najzabawniejsza lub najbardziej żałosna randka

IP: *.rybnet.pl / *.rybnet.pl 24.08.04, 16:26
Witam, i od razu przechodze do rzeczy
Spotkałam go w pociągu, prezentował się dobrze(był w garniturze i prawie sie
nie odzywał)
Na spotkaniu okazało się, że był to prawdziwy oryginał, "intelektualista"
i "szczodry genteleman"!!!
Na poczatku wreczył mi różę po czym nastapił dialog
on: Ładna co nie?
ja: tak
on: kosztowała mnie (tu pada kwota, nie pamietam już jaka)

Potem zabrał mnie do parku, gdzie nie tylko nic nie serwwano, ale dopadła
mnie plaga krwiożerczych komarów. Chłopiec ów był naprawde "wszechstronny"
był buddystą,(chodzacym do koscioła) freudystą(?), miłosnikiem muzyki techno
i oczywiscie wegetarianinem.
Główną atrakcją programu była zaś opowieść jak to poczestowano go gdzieś
schabowym i on zaraz po spożyciu udał się do domu w celu zrobienia sobie
przeczyszczenia:/(obyło sie na szczescie bez naturalistycznych opisów)

sami osądźcie czy ta "randka" była bardziej zabawna czy załosna..a moze
całkiem standardowa bo ja nie wiem jak to zaklasyfikować...:)

PS. oczywiscie że drugiej r. nie było
    • denis_rosrabiaque Przygoda kolegi 24.08.04, 16:31
      Mój kolega spotkał w miłych okolicznościach przyrody (wakacyjny zachód słońca
      nad jeziorem polodowcowym) dziewczynę. Siedział z nią na pomoście i mówił,
      mówił, mówił. W końcu skończył, czekając aż dziewczyna ustosunkuje się do jego
      wypowiedzi. No i ustosunkowała się: "Ale ty ładnie mówisz. Powiedz coś
      jeszcze".
      • Gość: naiwna Re: Przygoda kolegi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.08.04, 18:07
        hje hje hje... przecież to urocze :))) Myślę, że w epoce wiktoriańskiej ta
        panienka byłaby rozchwytywanym materiałem na żonę!
        • denis_rosrabiaque Re: Przygoda kolegi 24.08.04, 18:29
          Gość portalu: naiwna napisał(a):

          > Myślę, że w epoce wiktoriańskiej ta
          > panienka byłaby rozchwytywanym materiałem na żonę!

          Ale to było pod koniec lat 80-tych XX wieku :)
          • Gość: naiwna Re: Przygoda kolegi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.08.04, 20:02
            Ja rozumiem, rozumiem. Stąd to moje "hje hje hje" :)
    • czaroffnica24 Re: najzabawniejsza lub najbardziej żałosna randk 24.08.04, 18:46
      Spotkałam się z facetem poznanym przez neta (miałam 17 lat). Wspólne
      zainteresowania, podobna muzyka, książki, itd. Rozmawialiśmy parę razy przez
      telefon. Byłam buntowniczką, więc włosy miałam czerwone i nosiłam tapir na
      głowie - śmiejąc się z tego, powiedziałam mu, że mam wielką głowę. On
      stwierdził - ja też. Nie wymienialiśmy się fotkami. W końcu postanowił
      przyjechać. Po przyjeździe okazało się, że chłopak, nie żartował z tą wielką
      głową. Była ogromna, no ale trudno - pomyślałam.
      Chwilkę posiedzieliśmy u mnie. W tym czasie facet siedem razy skorzystał z
      toalety. Niestety mój pokój był zaraz obok - dostał sraczki, nawet radio nie
      pomogło, słyszałam wszystko.
      Zrobiło mu się gorąco, więc podwinął sobie spodnie i ściągnął skarpetki.
      Zaproponowałam wyjście na pizzę. Wzięłam po jednej dla mnie i dla niego. Jemy,
      jemy, coś tam gadając o Kingu i Mastertonie, w pewnym momencie w radiu, które
      nam przygrywało, opowiedziano dowcip. On w tym momencie ugryzł kawałek pizzy.
      Zaczął się śmiać. Zapluł pizzą cały stół.
      Drugiego spotkania już nie było. A ja już nigdy więcej nie umówiłam się z osobą
      poznaną w sieci.
      • seven Re: najzabawniejsza lub najbardziej żałosna randk 24.08.04, 19:53
        bywa:)) ja tez mialem juz taka wtope, wprawdzie nie byla to randka dwuosobowa, ale troche
        wieksze spotkanie ludzi z netu.. uhh, od tego czasu bardzo ostroznie nawiazuje kontakty z plcia
        przeciwna przez internet. prawde mowiac zawsze staram sie zabezpieczac, zeby w razie totalnej
        porazki moc sie szybko ulotnic ... a zdjecia zwykle przysyla sie nie swoje albo w zlej jakosci- to
        tez moge na podstawie wlasnych doswiadczen potwierdzic;)
        • denis_rosrabiaque Żonka z netu 24.08.04, 20:29
          seven napisał:

