Najgłupsza rzecz, jaką zrobiliście prowadząc.

IP: 195.205.8.* 01.05.04, 10:31
Ja osobiście nic specjalnie godnego odnotowania nie zaliczyłem (jeszcze ;))),
ale mój kumpel...

Jechał sobie przez las Toyotką Hilux z przyczepką. Dodam, że nie znał
okolicy. Patrzy, a tu stoi kilka TIRów, jeden za drugim, na prawym pasie. Ale
cóż, droga prosta, kilkadziesiąt metrów przed nim jakaś góreczka, ale widać,
że nic z przeciwka nie jedzie. Więc co? Mijamy!

Na lewy pas, trochę gazu, żeby to za długo nie trwało, i jedziemy. Ptaszki
śpiewają... Po prawej ściana z ciężarówek. Ale już się kończy, tuż przed tą
dziwną góreczką. Tralalala...

Gościu mówi, że gdy mijając ostatniego TIRa z prędkością ok. 60 km/h zobaczył
przed nim zamknięty szlaban- "połówkę", pomyślał tylko, że to nie jego auto i
żona będzie miała dodatkowe nieprzyjemności.

Pociąg zabrał przyczepkę. Toyota straciła hak i to, co poszło razem z nim, po
czym wjechała w krzaki. Facet wyszedł nawet nie draśnięty.

Historia brzmi tak nieprawdopodobnie, że nie zdziwią mnie komentarze
ironizujące na temat mojej wyobraźni. ;)))

Kto coś ma, niech tu da!
    • fassolka Re: Najgłupsza rzecz, jaką zrobiliście prowadząc. 01.05.04, 12:22
      Wierzę bez zastrzeżeń, ten gośc miał tyle szczęścia, że to mu powinno dać do
      myslenia, widać Stwórca ma wobec niego jakies inne plany :-)
      Moja historia, az wstyd sie przyznać, ale co mi tam!Pare lat temu, zakończenie
      roku szkolnego, grono robi imprezkę w lokalu, kilka osób zmotoryzowanych, w tym
      oczywiście ja (sama nie wiem co mnei napadło, mogłam pojechac tramwajem) Cały
      wieczór siedze nad colą patrząc jak wszyscy coraz bardziej są nawaleni, z
      dyrektorką włącznie. Ale na pracy mi zależy, więc robie dobre wrazenie i gadam
      z wuefistą co tez miał przymus trzeźwości. Około drugiej nad ranem nieśmiało
      się żegnam (zamiast spłynąć niepostrzeżenie, idiotka) a na to zrywa sie tłum
      bab, które proszą o podwiezienie oczywiście. Ok, jedziemy, tylko ze wpycha mi
      sie do srodka ilość o jedną nieprzepisowa, wszystkie naprute w dzwonek,
      zaczynają spiewać. Każę się tej jednej położyć i ruszamy, ale dusze mam na
      ramieniu. Samochod jakoś dziwnie pracuje, przyspieszac cos nie chce, patrze na
      kontrolke paliwa - konczy sie. Najbliższa stacja ze dwa kilometry i to w
      odwrotnym kierunku ;-( Dojezdzam na stacje, pasażerki śpiewają (czyt. drą się)
      na całego, wysiadam i od razu bucha mi w nos specyficzny smród spalenizny.
      Obwąchuję samochód - wyraźnie z tylnych kół wali. Zaglądam do kabiny -
      oczywiście, ręczny hamulec cały czas zaciągnięty, dlatego przyspieszać nie
      chciało... Podchodzi do mnie dwóch obsługujących stację, zerkają na
      rozwrzeszczane pasażerki, wymieniają porozumiewawcze spojrzenia, pociągają
      nosami, spojrzenia jeszcze raz,'Co pani nalać?' - a ja w tym momencie czuje w
      mózgu pustkę, jakie do licha mój samochód bierze paliwo? Dodam, że samochodu
      najcześciej uzywa moj małzonek i on tez tankuje zazwyczaj, ale przeciez WIEM
      to! Faceci cierpliwie czekają, az mi minie zaćmienie, wymieniają już nie
      spojrzenia a złośliwe uśmieszki, baby w środku wyją sprosne piosenki a ja
      nerwowo przeszukuje dowod rejestracyjny w nadziei ze bedzie tam slad informacji
      o paliwie. W koncu mam dosc i mgliscie sobie przypominam, ze to diesel. Faceci
      leją mi pare litrow ropy, kiwają z politowaniem głowami. Odjeżdzam. Rozwiozłam
      wszystkie pasazerki bezpiecznie, uspokoiłam się, mąż wybaczył mi spalenie
      klocków hamulcowych, a ja (wiem, nie uwierzycie) teraz radze sobie za
      kierownicą zaupełnie nieźle :-)))
    • Gość: sIK Tak zdarzyło się IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.05.04, 18:03
      2 razy jechałem po chodniku między blokami.
      Raz zupełnie przypadkowo, wjechałem w ślepą uliczke (oczywiście nie wiedziałem
      że jest ślepa) która przechodziła zupełnie łagodnie w chodnik (asfaltowy).
      Zorientowałem się że jest coś nie tak, gdy jechałem między żywopłotem i miałem
      z każdej strony 20cm wolnego miejsca, minołem kilka ławek i udało mi się
      znaleźć zjazd na normalną drogę. Było to na niemoim osiedlu, dobrze że mnie
      dużo ludzi nie widziało, niezły ubaw.
      Za drugim razem z premedytacją na moim osiedlu pokonałem chodnik, bo po prostu
      było krócej, a ja nie miałem czasu na głupoty (objechanie osiedla dookoła drogą
      jednokierunkową)

