Omdlenia czyli zwałki

11.02.10, 14:17
Niestety, albo stety, nigdy nie zemdlałam w wieku, w którym można już to
pamiętać i nie mam pojęcia, jak to jest, bardzo mnie ta kwestia ciekawi i
lubię słuchać o tym opowieści :) co się czuje tuż przed, gdzie to się
wydarzyło, dlaczego itd.

Kiedyś już pytałam o to na innym forum, ale tu może więcej osób się wypowie :)
    • aaricia_szalona Re: Omdlenia czyli zwałki 11.02.10, 14:29
      Zdarzyło mi się parę razy. Raz nawet zdrowo przywaliłam czerepem w kafelki.
      (hmmm, to musiało mieć niewąski wpływ na mój intelekt;)) Obraz kliniczny -
      wszystko powoli spowija mgiełka, która gęstnieje i zamienia się w taką miękką
      pierzynę (może watę?) W uszach piszczy, wata staje się zbita, twarda i wtedy
      fik. O rany, aż mi słabo, jak to piszę.
    • poplar31 Re: Omdlenia czyli zwałki 11.02.10, 14:34
      Raz tylko mi się zdarzyło, przy 40-stopniowej gorączce. Było mi niedobrze i
      wytoczyłam się (bo trudno to nazwać chodzeniem, bujało mną jak na statku podczas
      sztormu) na zewnątrz, po czym wyrżnęłam głową w betonowy chodnik... to było
      trochę tak jakby mnie ktoś silnie popchnął i przygniótł do ziemi... bardzo
      nieprzyjemne wrażenie... nie polecam.
    • Gość: anka Re: Omdlenia czyli zwałki IP: *.tktelekom.pl 11.02.10, 14:45
      Oj, nieprzyjemne to zdarzenie, nie polecam. U mnie było tak, że było mi
      straszliwie niedobrze, wszystko wokół zawirowało (jak po zejściu z karuzeli),
      poczułam, że jestem tak zmęczona, że muszę na chwilę zamknąć oczy - a gdy je
      otworzyłam, zobaczyłam, że leżę na podłodze, a osoba, z którą przed chwilą
      rozmawiałam, z przerażeniem w oczach próbuje mnie podnieść. Akurat byłam chora,
      a do babci przyszedł jakiś znajomy starszy pan, który zapragnął uciąć sobie ze
      mną pogawędkę w przedpokoju - a ja, wówczas grzeczna dziewczynka, stałam i
      słuchałam go uprzejmie, zamiast się położyć ;)
      • aku.rat Re: Omdlenia czyli zwałki 11.02.10, 17:14
        Raz mi się zdarzyło. Brałam kąpiel w baaaardzo gorącej wodzie. W łazience zrobiło się duszno. Wstałam i chyba wyszłam jedną nogą z wanny. Przed oczami zamigotały mi kolory, potem miałam coś w rodzaju snu i wydawało mi się, że trwał on długo, a w rzeczywistości było to kilka sekund. W pewnym momencie uświadomiłam sobie, że bolą mnie kolana i łokcie. Otworzyłam oczy i okazało się, że leżę na podłodze.
        I już. ;]
    • sundry Re: Omdlenia czyli zwałki 11.02.10, 18:46
      Zdarzyło mi się mnóstwo razy,ale trudno to opisać,tak jak by coś cię
      otulało,szumi w uszach,czasami zimny pot cię oblewa i nie możesz
      utrzymać się na nogach. Nic fajnego.
    • all-hope-is-gone Re: Omdlenia czyli zwałki 11.02.10, 20:16
      leciała mi bardzo krew z nosa. byłam w łazience nad umywalką próbując się
      ogranąć, film się urwał, później pamiętam jak mnie wynosili do pokoju. okropne
      wrażenia przed utratą przytomności, a powrót to jak trudne wybudzanie się z
      bardzo głębokiego snu. w pierwszych chwilach boli ciało (pewnie od upadku) a w
      głowie jest wielki bałagan - utrata pamięci, dezorientacja w czasie i terenie.
      na szczęście kilka sekund później wszystko dochodzi do normy.
      • khadroma Re: Omdlenia czyli zwałki 11.02.10, 20:20
        Ja kiedys symulowalam omdlenie (cel byl szlachetny!). Ratowalo mnie kilku przystojnych kolegow. Mimo, ze bylo zajebiaszczo, to wiecej nie powtorzylam tego numeru. :)
        • p.aulinka Re: Omdlenia czyli zwałki 11.02.10, 21:11
          Mi sie robi słabo jak sie skalecze - anwet jak jest to glupie zaciecie sie
          kartka papieru...
          Ze 2-3 razy z tego powodu prawie zemdlałam - bardzo nieprzyjemne uczucie.
          Zawsze mdleje (ale tak totalnie - ze mi sie urywa film) w trakcie pobierania krwi .