          > bywa:)) ja tez mialem juz taka wtope, wprawdzie nie byla to randka
          dwuosobowa,
          > ale troche
          > wieksze spotkanie ludzi z netu..

          Ja raz spotkałem się z kobietą poznaną w necie. Trudno mówić o wtopie, ale było
          śmiesznie, bo... okazało się, że kojarzę jej męża. Na szczęście spotkanie od
          początku było pozbawione seksualnych podtekstów. Po prostu dyskutowałem na
          forum na jakis temat, jedna z dyskutantek była bardzo aktywna. Od słowa do
          słowa i umówiliśmy się na kawę, żeby skończyć temat. Na miejscu zapytała mnie o
          zawód i - choć jest bardzo rzadki - okazało się, że jej mąż wykonuje taki sam!
          Zapytałem gdzie i czym dokładnie się zajmuje - odpowiedziała i juz wiedziałem
          który to ten jej mąż. Nigdy go co prawda nie widziałem, ale nazwisko było mi
          znane (jak wspomniałem - małe środowisko zawodowe). Pogadaliśmy sobie godzinkę
          czy dwie i odwiozłem żonkę kolegi po fachu do domu.
          • Gość: naiwna Re: Żonka z netu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.08.04, 21:07
            No globalna wioska, normalnie! :P
    • poranny_nieszpor Re: najzabawniejsza lub najbardziej żałosna randk 24.08.04, 22:05
      dyskoteka...ciemno jak w d..u murzyna. Nagle słychać głosy:
      - Świetnie tańczysz
      - Ty też
      - Masz takie ładne i pachnace włosy
      - Ty też
      - Masz taką gładką, delikatną skórę
      - hmm..Ty też
      - Mam na imię Marek
      - ...ja też !!!

      na szczęście to nie była moja randka...!!!;)
    • dafni Re: najzabawniejsza lub najbardziej żałosna randk 24.08.04, 22:55
      Mój znajomy umówił się kiedyś z poznaną w sieci kobietą. Ona najwidoczniej
      należała do niewiast odważnych, bo na pierwsze spotkanie zaprosiła go do
      siebie. Kolacja, wino, interesująca rozmowa. Niestety w którymś momencie, mój
      znajomy odprężony alkoholem postanowił skierować rozmowę na "głębokie" tematy
      i zapytał "Zastanawiałaś się nad tym, jak chciałabyś umrzeć?"

