Łoj nie mogę - z pewnego bloga

27.12.10, 20:26
...kiedy odkryjemy, iż padł koń, na którym jedziemy, najlepszym wyjściem jest z niego zsiąść. Jednakże w biznesie znane są również inne strategie. Między innymi:

1. Kupno mocniejszego bata.
2. Zmiana jeźdźca.
3. Zapewnienia typu "Zawsze jeździliśmy w ten sposób na koniu."
4. Zwołanie komisji do zbadania konia.
5. Organizowanie delegacji mających na celu sprawdzenie, jak gdzie indziej jeździ się na martwych koniach.
6. Opracowanie standardów dotyczących jazdy na martwych koniach.
7. Zatrudnienie psychologa mającego przywrócić martwemu koniowi chęć do jazdy.
8. Szkolenie dla pracowników w celu podniesienia ich zdolności jeździeckich.
9. Analiza sytuacji martwych koni w dzisiejszym otoczeniu.
10. Zmiana norm, dzięki której koń nie zostanie uznany za martwego.
11. Zatrudnienie podwykonawców mających ujeżdżać martwego konia.
12. Zebranie wielu martwych koni w celu zwiększenia szybkości.
13. Ogłoszenie, że żaden koń nie jest zbyt martwy.
14. Przeznaczenie dodatkowych środków na zwiększenie wydajności konia.
15. Przeprowadzanie analizy rynku mającej wykazać, czy podwykonawcy mogą ujeżdżać tego konia taniej.
16. Kupno produktu mającego sprawić, że martwy koń będzie biegał szybciej.
17. Ogłoszenie, że koń jest teraz: lepszy, tańszy i szybszy.
18. Przeprowadzenie badań nad sposobami wykorzystania martwych koni.
19. Dostosowanie wymagań wydajności martwych koni.
20. Ogłoszenie, że przy produkcji tego konia, koszt był zmienną egzogeniczną.
21. Uznanie obecnego stanu konia za standard.
22. Awansowanie konia na stanowisko kierownicze.
    • doral2 Re: Łoj nie mogę - z pewnego bloga 27.12.10, 20:52
      zajebiste!!
      dodaję do ulubionych :)
      • misiania Re: Łoj nie mogę - z pewnego bloga 27.12.10, 21:09
        Punkt 10. to miód i orzeszki :)
        • misiania Re: Łoj nie mogę - z pewnego bloga 27.12.10, 21:09
          Albo nie! Najlepszy jest punkt 13. :)
      • frred Re: Łoj nie mogę - z pewnego bloga 29.12.10, 00:47
        Metresko BOMBA!!!!

        Na jednej stronie wszystkie strategie rządu polskiego, zwłaszcza a propos deficytu i długu!!!

        To jeszcze przypomniał mi się stary kawał, jak odchodzący przywódca zostawił następcy trzy koperty, każda z adnotacją "otworzyć w razie problemów"

        Po roku niezadowolenie zaczęło wzrastać, nowy przywódca otwiera kopertę i czyta:

        "Zwalaj wszystko na poprzednika"

        Tak zrobił, na rok pomogło.

        Za rok znów zamieszki.

        Otwiera, czyta:

        "Zrób jakąś reformę"

        Ludzie tą reformą byli tak zdezorientowani, że na rok się zajęli czym innym i przez rok był spokój.

        Po roku znów się zaczynają dymy.

        Przywódca otwiera i czyta:

        "Szykuj trzy nowe koperty"
    • znana.jako.ggigus Re: Łoj nie mogę - z pewnego bloga 27.12.10, 21:20
      dobre!!
    • miss_paradox Re: Łoj nie mogę - z pewnego bloga 28.12.10, 21:18
      łoj, ja tez nie mogę, śmiszne
    • Gość: oth33 Re: Łoj nie mogę - z pewnego bloga IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.12.10, 15:18
      znalazłam w necie:
      Moja historia mogła się zakończyć tragicznie, na szczęście zakończyła się tylko karą dyscyplinarną w postaci nagany z wpisem do akt.
      Był to 30 grudnia, ostatni dzień w pracy w roku (Sylwester wypadał w sobotę). Atmosfera już dość luźna, a ponieważ prezes lubił efekciarstwo, więc była zgoda że załoga może sobie postrzelać fajerwerkami na koniec pracy. No i o 14:00 był w sali konferencyjnej poczęstunek - szampan, jakieś ciastka a o 15:00 miało być strzelanie i do chaty. Miałem w kieszeni spodni hukowy fajerwerk, ten z trupią czaszką i napisem "ACHTUNG!, gruby jak spory ogór. Strzela to mocno jak samsk**wysyn a zapala się przez potarcie zaryski, jak przy zapałce.
      O 14:50 poczułem nagłe parcie na stolec (prawdopodobniemieszanka ptysiów i szampana). Poszedłem dość szybko do WC i zastałem tam dobrego kolegę z działu handlowego, który przed pisuarem przygotowywał się do lania. Pozdrowiłem go zdawkowo, powiedziałem żartem żeby lepiej szybko skończył bo zaraz mi dupsko eksploduje i wszedłem do kabiny.
      Niestety, podczas zdejmowania spodni zaszedł mało prawdopodobny zbieg okoliczności. W kieszeni oprócz ACHTUNGA miałem też długopis, kluczyki do auta i pudełko zapałek. Prawdopodobnie podczas gwałtownego ruchu zdejmowania zaryska pudełka potarła o czubek fajerwerka... W każdym razie w momencie gdy moja kupa wleciała do bieluści ustępu poczułem gorąco w kieszeni i zobaczyłem smużkę dymu. Zdążyłem pomyśleć "o ku...!" i w panice wyjąłem dymiący fajerwerk ze spodni i wrzuciłem do kibla, licząc że woda ugasi reakcję. Miałem jednak widocznie pewne instynktowne obawy, gdyż zatrzasnąłem klapę i wlazłem na nią, podkurczając nogi. Tymczasem wewnątrz muszli fajerwerk prawdopodobnie (tu muszę zdać się na hipotezy) utrzymał się na powierzchni wody, gdyż utknął na wydalonej chwilę wcześniej kupie. Po mniej więcej dwóch sekundach nastąpiła straszliwa detonacja. Kibel rozpadł się na trzy części a woda i ekskrementy szerokim strumieniem rozlały się po całym pomieszczeniu. Wyszedłem z kabiny, cały mokry i częściowo ogó...ony. Kolega, który akurat mył ręce nad umywalką, stał jak słup soli i przez dłuższą chwilę nic nie mówił, stał tak tylko z otwartymi ustami. Wreszcie wydukał: "Stary, co ty żeś zjadł?"
      Zaraz potem zlecieli się inni... Wstydu się najadłem co niemiara... Wytłumaczyłem prezesowi jak było i w sumie najpierw się obśmiał a potem wlepił mi naganę, chociaż cała sprawa była po prostu nieprawdopodobnym pechem
      • frred Re: Łoj nie mogę - z pewnego bloga 01.01.11, 00:38
        se non e vero, ale trovato mille bon
Inne wątki na temat:
Pełna wersja