Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okrutne

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.10.04, 14:06
i nie tylko z dzieciństwa)
Pamiętacie swoje niesamowite zabawy z dzieciństwa? I nie tylko z dzieciństwa.
Zbierzmy je w tym wątku. Nie ukrywam, że zainspirowała mnie (do utworzenia
tego wątku) ta strona: www.playgroundlaw.com/ (chyba "prawo podwórka"
to się tłumaczy, a jeśli nie, to niech ktoś mnie łaskawie poprawi)
    • Gość: wypierdek mamuta Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.10.04, 14:30
      Na przykład u mnie na podwórku były dwie piaskownice. W jednej byliśmy "my", a
      w drugiej "oni". Rzucaliśmy w siebie świeżo wyrwanymi kępami trawy i grudami
      piasku. Dostałem taką grudą w okolice oka i przez jakiś czas źrenica w tym oku
      mi się nie zwężała (później wszystko wróciło do normy).

      Innym razem parę osób weszło na dach jedenastopiętrowego bloku i zaczęło rzucać
      kamieniami w dół. Jeden spadł tuż przy moich nogach. Do dzisiaj to pamiętam.
      • Gość: iks Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr IP: 80.54.231.* 12.07.13, 22:52
        Bidronku mój kochany. Jak on śmiał nie respektowac Twojej odmienności seksualnej ?kochaj Kaczyńskiego
    • kochamczekolade Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr 23.10.04, 16:08
      "Kopnij, zabierz i przeżyj".. świetne to było :P

      pzdr
      • Gość: wypierdek mamuta Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.10.04, 18:40
        Można prosić o więcej szczegółów?

        kochamczekolade napisała:

        > "Kopnij, zabierz i przeżyj".. świetne to było :P
        >
        > pzdr
        • kochamczekolade Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr 23.10.04, 19:19
          Hmm.. to taka nawalanka bez zasad, polegająca na odebraniu piłki /lub czegoś
          innego co lata/ przeciwnej drużynie. Zespoły zmieniały się co 5 minut, więc
          właściwie nie było wiadomo kto jest przeciw komu :P Ale była to bardzo
          integracyjna gra :) wszyscy się bili i wrzeszczeli i było fajnie :)
    • Gość: Michał M. Niekoniecznie okrutne IP: 80.51.227.* 23.10.04, 16:18
      Może warto w ogóle pisać o zabawach, niekoniecznie okrutnych. Warto może
      powspominać te zabawy, których reguły były szczególnie skomplikowane. Nie
      zwykły "berek" ale na przykład "jedno podanie":

      1. Najpierw robi się żonglerki piłką. Ten kto zrobi najmniej, staje na bramce
      (w grze jest tylko 1 bramka).
      2. Potem trzeba strzelić 10 goli.
      3. Nie można dotknąć piłki dwa razy pod rząd (musi jej doktkąć inny gracz).
      Wyjątkiem jest sytuacja, gdy piłka nie dotknie w tym czasie boiska (można
      żonglować).
      4. Jeśli po strzale na bramkę piłka minie bramkę, strzelający staje "na
      budzie", a bramkarz przechodzi do gry.
      4a. Wyjątki. Nie ma zmiany bramkarza gdy:
      - bramkarz wybił piłkę broniąć strzał;
      - piłka otarła się o poprzeczkę bądź słupek;
      - strzał był głową, piętą bądź z przewrotki.
      5. Po dziesiątym golu bramkarzowi strzela się karne.
      6. I tu zaczyna się okrucieństwo. Każdy kto strzeli karnego "sprzedaje"
      bramkarzowi "kopa". Kopie piłkę, która uderza w wypiętą pupę.

      Koniec reguł. Moim zdaniem dość skomplikowane jak na dzieci. Bardziej można je
      utrudnić tylko tworząc Międzyanarodową Federację Jednego Podania i oganizując
      Ligę Mistrzów Jedynaka ;-)

      Co do kopów. Parę razy dostałem. Nie były tak nieprzyjemne, żeby znowu nie
      grać ;)
      • koteck Re: Niekoniecznie okrutne 23.10.04, 20:02
        Gra w noża w piaskownicy (zwłaszcza jego odmiana z ciągnięciem kołka była
        okrutna - dla przegranego), wojna z innymi dzieciakami (z innej ulicy, za
        torami) na kamienie leżące przy szynach, albo taka zabawa, nie pamiętam nazwy,
        ale pamietam, że się coś kredą rysowało, każdy miał swoje miejsce i ktoś
        wołal "wywołuję wojnę na przeciwko piwko, a tą wojne poprowadzisz ty.." no i
        dalej nie pamietam ale wygrany w tej wojnie zabierał po kawałku teren
        przegranego. Graliśmy też w kwadraty, piłką nożną, dzieliło się powierzchnie na
        kwadraty, duże, każdy miał swój i kopało się piłkę do kogoś , ale piłka mogła
        tylko raz się odbić na polu przeciwnika, kto nie odbił odpadał i tak do
        ostatnich dwóch osób. pamietam grę w gumę, ale nie tak zwyczajnie (no na każdym
        podwórku był jakiś sposób), jedna z takich gier nazywała się "fred flinston",
        dużo miejsca i czasu potrzeba, żeby to opisać (chyba, że ktoś zna).
        Grę "Jedno podanie" przypominam sobie (tylko nie wiem czy u nas tak się to
        nazywało).
        • br0mba Re: Niekoniecznie okrutne 23.10.04, 21:50
          gra w kózki :) rzucalo sie piłką o sciane a potem przez nia przeskakiwalo,
          zabawa w podchody (akurat budowali nowe osiedle i atrakcja bylo gonienie sie po
          betonowych płytach i chowanie sie w kregach od kanałow :))), zabawa w dom :)),
          rysowalismy na ziemi pokoje, w kazdym bylo lozko, polka i wszystkie inne
          potrzebne sprzety, byla mama byl tata :) ja najczesciej bylam dzieckiem, w noza
          tez sie ciupalo, ale trzeba bylo sie chowac prze rodzicami bo nie pozwolili :)
          i jeszcze mnostwo innych fajnych zabaw :)
          Pozdrawiam :)
          • mika_p Re: Niekoniecznie okrutne 23.10.04, 22:52
            br0mba napisała:
            > w noza
            tez sie ciupalo, ale trzeba bylo sie chowac prze rodzicami bo nie pozwolili :)

            U nas tez jakoś rodzice mieli opory, no to się grało cyrklami.
        • Gość: zmieniają mi IP? Re: Niekoniecznie okrutne IP: *.piotrkow.net.pl 25.10.04, 00:52
          zaraz, czy przegrany musiał wszystkim ciągnąć kołka???? ;)
      • xxx131 Re: Niekoniecznie okrutne 23.10.04, 22:32
        czyli u mnie to byl chinczyk, tylko lyczylo sie puktow, jak sie stracila 200
        puktow to sie przegrywalo.
        a na slasku u kolegow gralem w 21, wszystko tak samo jak w chinczyku tylko przy
        trzecim roznym byla zmiana bramkarza na tego kto zawnil. puktow 21, jak sie
        wszystko tracilo to sie przegrywalo.
      • Gość: mm2005 Re: Niekoniecznie okrutne IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.11.04, 11:06
        U nas to się nazywało gra w "Kopa".
      • Gość: kaja Re: Niekoniecznie okrutne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.03.05, 19:54
        ojojoj, w to samo sie bawilam, mimo iz dziewczynka jestem :)
    • Gość: agga Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.10.04, 22:54
      zbieranie pasikoników i składanie ich w ofierze pająkom;)
    • Gość: gary5 Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr IP: *.i / *.internetdsl.tpnet.pl 24.10.04, 11:40
      moja sąsiadka karmiła młodszego o rok kuzyna (chyba 4 lata) POPIOŁEM Z OGNISKA
      i ŻWIREM; mówiła przy tym : za mamusie, za tatusia, za babcie itp.