      Chwilę potem był za drzwiami:)
      • Gość: naiwna Re: najzabawniejsza lub najbardziej żałosna randk IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.08.04, 23:12
        no, to jest na pewno szczyt! nie wiem tylko czego :P ale turlam się po podłodze
        ze śmiechu. Ale czy to się naprawdę wydarzyło? Podobne rzeczy opowiadają
        autostopowicze...
        • dafni Re: najzabawniejsza lub najbardziej żałosna randk 25.08.04, 15:35
          10o% autentyk. Najlepsze jest to, że mój znajomy był zdziwiony jak go
          wyrzuciła, bo pytał w dobrej wierze:)
    • bombany_przez_mirke Re: najzabawniejsza lub najbardziej żałosna randk 25.08.04, 09:52
      Dyskoteka. Chłopak podchodzi do dziewczyny
      C- Zatańczymy??
      D- Spoko tylko walnę szczocha...

      Nie wiem jak Was, ale mnie by zamurowało :))
    • Gość: lilianka Re: najzabawniejsza lub najbardziej żałosna randk IP: *.autocom.pl 25.08.04, 16:03
      Jeszcze ja:
      Pewnego razu pojechałam na wycieczkę. Miejsce gdzie mieliśmy się zatrzymać na
      nocleg był noezwylke urokliwe, takie małe miasteczko z wąskimi uliczkami i
      małymi domkami. Tam tez zapoznałam chłopca, który zaprosił mnie na spacer
      wieczorkiem. Chętnie się zgodziłam, bo wydawał się miły. Przez cały dzień
      wyobrażałam sobie jak to będzie fantastycznie i w ogóle i w szczególe.
      Kiedy nadeszła TA chwila pojawił się ON. Z KOLEGĄ. W dodatku kolega okazał się
      niezwykle rozmowny i przez 2 godzimy nie zamykał paszczy. (Mniej więcej tyle
      wytrzymałam bo miałam nadzieje że sobie pójdzie) On jednak okazał się
      silniejszy psychicznie. ;)Więcej się juz nie umówiłam z żadnym z nich , hihi.
      Pozdrawiam
      L.
    • kor.nelia randka w ciemno 25.08.04, 16:34
      Miałam fajną przygodę. Zadzwoniłam do koleżanki, żeby się pożalić na cały podły
      męski ród, bo właśnie chłopak, z którym się umówiłam nie przyszedł. Za pół
      godzinki ona oddzwania, że znalazła mi fajnego kandydata. Rozzłościłam się na
      nią, bo jak to tak, aż taka beznadziejna nie jestem, żebym sobie sama kogoś
      znaleźć nie mogła, poza tym randki w ciemno to beznadziejny pomysł i w ogóle -
      nie popisała się tą propozycją. Ale nalegała usilnie, żebym chociaż się
      zastanowiła, a najlepiej, to żebym od razu do niej wpadła to spokojnie
      porozmawiamy. No więc ustaliłyśmy, że przyjadę do niej na noc, zrobimy sobie
      babski wieczór i pogadamy co i jak.
      Na miejscu opowiedziała mi, że w tym momencie gdy do niej zadzwoniłam akurat
      była ze swoim przyjacielem, który wysłuchawszy relacji z rozmowy telefonicznej,
      powiedział, że ma kolegę, który jest całkiem sympatyczny, wolny i całkowicie
      idealny na tę okazję :). Koleżanka oczywiście wypytała o szczegóły i potem
      zachęcała mnie mówiąc m.in. że mam z tym tajemniczym kimś dużo wspólnego, bo
      oboje mieszkamy na tym samym osiedlu, oboje mamy psa, oboje często wyjeżdżamy na
      żaglówki i tym podobne. Upojona atmosferą i winkiem jakie przy tej okazji
      wysączyłyśmy do dna, zgodziłam się na pierwszą w mym życiu randkę w ciemno.
      Zgadnijcie kogo zastałam w umówionym miejscu... Mojego własnego, rodzonego brata :)
      Do dziś się z tego śmiejemy
      • czaroffnica24 Re: randka w ciemno 25.08.04, 16:36
        :))))))))))))
        To było piękne, ha ha ha
        • kor.nelia Re: randka w ciemno 26.08.04, 11:11
          czaroffnica24 napisała:

          > :))))))))))))
          > To było piękne, ha ha ha
          >

          Oj było :) Gdyby to się stało teraz, też by było całkiem zabawne, ale w tych
          czasach mieszkaliśmy jeszcze u rodziców i gdyby nie to, że spałam u koleżanki,
          to na bank byśmy odkryli to wcześniej, bo zawsze gadaliśmy wieczorami o
          "sprawach miłosnych" :)
          Oczywiście do dzisiaj, wszyscy którzy o sprawie wiedzą, gdy tylko mówię, że idę
          na randkę, pytają się czy to aby nie kazirodztwo :)
    • piecykpiecyk Re: najzabawniejsza lub najbardziej żałosna randk 25.08.04, 17:21
      Piękny Atkadiusz chciał poderwać piecyka gazowego. Na pierwszej randce na
      wejściu od razu spytał go czy zrobi mu laskę. Ale piecyk chciał najpierw czegoś
      romantycznego, kwiatki, karuzela... i z laski nici... dopiero kiedy arek
      przyniósł kwiatki piecyk zmiękł
      • czaroffnica24 Re: najzabawniejsza lub najbardziej żałosna randk 25.08.04, 17:23
        Więć jak randka ci się udała czy nie, bo już nie rozumiem...
    • mala-muu Re: najzabawniejsza lub najbardziej żałosna randk 25.08.04, 17:58
      Autentyk.
      Koleżanka umówiła się na randkę w ciemno z kolesiem z portalu internetowego.
      Podała nawet swój nr swojej komórki. Najpierw zdziwiło ją to, że przed randką w
      nocy dostała sms-a "Kocham cię, jesteś moim jedynym szczęściem". Później
      zdziwiło to, że koleś umówił się w kawiarni "Nowy Świat", ale nie w kawiarni,
      tylko w holu, tam gdzie jest szatnia. A najbardziej zdziwiła się, gdy zamiast
      zaproszenia na kawę usłyszała: Chodźmy do Kościoła św. Anny, pomodlimy się w
      intencji naszego związku.
      Wybąkała coś o tym, że jest zamężna, w ciąży bliźniaczej i w ogóle to nie ona,
      i uciekła!
      • Gość: baba Re: najzabawniejsza lub najbardziej żałosna randk IP: *.acn.waw.pl 25.08.04, 19:17

        Czy ten koles nie mial przypadkiem na imie Piotr ?
        Bo podobnego psychicznie typa o tym imieniu zwiazanego z DA sw Anna mialam
        kontrowersyjna przyjemnosc kiedys poznac...
        • mala-muu Re: najzabawniejsza lub najbardziej żałosna randk 25.08.04, 22:12
          nie wiem,czy Piotr, a koleżanka chyba wyrzuciła z pamięci to traumatyczne
          przeżycie! ale na wszelki wypadek trzeba się wystrzegać!
          • Gość: miczuu Re: najzabawniejsza lub najbardziej żałosna randk IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.08.04, 12:33
            Autentyk
            Moze to co napisze nie bedzie jakies strasznie zabawne ale mnie to smieszy...
            Umowilem sie z dziewczyna kiedys poznznan u kolezanki.Chodzilismy po miescie dlugi spacerek sobie urzadzilismy bylo milo, ale czegos mi w niej brakowalo.Na koniec spotkania stwierdzilem ze nadajemy na innych falach i ze raczej sie juz nie spotkamy...Po roku spotkalismy sie ponownie, wiadomo ludzie sie zmieniaja teraz jestemy juz po zareczynach i za rok bierzemy slub.Jestem szczesliwy i powiem wam ze czasem trzeba otworzyc sobie oczy a czas najlepiej pomaga.
            • mala-muu Re: najzabawniejsza lub najbardziej żałosna randk 26.08.04, 21:50
              Gratulacje!
              • isam Re: najzabawniejsza lub najbardziej żałosna randk 26.08.04, 22:12
                ja jestem teraz z facetem poznanym na forum.......
                • Gość: naiwna Re: najzabawniejsza lub najbardziej żałosna randk IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.04, 00:50
                  na TYM forum? :) mam nadzieję, że tak, bo jeśli nie, to... biorąc pod uwagę
                  tytuł wątku... hmmm...
    • Gość: kasika Re: najzabawniejsza lub najbardziej żałosna randka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.08.04, 16:11
      Spotykałam sie z gosciem juz pare razy, byl mily, przystojny, ta randka byla
      naszym pierwszym dluzszym byciem we dwoje, do tej pory byly to raczej krotkie
      spotkania. I rzeczywiscie poznalam go blizej.... Podczas spaceru caly czas
      opowiadal o swoich dziwnych bylych pannach. Doszlam do wniosku, ze to z nim
      jest cos nie tak, skoro lubi bawic sie w perwersyjne rzeczy. Pozstanowilam
      sobie juz sie z nim nie spotkac i zeby jakos milo sie rozstac zaproponowalam
      spacer po okolicznym parku. Park w maju-uch,cudowny!!! Tak cudowny, ze sie
      rozmarzylam... Podeszlam do drzewa, rosla na nim wielka huba.
      Mowie: "patrz,jaka piekna huba!" On stęknął i powiedzial: "o, za chwile sie
      zes...m! Poczekaj, zaraz wracam" I zniknal w krzakach. Ja w panice
      pomyslalam: "To wariat!!!" Uciekaj!!!" i ucieklam..., potem najblizszym
      autobusem wrociłam do domu.
      Nastepnej randki nie bylo...
    • conena Re: najzabawniejsza lub najbardziej żałosna randk 28.08.04, 16:34
      historia jednej mojej przyjaciółki. facet poznany przez net, wysoki blondyn,
      łazi po klubach, słyucha jakiegoś techno itp., nosi okulary - wszystko co pisał
      o sobie to w 10000% trafiał w jej wymarzony typ. na spotkanie z nim poleciała
      jak na skrzydłach. niestety, jak zobaczyła faceta to myślała, że oszaleje, bo
      facet był maksymalnie tragiczny. mało tego, był ubrany w damska różową kurtkę,
      jak jej powiedział to była kurtka jego mamy, a on ją nosi bo mu sie wydaje to
      takie oryginalne. okazało się, że kolega z klubami miał tyle wspólnego, że od
      dłuższego czasu marzył o wyjeździe do manieczek, dodajcie do tego "przyszłem,
      wyszłem" i oto ucieleśnienie ideału mojej przyjaciółki:) młoda ma refleks, więc
      pierwsze co zrobiła to zaczęła namiętnie palić papierosy, jeden od drugiego
      (koleś tego nie cierpiał) i naopowiadała mu niestworzonych historii na swój
      temat, typu "ja to za kołnierz nie wylewam. jak nie wypiję pół litra to nie mam
      imprezy". jej randkowicz przypomniał sobie nagle o wizycie u dentysty:)
      • Gość: Zenon_z_Enon Re: najzabawniejsza lub najbardziej żałosna randk IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.08.04, 17:11
        Mój kolega miał 3 kroki, by zniechęcić dziewczę do zerwania znajomości - 1.
        kiedy miał się z nią spotkać szedła na kebab i nie mył żebów (sic!)
        2. jw. ale szedł przed spotkaniem na siłownię, nie mył się i szedł na kebaba i
        na randke.
        3. jak powyższe nie skutkowało, mówił na jakim to jest głodzie itp, trząsł się
        i mówił że wraca do Monaru.

        Zazwyczaj dwa pierwsze kroki wystarczały...

        Mało to zabawne, szczególnie że dziś po tych parulatach prawnikiem jest (a oni
        wiedzą jak się wykręcić)...
    • Gość: nevermind Re: najzabawniejsza lub najbardziej żałosna randk IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.08.04, 19:14
      przyjechał przyjaciel z zagranicy-przynosi piękną czerwoną różę
      idziemy sobie spacerkiem bulwarem wiślanym i zaczepia nas jakiś dres ze swoją
      laleczką:
      -Przepraszam państwa, ale jesteście już dziesiąta parą, którą widzimy z
      kwiatkiem, co to dzisiaj święto jakieś kościelne czy coś...?
      Mój przyjaciel:
      -A tak Matki Boskiej Zielnej...
      Dres do dziewczyny:
      -A widzisz no to się sprawa wyjaśniła... dziękujemy państwu bardzo...

      buhaha bez komentarza zwłaszcza że to był 24 sierpnia...a nie 15.
      • Gość: Jazon Re: najzabawniejsza lub najbardziej żałosna randk IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.08.04, 19:20
        Wygadany jak na dresa. Czy może był to zapis juz po 'interpretacji" ;)?
        • Gość: nevermind Re: najzabawniejsza lub najbardziej żałosna randk IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.08.04, 19:35
          nie to był dokładny cytat... i tez się zdziwiliśmy;)
          ale żebyś widział to olśnienie na jego twarzy jak usłyszał Matki Boskiej Zielnej
    • Gość: deszczowa Re: najzabawniejsza lub najbardziej żałosna randk IP: *.warta.pl / 195.149.64.* 02.09.04, 11:11
      a mnie chłopak, którego raz widziałam, zaprosił na randkę... i czekał...ze
      swoim bratem...brat podobno czekał na pociąg, więc miał trochę pobyć z nami.
      pobył caly wieczór czynnie się udzielając w dyskusji. najgorsze było w tym
      wszystkim to, że był fajniejszy od randkowicza, he, he!
      potem we trójkę poszliśmy do knajpy, gdzie siedziało jeszcze 5 znajomków
      randkowicza, więc totalnie wymiękłam, a na koniec najlepsze - wsadził mnie w
      taksówkę i myśląc, ze to bardzo wytworne - wręczył mi kasę na taksówkę!:))))
    • alcoola Re: najzabawniejsza lub najbardziej żałosna randk 02.09.04, 11:33
      Poznałam tego chłopaka, bo pracował razem z moim przyjacielem. Chłopak (Mariusz
      bodajże mu było) wyraźnie zaczął mnie podrywać, raz czy drugi odprowadził mnie
      do domu po jakichś imprezach, w końcu zaprosił do siebie do domu na niedzielny
      obiad, który sam przygotuje. Podał mi adres, w ogóle nie pytając jak zamierzam
      tam dojechać, ani nie proponując, że po mnie przyjedzie, a był to kawał drogi
      (W-wa : ja na Bielanach, on w Ursusie). Jednak pojechałam, bo w sumie chłopak
      wydawał się sympatyczny. Obiad był jakiś taki okropnie banalny i żałosny, typu
      mielone z kartoflami + jakaś pomidorowo-ogórkowa sałatka. Jedliśmy w kuchni, na
      stole przykrytym ceratą, w sąsiedztwie piętrzących się w zlewie garów. Tematem
      rozmowy były głównie dolegliwości Mariusza, poznałam dokładnie cały przebieg
      jego zmagań z chorobą nerek i - bodajże - cukrzycą. Następnie powiedział, że
      zaraz wraca i wyszedł do drugiego pokoju. Po jakiejś pół godzinie kręcenia się
      na krześle i nadsłuchiwania, co on tam robi, wreszcie zajrzałam - spał sobie w
      najlepsze na tapczanie. Osłupiałam, a potem cicho się stamtąd ewakuowałam.
      Potem dzwonił do mnie i tłumaczył, że to rodzaj śpiączki, związanej z jego
      dolegliwościami, która go dopada zupełnie nagle, ale ja nie byłam już
      zainteresowana. Nie każdy nadaje się na pielęgniarkę.
    • Gość: karina Re: najzabawniejsza lub najbardziej żałosna randk IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.09.04, 15:08
      właściwie to tak do końca randka nie było, ale...
      Kiedys na wyjeżdzie wakacyjnym poznałam kolegę kolegi. Przyczepił się do mnie,
      miło było na początku, potem trochę natrętnie, ale co tam, dawałam sobie z tym
      radę.
      Niestety, po powrocie zgodziłam się na randkę z nim (tzn. on myślał, że to
      bedzie randka, a ja chciałam byc kulturalna i nie spławiać go przez telefon,
      tylko na żywo:)).
      po krótkim spacerku poprosiłam o odprowadzenie do domu i podczas tej drogi
      miałam przejsć do rzeczy. On na to, że zna fajny skrót. No, dobrze, niech
      bedzie i skrót. Z tym, że do mnie do domu szło się 15 minut, a droga "skrótem"
      trwała ponad 40! Facet zaprosił mnie tez do KFC. Zgodziłam się, ale tylko na
      colę - szybko wypijemy i do domu. Dostałam colę, ale on kupił sobie wielkiego
      loda. Usiedliśmy przy stoliku.
      Po chiwli on mówi: "Zaraz wracam". I wraca,z gazetą. Siada naprzeciwko mnie i
      zaczyna czytać rubryki sportowe. W tym momencie cała kultura sie ze mnie
      ulotniła i postanowiłam po prostu sobie pójść. Wtem on podnosi głowę, pyta:
      "Masz jeszcze colę?", sięga po mój kubek i wypija zawartość...

      Wiecie co? Ja musiałam być jakaś zamroczona, że w ogóle się z nim na "randkę"
      umówiłam... :)
    • j_ar Re: najzabawniejsza lub najbardziej żałosna randk 02.09.04, 15:35
      randka w ciemno, spotkalem sie z nia..rozmowa przebiegala uroczo, chyba ze dwa
      pelne zdania wymienilismy, ale coz bylo robic z tak pieknym wieczorem,
      usiedlismy w knajpce, zamowilem winko,... wypilismy po butelce na lba...i sie
      pozegnalismy... to nie byla milosc od pierwszego wejrzenia...oj nie byla ;(...

      ale autentyk hahahaha, slowo
      • tomek854 A do tej randki nie doszło: 02.09.04, 16:54
        Siedzimy na wykładzie - ja z dwiema koleżankami, za nami dwóch chłopaków z innego kierunku

        jeden schyla się i mówi "Ej, Madzia, pójdziesz ze mną do teatru?"
        Madzia "Nie, dziękuję"
        on "No chodź, proszę"
        Madzia "NIe, naprawdę, nie mam za bardzo czasu, mam kolokwium"
        on "Ej, no chodź"
        Madzia "NAprawdę nie mam ochoty"
        on "Ej, no co ty! Chodź. 15 zlotych żydzisz?"

        A co mi się przydarzyło:
        Miałem jedną taką namolną która koniecznie chciała się ze mną spotykać a ja stanowczo ni chciałem.

        Kiedyś zadzwoniła do mnie na komórkę, czy może wpaść, sklamalem ze mnie nie ma w domu. I to byl mój błąd. Po 4 godzinach obserwowania z balkonu jak siedzi na masce mojego samochodu wyszedłem z bloku sąsiednią bramą i pojechałem tramwajem:)
        • j_ar a ta nie wypalila..tak do konca:) 02.09.04, 21:12
          zdarzenie mojego dobrego kumpla.. siedzi sobie zakochany na laweczce ze swierzo
          poznana pieknoscia, wieczor, ptaszki swiergola, romantyzm wkrada sie w
          krocze... szykuje sie buziaczek, juz tuz tuz.. i nagle.. kap.. kupa golebia na
          czolo, ze az po nosie splynela koledze.. .. i nie wiem czemu, ale nie bylo
          buzi buzi.. to byla bardzo dziwna dziewczynka ....;)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja