szary dzień w pewnym biurze

24.05.05, 20:06
Na pewnym komputerze pracował sobie pewien program. Wyświetlał bardzo ciekawe
informacje. Tak ciekawe, że zainteresowały one pewnego kierownika.
Właściciela komputera nie było tego dnia w pracy...
Nikt poza właścicielem komputera nie potrafił obsługiwać PROGRAMU.
Kierownik koniecznie chciał mieć zrzut ekranu, by pokazać go swojemu
kierownikowi - nakazał swoim dwóm inżynierom rozwiązanie problemu.
Po godzinie wrócili z propozycjami:
1. Należy zrobić zdjęcie ekranu aparatem cyfrowym i je wydrukować,
2. Do wspomnianego komputera należy przyciągnąć kserokopiarkę, położyć na niej
monitor ekranem w dół i uruchomić ksero,
3. Do kinespoku przykleić kalkę i odrysować na nią zawartość ekranu.

Nie mam pojęcia czy jest to śmieszne. Druzgocący jest fakt iż prawdziwe...
    • gixera Re: szary dzień w pewnym biurze 24.05.05, 22:19
      i co zrobili? sporzadzili portret pamieciowy:)
    • no_login Re: szary dzień w pewnym biurze 25.05.05, 09:13
      Mój kolega zatrudniony był jako informatyk w Urzędzie Wojewódzkim.
      Pewnego dnia przyszedł do niego jego nowy szef z pytaniem:
      -panie Rafale, czy ta _kserokopiarka_ posiada polską czcionkę?
    • 3promile Re: szary dzień w pewnym biurze 25.05.05, 09:42
      (autentyk)
      Mniej więcej w połowie lat osiemdziesiątych, szaro-bury akademik,sytuacja. Pewna
      studentka miała psiapsółkę, taką od serca, no i ta psiapsiółka cholera wyszła za
      mąż za Kanadyjczyka i wyniosła się z kraju nad Wisłą.Pozostawały jednak w
      kontakcie, więc z okazji urodzin rzeczona studentka wymyśliła na fali
      patriotycznej nostalgii wysłać psiapsiółce płytkę CD z koncertem "Mazowsza".
      Postanowiła jednak przesłuchać ją wcześniej w akademiku no i lipa - dzień po tym
      zaniosła ją do reklamacji. - Ale o co chodzi? - pyta sprzedawca uroczy skądinąd.
      - No nie da się słuchać absolutnie, ponieważ igła się ciągle zsuwa...
      • 3promile Re: szary dzień w pewnym biurze 25.05.05, 09:44
        Nie trzeba dodawać, że natychmiast wieść się echem-śmiechem rozeszła po
        akademiku i ksywa "Igiełka" przylgnęła z marszu.
        • no_login Re: szary dzień w pewnym biurze 25.05.05, 09:49
          Ale problemu przeskakiwania igły w odtwarzaczach CD, do dziś nie opanowano :-)
          Kilka razy słyszałem :przepraszamy słuchaczy, ale igła w kompakcie przeskoczyła.
          • rydzyk.tadeusz Re: szary dzień w pewnym biurze 25.05.05, 09:53
            A co mieli powiedzieć jak przeskoczyła?
            • 3promile Re: szary dzień w pewnym biurze 25.05.05, 09:55
              że się omskła...
              • em.em.em Re: szary dzień w pewnym biurze 25.05.05, 10:51
                igla? w kompakcie? Ludzie we wszystko uwierza? W kompakcie nie ma igly - sama
                nazwa mowi, ze to jest sprzet digital-ny. To chory zer (nie mylic z Ziobrami) i
                jedynek odtwarzaja dwieki popularnych wykonawcow. A igielka i owszem jest i
                sluzy do dzgania zer i jedynek, kiedy nie chca spiewac - mozna zauwazyc, jak
                sie czasem plyta zacina.
                A moj szef to ma w samochodzie takiego fajnego krasnoludka, ktory mu rysuje
                palcem po mapie, jak ma jechac i mowi "Skrec w lewo. Gosciu, mowilem w lewo. No
                nie, nie w prawo. W lewo. Baranie, jak jezdzisz. W lewo, k...a, w lewo. Wylacze
                silnik i bedzie chodzil na piechote, jak nie chcesz mnie sluchac." I wyobrazcie
                sobie ze ten maly brodacz w czerwonej czapeczce przegryzl jakis kabelek i do
                roboty musielismy isc na piechote.
                W serwisie obiecali, ze do jutra gada naprawia. Mowili, ze czasem sie takie
                zlosliwe trafia, ale ze raczej rzadko.
                • no_login Re: szary dzień w pewnym biurze 25.05.05, 11:06
                  > igla? w kompakcie? Ludzie we wszystko uwierza? W kompakcie nie ma igly
                  w moich są, i każdy odtwarzacz ma z boku taką korbkę do nakręcania :-)
                  Wiem co piszę bo w firmie mam ich z dziesięć (odtwarzaczy).
                  • ser_euchenio Re: szary dzień w pewnym biurze 25.05.05, 22:40
                    A na studiach (chemicznych) koleżanka wzięła szmatę i poszła robić suchy lód.
    • no_login Re: szary dzień w pewnym biurze 25.05.05, 22:47
      Z opowieści informatyków, wyszukane gdzieś w Usenecie
      (mam nadzieję że jeszcze nie było)
      > OPOWIEŚCI INFORMATYKÓW
      >
      > 1) Kiedyś pracowałem z babeczką, której podmieniłem wygaszacz na czarny
      > ekran. Nie było widać nic - po prostu czarny monitor. Ona oczywiście nie
      >
      > wiedziała, że to wygaszacz i przyszła kiedyś do mnie z prośbą, żebym
      > włączył jej komputer. Podszedłem do sprawy fachowo. Zamyśliłem się,
      > chrząknąłem, znowu zamyśliłem, a potem poinformowałem ją, że jeden z
      > kabli w komputerze jest luźny. I trzeba mocno huknąć dłonią w biurko,
      > żeby zaczął stykać. I dla przykładu uderzyłem mocno w biurko, co okazało
      >
      > się nad wyraz skuteczne. Oczywiście chodziło o to, żeby poruszyć myszkę
      > i wyłączyć wygaszacz. Tak mi się ta zabawa spodobała, że byłem ciekaw
      > kiedy kobitka się zorientuje... Po dwóch miesiącach, kiedy widziałem jak
      >
      > szkoli nową osobę, i uczy ją umiejętnie uderzać w biurko "...bo kabelek
      > jest luźny" nie wytrzymałem. Podszedłem i wyjawiłem całą prawdę... Wiem,
      >
      > mięczak ze mnie...
      >
      > 2) Kiedyś stworzyłem efekt graficzny, który wyglądał jak przesuwające
      > się światło w kserokopiarce. Oczywiście nie mogłem się oprzeć i
      > wbudowałem go w program w biurze. Pracownikom zaś powiedziałem, że mamy
      > teraz zawansowany program i oprócz logowania muszą jeszcze przykładać
      > rękę do ekranu - wtedy ekran skanuje ich odciski palców. Przez prawie
      > miesiąc miałem ubaw, patrząc jak pięcioro głąbów przed każdym
      > załogowaniem przykłada rękę do ekranu i czeka aż ekran zeskanuje ich
      > odciski. Oczywiście bawiłbym się dłużej, gdyby nie szef, który wszedł do
      >
      > biura z rozdziawioną szczęką, wziął mnie na bok i kazał mi to
      > natychmiast odinstalować...
      >
      > 3) Siedzę sobie w kanciapie z kumplem i nagle wpada zaaferowana kobieta.
      >
      > [cenzura] dyskietką w ręku i mówi, że stacja jej padła. Pouczyłem ją, że
      >
      > trzeba było zadzwonić (akurat bym się ruszył), ale w końcu mnie namówi
      > ła i razem z kumplem poszliśmy obadać sprawę. Dochodzimy do jej biurka,
      > ja patrzę, a ona wkłada dyskietkę do góry nogami i krzyczy, że "Stacja
      > nie działa, a ona MUSI zgrać co trzeba!". Patrzę na kumpla, on na mnie,
      > widzę że kumpel już ma powiedzieć Pani w czym rzecz, więc gestem ręki go
      >
      > uciszam i mówię: - Bo widzi Pani. Ktoś sfuszerował sprawę! Ma Pani
      > komputer postawiony do góry nogami... - po czym przekręciłem jednostkę i
      >
      > wyszedłem z pokoju z kumplem, żeby się wyśmiać.
      >
      > 4) Zadzwoniła do nas kobitka i stwierdziła, że jakiś idiota odłączył jej
      >
      > LAN. W życiu babki nie widziałem, ani jej komputera, ale idę do niej.
      > Akurat nie było jej w boksie, ale już widzę, co jest grane. Panienka
      > przesunęła sobie komputer z prawej strony boksu na lewą. A że kabel z
      > sieci był za krótki, to go odłączyła. Przesunąłem komputer z powrotem na
      >
      > prawą stronę, wpiąłem dyndającą wtyczkę i napisałem kartkę: "DZIAŁA
      > TYLKO PO TEJ STRONIE BOKSU!"
      >
      > 5) Szef firmy pojawił się w biurze w laptopem. Miał ważną pracę do
      > zrobienia więc rozłożył się w swoim gabinecie ze sprzętem. Nagle słyszę
      > jak mnie wzywa do siebie. Szef: Mam z tym problem. Jak się włącza
      > Windows, to po kilku sekundach wszystko gaśnie... Ja: Czy bateria jest
      > naładowana? Szef: (tonem nie znoszącym sprzeciwu) Oczywiście, że jest!
      > Ja idę, a Ty to napraw. Po czym szef wyszedł z gabinetu. No więc
      > zasiadłem do sprzętu, włączam i faktycznie, Winda się ładuje i wszystko
      > znika. Miałem naprawdę ciężki dzień, ale nic, próbuję dalej. Wciąż z tym
      >
      > samym rezultatem... Już miałem zapłakać, gdy zauważyłem, że kabel
      > zasilający jest odłączony. Podłączyłem do sieci i laptop śmigał jak
      > nowiutki, a więc bateria nie była naładowana, ha!. Zadzwoniłem,
      > powiedziałem, że to potrwa jeszcze z 3 godziny i zabrałem się za
      > układanie pasjansa (przecież, to był ciężki dzień), aż w końcu zjawił
      > się szef. Zaskoczony, że tak szybko się uporałem spytał jak to zrobiłem.
      >
      > Uśmiechnąłem się i powiedziałem: - Musiałem shakować Pana rejestr,
      > ponieważ wirus spowodował konflikt między portem myszy, a UART w
      > CONFIG.SYS. To był ciężki kawałek roboty, ale udało mi się skonwertować
      > Pański kernel z binarnego na hexagonalny i wejść przez furtkę w IRQ do
      > BIOSU... A on to kupił..

      > Kilkukrotnie juz opowiadalem, ale sie powtorze:
      > przychodzi panienka i mowi: "nic nie widac na moim komputerze". 10 minut
      > probowalem bezskutecznie dociekac o co jej tak naprawde chodzi, a po
      > przyjsciu na jej stanowisko okazalo sie, ze serwisant zabral jej monitor do
      > naprawy.
Pełna wersja