      Dziwne uczucie jeździć samochodem w miejscu w którym normalnie szedłbym na
      nogach
    • Gość: oleńka Re: Najgłupsza rzecz, jaką zrobiliście prowadząc. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.05.04, 18:16
      Nie wjechałam w wyjeżdżającą "na chama" z bocznej dróżki furę z sianem tylko
      usiłowałam ominąć jakoś to badziewie, jak sie potem okazało - z pijanym woźnicą.
      Skończyłam w rowie na dachu. Nie jechałam szybko, więc spotkanie z tym sianem
      nie byłoby aż takie złe jak ten rów.
    • Gość: Miriam Re: Najgłupsza rzecz, jaką zrobiliście prowadząc. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.05.04, 11:29
      Taka sytuacja była opisana na innym forum,tyle że sprawa dotyczyła
      poloneza.Tak,że albo kumpel miał podobny przypadek albo też czytał.Nawiasem nie
      mogę znależć tego forum, a były tam naprawdę niezłe numery.Pozdraw.
      • Gość: GOSC Re: Najgłupsza rzecz, jaką zrobiliście prowadząc. IP: *.um.katowice.pl 04.05.04, 11:34
        niektore smieszne eheh
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=20&w=10976303&a=10976303
    • mycha70 Re: Najgłupsza rzecz, jaką zrobiliście prowadząc. 06.05.04, 00:45
      No trochę się znajdzie, ale nie mili się, kto nic nie robi.
      Z najciekawszych:
      1. Niedługo po zrobieniu prawka stanęłam sobie pod światłami pod górkę (ul.
      Książęca w Warszawie, jeżeli komuś to coś mówi). Stoję, hamulec trzymam mocno,
      światła się zmieniają. Nogi mam tylko dwie, z czego jedna do obsługi hamulca i
      gazu. Stałam (raczej się staczałam) przez jakieś dwa cykle. Kolejka za mną,
      klaksony. Ale nauczyłam się ruszać pod górkę.
      2. Też początki. Pierwszy samodzielny wyjazd na miasto. Tata pożyczył mi dużego
      fiata. Pojechałam z koleżanką na jakiś koncert. Z nerwów zapomniałam, gdzie
      zostawiłam samochód. Koleżanka była bardziej przytomna, więc znalazłyśmy.
      3. Jechałam maluchem. Zaparkowałam na parkingu. Elegancko, równo jak rzadko
      kiedy. W ziemi tkwił sobie dosyć wysoki krawężnik. Zamyśliłam się, przycisnęłam
      gaz i przeskoczyłam przez niego, zawisając na podwoziu. (po drugiej stronie
      krawężnika poziom był nawet niższy.) Przy próbie wyjazdu (wsteczny) na odmianę
      wyryłam tylnymi kołami ogromne dziury w miękkiej nawierzchni. Wrażenia
      niezapomniane.
      4. Będąc już doświadczonym kierowcą, przy okazji wyjazdu na Cypr, wypożyczyłam
      tam samochód. Mądrzy Cypryjczycy mówią: Jak przyjeżdża mężczyzna z Europy, to
      zastanawia się, zanim wypożyczy samochód, boi się, a kobiety, kobiety nie
      myślą, wsiadają i jadą. I zrobiłam tak samo. Taki drobiazg, że ruch tam jest
      lewostronny. Samochód też jest lewostronny i tam, gdzie normalny amochód kończy
      się z lewej strony kierowcy, to w tamtym dopiero zaczyna się siedzenie
      pasażera. Trochę ciężko ocenić odległość od krawędzi jezdni. Widziałam więc
      grupę dzieci uciekającą pod jakąś ścianę, a ja nieświadoma niczego goniłam je,
      uważając, że mam jeszcze kupę miejsca.
      Jak się zdenerwowałam, to kierunkowskazy myliły mi się z wycieraczkami, a mój
      mąż bladł, kiedy wybraliśmy się w góry i na dużych wysokościach ciągnęło mnie
      do krawędzi drogi. Oczywiście żadnej barierki ochronnej nie było, bo po co?
      Dodam do tego obrzydliwy upał i macie pełen obraz największej głupoty. Po dwóch
      dniach takiej jazdy, kiedy już wiedziałam, że przeżyłam, nic się nie stało, a
      rano samochód wraca do wypożyczalni, czyli nic więcej już nie zepsuję, spiłam
      się prawie do nieprzytomności okropnie słodkim winem. Przed powtórką z takiej
      jazdy na pewno dobrze się zastanowię. Jak mężczyzna.
