatnio tez wypuszcza gnioty no w Homo
            > bimbrownikus "czaszka skinela czaszka".

            Z kontekstu wynikało, że była to ironia/żart słowny.
          • frred Re: Gdy odpowiednio staniesz, nikt cię nie podnie 29.01.10, 02:32
            O siodle i koniu: w parę osób tłumaczyliśmy coś jako tzw. murzyni. I jedna osoba
            nie wiedziała, że "horse" to nie tylko koń, ale i kawaleria. I w ogóle słabo
            władała. Więc np. "Armia prowadzona prze konia ruszyła do przodu w wielkiej
            tajemnicy".
        • Gość: nie nie nie Re: Gdy odpowiednio staniesz, nikt cię nie podnie IP: 201.229.248.* 12.02.10, 15:04
          to nie byl mech tylko grzyb, tez pamietam te ksiazke. zwlaszcza
          motyw, ze niektorych ten grzyb jadl od srodka i wygladali normalnie
          a niektorych od zewnatrz, jak syn bohatera. a oczy mial niebieskie,
          skubany, pamietam. i imie michael, bodajze. zona bohatera natomiast
          byla jedzona od srodka przez co jej odbilo. a sam bohater byl
          odporny.
          bosze, nie pamietam ani tyluly ani autora ale te ksiazke wydalo
          wydawnictwo amber, razem z mastertonem i innymi "mistrzami" horroru.
          • Gość: nie nie nie Re: Gdy odpowiednio staniesz, nikt cię nie podnie IP: 201.229.248.* 12.02.10, 15:18
            harry adam knight, fungus.
            www.biblionetka.pl/book.aspx?id=10306
            horrory wydawane przez AMBAR slynely z perelek jezykowych i
            tematycznych. ech.
    • hek_sa Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 24.01.10, 04:55
      Największą bzdurą jaką "udało" mi się przeczytać, było zdanie "Panienko, proszę
      na wieczerzę bo ziemniaki stygną.." w romansidle które rozgrywa się we
      wczesno-średniowiecznej Szkocji.
      Ataki śmiechu męczyły mnie przez parę dni i to w niezbyt odpowiednich sytuacjach.
    • Gość: wampirka Zmierzch IP: 77.236.0.* 24.01.10, 09:25
      W którejś części słynnego "Zmierzchu" jest tak, że na parkingu śnieg, mróz i lód, a za chwilę bohaterowie leżą w lesie na zielonej trawie wśród poruszanych lekko wietrzykiem źdźbeł.
      • ewa9717 Re: Zmierzch 24.01.10, 10:09
        Bo w przeciwieństwie do muminkowej Buki siłą uczuć rozgrzali teren i
        trawka nie miała innego wyjścia. Urosła ;)
    • thorgal_aegirsson Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 24.01.10, 12:51
      Mam dziką chęć wejść do księgarza, który mi zareklamował Kod da Vinci i wyrwać
      mu serce przez d.pę. Chciałem kupić książkę, a ten mi dał bodaj najgorszą z
      możliwych. Choć słyszałem, że ścisłowcy trzymali się za głowę również przy
      pozostałych "dziełach" Browna. :]
    • stachkonwa Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 28.01.10, 21:24
      W jednym z tłumaczeń ksiązki "Lolita" bohater pali paierosy
      marki "Dromader". Dopiero po jakims czasie skojarzyłem sobie, że to
      po prostu o "Camele" chodzi
      • mankencja Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 04.03.10, 06:32
        to nie idiotyzm. nabokov celowo zmienił naZWĘ
    • Gość: zlasu Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.10, 17:44
      Właśnie natknęłam się na kanapkę z czymś tam i rozgotowanym jajkiem. Kto mi
      wytłumaczy w jaki sposób można rozgotować jajko i jak ono wtedy wygląda? (Millenium)
      • Gość: cb Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.10, 05:16
        zlasu napisał(a):

        > Właśnie natknęłam się na kanapkę z czymś tam i rozgotowanym jajkiem. Kto
        mi
        > wytłumaczy w jaki sposób można rozgotować jajko i jak ono wtedy wygląda?
        (Mille
        > nium)


        Hehe, no ciekawe, bo ja właśnie wczoraj czy przedwczoraj przeczytałam
        w "Dziewczynie, która igrała..." zdanie, w którym w temperaturze zera
        stopni była na dworze chlapa. I długo się zastanawiałam, jak to możliwe.
        Chyba, że istnieje jakaś sól, która rozpuszcza śnieg w temperaturze zera
        stopni?..

