Wspomnienia z lekcji religii

    • Gość: iou Re: Wspomnienia z lekcji religii IP: *.plock.mm.pl 21.04.10, 08:20
      Czy nikt nie ma miłych wspomień z lekcji religii????
    • profanum_vulgus Czytam, czytam i zaczynam żałować, że zazwyczaj 21.04.10, 09:43
      lekcje religii omijałem szerokim łukiem, a na pewno wtedy gdy
      była to ostatnia lekcja w danym dniu.
      • izabella1991 Re: Czytam, czytam i zaczynam żałować, że zazwycz 21.04.10, 14:45
        Teraz ja napisze!
        U nas(w Lidzbarku Warminskim)za moich szkolnych czasow chodzilo sie
        do przykoscielnej salki katechetycznej.Piekny stary budynek,z
        kreconymi schodami.
        Nasze chlopaki jak to chlopaki,psocili,ile wlazlo....Dowcip polegal
        na tym,ze brali slomianke ,szli na owe krecone schody no i brali
        zamach i ...wycieraczka ladowala na lepetynie tych,to byli na dole.
        Razu jednego oberwalo sie tak ksiedzu-afera bylo na caly
        regulator...
        W pierwszej i drugiej klasie katecheze o dziwo
        lubialam,siostrzyczki zakonne uczyly nas nie tylko modlitw,ale i
        piodenek(z klaskaniem,tupaniem)-to nam sie podobalo.Potem juz bylo
        troche nudnawo-ale ogolnie spoko.
        • Gość: pudreniczka Re: Czytam, czytam i zaczynam żałować, że zazwycz IP: *.chello.pl 21.04.10, 15:04
          U nas w gimnazjum czekaliśmy pod salą na księdza i coś się cholernik spóźniał
          więc wyglądaliśmy czy nie idzie przypadkiem po schodach. Kumpel go pierwszy
          dostrzegł i krzyknął: "Batman idzie!" na co ksiądz kiedy już wszedł na piętro
          zatrzepotał dołem sutanny (niczym Batman swoja peleryną)czym wzbudził powszechną
          wesołość i szacun;)
          • kasitza AAAAA 23.04.10, 12:47
            Przepraszam bardzo, ale czy ty jestes z mojej klasy? To jest
            opowiesc z mojej klasy!
            • Gość: pudreniczka Re: AAAAA IP: *.chello.pl 24.04.10, 20:54
              A czy ów kumpel miał przypadkiem inicjały M.T i rozmawiał zwykle z księdzem o
              maluchu-cytrynce?
              • radio79 Re: AAAAA 24.04.10, 23:35
                podstawówka 1-5 nieciekawy, zimny, nieprzystępny, jedyne co lubił u dzieciaków
                to korzystać z prawa do bicia linijką i wieszakiem
                Następny wykształcony, cichy niezbyt zapadający w pamięć
                Kolejny wkuwanie na pamięć katechizmu albo odczytywanie jakichś artykułów z
                gazety które dla nas były kompletnie niezrozumiałe i nieciekawe. Poza tym bardzo
                lubił dawać klapsy chłopcom przkładajc przez kolano i jedną ręką robiąc solidną
                macanke. Miał słabość do ładnych chłopców

                Liceum - młody z autorytetem, duża wiedza. Uczył radości, tolerancji,
                otwartości. Bez tematów tabu, krytyczny wobec niektórych pomysłów kościoła. To
                niesamowite ale spotkałem go jakiś czas temu i mimo że to dobrych parę lat od
                czasów liceum pamiętał moje imię i jeszcze paru osób. Dziwne tym bardziej ze to
                był jeden z przedmiotów z których sie urywałem.
                Nie tylko uczniowie go zapamiętali ale i on uczniów mimo że miał ich przecież
                setki. Zupełnie wyjątkowy człowiek.
                Pewnie jakbym miał okazję więcej czasu spędzić w jego zasięgu nie opuściłbym
                stada owieczek...
                • Gość: Fakir Re: AAAAA IP: *.pools.arcor-ip.net 25.04.10, 07:39
                  Ja tez chodzilem na religie jeszcze za komuny, dobrowolnie, czyli
                  zmuszany tylko przez rodzicow.Wspomnienia mam podobne do Waszych,
                  czyli jeden ksiadz-psycho, reszta w miare ok (jeden jest obecnie
                  biskupem). Wspomnienia nijakie, duzo wagarow, czarow ze swiadectwem-
                  jedno nawet poprawialem czarnym pisakiem, by rodzice sie nie
                  wkurzali- a zachowali je do dzis i jak je widze, to wiem, ze talentu
                  do falszerki nie mialem. Jedyne mile mocne wspomnienie to chyba
                  jakies czuwanie (pewien nie jestem jaka t byla okazja)w kosciele
                  polaczone z muzyka i piosenka Brothers in arms grupy Dire Straits w
                  tej wspanialej koscielnej akustyce. A i jeszcze jedno czuwanie w
                  katedrze w ramach mszy harcerskiej za poznej komuny, gdy kupe moich
                  kumpli wzywano na bezpieke, widzili mnie na zdjeciach, a mnie nie
                  wezwano, achjakiz rozczarowanie.
              • kasitza Re: AAAAA 26.04.10, 10:05
                ten kumpel mial inicjaly P.S. - innymi slowy, zdarzyla sie w dwoch
                szkolach ta sama anegdota...
                • Gość: pudreniczka Re: AAAAA IP: *.chello.pl 26.04.10, 10:29
                  o, no to jednak zostajemy anonimowe:)
                  • kasitza Re: AAAAA 26.04.10, 10:37
                    he, ale tez swoja droga ciekawy przypadek, co?
                    • Gość: pudreniczka Re: AAAAA IP: *.chello.pl 26.04.10, 17:10
                      Może to był ten sam ksiądz? Tylko że ja niestety nie pamiętam jak się nazywał...
                      Widziałam go potem tylko raz w Częstochowie jak modliliśmy się o powodzenie na
                      maturze.
                      • kasitza Re: AAAAA 27.04.10, 10:24
                        ja tez nie pamietam imienia naszego ksiedza - no bo byl batmanem dla
                        nas. W krakowie to bylo, z kosciola Sw. Anny mielismy ksiedza. W
                        zasadzie, to chyba ten ksiadz mial duzo waznych tematow, na ktore
                        moznaby bylo wtedy rozmawiac, ale chlop nie poradzil sobie z
                        dojrzewajaca mlodzieza w sensie dyscypliny, wiec nikt go nie sluchal.
    • j0anna1 Re: Wspomnienia z lekcji religii 25.04.10, 21:45
      W podstawówce przy sprawdzaniu obecności trzeba było odpowiedzieć "Jestem,
      byłem/nie byłem, mam/nie mam".
      "Byłem" dotyczyło potwierdzenia obecności na niedzielnej mszy, a w przypadki
      nieobecności wyjaśnienie przy wszystkich o powodach tejże nieobecności.
      "Mam" odnosiło się do odrobienia lub też nie zadania domowego.

      Pamiętam jeszcze księdza sprawdzającego pod światło, czy koperta wręczana przy
      okazji odbioru świadectwa z religii nie jest aby pusta... (to jeszcze czasy
      religii odbywającej się w salce katechetycznej).

      Aha, jeszcze zakonnica pouczająca, że wywieszenie prania w niedzielę nie jest
      grzechem, pod warunkiem że będzie wywieszone za domem tak, aby nie było widoczne
      przez sąsiadów :)


      • Gość: zapytajnik Re: Wspomnienia z lekcji religii IP: 20.142.116.* 26.04.10, 17:22
        swoja droga to ciekawe, czy katecheci/ katechetki, ksieza i
        zakonnice przyuczajac sie do zawodu nauczyciela maja jakies
        szkolenia z rzucania kreda, kluczami i trzaskaniem wskaznikiem?
        Zdecydowana wiekszosc ma takie wspomnienia z religii... i to w
        roznych zakatkach Polski.
        Kiedys pan katecheta z bardzo krewkim tempramentem napsul moim
        rodzicom i mi krwi. Na lekcji religii moja kolezanka siedzaca w
        lawce z tylu wyjela z mojego plecaka pamietnik i zaczela go
        przegladac. Wiadomo, w podstawowce (klasa 6) pamietnik to rzecz
        swieta dla dziewczyn wiec jak tylko to zauwazylam warknelam na nia i
        zabralam jej go z lawki. Pan katecheta sie oburzyl, zabral mi go,
        zaczal sam przegladac, po czym jak poprosilam zeby go oddal, bo tam
        sa moje "prywatne sprawy" zaczal krzyczec, oburzac sie, zrobila sie
        afera. Powiedzial, ze powinnam byc "wykluczona z Kosciola
        Katolickiego" (sic!) i zazadal wizyty ktoregos z rodzicow w
        szkole... Moja dzielna Mama stawila sie u niego na zajeciach, pan
        katecheta dziwnie zlagodnial i nagle jakby zapomnial o calym
        zajsciu. "ale nic sie nie stalo, to wcale nie takie powazne, corka
        musi uwazac tylko na to jak sie do mnie zwraca..." Mama bez sensu
        zwolnila sie tego dnia z pracy w obawie, ze jej kochana corka
        zostanie objeta ekskomunika :)
        • dominikjandomin Re: Wspomnienia z lekcji religii 27.04.10, 20:15
          Gość portalu: zapytajnik napisał(a):

          > swoja droga to ciekawe, czy katecheci/ katechetki, ksieza i
          > zakonnice przyuczajac sie do zawodu nauczyciela maja jakies
          > szkolenia z rzucania kreda, kluczami i trzaskaniem wskaznikiem?
          > Zdecydowana wiekszosc ma takie wspomnienia z religii... i to w
          > roznych zakatkach Polski.

          U mnie rzucał pan od ZPT... Więc to chyba po prostu element
          kwalifikacji pedagogicznych: rzut wiązką kluczy do celu. Zdaje się to
          jako egzamin z WF na studiach pedagogicznych.
    • labellaluna Re: Wspomnienia z lekcji religii 28.04.10, 16:25
      Te pierwsze lekcje religii (chodziłam do zerówki wtedy) były przy plebanii i
      prowadziła je katechetka. Pamiętam z nich jedynie jakąś świętą, której odcięto
      piersi. Brrr. Te lekcje zawsze były w czwartki i leciałam z nich pędem do domu,
      żeby obejrzeć "Było sobie życie".

      Później uczyła nas gruba i stara siostra Zbigniewa. Chodziła o lasce i jak się
      czymś rozemocjonowała to waliła tą laską w podłogę i grzmiała jakieś tam słowa
      oburzenia. Nauka do I komunii to jedno pasmo litanii i modlitw, które trzeba
      było znać na wyrywki.

      Po I komunii uczył nas ksiądz i ten mnie stresował, bo przy każdym czytaniu
      listy obecności trzeba było powiedzieć: jestem, byłam, mam. Jestem - że obecna
      jestem na lekcji; byłam że w kościele byłam w niedzielę; mam - znaczy mam ze
      sobą zeszyt.

      Ogólnie lekcje religii kojarzą mi się tylko z zeszytami do nich, wklejanymi tam
      obrazkami świętych, jakieś szlaczki. A, i jeszcze pamiętam, że strasznie bałam
      się, że zostanę zakonnicą - a nie chciałam! M.in. dlatego, że myślałam, że w
      kościele są duchy i zakonnice ciągle się z nimi stykają, a na plebanii wszyscy
      siedzą przy świecach i jest ponuro i mroczno jak w średniowiecznych lochach.
      • bypek Re: Wspomnienia z lekcji religii 22.05.10, 12:24
        labellaluna napisała:

        > Te pierwsze lekcje religii (chodziłam do zerówki wtedy) były przy plebanii i
        prowadziła je katechetka. Pamiętam z nich jedynie jakąś świętą, której odcięto
        piersi.

        To była święta Łucja z Syrakuz, według tradycji rok 304. (Podziękowania dla
        pewnego uczynnego ducha za podesłanie tytułu bardzo interesującej książki o
        historii.)

        Moje wspomnienia:
        -pierwsza podstawówki to przytrzymana katechetka z krótkowzrocznością galopującą
        i niezwykłym upodobaniem do nakręcania uszu.
        -W drugiej klasie odetchnęłam z ulgą, kiedy dowiedziałam się, że religię mamy z
        księdzem. Szybko pożałowałam tego westchnienia, gdyż ksiądz był z takich co to
        "tak jest, bo tak jest i nie zawracajcie mu du... gitary". Po półroczu go
        zmienili na młodszego księdza, który miał podejście do młodzieży, do dzieci,
        niestety, nie.
        -Od trzeciej aż do szóstej klasy była znów wspomniana katechetka. Uważała, że za
        nieprzystępowanie do komunii w każdy pierwszy piątek groziło ogniem piekielnym
        (sama latała się spowiadać tydzień w tydzień). Oprócz tego znała całą masę
        ludzi: Andrzejek pyskował mamusi, wracał do domu ze szkoły i potrącił go
        autobus, Zosia nie odrobiła zadania domowego, pośliznęła się na psim gównie i
        złamała nogę... normalnie Archiwum X.
        -Do bierzmowania uczył nas nawiedzony ksiądz, zwany kosmitą, gdyż sam był
        święcie przekonany, że ludzie pochodzą z jakiejś planety i wcale nie powstali na
        ziemi. Dziwnie to było sprzeczne z biblią, ale nie chciało się nikomu z nim
        dyskutować, byle tylko do bierzmowania dopuścił. Co zresztą nie było łatwe,
        wystarczyło bowiem być przez niego przyuważonym na spacerze z sympatią i już
        miało się z tym problem (czytaj: dodatkowa jakaś formułka z katechizmu na pamięć).
        -W liceum zaś był ksiądz, który miał jakieś problemy z własną osobowością (zaraz
        po zakończeniu przeze mnie edukacji w tym przybytku wiedzy, zabrano go do
        Tworek), lubił bardzo patrzeć dziewczynom na biust. Zapytany zaś, czy seks
        oralny w małżeństwie jest grzechem w oczach kościoła, czerwienił się, chował pod
        biurkiem i wydawał odgłosy godne dwustu kilowego wieprzka. Po kilku jego
        lekcjach połowa klasy stwierdziła że można te 45 minut wykorzystać nieco lepiej,
        więc urywano się na papierosa, na piwo do pobliskiej knajpy, lub tylko, aby w
        spokoju odpisać zadanie domowe.

        Ach, to były czasy...
    • pikiriki Re: Wspomnienia z lekcji religii 30.04.10, 15:52
      Moją klasę przez całą podstawówkę religii uczyły siostry szarytki. Z powodu pewnego rysu charakterologicznego właściwego wszystkim tym siostrom do dziś wierzę, że to zgromadzeie celujące w produkcji siekier:))

      Ach i regularnie, dwa razy do roku odbywały się niezapomniane konkursy: w październiku na najpiękniejszy różaniec wykonany z materiałów niestandardowych( miśki żelki, klocki lego, koraliki z pokrowców na siedzenia samochodowe, itp.), a w okolicach Wielkanocy na pracę plastyczną obrazującą drogę krzyżową. Konkursy są legendarne, pamiętają je też moi rodzice: tatuś od sierpnia cieszył się na kłucie własnych paluszków przy produkcji akcesorium modlitewnego z suszonej kukurydzy, orzeszków, czy innych twardych materiałów naturalno- biodegradowalnych( preferowałam produkty ekologiczne na długo przed wybuchem ich popularności). A mamunię moje krwawe i wstrząsające( i jak twierdzi matka mocno turpistyczne) malunki okołogolgotowe doprowadzały do autentycznego żalu za grzechy, które Jezus dźwigał na krzyżu.

      Za różaniec nagrody jakoś nigdy nie zdobyłam, ale za prace plastyczne całkiem sporo- widać siostry w malarstwie najbardziej ceniły hiperrealizm i absolutną dosłowność;)
    • jowita771 Re: Wspomnienia z lekcji religii 22.05.10, 03:28
      Nie z lekcji, ale z zakończenia roku z religii, kiedyś religia była w salkach i
      dostawało się osobne świadectwa. Jeden kolega grał w tenisa dość dobrze, jeździł
      na turnieje. I raz turniej był właśnie w tym dniu, kiedy ksiądz dawał
      świadectwa. Mama tenisisty dała jego koledze pieniądz, sporo, bo byli dobrze
      sytuowani. Kolega chciał odebrać świadectwo tenisisty, wytłumaczył nieobecność,
      ale ksiądz się wściekł, świadectwo podarł na oczach całej klasy, ale pieniądze
      wziął.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja