Z życia księży....

    • Gość: dora Re: Z życia księży.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.08.05, 07:42
      - Ktoś mi ukradł rower - skarży się pastorowi ksiądz.
      - Wiem jak go możesz odzyskać. Jutro w czasie mszy wymień dziesięć przykazań,
      kiedy dojdziesz do "nie kradnij", jeden z parafian na pewno się zaczerwieni.
      Kiedy w poniedziałek pastor spotkał się z księdzem i spytał:
      - Czy wyjaśniła się sprawa z rowerem?
      - Tak, zrobiłem jak mi poradziłeś, a kiedy doszedłem do "nie cudzołóż",
      przypomniałem sobie, gdzie go postawiłem...
    • Gość: dora Re: Z życia księży.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.08.05, 07:43
      Księdzu zginął kogucik, więc martwiąc się o samotne kury pyta podczas mszy:
      - Czy ktoś ma kogucika?
      (wstali wszyscy mężczyźni)
      - Nie, nie, czy ktoś widział kogucika?
      (wstały wszystkie kobiety)
      - Nie o to mi chodzi. Czy ktoś widział nie swojego kogucika?
      (wstała połowa kobiet)
      - Chodzi mi o to czy ktoś widział mojego kogucika?
      (wstały wszystkie zakonnince i czterech ministrantów...)
    • Gość: dora Re: Z życia księży.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.08.05, 07:47
      DEKALOG DLA ŻON

      1. Jam jest Twój mąż, który Cię wywiódł z domu niewoli panieńskiej,
      zgryzot i cierpień.

      2. Nie wymawiaj imienia swego Męża ordynarnie, lecz mów zawsze
      pieszczotliwie.

      3. Czcij Ojca i Matkę Jego, albowiem oni obdarzyli Cię twym ukochanym
      mężem.

      4. Nie zabijaj w mężu Twoim miłości do ciebie.

      5. Nie żądaj szpilek, futer ani żadnych innych rzeczy, które obciążyłyby
      kieszeń Twego męża.

      6. Nie uwodź mężów cudzych, choćby lepsi byli od Twego.

      7. Nie kradnij pieniędzy z kieszeni męża swego, gdy w dobrym humorze wraca
      późną porą.

      8. Nie mów fałszywego świadectwa, jakoby Twój Mąż chodził po
      restauracjach, pił wódkę, grał w karty, choćby to prawda była.

      9. Nie zdradzaj męża swego.

      10. Nie żądaj więcej niż raz na dobę, gdyż są kobiety, które mężów jeszcze
      nie mają.
    • Gość: dora Re: Z życia księży.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.08.05, 07:56
      Rydzyk z Jankowskim jechali swoimi brykami i zderzyli się czołowo. Dusze ich
      unoszą się do niebios, a na bramie zatrzymuje ich św. Piotr:
      - A wy dokąd?
      - No do nieba ma się rozumieć, przecież byliśmy księżmi...
      - A nie wiecie, że pierwej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne, niż bogaty
      dostanie się do królestwa niebieskiego? Ale dam wam jeszcze jedną szansę.
      Wróćcie na ziemię i rozdajcie swoje majątki ubogim, a wtedy zobaczymy...
      Jankowski w panice w kilka dni rozdał cały majątek biednym, a sam już do końca
      życia żył w niedostatku.
      Rydzyk nie oddał nic. Otaczał się do końca życia przepychem, rozbijał się
      maybachami, helikopterami, itd.
      Po śmierci jednak obydwaj spotykają się w niebie. Jankowski w szoku:
      - To jak to?!! To ja wszystko oddałem, żyłem skromnie, a ty pławiłeś się w
      luksusach i też się tu dostałeś??? Jak to możliwe?!
      - Kosztowało mnie to co prawda 100 tys dolarów, ale dało się załatwić.
      - Co?! Zapłaciłeś św. Piotrowi?
      - Nie. Copperfieldowi za ten numer z wielbłądem.
      • whitebear Re: Z życia księży.... 23.08.05, 15:34
        To ja też w tym temacie...

        Rydzyk z Jankowskim jechali samochodem, ale mieli wypadek.
        Niestety nie udało się ich uratować i stają przed Bramą Niebieską.
        Pukają, pukają... wreszcie po dłuzszej chwili wychodzi Św. Piotr i ze
        zdziwieniem pyta się ich: "A co wy chłopaki tu robicie? Przeciez tu nie
        Czyściec, dostaliście po sto lat!".
        Prałat Jankowski się zakrztusił, zakaszlał i grozą w oczach zdołał
        wykrztusić: "Ale jak to? no przecież Stocznia, strajki, ołtarz z bursztynu...".
        Ojciec Dyrektor zakwilił: "No a moje radio? Te tysiące zdrowasiek, pielgrzymki
        na Jasną Górę, a tu "do Czyścca"?".
        Św. Piotr wyciągnął skądś gruby kajecik i mówi: "Dobra chłopaki, zaraz
        sprawdzę... Rydzyk, Jankowski... Rydzyk, Jankowski.... No sorki ale stoi jak
        byk - CZYŚCIEC 100 LAT"
        Na to Rydzyk: "To musi być jakaś pomyłka, zawołaj Pana Jezusa musimy z nim
        pogadać".
        Św. Piotr poszedł i coś długo nie wraca. Czekają, czekają... Wreszcie wychodzi
        Jezus ze Św. Piotrem i od razu mówi: "Sorry chłopaki, ale to nieodwołalne,
        macie sto lat odsiadki".
        "Aleeee....." - próbuje jeszcze Rydzyk, na co Jankowski ponuro:"A chodź Tadziu!
        Co tak będziesz z Żydami gadał!!!"
        • tojajurek Re: Z życia księży.... 11.10.05, 01:33
          Ksiądz proboszcz chodząc po kolędzie trafił do pewnej rodziny, gdzie drzwi
          otworzyła 6-letnia dziewczynka. Mam na imię Kasia - powiedziała - i zapraszam
          księdza do domu. Ksiądz usiadł i pyta: a rodzice gdzie? Musieli wyjechać i
          zostałam tylko ja z chorym dziadkiem. Mamusia mówiła, żebym księdza podjęła
          nejlepiej jak umiem. Napije się księdz domowego wina. Tak, chętnie - odparł
          ksiądz, więc dziecko znalazło pod szafką lekko obity gliniany dzbanek i poszło
          z nim do komórki zaczerpnąć wino z beczki. Po chwili wróciła niosąc ostrożnie
          dzbanek z winem i gliniany kubek. Proszę - powiada - niech się ksiądz częstuje.
          Ksiądz, nie wiedząc o czym gadać z dziewczynką wypił kubek, potem drugi i
          trzeci, krzywiąc się, bo wino było kiepskie. Na koniec jednak tak
          nieszczęśliwie machnął ręką, że dzbanek spadł i stłukł się na kawałki. Ksiądz
          próbował bąkać, że nic się wielkiego nie stało, ale dziewczynka wrzasnęła na
          niego z rozżaleniem: Mówiłam, że dziadek jest chory! I w co on teraz będzie
          sikał w nocy?
          • palnick Re: Z życia księży.... 17.11.05, 22:20
            Po mszy z kościoła wychodzą dwie staruszki i rozpoczynają rozmowę.Pierwsza
            mówi :
            - Pani ta dzisiejsza młodzież to taka niewychowana, a jak się ubierają, co na
            głowach mają - z jednej strony czerwone, z drugiej zielone, straszne .
            Na to druga:
            - Pani to jeszcze nic! Wczoraj wieczorem wracam od wnuczki i wchodzę do jednej
            windy a do drugiej młoda para. Jeszcze się drzwi nie zamknęły ich windy, a
            słyszę : "Jak wykręcisz żarówkę, to wezmę do buzi". Pani, SZKŁO ŻRĄ, SZKŁO ŻRĄ!!
    • palnick Rozmowa z księdzem... 11.10.05, 02:45
      Andrzej Waligórski


      ...a jeśli istnieje niebo
      (bo może? Choć raczej wątpię)
      I jeśli w dniu mego pogrzebu
      Do tego nieba wstąpię
      (w co także wątpię raczej),
      I przyjdzie mi tam posiedzieć,
      To kogoż ja tam zobaczę?
      Bo wolałbym z góry wiedzieć,
      Czy spotkam na gwiezdnej połaci
      Wyłącznie aniołki białe,
      Czy którąś ze znanych postaci,
      Co ją za życia kochałem?
      Czy mi recepcja niebiańska
      Pokój przydzieli musem?
      Bo ja bym chciał, proszę państwa,
      Na przykład z panem Prusem
      Lub z panem Gary Cooperem
      Czy z Izaakiem Bablem,
      A tutaj mnie na kwaterę
      Z Kraszewskim wpakują nagle
      Albo mój jeden przyjaciel
      Do mego pokoju wlizie
      I znowu powie: - Wiesz, bracie,
      Poznałem o... taaaką cizię!
      A ja bym chciał porą wieczorną
      Mieć taką cudowną szansę
      Pogadać z Marylin Monroe
      I z Anatolem Francem,
      I może ze swoim tatą,
      Bo znałem go bardzo mało...
      Hej, dużo dałbym za to,
      Żeby tak właśnie się stało,
      Ale się tam nie wybiorę,
      Bo jakby mnie kto ulokował
      Z Rabindranathem Tagore,
      Tobym natychmiast zwariował,
      Lub z Marią Konopnicką...
      Ta myśl sen z powiek mi spędza...
      Nie, wolę iść drogą laicką,
      Bardzo przepraszam księdza!
    • palnick Re: Z życia księży.... 18.11.05, 09:07
      Wchodzi kościelny do kościoła na godzine przed sumą i widzi jakąś kobiecine,
      która kleczy przed figurą i sie modli.
      Przygotowawszy kościół do mszy, poszedł do zakrystii.
      Po mszy pogasił świece i wychodzi, ale widzi tę samą babinę, jak dalej się
      modli.
      Podchodzi do niej i pyta:
      - A co wy tu, starowinko, tak długo się modlicie?
      - Zgrzeszyłam, bo ja strasznie klnę i ksiądz kazał mi odmówić pięćdziesiąt
      zdrowasiek do Św. Piotra.
      - Ale to jest Św. Antoni, babciu!
      - No żesz ku.. mać!!! Czterdzieści siedem zdrowasiek psu w dupę i poszło
      się je..!!!
      • Gość: ki Re: Z życia księży.... IP: *.pstrykup.pl. / *.devs.futuro.pl 29.11.05, 23:58
        jw
        • palnick Re: Z życia księży.... 13.12.05, 13:52
          Podróż autobusem miejskim. Na podwójnym siedzeniu, gdzie para pasazerów siedzi
          na przeciw siebie siedzial mlody chlopak oraz moherowa babcia (12 batalion 22
          pulku Moherowych Beretów "Rydzyk, Honor i Ojczyzna"). Chlopak odebral telefon i
          tak mówi:
          - Aniu, bede u ciebie dzis o 19. Bardzo cie kocham. Jestes dla mnie jedyna.
          Po chwili odbiera drugi telefon:
          - Czesc Basiu! Wiesz, ze kocham tylko ciebie. Wpadne do ciebie jutro o 20.
          Moherowej babci zaczerwienila sie twarz i zbladl beret. A chlopakowi znowu
          dzwoni telefon:
          -Czesc! Juz do Ciebie jade. Stesknilem sie za toba. Istniejesz dla mnie tylko
          ty Staszku.
          Moherowa babcia wybuchnęla jak bomba. Zaczela biednego chlopaka wyzywac od
          zboczonych bezbozników, oraz sodomitów. Chlopak spasowial na twarzy, ale
          zachowal zimna krew. Odpowiedzial babci:
          - Przeciez musze sie zabawic przed powrotem do seminarium.
    • Gość: przyczułka Re: Z życia księży.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.11.05, 00:18
      u nas ksiądz przywalił pięścią zakonnicy.serio.
      • Gość: GośQ Re: Z życia księży....i zakonnic;) IP: 83.8.98.* 14.12.05, 09:30
        Siostra Przełożona udając się na poranne modlitwy, minęła po drodze dwie młode
        zakonnice, które właśnie z porannych modlitw wracały. Mijając, pozdrowiła je: -
        Dzień dobry dziewczęta, niech Bóg będzie z Wami. - Dzień dobry Siostro
        Przełożona, Bóg z Tobą. Kiedy młódki oddalały się Siostra Przełożona usłyszała
        jak jedna z nich mówi: - Chyba wstała ze złej strony łóżka Zaskoczyło to
        Siostrę Przełożoną, ale zdecydowała się nie zgłębiać
        tematu, poszła dalej. Idąc korytarzem spotkała dwie Siostry, które nauczały już
        w klasztorze od kilku lat. Po wymianie powitań (Dzień dobry, Bóg z
        Tobą/Wami...) Siostra Przełożona znowu odchodząc usłyszała jak jedna mówi do
        drugiej: - Siostra Przełożona chyba wstała dziś nie z tej strony
        łóżka Zmieszana Siostra Przełożona zaczęła się zastanawiać czy może mówiła
        opryskliwie, albo jej spojrzenie było nie takie jak powinno... Rozmyślając tak
        podążała do kaplicy. Wtedy na schodach ujrzała Siostrę Marie, lekko przygłuchą,
        najstarszą zakonnicę w klasztorze. Siostra Maria pomalutku, schodek po schodku
        wchodziła na górę. Siostra Przełożona miała dużo czasu aby uśmiechnąć się i
        wyglądać na szczęśliwą, podczas pozdrawiania Siostry Marii. - Siostro Mario,
        cieszę się że Cię widzę w ten piękny poranek. Będę się modliła do Boga, abyś
        miała dziś piękny dzień.
        - Witam Cię Siostro Przełożona, i dziękuję. Widzę że wstałaś dziś ze złej
        strony łóżka. To stwierdzenie powaliło Siostrę Przełożoną na kolana.
        - Siostro Mario, co ja takiego zrobiłam? Staram się być miła, a już trzeci raz
        dzisiaj słyszę że wstałam nie tą stroną łóżka. Siostra Maria zatrzymała się,
        spojrzała Siostrze Przełożonej w oczy i rzekła: - Och, nie bierz tego do
        siebie, po prostu ubrałaś pantofle Ojca Krzysztofa..
        • palnick Re: Z życia księży. 15.12.05, 17:03
          Działo się to w czasach, kiedy władza radziecka zaciekle zwalczała religię
          jako opium dla ludu i zabobon. Nauczycielka na lekcji oznajmiła dzieciom,
          że Bóg nie istnieje, więc nie muszą sobie nim zawracać głowy. Jako
          praktyczny dowód zaproponowała:
          - Wszystkie dzieci robią figę i unoszą rączki do góry. Zobaczycie, że się
          nic nie stanie, bo nie ma Boga! Wszystkie dzieci z wyjątkiem jednego
          posłusznie podniosły rączki.
          - A ty czemu, Abramku, nie zrobiłeś figi?
          - Bo to jest tak, proszę pani. Jeśli Boga nie ma, to komu ja tę figę
          pokazuję? A jeśli jest - to po co sobie psuć stosunki?
          • 2berber Re: Z życia księży. 15.12.05, 18:45
            Pomijając kawały dotyczące typowych dla księży
            anomalii seksualnych należy zauważyć jedno.
            Wszystkie dzieci mówią do księdza ojcze. Z wyjątkiem.
            Nieliczne potomstwo księży do własnego ojca mówi wujku.
            • Gość: GośQ Re: Z życia księży. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.12.05, 08:55
              Do ciezko rannego w wypadku podchodzi ksiadz:
              - Czy wierzysz w Boga?
              - Chlopie, ja umieram, a tobie sie na zagadki zbiera?!!!
              • Gość: murof Re: Z życia księży. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.12.05, 09:00
                Rozmawia dwóch znajomych w Nowym Roku na zajebistym kacu:
                - No i co tam stary, jakies postanowienia na ten Nowy Roczek?
                - Nooooo, wiesz, samochod ma juz rok, zaczyna sie sypac, trza by ,kupic
                jakas nówke..
                - Baby ciagle te same, ku.. , dobrze by bylo je zmienic na
                inne, ile mozna te same bzykac. Jeszcze bym wyjebal na jakies
                dwa tygodnie na Seszele bo mi sie tu nudzi u nas.
                A i przydaloby sie skonczyc z trawa i koksem bo za bardzo sie jebie we
                lbie...
                - Noooo to musisz sie wziac ostro do roboty... Aaaaaaaaa a co z
                basenem, wspominales kiedys ze se wypie..sz taki pietrowy
                ze zjezdzalnia i sauna pod zajebistym dachem.
                - No ni ch..a.. Byli panowie z gminy i nie wiem jak u ciebie,
                ale u mnie na plebanii jest teren podmokly wiec dupa z tego...
                • palnick Re: Z życia księży. 29.12.05, 11:23
                  Joseph Ratzinger zostal przywolany przez JPII, ktory lezal na lozu smierci.
                  Papiez mowi:

                  Joseph ja bym ci dal te klucze od Watykanu, ale czy oni ... pokazujac na
                  zgromadzonych kardynalow - za tobą pójdą?!

                  - Pójdą, pójdą - odpowiada na to Ratzinger; jak nie pójdą za mna to pójdą za
                  toba!
        • palnick Re: Z życia księży....i zakonnic;) 07.02.06, 14:53
          Dwie zakonnice jadą samochodem. Zabrakło im benzyny. Jedna z sióstr postanowiła
          iść na stację
          benzynową i wzięła ze sobą jedyne naczynie jakie było dostępne - nocnik.
          Wróciła i z nocnika wlewa
          benzynę do baku.
          Obok samochodem przejeżdżają dwaj księża. Jeden mówi do drugiego:
          - Siła ich wiary rzuca mnie na kolana...
      • mona817 Re: Z życia księży.... 04.06.08, 17:53
        "u nas ksiądz przywalił pięścią zakonnicy.serio."

        Może mu się przyznała, że zapomniała łyknąc pigułkę?
    • Gość: hehe WIBRATOR księdza :))) IP: *.chello.pl 29.12.05, 17:48
      www.nie.com.pl/main.php?dzial=akt&id=591
      • lilith18 Re: WIBRATOR księdza :))) 31.12.05, 21:22
        kogo śmieszy ksiądz z wibratorem w odbycie, ksiądz, który wpadł w paskudny i
        poniżający sposób?

        Bo mnie nie.
        Ale może jakaś inna jestem.
        • palnick Z życia księży 17.07.06, 23:23
          Spotykają się dwaj księża:
          -Kiepsko wyglądasz. Co u ciebie słychać?
          -A, miałem ciężki tydzień.
          -Czemu?
          -Miałem aż 6 pogrzebów. Z tego 3 normalne, 2 z urnami i jedno kompostowanie.
          -Jak to kompostowanie?!?
          -No przecież zieloni też umierają.
      • mesty8 Re: WIBRATOR księdza :))) 31.12.05, 21:22
        dzień po cudzie w kanie galilejskiej (jezus przemienił wodę w wino) wszyscy leżą
        skacowani, nagle ktoś podnosi głowe i krzyczy piiić!!! wyślijcie kogoś po wodę!!!
        podnosi się druga głowa, tylko nie jezusa!!!
        • palnick Re: Z życia księży... 19.01.06, 07:59
          Lekcja religii ksiądz pod koniec zajęć pyta dzieci :
          - Które z was chciały by pójść do nieba???
          Wszystkie dzieci podnoszą rączki oprócz Jasia
          Ksiądz go pyta:
          - Jasiu czemu nie chcesz iść do nieba?
          Wszystkie dzieci patrzą z zainteresowaniem na kolegę...
          Jasio:
          - Bo tata kazał mi zaraz po religii wracać do domu.
    • palnick Re: Z życia księży.... 12.01.06, 20:53
      Pewne trzy parafie nawiedziła plaga wiewiórek. Całe dziesiątki rudych
      stworzonek zamieszkały w murach kościołów.
      Członkowie pierwszej parafii uznali to za wolę Boga i wiewiórki zostały.
      W drugiej parafii delikatnie wyłapano wszystkie i wywieziono do lasu,
      lecz po trzech dniach wróciły.
      Tylko w trzeciej parafii znaleziono właściwe rozwiązanie: wiewiórki
      zostały ochrzczone i wpisane do rejestrów parafialnych. Od tej pory
      widuje się je tylko na Wielkanoc i w Boże Narodzenie.
    • palnick Re: Z życia księży.... 13.01.06, 18:18
      Ksiądz przygotowuje dzieci do pierwszej komuni św. Na pierwszej spowiedzi każdy
      chłopak powiedział swoje grzechy. Wszyscy mieli 1 wspólny i ten sam: "waliłem
      konia". Ksiądz wkurzony wchodzi do zachrystii i mówi:
      - strasznie mnie te dzieciaki zdenerwowały. Wszystkich wyspowiadałem i wszyscy
      ten sam grzech: "waliłem konia". Co to właściwie znaczy?"
      Na to inny ksiądz odpowiada:
      - No wiesz... masturbują się, fiutka se trzepią.
      - Aha.
      Na drugi dzień w trakcie mszy św. ksiądz powiedział:
      - Wszyscy, którzy walą konia - na prawo!
      Z lewej strony został tylko mały, chudy, rudy, piegowaty i anemiczny Jasiu.
      Ksiądz pyta go:
      - Ty Jasiu nie walisz konia?
      No to Jasiu sepleniąc:
      - Nie, prose księdza. Ja jus dupce.
      • palnick Re: Z życia księży.... 17.01.06, 07:44
        - mamo, mamo, widziałem dziś w kościele po mszy Matkę Boską!
        - ależ co ty synku opowiadasz?
        - no naprawdę, rozmawiała z księdzem!
        - synku, to była po prostu jakaś pani.
        - nie! słyszałem jak ksiądz powiedział "Matko Boska - idź stąd, bo cię ktoś
        zobaczy!"...
    • palnick Re: Z życia księży.... 27.01.06, 18:47
      Wchodzi staruszek do konfesjonału i nawija:
      - Mam 92 lata. Mam wspaniałą żonę, która ma 70 lat. Mam dzieci, wnuki
      i prawnuki. Wczoraj podwoziłem samochodem trzy nastolatki,
      zatrzymaliśmy się w motelu i uprawiałem sex z wszystkimi trzema...
      - Czy żałujesz, synu, tego grzechu?
      - Jakiego grzechu??
      - Co z Ciebie za katolik?
      - Jestem Żydem...
      - To czemu mi to opowiadasz?
      - Wszystkim opowiadam!!
    • Gość: Anya Re: Z życia księży.... IP: *.czest.pl 28.01.06, 15:21
      Siostra zakonna chciała jechać autostopem ale żadne auto nie chciało się
      zatrzymać. Po kilku godzinach zrezygnowana postanowiła rozebrać się do naga, co
      uczyniła. Niestety żadne auto się nie zatrzymało, jedynie jakiś rowerzysta na
      starym zdezelowanym rowerze zaoferował pomoc. Mankamentem wspólnej podróży był
      brak bagażnika. Zrezygnowana siostra podziękowała za pomoc i stwierdziła,że
      może usiąść na ramę i tak dojedzie do miasta. Po kilku minutach konsternacji
      zapytała tylko:
      -Przepraszam, czy pan nie raczył zauważyć, iż jestem kompletnie naga?
      -A czy siostra zauważyła, że mój rower nie ma ramy?.....
      • palnick Re: Z życia księży.... 25.02.06, 07:45
        Spotyka się dwóch księży i jeden zagaja:
        Masz ładne buty, zamszowe.
        Nie - odpowiada drugi - za swoje własne.
    • anyzrata Re: Z życia księży.... 25.02.06, 07:54
      Przychodzi do spowiedzi mężczyzna i mówi księdzu, że zgwałcił nieletnią.
      Ksiądz wyrozumiale: - Pewnie ona Ciebie, mój synu, sprowokowała..
      - Tak, proszę księdza .
      - Odmów dziesięć zdrowasiek i masz rozgrzeszenie.
      Przychodzi drugi mezczyna i mówi księdzu, ze zgwałcił staruszkę.
      Ksiądz wyrozumiale: - Pewnie to był jej ostatni raz w życiu, wiec zrobiłeś
      dobry uczynek.
      - Tak, proszę księdza.
      -Odmów dziesięć zdrowasiek i masz rozgrzeszenie.
      Przychodzi trzeci mężczyzna i mówi księdzu, ze zgwałcił księdza z sąsiedniej
      parafii.Ksiądz - uderzając pięścią wkonfesjonał:
      - Tu jest twoja parafia! Tu jest twój ksiądz! ;)
      • palnick Re: Z życia księży.... 02.03.06, 17:50
        Najmocniejsze wino?

        Mszalne! Wystarczy ze jeden pije a wszyscy spiewaja.
    • Gość: adam81w Re: Z życia księży.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.06, 03:14
      hehhe dobre palnick
      • palnick Re: Z życia księży.... 25.03.06, 08:44
        Maly Rysio napisal list:

        Panie Jezu, bylem grzecznym chlopcem, czy móglbym dostac rowerek?
        Twój oddany
        Rysio

        Jednak Rysio wiedzial, ze Jezus wie wszystko, czyli równiez to jakim chlopcem
        Rysio byl na prawde. Chlopiec podarl wiec list i napisal nowy:

        Panie Jezu, bylem w miare grzecznym chlopcem, czy móglbym dostac rowerek? Na
        zawsze z ufajacy Tobie Rysio

        Pomyslal, chwile Rysio i doszedl do wniosku, ze i to "niedomówienie" nie
        pozostanie przez Jezusa niezauwazone. Podarl list i napisal tak:

        Panie Jezu, myslalem o tym by byc grzecznym chlopcem, czy móglbym dostac
        rowerek? Wielbiacy Ciebie Rysio

        Popatrzyl Rysio na list, zajrzal w glab swego serca i wiedzial, ze byl tak zlym
        i niedobrym chlopcem, ze nie ma szans na to by Jezus go wysluchal. Wzial wiec
        podarl list i wybiegł na ulice ze lzami w oczach. Chodzil bez celu po ulicach,
        rozmyslajac nad swoja krnabrnoscia, wszystkimi zlosliwosciami jakimi sie
        dopuscil gdy nagle znalazl sie pod kosciolem. Wszedl do srodka, przeszedl
        srodkiem pod oltarz i ukleknal. Lzy jak grochy splywaly mu popoliczkach. Po
        chwili wstal i udal sie w kierunku wyjscia. Zanim jednak wyszedl zlapal stojaca
        na postumencie mala figurke i pobiegl szybko do domu. W domu schowal figurke
        pod lózko, zlapal dlugopis i kartke i napisal:

        Panie Jezu, mam twoja matke. Jesli chcesz ja jeszcze kiedys zobaczyc, to jutro
        pod domem widze nowy rowerek.
        Oddany ty juz wiesz kto
    • kaczynienko Re: Z życia seksualnego księży :) 25.03.06, 14:02
      www.nie.com.pl/main.php?dzial=akt&id=591
      • palnick Re: Z życia księży 19.04.06, 20:12
        Na ringu bokser jest masakrowany przez przeciwnika.Na widowni siedzi jego matka
        i jego kapelan.Matka do ksiedza:
        -Niech ksiadz pomodli sie za mojego syna,moze modlitwa mu pomoze i wygra walke.
        -Pomodlic to sie pomodle,ale modlitwa bardziej by mu pomogla gdyby umial
        boksowac.
    • palnick Re: Z życia księży.... 11.04.06, 11:50
      Trzy zakonnice rozmawiają. Pierwsza mówi:
      - Wczoraj, gdy sprzątałam biuro księdza, znalazłam tam stos pornosów!
      - I co zrobiłaś z nimi? - spytały się zakonnice
      - Wywaliłam je do śmietnika.
      Druga siostra:
      - Gdy odkładałam wyprane ubrania księdza do szafy, znalazłam tam opakowanie
      prezerwatyw.
      - I co zrobiłaś? - spytały się znów zakonnice.
      - Przedziurawiłam je szpilka.
      Trzecia siostra zemdlała.
    • palnick Re: Z życia księży.... 19.04.06, 20:11
      W przedziale siedzi ksiadz, mloda zdrowa paniena a z jedrnymi cycuszkami,
      i stara babcia.
      Mloda panienka ma krzyzyk na zlotym lancuszku, figlarnie dyndajacy pomiedzy
      cycyszkami.
      Ksiadz patrzy, patrzy i mowi:"Dziecko boze, czy ja bym mogl ucalowac ten
      krzyzyk?
      - Alez tak Ojcze prosze...
      ksiadz ucalowal, przezegnal sie...i po chwili mowi:
      - A czy ja moglgym ucalowac te dwa lotry pomiedzy tym krzyzykiem?
      dziewoja bogobojna byla, wiec po chwili wahania zecze:
      - Alez prosze Ojcze...
      Na to babcia wyciaga duzy, drewniany krzyz na tasiemce, kladzie go na piersi...
      - Ojcze wielebny, a czy ksiadz moze pocalowac ten krzyz?
      - Alez tak droga babciu...
      - A czy moglgy ksiadz ucalowac te dwa lotry pomiedzy tym krzyzem?
      - Alez babciu, to nie sa lotry, to sa WISIELCE..!
      • palnick Re: Z życia księży.... 19.04.06, 22:50
        Umarł banknot 200 zlotowy. Przychodzi do nieba i Bóg, w swej wielkiej dobroci
        mówi mu: Do piekła! Zasmucony banknot udaje się do kotła piekielnego, z którego
        widzi, jakby było wspaniale w niebie... Umarł banknot 100 zlotowy. Pan Bóg znów
        go do piekła wysyła. Umarł banknot 50 zlotowy. I znów do piekła. Podobnie z
        dwudziestozłotowym i dziesięciozłotowym. Umarła pięciozłotówka, ale i ona
        trafiła do piekła, tak jak i dwuzłotówka, i złotówka. Gdy przed Panem Bogiem
        stanęłam pięćdziesięciogroszówka, ten uradowany wziął ją do siebie i po prawicy
        posadził. Inne nominały zaczęły krzyczeć:
        - Dlaczego on jest z tobą Panie, a my nie?
        A Pan Bóg popatrzył na nich i zapytał:
        - A kiedy ja was ostatni raz w kościele widziałem?
    • Gość: Wanda Re: Z życia księży.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.04.06, 23:10
      Z ogromnym zaskoczeniem znalazlam tu ten watek poswiecony
      ksiezom, a zalozony przez wybitnego intelektualiste Palnicka.
      Chce wiec dodac cos z mojej rodzinnej Wielkopolski o ks. Piotrze
      Wawrzyniaku. Mysle ze bedzie pasowac do tego watku.



      Piotr Wawrzyniak (1849-1910) – ksiądz, wielkopolski działacz społeczny,
      oświatowy i gospodarczy, patron Związku Spółek Zarobkowych i Gospodarczych.
      Urodził się 30 stycznia 1849 w Wyrzece koło Śremu, w rodzinie chłopa
      Franciszka i Cecylii z domu Łopińskiej. Ukończył gimnazjum w Śremie,
      gdzie należał do Marianów – tajnej organizacji filomackiej (został
      jej prezesem). Jej zadaniem było samokształcenie w zakresie histori,
      literatury i języka polskiego, a także oddziaływanie na młodszych
      kolegów oraz organizowanie obchodów rocznic narodowych. W 1867 zdał
      maturę i wstąpił do seminarium w Gnieźnie. Podczas nauki wyróżnił się
      na tyle, że otrzymał stypendium na studia teologiczne. W 1871 pojechał
      do Münster, gdzie poza nauką teologii interesował się naukami
      przyrodniczymi. W rok później wrócił do kraju nie uzyskując
      prawdopodobnie licencjatu z teologii. Latem 1872 przyjął święcenia
      kapłańskie i został wikarym w parafii w Śremie.
      Na nowym stanowisku szybko stał się organizatorem lokalnych instytucji
      społecznikowskich. Już w 1873 stanął na czele Towarzystwa Przemysłowego
      (przewodniczył mu przez 25 lat), a w 1877 założył bibliotekę, która była
      oddziałem powstałego rok wcześniej Towarzystwa Oświaty Ludowej. Aktywnie
      brał też udział w różnych akcjach mających na celu szerzenie oświaty
      i kultury, a także upiększanie Śremu. Korzystając z pomocy ks. Augustyna
      Szamarzewskiego zreorganizował lokalną kasę oszczędnościową w Bank Ludowy
      oparty na nowoczesnych zasadach spółdzielczości. W 1878 tenże Bank wszedł
      w skład zarządzanego przez Szamarzewskiego Związku Spółek Zarobkowych.
      W 1887 Wawrzyniak stał się wicepatronem, a po śmierci Szamarzewskiego
      w 1891 patronem Związku. To wydarzenie sprawiło, że stał się działaczem
      na skalę całego zaboru pruskiego. Za jego kadencji uporządkowano system
      finansowy Związku, zaczęto wydawać czasopismo „Poradnik dla Spółek”
      (od 1893). Popierał też spółki parcelacyjne dążące do utrzymania ziemi
      w polskim posiadaniu oraz tzw. Rolniki, czyli spółdzielnie zaopatrzenia
      i zbytu rolniczego. Za jego kadencji Związek rozszerzył działalność na
      Pomorze, Warmię, Mazury i Górny Śląsk. W latach 1894–1896 był posłem na
      sejm pruski. Podczas tego okresu założył w Berlinie polskojęzyczny
      "Dziennik Berliński". W 1896 wybrał się do USA aby nawiązać współpracę
      między Polonią a prowadzonym przez niego Związkiem. W tym samym roku
      został szambelanem papieskim, a w rok później prałatem. W 1898 został
      proboszczem w Mogilnie, co nie przeszkodziło mu w kontynuowaniu pracy
      społecznej. Do innych jego przedsięwzięć należało kierowanie Drukarnią
      i Księgarnią św. Wojciecha w Poznaniu, a także oparty na zasadach
      spółdzielczości dom wypoczynkowy dla księży w Zakopanem "Księżówka".
      Zmarł nagle na atak serca 9 listopada 1910 w Poznaniu, a został
      pochowany w Mogilnie.

      Inne ciekawe informacje o ks. Wawrzyniaku mozna znalezc na stronie:



      pitjan.fm.interia.pl/wawrzyniak/pliki/index.htm

      Szczesc Boze Palnicku,

      Wanda
      • palnick Re: Z życia księży.... 28.04.06, 00:38
        Ksiądz Wawrzyniak na papieza, zamiast tego faszystowskiego pokurcza benka nr 16!
    • Gość: Max Re: Z życia księży.... IP: *.fastres.net 28.04.06, 01:14
      www.massimilianoalbanese.net/index.asp
      • palnick Re: Z życia księży.... 11.05.06, 21:53
        Wchodzi Jasio na lekcję religii, rzuca tornister, kładzie nogi na ławkę i
        krzyczy:
        - Sieeeeema!
        Widząc to zszokowana Katechetka mówi do Jasia:
        - Jasiu, natychmiast podnieś ten tornister, wyjdź z klasy i wejdź jeszcze raz -
        tym razem tak grzecznie jak Twój ojciec, kiedy wraca z pracy.
        Jasio ze spuszczoną głową, podnosi tornister i wychodzi z klasy. Po chwili
        drzwi pod wpływem mocnego kopnięcia otwierają się z
        hukiem, do sali wskakuje Jasio i krzyczy:
        - Haaaaa! Kurvva, nie spodziewałaś się mnie tak wcześnie!
    • Gość: max Re: Z życia księży.... IP: *.fastres.net 28.04.06, 01:15
      www.massimilianoalbanese.net/index.asp
      • palnick Re: Z życia księży.... 13.05.06, 08:46
        Pewien ksiądz musiał pilnie wyjechać. Miał wkrótce wrócić. Akurat był Wielki
        Post i miała odbyć się Droga Krzyżowa. Ksiądz poprosił więc organistę ,aby ten
        poprowadził ją za niego. Nie miał jednak kończyć przed jego powrotem. Okazało
        się, że na mieście były straszne korki, ksiądz wrócił po dwóch godzinach.
        Wchodzi do kościoła i słyszy:
        -Stacja 152. Pan Jezus idzie do wojska. Wszyscy śpiewamy: Przyjedź mamo na
        przysięgę...
    • palnick Re: Z życia księży.... 13.05.06, 08:57
      W parafii pojawił się nowy ksiadz. Proboszcz obserwował go dyskretnie, jak
      sprawuje sie podczas spowiedzi. Coś jednak nie spodobało mu się i postanowił
      sprawie przyjrzeć bliżej.
      Wcisnął się z nim do konfesjonału podczas spowiedzi, żeby lepiej móc obserwować.
      Po zakończonej spowiedzi poprosił go na stronę, usiadł z nim poprosił, żeby
      tamten posłuchał kilku rad. I proboszcz rzekł:
      • Patrz i spróbuj tego: usiądź wygodnie i skrzyżuj ręce na piersiach.
      Młody ksiądz tak też uczynił.
      • No i jak jest?
      • No nieźle • odparł młody.
      • Widzisz! No to teraz, przyłóż rękę do brody i zacznij ją delikatnie pocierać.
      Młody ksiądz tak też uczynił.
      • No i jak jest? • zapytał proboszcz.
      • No, całkiem, całkiem.
      • No to teraz uważaj, bo będzie bardzo ważny moment. Powtórz za mną: "Tak, tak,
      rozumiem, mów dalej synu, rozumiem, co wtedy czułeś?"
      Co proboszcz kazał, to młody ksiądz uczynił.
      • No i jak ci się to podoba? • zapytał wówczas proboszcz.
      • Nie... No, całkiem w porządku, całkiem OK...
      • No widzisz. To czy nie lepiej byłoby spróbowac w ten sposób, zamiast siedzieć
      okrakiem, walić się w uda przy co drugim zdaniu i wołać:
      "No nie k***! Ale jaja! Gadaj co było dalej!"
      • palnick Re: Z życia księży.... 13.05.06, 15:29
        Mała dziewczynka spaceruje sobie z psem po parku...
        Podchodzi do niej ksiądz i pyta:
        - Jak się nazywasz, dziewczynko?
        - Mam na imię Płatek.
        Ksiądz zrobił wielkie oczy i pyta:
        - Ooo, a skąd się wzięło tak egzotyczne imię?
        - Widzi ksiądz to drzewo? Sześć lat temu moi rodzice wyznali sobie pod nim
        miłość... Potem pod tym drzewem gorąco się kochali... Kochali się tak mocno, że
        z drzewa zaczęły się sypać płatki kwiatów, okrywając ich nagie ciała...
        Ksiądz zrobił jeszcze większe oczy, pogładził małą po główce mówiąc:
        - Piękna historia z tym twoim imieniem. A jak się wabi twój piesek?
        Dziewczyka:
        - Pigi.
        Ksiądz jest zdziwiony, gdyż czekał na równie zadziwiającą historię jak
        poprzednia, więc pyta:
        - A dlaczego ma tak na imię?
        - Bo rucha świnie!
        • palnick Re: Z życia księży.... 14.05.06, 08:28
          Przychodzi parafianka do spowiedzi. Mówi:
          - Nie wiem, ojcze duchowny, czy nie zgrzeszyłam pychą. Stanęłam przed lustrem i
          powiedziałam sobie: jaka ja jestem piękna!
          Ksiądz wychyla się z konfesjonału i stwierdza:
          - Nie, droga córko, to nie grzech, to tylko pomyłka.
    • palnick Re: Z życia księży.... 05.06.06, 17:00
      Kilka dni przed ślubem narzeczony przychodzi do księdza, wręcza mu 200
      złotych i mówi:
      - Proszę księdza, mam prośbę. Proszę podczas dyktowania mi przysięgi
      małżeńskiej opuścić słowa: Ślubuję ci wierność, miłość i uczciwość małżeńska
      oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci. Dziękuję z góry...
      Przyszedł dzień ślubu. Pan młody pewny siebie staniał przed ołtarzem i
      wszystko szło dobrze do momentu składania przysięgi małżeńskiej.
      Ksiądz zapytał bowiem:
      - Czy ślubujesz bezgraniczne oddanie swojej żonie, posłuszeństwo wobec
      każdego jej rozkazu, przynoszenie jej śniadania do łóżka do końca życia? Czy
      klniesz się na Boga, że nigdy nie spojrzysz na inna kobietę i nawet nie
      przyjdzie ci do głowy, że inne kobiety żyją na świecie?
      Pan młody, ciężko przestraszony i zaszokowany, wybąkał:
      - Ta... ta... tak...
      Po ceremonii wściekły przybiegł do księdza i pyta, co to miało znaczyć.
      Ksiądz oddaje mu 200 złotych i odpowiada spokojnie:
      - Po prostu przebiła twoja ofertę.
      • palnick Re: Z życia księży.... 17.07.06, 23:00
        Umiera papież. U wrót raju anioł go pyta:
        - Ktoś ty?
        - Ja? biskup Rzymu.
        - Biskup Rzymu? Nie kojarzę.
        - No, namiestnik Pański na Ziemi.
        - To Bóg ma namiestnika? Nic mi o tym nie wiadomo.
        - Jestem głową kościoła katolickiego!
        - A co to takiego?
        - ....
        - Dobra. Czekaj tu, idę spytać szefa.
        (tup, tup, tup)
        - Panie Boże, masz chwilkę? Jest tu taki jeden, mówi, że jest papieżem,
        Twoim namiestnikiem na Ziemi, głową czegoś tam..
        - Nie kojarzę. Ale moment... Jezusie, może ty coś o tym wiesz?
        - Nie, tato, nie kojarzę. Ale pójdę z nim pogadać.
        Po chwili wraca Jezus zwijając się ze śmiechu i mówi:
        - Pamiętacie to kółko rybackie, które zakładałem 2000 lat temu?
        - No. I?
        - Oni do tej pory działają!
    • palnick Re: Z życia księży.... 17.07.06, 23:25
      Student i studentka chcą się pobrać. Idą więc do biura parafialnego.
      Ksiądz pyta:
      - Czy jesteście należycie przygotowani do tak ważnego kroku?
      - Oczywiście - odpowiada kandydat na męża. - Mamy juz piętnaście litrów wódki,
      trzydzieści pięć butelek wina i sześć litrów spirytusu.
      • palnick Re: Z życia księży.... 14.08.06, 19:35
        Jasiu przygląda się z zainteresowaniem księdzu który naprawia drewniany płot.
        Ksiądz widząc jego zainteresowanie pyta:
        - A dlaczego Jasiu mi się tak przyglądzasz? Tak cie to interesuje?
        - Nie proszę księdza. Tylko jestem ciekaw co mówi ksiądz gdy uderzy się
        młotkiem w palec?
        • palnick Re: Z życia księży.... 13.09.06, 11:53
          Ksiądz katolicki i pop z sąsiedniej parafii poszli razem na przechadzkę nad
          jezioro. Upał był w powietrzu i światłym mężom w interesującej dyskusji zaczęło
          przeszkadzać gorąco.
          - A może byśmy się wykąpali? – zaproponował pop
          - Obaj nie mamy strojów kąpielowych – odrzekł ksiądz - ale okolica jest
          bezludna, obaj jesteśmy stworzeniami Bożymi i chyba nie będzie wstyd wykąpać
          się nago?
          Obaj szybko pozbyli się ubrań i wskoczyli do wody.
          Nagle na brzegu pojawiła się wycieczka miejscowych pań! Ksiądz i pop wyskoczyli
          w panice na brzeg i pognali do lasu, ksiądz zasłaniając rękami przyrodzenie, a
          pop - twarz.
          - Dlaczego pan zasłaniał twarz, a nie intymne okolice? – zapytał w lesie
          oburzony ksiądz
          - No cóż, moje parafianki mogą poznać mnie wyłącznie po twarzy... – odparł
          skromnie pop.
          • Gość: Regra Re: Z życia księży.... IP: 193.120.138.* 13.09.06, 16:42
            @palnick, swietne, nawet nie wiesz jak mi humor poprawiles, przeczytalam
            wszystko od deski do deski, czekam na ciag dalszy, pozdrawiam :)
            • palnick Re: Z życia księży.... 20.09.06, 07:34
              autentyczne

              1,5 roczny wnuczek znajomych był ze swoimi rodzicami na ślubie znajomych w
              kościele.
              W pewnym momencie cisza i ksiądz mówi " oto Baranek Boży..." , a wnuczek na
              cały głos : beeeee...
              • Gość: m Re: Z życia księży.... IP: *.bielsko.dialog.net.pl 21.09.06, 00:48
                Nie wpisuj tu bez przerwy czyichś kawałów jako swoje, bo to jest już słabiące.
                O wnuczku napisałam wczoraj w wątku " kawały religijne".
                A dla ścisłości : ten 1,5 roczny wnuczek jest mój, a ja nie jestem żadną Twoją
                znajomą !
                • 33qq Re: Z życia księży.... 21.09.06, 01:04
                  myślę, że Palnick chciał to uwiecznić w swoim wątku, a ciebie potraktował jako
                  "znajomą z forum", czepiasz się.
                  • Gość: m Re: Z życia księży.... IP: *.bielsko.dialog.net.pl 21.09.06, 01:15
                    W takim przypadku używa się cytatów, a nie przypisuje sobie cudzych wypowiedzi.
                    A jeśli się czepiam to dlatego, że Palnick irytuje mnie nie po raz pierwszy.
                    • palnick Re: Z życia księży.... 21.09.06, 01:36
                      Gość portalu: m napisał(a):

                      > W takim przypadku używa się cytatów, a nie przypisuje sobie cudzych
                      wypowiedzi.
                      >
                      > A jeśli się czepiam to dlatego, że Palnick irytuje mnie nie po raz pierwszy.

                      ---------
                      Uznałem to za kawał. Kawałów nie opatruje się cytatami i cały sens polega na
                      ich przekazywaniu dalej. :-)
                      Jeżeli jesteś obrażona - twój problem. Mogę cię przeprosić dziwiąc się
                      jednocześnie chorobliwej twej drobiazgowości.
                      Nawiasem mówiąc powinnaś podać imię i nazwisko wnuczka a wypowiedź dzieciny
                      opatrzyć cudzysłowiem. Bez tego jesteś irytująca.
                      • palnick Re: Z życia księży.... 01.10.06, 16:31
                        Przyszedł gej do kościoła.
                        W trakcie mszy ksiądz zaczął kadzić dymem z kadzidła.
                        Nagle gej krzyknął zaniepokojony: hej lalunia, torebka ci sie pali!
                        • Gość: Magduśśśka Re: Z życia księży.... IP: *.chello.pl 22.09.08, 00:47
                          HAHAHAHHAHHAAAAAAAAAA!!!!! świetne:D:D:D:D
                          Poplułam monitor jak to przeczytałam:D:D:D:D:D:

                          Laluuuuniaaaaahahahahahahahhahaahahahaaaaa
                      • Gość: dzidka niezalogowa Re: Z życia księży.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.11.06, 22:07
                        > Uznałem to za kawał. Kawałów nie opatruje się cytatami i cały sens polega na
                        > ich przekazywaniu dalej. :-)

                        Kawałów nie przekazuje się w postaci "synek/wnuczek moich znajomych..."
                        • palnick Re: Z życia księży.... 02.11.06, 22:18
                          Gość portalu: dzidka niezalogowa napisał(a):

                          > > Uznałem to za kawał. Kawałów nie opatruje się cytatami i cały sens polega
                          > na
                          > > ich przekazywaniu dalej. :-)
                          >
                          > Kawałów nie przekazuje się w postaci "synek/wnuczek moich znajomych..."

                          --------
                          A w jakiej?
                          • mimbla.londyn Re: Z życia księży.... 27.01.07, 15:02

                            ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
                            "Zgadzam sie.Oba cytaty sa kompletnie wyrwane z kontekstu,przy czym ten drugi
                            nawet bardziej."
                            Autor: the_dzidka
    • Gość: Zolza Re: Z życia księży.... IP: 217.205.157.* 21.09.06, 15:59
      Kiedys podczas mszy rodzice dosc dlugo "szarpali sie" z rozbrykanym 2 czy 3-
      latkiem, wreszcie dali za wygrana i postanowili go wyprowadzic z kosciola. W
      tym samym momencie, w gluchaj ciszy, ksiadz zaintonowal:
      - Modlmy sieeee
      A "wywlekany" maluch sie rozdarl:
      - Ja nie kcieeee, ja nie kcieee
      • palnick Re: Z życia księży.... 01.10.06, 15:00
        Razu pewnego samochodem jechał ksiądz. Widząc idącą chodnikiem zakonice
        zapytał, czy ją pdwieźć. Zakonnica się zgodziła. gdy wsiadła do samochodu, jej
        habit część nogi odsłonił, a była to noga piękna i ponętna nadzwyczaj. Wzrok
        księdza na nodze się zatrzymał i niewiele by brakowało, aby wypadek spowodował.
        po odzyskaniu kontroli nad pojazdem ręka księdza opadła na nogę siostry, a ona
        zapytała:
        - Bracie pamiętasz psalm 129?
        A on ręke zabrał i przepraszać zaczął. Jednakowoż, gdy biegi zmieniał, ponownie
        ręka jego na nodze spoczęła. A ona ponownie zapytała?
        - Bracie pamiętasz psalm 129?
        A on zawstydził się i ponownie przeprosił. Zatrzymali się u bram klasztoru,
        ona podążyła do środka. On zaś Pismo otworzył i przeczytał psalm 129:
        - " Idź dalej przed siebie i szukaj, w górze czeka Cię nagroda."
    • palnick Re: Z życia księży....metafora dla wierzących. 24.09.06, 19:43
      Tego poranka ktos zapukal do mych drzwi. Kiedy je otworzyłem, ujrzalem zadbana,
      ladnie ubrana pare ludzi. Mezczyzna odezwal sie pierwszy:

      - Czesc! Ja jestem Jan, a to Maria.

      Maria: Czesc! Przyszlismy by zaprosic cie bys pocalowal z nami dupe Henryka.

      Ja: Przepraszam?! O czym wy mowicie? Kim jest Henryk, i dlaczego mialbym chciec
      calowac jego dupe?

      Jan: Jesli pocalujesz Henryka w dupe, da ci on milion dolarow; a jesli nie,
      spierze cie na kwasne jablko.

      Ja: Co? Czy to jakas wariackie rozruchy?

      Jan: Henryk jest miliarderem i filantropem. Henryk zbudowal to miasto. Henryk
      posiada je cale. On moze zrobic wszystko co zechce, i chce ci akurat dac milion
      dolarow, ale nie moze poki nie pocalujesz go w dupe.

      Ja: To zupelnie bez sensu. Dlaczego...

      Maria: Kim jestes by podawac w watpliwosc dar Henryka? Nie chcesz miliona
      dolarow? Czy nie sa one warte malego pocalunku w dupe?

      Ja: No coz, moze, jesli to prawda, ale...

      Jan: A wiec chodz pocalowac z nami dupe Henryka.

      Ja: Czy czesto ja calujecie?

      Maria: O tak, caly czas...

      Ja: I dal wam juz te milion dolarow?

      Jan: No coz, nie, nie mozna dostac pieniedzy poki nie wyjedzie sie z miasta.

      Ja: A wiec czemu jeszcze z niego nie wyjechaliscie?

      Maria: Nie mozesz wyjechac poki Henryk ci nie pozwoli, albo on nie da ci
      pieniedzy i stlucze na kwasne jablko.

      Ja: Czy znacie kogokolwiek kto pocalowal Henryka w dupe, wyjechal z miasta i
      dostal milion dolarow?

      Jan: Moja matka calowala Go w dupe cale lata. Rok temu wyjechala, i jestem
      pewien ze dostala pieniadze.

      Ja: Nie rozmawiales z nia od tamtej pory?

      Jan: Oczywiscie ze nie, Henryk nie pozwala na to.

      Ja: Dlaczego wiec sadzicie ze ktokolwiek dostaje pieniadze, skoro nigdy z nikim
      takim nie rozmawialiscie?

      Maria: No coz, dostajesz troszke przed wyjazdem. Moze bedzie to podwyzka, moze
      wygrasz cos na loterii, moze po prostu znajdziesz dwudziestaka na ulicy.

      Ja: A co to ma wspolnego z Henrykiem?

      Jan: Henryk ma pewne znajomosci.

      Ja: Przykro mi, ale pachnie mi to jakims monstrualnym oszustwem.

      Jan: Ale to przeciez milion dolarow, czy mozesz przepuscic taka szanse? Poza
      tym, pamietaj ze jesli nie pocalujesz Henryka w dupe, zbije cie on na kwasne
      jablko.

      Ja: Moze jesli bym mogl zobaczyc Henryka, pogadac z nim, uzyskac wiecej
      bezposrednich informacji...

      Maria: Nikt nie widzial Henryka, nikt z nim jeszcze nie rozmawial.

      Ja: A wiec jak calujecie go w dupe?

      Jan: Czasem posylamy po prostu calusa, myslac o jego dupie. Czasem calujemy w
      dupe Karola, i on przekazuje to dalej.

      Ja: Kim jest Karol?

      Maria: Naszym przyjacielem. To on nauczyl nas wszystkiego o calowaniu dupy
      Henryka. Wszystko co musielismy zrobic, to po prostu zaprosic go do nas kilka
      razy na obiad.

      Ja: I tak po prostu uwierzyliscie mu na slowo, kiedy powiedzial ze jest Henryk,
      ze Henryk chce byscie pocalowali go w dupe, i ze zostaniecie za to wynagrodzeni?

      Jan: O nie, Karol mial list ktory Henryk wyslal mu wiele lat temu, w ktorym
      wszystko zostalo wyjasnione. Tutaj jest jest jego kopia, sam ja zobacz.

      Jan podal mi kserokopie recznie zapisanej kartki, w ktorej naglowku stalo: "Z
      notatnika Karola". Bylo tam wypisanych jedenascie punktow:

      1. Pocaluj Henryka w dupe, a dostaniesz milion dolarow gdy opuscisz miasto.
      2. Uzywaj alkoholu z wstrzemiezliwoscia.
      3. Bij na kwasne jablko kazdego kto jest inny od ciebie.
      4. Zdrowo jadaj.
      5. Henryk osobiscie podyktowal ten list.
      6. Ksiezyc jest zrobiony z zielonego sera.
      7. Wszystko co Henryk powiedzial jest prawda.
      8. Myj rece po skorzystaniu z toalety.
      9. Nie pij
      10. Jadaj swe parowki wylacznie w bulkach, bez zadnych dodatkow.
      11. Pocaluj Henryka w dupe, albo zbije cie on na kwasne jablko.

      Ja: Ale to wyglada na pisane w notatniku Karola.

      Maria: Henryk akurat nie mial papieru.

      Ja: Mam wrazenie ze gdybysmy sprawdzili, okazaloby sie to pismem Karola.

      Jan: Oczywiscie, ale to Henryk to podyktowal.

      Ja: Mowiliscie przeciez ze nikt Henryka nie widzial?

      Maria: Teraz nie, ale wiele lat temu przemawial on do niektorych ludzi.

      Ja: Mowiliscie ze jest on filantropem. Co za filantrop bije ludzi na kwasne
      jablko tylko za to ze sa inni?

      Maria: Tego chce Henryk, a ma on zawsze racje.

      Ja: Skad to wiecie?

      Maria: Punkt 7 wyraznie mowi ze "Wszystko co Henryk powiedzial jest prawda". To
      mi wystarczy!

      Ja: Moze wasz przyjaciel Henryk po prostu zmyslil to wszystko?

      Jan: Nie ma mowy! Punkt 5 mowi "Henryk osobiscie podyktowal ten list". Poza tym,
      punkt 2 mowi "Uzywaj alkoholu z wstrzemiezliwoscia", punkt 4 "Zdrowo jadaj", i
      punkt 8 "Myj rece po skorzystaniu z toalety". Kazdy wie ze te stwierdzenia sa
      prawdziwe, a wiec i reszta taka musi byc.

      Ja: Ale punkt 9 stwierdza "Nie pij", co nie pasuje zbytnio do punktu 2. Punkt 6
      zas mowi "Ksiezyc jest zrobiony z zielonego sera", a to jest totalna bzdura.

      Jan: Nie ma sprzecznosci miedzy 9 i 2. 9 po prostu uscisla 2. A co do 6, to
      przeciez nigdy nie byles na Ksiezycu, a wiec nie mozesz wiedziec na pewno.

      Ja: Naukowcy udowodnili przeciez ze Ksiezyc jest zrobiony ze skal...

      Maria: Ale nie wiedza czy przybyly one z Ziemi, czy z glebi kosmosu, wiec rownie
      dobrze moze to byc zielony ser.

      Ja: Naprawde nie jestem tu ekspertem, ale wydawalo mi sie ze teoria iz Ksiezyc
      powstal z fragmentow Ziemi zostala obalona. Poza tym, niewiedza skad skala
      przybyla nie czyni jej jeszcze zielonym serem.

      Jan: Aha! Wlasnie przyznales ze naukowcy czesto sie myla, lecz my wiemy ze
      Henryk zawsze ma racje!

      Ja: My wiemy?

      Maria: Oczywiscie ze tak. Punkt 5 przeciez tak mowi.

      Ja: Mowicie ze Henryk zawsze ma racje poniewaz tak mowi list, a list jest
      prawdziwy poniewaz Henryk go podyktowal, poniewaz tak mowi list. To okrezna
      logika, w niczym nie rozniaca sie od stwierdzenia: 'Henryk ma racje, poniewaz
      powiedzial ze ma racje'.

      Jan: Wreszcie zaczynasz rozumiec! To takie radosne widziec kogos przyblizajacego
      sie do mysli Henryka.

      Ja: Ale... eh, niewazne. A co z parowkami?

      Maria sie zarumienila. Jan mi zas odpowiedzial: „Parowki, w bulkach, bez
      dodatkow. To po Henrykowemu. Kazdy inny sposob jest zly”.

      Ja: A co jesli nie mam bulki?

      Jan: Nie ma bulki, nie ma parowki. Parowka bez bulki jest zla!

      Ja: Bez przypraw? Bez musztardy?

      Maria zamarla porazona. Jan krzyknal:

      - Jak ci nie wstyd uzywac takich slow! Wszelkie dodatki sa zle!

      Ja: A wiec wielki stos kiszonej kapusty z kawaleczkami parowek jest nie do
      przyjecia?

      Maria zatkala sobie uszy palcami, mruczac:

      - Nie slysze tego, lalalalalalalala.

      Jan: To obrzydliwe. Tylko jakis potworny zboczeniec moglby to jesc...

      Ja: To dobrze! Ja jem to bardzo czesto.

      Maria omdlala. Jan zdazyl ja pochwycic i wysyczal:

      - Jeslibym wiedzial ze jestes jednym z tych, nie marnowalbym swego czasu. Kiedy
      Henryk zbije cie na kwasne jablko, ja tam bede, liczac swe pieniadze i glosno
      sie smiejac. Na razie jednak pocaluje Henryka w dupe za ciebie, ty bezbulkowy,
      parowkokrojacy pozeraczu kapusty!

      Mowiac to, pociagnal Marie do zaparkowanego opodal samochodu, i odjechal.



      Autor: Robert Anton Wilson
      Tlumaczenie: Eimi Kion
      • palnick Re: Z życia zakonnic. 10.10.06, 20:12
        Powodowana nagłą potrzebą fizjologiczną zakonica wchodzi do baru. W barze
        panuje standardowy zgiełk, jednak co parę minut gaśnie światło i cała sala
        zaczyna wiwatować. Zakonnica podchodzi do baru i pyta gdzie może znaleźć
        toaletę.
        - Tu po lewej, ale nie powina siostra tam wchodzić.
        - Czemu nie? - pyta zaskoczona zakonnica.
        - bo w toalecie stoi posąg nagiego mężczyny, przykrytego jedynie listkiem
        figowym.
        - Nie szkodzi- odpowiada zakonnica- nie bede patrzeć w jego stronę.
        Zakonnica idzie do toalety. Kiedy wraca do baru, zastaje standardowy
        hałas.Jednak kiedy goście zauważają jej wejście, przerywają rozmowy i zaczynają
        bić brawo.
        Zakonnica zaskoczona, pyta barmana:
        - Proszę pana,o coim chodzi, biją brawo, bo byłam w toalecie?
        - Nie, biją brawo, bo została siostra jedną z nas - odpowiada barman.
        - Nadal nie rozumiem - mówi wciąż zaskoczona.
        - Widzi siostra, ilekroć ktoś uniesie listek na posągu to w barze gaśnie
        światło.
      • palnick Re: Z życia księży....a to było tak... 21.10.06, 18:45
        I pomyśleć że ta historia ma już przeszło 2000 lat ;)

        Siedziało sobie dwóch ludzi i myślało, jakby tu zarobić bez wysiłku.
        Jeden rzucił pomysł: stwórzmy religię, to zawsze jest dobry interes.

        A że znali się trochę na psychologii, zaczęli myśleć, jaka powinna być owa
        religia, żeby zysk był jak największy.

        A: Najwięcej można zarobić na lęku przed śmiercią, trzeba tylko obiecać
        szczęśliwe życie pozagrobowe. Oczywiście jedynie tym, którzy spełnią nasze
        warunki...

        B: Niezłe jest też poczucie winy, bo dokuczliwe i ludzie dużo dadzą, by się od
        niego uwolnić.

        A: Masz rację, trzeba tylko je stworzyć, a potem ugruntować i wyolbrzymić, masz
        jakiś pomysł?

        B: Tak! To proste, należy ludziom zakazać akurat tego, co lubią najbardziej, od
        czego nie dadzą rady się powstrzymać.

        A: Czyli na początek na pewno seksu, ale nie całkowicie, bo skąd by się brali
        nowi wyznawcy? Wciśnijmy im ścisłą dożywotnią monogamię, nie nazywam się A jeśli
        w niej wytrwają.

        B: Poza tym, ludzie są z natury dumni, należy im owej dumy zakazać i zrobić z
        niej grzech.

        A: Lubią się też bawić, nie zakażemy im tego całkowicie bo nie znajdziemy
        wyznawców, ale trzeba wprowadzić dużo okresów, w których zabawa będzie
        zakazana.

        B: Ja dodałbym do tego jeszcze zakaz jedzenia i picia w tych okresach,
        przynajmniej częściowy.

        A: A jak już nagrzeszą, przyjdą do nas uwolnić się od poczucia winy,
        a wtedy ich oskubiemy do ostatniego grosza.

        B: Mam genialny pomysł! Niech mają obowiązek opowiadania swoich grzechów
        kapłanowi. Może nawet sami nam podpowiedzą, czego by tu jeszcze zakazać?

        A: Tak, a przy okazji będziemy mieli czym ich szantażować.
        Albo nie, to nie jest dobry pomysł, nie byliby szczerzy.
        Wystarczy samo upokorzenie, pomylą ulgę że już się skończyło z "odpuszczeniem
        grzechów".

        B: Żeby zwiększyć zyski, wprowadźmy dużo płatnych obrzędów. Śluby i pogrzeby na
        pewno, ale ja dodałbym jeszcze kilka.

        A: Coś takiego jak przyjęcie do nas powinno być bezpłatne, po co na samym
        początku odstraszać, skubnie się ich później.

        B: A teraz pomyślmy, co im tu zaoferować w zamian, oczywiście nie może to być
        nic materialnego.

        A: Da się zrobić, ale zainwestować i tak trzeba...

        B: No tak, w jakieś miejsce kultu, z dobrą akustyką i odpowiednimi dekoracjami.
        Niezłe będzie zbiorowe śpiewanie i modły, dobrze działa na ich psychikę. Przy
        okazji pozbiera się od nich kasę.

        A: Masz na myśli, że ludzie to zwierzęta stadne, więc lepiej czują się wspólnie
        coś przeżywając?

        A: Trzeba narzucić im jeszcze jakiś kodeks moralny, wiesz że są agresywni,
        a szkoda byłoby żeby się wybijali miedzy sobą, bo nam spadną dochody.
        Agresję ukierunkujemy na innowierców.

        B: A z rzeczy niematerialnych zaoferujmy im kontakt z Bogami przez modlitwę.
        Mogą nawet ich prosić, o co zechcą, z wyjątkiem rzeczy które uznamy za grzech.

        A: Tak, niektórzy wmówią sobie, że Bóg im odpowiada, a reszta będzie udawać,
        wstydząc się swej bezbożności. W efekcie nikt się nie połapie.

        B: Jeszcze jedną rzecz trzeba zrobić: wmówić im, że to jedyna prawdziwa wiara i
        mają obowiązek narzucić ją wszystkim ludziom.

        A: Genialne, w ten sposób sami będą odwalać za nas robotę, pozyskując nowych
        wyznawców.

        B: Wmówmy im też, że rzeczy materialne są bez znaczenia...

        A: Heheh, zwłaszcza pieniądze! Oczywiście, chętniej wtedy się ich pozbędą.
        Mało tego: wmówmy im, że pieniądze są przeszkodą w drodze do szczęśliwości
        wiecznej, wobec której ich ziemskie życie jest krótką chwilką.

        B: Postawmy też na strach, czym by ich tu postraszyć jeśli nie będą posłuszni?

        A: Może wiecznymi mękami, ogniem, czego jeszcze się boją? Węży. Postraszmy więc
        ich wężem, niech będzie on wrogiem naszych Bogów, Szatanem.

        B: A co powiesz na zarabianie nawet na tych, którzy zmarli? Stwórzmy coś w
        rodzaju poczekalni, w której pomniejsi grzesznicy czekają na dopuszczenie do
        wiecznej szczęśliwości.

        A: Tak, a ich oczekiwanie będzie można skrócić opłacając za nich nasze modły.
        Niezłe źródełko dochodów.

        B: Wiesz co? Wydaje mi się, że lepszy będzie jeden Bóg.
        Mniejsze koszty niż stawianie świątyń dla kilkunastu, a nadrobić możemy to
        licznymi świętami. Poza tym, okoliczne kultury mają wielu bogów, więc napuścimy
        ich na nie właśnie.

        A: OK. No to do roboty, trzeba napisać dla nich jakąś odpowiednio
        skomplikowaną świętą księgę posługując się ogólnikami, tak, żeby w razie czego
        łatwo można było pozmieniać dogmaty, gdyby nauka poszła do przodu.

        B: Już się za to biorę... "Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię..."

        The End

        Wszelkie podobieństwo do powyższego jest przypadkowe i niezamierzone ;)
      • Gość: trusiaa Re: Z życia księży....metafora dla wierzących. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.12.06, 13:58
        Za tę powiastkę chętnie bym Cię wycałowała Ty palnicku, Ty! :))))))
Inne wątki na temat:
Pełna wersja