        • Gość: cb Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.10, 15:50
          Skończyłam czytać "Dziewczynę, która igrała z ogniem". Uśmiałam się na
          końcu za wszystkie czasy (znaczy za cały czas czytania tego dzieła...) :P
          Nie będę może zdradzać wszystkiego, ale w pewnym momencie główna bohaterka
          zostaje pogrzebana w lesie.

          "O wpół do dziesiątej do grobu Lisbeth zbliżył się lis."

          Wyobraziłam sobie lisa sprawdzającego czas na zegarku nałapnym. Dla
          niezorientowanych dodam, że książka jest w konwencji realistycznej, nie
          pojawiają się w niej mówiące zwierzątka, ani nawet papugi. Przez ok. 680
          stron czytamy o tym, jak policja i grupa dziennikarzy usiłuje rozwiązac
          zagadkę potrójnego morderstwa. Pomyślałam sobie jednak, że nie będę się
          czepiać szczegółów i czytałam dalej. Chyba coś mi już mówiło, że będzie
          tylko lepiej. :D I oto kilka stron dalej czytam:

          "Tuż po dziesiątej, wracając do swojej nory, lis znów minął grób Lisbeth
          Salander. Był zadowolony, ponieważ udało mu się schwytać i zjeść nornicę.
          Nagle wyczuł w powietrzu czyjąś obecność. Zamarł w bezruchu i nadstawił
          uszu. Wibrysy i nos drgały mu w napięciu."

          A więc lis jednak najwyraźniej miał zegarek. Poza tym był odarzony życiem
          wewnętrznym. Poza tym potrafił równocześnie być w bezruchu oraz nadstawiać
          uszu i drgać wibrysami i nosem. Zaczęłam żałować, że tak interesujący
          bohater nie pojawił się w książce o wiele wcześniej. Czytałam z wypiekami
          na twarzy:

          "Na powierzchnię wysunęły się nagle palce Lisbeth Salander niczym
          przerażajacy potwór z podziemnych czeluści. Gdyby to człowiek był widzem,
          prawdopodobnie zrobiłby w owej chwili to samo co lis. Wziałby nogi za pas."

          No i niestety tyle lisa widziałam. Wziął nogi za pas - w dżinsach? a może
          był to pas do POŃCZOCH? Niestety, nigdy się nie dowiemy, bo zniknął. :(((
          • nessie-jp Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 27.02.10, 17:32
            Czaderski lis! Należałoby napisać sequel tego dzieła, poświęcony w całości
            lisowi i zatytułowany "Rudzielec wieczorową porą"!
            • Gość: cb Lis Larssona IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.10, 18:05
              nessie-jp napisała:

              > Czaderski lis! Należałoby napisać sequel tego dzieła, poświęcony w
              całości
              > lisowi i zatytułowany "Rudzielec wieczorową porą"!

