sezamova_seminka
23.04.10, 14:29
mi się nasunęło jedno zdarzenie, gdy miałam dostać pierwszą dwóję do zeszytu.
w pierwszej klasie podstawówki. totalnie mnie to załamało i oszołomiło (czym
sobie tłumaczę moje nieracjonalne zachowanie) - rzuciłam się do stóp pani
nauczycielki i, zanosząc szlochem, błagałam ją, by tego nie robiła...
zaklinałam się na wszelkie świętości, jednak nieczuła pani dwóję wstawiła.
po lekcji zamknęłam się w toalecie, wyrwałam kartkę z haniebną oceną i
rzuciłam ją w otchłań sedesu. i przysięgłam sobie, że już nigdy nie będę
zabiegać o dobre stopnie.:-)
z dokonań kolegów, przypominam sobie, jak, już w późniejszych latach
podstawówki, pod nieobecność nauczyciela, kolega Tomek wsadził nożyczki do
kontaktu. w całej szkole wywaliło korki. po pewnym czasie do klasy wszedł
woźny z dyrektorką i z pytaniem, czy nie wydarzyło się u nas nic dziwnego.
cała klasa zgodnie zawołała: nieeee. i pewnie by nam uwierzyli, gdyby nie
czarna smuga, otaczająca nieszczęsny kontakt:-)