      Jeszcze jeden drobiazg z Cypru. Jadę sobie po mieście, na liczniku 40, mam
      wrażenie, że jadę szybciej, ale co tam wrażenie, lepiej jechać 40 jak na
      początek zmagań. No, można jeszcze przyspieszyć, 40 to nie dużo. Długo mi
      zajęło, zanim odkryłam, że prędkość podana była w milach na godzinę.
      5. Po kilku latach posiadania prawa jazdy, ale po kilku latach niejeżdżenia
      samochodem moi rodzice postanowili kupić mi używanego malucha. Stało się to
      dokładnie 30 września, a 2 października kończyły się wakacje i miałam pierwsze
      w tym roku akademickim zajęcia na studiach. Z przejęciem opracowałam sobie
      trasę dojazdu, wyskoczyłam z domu, oczywiście droga mi się pomyliła, ale jakoś
      dojechałam na uczelnię, ale autentycznie trzęsły mi się ręce, gdy weszłam na
      zajęcia. Koledzy ze zdziwieeniem patrzą na mnie i pytają co mi się stało.
      Odpowiadam, że jechałam samochodem. Pokiwali głowami ze zrozumieniem. A jeden
      pyta, czy po wakacjach zamieniłam okulary na szkła kontaktowe. I w tym momencie
      zorientowałam się, że okulary zostały w domu. A bez nich kiepsko się patrzy.
      6. Ostatni przypadek, nie mój co prawda, ale byłam świadkiem wydarzenia.
      Jechaliśmy w kilka osób gdzieś tam. Dosyć daleko. Kolega był swieżo po
      zrobieniu prawa jazdy, do tego pożyczył samochód od brata, więc wolał przekazać
      go w inne ręce, bardziej doświadczone, więc jechał nim inny kolega, który tego
      samochodu zupełnie nie znał. A był taki mały kruczek, że wsteczny bieg włączało
      się do przodu, tylk coś tam trzeba było nacisnąć, ale wzrokowo wyglądał jak
      jeedynka. Akurat kolega zawracał na drodze, zjechał tyłem ze wzniesienia,
      stanął tyłem do bramy, upewnił się, że ma bieg "do przodu", nacisnął mocno gaz,
      bo musiał wyjechać "do góry" i to dość stromo, puścił sprzęgło i wtedy się
      okazało, że nadal ma włączony wsteczny. Co było dalej, nie muszę już pisać.
    • bezoar Re: Najgłupsza rzecz, jaką zrobiliście prowadząc. 08.05.04, 16:20
      Kiedyś późnym wieczorkiem jechałam po miescie bez swiatel. Miasto piekinie
      oswietlone wiec nie prędko się skapnęłam. Dopiero gdy wyjechalam na drogę
      międzymiastową, gdzie skonczyly się latarnie, zrozumialam o co chodzilo
      pieszemu ktory machal mi na przejsciu...
    • Gość: anna_geras Re: Najgłupsza rzecz, jaką zrobiliście prowadząc. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.05.04, 18:13
    • marta_i Re: Najgłupsza rzecz, jaką zrobiliście prowadząc. 08.05.04, 21:34
      nowiutkim samochodem wjechałam na wstecznym w sosnę...
      taką 40-metrową; po prostu jej nie zauważyłam, no i co? dodam tylko, że na
      parkingu miałam ok. 40/h na liczniku - a co? ma się fantazję :))))

      tym samym samochodem po tygodniu wjechałam w cementową donicę z kwiatkami;

      po dwóch tygodniach facet wywalił mi na czerwonym świetle i wyleciał z gębą z
      typowym tekstem faceta, który dał d: Jak q...babo jeździsz???!!! to nic, że
      zabiłby własne dziecko, gdybym nie miała ABS-u...

      w kolejnym tygodniu blacharz, który znał na pamięć wszystkie dane mojego
      samochodu, stwierdził że ta fura przyniesie mi pecha i generalnie powinnam się
      jej pozbyć; samochód miałam 3 tygodnie

      nie dałam jednak za wygraną - moja teściowa stwierdziła, że należy go poświęcić
      wodą święconą... myślałam, że padnę trupem z wrażenia, kiedy to usłyszałam, ale
      cóż, wiek ma swoje przywileje, pozwoliłam na te egzorcyzmy...

      od 3-ech lat jeżdżę tym samochodem bez draśnięcia (odpukać!!!)

      święćmy zatem (ale tylko ręką teściowej ;-)))
Pełna wersja