              Jestem za :D No więc:

              Lis wziął nogi za pas. Niechcący zaczepił zegarkiem o mankiet nogawki i
              poturlał się po runie w nieznane. Kiedy się ocknął, była jedenasta osiem.
              Przeliczył wibrysy; jednego brakowało. Lepszy jednak uszczerbek na
              wizerunku niż bliskie spotkanie trzeciego stopnia z ręką zombie. Lis
              wetchnął ciężko, otrzepał się z igliwia i ruszył w kierunku swojej nory.
              Tyle że nagle pojął, iż pnie wokół pachną zupełnie obcym moczem.
              Była jedenasta jedenaście.
              • nessie-jp Re: Lis Larssona 01.03.10, 14:10
                :) Więcej proszę! Kto pocieszał żonę lisa, gdy lis miał bliski kontakt z ręką
                zombie? Gdzie trafi pas lisa, zgubiony podczas brania nóg za? Jaka ponura
                tajemnica wiąże się z zegarkiem, odziedziczonym po borsuku z sąsiedztwa?
              • Gość: paniaX Re: Lis Larssona IP: *.dip0.t-ipconnect.de 08.03.10, 09:29
                Lis Larssona -usmialam sie do lez :D
              • Gość: m Re: Lis Larssona IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.03.10, 14:31
                ROTFL:-DDDDDDDDDDDD
          • Gość: xfile Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: *.aster.pl 01.03.10, 14:18
            > No i niestety tyle lisa widziałam. Wziął nogi za pas - w dżinsach? a może
            > był to pas do POŃCZOCH?

            Czepiasz sie. Czy gdyby napisano, ze czmychnal, gdzie pieprz rosnie, tez bys sie
            zastanawiala, jak to zrobil, skoro do plantacji pieprzu prawdopodobnie musialby
            plynac statkiem?
        • anal-fa-beta Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 27.02.10, 13:54
          Owszem, istnieje. Nazywa się "deszcz" ;)
      • frred Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 05.03.10, 13:34
        Przypuszczalnie do kanapki wsadzono jajko na miękko (soft-boiled), pewnie miało
        być na twardo (hard-boiled) i się trochę niedogotowało, atłumaczowi nie płacą za
        myślenie (jeśli myśli, to na własny rachunek i szkodę:)
    • airtair Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 02.02.10, 18:31
      Niezupełnie. Kazde duże zwierzę to w przybliżeniu łoś, a każdy ptak
      to wróbel- tak zakodowane jest w kulturze każdej większej
      cywilizacji, która nie ma związku z somalijskimi uchodźcami- tak po
      prostu wygląda jej skrócone "wydanie". Podobnie ma się z fragmentem
      książki przytoczonej w jakimś kontekście, gdzie wyrwanie z kontekstu
      zupełnie go nie przypomina.
    • Gość: zpaproci Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: *.147.96.252.nat.umts.dynamic.eranet.pl 09.02.10, 17:00
      Czy ktoś pamięta jaką piosenkę śpiewała Danusia w "Krzyżakach"?
      • bypek Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 09.02.10, 17:32
        Gość portalu: zpaproci napisał(a):

        > Czy ktoś pamięta jaką piosenkę śpiewała Danusia w "Krzyżakach"?

        "Gdybym ja miała skrzydłeczka jak gąska
        Poleciałabym za Jaśkiem do Śląska..." i tak dalej
        • Gość: bell Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: *.toya.net.pl 09.02.10, 17:59
          A autorem był niejaki Mieniuszko;)
          • Gość: zpaproci Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: *.147.165.72.nat.umts.dynamic.eranet.pl 09.02.10, 18:03
            > A autorem był niejaki Mieniuszko;)

            Pudło.
          • Gość: ;) Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: *.cable.smsnet.pl 09.02.10, 19:57
            Kościuszko!
          • ewa9717 Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 10.02.10, 07:37
            Gość portalu: bell napisał(a):

            > A autorem był niejaki Mieniuszko;)

