Gość: fasola
IP: *.wolv.cable.virginmedia.com
13.05.10, 23:42
Ostatnio z żoną zgadalismy się o krewnych (dalszych), u których
bywało się raz w roku (raczej kurtuazyjnie), a wizyty były katorgą z
racji ich śmierdzących domów, brudnych szklanek na poczęstunkach
itp. Trzeba było robić dobrą minę do złej gry. Mieliście takie
wynalazki? U mnie, aż tak źle nie było, ale u mojej jednej babci
niedomyte szklanki i mole w szafie i zapach naftaliny były na
porządku dziennym. Swoje trzeba było odpękać, także siedziałem z
matką jako dziecko jak na szpilkach, byle jak najszybciej wyjść.
Ps. Jeśli ktoś oglądał Griswoldów i wie który to kuzyn Eddie to wie
o czym mówię.