      skończylo sie na płukaniu żołądka !!!
    • mesmeredia Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr 24.10.04, 12:34
      Z przedszkola: zabawa w sekrety. Potrzebne rzeczy: szkiełko (kolorowe, z
      butelki, najlepiej kawałek taki większy i płaski) i wsad do sekretu, np:
      historyjka z gumy do żucia, wycięty obrazek kolorowy z gazety lub opakowania,
      jakieś śmieszne kamyczki, sreberka, koraliki. Wkładało się to wszystko w mały
      dołek i nakładało od góry szkiełko, po czym przysypywało ziemią. Drużyna
      przeciwna też miała swój sekret i trzeba było odnaleźć sekret przeciwników.
      Nagrodą za znalezienie było przejęcie "wsadu" drużyny przeciwnej. Teraz nie wiem
      jaki sens był tej zabawy :-)
      Zabawa w królewny. Po otrzymaniu od opiekunek skakanek w celu dokonywania
      ćwiczeń rekreacyjnych na powietrzu, dziewczynku robiły ze skakanek coś w rodzaju
      pętli i zakładały je na głowę. To miało imitować warkocze. Nie muszę dodawać, że
      kręcące się dziewczyki zwykle uderzały wszystkich dookoła tymi "warkoczami".
      Z podstawówki. Nie wiem czy to miało jakąś nazwę, ale za moich czasów szalenie
      popularne. Stawało się po okręgu trzymając jedną dłoń nad dłonią stojącego obok,
      a drugą pod. Wyśpiewując coś w stulu "anse kabanse flore..." osoba inicjująca
      ową piosenkę uderzała w dłoń osoby stojącej obok, ta uderzała osobę następną i
      tak dookoła piosenki. Zadaniem osoby ostatniej było uciec przed klepnięciem a
      przedostatniej klepnąć tą ostatnią. Osoba klepnięta lub ta co nie była w stanie
      klepnąć była eliminowana i tak do ostatniej osoby. Ta ostania z kolei inicjowała
      podobną zabawę. Tym razem stawała pośrodku koła i wyśpiewując coś jak "o mone
      mone mone, makarone..." uderzała spodem pięści wyciągnięte pięści (obie) osób
      stojących po okręgu. Gdy dochodziła do osoby ostatniej, wyprostowywała kciuka,
      ta nakładała swoją pięść na kciuka i zabawa toczyła się dalej. Była kupa śmiechu
      bo wychodziła plątanina rąk. A jak już się zebrało wszystkie pięści to się
      robiło taki wir i w efekcie wszyscy leżeli.
      Zabawa w ganianego od ściany do ściany w celu przyklejenia się do niej jak
      największą powierzchnią ciała. Albo zabawa w czarownicę polegająca na
      zastygnięciu nieruchomo na "raz dwa trzy czarownica patrzy", a osoba będąca
      "czarownicą" coś robiła ze wszystkimi którzy śmieli się poruszyć lub roześmiać.
      I jeszcze gra w dwa ognie, obrywanie piłką po głowie to norma. Albo zabawa w
      krawężniki - stawało się w wąskiej uliczce i uderzało piłką w krawężnik, tak by
      się obiła. I gra w gumę: stópki, łydki, kolanka, uda, pas, paszki i szyja, komuś
      się udawało coś skoczyć na takiej wysokości?!
      Wspomnienia... ;-)
      • Gość: Sineira Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.04, 20:10
        Ba! Skakałam szyjkę bez problemu ("do środka, na zewnątrz, do srodka, na jedno,
        na drugie"), ale to było 20 lat temu...
      • meduza7 Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr 09.03.05, 12:39
        Czy myśmy do tego samego przedszkola nie chodziły?!
    • Gość: dezerter Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.10.04, 12:45
      ja to miałem w dzieciństwie max wypas, bo u mnie za blokiem leżał przez kilka
      lat przewrócony dźwig, taki olbrzymi żuraw jakimi się stawiało wielkie betonowe
      osiedla. Taki przewrócony żuraw to bez kitu dla małych chłopców spełnienie
      wszelkich marzeń i nieograniczone spektrum możliwości. Poza tym pływaliśmy na
      styropianach w labiryntach zalanych piwnic budowanych bloków.. Natomiast z
      zabaw okrutnych najbardziej pamiętam wojny band na kamienie i kawałki płytek
      PCV. Jak się taką płytką dostało w dynię to krew lała się strumieniami. Ale w
      tamtych czasach nikt nie panikował, karetki nie były potrzebne (albo karetek w
      ogóle nie było).
      • Gość: no mercy Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr IP: *.onet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 03.11.04, 09:55
        wojna na płytki PCV!!!
        na mojej dzielnicy były 2 szkoły podstawowe i coroczna tradycją, pod koniec
        wakacji była własnie wojna; odbywałą się na terenie naszej szkoły przeważnie,
        bo nasza była nowa swieżo budowana i dobudowywana, więc płytek było pod
        dostatkiem; boszsze! jak ja pamiętam tę lejącą się krew!!! te porozcinane łuki
        brwiowe! głowy! i te mamy przychodzące po ranne dzieciaki!(u nas parę razy
        wzywalo się karetki)
    • klymenystra Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr 24.10.04, 12:49
      wspomniane wyzej czarne piwko :) wojna polegala na tym chyba ze ten kto byl
      wywolany uciekal na iles tam krokow a osoba wywolujaca wojne musiala trafic
      potem w te osobe patykiem :) cud ze sobie oczu nie powybijalismy :))
      • gdabski Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr 24.10.04, 23:36
        To była gra wybitnie plażowa. Rzucało się najlepiej ringo albo talerzem
        latającym (frisbee). Wywołujący rzucał przedmiot do góry i zwiewał, a
        wywoływany miał go złapać zatrzymując tym samym ucieczkę pozostałych.
        W jedno podanie graliśmy na punkty. Im trudniejszą akcję wykonali gracze z pola
        (więcej podań bez kontaktu piłki z podłożem, główek, przerzutek, przewrotek
        itp) tym więcej pkt karnych dostawało się bramkarzowi. Ten stał na bramce tak
        długo, aż ktoś przestrzelił. Bramkarz kończył pełnienie tej funkcji także
        wtedy, gdy złapał piłkę zagraną przez gracza z pola zanim ta dotknęła podłoża i
        zatrzymawszy komendą 'stop' graczy z pola trafił piłką w jednego z nich (ale
        gdy ten złapał rzut mógł dalej rzucać piłką zarówno w bramkarza, jak i innych
        graczy z pola).
        Była też gra w golfa piłką nożną. Był nieopodal dość urozmaicony teren zwałki
        ziemi z wykopów pośrodku którego znajdowała się z nieznanych przyczyn głęboka
        na dwa metry betonowa studzienka. Należało oczywiście w możliwie najmniejszej
        ilości kopnięć trafić piłką do tego dołka. Ten, któremu zajęło to najwięcej
        uderzeń schodził wyjmować piłki :)

        /Gdabski
        • yvona73pol Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr 25.10.04, 13:44
          no dobra, nie moja, ale znajomej - bawila sie w pania dentystke i plombowala
          dzieciom zeby za pomoca patyczka i.... psiej kupy; i jeszcze sie pytala jak
          smakuje!!!!!
          dobrze, ze poznalam ja w liceum ;))
          • xxx131 Kinderniesponka! 25.10.04, 14:43
            songoku87.w.interia.pl/ks.jpg
          • Gość: wypierdek mamuta Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.10.04, 15:01
            Czy można prosić o instrukcję do "freda flinstona" (koteck to do ciebie)
            i "mnostwo innych fajnych zabaw" od br0mby? Poza tym piszcie o tych swoich
            zabawach tak, jakby ci, którzy to czytają wcale ich nie znali.
            Od siebie dodam jeszcze palenie dużych owadów w pudełkach od zapałek (koledzy
            to robili, a ja tego nie znosiłem) i grę w kapsle (tor robiło się butem,
            przeszkody chyba z kamieni (nie pamiętam za dobrze jak się robiło przeszkody),
            a potem za pomocą kciuka i palca wskazującego lub środkowego (po trzy
            pstryknięcia) wprawiało się kapsle w ruch).
            • koteck Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr 25.10.04, 16:19
              - zaraz, czy przegrany musiał wszystkim ciągnąć kołka???? ;)
              Nie, nie o tego kołka chodzi!!:-) To była gra w noża, teraz dokładnie już nie
              pamiętam, ale przegrany ciągnął kołek (patyk) wbity w piasek przez wszystkich
              grających, było to o tyle brutalne gdy grało się ze starszymi chłopakami,
              wbijali tego kołka "po łokieć", a my maluchy "ryliśmy" w tym piasku buzią :-(
              "Fred flinston" wyglądał następująco: Dwie osoby trzymają gumę do grania tak
              przekątnie, no nie wiem jak to napisać, machają rękami i w tym czasie
              mówią "fred flin-ston" i przydeptują w różny sposób gumę i robią przeróżne
              figury, trzecia osoba musi przejść przez tą gumę, jakoś się przecisnąć (jeśli
              się da to może przeskoczyć), ale nie może jej dotknąć. Nie wiem czy dobrze to
              opisałam, może u kogoś inaczej ta gra się nazywała i kojarzy o co mi chodzi.
              Ktoś pisał o grze w "sekrety" - u nas nazywało się to Widoczkami i robiliśmy je
              z kwiatków, ale rzeczywiście było to sekretem bo pokazywało się tylko
              najbliższej koleżance :-)
              A znacie grę w "Dwa Ognie"? Dwie drużyny, każda na swojej połowie boiska i
              nawalają się piłką, uderzony schodzi z boiska, i tak do wykończenia przeciwnej
              drużyny.
              To na razie tyle, dopiszę jak coś sobie przypomnę, :-)
              • Gość: miśkowska Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr IP: *.chello.pl 25.10.04, 17:01
                Zabawą mojego dzieciństwa było chodzenie "na działki"... Szliśmy tam całą
                zgrają niczym szarańcza i robiliśmy porządki... A to zrywaliśmy kwiaty, a
                to "gotowaliśmy zupę" z warzyw w wykopanym przez nas ogromnym dole... A cała
                frajda zaczynała się w momencie, gdy na teren działek wchodzili właściciele.
                Wtedy nasza zgraja uciekała w popłochu:) A żem wcale grzeczną i wrażliwą
                dziewczynką była, to bardzo przeżyłam fakt, że dostałam od rozwścieczonego
                działkowicza torbą w łeb.
                Zabawa się skończyła w momencie, gdy pewien super fajny zaje....ty dziadek
                wytłumaczył nam pięknie, że robimy źle... I nie zrobił tego w jakiś okrutny
                sposób. Po prostu nam powiedział, że robimy przykrość właścicielom, którzy
                muszą się tyle napracować, żeby mieć te warzywa i kwiatki ... No i skończyła
                się zabawa na działkach.

                • koteck Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr 25.10.04, 17:43
                  My też chodziłyśmy na działki, tzn. w rejon domków jednorodzinnych (mieszkałam
                  wtedy w bloku), no i zbierałyśmy kwiatki, rączki miałyśmy małe i łapałyśmy co
                  się dało co rosło blisko siatki czy płotu, a potem układałyśmy bukieciki i dla
                  mamusi się dawało.
                  Bawiliśmy się także w "Ślepe oczko" - polegało to na tym, że jedna
                  osoba "mżyła", odchodziła na pewną odleglość a reszta właziła na trzepak, mżąca
                  osoba mówiła "raz dwa trzy-ślepe oczko patrzy" odwracała się do nas i
                  zapamiętywała kto gdzie jest, odwracała się i "raz dwa trzy -ślepe oczko mży" -
                  odwracała się i szła do nas z zamkniętymi oczami i wyciągniętymi rękoma, jak
                  kogoś dotknęła i odgadła kto to jest, złapany mżył, jeśli nie odgadła mżyła
                  jeszcze raz. Nie można było zejść z trzepaka, ani dotknąć ziemi nogą.
                  Oczywiście były oszustwa i po cichu uciekało się w inne miejsce i o ile mżący
                  nie kikował (nie podglądał)wszystko było ok.
                  Co do zabaw na trzepaku - robiliśmy na nim (pewnie jak większość mieszkających
                  w blokach) różne akrobacje: siadam-spadam (w wersji do przodu i do tyłu), zwisy
                  z rękami w dół, co odważniejsi chodzili na nim jak po linie.
                  "Złoty talar do mnie" - siedzieliśmy na ławce, jedna osoba miała w złożonych
                  dłoniach mały kamyczek, po kolei przechodziła do wszystkich i udawała, że komuś
                  go przekazuje, potem odchodziła i wołała "złoty talar do mnie", osoba która go
                  dostała musiała szybko podbiec i nie dać się zatrzymać, jeśli się udało ona
                  dawała kamyczek.
    • eduro Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr 25.10.04, 21:42
      Moi koledzy w podstawówce bawili się w "zgryzacza". Polegałao to na tym ze jeden z nich był własnie zgryzaczem i gonił cała reszte, jak złapał kogos to go gryzł i wtedy on tez sie stawał zgryzaczem. Najlepsze były końcówki jak zostawała jedna ofiara - wszyscy juz byli zgryzaczami i rzucali sie na tego jednego zeby go uryźć :)
      Zabawa została zakazana przez dyrekcje podstwówki na wniosek dyzurujących na przwrwach nauczycieli - to był zywioł :)
    • Gość: koszulka Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr IP: *.vx.pl / *.vx.pl 26.10.04, 00:40
      Z koleżanką kladlyśmy reklamówki na psiej kupie i wyścigi, kto szybciej...
      Z bratem piekliśmy lupą żywe muchy dla kurczaków, żeby nie jadly surowych :)
    • Gość: Zdzichu Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr IP: *.nestle.pl 26.10.04, 16:51
      Witam, dzieki za supeer watek, mam nadzieje ze sie rozwinie.

      Czy ktos z was bawil sie w "lapanke"??
      Juz tlumacze. Mielismy na podworku piaskownice w ksztalcie prostokata,
      ograniczona kraweznikami. Dookola piaskownicy tez bylo sporo piachu. I na
      zewnatrz, na dluzszym boku przy rogach stawialo sie dwie kreski ograniczajace
      pole w ktorym stawala jedna osoba.
      Pozostale powoli chodzily dookola, a nastepnie musialy przebiec przez to pole.
      Kolega w srodku mial za zadanie zlapac kogos i przytrzymac przez pare sekund.
      Zlapany zostawal z nim w srodku.

      Wygladalo to jak jedna wielka wojna, albo jak mecz rugby, bo cala zgraja biegla
      z calych sil. Po kilku rundach w srodku bylo coraz wiecej osob i coraz latwiej
      bylo lapac kolejne. Duzo kuksancow i walenia sie po glowach. generalnie super
      zabawa, tyle ze mozna bylo przywalic glowa w kraweznik :) pozdrawiam
    • mariusz.sanitariusz Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr 26.10.04, 23:03
      największą frajdą było jak ktoś na podwórko wyrzucił stary tapczan lub fotel.
      Po rozpruciu części materiału i dostaniu się do "sianka" podpalało się i
      wewnątrz wsadzało pojemniki po dezodorantach. Kiedy się
      pożądnie "rozchajcowało" i zadymiło wybiegał jakiś dorosły w celach gaśniczych
      i w tym momencie eksplodowały pojemniki. Ubaw polegał na obserwacji
      uciekającego "strażaka".

      Druga zabawa kiedy byłem już trochę starszy.
      Zagnieździły się na gałęzi podwórkowego drzewa dzikie pszczoły. Namawialiśmy
      młodsze dzieciaki aby poszły z nami na "akcję". Polegało to na wspólnym
      podejściu do gniazda po czym strąceniu go kamieniem i w nogi....nam się uciec
      udało :(
      Jezoo całe szczęście że wyrosłem na normalną jednostkę :)
      • koteck Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr 27.10.04, 12:21
        >Druga zabawa kiedy byłem już trochę starszy.
        >Zagnieździły się na gałęzi podwórkowego drzewa dzikie pszczoły. Namawialiśmy
        >młodsze dzieciaki aby poszły z nami na "akcję". Polegało to na wspólnym
        >podejściu do gniazda po czym strąceniu go kamieniem i w nogi....nam się uciec
        >udało :(
        Przez chwilę poczułam jakbyśmy byli z jednego podwórka:-) jak widać wszędzie są
        takie same zabawy, zwłaszcza robienie sobie jaj z młodzych.
        Kiedyś starszy kolega przyszedł do piaskownicy "kto chce zobaczyć gniazdo
        dzikich pszczół?" (od małego jestem kociarą, psiarą i co się jeszcze da)
        oczywiście pierwsza pobiegłam i pierwsza uciekałam...pamietam jak tarzałam się
        na chodniku pod blokiem i potem mama wyciągała mi te pszczoły z włosów i zza
        koszulki:-) P.S. Nie bałam się iść te pszczoły oglądać bo mój dziadek miał ule
        i często byłam użądlona. Ale tamte były takie wściekłe (chyba ten kolega je
        czymś rozdrażnił bo to gniazdo na ziemi było)
        • Gość: kleo Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr IP: 212.160.130.* 27.10.04, 13:11
          a znacie zabawę w słonia???
          Ja bawiłam się w to najczęściej w szkole na przerwach i to w starszych klasach
          podstawówki (7-8). Polegało to na ty, że 3-4 osoby stawały pochylone z
          wypiętymi tyłkami trzymając się za biodra a reszta wskakiwała na ten "most"
          prowizoryczny. ostatni czynili to z dużego rozbiegu i z impetem spadali na
          utworzoną gromadę. Jak już wszyscy bawiący się (jak najwięcej osób)
          wskoczyli, "słoń" musiał zrobić kilka kroków (zazwyczaj kończyło się to
          zawaleniem piramidy i plątaniną rąk i nóg. Rywalizowały całe klasy, wygrywał
          ten, których słoń zrobił więcej kroków i składał się z największej liczby ludzi.
          Cud boski, że nikt nie złamał się w pół!!!
          pozdrawiam.
          To były czasy :)))
          • Gość: debil Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.11.04, 00:05
            Pewnego razu kolega wpadł na pomysł, żebyśmy wrzucili gdziekolwiek jego "zorzę"
            (piłkę nożną), a on tam po nią pójdzie. Pod uwagę brane były balkony (przeze
            mnie brane pod uwagę, co myśleli inni - tego nie wiem) na pierwszym piętrze i
            na parterze, w końcu padło na śmietnik. Piłka wylądowała w (na) śmietniku, a
            kolega tam wszedł i ją wyciągnął.
    • Gość: Kinga K. Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.11.04, 01:17
      strzelanie ze skoblówki
      • Gość: debil Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.11.04, 08:39
        Gość portalu: Kinga K. napisał(a):

        > strzelanie ze skoblówki
        A na czym to polegało?
        • Gość: Kinga K. Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.11.04, 13:54
          Robiło się coś w rodzaju procy, to był taki rozwidlony drucik z gumką i
          strzelało się zwiniętymi w U drucikami. Bardzo to było niebezpieczne. Mnie raz
          kolega strzelił pod oko, miałam potem dwie sine dziurki :-)
      • asiekok Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr 02.11.04, 08:53
        Opisze Wam zabawe mojej mamy jak byla mala, bo sie nadaje na FH :)
        Kiedys szykowali sie cala rodzina, ciocie wujkowie i mali kuzyni wieczorem do
        kosciola. Kuzyn byl zdaje sie komunista i mial elegancki bialy gajerek. dzieci
        byly gotowe szybciej i czekaly na podworku na starszych, w tym czasie swietnie
        sie bawiac. Moja mam swiecila latarka w rozne miejsca a kuzyni mieli w te
        miejsca skakac. I tak kuzyn w bialym gajerku skoczyl prosto w srodek wielkiej
        zielonej krowiej kupy. Nie trzeba wspominac jak potem wygladal. Troche im sie
        oberwalo za ta zabawe :)
        • klymenystra Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr 08.03.05, 22:12
          dlaczego byl komunista ?
          :)))
          • Gość: zyd Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr IP: *.static.bbeyond.nl 09.03.05, 12:34
            Przystepowal do pierwszej Komunii Sw. :-) Moj tata zrobil cos podobnego.
            Rowniez w dzien komunii, namowil swojego kuzyna, ubranego piekny, jasny kremowy
            garnitur, zeby zlapal barana, pasacego sie na lace, za rogi i wskoczyl mu na
            grzbiet. Kuzyn wykonal tylko pierwsza czesc planu, czyli zlapal bydlaka za
            rogi. Ten sploszyl sie i ruszyl pedem przez lake, wlakac kuzyna, ktory, nie
            wiedziec czemu, nie puscil. Kiedy rodzice zobaczyli malownicze, zielone pasma
            na garniturku, wrzask kuzyna slychac bylo w calej wsi :-)
    • Gość: mmk Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr IP: *.gdynia.mm.pl 02.11.04, 10:36
      • Gość: Viciu Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.11.04, 10:21
        Wojny międzyszkolne- jasne!
        Skoblówa- u mnie się to nazywało haclówą, ale było:)
        Sekrety- moje siostry starsze namiętnie zakopywały różne dziwne rzeczy pod
        kawałkami szkła:)
        Jedno podanie- stawało się na bramce, stawało...
        Noże, kapsle i inne takowe- wszystko pamiętam! Jak ktoś skusił w kapslach,
        szedł "do karcery"- kawałek podwórka z trzech strom ogrodzony blachą i nie miał
        prawa przez trzy kolejki stamtąd wychodzić.
        Ale najbardziej lubiłem z kumplami latać po budowanych domkach jednorodzinnych-
        wymarzone miejsce do zabaw w chowanego- jeszcze jako drugo- tzrecioklasiści (a
        starsi też bywali)łaziliśmy na niewykończone mury, żeby się chować między
        rusztowaniami. A nie wystarczyło znaleźć delikwenta- trzeba było go jeszcze
        złapać. Nie zapomnę widoku chlopaka skaczącego z wysokości pierwszego piętra
        (na piasek, wieeelką górę piasku), żeby tylko nie dać się złapać i zaklepać...
        A jak się do tego jeszcze chowanego zmiksowało ze strzelaniną... Ech...
        Albo kompletne ekstremum- chowany późnym wieczorem (po zmroku w każdym razie)
        na mokradłach...
        Czy to było niebezpieczne? A gdzie tam, nikomu nic się nie stało, a zabawa była
        przednia...
        • angel.28 Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr 04.11.04, 00:13
          Dziewczyny! a zakladalyscie na glowe rajstopy i udawalyscie ze macie
          dluuuuuugie wlosy? Bo ja tak!!! Moj chlop nie chce mi uwierzyc...
          • klymenystra Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr 04.11.04, 12:21
            jasne:))))) i to nie tylko rajstopy ale tez podkoszulki i spodniczki :)
    • Gość: Batonowy Jabol Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr IP: *.zgora.dialog.net.pl 04.11.04, 04:55
      1.Strzelanie ze skobli z procy(oczywiscie własnej roboty)

      2.Strzelanie z plujki (rozkręcało się długopis, wyjmowało wkład, wkładało się
      kulkę naslininego papieru lub kulke plasteliny i się pluło)

      3.Strzelanie z kapiszonów za pomocą dwóch skreconych śrub. Brało się dwie śruby
      i nakrętkę. Nakrecało się nakrętke na jedna śrube i tam wciskalo się kapiszona,
      pozniej dociskalo sie do tego druga śrube i mocno zaciskalo nakretką. Tak
      zrobią broń brało się i rzucało o chodnik. Następował super wystrzał, czasami
      tylko trzeba bylo uważac, bo sruby odlatywały.

      4.Strzelanie z korków. Mozna było to robić z korkowców(takie pistolety na
      korki), albo obierało się korki i rzucało na asfalt badz chodnik. Zawsze
      nastepował cudowny wystrzał. Niektórzy robili też z korkami nastepujacy numer-
      wkladali je pod wycieraczki, dzwonili do mieszkan, jakis gosc wychodzil, stawał
      na wycieraczke i korek eksplodował.Na klatce schodowej dawało to niesamowite
      efekty akustyczne.
      Mam nadzieje, że wszyscy wiedzą, co to były korki i kapiszony?? Póxniej
      zastapione zostały przez petardy(tak jakoś po 1989r.)

      5.A jeżeli chodzi o petardy, to robiło sie własnorecze. Potrzebna tylko była
      saletra i cukier. Kiedyś saletrę sprzedawano nawet w spozywczych. Saletre i
      cukier mieszało się i wsypywało do dwóch kapsli od grodziskiej (to były takie
      giętkie kapsle.Jeden kapsel byl na dole, drugi na gorze, byly jakos scisniete,
      miedzy nimi byl chyba jakis otworek, przez kotry podpalalo się mieszanke
      saletry i cukru. Nastepowal wówczas swist,jakby wybuch i robil sie duzy dym.

      Inny wariatn saletry zmieszanej z cukrem, byl prostszy. Poprostu taką mieszanke
      wkladalo sie do jakiejs puszki i podpalalo, zawsze robil się siwy dym i
      powstawał taki dziwny zapach palonej saletry i cukru. Do dzis mnie korci, żeby
      to powtórzyć z saletra i cukrem he he he he.

      6.UWAGA JESLI JESTES WRAZLIWY/A TO TEGO NIE CZYTAJ !!!!.
      A) Kiedyś na osiedlu budowlańcy zostawili karbid. Do karbidu wlewało się wodę i
      on wtedy tak fajnie się jakby gotował (trudo to okreslic), jakby wrzał. Koledzy
      nazbierali biedronki i wrzucli je do tego wrzącego karbidu.Do dziś to pamietam.

      B)Łapanie trzmieli, bąków, os, pszczół. Łapano albo do pudelek od zapałek, albo
      do słoików. Oczywiscie łapano rękoma, wiec były przypadki ukąszeń i wbić ządeł
      w ciała mysliwych. Ci którzy mieli zlapanego trzmiela w pudelku przykladali go
      do ucha i słuchali ,,muzyki''. Zazwyczaj biedne owady były pozniej wypuszczane,
      ale niektórzy ekstremiści nabijali je na cieńkie i ostre druciki albo na igły i
      póxniej chwalili sie swoimi trofeami.Zdarzało się przypiekanie owadów szkłem
      powiekszjacym.

      C)Ekstreminacje mrówek. Zabijano je czym popadnie, palono, topiono, mrożono.
      Chyba na wszystkich osiedlach były mrówki-czarne, ktore lazily po chodnikach
      bądz po blokach, więc zawsze były celem ataków.

      D)Na osiedlowych trawnikach pasały się pasikoniki, ale jak na trawnik wpadła
      grupa łowców głów pasikoników to ich populacja szybko spadała.

      E) Tego nie widziałem na własne oczy, ale kumple mi opowiadali, jak jeden z
      nich uczył swoje chomiki skakać na spadochronie. Zrobił spadochron z folii,
      przywiazal do niego chomika i desantował go z 11 piętra. Makabra !!!

      7. Tzw. ,,Katiusze''. Brało się folię albo grube foliowe worki, darlo sie je i
      nabijalo lub owijalo wokoł kijka. Nastepnie taki worek na kijku podpalało się i
      podnosilo do góry. Topniejaca, płonaca folia leciała ze swistem na ziemie.
      Swist ten i odpadające palace sie kawalki folii przypominały atak radzieckich
      katiuszy. ,,Katiusze'' podówrkowe czasami słuzyły do walki z mrówkami. Czasami
      tez miedzy sobą robilismy ataki katiuszami. To była ostra rzecz, płonaca,
      topniejąca folia na ubraniu albo na skórze (bardzo boli).

      8.Rzucanie kulkami od łozyska albo strzelanie z procy takimi kulkami.
      Niebezpieczna zabawa, szybko tłukły sie szyby, a jak ktos miał ,,wenę twórczą''
      to strzelał nawet po ludziach.Tego unikałem.

      9. Wojny na kamienie, kepy wyrwanej trawy, rzucanie jajkami,sypanie sie
      piaskiem po oczach, rzucanie płytek chodnikowych lub cegiel w duze kałuże,
      podpalanie smietników (tych małych kubelków i tych duzych, gdzie stały te
      wielkie kubły. W podpalanie smietnikow jednak mało kto sie bawił, bo kiedys
      kogos za to mandatem pokarała Milicja i pożniej mial przesrane u rodziców.

      10. Granie w jakby rugby. Dwie druzyny, jedna piłka, nie wolno pilki kopac,
      totalny chaos, walka, krew, pot, brud i łzy.

      11.Oczywiscie ganianie się na rózne sposoby i w roznych miejscach. Szczegolnie
      super ganianki po piwnicach-w wielu blokach piwnice były połaczone ze soba,
      mozna było cały długi blok przebiec piwnicą.Zabawa w chowanego także w
      piwnicach. Były też osoby, które ganiały się po dachu bloku bądz wiezowca-
      teraz to się nazywa sportami ekstremalnymi he, he, he.

      12.Zabawa w wojnę- pokolenie ogladające tylko ,,Czterech pancernych'', ,,Stawkę
      wieksza niz zycie''(Klos niesmiertelny), ,,Janosika'', miało i pewnie ma
      instynkty wojenne zakodowane na zawsze. Róznorodna broń, pistolety, karabiny,
      szable , miecze, itd. Uzbrojone bandy dzieci walczace na te plastykowe badz
      drewniane zabawki i te teksty: ,,padaj, nie zyjesz, czemu sie podnosisz?''
      Zabawy w policjantow i złodzieji.Dla tej zabawy istniała też odmiana rowerowa,
      czyli policjanci na rowerach ganiają złodzieji na rowerach.

      13. Zabawy zimowe, czy krótko mówiąc BIAŁY SZAŁ. Walki na sniezki, budowanie
      snieznych fortec, nacieranie sniegiem, zjezdzanie na sankach z taranowanie
      sanek kolegi. Ekstremalne zjezdżanie z najbardziej pochyłych górek lezac na
      sankach, albo lezac a na lezacym siedzi kolega (na tzw. ,,koguta'').Zjezdżanie
      połaczonymi sankami, nawet 4-5 polaczoych sanek i z gorki.

      14.Smingus-Dyngus. Oczywiście podwórkowy Śmingus zaczynal się na kilka tygodni
      przed rzeczywistym terminem. Wode lało się wiadrami, butelkami, rzucało się
      workami z wodą (widziałem przypadki rzucania takimi workami z wysokich pieter).

      15.Tzw. ,,Muka''. Robisz jakiś zwód ręką przed kolegą i jezeli on sie poruszył
      badz przestraszył to dostawał pięścią w ramię- bolesne utwardzanie młodych ciał.

      16. Nie było sprayów, ale była kreda(ewnetualnie cegła badz plyta chodnikowa),
      więc na murach, asfalcie, chodnikach pełno było róznych rysunków bądź napisów.
      Niektóre rysunki i napisy przetrwały do dzisiaj i mają około 27-32 lat !!!

      17.Zabawy w windzie. Jeżdżenie windą z góry na dół, zatrzymywanie windy miedzy
      pietrami, wchodzenie do czesi bagazowej windy i podsluchiwanie jadacych ludzi.

      18.Zabawy róznymi znalezionymi fajnymi rzeczami. Np. duża opona od jakiegos
      traktora bądz samochodu, rozpedzenie opony z duzej górki i opona-nikt nad nia
      nie zapanował jak juz sie toczyła- trafiła w szybę.

      To tak z cyklu Okrutnych zabaw z dzieciństwa (były tez mniej okrutne). Ja i moi
      koledzy jestesmy-mimo tych zabaw- normalni (albo moze tak sie nam zdaje ha, ha,
      ha), chociasz są wyjątki, ale raczej zdecydowana wiekszośc nie została jakimis
      bandziorami. Pewnie dzisaj bylibysmy jakimis osiedlowymi gangsta albo innymi
      maderfakerami , he, he, he.

      Mam nadzieję, ze te zabawy z dzieciństwa, nie za mocno odcisneły się na mojej
      psychice i chyba psychę mam normalną, chociasz jak czasami spojrzę na czarne
      mrówki biegające po chodniku, to wracają obrazy z przeszłosci i wtedy...
      • mrnoone Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr 04.11.04, 09:01
        kama - niemowa - sprężynka...
        • Gość: debil Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.11.04, 12:16
          mrnoone napisał:

          > kama - niemowa - sprężynka...
          >
          Może napiszesz na czym to polegało?
          • mrnoone Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr 04.11.04, 13:52
            Umawialo się dwóch gości, że jak jeden powie "kama", to drugi staje nieruchomo,
            jak powie "niemowa" to drugi milczy, "sprężynka" - skacze w miejscu. Można się
            bylo umówić na jeną rzecz albo na ich kombinację. Poranne wejście do klasy (3 -
            5 klasy podstawówki, jakieś 30 lat temu... O! Boszeee) polegalo na szybkim
            WYKRZYCZENIU "zaklęć" i wskazaniu delikwenta. Z rozkazu
            zwalnialo "przeciwzaklęcie" lub dzwonek na lekcję.
            Okrutne bylo jednoczesne "kama" i "sprężynka". Stać i podskakiwać? Okrutne bo
            nielogiczne.
            Okrutnym też byo wieszanie za pasek od spodni na uchycie (naściennym) od
            gaśnicy i zapinanie obejmy. Jeden gość "przewisial" calą lekcję muzyki...
            Najokrutniejsze bylo przepychanie po sali gimnastycznej skrzyni do skoków z
            zawartością w postaci jednego z kolegów z klasy. Raz bylem "zawartością";
            później już nie pchalem skrzyni...
    • Gość: asiak10 Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr IP: *.pzl / *.pzl-wola.pl 04.11.04, 08:51
      moi koledzy łapali żaby wpychali jej słomkę w pupę i dmuchali, autentycznie!
      Wygladała mniej więcej jak ta ze Shreka. A potem puszczali ja na wodę,
      biedaczka nie umiała sobie poradzić...
    • inecita wstrzykiwanie ślimakom winniczkom... 05.11.04, 20:33
      nadmanganianu potasu aby zmienialy kolory
    • Gość: wypierdek mamuta Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.11.04, 09:11
      Któregoś dnia dzieciństwa wyrzuciliśmy z Krasulą prawie wszystkie cebule z
      balkonu i starzy troszkę się wku..li.
    • noie Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr 24.11.04, 09:32
      Okrutne to to bylo ale dla mojej mamy ;-)
      Otoz byla zima ale sniegi ani grama. Pamietam jak dzisiaj gdy moj mlodszy o 5
      lat brat robil z tego powodu wielka awanture bo....dostal takíe slawne wtedy
      krociutkie narty i nie mial ich gdzie wyprobowac ( srodek miasta ) Po godzinie
      doszedla ale do wniosku ze wszystko jest mozliwe i ...
      Na linoleum w kuchni wysypal wszystko co biale...maka,cukier,proszek..... no i
      potem "jezdzil". Do dzisi pamietam jak "wzruszona" tym pomyslem byla moja mama
      po przyjsciu do domu ( a dodam jeszcze ze lunoleum mialo zaledwie pare miesiecy
      i po tej zabawie bylo na nim pelno rysow) :-D
      pozdr. noie
    • the_dzidka Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr 24.11.04, 12:39
      Ja miałam taki etap w życiu, że skazywałam swoje lalki na śmierć przez
      powieszenie :)
      Wyrok zawsze był wykonany. Do czasu, jak wtrąciła się babcia i kategorycznie
      nakazała zmianę rozrywki, dzięki czemu prawdopodobnie jestem normalna ;)
      • Gość: callmenigel Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr IP: *.filus.edu.pl 24.11.04, 16:58
        Ja znowu lubilem misiom przyszywac jak rasowy pan chirurg glowy ,ktore nie
        wiedziec czemu (same) im odpadaly ;)
    • Gość: jaija Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr IP: *.elblag.dialog.net.pl 26.11.04, 00:24
      Gra w nogę. Polegała na tym, że jedna osoba skakała innej na stopę. Ta zaś
      robiła wszystko (ale nie mozna było po prostu uciekać, tylko skakać - ruchy
      1:1, jak w szachach:), żeby nie zostać "naskoczoną" (ból, no i ona musiała
      wtedy naskakiwać). Było pięknie, skakaliśmy tak sobie na przerwach, ale do
      czasu, kiedy to koleżanka skoczyła jednemu z chłopaków na noge tak, że mu ją
      złamała:/:D:D:D:D Od tej pory nie było, niestety, tej, jakże wspaniałej,
      rozrywki.
    • viking2 Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr 27.11.04, 03:36
      Karbid z budowy, tak, jak sie tylko udalo troche skrecic. Po dolaniu wody to on
      sie rzeczywiscie "gotowal", bo wytwarzal sie gaz (bodajze acetylen), ale
      przeciez nie mozna bylo zmarnowac tej wspanialosci na biedronki. Wrzucalo sie
      kilka grudek do puszki po kawie, takiej z wieczkiem "na wcisk" i dziura zrobiona
      gwozdziem w denku. Z braku dostepu do wody biezacej przez caly czas nalezalo
      napluc na karbid, zacisnac wieczko, poczekac chwile i, polozywszy rzecz cala na
      ziemi do przytrzymania butem, przylozyc zapalke do otworu w dnie. Buuuuum! I
      wieczko, "wystrzelone" przez gaz lecialo na kilkanascie krokow, a huk byl
      naprawde porzadny. No i kiedys jeden kumpel poczekal troche za dlugo,
      eksperymentalnie rozumujac, iz im wiecej gazu, tym lepszy halas. Owszem, byl
      lepszy. Najlepszego halasu narobil on sam, kiedy juz dym sie rozwial i zobaczyl,
      ze kawalek rozdartej puszki siedzi w jego lydce tuz nad kostka, a krew pulsuje
      zwawo.
      Druga, bardzo przyzwoita i "meska" zabawa bylo wywalanie bezpiecznikow w szkole.
      Nalezalo znalezc gniazdko polaczone do mozliwie najwiekszej liczby obwodow,
      rozlozyc cyrkiel (bez grafitu, oczywiscie), chwycic go przez kilka zlozonych
      kartek papieru - z braku czego innego, papieru z wyrwanych kartek zeszytowych
      akurat nam nie brakowalo - i wetknac cyrkiel obydwoma koncami w gniazdko.
      Pamietam, ze kiedys wywalalismy "korki" przez bite 4 lekcje, coraz to w nowym
      gniazdku, a wozny chodzil i naprawial, az mu sie skonczyly bezpieczniki. Jak sie
      pewnie domyslacie, byla to szkola podstawowa i czasy ustroju powszechnej
      szczesliwosci kiedy i bezpiecznikow bylo pod dostatkiem. Niemniej, w nadziei, ze
      przeczyta mnie rowniez i dziatwa szkolna, spiesze doniesc, ze bezpieczniki
      dzialaja tak samo nawet i dzisiaj, a trzeba tylko zwracac uwage na jedna rzecz.
      Otoz, chlopak z szostej "b" pewnego razu chwycil cyrkiel przez scierke. Nie
      wiem, moze szkoda mu bylo zeszytu, albo moze juz wydarl zen wszystko. Entuzjazm
      mlodosci niestety przeslonil jakiekolwiek skojarzenia, ktore mogl byl wywolac
      fakt, ze scierka byla mokra - ale odratowali go.
      • Gość: zyd Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr IP: *.upc-g.chello.nl 13.03.05, 22:51
        Wersja wiejska zabawy z karbidem - do puszki z oplutym karbidem wkladalo sie
        zywa zabe. "Eksplozja" powodowala, ze zaba wychodzila z puszki jak pijana,
        zapewne ogluszona i podtruta acetylenem. Do strzelania najlepsze byly puszki po
        jakims smarze samochodowym, wieczka siedzialy stosunkowo luzno, i strzaly byly
        dalekie i malownicze. Mistrzostwem w tym sporcie byl strzal z jednoczesnym
        jezorem ognia wylatujacym z otworu puszki.
        Z innych rozrywek wsiowych dzieci warto wymienic lapanie bezpanskich psow i
        przywiazywanie im do ogona czegos halasujacego, najczesciej kilku starych
        puszek po konserwach. Kiedy puszki zaczynaly brzeczec, zwierzeta osiagaly
        imponujace predkosci podczas ucieczki. Jestem szczesliwcem, bo zaden z
        poddawanych tej operacji psow nigdy mnie nie ugryzl.
    • Gość: wypierdek mamuta Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.03.05, 17:42
      Przeprowadzaliśmy wywiady z ludźmi na ulicy (chodziliśmy z magnetofonem i
      nagrywaliśmy), dzwoniłem z kolegą z budki telefonicznej za darmo (sposób "na
      wykręcenie numeru i walnięcie słuchawką w odpowiednie miejsce budki tuż po
      uzyskaniu połączenia").
      • Gość: yoasia Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr IP: *.aster.pl / *.aster.pl 09.03.05, 16:41
        o rany, wywiady to było to!!!! Wypierdku Szanowny, czyś Ty moze chodził do 68
        szkoły na Żoli w Warszawie????
        Dodam jeszcze od siebie produkcję łuków z leszczynowych prętów i strzelanie do
        siebie nawzajem....tak, wiem, to ekstremalne...na szczęście nośność i celnosć
        była mizerna, dzięki temu żyjemy wszyscy, no i oczywiście strzelanie z procy
        classic i z tzw spluwy: plucie przez rurkę od długopisu
        czerwonymi "krochmalowymi" cukierkami groszkami z wysokich pięter wieżowców na
        Chomiczówce, najlepiej w niedziele przed i po mszach:P. Niniejszym przepraszam
        wszystkich oplutych parafian. Ach, cukierki nazywały się "ewki"...echhhh
        wspomnienia:)))))
        • Gość: wypierdek mamuta Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.03.05, 19:13
          > o rany, wywiady to było to!!!! Wypierdku Szanowny, czyś Ty moze chodził do 68
          > szkoły na Żoli w Warszawie????
          Nie, nie chodziłem. Ja żem z wioski, z Podlasia znaczy się, a poza tym mam
          kompleks prowincji, więc w ogóle mnie o żadne Warszawy nie pytaj. A z wywiadów
          pamiętam jednego Rosjanina, do którego powiedzieliśmy tylko "Spartak Moskwa", a
          on się ucieszył i powiedział: "A Spartaka Moskwa..." i po dłuższym
          namyśle "...nie ponimaju".
      • mesmeredia Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr 09.03.05, 20:13
        U mnie dzwoniło się "na klucz". Do otworu na żeton (monety? nie pamiętam...)
        wkładało się klucz, chyba jakiś taki dłuższy, rewelacyjnie się sprawdzało,
        dopóki woźna w szkole nas nie wyczaiła, że sobie jaja robimy dzwoniąc po obcych
        ludziach. A zadawaliśmy oczywiście inteligentne pytania w stylu "ja w sprawie
        ogłoszenia, jakie upierzenie mają te nioski?". Ech... Potem zmieniono aparat i
        na klucz nie dało się już dzwonić.
        I.
        • Gość: wypierdek mamuta Re: Okrutne zabawy z dzieciństwa (i nie tylko okr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.03.05, 17:19
          My korzystaliśmy (z kolegą) z telefonu wiszącego na ścianie budynku, za którą
          znajdowała się poczta. Cały myk polegał na tym, że te stare telefony na monety
          (czy żetony) najpierw łączyły rozmowę, a dopiero później wciągały monety. Więc
          wystarczało tuż po uzyskaniu połączenia trzepnąć słuchawką pod dziurą, do
          której miały być wrzucane żetony/monety (było takie akuratne miejsce) i już
          można było rozmawiać. A pytania były, o ile pamiętam (bo to dawno było,
          w "podstawówce"), w podobnym stylu.
    • Gość: Julio Parzak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.03.05, 20:49
      gralo sie w to pilka od tenisa...osoba stala pod sciana a pozostali rzucali
      pilka o sciane i probowali ja zlapac a pozniej ta pilka rzucali w tego
      "skazanca" pod sciana. Jesli jednak osoba spod sciany zlapala w powietrzu pilke
      to ten ktory tak zle rzucil wchodzil pod sciane.
      Podobnie wchodzilo sie pod sciane jesli osoba po zlapaniu nie trafila "skazanca"
      A skad nazwa??bo kazdy chcial jak najmocniej trafic tego nieszczesnika podsciana
      i wtedy takie trafienie troche parzylo
      • Gość: esk okrutne zabawy IP: *.kom / *.kom-net.pl 09.03.05, 19:42
        U mnie na podwórku był chrzest dla nowych mieszkańców. Jedna osoba zasłaniał
        oczy nowemu, druga brała trochę smoły (no czegoś z ruch wydechowych, może nie
        smoły:)) na rękę. Później się zmieniała z tą zasłaniającą oczy i przejeżdżała
        temu nowemu tą smołą po twarzy. Domyć się było strasznie trudno i później się
        chodziło z takim czarnym śladem na twarzy:)) Fajne to było dla wszystkich
        oprócz ofiary
        • Gość: Szpaku Re: okrutne zabawy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.03.05, 22:16
          a co do chrzestu to kazano nowemu stawac w mrowisku przez 15 minut
        • Gość: Ryśka Re: okrutne zabawy i nie tylko IP: *.dynamic.t-mont.net.pl 13.07.13, 16:07
          Ja pamiętam: Króla Skoczków (rzucanie piłką pod blokiem i przeskakiwanie), Bycze Jajo (to było chyba to samo, co Chodzi lisek koło drogi. W każdym razie stało się w kółku i ktoś wokół tego kółka kogoś gonił), Wyścig Pokoju (kapsle na krawężnikach), kwadraty (kopanie piłki we czterech chłopaków żeby nie spadła na ziemię), widoczki (kompozycje kwiatowo- śmieciowe pod szkłem), Wieloryb (zabawa na murku piaskownicy, w środku Wieloryb łapał resztę), wojna w Polaków i Niemców, piknikowanie na kocach pod blokiem, grzebanie i sikanie w śmietnikach, jak ktos miał daleko do domu, wiszenie na trzepaku, koziołki do przodu i tyłu, guma do skakania, skakanka, klasy (zamiast kamienia rzucało się pudełkiem po paście do butów), rysowanie kredą albo kamykami po chodniku, rozgniatanie mrówek, łapanie motylki i młodych wróbli, wyrzucanie z okien ludzików na spadochronie, krzyczenie do ludzi z okien i chowanie się, łażenie po dachach śmietników, "elektrowni", drzewach, zakradanie się na cudze posesje, raz-dwa-trzy, czarownica patrzy, anse-kabanse-flore, trąf-trąf-misia-bela, misia-kasia-kąfacela, misia-a, misia-b, misia-kasia-ką-fa-ce, klaskanie w dłonie: Pani Zo-zo-zo, pani sia-sia-sia, śpiewanie brzydkich piosenek, opowiadanie kawałów o Polaku, Rusku i Niemcu, strzelanie z kapiszonów, z procy, plucie przez rurkę, godzinne wiszenie na telefonie, dzwonienie z automatu do obcych z głupimi tekstami, wojny na śnieżki, wojny kasztanowe, podglądanie sikających dzieciaków, zabawy w "pokazywanie", niestworzone opowieści, skąd się biorą dzieci, Donaldy, dropsy, landrynki, lizaki, oranżada w woreczkach i butelkach, rowery, piłki- szmacianki, hula-hop!, ringo, "paletki" (badmington), "Wywołuję na przeciwko gorace piwko!", zabawa w chowanego i krzyczenie "Potłuczone gary!", podchody, wróżenie z kwiatków, sprawdzanie na źdźbłach trawki czy kurka czy kogucik, wróżenie z listka babki, baty i kije z gałęzi....fajne mieliśmy dzieciństwo, nie to, co dziś.
          Pamietam jeszcze, jak z kolegą znaleźliśmy stary portfel i przywiązaliśmy do niego sznurek. Portfel położylismy na ścieżce, a sami ukryci w krzakach ciagnęliśmy za sznurek ilekroć ktos chciał go podnieść. Ludzie sie okropnie wkurzali, a my pękaliśmy w krzakach ze śmiechu:)
          Zrobiłam też sekcję zwłok gołębia. Nie brzydziłam sie go dotknąć i nie pamietam, żebym leciała na 3 pietro myć ręce. "Paliłam" równiez stare pety znalezione na podwórku, myłam ręce w kałuży, jadłam sople i "chlebek" (takie części jednego chwastu w kształcie serduszek), zbierałam włochate gąsienice na sukienkę i kroiłam dżdżownice. Więcej grzechów nie pamiętam:)
      • Gość: gwiazdka Zabawy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.03.05, 23:32
        W przedszkolu w rentgena: 2szkielka i biedronka, biedronka miedzy szkielka i sie
        ogladalo co wyszlo... podobniez bylam przodowniczka tej zabawy ale moja psychika
        to wyparla bo nic takiego nie pamietam, zabawa w dzwonienie (z domu kolezanki)
        do obcych ludzi -odbieraly przewaznie kobiety (a potem dzwonilysmy wciaz do tej
        jednej) my dwie gowniary mowilysmy takiej pani ze maz ja zdradza, inna zabawa w
        eksperymenty - w lazience mieszalo sie wszystkie zgromadzone tam proszki,plyny
        pasty i parezylo sie co wyjdzie (dodam ze kolezanka miala rodzine za granica
        wiec srodki byly kolorowe)jej mama nie byla zadowolona jak odkryla przyczyne
        znikania owych cudownych dobrodziejstw z zagranicy
Inne wątki na temat:
Pełna wersja