            Tak, tak! Tak mu w duszy grało, jak leciał przez pole ;)
            • jestem-tu Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 12.02.10, 22:27
              witam,
              kiedys czytałem duzo kryminałow "milicyjnych", tam to bywały
              głupoty...:)
              Np, sytuacja jak u klasykow gatunku, grupa ludzi odcieta od swiata
              (powódz), zbrodnia, wsrod obecnych jest sierzant MO. Telefony
              niedziałaja. Jest gołębnik z gołebiami. Sierżant pyta czy to sa
              gołębie pocztowe?. Tak, to pocztowe. No to dzielny sierzant wzial
              golebia i wyslal go do komendy głownej MO...:)
              • jestem-tu Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 12.02.10, 22:37
                jeszcze raz ja..:) Dla autorów tych kryminałów rewolwer i pistolet
                to to samo... Ulubionym marzedziem zbrodni dosc dlugo był klucz
                francuski, zwykły młotek niewystarczał...:). Kiedys przechowywałem w
                pamieci olbrzymią ilosc takich kwiatkow, niektore nadal pamietam,
                ale pietrowe błędy logiczne w konstrukcji całej intrygi, niezgodnosc
                realiow... itd za dlugie na watek w forum homorum, obawiam sie ze za
                nudne by bylo...
                • Gość: ;) Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: *.cable.smsnet.pl 12.02.10, 22:57
                  jestem-tu napisał:

                  > jeszcze raz ja..:) Dla autorów tych kryminałów rewolwer i pistolet
                  > to to samo...

                  To także moja bolączka, notoryczne mylą też strzelby z karabinem, karabiny
                  szturmowe z pistoletem maszynowym - niby nic wielkiego, ale psuje przyjemność
                  lektury (w filmach także nagminne). To nie zawsze wina niedouczonego pisarza,
                  wszystko w rękach tłumacza, który z kontekstu wie czy rifle to na pewno karabin:)
                  • klymenystra Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 27.02.10, 11:03
                    Redakcja i korekta sa od takich rzeczy :) Nie wymagaj, zeby tlumacz
                    nietechniczny wiedzial absolutnie wszystko :)
                    • nessie-jp Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 27.02.10, 17:37
                      klymenystra napisała:

                      > Redakcja i korekta sa od takich rzeczy :) Nie wymagaj, zeby tlumacz
                      > nietechniczny wiedzial absolutnie wszystko :)

                      A idź z redakcją, redaktorzy to na ogół studenci polonistyki, którzy sobie
                      dorabiają i potrafią zrobić taką kiszkę ziemniaczaną z tekstu technicznego, że
                      włosy dęba stają... To o czym ty mówisz nazywa się konsultacja techniczna i w
                      swojej dziedzinie znam raptem ze trzech redaktorów, którzy potrafią to dobrze
                      zrobić...
                      • Gość: ;) Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: *.cable.smsnet.pl 01.03.10, 11:43
                        No właśnie, pistolet maszynowy Kałasznikowa i karabin maszynowy MP5 brzmią tak
                        jak limuzyna fiat 126p i wielofunkcyjny ciągnik rolniczy Porsche 911. Co prawda
                        takie Lamborghini też robi traktory, Saab samoloty a Porsche robiło Hitlerowi
                        czołgi to jednak po prostu pewne rzeczy rażą bardziej jak błędy w wypracowaniu
                        Jasia. Was drogie tłumaczki się nie czepiam, wy prędzej skorzystacie z jakiegoś
                        źródła lub konsultacji. Chłop za bardzo się wstydzi i woli strzelić gafę:)
                        • Gość: xfile Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: *.aster.pl 01.03.10, 14:16
                          > No właśnie, pistolet maszynowy Kałasznikowa i karabin maszynowy MP5 brzmią tak
                          > jak limuzyna fiat 126p i wielofunkcyjny ciągnik rolniczy Porsche 911.

                          Nie kumam. Kalasz nie jest pistoletem maszynowym?
                          • Gość: ;) Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: *.cable.smsnet.pl 01.03.10, 14:18
                            > Nie kumam. Kalasz nie jest pistoletem maszynowym?

                            Nie jest.
                            • Gość: geed Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: *.dedyki.pl 01.03.10, 14:23
                              dla niektorych np. delfin to ryba :DDD
                              • Gość: ;) Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: *.cable.smsnet.pl 01.03.10, 14:29
                                Z tego co pamiętam polski tłumacz "Red Storm Rising" Clancy'ego nazwał AK47
                                peemem, w co mocno wątpię by Tom popełnił taki lapsus:))
                        • Gość: :/ Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: *.182.68-86.rev.gaoland.net 03.03.10, 22:45
                          > jednak po prostu pewne rzeczy rażą bardziej jak błędy
                    • Gość: xfile Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: *.aster.pl 01.03.10, 14:15
                      > Nie wymagaj, zeby tlumacz
                      > nietechniczny wiedzial absolutnie wszystko :)

                      Jesli nie wie, niech nie tlumaczy. Redaktor i korektor zajmuja sie polszczyzna,
                      nie "merytoryka zbrojeniowa". Potrzebny by byl konsultant.
              • jestem-tu Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 12.02.10, 22:46
                Dwie chyba najgorsze książki tego gatunku to "Taniec szkieletów"
                chyba Kłodzinskiej oraz "Sejf ukryty w scianie". Ksiazki tak zle,
                ze az cenne i chronie je przed makulatura...:)
            • Gość: bell Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: *.toya.net.pl 26.02.10, 15:56
              Leciał przez pole przy pełni księżyca...
              • Gość: bell Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: *.toya.net.pl 26.02.10, 16:02
                "Pisarka" Kłodzińska, to w ogóle majstersztyk kryminałów.
                Sama posiadam gdzieś w głębi biblioteczki ze dwa kryminały jej autorstwa. Też
                nie oddam na makulaturę, zostawię dla potomności.
                Z treści jednego (czytanego chyba ze 20 lat temu) pamiętam, że bananowa młodzież
                mordowała niewinnych ludzi, typowanych rzutem noża w książkę telefoniczną. Jak
                śledczy to wykryli, nie pamiętam, ale urzekły mnie opisy tych obrzydliwych
                prywaciarzy...
                • kicior99 Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 27.02.10, 08:12
                  Niektóre dialogi były nie do podrobienia. Cytuję z pamięci;
                  - Defekt muzgó? - zapytał major Szczęsny grupkę punków.
                  - Nie, Murbacja Mas.

                  A już Passowski i Urarz ("W pogardzie prawa") to była wybitna chamówa. Obecnie
                  jednak p. Kłodzińska już nie pracuje w KM MO, dożywa swych dni i zdaje się
                  nawróciła się na katolicyzm.
              • tanczacy.z.myslami Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 01.03.10, 12:30
                Gość portalu: bell napisał(a):

                > Leciał przez pole przy pełni księżyca...

                Znaczy - wampir?
    • kicior99 Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 27.02.10, 08:10
      Jeden pamiętam, niestety zatarł się pamięci autor i tytuł. Pamiętam tylko, że była to literatura młodzieżowa. Zdanie zapamiętałem, bo jednak robi jakieś wrażenie.

      Ania uśmiechnęła się i błysnęła wszystkimi sześćdziesięcioma czterema zębami...

      pozdrav
    • Gość: Ola Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: *.acn.waw.pl 27.02.10, 23:11
      NIe pamiętam już w której uroczej książeczce przetłumaczono corpse
      jako korpus.

      Oczywiście z kontekstu jasno wynikało, że chodziło o nieboszczyka, a
      nie li i jedynie fragment cielesny.

      Ola
      • ewa9717 Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 01.03.10, 10:45
        Leonard S. Goldberg - "Mordercza troska" w tłumaczeniu Jerzego
        Łozińskiego: rzecz dzieje się w USA, nieboszczyka ogląda lekarz o
        nazwisku Gupta, Indianin mówiący z brytyjskim akcentem. Pan łoziński
        Kolumbem bis?
        Jest tam też kanapa pokryta naugahyde; byłabym wdzięczna za
        informację, czym ta kanapa...
        • klapounio Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 01.03.10, 11:52
          Sztuczna skóra w zasadzie, czy po polsku pewnie derma by była...

          > Jest tam też kanapa pokryta naugahyde; byłabym wdzięczna za
          > informację, czym ta kanapa...
        • Gość: xfile Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: *.aster.pl 01.03.10, 14:14
          Pan Lozinski w ogole miewa niezle jazdy. Czy wiecie, ze w jego pierwszym
          przekladzie "Wladcy Pierscieni" Pierscien Jedyny mial wprawiony klejnot? I nikt
          nie wie, z czego to Lozinskiemu wyszlo.
        • Gość: ;) Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: *.cable.smsnet.pl 01.03.10, 14:21
          Dla Amerykanów słowo Indianin nie istnieje (tak jak Murzyn), oni mają Native
          American w odróżnieniu od Caucasian, Eskimosi zaś to Inuici.
          • ewa9717 Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 01.03.10, 14:37
            Gość portalu: ;) napisał(a):

            > Dla Amerykanów słowo Indianin nie istnieje (tak jak Murzyn), oni
            mają Native
            > American w odróżnieniu od Caucasian, Eskimosi zaś to Inuici.

            Ale tu w ogóle nie o Indianina idzie! Nazwisko i brytyjski akcent
            wskazują raczej na Hindusa, no w każdym razie kogoś wywodzącego się
            z Indii.
            • Gość: ;) Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże IP: *.cable.smsnet.pl 01.03.10, 14:43
              Ja o tym wiem, ale przypominam o political correctness: Indian does not exist,
              Indian and Hindu are the same, whatever. Tak to u nich działa:))
              • verte34 Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 03.03.10, 21:39
                W The Lyre of Orpheus Daviesa jeden z muzycznych erudytów
                mówi coś w rodzaju (mgliście pamiętam) "Purcell prawdopodobnie
                napisał jakąś operę".
                A w Śniadanu u Tiffany'ego Holly maluje kotu wąsy lakierem
                do paznokci, no niechby spróbowała:))
                • frred Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 05.03.10, 14:00
                  Skądinąd wybitny i bardzo lubiany przeze mnie... pominę nazwisko pisarza, dla
                  fanów SF bardzo znany, ogólnie chyba też (książka skądinąd świetna):

                  1) Okręt trafiony pociskiem z pewnego metalu, pochłaniającego energię, tonie w
                  wyniku tego, że woda wokół niego zamienia się w lód. Autor nie zauważył, że lód
                  PŁYWA PO WODZIE, bo jest lżejszy.

                  2) Tenże sam metal, jak już wspomniałem, "pochłania energię", tj. np. uderzony,
                  staje się zimniejszy, a nie cieplejszy. Co się z tą energią dzieje, znika? Czy
                  autor miał w szkole fizykę?

                  3) Inny, niezwykle wytrzymały metal, można powiedzieć rodzaj żelaza (nie
                  stali!), produkowany jest w ten sposób, że ruda żelaza jest najpierw mrożona.
                  Proszę kolegów metalurgów o konsultację, ale wydaje mi się, że skoro ruda
                  następnie idzie do pieca, to wszelkie zmiany struktury krystalicznej (chyba tak
                  to się nazywa) w wyniku zimna i tak musiałyby "zostać cofnięte" w wyniku
                  temperatury i rozbicia cząsteczek dotychczasowego związku chemicznego.

                  4) Ogromny kraj w całości dotknięty gwałtowną przemianą klimatyczną (wielkie
                  ochłodzenie) i równocześnie prowadzący wojnę, nie ma mimo to problemów z
                  samowystarczalnością żywnościową, a przeciwnie, je się tam sporo i smacznie.
                  • soczek_bez_gazu Re: Książkowe idiotyzmy małe i duże 07.03.10, 17:00
                    "Lód" ?
                • agulha Kot? 07.03.10, 21:35
                  Co robi kot przy próbie malowania mu wąsów lakierem do paznokci?
                  Nie wiem, nie mam kota ;-)) - ?
              • Gość: ktosia tak dla scislosci IP: *.botany.gu.se 05.03.10, 19:46
                Indian and Hindu is not the same. Not evry Indian is Hindu. Jak nie
                kazdy Polak jest katolikiem.
Pełna wersja