          Co ciekawe bez mrugniecia okiem moge patrzec na otwarte rany, urwane konczyny,
          wylewajace sie z brzucha flaki, krwawiace nosy i głowy - ale u innych ...:/ u
          siebie mam zjazd na widok paru glupich kropel krwi.
          • p.aulinka Re: Omdlenia czyli zwałki 11.02.10, 21:13
            ps. "bardzo nieprzyjemne uczucie" objawia sie tym ze zaczyna mi sie krecic w
            glowie, robi mi sie słabo i niedobrze , robi mi sie bardzo zimno i "głuchnę" -
            w sensie mam uczucie jakby mi ktos waty naklad do uszu lub bym byla pod woda.
          • Gość: ciekawa Re: Omdlenia czyli zwałki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.02.10, 23:53
            p.aulinka napisała:

            mam zjazd na widok paru glupich kropel krwi.

            A jak sobie radzisz podczas "tych dni"???
          • Gość: ;) Re: Omdlenia czyli zwałki IP: *.cable.smsnet.pl 12.02.10, 00:28
            Ja co prawda nie mdleję, ale sam widok krwi podnosi mi lekko ciśnienie - napięte
            żyły i igły, do dziś nie mogę się z fobii tego widoku wyleczyć. Żadne tam
            klaustrofobie i arachnofobie, mała igiełka i już jestem wystrachany:)
            • Gość: cb Re: Omdlenia czyli zwałki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.10, 01:36
              Gość portalu: ;) napisał(a):

              mała igiełka i już jestem wystrachany:)

              A miałeś już np. złamaną rękę? albo chociaż palec? a do dentysty
              chodzisz? Ja jako dziecko panicznie bałam się zastrzyków, do czasu,
              kiedy się poważnie pochorowałam. Kiedy człowiek naprawdę źle się
              czuje a lekarz mu mówi, że zastrzyk pomoże, ta igła przestaje być
              taka straszna...
              • mamabuly Re: Omdlenia czyli zwałki 14.02.10, 13:11
                Wiesz ja tez mam taką igło-fobię.
                Przeżyłam nawet ciąże, mimo, że co miesiąc pobierali mi wiadro krwi.
                A ja parzyłam jak ta krew skapywała do strzykawki. Najgorsza ze
                wszystkich traum mojego życia to jak dwie doby leżałam z wenfronem w
                przedramieniu. Jak sobie tylko o tym przypominałam dostawałam ataku
                paniki i nie mogłam złapać tchu.
                Da się z ta fobią żyć. wystaczy nie chorować, dobrze czyścić
                uzębienie itp, a strach przed igłą potrafi do nie takich rzeczy
                zmotywować.
      • all-hope-is-gone Re: Omdlenia czyli zwałki 14.02.10, 18:45
        Pozdrawiam pana Kazimierza z "Wjazdu", który uratował mnie przed omdleniem
        kładąc na ławce i przyklejając na krwawiącą rękę plaster. Mój bohater!
    • uleczka_k Re: Omdlenia czyli zwałki 11.02.10, 21:41
      Zdarzyło mi się dwa razy:
      1. Przegrzanie i zwałka, lat 7, przed oczami pojawił mi się obraz kontrolny z
      tv. Tatko wynosił mnie - przytomniejącą - na rękach. Ja dostałam zawrotów głowy.
      W życiu mi się tak nie kręciło w łepetynie. I się wtedy zastanawiałam dlaczego
      Tatuś nie może iść normalnie, tylko tak się kręci. Ale pewnie wie co robi i to
      ma mi pomóc.
      2. Za dużo czekoladek + mama detektyw która odkryła moje oceny z chemii. Skok
      ciśnienia, szum w uszach, brak odsłuchu i zwałka. Mama dała za wygraną, nawet
      nie próbowała drążyć już tego tematu, doszła do wniosku, że nie pójdę w jej
      ślady i nie zostanę chemikiem. ;)
    • zwierze_futerkowe Re: Omdlenia czyli zwałki 11.02.10, 22:34
      Ja w dzieciństwie mdlałam na każdym szkolnym apelu (czytaj: w każdy poniedziałek
      rano, a jak trafiła się jakaś okolicznościowa akademia ku czci, to i częściej).
      Nie mogłam stać dłużej niż kilka, góra dziesięć minut, a kucać ani tym bardziej
      siadać nie było wolno, bo nie miałam na to żadnego papierka od lekarza. Robili
      mi różne badania i nic, wadę serca wykluczono, miało mi to przejść po okresie
      dojrzewania, ale nie przeszło, chociaż z czasem zaczęłam wytrzymywać dłużej. Do
      dzisiaj nie wiem, dlaczego tak się działo, i co gorsza nadal mi się to
      przytrafia. :(

      Jakie to uczucie? Okropne. Skóra robi się zimna, żołądek zaczyna ważyć tonę i
      ciągnąć mnie w dół, w uszach szumi, świat się rozpływa. Najgorzej, jak nie padnę
      od razu, tylko się słaniam bez kontroli nad własnym ciałem.

      Jeśli tego nigdy nie doświadczyłaś, Morgen-stern, to się ciesz. W opisach w
      książkach może to i wygląda ładnie i romantycznie, ale w realu... brrr!
      • nessie-jp Re: Omdlenia czyli zwałki 12.02.10, 00:05
        > Nie mogłam stać dłużej niż kilka, góra dziesięć minut, a kucać ani tym bardziej
        > siadać nie było wolno, bo nie miałam na to żadnego papierka od lekarza.

        Miałam to samo w kościele. Co gorsza nigdy nie zemdlałam do końca, więc wszyscy
        uważali, że sobie wymyślam i oprócz okropnego samopoczucia dostawałam jeszcze
        opieprz od cioci/sąsiadki/katechetki czy kto tam mnie zawlókł do tego przybytku.
      • Gość: *** Re: Omdlenia czyli zwałki IP: *.tktelekom.pl 12.02.10, 14:10
        u mnie coś takiego zdiagnozowali i nazywa się to omdlenia ortostatyczne. Jakieś
        zwężenie naczyń w szyi, krew odpływa i klap.

        Zemdlałam raz... w konfesjonale... ;)
        • metalwrona Re: Omdlenia czyli zwałki 13.02.10, 12:29
          Jeszcze kilka lat temu, kiedy chodziłam do liceum- zdażało mi to
          notorycznie. Problemy neurologiczne, nie powinnam nosic cieżkich
          rzeczy, długo stac w środkach komunikacji miejskiej, czasem duży
          stras, itd- a wiadomo, ze chodzac (jeżdżąc) do szkoły nie da się
          tego uniknąć...
          Teraz mi się to raczej nie zdarza, ostatnio w pociągu powrotnym z
          Woodstocku, i tak cud, że trzymałam się dzielnie do czasu ulokowania
          się w wagonie ;).

          Czasem było zabawnie w szkole- widzieć przerażoną minę tej wrednej
          fizycy, kiedy już odzyskałam przytomność ;). Czy być noszoną przez
          kolegów z klasy do gabinetu pielęgniarki (musieli przenieśc mnie
          przez cały budynek, wyjść na dwór, wejść w inne wejście- nie mieli
          łatwo).
          Tylko pierwsze zasłabnięcie było straszne, bo nieuprzedzony
          wychowawca zadzwonił po pogotowie- i Ci idiocie z karetki
          podejrzewali mnie o narkotyki, zwłaszcza że miałam chrostki na
          dłoni, co wzięli za slady po igle :/. UPOKARZAJĄCE.
          A ja po takim "ataku" potrzebuję spokoju, zasłonięcia oczu, bo mnie
          światło razi i czegoś pzreciwbólowego na głowę...

          Jak to się obiawia? Jak po karuzeli, z jednej strony przyjemnie-
          taki moment jak tuż przed zaśniecięm, a z drugiej okropnie, bo się
          duszę i dostaję praliżu dłoni (przy okazji wygręca mi je pod dziwnym
          kątem).


          Najczesciej wiem kiedy mam mieć atak, to za wszczasu siadam, żeby
          przytomnosci nie starcić.

          Nie polecam...
    • croyance Re: Omdlenia czyli zwałki 12.02.10, 11:50
      Zemdlalam w zyciu z 3 razy, ale bardzo milo wspominam. Przyjemne
      uczucie, o ile nie upadnie sie na kant lozka np.
    • twojabogini Re: Omdlenia czyli zwałki 12.02.10, 12:04
      Zemdlalam parę razy w życiu, klasyczne zasłabnięcie jest mało
      ciekawe: najpierw zaburza się wizja - przed oczami pojawiają się
      takie czarne plamki, przesłaniając obraz, równocześnie siada fonia,
      trudno złapać oddech, potem przed oczami kompletna czerń i pogrążam
      się w niebycie. Ocknięcie mało przyjemne bo boli głowa i w pierwszej
      chwili jest coś w rodzaju amnezji. Potem wszystko wraca, ale jakos
      tak nieswojo.
      Jest też taki miły odjazd, zaczyna się od uczucia miękkości,
      wszystko robi się takie puchate i potem nie zapada się w niebyt
      tylko w taki miły stan, jest dość jasno. Mogą pojawić się wizje, coś
      jak sen. Cieżko się z tego wybudzić, cos jaby na powrot zamyklai cię
      w klatce.
      Doswiadczyłam też parę razy utraty świadomości po alkoholu.
      Wspaniałe uczucie, zapada się w słodki niebyt, w czasie którego
      nadal ma się swiadomość, wszystko jest płynne, potem się chyba
      zprzechodzi w fazę snu, a gdy się budzisz - jesteś osobą w pełni
      zrelaksowaną. Chyba, że wczesniej dopadnie cię helikopter...
      • Gość: Azorek Re: Omdlenia czyli zwałki IP: *.chello.pl 12.02.10, 14:02
        W czasie ciąży leciałam jak podcięta lelija...Jak w przedwojennych powieściach. Zawsze objawiało mi się tak samo: robiła mi się raptem za gorąco na szyi, karku i dekolcie, strasznie zimno w nogi i horyzont zmieniał położenie.
        Raz zemdlałam na widok rany i to własnej. Wbiłam sobie kawał szkła (nie podam okoliczności, bo są nieziemsko głupie i brzmią nieprawdopodobnie)w nadgarstek, no, to miejsce, które się tnie, jak się chce poderżnąć sobie żyły. Tuż pod dłonią. Szkło się wbiło płytko, ale na tyle mocno, że sterczało sobie, tuż obok tętnicy. Mąż fachowo zabrał się za ranę, a ja czułam, że robi mi się słabo, jakoś tak leniwie, nogi mam jak z waty, a potem ktoś zgasił światło.
        To chwianie się horyzontu miewam często, jak się gwałtownie schylę i wyprostuję. Niskie ciśnienie tego nie lubi.
    • pochodnia_nerona Re: Omdlenia czyli zwałki 13.02.10, 20:22
      Nigdy nie sądziłam, że zemdleję, nie stało się tak nawet przy potężnym
      przyrżnięciu głową w beton w dzieciństwie, ale powaliła mnie zwykła infekcja
      żołądkowa. Zemdlałam, było to ohydne, uczucie "mania" zimnej waty zatykającej
      uszy i, oczywiście, miękkie nogi. Na szczęście od razu się ocknęłam, choć parę
      metrów dalej i z dużym hukiem, bowiem wpadłam na oszkloną szafkę. Dobrze, że nie
      walnęłam głową w szyby :-)
    • mamabuly Re: Omdlenia czyli zwałki 14.02.10, 13:03
      Zdarzyło mi się zemdleć kilka razy w życiu. W skutek paniki. Raz jak
      przedziurawiłam sobie dłoń, na wylot, nożyczkami i kilka razy na
      widok igły, takiej na strzykawce u lekarza.
      Ale ja wszystko robię świadomie, nawet mdleję świadomie. W sensie
      wiem, że zaraz zemdleję bo mi sie oddech spłyca i mam mroczki więc
      kładę się gdzie popadnie i mdlęję.
      Odczucie dość paskudne, kilka razy ocknęłam się w dosłownie
      przepoconym na wylot grubym swetrze. Potem to już nogi robią się jak
      z waty i spać się chce okropnie. Są jeszcze inne fizjologiczne
      okropieństwa, w moim przypadku organizm się oczyszcza dokumentnie.
      Więc długo nie mogę dojść do jako takiej równowagi.
      Nie polecam.
Pełna wersja