Gość: Cynamoon
IP: *.it / 62.233.189.*
22.06.04, 15:46
Studia to kopania absurdow.
Pewnie wiekszosc z Was zna jakies smieszne historie zaliczeniowe itp.
Mnie wlasnie przypomniala mi sie jedna ;-):
Dwa lata temu bylam na 5 roku studiow (artystycznych).
Na 4 i 5 roku mielismy dziwny przedmiot zwany Formowanie Otoczenia.
Wykladowcy zmieniali sie wlasciwie ciagle i nikt nie wiedzial, co ten
przedmiot ma obejmowac. O ile na roku czwartym bylo to cos zwiazane z
architektura, o tyle na roku piatym znow zmieniono wykladowce i profil
przedmiotu ulegl zmanie. Nowym wykladowca zostal znany pan do teatru,
(zwiazany zreszta z calkiem innym uniwersytetem), pan Leszek Madzik. Na
zaliczenie przedmiotu wymyslil on zrealizowanie w sposob dowolny wspomnienia
z dziecinstwa.
Gdy pojawilam sie laskawie na zajeciach i zostalam poproszona o przygotowanie
jakiegos wspomnienia, palnelam bez namyslu, ze moim wspomnieniem jest to, ze
w wieku 7 lat c o d z i e n n i e jadlam zupe grzybowa, z suszonych
prawdziwkow. Robilam mi ja babcia, bo bylam jej oczkiem w glowie i mnie
strasznie rozpieszczala. Gdy moi rodzicie sie o tym przypadkiem dowiedzieli,
ukrocili proceder, ale co sie najadlm to moje ;-)
Pan Madzik byl zachwycony.
Na zaliczenie wiec zjawilam sie z ogromnym garem zupy ugotowanej wedlug
przepisu babci. Oraz talerzami i lyzkami. Musilam poczestowac pana i ludzi z
grupy.
Gdy wszystcy zjedli dostalam piatke :-)))