Humor w nauce

    • halev Re: Humor w nauce 04.02.06, 19:35
      W podstawówce, na kółku chemicznym, stłukliśmy wielki termometr. Rtęć hulała
      sobie po całej podłodze. Jeden artysta wiedział, że rtęć+siarka, ale nie do
      końca był doinformowany... Polał podłogę kwasem siarkowym. Efektu nie muszę
      chyba opisywać...
      • Gość: kate Re: Humor w nauce IP: *.sympatico.ca 05.02.06, 05:55
        eeeee, ja z chemii nigdy nie bylam wysokich lotow.Mozesz zdradzic co sie
        przytrafilo?Podejrzewam ze albo cos wybuchowego, albo sakramencko smiesznego.
    • Gość: Onufry Re: Humor w nauce: zagadka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.02.06, 20:46
      Na dzisiejszy wieczor proponuje taka zagadke:

      Jak nazywal sie wielki astronom, ktory jednoczesnie byl znakomitym bokserem?
      • steinbock Re: Humor w nauce: zagadka 04.02.06, 20:57
        Gość portalu: Onufry napisał(a):

        > Na dzisiejszy wieczor proponuje taka zagadke:
        >
        > Jak nazywal sie wielki astronom, ktory jednoczesnie byl znakomitym bokserem?

        Edwin Hubble.
        • Gość: Onufry Re: Humor w nauce: zagadka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.02.06, 21:21
          Brawo!!!

          To jest prawidlowa odpowiedz. Oto garsc informacji o E. Hubble

          ----------------------------
          Edwin Powell Hubble (ur. 20 listopada 1889 w Marshfield, Missouri - zm. 28
          września 1953 r. w San Marino, California) - wybitny astronom amerykański,
          któremu powszechnie przypisuje się odkrycie1 oraz udowodnienie prawdziwości
          zjawisk przesunięcia ku czerwieni i rozszerzania się Wszechświata.

          Młodość

          W latach młodości Hubble'a większe uznanie wzbudzały raczej jego osiągnięcia
          sportowe niż intelektualne - podczas jednych zawodów szkolnych w roku 1906
          zdobył w różnych dyscyplinach sportowych (m. in. rzucie dyskiem, rzucie
          oszczepem i skoku wzwyż) siedem pierwszych i jedno trzecie miejsce. W tym samym
          roku ustanowił rekord w skoku wzwyż stanu Illinois

          Podczas studiów na Uniwersytecie Chicago skoncetrował się na matematyce oraz
          astronomii, czego uwieńczeniem było uzyskanie tytułu Bachelor of Science w roku
          1910. Przez następne trzy lata studiował prawo na uniwersytecie w Oxfordzie.
          Uzyskawszy tytuł magisterski (Master of Arts), powrócił do Stanów Zjednoczonych,
          gdzie został nauczycielem i trenerem koszykówki w New Albany w stanie Indiana.

          Odkrycia

          Do astronomii Hubble powrócił w Obserwatorium Yerkes należącym do Uniwersytetu
          Chicago, gdzie uzyskał tytuł doktora w roku 1917. Dwa lata później otrzymał
          propozycję zatrudnienia w obserwatorium Mount Wilson w Pasadenie w Kalifornii,
          gdzie pracował aż do śmierci.

          Jego przybycie do Mount Wilson zbiegło się w czasie z ukończeniem budowy
          najpotężniejszego wówczas na świecie Teleskopu Hookera o średnicy 100 cali.
          Dzięki poczynionym przy jego użyciu w latach 1923–1924 obserwacjom, Hubble
          ustalił ponad wszelką wątpliwość, że zaobserwowane już wcześniej z zastosowaniem
          słabszych instrumentów niewyraźne obiekty określane mianem mgławic nie znajdują
          się - jak sądzono - w obrębie naszej galaktyki, lecz same stanowią odrębne
          galaktyki poza Drogą Mleczną. Swoje odkrycie opublikował 30 grudnia 1924 roku.

          W 1929 roku odkrył i obliczył wraz z Miltonem Humasonem zależność między
          odległością dzielącą galaktyki a prędkością, z jaką się od siebie oddalają
          (obecnie zależność ta określana jest mianem Prawa Hubble'a). Idea oddalania się
          od siebie galaktyk doprowadziła w konsekwencji do powstania koncepcji
          rozszerzania się Wszechświata.

          Inne osiągnięcia Hubble'a to odkrycie asteroid 1373 Cincinnati (30 sierpnia 1935
          roku) oraz 2069 Hubble.

          Nagrody i wyróżnienia

          * 1938 - Bruce Medal
          * 1940 - Złoty Medal Królewskiego Towarzystwa Astronomicznego

          Znajdujący się od 1990 roku na orbicie Kosmiczny Teleskop Hubble'a (Hubble Space
          Telescope) otrzymał swą nazwę dla uhonorowania osiągnięć astronoma.

          1 Podobnych obserwacji kilka lat wcześniej dokonał Vesto Slipher, jednak nie
          zyskały one rozgłosu i nie dotarły do powszechnej świadomości.

          Źródło: "pl.wikipedia.org/wiki/Edwin_Hubble"

          Kategoria: Amerykańscy astronomowie

          -----------------------

          anegdotka o Hubblu: Byl on znakomitym bokserem. Gdy studiowal na University
          of Chicago, mial propozycje walki z owczesnym mistrzem swiata Jackiem
          Johnsonem. Gdy pozniej studiowal w Oksfordzie, stoczyl walke ze slynnym
          francuskim bokserem, pozniejszym mistrzem swiata G. Carpentierem.
    • l2m Re: Humor w nauce 05.02.06, 00:16
      Dołączę się do was :)

      Otóż pewnego roku poszłam sobie spokojnie na urlop; lecz czasie mej
      nieobecności ktoś zdecydował się na mycie lodówek, i poprzekładał wszystkie
      znajdujące się w nich próbki. A było tego bardzo dużo. Wobec tego, powróciwszy
      z urlopu, nie mogłam pośród tych zwałów znaleźć swych próbek; a były to kawałki
      placenty. Więc chodziłam po wszystkich pokojach i przynudzałam ludzi
      pytaniem: "Gdzie zapodzialiście _moją placentę_?" Nikt nie zauważył w tym
      sformulowaniu nic niestosownego; pewien facet zaczął mi pomagać, włażąc do
      kolejnej lodówki i wyciągając zeń torbę z bardzo podobnymi próbkami. Cicho
      zapytał mnie: "Czy to są one?" Ja (również cicho): "Nie". I tu rozlega się
      wrzask z drugiego końca laboratorium: "Nie! To jest _mój nowotwór_!!!" Facet
      wyciąga inną torbę. Jeszcze głośniejszy wrzask z innego kąta: "Zostaw w spokoju
      _mą wątrobę_!!!!!" Dopiero wtedy jakoś wszyscy równocześnie zrozumieliśmy, jak
      to brzmi... Nie potrafiliśmy przestać się śmiać chyba przez pięć minut.

      Innym razem (również po urlopie) miałam nieostrożność w autobusie komunikacji
      miejskiej uskarzać się koleżance na zaniedbania w animal facility. Więc biadam
      się: "Oto, nikomu nie można zaufać... nie było mnie przez miesiąc - to starsze
      dzieci w ciążę pozachodziły..." I tu widzę, że taka starsza pani obok zaczyna
      się ode mnie po cichu się odsuwać, i jakoś dziwnie zerkać w moją stronę... tu
      dopiero rozumiem, że znajduję się w miejscu publicznym; i nie każdy musi
      wiedzieć, że mówiąc "dzieci" mam na myśli nie oddzielone na czas od rodziców
      młode myszy...

      Ale najlepiej to było z pielengniarkami. Więc jak pobierano dla nas próbki
      placenty, o których to opowiadałam wyżej, zawieźliśmy na porodówkę naczynie z
      płynnym azotem i poprosiliśmy o postawienie tego jak najbliżej sali porodowej
      (żeby od razu po porodzie pobierano te próbki płacenty i wrzucano do azotu).
      Naczalstwo szpitalne na to się zgodziło; więc zawlekliśmy naszego Dewara na
      salę i tam pozostawiłiśmy.
      Po pewnym czasie przyszliśmy, by odebrać zgromadzone próbki - i nie znaleźliśmy
      naczynia z azotem... łapiemy pierwszą lepszą pielięgniarkę i pytamy: "Tutaj,
      prorzę pani, stało takie naczynie z azotem; gdzie jest?" Ona kiwa głową i
      wiedzie nas do wychodka. Stoi tam nasze mienie, poukrywane jakimiś ścierkami,
      gałganami i innym badziewiem. Pytamy: "Po co???" Odpowiedź: "Ale, proszę
      państwa, ten azot się ulatniał; i tak cuchnął, ze nie można było wytrzymać!
      Więc wynioślyśmy to tutaj..." Byliśmy tak porażeni tą rewelacją, że nawet nie
      zapytaliśmy nieszczęśniczki, jak ona sobie radzi z oddychaniem ziemskim
      powietrzem, którego głównym składnikiem jest, jak powszechnie wiadomo, azot
      właśnie...

      No, na dzisiaj kończe; jak się spodoba - to jutro będzie ciąg dalszy ;)
      • Gość: Onufry Re: Humor w nauce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.06, 12:22
        Witamy w watku!

        Dziekujemy za opowiastki, ktore wniosly cos nowego do tego watku.
        Jasne, ze sie podobaja!
        Czekamy wiec na dalszy ciag.

        Pozdrawiam.
        O.
    • Gość: Onufry Re: Humor w nauce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.06, 18:44
      Niedawno uczestniczylem w wykladzie, na ktorym referujacy stwierdzil:
      - Ten rezultat uzyskal juz Nevanlinna 150 lat temu!
      Na to jeden z obecnych na wykladzie stwierdzil:
      - To bardzo ciekawe bo ja rozmawialem z Nevanlinna w roku 1972.
      Sala parsknela smiechem. Chairman uspokoil sale mowiac, ze to nie jest
      seminarium z historii nauki, a poza tym matematycy powinni
      byc dlugowieczni!

      (Rolf Nevanlinna - wybitny matematyk finski 1895-1980)
    • l2m No to c.d. :) 05.02.06, 20:43
      Pewnego razu potrzebowaliśmy kilku zdjęć normalnej, zdrowej myszy; w tym – od
      strony brzucha. Po prostu wziąć zwierzę do ręki, przewrócić je i sfotografować
      nie mogliśmy: z różnych powodów nasze palce na zdjęciu przeszkadzałyby. Zaś
      uprosić tak ruchliwe i nerwowe zwierzę, jakim jest mysz, przewrócić się na
      grzbiet i poleżeć przez chwilę spokojnie chybaby raczej nie udało; więc daliśmy
      naszej "modelce" narkozę, i, po jej zaśnięciu, porobiliśmy takie zdjęcia,
      jakich tylko nasza dusza zapragnęła. Potem wydrukowaliśmy zdjęcia,
      wykorzystaliśmy je zgodnie z przeznaczeniem, i zapomnieliśmy o całej historii.
      Lecz z rok temu przypadkiem odnalazłam te fotosy i przypadkiem zauważyłam pewny
      zabawny szczegół: mianowicie, na owych zdjęciach palce mysiej tylnej łapy były
      ułożone w wyraźną figę...

      Następna historia – to już prawie legenda.
      Istnieje taki wielce oryginalny grzyb, zwany Phallus impudicus vel sromotnik
      smrodliwy. Jak sama nazwa wskazuje, grzyb ów jest bardzo śmierdzący:
      rozchodzący się odeń odor padliny po prostu zwala z nóg. Dopiero zaczynający
      się rozwijać owocnik ma kształt jaja; to "jajo" nie śmierdzi, a nawet jest
      całkiem jadalne. Ale potem z niego wykluwa się właściwy owocnik (który to
      rośnie bardzo szybko – słownie w oczach), i wtedy już zaczyna śmierdzieć na
      potęgę.
      Otóż pewien student pod czas wyjazdu w teren znalazł gdzieś w lesie sromotniki
      i zabrał ze sobą jedno "jajo". Wieczorem poszedł na herbatkę do koleżanek z
      grupy, i tam po kryjomu podrzucił "jajo" pod jedno z łóżek.
      W nocy "jajo" pękło, owocnik zaczął rosnąć – i, oczywiście, cuchnąć. Ponieważ
      dziewczyny spały, to nie zauważyły tego wielce egzotycznego dodatku do
      atmosfery – a do rana już zdążyły się przyzwyczaić do "miłej" woni. I trzebaż
      było pechu, że akurat tego dnia one musiały zaspać i spóźnić się na zajęcia!
      Żartowniś, zobaczywszy, że dziewczyn nie ma, poważnie się złąkł, iż jego "bomba
      zegarowa" przyczyniła się do poważniejszych skutków, niżli on to sobie
      płanował; więc, już widząc się na ławie oskarzonych za nieostrożne spowodowanie
      zabójstwa, popędził do pokoju "ofiar". Na delikatne pukanie nikt nie
      odpowiadał; z duszą na ramieniu zaczął walić do drzwi już z całej siły. Obudził
      tym hałasem dziewczyny; wpuściły go do środka – gdzie. nawiasem mówiąc, nie
      można było wytrzymać przez okropny smród. Chłopak ostrożnie spytał lokatorki –
      czy czasem nie czują nic dziwnego. Odpowiedziały przecząco. Wtedy zaproponował
      im wyjść na chwilkę z pokoju, a potem wrócić... Oczywiście, dziewczyny od razu
      wykryły autora "rozrywki"; nieszczęsny student musiał od nich się chować aż do
      końca praktyki.

      A propos o smrodzie. Pewna moja koleżanka kiedyś musiała przywieźć od
      kolaboratorów z innego instytutu, znajdującego się na innym końcu miasta, kilka
      szczurów. Więc pojechała tam, wzięła zwierzęta, wsadziła je do takiego
      podziurkowanego pudła, i wsiadła do trolejbusu, by jechać do naszego instytutu.
      Pudło ze zwierzęzami schowała pod krzesło. Obok niej usiadł jakiś niezbyt
      rzeźwy facet, wygłądający na nałogowego pijaka, i taka bardzo wymuskana
      paniusia. Trolejbus ruszył; było lato, a szczury są zwierzętami, że tak powiem,
      pachnącymi. Więc w pewnej chwili woń od siedzących w pudle pod krzesłem
      gryzoniów rozeszła się – no może nie po całym trolejbusie – ale w najbliższym
      sąsiedztwie to już z pewnością. Paniusia zaczęła rozgłądać się w poszukiwaniu
      źródła niemiłej woni; po jedną stronę od siebie zobaczyła mą koleżankę –
      przyzwoicie ubraną dziewczynę o inteligentnym wyglądzie – a po inną stronę
      dostrzegła pijaczka, którego, oczywiście, uznala za winowajcę. Najpierw po
      prostu się boczyła; potem zaczęła demonstracyjnie wachlować się chusteczką i
      krzywić nos (pijaczek – zero uwagi); potem zaczęła się odsuwać od niego
      (zbliżając się tym samym do mej koleżanki i stojącego pod jej krzesłem pudła ze
      szczurami) – z czego to pijaczek był wielce zadowolony, rozsiadłszy się
      wygodniej; w końcu wstała, spiorunowała go wzrokiem i wyniosła się z
      trolejbusu, mrucząc coś gniewnie pod nosem o "śmierdzących alkoholikach". Ani
      do głowy jej przyszło, że prawdziwą winowajczynią była młoda, przystojna
      kobieta o inteligentnym wygłądzie...
    • meehow1 Dowcip tzw. praktyczny (practical joke) 05.02.06, 20:57
      W instytucie, w którym kiedyś pracowałem, koledzy zrobili mi taki oto dowcip.

      Na moim biurku zawsze panował tzw. twórczy bałagan. Pokrywała je gruba na ładne
      kilka centymetrów warstwa papierów: notatek, preprintów, wydruków
      komputerowych, czasopism wypożyczonych z biblioteki itp. Ja, oczywiście,
      świetnie się orientowałem, gdzie co można znaleźć. Któregoś dnia opuściłem na
      dłuższy czas swoją pracownię zostawiając drzwi otwarte (były to czasy, że można
      było tak robić!). Po powrocie zastałem wszystkie papiery ułożone w dwa
      równiutkie, schludne stosy... Zbulwersowany, zabrałem się i poszedłem do domu
      (a może czegoś się napić - już nie pamiętam).

      To jednak jeszcze nie koniec. Następnego dnia zastałem przyklejoną do blatu
      biurka karteczkę z tekstem, pięknie wykaligrafowanym kolorowym tuszem: "Przy
      tym biurku w latach ... pracował Michał ...". Postanowiłem dowiedzieć się, kto
      był sprawcą dowcipu, i rozpocząłem prywatne śledztwo. W końcu w młodości
      naczytałem się Conan Doyle'a i Agaty Christie! ;) Czynności operacyjne
      doprpwadziły mnie do jednego z profesorów, który okazał się inspiratorem
      porządków i autorem "tablicy pamiątkowej". Zapytałem go tylko, dlaczego na
      tablicy pamiątkowej użył czasu przeszłego, a nie teraźniejszego. Profesor
      odparł, że nie widzi możliwości, iżbym po takim "sprzątaniu" wrócił
      kiedykolwiek do działalności naukowej... ;))

      Po trzech dniach intensywnej pracy biurko wróciło do stanu poprzedniego.
    • Gość: Onufry Re: Humor w nauce: zagadka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.06, 21:57
      Juz troche pozno, wiec zagadka nietrudna:

      Jak nazywal sie dunski astronom, z ktorego obserwacji korzystal Kepler?
      • steinbock Re: Humor w nauce: zagadka 05.02.06, 22:05
        Tycho de Brahe :-)
        • Gość: Onufry Re: Humor w nauce: zagadka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.06, 22:21
          Brawo !!!

          --------------------------
          Tycho Brahe (właśc. Tyge Ottesen Brahe, także Tycho de Brahe; ur. 14 grudnia
          1546 r. w zamku Knutstrup w Skanii - zm. 13 października 1601 r. w Pradze) -
          duński astronom.

          Zainteresowanie astronomią rozbudziło w czternastoletnim chłopcu dobrze widoczne
          w Danii zaćmienie Słońca, które nastąpiło w 1560. Uczył się łaciny na
          uniwersytecie w Kopenhadze, a następnie studiował prawo i matematykę w Lipsku i
          Rostocku. Potem studiował także w Bazylei i Augsburgu. W 1570 wrócił do Danii.

          11 listopada 1572 roku odkrył gwiazdę supernową w gwiazdozbiorze Kasjopei, która
          świeciła przez 16 miesięcy. Obserwacje nowej gwiazdy opisał w pracy De Nova
          Stella (O nowej gwieździe) w 1573. Zarówno to odkrycie, jak i liczne obserwacje
          komet, podważały średniowieczną tezę o niezmienności niebios.

          Finansowany przez króla Fryderyka II wybudował (w latach 1576-1580) na wyspie
          Hven (Ven) w pobliżu Kopenhagi dwa obserwatoria astronomiczne (Stjerneborg i
          Uranienborg). W ciągu 21 lat wykonał na Ven wiele precyzyjnych, jak na owe
          czasy, obserwacji astronomicznych. Doskonały materiał obserwacyjny umożliwił
          jego współpracownikowi z ostatnich lat życia Janowi Keplerowi potwierdzenie
          teorii heliocentrycznej Kopernika oraz odkrycie prawidłowości w ruchu planet -
          tzw. prawa Keplera.

          W 1597, z powodu konfliktu z Chrystianem IV Tycho Brahe opuścił wyspę i wyjechał
          do Niemiec. Po dwóch latach pobytu w Niemczech osiadł w 1599 w Pradze, gdzie
          otrzymał stanowisko nadwornego astronoma i matematyka na dworze cesarskim. W
          Pradze jego pomocnikiem był Jan Kepler.
          Mauerquadrant (Tycho Brahe 1598)

          Wkład Tychona Brahe do rozwoju astronomii polegał na dostarczeniu innym badaczom
          obszernych i pewnych danych obserwacyjnych. Był on pierwszym naukowym,
          nowożytnym, konstruktorem instrumentarium astronomicznego okresu przedteleskopowego.
          Uranienborg

          Tycho Brahe odkrył dwie nierówności w ruchu Księżyca, to znaczy równanie roczne
          i wariację. Opracował na podstawie własnych obserwacji kompletny katalog położeń
          wszystkich 977 gwiazd widocznych gołym okiem z szerokości geograficznej Danii.

          Tycho Brahe odkrył 5 nowych komet. Obserwacje jednej z nich już w 1577 wykazały,
          że kometa porusza się po orbicie przecinającej orbity planet, co stanowiło
          zaprzeczenie starogreckiej teorii, według której komety występowały w atmosferze
          ziemskiej. Podał także teorię budowy Układu Słonecznego: Ziemia miała być ciałem
          centralnym, wokół niej krążyły Księżyc i Słońce, zaś wokół Słońca krążyły
          pozostałe planety: Planeta, Wenus, Mars, Jowisz i Saturn.

          Uczony pozostawił po sobie wiele prac naukowych i rozpraw. W 1923 wydano komplet
          dzieł Brahego, zawartych w dziesięciu dużych tomach.

          --------------------------

          Anegdotki

          - Tycho Brahe w młodości stracił w pojedynku część nosa. Swoje kalectwo ukrywał
          pod wykonaną przez siebie srebrną protezą.

          - Okoliczności śmierci Tycho Brache pozostają niejasne. Najpopularniejsza teoria
          mówi, że na przyjęciu królewskim nabawił się poważnego zapalenia pęcherza jako,
          że zachowanie dobrych manier nie pozwalało na opuszczenie stołu przed królem
          nawet jeśli spożyło się olbrzmie ilości praskiego piwa (do dziś prascy
          sztamgaści mawiają "nie chcę umrzeć jak Tycho Brahe" gdy opuszczają towarzystwo
          udając się do toalety). Istnieją tez badania sugerujące otrucie Tycho Brache
          rtęcią, jednak powód i okoliczności owego otrucia pozostają nieznane.

          - Slawny astronom byl bardzo przesadny, bal sie krolikow i starych kobiet,
          totez zawsze wracal do domu jesli krolik lub staruszka przeszly mu droge.

          - Od krola Fryderyka II otrzymal w 1576 roku w darze wyspe Hven wraz z jej
          mieszkancami.
          • steinbock Re: Humor w nauce: zagadka 05.02.06, 22:35
            To ja dodam tylko, że na cześc tego wielkiego astronoma został nazwany jeden z
            ciekawszych kraterów na Ksieżycu. Możn ago zobaczyć np. tu:
            gallery.astronet.pl/index.cgi?117
            i tu: en.wikipedia.org/wiki/Tycho_crater
      • meehow1 zagadka - uzupełnienie 05.02.06, 22:08
        Gość portalu: Onufry napisał(a):

        > Juz troche pozno, wiec zagadka nietrudna:
        >
        > Jak nazywal sie dunski astronom, z ktorego obserwacji korzystal Kepler?

        To jest rzeczywiście chyba dość łatwe, dlatego pozwolę sobie dodać pytanie
        uzupełniające: dlaczego ten astronom nie wierzył w system heliocentryczny
        Kopernika?
        • steinbock Re: zagadka - uzupełnienie 05.02.06, 22:16
          meehow1 napisał:

          > To jest rzeczywiście chyba dość łatwe, dlatego pozwolę sobie dodać pytanie
          > uzupełniające: dlaczego ten astronom nie wierzył w system heliocentryczny
          > Kopernika?


          Z tego, co pamiętam, to na początku wierzył, ale potem stworzył własny system,
          w którym prawie wszystkie planety miały krażyć wokół Słońca, ale Słonce i
          Księżyc krażyły wokół Ziemi.
          • meehow1 Re: zagadka - uzupełnienie 05.02.06, 22:36
            steinbock napisała:
            >
            > Z tego, co pamiętam, to na początku wierzył, ale potem stworzył własny
            system,
            > w którym prawie wszystkie planety miały krażyć wokół Słońca, ale Słonce i
            > Księżyc krażyły wokół Ziemi.

            To prawda, ale dlaczego nie pozostał przy systemie kopernikańskim, ale stworzył
            własny?

            Jeżeli nikt wczesniej się nie zgłosi, jutro podam odpowiedź.
            • steinbock Re: zagadka - uzupełnienie 05.02.06, 23:01
              > To prawda, ale dlaczego nie pozostał przy systemie kopernikańskim, ale
              stworzył własny?

              Podejrzewam, że to nie miało nic wspólnego z astronomią (obserwacje, które
              prowadził, potwierdzały słuszność teorii Kopernika). Ale Kościół w tych
              czasach głosił, że to Ziemia jest centrum świata...
              Dlatego sprytnie wymyślił taki system, który zresztą też się zgadzał z
              obserwacjami.
            • Gość: Onufry Re: zagadka - uzupełnienie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.06, 23:05
              Model Brahe'go zapewniał brak paralaks gwiazd.
              • steinbock Re: zagadka - uzupełnienie 05.02.06, 23:26
                U Kopernika też tak było - sfera gwiazd stałych była bardzo odległa.
            • meehow1 Re: zagadka - uzupełnienie 06.02.06, 00:09
              Brawo Onufry! Tym razem - wyjątkowo - Steinbock nie miała racji. Argumenty
              Tycho były czysto obserwacyjne. Tycho żył w Danii, która była krajem
              protestanckim, i opinią Koscioła katolickiego się nie przejmował. (Co prawda
              ostatnie lata życia spędził w Pradze, ale jego opiekun - cesarz Rudolf II - był
              władcą tolerancyjnym). Poza tym Kościół zaczął zwalczać system heliocentryczny
              właściwie dopiero od procesu Galileusza w 1616 r., czyli 15 lat po śmierci
              Tycho. Giordano Bruno, wbrew temu, co się często mówi, został skazany i spalony
              wyłącznie za herezje dogmatyczne, a nie za jego poglądy na Wszechświat.

              Tycho odrzucił system kopernikański na podstawie następującego rozumowania.
              Jeżeli Ziemia porusza się w przestrzeni, pozorne położenia gwiazd na sferze
              niebieskiej powinny ulegać zmianom. Jest to tzw. przesunięcie paralaktyczne.
              Oczywiście, im dalszy obiekt, tym to przesunięcie jest mniejsze. Tycho usiłował
              zmierzyć paralaksy gwiazd. Dokładność jego pomiarów była - jak na ówczesne
              przedteleskopowe czasy - oszałamiająca i siegała nawet pół minuty kątowej.
              Niestety, nie udało mu się dostrzec ruchów paralaktycznych. Nie był w stanie
              uwierzyć, że gwiazdy mogą być aż tak daleko, że ich paralaksy są jeszcze
              mniejsze, i dlatego przyjął, że Ziemia się nie porusza.

              Obecnie wiadomo, że paralaksy najbliższych gwiazd wynoszą mniej niż jedna
              sekunda kątowa. Pierwszą z nich udało się zmierzyć dopiero Friedrichowi
              Wilhelmowi Besselowi w 1838 r.
              • steinbock Re: zagadka - uzupełnienie 06.02.06, 00:14
                Gratulacje Onufry!

                A ja wracam do garów, tam gdzie moje miejsce ;-)
                • meehow1 Re: zagadka - uzupełnienie 06.02.06, 00:24
                  steinbock napisała:

                  > A ja wracam do garów, tam gdzie moje miejsce ;-)

                  No nie, w żadnym wypadku! To była trudna zagadka - właściwie tylko dla
                  specjalistów!

                  Chociaż - nawiązując do garów - jeżeli dobrze gotujesz, to moze kiedyś
                  zaprosisz uczestników tego wątku na dyskusję naukową połączoną z konsumpcją? ;)

                  Pozdrawiam.
                  • steinbock Re: zagadka - uzupełnienie 06.02.06, 00:29
                    meehow1 napisał:

                    > Chociaż - nawiązując do garów - jeżeli dobrze gotujesz, to moze kiedyś
                    > zaprosisz uczestników tego wątku na dyskusję naukową połączoną z
                    konsumpcją? ;)

                    Oj, teraz to dopiero wpadłam!
                    Odpowiem tak: na astronomii znam się lepiej niż na gotowaniu ;-)

                    Pozdrawiam.
              • frred Re: zagadka - uzupełnienie 06.02.06, 09:16
                meehow1 napisał:
                > Giordano Bruno, wbrew temu, co się często mówi, został skazany i spalony
                > wyłącznie za herezje dogmatyczne, a nie za jego poglądy na Wszechświat.

                Słusznie. Jego poglądy na Wszechświat pewnie też niektórym nie były miłe i
                pewnie wystarczyłyby na jakiś wyrok, ale bezpośrednią przyczyną skazania na
                śmierć na stosie było stwierdzenie, że skoro istnieje wiele światów, to pewnie
                istnieje też wiele rodzajów istot rozumnych i zbawienie dotyczy wszystkich.
                Takiego podważenia wyjątkowości człowieka kontrreformacyjny Kościół znieść nie
                mógł.
                Podobne nieporozumienia dotyczą Darwina.
                Po pierwsze, nie on wymyślił ewolucję. Przetrwanie lepszych i przegrana
                słabszych to pogląd powszechny w XIX-wiecznej GB i w ogóle typowy dla wczesnego
                kapitalizmu (zresztą czy tylko wczesnego?), można go wyprowadzić np. z
                kalwińskiej koncepcji predestynacji. Darwin go tylko zastosował jako hipotezę
                pozwalającą połączyć logicznie jego ustalenia. Darwinizm społeczny istniał
                przed darwinizmem właściwym, a nawet przed samym Darwinem.
                Po drugie, "O pochodzeniu gatunków" Darwina nie wywołało większej negatywnej
                reakcji. Skandal wywołała jego kolejna książka - "O pochodzeniu człowieka", z
                powodów podobnych jak przypuszczenia Bruna.
                • meehow1 Re: zagadka - uzupełnienie 06.02.06, 10:18
                  frred napisał:

                  > meehow1 napisał:
                  > > Giordano Bruno, wbrew temu, co się często mówi, został skazany i spalony
                  > > wyłącznie za herezje dogmatyczne, a nie za jego poglądy na Wszechświat.
                  >
                  > Słusznie. Jego poglądy na Wszechświat pewnie też niektórym nie były miłe i
                  > pewnie wystarczyłyby na jakiś wyrok, ale bezpośrednią przyczyną skazania na
                  > śmierć na stosie było stwierdzenie, że skoro istnieje wiele światów, to
                  pewnie
                  > istnieje też wiele rodzajów istot rozumnych i zbawienie dotyczy wszystkich.
                  > Takiego podważenia wyjątkowości człowieka kontrreformacyjny Kościół znieść
                  nie
                  > mógł.

                  W rzeczywistości Giordano Bruno został oskarżony o doketyzm (doktryna
                  twierdząca, że Chrystus nie miał fizycznego ciała, a jego obecność i
                  ukrzyżowanie było iluzją), jego proces był więc czysto teologiczny.
                  • femme_maudite Zagadka: kto to napisał? 06.02.06, 11:21
                    W naturze nie ma linii prostej,
                    Ludzki to wymysł sztuczny,
                    Patrząc w skłębione żyworosty,
                    Chaosu, chaosu się uczmy.

                    Pogięty, kręty i strzępiasty
                    Jest każdy stwór w naturze,
                    A prostą linią łączą gwiazdy
                    Głupcy i tchórze.
                    • frred Re: Zagadka: kto to napisał? 06.02.06, 12:28
                      Mandelbrot? Kartezjusz? A może ktoś z przełomu XIX/XXw. - np. Asnyk?

                      A na pewno napisała to Femme_Maudite:)
                      • femme_maudite Re: Zagadka: kto to napisał? 06.02.06, 13:20
                        frred napisał:

                        > Mandelbrot? Kartezjusz? A może ktoś z przełomu XIX/XXw. - np. Asnyk?
                        >
                        > A na pewno napisała to Femme_Maudite:)

                        Nikt z powyższych :)
                        Jeszcze poczekam.
                        • steinbock Re: Humor w nauce 06.02.06, 14:25
                          Dlaczego właśnie ja sformułowałem zasadę względności? Ile razy zadaję sobie to
                          pytanie wydaje mi się, że przyczyna jest następująca: Normalny dorosły człowiek
                          w ogóle nie rozmyśla nad problemami czasu i przestrzeni. W jego mniemaniu
                          przemyślał to już w dzieciństwie. Ja jednak rozwijałem się intelektualnie tak
                          powoli, że czas i przestrzeń zajmowały moje myśli nawet wtedy, gdy stałem się
                          już dorosły.

                          Albert Einstein
                        • 3bezatu Re: Zagadka: kto to napisał? 06.02.06, 20:35
                          Tuwim
                          • femme_maudite Re: Zagadka: kto to napisał? 06.02.06, 20:45
                            3bezatu napisała:

                            > Tuwim

                            Świetnie! To jest prawidłowa odpowiedź.
                  • frred Re: zagadka - uzupełnienie 06.02.06, 12:40
                    Informację o poglądzie G.B. o istnieniu Obcych jako przyczynie skazania go
                    zaczerpnąłem z miesięcznika "Dziś" - poszukam artykułu i autora. Ale zauważ, że
                    nasze informacje nie tylko nie są sprzeczne, ale wręcz komplementarne. Można
                    sobie bowiem wyobrazić całkiem spójny zespół poglądów (określenie "system
                    filozoficzny" chyba szłoby za daleko?), których przejawem byłby i doketyzm,i
                    wizja wielu światów.
                    • meehow1 Proces Giordano Bruno 06.02.06, 19:13
                      frred napisał:

                      > zauważ, że
                      > nasze informacje nie tylko nie są sprzeczne, ale wręcz komplementarne. Można
                      > sobie bowiem wyobrazić całkiem spójny zespół poglądów (określenie "system
                      > filozoficzny" chyba szłoby za daleko?), których przejawem byłby i doketyzm,i
                      > wizja wielu światów.


                      To jest pewnie możliwe, ale tak naprawdę o procesie Giordano Bruno praktycznie
                      nic nie wiadomo (poza tym, że był oskarżony o doketyzm), ponieważ nie zachowały
                      się jego zapisy. Oto, co na ten temat podaje wikipedia:

                      Although the actual charge against Bruno was docetism, adherence to the
                      doctrine that Jesus did not actually have a physical body and that his physical
                      presence was an illusion, the world of science has long claimed Bruno as a
                      martyr, even though in effect many of his positions were as scientific as those
                      of alchemy. It is said that, like Galileo Galilei, his Copernicanism was a
                      factor in his heresy trial, but, unlike Galileo, some of his theological
                      beliefs were also a factor. Also, unlike Galileo, he refused to renounce his
                      beliefs, hazy as they were on many points.

                      But even the above "connection" between Bruno and Galileo may be exaggerated.
                      According to the Stanford Encyclopedia of Philosophy, "(...) in 1600 there was
                      no official Catholic position on the Copernican system, and it was certainly
                      not a heresy. When Giordano Bruno (1548-1600) was burned at the stake as a
                      heretic, it had nothing to do with his writings in support of Copernican
                      cosmology." In fact, the precise charges of heresy on which Bruno was condemned
                      are unknown, as the official record has long been lost. The role (if any) of
                      his heliocentric teachings and belief in an infinite universe is not a matter
                      that can be conclusively proved on either side.


                      Ale coś mi się wydaje, że nasza dyskusja idzie za daleko - to ma być wesoły
                      wątek "humor w nauce", a nie ponury "palenie heretyków na stosie" ;)

                      Pozdrawiam.
    • Gość: Onufry Re: Humor w nauce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.02.06, 21:13
      Na wieczor, nie ma to jak zagadka.

      Jak nazywal sie wielki uczony, ktory byl kwakrem?
      • steinbock Re: Humor w nauce 06.02.06, 21:21
        John Dalton
        • Gość: Onufry Re: Humor w nauce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.02.06, 22:01
          Brawo!!!

          -------------------------------------

          Z Wikipedii, wolnej encyklopedii.

          John Dalton (1766-1844), angielski fizyk, chemik, i meteorolog. Twórca
          nowożytnej atomistycznej teorii materii, odkrył prawo ciśnień cząstkowych, prawo
          stosunków wielokrotnych, opisał wadę wzroku nazywaną na jego cześć daltonizmem.
          Na jego cześć jednostkę masy atomowej nazwano daltonem (Da).

          Życie:

          Mając 12 lat założył własną szkołę, która jednak nie zyskała akceptacji.
          Niezrażony tym niepowodzeniem Dalton przeniósł się wkrótce do pobliskiej osady
          Kendal, gdzie ze starszym bratem Jonathanem pracowali w szkole. Wolny czas John
          spędzał na czytaniu dzieł Newtona i Boyle'a. "Uczelnia" ta nie cieszyła się
          powodzeniem, gdyż bracia nie byli najlepszymi pedagogami.

          Dalton uważany był przez społeczność naukową za amatora. Sam też nie wierzył
          innym naukowcom, rzadko czytał książki. Prowadził spokojny tryb życia. Obiady
          codziennie jadał z tym samym przyjacielem, całe dnie natomiast spędzał w
          laboratorium. Wyjątkiem były tylko czwartkowe popołudnia, które spędzał w
          kręgielni. Gra ta powodowała, że spokojny i opanowany naukowiec bardzo się
          zmieniał (biegał, skakał). Mimo braku zdolności towarzyskich miał wielu oddanych
          przyjaciół. Nigdy się nie ożenił tłumacząc to brakiem czasu. Dalton kochał
          naturę, co roku wybierał się do Cumberland, do krainy jezior.

          Na pogrzeb Johna Daltona przyszło ponad 40 tysięcy ludzi, oddając mu hołd.


          Daltonizm:

          Podczas pobytu w Kendal John dokonał odkrycia zjawiska, które dziś określa się
          mianem daltonizmu. Od tego momentu Dalton zaczął prowadzić badania nad własnym
          wzrokiem. W 1794 roku przedstawił w Towarzystwie Filozoficznym i Literackim w
          Manchesterze pracę na ten właśnie temat.


          Teoria atomistyczna:

          Dalton zauważył, że własności gazów najlepiej dają się wytłumaczyć przy
          założeniu, iż są one zbudowane z atomów. Stwierdził, że związek chemiczny zawsze
          zawiera te same ilości wagowe składających się nań pierwiastków. W 1808 roku
          zrewolucjonizował naukę, oznajmiając, że atom jest podstawową jednostką
          pierwiastka chemicznego.


          Meteorologia:

          Od najmłodszych lat Dalton czuł zamiłowanie do eksperymentów i rachunków, wiele
          też nauczył się od niewidomego uczonego Johna Gougha, dzięki któremu nabył
          zamiłowania do obserwacji meteorologicznych. Właśnie ono doprowadziło Daltona do
          stworzenia zasad nowożytnej atomistycznej teorii materii, która była jego
          największym osiągnięciem.

          Dalton prowadził od 1787 roku dziennik meteorologiczny, który zawierał pod
          koniec jego życia około 200,000 wpisów dotyczących powiatu w którmy żył. W roku
          1793 opublikował Meteorological Observations and Essays. W roku 1788 zaczął
          obserwacje aurory (aurora borealis) - zjawiska meteorologicznego związanego z
          elektryczności w atmosferze. Uważał, źe istnieje zwiazek pomiędzu zjawiskiem
          aurory i polem magnetycznym. Przedstawił strukturę [[wiatry pasatowe|wiatrów
          pasatowych], chociaż publikacja Hadleya (George Hadley) z 1735 (znana Daltonowi)
          była prekursorska. Był pierwszym, który pokazał że deszcz jest powodowany nie
          przez zmiany ciśnienia, ale przez zmianę temperatury z wysokością. Pokazał, że
          zmiany temperatury z wysokością sa związane z rozprężaniem (adiabatycznym)
          cząstki powietrza.

          ----------------------------

          Anegdotka: W Manchesterze spotkal Dalton pewna wdowe, ktora zrobila na nim
          wrazenie gdyz laczyla czar osobisty z wielkimi walorami umyslowymi.
          - Moja fascynacja trwala okolo tygodnia - wspominal potem Dalton - i objawiala
          sie brakiem apetytu oraz trudnosciami w logicznym mysleniu. Na szczescie jednak
          odzyskalem wolnosc.
    • meehow1 Jeszcze o Herschelu 06.02.06, 22:29
      Sporo już było tutaj o Herschelu, ale dodam taka jeszcze ciekawostkę. Bliskim
      przyjacielem astronoma i ojcem chrzestnym jego syna, Johna, był polski generał
      Jan Chrzciciel Komarzewski. W liście z 1790 r. do Stanisława Augusta
      Poniatowskiego tak opisywał odkrycia uczonego: "[...] in consequentia swoich
      obserwacji kładzie [Herschel] pro systemate, iż całe niebo jest okryte
      nebulozami, z których jedna ma figurę kłębka, druga peruki, trzecia
      pierścienia, a nasza zaś, ile ją mógł uważać, z jednej tylko strony ma figurę
      kiszki grubej, jaką u nas kiszką nadziewają. Gdy mi Herschel rysował na tablicy
      te wszystkie figury, których przez teleskop nie widziałem, pytałem się go - czy
      nie jestże nasza Nebuloza podobna do kiszki? Odpowiedział mi wyraźnie: tak
      jest".
      • femme_maudite Zagadka: co to znaczy? 07.02.06, 08:38
        ... i skąd pochodzi:

        "De maleficis et mathematicis et ceteris similibus"

        Czas na odpowiedź: do jutra.
        • frred Re: Zagadka: co to znaczy? 07.02.06, 10:49
          Chyba "O czarownicach, matematykach i tym podobnych"

          A skąd to jest...? Keine Ahnung.
        • babcia.vveatherwax to jest tytuł rozdziału z kodeksu prawnego 07.02.06, 22:57
          - konkretnie z codex Theodosianus. Tekst pełny tychże praw tutaj:
          web.upmf-grenoble.fr/Haiti/Cours/Ak/CTh09.html#16
          Matematycy pojawiają się tu w towarzystwie wszelkiej maści wróżbitów, astrologów
          i czarowników, których działalność jest, ogólnie mówiąć, zabroniona - jako
          sprzeczna z chrześcijaństwem, mającym już w IV w. status religii państwowej.
          • femme_maudite Re: to jest tytuł rozdziału z kodeksu prawnego 08.02.06, 02:36
            Tak jest! To jest prawidłowa odpowiedź.

            babcia.vveatherwax napisała:

            > - konkretnie z codex Theodosianus. Tekst pełny tychże praw tutaj:
            > web.upmf-grenoble.fr/Haiti/Cours/Ak/CTh09.html#16
            > Matematycy pojawiają się tu w towarzystwie wszelkiej maści wróżbitów,
            astrologów
            > i czarowników, których działalność jest, ogólnie mówiąć, zabroniona - jako
            > sprzeczna z chrześcijaństwem, mającym już w IV w. status religii państwowej.
            • frred Re: to jest tytuł rozdziału z kodeksu prawnego 08.02.06, 08:52
              Miałem się oburzyć na sformułowanie "z kodeksu prawnego" (dziś byłby to
              pleonazm, rozróżnia się kodeksy karny, cywilny i in.), ale w późnej
              starożytności jest ono jak najściślejsze.

              Kodeksy (najpierw tworzone prywatnie, potem przez władców) to wówczas były
              zbiory wszelkich istniejących źródeł prawa - zarówno aktów prawnych, jak i
              dzieł wybitnych autorytetów jako źródeł poznania prawa zwyczajowego (czasem
              tylko istotnych fragmentów jednych i drugich); nie było więc
              kodeksów "tematycznych".

              O ile pamiętam, Kodeks Teodozjusza był pierwszym takim zbiorem urzędowym
              (wcześniej, bodajże od początków IIIw. tworzyli je prywatni "zbieracze").
              Przyćmił go późniejszy Kodeks Justyniana (chyba lata 533/4), którego część
              poświęcona prawu prywatnemu (tzn. dotyczącemu spraw prywatnych - majątku,
              rodziny itp.) jest - po wielu przetrawieniach - fundamentem prawa prywatnego w
              Europie po dzień dzisiejszy (i nawet tarzysze z PZPRu nie zaszkodzili polskiemu
              KC z 1964r., też opartemu na doktrynie rzymskiej).

              Nb. samo słowo "codex" oznacza, o ile wiem, po prostu zszyty plik kartek,
              dzisiejszą książkę (w odróżnieniu np. od zwoju). Dlatego tradycyjnie mówi się
              np. o kodeksach Majów czy innych Indian - wcale nie musiało w nich być nic o
              prawie, mogła to być np. historia danego ludu.
    • Gość: Onufry Re: Humor w nauce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.02.06, 19:19
      Wsrod matematykow krazy takie powiedzenie:

      "Twoja kariera matematyczna zaczyna sie kiedy jestes najmlodszym
      uczestnikiem konferencji, a konczy sie - kiedy jestes najstarszym."
      • femme_maudite Re: Zagadka 07.02.06, 21:22
        frred napisał:

        > Chyba "O czarownicach, matematykach i tym podobnych"
        >
        > A skąd to jest...? Keine Ahnung.

        ciepło, ciepło..
        "O złoczyńcach, matematykach i tym podobnych osobnikach"
        a reszta odpowiedzi jutro.
    • Gość: Onufry Re: Humor w nauce: zagadka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.02.06, 21:57
      Proponuje nastepujaca zagadke na dzisiejszy wieczor:

      Jak nazywala sie rodzina zwiazana glownie z miastem o nazwie Bazylea,
      z ktorej pochodzilo wielu uczonych, glownie matematykow?
      • steinbock Re: Humor w nauce: zagadka 07.02.06, 22:10
        Gość portalu: Onufry napisał(a):

        > Proponuje nastepujaca zagadke na dzisiejszy wieczor:
        >
        > Jak nazywala sie rodzina zwiazana glownie z miastem o nazwie Bazylea,
        > z ktorej pochodzilo wielu uczonych, glownie matematykow?

        Kojarzę dwóch Bernoullich: Jakoba i Daniela. Czy to dobry trop?
        • Gość: Onufry Re: Humor w nauce: zagadka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.02.06, 22:31
          Brawo!!!

          Chodzilo rzeczywiscie o rodzine Bernoullich.

          Polecam swietny tekst A.K. Wroblewskiego zawierajacy anegdotki.

          --------------------------------

          ANDRZEJ KAJETAN WRÓBLEWSKI

          KTO BYŁ KIM?

          Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 10/1997

          Każdy, kto uczył się matematyki i fizyki, z pewnością nieraz napotkał nazwisko
          Bernoulliego, skojarzone z licznymi zasadami, metodami, twierdzeniami, wzorami,
          krzywymi itd. Niektórzy może zastanawiają się, kim był człowiek, który tyle
          dokonał. Tymczasem osiągnięcia te są dziełem różnych przedstawicieli tego samego
          rodu. Encyklopedie i słowniki biograficzne wymieniają do kilkunastu wybitnych
          Bernoullich. Ponieważ kilku z nich, konkurując z sobą, pracowało jednocześnie
          nad podobnymi zagadnieniami, dziś niektórzy mają kłopot z odróżnieniem ich dorobku.

          Protestancka rodzina Bernoullich wywodzi się z Antwerpii, skąd w końcu XVI wieku
          kupiec Jakob Bernoulli przeniósł się do Frankfurtu nad Menem, uchodząc przed
          prześladowaniami ze strony hiszpańskich władców Flandrii. W 1622 roku jeden z
          jego wnuków, także Jakob (1598-1634), przeniósł się do Bazylei. Tam właśnie miał
          początek sławny ród uczonych, o których tu będzie mowa, chociaż także
          frankfurcka gałąź wydała wybitnych ludzi.

          Jeden z synów Jakoba, Nicolaus (1623-1708), został radnym miejskim. Spośród
          jedenaściorga dzieci interesować nas będą jego synowie: Jakob, Nicolaus i
          Johann. Ród Bernoullich nie odznaczał się, jak widać, fantazją przy wyborze
          imion. Dlatego też noszących to samo imię odróżnia się, jak królów, numerami
          porządkowymi.

          Jakob I (1654-1705) posłuszny życzeniu ojca, zaczął studiować teologię, ale pod
          wpływem lektury prac Leibniza postanowił zostać matematykiem. Podobnie zrobił
          jego młodszy brat, Johann I (1667-1748), który początkowo studiował medycynę.
          Uzyskał wprawdzie stopień doktora medycyny, ale potem wybrał sobie motto Invito
          patre sidera verso (Badam gwiazdy wbrew woli ojca). Nicolaus (1662-1716) był
          radnym Bazylei, ale jego syn, Nicolaus I (1687-1759), wybrał, jak stryjowie,
          karierę matematyczną. Do historii matematyki weszli także synowie Johanna I:
          Nicolaus II (1695-1726), Daniel I (1700-1782) i Johann II (1710-1790).

          Jakob I bardzo wcześnie zaczął się zajmować analizą matematyczną. W 1690 roku
          wprowadził termin "całka" (integral). Leibniz przyjął ten pomysł i w dalszych
          swych pracach posługiwał się nazwą "rachunek całkowy" (calculus integralis)
          zamiast "rachunek sumacyjny" (calculus summatorius). Jakob I był też pionierem
          stosowania współrzędnych biegunowych. Zafascynowany właściwościami krzywych
          polecił w testamencie, aby na jego nagrobku wyryć spiralę logarytmiczną i motto
          eadem mutata resurgo (odradzam się ta sama, choć zmieniona), ponieważ jej
          ewoluta (rozwinięta) jest też spiralą logarytmiczną. Widocznie zadanie to
          przekraczało możliwości kamieniarza, ponieważ na płycie w katedrze bazylejskiej
          widać linię będącą raczej spiralą Archimedesa.

          Jakob I był jednym z twórców rachunku prawdopodobieństwa. W dziele Sztuka
          przewidywania (Ars conjectandi) udowodnił twierdzenie wielkich liczb i zbadał
          właściwości rozkładu binomialnego i multinomialnego.

          Johann I, który w 1705 roku objął po Jakobie I katedrę matematyki na
          uniwersytecie w Bazylei, konkurował przedtem ze starszym bratem we wszystkich
          dziedzinach. Największy spór o pierwszeństwo wybuchł przy rozwiązywaniu
          zagadnienia brachistochrony - krzywej, po której punkt materialny pod wpływem
          siły ciężkości zakreśli drogę między wybranymi punktami w najkrótszym czasie. To
          jedno z pierwszych zagadnień rachunku wariacyjnego postawił i prawidłowo
          rozwiązał Johann I, ale niezależnie uczynili to Jakob I, Leibniz i Newton. Jakob
          I i Johann I należeli też do pionierów teorii równań różniczkowych zwyczajnych.

          Daniel I zajmował się także rachunkiem prawdopodobieństwa i pierwszy opisał tzw.
          problem (lub paradoks) petersburski, znaleziony przez jego kuzyna, Nicolausa I
          (niektóre źródła błędnie przypisują go Nicolausowi II. Zasłużył się także
          badaniami równań różniczkowych cząstkowych, zwłaszcza dotyczących drgań struny.
          Wprowadził m.in. zasadę superpozycji rozwiązań. Największą jednak sławę
          przyniosło mu wydane w 1738 roku dzieło Hydrodynamica, w którym podał do dziś
          znane podstawowe prawo hydrodynamiki.

          Johann I był zazdrosny o osiągnięcia syna i zażarcie z nim konkurował.
          Dowiedziawszy się o hydrodynamicznych pracach Daniela I wydał także książkę
          Hydraulica, twierdząc, że wszystkie zawarte tam wyniki osiągnął już parę lat
          wcześniej. Stosunki ojca z synem były od dawna napięte, zwłaszcza gdy obu
          przyznano w 1734 roku równorzędne nagrody w konkursie Akademii Nauk w Paryżu za
          pracę o orbitach planet. Johann I był przekonany, że nagroda należała się tylko
          jemu i w przypływie wściekłości zabronił synowi wstępu do swego domu.

          Ciekawe, że w innych okolicznościach Johann I nie był tak zazdrosny o swoje
          wyniki. Chcąc sobie zapewnić stałe źródło dochodu, przyjął propozycję majętnego
          markiza Guillaume de l'Hospitala, aby za stałą pensję przekazywać mu wszystkie
          swoje odkrycia. Pierwszym ważnym wynikiem było znalezienie reguły obliczania
          wyrażeń nieoznaczonych, typu ilorazu 0/0. Markiz skrzętnie wykorzystał
          przedstawiony mu wynik i ogłosił go w swej książce o rachunku różniczkowym. Do
          dziś ten wynik Johanna I nazywany jest "regułą de l'Hospitala".

          Wspomnijmy jeszcze o losach trzech synów Johanna II, który przejął po ojcu
          katedrę matematyki w Bazylei. Johann III (1744-1807), mając 13 lat, uzyskał
          stopień doktora filozofii, był astronomem królewskim w Berlinie, ale zajmował
          się też rachunkiem prawdopodobieństwa i teorią ułamków okresowych. Wiele
          podróżował po Europie, zostawiając m.in. ciekawe opisy swych przeżyć (np. w
          Polsce). Daniel II (1754-1834) był doktorem medycyny, profesorem uniwersytetu w
          Bazylei. Jakob II (1759-1789) był profesorem matematyki w Petersburgu, zajmował
          się głównie mechaniką, m.in. badał równanie różniczkowe drgań płyt. Zginął
          młodo, tonąc podczas kąpieli w Newie. Syn Daniela II, Johann Christoph
          (1782-1863), był przyrodnikiem i miał katedrę mechaniki w Bazylei, a wnuk,
          Johann Gustav (1811-1863), mechanikiem, którego dzieła cieszyły się w połowie
          XIX wieku wielką popularnością (m.in. wydawano ich polskie przekłady).

          Z biegiem czasu talenty matematyczne w rodzie Bernoullich powoli ustępowały.
          Bardziej współcześni przedstawiciele rodu zasłynęli raczej w innych dziedzinach,
          jak na przykład archeolog Johann Jakob (1831-1913) i znany pisarz Karl Gustav
          (1868-1937).
    • xk Re: Humor w nauce 08.02.06, 13:12
      Tekst z pewnego odczytu historycznego:

      "Ponieważ zbłąkany niemiecki samolot omyłkowo zbombardował Londyn, Churchill w
      odwecie kazał zbombardować MOSKWĘ"


      pozdr
    • Gość: Onufry Re: Humor w nauce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.02.06, 19:46
      P. Del Pezzo, wielki geometra wloski pochodzil z arystokratycznej rodziny.
      Raz ta okolicznosc mu pomogla, innym razem - nie. Pomogla mu gdy przebywajac
      w Szwecji zapalal miloscia do siostry G. Mittag-Leflera, ktora byla protestantka.
      Arystokratycznymi kanalami udalo sie uzyskac od papieza zgode na slub.
      Nie pomogla - gdy Del Pezzo kiedys nagle zaniemogl. Konieczna byla szybka
      operacja, a w okolicy nie bylo zadnego lekarza o arystokratycznym pochodzeniu,
      ktory moglby operowac Del Pezzo. I on zmarl.
    • Gość: Onufry Re: Humor w nauce:zagadka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.02.06, 21:18
      Jak nazywal sie pochodzacy z Nowej Zelandii uczony, ktory otrzymal nagrode
      Nobla w wieku 37 lat?
      • femme_maudite Re: Humor w nauce:zagadka 08.02.06, 21:52
        Ernest Rutherford
        • Gość: Onufry Re: Humor w nauce:zagadka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.06, 00:11
          Brawo!!!


          Dzisiaj krotka wzmianka, a anegdotki o Ruthefordzie - jutro.

          sir Ernest Rutheford (1871-1937)

          Profesor fizyki uniwersytetu w Montrealu w latach 1897-1907, Manchesterze
          (1907-1919) i Cambridge od roku 1919. Był członkiem Polskiej Akademii
          Umiejętności (1925). Prace badawcze w następujących dziedzinach: rozróżnienie
          promieni alfa i beta (1899), odkrycie promieniowania toru i radonu (1900). Jemu
          zawdzięczamy opracowanie planetarnego model atomu w roku 1911 i teorii rozpadu
          promieniotwórczego - 1903 wspólnie z F. Soddym. Odkrył pierwszą sztuczną reakcję
          jądrową polegającą na bombardowaniu azotu cząsteczkami alfa w roku 1919. Nagrodę
          Nobla otrzymał w roku 1908.
          • eilean_donan Re: Humor w nauce 09.02.06, 09:39
            Rutherford demonstrował kiedyś słuchaczom rozpad radu. Ekran raz świecił, raz
            ciemniał. Rutherford objaśniał:
            - Teraz panowie widzą, że nic nie widać. A dlaczego nic nie widać, to zaraz
            panowie zobaczą.
            • frred Re: Humor w nauce 09.02.06, 16:16
              To ja kiedyś miałem referat po angielsku - z zakresu politologii. I
              powiedziałem coś, po czym sala zaczęła się śmiać, mimo, że zdanie było sensowne.

              Powiedziałem mianowicie, że podzielność pewnego problemu jest łatwo widoczna.

              Co po angielsku zabrzmiało:

              "This divisibility is easily visible"

              Niezły łamiszczęk - a ja to rąbnąłem jednym tchem, nie zastanawiając się, jak
              to brzmi:)
            • Gość: Onufry Re: Humor w nauce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.06, 16:25
              Pewnego dnia Rutherford jadl lunch w towarzystwie W. Wiena, ktory cierpliwie
              objasnial mu wzory z dopiero co ogloszonej przez A. Einsteina teorii wzglednosci.
              Wien w koncu stwierdzil:
              - Ale zaden Anglosas nigdy nie zrozumie teorii wzglednosci.
              - Oczywiscie - zasmial sie Rutherford - mamy na to zbyt wiele zdrowego
              rozsadku!
              • Gość: Onufry Re: Humor w nauce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.06, 20:22
                Pewnego dnia Rutherford przyszedl bardzo poznym wieczorem do labotatorium i
                zastal tam jednego ze swoich doktorantow. Na pytanie, co robi o tak poznej
                porze, student odpowiedzial ze pracuje. - A co pan robil w dzien? - padlo
                pytanie. - Pracowalem - odparl dumnie student. Nastepnego ranka Rutherford
                ze zdumieniem spotkal w laboratorium tego samego studenta, ktory znow chwalil sie
                ze pracuje. - To kiedy, do diabla, pan mysli! - krzyknal zdenerwowany
                Rutherford i wprowadzil zasade, ze praca w laboratorium dozwolona jest do 18:00.
    • Gość: Onufry Re: Humor w nauce: zagadka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.06, 21:02
      1 stycznia 1801 roku odkryto nowe cialo niebieskie - planetoide Ceres.
      Zanim zdolano zebrac dostateczna liczbe obserwacji jej polozenia na niebie,
      planetoida zniknela w blasku Slonca. Obliczenia jakiego uczonego pozwolily
      na odnalezienie jej na niebie?
      • steinbock Re: Humor w nauce: zagadka 09.02.06, 21:08
        Tym uczonym był Carl Friedrich Gauss.
        • Gość: Onufry Re: Humor w nauce: zagadka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.06, 21:30
          Brawo!!!

          ---------------
          Carl Friedrich Gauss (ur. 30 kwietnia 1777 r. w Brunszwiku - †23 lutego 1855 r.
          w Getyndze) - niemiecki matematyk, fizyk, astronom i geodeta. Uznawany jest za
          jednego z twórców geometrii nieeuklidesowej. Uważany jest, za jednego z
          największych matematyków, przez sobie współczesnych określany był mianem księcia
          matematyków.

          Dzieciństwo i dorastanie

          Urodził się w biednej rodzinie pomocnika murarskiego w Brunszwiku
          (Braunschweig). Jako malec nauczył się czytać, a także samodzielnie opanował
          proste rachunki. Jak sam twierdził, nauczył się rachować zanim jeszcze zaczął
          mówić. Jego geniusz matematyczny objawił się stosunkowo wcześnie. Znana jest
          anegdota, wedle której Gauss w kilka minut rozwiązał zadanie, jakie postawił mu
          nauczyciel matematyki za złe zachowanie. Jako zadanie otrzymał obliczenie sumy
          wszystkich liczb całkowitych od 1 do 100. Gauss zauważył, że dodając pary liczb
          z przeciwległych końców otrzymuje tę samą sumę: 1+100=101, 2+99=101,
          3+98=101,..., 50+51=101. Stąd już łatwo obliczył całą sumę: 50*101=5050. Odtąd
          nauczyciel postanowił uważać jakie zadania daje chłopcu. Uzdolnionym chłopcem
          zainteresował się książę Brunszwiku Carl Wilhelm Ferdynand, który postanowił
          łożyć na jego dalszą naukę. Gauss uczył się najpierw dwa lata w szkole Collegium
          Carolinum w Brunszwiku, gdzie, korzystając z dobrze zaopatrzonej biblioteki,
          samodzielnie zapoznał się z dziełami Eulera, Lagrange'a oraz Newtona. W wieku 18
          lat wstąpił na uniwersytet w Getyndze, gdzie studiował matematykę. Jednak po
          trzech latach opuścił uczelnię, nie uzyskując żadnego dyplomu. W 1799 roku
          uniwersytet w Helmstedt nadał mu tytuł doktora in absentia, bez zwyczajowego
          egzaminu ustnego, na którym przedstawił napisaną pod naciskiem swojego
          dobroczyńcy rozprawę doktorską. Wykazał w niej prawdziwość zasadniczego
          twierdzenia algebry (był to pierwszy ścisły dowód tego twierdzenia).

          Matematyk

          W roku 1807 został profesorem uniwersytetu w Getyndze i funkcję tę pełnił aż do
          śmierci. Był również dyrektorem tamtejszego obserwatorium astronomicznego, przy
          którym założył pracownię geomagnetyczną do badań elementów magnetyzmu ziemskiego.

          Pierwsze odkrycie

          Pierwszym odkryciem matematycznym Gaussa było podanie konstrukcji
          siedemnastokąta foremnego przy użyciu cyrkla i linijki. Udało mu się też
          wykazać, że wielokąt foremny daje się skonstruować przy pomocy cyrkla i linijki
          wtedy i tylko wtedy, gdy liczba jego boków da się przedstawić w postaci , gdzie
          są różnymi liczbami pierwszymi Fermata, czyli liczbami pierwszymi postaci ,
          gdzie j jest liczbą naturalną. Gauss był tak dumny ze swojego odkrycia, że pod
          koniec życia prosił, aby zamiast epitafium wyryto na jego nagrobku regularny
          17-kąt. Kamieniarz nie podjął się jednak tego zadania, bowiem taki wielokąt nie
          różni się zbytnio od koła. Zamiast tego na piedestale pomnika umieszczona
          została 17-ramienna gwiazda.

          Dzieła

          W roku 1801, w wieku 24 lat, Gauss opublikował Disquisitiones arithmeticae
          (Badania arytmetyczne). W dziele tym opisał swoje odkrycia w dziedzinie teorii
          liczb, którą to cenił szczególnie i nazywał królową matematyki. Określił pojęcie
          kongruencji i wprowadził symbol tego pojęcia, którym systematycznie się
          posługiwał. W 1798 udowodnił jedno z podstawowych praw teorii liczb, zwane
          prawem wzajemności reszt kwadratowych (twierdzenie to zostało podane w XVIII
          wieku przez szwajcarskiego matematyka Leonharda Eulera). Książka ta składa się z
          siedmiu części i z powodu zwięzłości stylu oraz cennych informacji, które są w
          niej zawarte określana była księgą siedmiu pieczęci. Jest dziełem o ogromnym
          znaczeniu dla rozwoju matematyki, ale jednocześnie jest trudną lekturą nawet dla
          specjalistów.

          Dzieło Gaussa, podobnie jak wszystkie jego wcześniejsze prace, napisane było po
          łacinie. Z biegiem lat zaczął jednak używać w swoich pracach języka
          niemieckiego, co ze względu na jego wielki autorytet stało się zachętą dla
          innych naukowców do pisania w swoich językach narodowych.

          Do czasów Gaussa znana była tylko geometria na płaszczyźnie i na kuli. Gauss
          opisał geometrię dowolnej powierzchni określając, które linie na danej
          powierzchni są odpowiednikami linii prostych oraz podając sposób pomiaru
          odległości na wybranej powierzchni. Podał definicję krzywizny powierzchni i
          udowodnił niezwykle ważne twierdzenie, któremu nadał nazwę twierdzenia wybornego
          (łaciński theorema egregium). Mówiło ono, że krzywizna powierzchni jest
          niezmiennikiem wszelkich przekształceń, które nie zmieniają odległości
          mierzonych na tej powierzchni. Z tego twierdzenia wynika na przykład, że żadnego
          fragmentu sfery nie można spłaszczyć zachowując jednocześnie odległości punktów,
          ponieważ krzywizna sfery jest różna od krzywizny płaszczyzny.

          Gauss używał konsekwentnie liczb zespolonych, interpretując je jako punkty
          płaszczyzny. Rozumiał doskonale znaczenie liczb zespolonych jako narzędzia
          matematyki. Niektórych swoich odkryć nie opublikował choć, jak wynika z jego
          notatek i korespondencji, był pierwszym, który się tymi problemami zajmował.
          Były to między innymi tematy dotyczące teorii funkcji zespolonych oraz geometrii
          nieeuklidesowych. Autorytet Gaussa spowodował, że opublikowane już po jego
          śmierci notatki na temat geometrii nieeuklidesowej zwróciły uwagę świata nauki
          na dokonania matematyka rosyjskiego Mikołaja Łobaczewskiego oraz matematyka
          węgierskiego Janosa Bólyaia.

          Fizyk

          Zajmował się także fizyką, astronomią i geodezją, przeprowadzał badania
          magnetyzmu i elektryczności. Wspólnie z niemieckim fizykiem Wilhelmem Weberem
          wprowadził absolutny układ jednostek elektromagnetycznych.

          Idee Gaussa wpłynęły też na rozwój fizyki. W tej dziedzinie zajmował się
          zagadnieniami elektryczności i magnetyzmu. Prace Gaussa nad teorią potencjału
          stanowią rozszerzenie prawa Coulomba. Interesował się również
          elektromagnetyzmem: w roku 1833 wspólnie z Weberem zbudował pierwszy w Niemczech
          telegraf elektromagnetyczny.

          W opublikowanej w 1841 Teorii optyki położył podwaliny pod dział optyki nazywany
          optyką geometryczną. To Gauss wprowadził takie pojęcia jak oś optyczna soczewki,
          odległość ogniskowa, ognisko i środek soczewki. Podał też podstawowe elementy
          konstrukcji obrazu optycznego przy przechodzeniu światła przez układ soczewek.

          Astronom

          Gauss osiągnął również ważne wyniki w dziedzinie astronomii. W dniu 1 stycznia
          1801 roku astronom włoski Giuseppe Piazzi odkrył pierwszą planetoidę, Ceres,
          która po 6 tygodniach obserwacji zbliżyła się do Słońca i zniknęła w jego
          blasku. Na podstawie zgromadzonych danych Gauss, układając i rozwiązując
          równanie ósmego stopnia, obliczył orbitę Ceres, co umożliwiło ponowne
          zlokalizowanie planetoidy. Następnie wyliczał orbity dla kolejnych odkrywanych
          planetoid: Pallas, Juno i Westy. Badał też wiekowe perturbacje planet. Rezultaty
          swoich badań astronomicznych zebrał w książce Theoria Motus Corporum Coelestium
          in Sectionibus Conicus Solem Ambietium (Teoria ciał niebieskich obiegających
          Słońce po orbitach stożkowych, 1809). Zaprezentował w niej między innymi
          wymyśloną przez siebie, jeszcze w okresie nauki w Brunszwiku, metodę
          najmniejszych kwadratów.

          Geodeta

          Po roku 1820 Gauss zajął się tematyką związaną z geodezją, a dokładniej z
          matematycznym problemem związanym z określeniem kształtu i rozmiarów Ziemi. Aby
          zwiększyć dokładność danych, Gauss skonstruował przyrząd, tzw. heliotrop, w
          którym wykorzystuje się promienie Słońca do pomiaru krzywizny Jego badania
          związane z teorią błędów doprowadziły do odkrycia rozkładu normalnego zmiennej
          losowej (nazywany także rozkładem Gaussa), który jest najważniejszym rozkładem w
          teorii prawdopodobieństwa.

          Gauss zajmował się również teorią rachunku różniczkowego i całkowego, teorią
          szeregów, metodami pomiarów geodezyjnych, statystyką matematyczną, geometrią
          sferyczną, teorią cieczy, włoskowatością i napięciem powierzchniowym.

          Gauss odkrył też najważniejszy krok algor
          • Gość: Onufry Re: Humor w nauce: zagadka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.06, 21:38
            Chochlik ucial kawalek teksty o Gaussie-geodecie. Przesylam ten rozdzial jeszcze
            raz:

            ----------------------

            Geodeta

            Po roku 1820 Gauss zajął się tematyką związaną z geodezją, a dokładniej z
            matematycznym problemem związanym z określeniem kształtu i rozmiarów Ziemi. Aby
            zwiększyć dokładność danych, Gauss skonstruował przyrząd, tzw. heliotrop, w
            którym wykorzystuje się promienie Słońca do pomiaru krzywizny Jego badania
            związane z teorią błędów doprowadziły do odkrycia rozkładu normalnego zmiennej
            losowej (nazywany także rozkładem Gaussa), który jest najważniejszym rozkładem w
            teorii prawdopodobieństwa.

            Gauss zajmował się również teorią rachunku różniczkowego i całkowego, teorią
            szeregów, metodami pomiarów geodezyjnych, statystyką matematyczną, geometrią
            sferyczną, teorią cieczy, włoskowatością i napięciem powierzchniowym.

            Gauss odkrył też najważniejszy krok algorytmu FFT (Szybkiej Transformaty
            Fouriera) - sposób obliczania FFT z 2N danych za pomocą dwóch FFT z N danych - i
            używał go do obliczeń astronomicznych. FFT stało się jednak popularne dopiero po
            ponownym odkryciu w 1965 roku. To jeszcze jeden przykład na to, że Gauss
            wyprzedzał swoje czasy.

            W roku 1832 opracował układ jednostek miar CGS. Na jego cześć, jednostkę
            indukcji magnetycznej nazwano gausem.

            W ciągu swojego życia Gauss zgromadził pokaźną bibliotekę, liczącą ponad 6
            tysięcy woluminów. Były wśród nich książki pisane po łacinie i niemiecku, ale
            także w klasycznej grece, po angielsku i francusku.
            • Gość: Onufry Re: Humor w nauce: Gauss IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.06, 16:40
              Anegdotka zwiazana z Gaussem:

              Na pytanie Alexandra von Humboldta, kto jest najwiekszym matematykiem w Niemczech,
              Laplace bez namyslu odparl: - Pfaff.
              - A Gauss? - zapytal zdziwiony Humboldt.
              - Och, Gauss jest najwiekszym matematykiem na swiecie - odrzekl Laplace.
              • Gość: Onufry Re: Humor w nauce: Gauss IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.06, 21:18
                Przypominam anegdotke o Gaussie kiedys juz opowiedziana:

                Gauss myśląc o matematyce zatapiał się w myślach i przestawał
                reagować na otoczenie. Podobno gdy do zamyślonego Gaussa podbiegł
                służący mówiąc:
                - Panie Gauss, pańska żona umiera i chce pana zobaczyć,
                pólprzytomny uczony machinalnie odpowiedział:
                - Proszę powiedzieć, żeby poczekała, aż skończę dowód twierdzenia.
    • Gość: Onufry Re: Humor w nauce: Zagadka ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.06, 21:26
      Steinbock dzis postawila zagadke ktora "utknela w tlumie":

      Re: Humor w nauce: Zagadka
      Autor: steinbock
      Data: 10.02.06, 15:26

      Gość portalu: Onufry napisał(a):

      > 1 stycznia 1801 roku odkryto nowe cialo niebieskie - planetoide Ceres.

      Czy planetoida Ceres ma coś wspólnego z Plutonem?

      • Gość: Onufry Re: Humor w nauce: Zagadka ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.06, 22:37
        No skoro nikt sie nie zglasza to moze ja sprobuje rozwiazac zagadke Steinbock:

        Pluton, mimo ze planeta, ma mniejszy wplyw na ruch planet niz
        planetoida Ceres.

        Czy o to chodzilo?
        • steinbock Re: Humor w nauce: Zagadka ! 10.02.06, 23:36
          Gość portalu: Onufry napisał(a):

          > No skoro nikt sie nie zglasza to moze ja sprobuje rozwiazac zagadke Steinbock:
          >
          > Pluton, mimo ze planeta, ma mniejszy wplyw na ruch planet niz
          > planetoida Ceres.
          >
          > Czy o to chodzilo?

          Bardzo sprytnie! Druga część odpowiedzi jest prawdziwa, natomiast z pierwszą
          jest pewien kłopot - i tu właśnie jest związek z tym, o co mi chodziło. ;-)
          • meehow1 Re: Humor w nauce: Zagadka ! 10.02.06, 23:57
            steinbock napisała:

            > Bardzo sprytnie! Druga część odpowiedzi jest prawdziwa, natomiast z pierwszą
            > jest pewien kłopot - i tu właśnie jest związek z tym, o co mi chodziło. ;-)
            >

            Trudno czasami wyczuć, o co konkretnie chodzi kobiecie ;-) Jest wiele
            podobieństw i wiele różnic między Ceres i Plutonem. Podobieństwa są np. takie,
            że oba ciała mają stosunkowo małe masy i oba są skaliste, różnią je zaś bardzo
            ich orbity i - zapewne - sposób powstania.

            Myślę jednak, że steinbock chodzi o to, iż przez krótki czas uważano Ceres za
            planetę, a Pluton - formalnie nadal też tak klasyfikowany - może niedługo
            stracić ten zaszczytny status.
            • steinbock Re: Humor w nauce: Zagadka ! 11.02.06, 00:39
              meehow1 napisał:

              > Trudno czasami wyczuć, o co konkretnie chodzi kobiecie ;-)

              Niektórym mężczyznom czasami się udaje ;-)

              > Jest wiele podobieństw i wiele różnic między Ceres i Plutonem. Podobieństwa
              są np. takie,
              > że oba ciała mają stosunkowo małe masy i oba są skaliste, różnią je zaś
              bardzo
              > ich orbity i - zapewne - sposób powstania.

              No jasne. I w ten sposób można porównywać różne inne ciała - więc faktycznie
              nie o to chodziło.
              >
              > Myślę jednak, że steinbock chodzi o to, iż przez krótki czas uważano Ceres za
              > planetę, a Pluton - formalnie nadal też tak klasyfikowany - może niedługo
              > stracić ten zaszczytny status.

              Otóż to! A ponieważ ktoś mógłby się przyczepić, że wybiegam w przyszłość ( w
              dodatku niepewną, bo Międzynarodowa Unia Astronomiczna może nie zdecydować się
              na "degradację" Plutona ze względów historycznych), to jeszcze przygotowałam
              sobie odpowiedź taką, że każde z tych ciał było pierwszym odkrytym obiektem z
              pasa planetoid: Ceres z pasa głównego, Pluton - z tzw. pasa Kuipera.
              Oba zostały okrzyknięte planetami. A że z różnych powodów ,to już inna bajka :-)
              • steinbock Re: zagadka na noc 11.02.06, 00:57
                >Edmond Halley (znany głównie z komety, ale mający w dorobku wiele innych,
                >równie ważnych osiągnięć) prowadził bardzo rozrywkowy tryb życia. Podobno
                >uwiódł żonę innemu sławnemu astronomowi. Kim był ten rogacz?

                Jeżeli to było w Paryżu, to mam pewne podejrzenia ;-)
                • meehow1 Re: zagadka na noc 11.02.06, 01:09

                  Nie, to nie było w Paryżu.. ;)
                  • steinbock Re: zagadka na noc 11.02.06, 01:34
                    meehow1 napisał:

                    >
                    > Nie, to nie było w Paryżu.. ;)


                    To niedobrze, bo podejrzewałam Cassiniego ;-)
                    Brytyjscy astronomowie, zdaje się, nie mogli mieć żon. To może Huygens?
                    • meehow1 Re: zagadka na noc 11.02.06, 02:08
                      steinbock napisała:

                      > Brytyjscy astronomowie, zdaje się, nie mogli mieć żon.

                      Aż tak źle nie było. Sam Halley miał żonę, z którą przeżył 55 lat :-) Ale
                      rzeczywiście, nie chodzi o angielskiego astronoma.


                      > To może Huygens?

                      Też, niestety, nie. Ale już nieco bliżej - przynajmniej nazwisko zaczyna się na
                      tę samą literę ;-)

                      • steinbock Re: zagadka na noc 11.02.06, 02:27
                        meehow1 napisał:

                        > > Brytyjscy astronomowie, zdaje się, nie mogli mieć żon.
                        Te skróty mnie kiedyś zabiją ;-) Miałam na myśli wykładowców z Cambridge.

                        Nazwisko na "H" - i do tego nie był to brytyjski astronom.
                        To aż się boję myśleć dalej... Halley był w Gdańsku, u Heweliusza, a ten miał
                        podobno piękną żonę...
                        • meehow1 Re: zagadka na noc 11.02.06, 02:42
                          steinbock napisała:

                          >
                          > Nazwisko na "H" - i do tego nie był to brytyjski astronom.
                          > To aż się boję myśleć dalej... Halley był w Gdańsku, u Heweliusza, a ten miał
                          > podobno piękną żonę...
                          >

                          Gorąco!! Żona Heweliusza była nie tylko piękna, ale i młodsza od męża o 36
                          lat...

                          A.K. Wróblewski pisze:

                          Sześciotygodniowy pobyt Halleya w Gdańsku stał się przyczyną plotek
                          rozsiewanych przez ludzi zawistnych o jego rosnącą sławę. Gdy w 1713 roku
                          portret Halleya zawisł obok portretu Heweliusza w galerii Bodleian, Thomas
                          Hearne zapisał: Niektórzy mówią, że słusznie ich portrety wiszą razem, bo
                          podczas pobytu w Gdańsku Halley przyprawił rogi Heweliuszowi z jego młodą żoną.

                          Niestety, robi się późno, toteż o Heweliuszu trochę więcej napiszę jutro -
                          jeśli czas pozwoli.

                          Pozdrawiam i gratuluję rozwiązania zagadki :-)
                          • femme_maudite Re:humor w nauce 11.02.06, 06:43
                            Ponieważ dziś są urodziny Edisona, może warto o nim wspomnieć.
                            ------------------------------

                            Thomas Alva Edison

                            Urodził się 11 lutego 1847 roku w Ohio. Stał się niemal takim samym symbolem
                            Ameryki jak hamburger czy coca-cola. W szkole spędził tylko kilka miesięcy, był
                            najgorszym uczniem. Nauczyciel twierdził, że jest opóźniony w rozwoju.
                            W domu zadręczał matkę pytaniami. W końcu kupiła mu książkę z doświadczeniami
                            dla młodych czytelników. 9-letni Edison przeprowadził wszystkie, potem
                            eksperymentował sam.
                            Chciał uzyskać prąd, pocierając 2 koty o siebie. Nakarmił kolegę proszkiem do
                            sporządzania napojów musujących, wierząc, że gaz wytworzony w żołądku uniesie
                            go w powietrze.
                            Jako 12-latek sprzedawał gazety w pociągu. Kiedy nadeszła wiadomość o wielkiej
                            bitwie, podczas trwającej właśnie wojny secesyjnej, Thomas wpadł na pomysł, jak
                            zarobić duże pieniądze. Poprosił telegrafistę, aby przekazał wiadomość o bitwie
                            do wszystkich stacji wzdłuż trasy. Zamiast 100 egzemplarzy gazety, Thomas
                            zabrał tym razem 1500. Już na pierwszej stacji sprzedał dwieście. Wszyscy
                            chcieli przeczytać o strasznej bitwie.
                            Jako szesnastolatek został telegrafistą - tu jego głuchota nie była problemem,
                            gdyż urządzenie, na którym pracował, drukowało znaki alfabetu Morse'a. Jego
                            zadaniem było wysyłanie co godzinę sygnału kontrolnego do centrali. To zajęcie
                            nudziło przyszłego wynalazcę. Uważał, że niepotrzebnie traci czas, skonstruował
                            więc urządzenie, które wysyłało sygnał za niego. Tak powstał automatyczny
                            nadajnik telegraficzny. Wędrował po Stanach, w końcu postanowił, że zostanie
                            wynalazcą.
                            W Nowym Jorku, bez grosza w kieszeni, zamieszkał w podziemiach giełdy. Pewnego
                            dnia udało mu się usunąć awarię, która sparaliżowała giełdę. Wprowadził jeszcze
                            kilka udoskonaleń, szef fabryki telegrafów kupił od niego wszystkie pomysły za
                            40 tys. dolarów. To była fortuna! Edison zbudował wielką fabrykę -
                            laboratorium. Zatrudnił 150 ludzi. Ożenił się z jedną pracownic. Jego żoną była
                            Mary Stuwell. Musiała być odważna kobietą, skoro zgodziła się wyjść za mąż za
                            utalentowanego ekscentryka. Edison miał wtedy długie włosy, które były tak
                            nierówne, jakby sam je obcinał tępym narzędziem. Nosił obwisłe spodnie
                            poplamione kwasem i schodzone buty. Mary rzadko mogła korzystać z uroków
                            małżeństwa. Edison był pracoholikiem, nie tolerował lenistwa, potrafił pracować
                            po 20 godzin dziennie. Często spędzał w laboratorium także noce. Zaraz po
                            ślubie wrócił do fabryki, by kontynuować przerwaną pracę.
                            Zawsze zaczynał doświadczenia o zmroku, o północy robił przerwę, po czym
                            pracował do świtu. Udoskonalił telefon Bella. Potem wymyślił fonograf (machinę
                            która zapisywała i odtwarzała dźwięki). Pierwsze zapisane słowa nie bardzo
                            pasowały do wielkości chwili: "Marysia miała baranka, białego jak śnieg".
                            Prezydent USA zażyczył sobie specjalnego pokazu wynalazku w Białym Domu. Edison
                            prawie nie słyszał wierszyka o Marysi. Od dzieciństwa głuchł coraz bardziej, w
                            następstwie szkarlatyny. Gdy skonstruował żarówkę, oświetlił część Nowego
                            Jorku 400 "lampami Edisona". W roku 1880 otrzymał na nią patent z numerem 223
                            898.
                            Po udanym eksperymencie wykonywał taniec radości i klął straszliwie...
                            Był autorem prawie 1100 wynalazków. Skonstruował kineskop - jedną z pierwszych
                            kamer filmowych. Wydał 1 mln dolarów na produkcję akumulatora do elektrycznych
                            samochodów, ale właśnie pojawił się na rynku tani model benzynowego Forda T.
                            Zmarł jako schorowany 84-latek. Amerykanie postanowili złożyć mu niezwykły
                            hołd, wyłączając prąd w całym kraju.
                            Ciekawostka.
                            Dopiero w styczniu 2001 roku przepaliła się, po prawie 70 latach świecenia
                            żarówka w pewnej firmie z Ipswich (Anglia); wyprodukowano ją na podstawie
                            technologii opracowanych przez samego Edisona.



                            źródło:
                            www.wynalazki.mt.com.pl/twor/edison.html
    • meehow1 Zagadka na noc 11.02.06, 00:14
      Minęła już północ, więc można zadać zagadkę dla dorosłych ;)

      Edmond Halley (znany głównie z komety, ale mający w dorobku wiele innych,
      równie ważnych osiągnięć) prowadził bardzo rozrywkowy tryb życia. Podobno
      uwiódł żonę innemu sławnemu astronomowi. Kim był ten rogacz?
      • Gość: Onufry Re: Zagadka na noc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.02.06, 15:24
        Jan Heweliusz
        • bonobo44 Najlepsze piwo to Heweliusz full 8) 13.02.06, 09:33
          Po powrocie do rodzinnego miasta Jan Heweliusz zaczął się wciągać
          w prowadzenie browaru, jak również zgłębiał prawa miejskie.
          Wkrótce, bo 21 marca 1635 r., pojął za żonę 2 lata od niego
          młodszą Katarzynę Rebeschke (to pewnie o niej mowa),
          na której posag składały się dwie kamienice wraz z browarem,
          bezpośrednio sąsiadujące z domem i browarem Abrahama Heweliusza.
          Jan Heweliusz najpierw zarządzał browarem żony;
          w 1636 r. stał się członkiem cechu piwowarów,
          a w 1643 r. - starszym cechu. Po śmierci ojca w 1649 r.
          połączył browary, a na dachach trzech kamienic
          (przy ulicy Korzennej 53 i 54, czyli żoninych, oraz rodowej nr 55)
          zbudował obserwatorium. Wcześniej, rozpoczynając swą miejską karierę,
          Jan został przedstawicielem parafii św. Katarzyny, a w 1641 r.
          - ławnikiem swej dzielnicy, Starego Miasta. Natomiast w 1651 r.,
          gdy był już znanym astronomem, stał się dożywotnim członkiem
          Rady Miejskiej, jednym z pięciu rajców Starego Miasta.
          Browar Heweliusza produkował mocne piwo jopejskie (Jopenbier),
          sprzedawane ponoć nawet w Anglii.
          www.wiw.pl/nowinki/astronomia/200101/20010130-002.asp

          Swego czasu, powołując się na fakt, że najlepszy piwowar pośród astronomów
          to Heweliusz, proponowałem NASA nadanie jego imienia satelicie
          Space Infrared Telescope Facility
          www.jpl.nasa.gov/missions/current/sirtf.html
          Niestety, wystrzelono go ostatecznie 25 sierpnia 2003 r.
          pod nazwą zaczerpniętą od nazwiska innego astronoma, Lymana Spitzera, Jr.
          Jeśli sądzicie, że tylko na fali popularnosci "Spitze;) Girls",
          to jesteście w błędzie:
          --
          Lyman Spitzer, Jr.
          1914-1997
          www.spitzer.caltech.edu/about/spitzer.shtml
          • meehow1 Żony Heweliusza 14.02.06, 19:05
            bonobo44 napisał:

            > Wkrótce, bo 21 marca 1635 r., pojął za żonę 2 lata od niego
            > młodszą Katarzynę Rebeschke (to pewnie o niej mowa),

            Nie, Halley miał rzekomy romans z drugą żoną Heweliusza, Elżbietą Koopmann,
            ponad 30 lat młodszą od męża ;-)
    • bonobo44 Prawa dynamiki Newtona 8) 11.02.06, 19:20
      Witam - nie miałem dotąd odwagi włączyć się w ten olśniewający
      (nie licząc drobnych zatarć) wątek, który parę dni temu ku swej niekłamanej
      radości odkryłem... zauważyłem jednak, że nikt jeszcze nie przypomniał starych,
      dobrych praw dynamiki Newtona:

      I. Ciało raz wprawione w ruch puszcza się dalej samo. Jest to zasada
      bezwladnosci.

      II. Siła edukacji działająca na ciemną masę jest wprost proporcjonalna
      do przyśpieszenia nakładów na ową edukację...*)

      III. Ciało przyparte do muru nie stawia oporu.

      --
      *) i związana z tym zagadka: Dlaczego siła edukacji oddziałująca na Polaków
      staje się coraz słabsza w stopniu niewytłumaczalnym samą tylko
      malejącą liczebnością naszej nacji?
      • bonobo44 Ucz się ucz, bo wiedza to potęgi klucz 8) 19.02.06, 13:59
        > Dlaczego siła edukacji oddziałująca na Polaków
        > staje się coraz słabsza w stopniu niewytłumaczalnym samą tylko
        > malejącą liczebnością naszej nacji?

        Byż może wynika to z poniższej relacji nakładów pracy do czasu 8)

        Zgodnie ze znanymi prawami fizyki: P=W/t, czyli Moc = Praca/Czas
        Wszyscy wiemy, że zachodzą tożsamości:
        moc = wiedza , czas = pieniądz,
        więc Wiedza = Praca/Pieniądz lub po przekształceniu Pieniądz = Praca/Wiedza
        jeżeli więc wiedza zmierza do zera, to pieniądz zmierza do nieskończoności
        Wniosek: im mniej wiesz, tym więcej masz kasy.
        Zastanów się nad sensem dalszej nauki !!
        (jeśli przyjmiesz wariant aby twoja wiedza dążyła do nieskończoności to twoje
        pieniądze dążą do zera)
        [www.fizyka.net.pl]
        • bonobo44 Prawidłowa III zasada dynamiki 19.02.06, 14:10
          Jak ty komuś, tak on tobie. (prawidłowa III zasada dynamiki)

          cytowana poprzednio stanowi zwyczajne pomieszanie pojęć i wywodzi się
          najpewniej z następującego prawa Ohma zmieszanego z prawem Archimedesa:

          Ciało rzucone na łoże traci na oporze.
          • frred Re: Prawidłowa III zasada dynamiki 20.02.06, 13:29
            2 zasady "fizyki" w wersji z mojej podstawówki:

            Im bliżej jedno ciało drugiego ciała, tym napięcie wzrasta, a opór maleje

            Prawo Łoma: Jeżeli ciało łomem dostanie, to ciało nie ma prawa wstać. Ale
            jeżeli ciało wstanie, to powtarza się działanie.
    • bonobo44 Prawa dynamiki Newtona 8) 11.02.06, 19:24
      Witam - nie miałem dotąd odwagi włączyć się w ten olśniewający
      (nie licząc drobnych zatarć) wątek, który już parę dni temu odkryłem ku swej
      niekłamanej radości... zauważyłem jednak, że nikt jeszcze nie przypomniał
      starych dobrych praw dynamiki Newtona:

      I. Ciało raz wprawione w ruch puszcza się dalej samo.
      II. Siła edukacji działająca na ciemną masę jest wprost proporcjonalna
      do przyśpieszenia nakładów na ową edukację...*)
      III. Ciało przyparte do muru nie stawia oporu.
      --
      *) I związana z tym zagadka: Dlaczego siła edukacji oddziałująca na Polaków
      staje się z roku na rok coraz słabsza w stopniu niewytłumaczalnym samą tylko
      malejącą liczebnością naszej nacji?
      • femme_maudite Re: humor w nauce - słowniczek 11.02.06, 19:52
        Witaj!
        ładniej to ująłeś - olśniewający wątek. Ja też jestem nim zachwycona. Tu się
        produkują prawie sami uczeni, ale to też ludzie, myślę, że nie musimy się ich
        bać ;)

        Żeby łatwiej było zrozumieć, co uczeni mają na myśli, wklejam mały słowniczek,
        pochodzący z innego forum: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?
        f=245&w=36405533&a=36409299


        Zrozumieć naukowca - słownik:

        1. "Od dawna wiadomo, ze..." - nie chcialo mi sie szukac pracy zrodlowej.
        2. "...mozna dostrzec wyrazna tendencje..." - trudno wyciagnac sensowne
        wnioski.
        3. "...o wielkim znaczeniu teoretycznym i praktycznym" - mnie to
        interesuje.
        4. "Znalezienie ostatecznej odpowiedzi na te pytania nie bylo na razie
        mozliwe" - eksperyment sie nie udal, ale moze uda sie kiedys
        opublikowac wyniki.
        5. "Trzy sposrod zestawow danych wybrano do szczegolowej analizy" -
        pozostale sie nie nadawaly.
        6. "Przedstawione sa typowe wyniki" - sa to najlepsze wyniki.
        7. "Najdokladniejsze wyniki otrzymal mgr Kikut" - mgr Kikut to moj asystent.
        8. "Uznaje sie, ze..." - ja uwazam, ze...
        9. "Powszechnie uznaje sie, ze..." - oprocz mnie jeszcze kilku facetow tak
        uwaza.
        10. "Jest jasne, ze wiele dalszej pracy nalezy wlozyc, zanim pelna
        odpowiedz stanie sie mozliwa" - nic z tego nie rozumiem.
        11. "...dane sa poprawne z dokladnoscia do rzedu wielkosci..." - dane sa
        bardzo niedokladne.
        12. "Oczekuje sie, ze niniejszy artykul pobudzi zainteresowanie ta
        dziedzina" - ten artykul jest marny, ale inne w omawianej dziedzinie
        sa podobnie slabe.
        13. "Staranna analiza posiadanych wynikow..." - Trzy strony notatek
        zamazaly sie, gdy potracilem szklanke z piwem.
        14. "...bardzo wazne pole odkrywczych badan" - bezuzyteczny i glupi temat
        zasugerowany przez zwierzchnikow.
        15. "Skladam podziekowania mgr. Labadkowi za pomoc w pracy doswiadczalnej,
        a dr. Pikucie za cenne dyskusje" - Labadek odwalil czarna robote, a Pikuta
        wyjasnil mi, co oznaczaja wyniki.

        • bonobo44 Re: humor w nauce 11.02.06, 20:34
          femme_maudite napisała:

          > Witaj!

          Również witam i przepraszam wszystkich za poprzednie swoje...
          "zająknięcie się"

          > Tu się produkują prawie sami uczeni, ale to też ludzie,
          > myślę, że nie musimy się ich bać ;)

          czynią to przy tym z niezwykłą dystynkcją wynikającą niewątpliwie
          tyleż z erudycji, co i doświadczenia, podbarwionych odrobiną
          zwyczajnego znudzenia ;) ( Mam nadzieję, ze darujecie mi Panie
          i Panowie tę drobną charakterystykę psychologiczną?)

          generalnie widać - co dla wielu może być sporym zaskoczeniem -
          że dobra anegdota ma niebywałą przewagę nad pustym żartem...
          • femme_maudite Re: humor w nauce - Karol Darwin 12.02.06, 09:52
            Dziś mija 197 rocznica urodzin Karola Darwina (12 lutego 1809). Prawie wszyscy
            wiedzą, kim on był. Natomiast sporo osób jeszcze nie wie o istnieniu tzw.
            Nagród Darwina. Dlatego pozwolę sobie na parę słów na ten temat.
            Nagrody Darwina są przyznawane ludziom, którzy – jak to się ładnie określa –
            poprawili pulę genową ludzkości, usuwając się z niej w szczególnie bezsensowny
            sposób.
            Jak pisze pomysłodawczyni tych nagród, Wendy Northcutt: „osoby takie same
            postawiły się w sytuacjach, jakich posiadacz choćby minimum zdrowego rozsądku
            stara się unikać, a będące tego skutkiem i łatwe do przewidzenia ich zejście z
            tego świata, eliminuje z obiegu geny odpowiedzialne za zaburzoną ocenę
            następstwa czynów. Dzięki temu poprawia się ogólna jakość naszej puli genowej.
            Za każdym razem, gdy zwycięzca (lub – znacznie rzadziej – zwyciężczyni) usuwa
            siebie i swoje geny z populacji, możemy odetchnąć z ulgą, wiedząc, że odtąd
            żaden z naszych potomków nie będzie się zadawał (w każdym tego słowa znaczeniu)
            z potomkami owego – by tak rzec – autoterminatora.
            Nasza nagroda z konieczności przyznawana jest pośmiertnie, z wyjątkiem tych
            rzadkich przypadków, gdy nominat wyeliminował tylko swą zdolność do
            reprodukcji, ale nie samego siebie.”
            - - - - - - -
            Wendy Northcutt, Nagrody Darwina 3, Wydawnictwo W.A.B.,Warszawa 2005, tłum. P.
            Tchórzewski.

            Następnym razem podam parę przykładów.
            • femme_maudite Re: humor w nauce - Karol Darwin 12.02.06, 12:22
              Serwis Darwin Awards powstał w 1994 r., kiedy Wendy Northcutt, absolwentka
              biologii molekularnej na Uniwersytecie Berkeley, rozpoczęła badania w
              labolatoriach Uniwersytetu Stanforda. Praca naukowa nie pochłonęła jej jednak w
              całości. Za namową swego kuzyna Iana, domorosłego filozofa i ekscentryka,
              zaczęła zbierać informacje o nieracjonalnych ludzkich zachowaniach zakończonych
              tragicznie. Pocztą elektroniczną wysyłał je do znajomych. Z czasem swobodna
              wymiana listów zmieniła się w regularnie publikowany biuletyn internetowy.
              Kiedy liczba przykładów oraz wątków na ich temat stała się znaczna, Wendy
              postanowiła stworzyć stronę WWW zawierającą pełne archiwum. Postanowiła także
              wymienianych osobników określać mianem laureatów Nagród Darwina. - Opisywane
              sposoby rozstania się z życiem wywoływały u mnie refleksje, że ci ludzie
              zaprzeczają teorii Darwina ewolucji i rozwoju gatunków. Homo Sapiens nie
              powinien być zdolny do takich rzeczy- wspomina Wendy Northcutt. Od tego czasu
              Nagrody Darwina nabrały w pełni profesjonalnego charakteru. Dzisiaj w domenie
              www.darwinawards.com znajduje się serwis liczący ponad 500 podstron, tam też
              internauci z całego świata wybierają najlepszą historyjkę, która otrzymuje
              nagrodę w danym roku.

              Przykłady:
              1. We wrzesniu 1997 Paul Stiller, lat 47, został hospitalizowany w Andover
              Township, New Jersey, gdzie trafił razem ze swoja żona, gdy zostali ranni
              podczas wybuchu ćwiartki laski dynamitu w ich samochodzie. Paul z żona jadac
              około 2 nad ranem, postanowili podpalic dynamit i wyrzucić przez okno, żeby
              zobaczyc, co sie stanie. Nie zauważyli, że okno było zamknięte.

              2.W Elyria, Ohio, w pazdzierniku 1997, Martyn Eskins, chcac oczyscić piwnice z
              pajęczyn za pomoca pochodni, poniósł smierć w pożarze, który doszczętnie
              strawił 2-piętrowy dom.

              3. W Guthrie, Oklahoma, w pazdzierniku 1997, Jason Heck próbował zabić
              krocionoga ze swojej strzelby kaliber 22, ale kula zrykoszetowała od kamienia i
              zabiła Antonio Martineza, trafiajac go w głowe.

              4. Tacoma, Washington. Kerry Bingham od dłuższego czasu pił z przyjaciółmi, gdy
              ktos zaproponował, żeby pójsć na most Tacoma Narrow Bridge i skoczyć na linie
              (bungee). O 4:30 rano 10 mężczyzn poszło na most.Na miejscu okazało się, ze
              zapomnieli liny. Bingham zauważył zwój kabla w pobliżu. Jeden koniec kabla
              został przywiazany do jego stopy, drugi do barierki mostu. Bingham spadał 12
              metrow, zanim kabel się naciagnał i urwał noge na wysokosci kolana. Bingham
              cudem przeżył upadek do lodowatej wody i został uratowany przez wędkarzy.
              Kawałka nogi nie odnaleziono.

              5. Na podstawie dokumentow policji w Dahlonega, Georgia, 20-letni kadet Nick
              Barrena zginal od uderzenia nozem przez kadeta Jeffreya Hoffmana, lat 23, ktory
              chcial sprawdzic, czy noz moze przebic kamizelke kuloodporna.

              6. Sylvester Briddell Jr., lat 26, zginał w lutym 1997 w Selbywille, DE, gdy
              wygrał zakład z przyjaciółmi, którzy twierdzili, że nie jest w stanie włożyc
              lufę rewolweru z 4 kulami do ust, zakręcić magazynkiem i pociagnac za spust.

              7. W lutym 1997 Daniel Kolta, lat 27 i Randy Taylor, lat 33, zakończyli zabawę
              w tchórza remisem, ginac w zderzeniu czołowym w swoich pługach sniegowych.

              8. We wrzesniu 1997, 7-letni chlopiec spadł z 30-metrowego urwiska niedaleko
              Ozark, Arkansas, kiedy stracił rownowagę, bujajac sie na krzyżu, który uswięcał
              smierć innej osoby w tym miejscu w 1990 roku.

              9. . Francuz, Jacques LeFevier postanowił popełnić samobójstwo. Aby mieć
              pewnosć, że próba samobójcza się powiedzie stanał na urwisku i przywiazał
              kamień do szyi. Następnie wypił truciznę i podpalił swoje ubranie. Próbował
              nawet zastrzelić się podczas skoku, ale kula chybiła przecinajac linę z
              kamieniem. Woda morska, do której wpadł niedoszły samobójca, ugasiła ogień, a
              zalewajac usta, spowodowała wymioty, które usunęły truciznę z żoładka. Jacques
              został wyciagnięty z wody przez rybaków i odwieziony do szpitala, gdzie zmarł z
              powodu wychłodzenia organizmu.

              10. K.C. Barker przypadkowo postrzelił się, kiedy obudzony przez dzwoniacy
              telefon, stojacy obok łóżka, sięgnał po niego, a zamiast aparatu pomyłkowo
              chwycił rewolwer, który wystrzelił po przyłożeniu go do ucha.
              1. We wrzesniu 1997 Paul Stiller, lat 47, został hospitalizowany w Andover
              Township, New Jersey, gdzie trafił razem ze swoja żona, gdy zostali ranni
              podczas wybuchu ćwiartki laski dynamitu w ich samochodzie. Paul z żona jadac
              około 2 nad ranem, postanowili podpalic dynamit i wyrzucić przez okno, żeby
              zobaczyc, co sie stanie. Nie zauważyli, że okno było zamknięte.

              2.W Elyria, Ohio, w pazdzierniku 1997, Martyn Eskins, chcac oczyscić piwnice z
              pajęczyn za pomoca pochodni, poniósł smierć w pożarze, który doszczętnie
              strawił 2-piętrowy dom.

              3. W Guthrie, Oklahoma, w pazdzierniku 1997, Jason Heck próbował zabić
              krocionoga ze swojej strzelby kaliber 22, ale kula zrykoszetowała od kamienia i
              zabiła Antonio Martineza, trafiajac go w głowe.

              4. Tacoma, Washington. Kerry Bingham od dłuższego czasu pił z przyjaciółmi, gdy
              ktos zaproponował, żeby pójsć na most Tacoma Narrow Bridge i skoczyć na linie
              (bungee). O 4:30 rano 10 mężczyzn poszło na most.Na miejscu okazało się, ze
              zapomnieli liny. Bingham zauważył zwój kabla w pobliżu. Jeden koniec kabla
              został przywiazany do jego stopy, drugi do barierki mostu. Bingham spadał 12
              metrow, zanim kabel się naciagnał i urwał noge na wysokosci kolana. Bingham
              cudem przeżył upadek do lodowatej wody i został uratowany przez wędkarzy.
              Kawałka nogi nie odnaleziono.

              5. Na podstawie dokumentow policji w Dahlonega, Georgia, 20-letni kadet Nick
              Barrena zginal od uderzenia nozem przez kadeta Jeffreya Hoffmana, lat 23, ktory
              chcial sprawdzic, czy noz moze przebic kamizelke kuloodporna.

              6. Sylvester Briddell Jr., lat 26, zginał w lutym 1997 w Selbywille, DE, gdy
              wygrał zakład z przyjaciółmi, którzy twierdzili, że nie jest w stanie włożyc
              lufę rewolweru z 4 kulami do ust, zakręcić magazynkiem i pociagnac za spust.

              7. W lutym 1997 Daniel Kolta, lat 27 i Randy Taylor, lat 33, zakończyli zabawę
              w tchórza remisem, ginac w zderzeniu czołowym w swoich pługach sniegowych.

              8. We wrzesniu 1997, 7-letni chlopiec spadł z 30-metrowego urwiska niedaleko
              Ozark, Arkansas, kiedy stracił rownowagę, bujajac sie na krzyżu, który uswięcał
              smierć innej osoby w tym miejscu w 1990 roku.

              9. . Francuz, Jacques LeFevier postanowił popełnić samobójstwo. Aby mieć
              pewnosć, że próba samobójcza się powiedzie stanał na urwisku i przywiazał
              kamień do szyi. Następnie wypił truciznę i podpalił swoje ubranie. Próbował
              nawet zastrzelić się podczas skoku, ale kula chybiła przecinajac linę z
              kamieniem. Woda morska, do której wpadł niedoszły samobójca, ugasiła ogień, a
              zalewajac usta, spowodowała wymioty, które usunęły truciznę z żoładka. Jacques
              został wyciagnięty z wody przez rybaków i odwieziony do szpitala, gdzie zmarł z
              powodu wychłodzenia organizmu.

              10. K.C. Barker przypadkowo postrzelił się, kiedy obudzony przez dzwoniacy
              telefon, stojacy obok łóżka, sięgnał po niego, a zamiast aparatu pomyłkowo
              chwycił rewolwer, który wystrzelił po przyłożeniu go do ucha.
              1. We wrzesniu 1997 Paul Stiller, lat 47, został hospitalizowany w Andover
              Township, New Jersey, gdzie trafił razem ze swoja żona, gdy zostali ranni
              podczas wybuchu ćwiartki laski dynamitu w ich samochodzie. Paul z żona jadac
              około 2 nad ranem, postanowili podpalic dynamit i wyrzucić przez okno, żeby
              zobaczyc, co sie stanie. Nie zauważyli, że okno było zamknięte.

              2.W Elyria, Ohio, w pazdzierniku 1997, Martyn Eskins, chcac oczyscić piwnice z
              pajęczyn za pomoca pochodni, poniósł smierć w pożarze, który doszczętnie
              strawił 2-piętrowy dom.

              3. W Guthrie, Oklahoma, w pazdzierniku 1997, Jason Heck próbował zabić
              krocionoga ze swojej strzelby kaliber 22, ale kula zrykoszetowała od kamienia i
              zabiła Antonio Martineza, trafiajac go w gło
              • femme_maudite Re: humor w nauce - Karol Darwin 12.02.06, 12:25
                Przepraszam - jąkam się z przejęcia ;)

                zamiast wklejać to samo kilka razy, powinnam podać źródło. Na szczęście można
                to jeszcze nadrobić:

                www.icons.com.pl/poz_nuke/modules.php?name=Content&pa=showpage&pid=48&page=1
                • femme_maudite Re: humor w nauce - Karol Darwin 12.02.06, 20:11
                  No to na koniec anegdota:

                  Karol Darwin został kiedyś zaproszony na obiad. Przy stole jego sąsiadką była
                  piękna młoda dama.
                  - Panie Darwin - zwróciła się do niego dama - pan twierdzi, że człowiek
                  pochodzi od małpy. Czy to mnie również dotyczy?
                  - Oczywiście - odpowiedział uczony - lecz pani nie pochodzi od zwykłej małpy,
                  ale od czarującej.

                  • bonobo44 "Czy Pan Darwin pochodzi od małpy...?" 12.02.06, 20:30
                    W roku 1818 9-letni Darwinek wstąpił do wielkiej szkoły D. Buttlera w
                    Shrewsbury i pozostawał w niej aż do szesnastego roku życia. Nic nie mogło
                    gorzej wpłynąć na rozwój mego ducha - pisał w swej autobiografii — jak szkoła
                    D. Buttlera, ponieważ była wyłącznie klasyczna i niczego więcej nie uczyła,
                    oprócz geografii i historii starożytnej, łaciny i greki.
                    Jego niechęć do nauki była dla ojca nieustannym utrapieniem. Nauka szła mu
                    średnio, zarówno ojciec jak nauczyciele uważali go za młodzieńca stojącego pod
                    względem intelektualnym nieco niżej od przeciętnie rozwiniętych chłopców. Ku
                    wielkiemu memu upokorzeniu rzekł mi raz ojciec — wspomina Darwin - "nie znasz
                    żadnych innych zajęć oprócz strzelania, łapania psów i szczurów, przyniesiesz
                    wstyd sobie samemu i całej rodzinie".
                    Niechęć Darwina do nauki wiązała się z faktem, że posłano go do szkoły, która
                    nie była w stanie dać mu wiedzy, której pragnął. Od dziecka interesował się
                    przyrodą. Pragnienie obcowania z naturą było przemożne. W ostatnich latach
                    pobytu w szkole Darwin stał się namiętnym zwolennikiem myślistwa: Sądzę — pisał
                    w autobiografii — że nikt nie okazywał nigdy tyle zapału dla najświętszej
                    sprawy, ile ja dla strzelania ptaków.
                    prace.sciaga.pl/40838.html

                    Teoria ewolucji Darwina została opublikowana w 1859 w książce 'The Origin of
                    Species by Means of Natural Selection'
                    a w 1860 roku miała miejsce jej publiczna "promocja" w Oxfordzie... prezentację
                    poprowadził jednak nie sam Darwin (który "dziwnym trafem" zaniemógł),
                    a Thomas Henry Huxley (nie mylic z Aldousem Huxleyem, autorem "Nowego,
                    wspaniałego świata"), zwany "psem łańcuchowym Darwina".
                    Biskup Wilberforce, zwany w Anglii wówczas Mydlanym Joe – a to było bardzo
                    nieuprzejme określenie – wystąpił wówczas przeciw Darwinowi ze słynnym pytaniem
                    (nieświadomie powtarzanym obecnie w różnych wariacjach przez wielu
                    kreacjonistów):
                    "Czy Pan Darwin pochodzi od małpy ze strony ojca, czy ze strony matki?"
                    na to Huxley, niewiele myśląc odparował: "Doprawdy, wolałbym pochodzić od małpy
                    niż od biskupa", czym wywołał entuzjastyczną salwę śmiechu na sali
                    (nota bonobo: rzecz nie do pomyślenia we WSPÓŁCZESNEJ Polsce).


                    Sądzi się powszechnie, że Charles Darwin był wegetarianinem. Ku mojemu
                    zaskoczeniu, przeczyć temu zdaje się poniższa anegdota,
                    jaką przytacza on w swej książce 'O wyrazie uczuć u człowieka i zwierząt':
                    <<Odwiedzając Ziemię Ognistą, badacz spotkał tubylca, którego tak zaintrygowało
                    zimne peklowane mięso, którym posilał się przyrodnik, że nie mógł się
                    powstrzymać i dotknął jedzenia palcami.
                    Dotknął - i cofnął się z wyrazem głębokiego obrzydzenia, podczas gdy Darwin
                    poczuł z kolei wstręt do własnego posiłku,
                    którego dotykał jakiś "brudny i goły dzikus".>>
                    www.racjonalista.pl/kk.php/s,3900

                    <<Pewnego razu młody Darwin spędzał czas na odrywaniu z drzewa kory,
                    gdy zobaczył dwa rzadkie chrząszcze. Chwycił oba owady, tak że jednego miał w
                    lewej, a drugiego w prawej ręce. Wtedy zobaczył trzeciego chrząszcza,
                    ze szczególnie rzadkiego gatunku. Nie chcąc żeby uciekł, szybko wsadził do ust
                    owada znajdującego się w prawej dłoni.>>
                    www.szkola.net/swiatnauki/?id=784
                  • bonobo44 Re: humor w nauce - Karol Darwin 12.02.06, 23:04
                    femme_maudite napisała:

                    > - Oczywiście - odpowiedział uczony - lecz pani nie pochodzi od zwykłej małpy,
                    > ale od czarującej.

                    no to muszę mieć z tą panią wspólnych przodków,
                    oto moja fizjonomia 8)
                    www.bonobo.org/images/splash.jpg

                    • steinbock Re: Humor w nauce: zagadka matematyczna 13.02.06, 00:08
                      Choć jest okresowa, nie ma
                      zasadniczego okresu.

                      Nie można też narysować
                      w żaden sposób jej wykresu.

                      Każdy punkt tej dziwnej funkcji
                      Jest jej punktem nieciągłości.

                      Miejsc ekstremów - continuum.

                      Jakiej funkcji to własności?

                      Ponieważ zagadka jest łatwa ;-)
                      proszę o :
                      1. odpowiedź wierszem,
                      2. wyjaśnienie, dlaczego zadaję tę zagadkę właśnie dziś.
                      • bonobo44 201 rocznica urodzin Dirichleta 13.02.06, 09:47
                        Ta funkcja kaleka ;)
                        pl.wikipedia.org/math/3/e/c/3ec0d8bf613a837d0fc6466b5431827e.png
                        to wytwór umysłu Dirichleta
                        bez granicy całki Riemanna
                        przez Lebesgue'a scałkowana
                        jaka jest jej miara Lebesgue'a?
                        - odpowiedz sobie sama

                        --
                        Johann Peter Gustav Lejeune Dirichlet (13 lutego 1805 - 5 maja 1859) to
                        niemiecki matematyk pochodzenia francuskiego.
                        • steinbock Re: 201 rocznica urodzin Dirichleta 13.02.06, 10:29
                          Świetnie, brawo!

                          Teraz powinna się tu pojawić anegdota o tym uczonym. W takim razie przypomnę
                          tę, która już była w naszym wątku:

                          Autor: Gość: Onufry
                          --------------------------------------------------------------------------------
                          Matematyk P.G. Dirichlet (1805-1859) ożenił się z Rebekką Mendelssohn,
                          siostrą bardzo sławnego kompozytora Felixa Mendelssohna. Dirichlet nie
                          znosił pisania listów. Zrobił tylko raz w życiu wyjątek, gdy urodziło
                          mu się pierwsze dziecko. Wysłał wówczas do teścia taki list: "2+1=3".

                          Panie Onufry, może zna Pan jeszcze jakieś anegdoty o tym matematyku?
                          • bonobo44 Re: 201 rocznica urodzin Dirichleta 13.02.06, 11:10
                            Q wyżej to oczywiście zbiór liczb wymiernych

                            Wydawać by się mogło, że funkcja ta, miara i całka,
                            są zupełnie oderwane od rzeczywistości.
                            Spróbujcie jednak coś sensownego opisać analitycznie
                            w matematycznej fizyce kwantowej bez nich.

                            W tym świetle rzekome "oderwanie matematyki od fizyki"
                            nabiera nieco innego wymiaru, niż w znanej dykteryjce
                            o doświadczalniku, fizyku teoretyku i matematyku, których
                            zamknięto w jednoosobowych celach na 2 tygodnie:
                            "Każdy z nich dostał na ten czas prowiant w postaci
                            jednej konserwy mięsnej. Żadnego zaś urządzenia do otwierania
                            konserwy. Po dwóch tygodniach strażnicy odryglowują cele.
                            Cela fizyka doświadczalnika jest cała w tłustych plamach.
                            Na pytanie, jak przeżył, doświadczalnik odpowiada, że rzucał
                            konserwą o ścianę tak długo, aż pękła. Pozbierał to wszystko,
                            co dało się zebrać, i tak przeżył.
                            Ściany w celi fizyka teoretyka są pobazgrolone wzorami.
                            Teoretyk obliczył, pod jakim kątem należy uderzyć konserwą,
                            aby pękła; zrobił tak, jak policzył 0 i też przeżył.
                            Matematyk w swojej celi leży martwy. Na ścianie celi znaleziono
                            jedynie napis: dana jest cylindryczna puszka..."
                            draco.uni.opole.pl/~bgrab/bgrab/publikacje/przyziemny.pdf

                            Odczytać to warto moim zdaniem następująco: nawet jeśli wielu
                            matematyków umrze "w kompletnym oderwaniu od rzeczywostości",
                            łacno może się okazać, że wcześniej czy później rzeczywistość
                            fizyki teoretycznej upomni się o rozwiązania zawarte w ich pracach.


                            "Zadziwiającą cechą świata materii jest to, że daje się on opisywać
                            językiem matematyki."
                            draco.uni.opole.pl/~bgrab/bgrab/publikacje/przyziemny.pdf
                            ale też zadziwiająco wiele "kompletnych abstrakcji" matematycznych,
                            dla których "Ziemia - [to tylko] kula u nogi" - parafrazując Hugona
                            Steinhausa, znalazło do dziś zastosowanie do opisu świata materii.

                            --
                            "Tylko śmiało naprzód - uwierzycie [w siebie] później!"
                            - Lagrange

                          • Gość: Onufry Re: 201 rocznica urodzin Dirichleta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.02.06, 17:38
                            Zmagam sie troche ze zdrowiem ;-)

                            Oto anegdota, w ktorej wystepuje Dirichlet (jako postac drugoplanowa),
                            z książki A.K. Wróblewskiego (jest to powtorzenie):

                            Sławny dziś matematyk C.G. Jacobi (1804-1851) był za swego życia znacznie mniej
                            sławny niż jego brat M. Hermann, pionier galwanoplastyki. Kiedy w r.1843 C.G.J.
                            udał się ze swoim przyjacielem Dirichletem w dłuższą podróż do Wloch, był
                            często zapytywany czy jest on owym słynnym galwanoplastykiem. Ponieważ francuski
                            nie był jego najmocniejszą stroną, odpowiadał on niezgrabnie: - Pardon, je ne
                            suis moi, je suis mon frere (Przepraszam, ja nie jestem ja, ja jestem mój brat).
    • Gość: Onufry Re: Humor w nauce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.02.06, 21:29
      Na dzisiejszy wieczor proponuje nastepujaca zagadke:
      Kto wynalazl termometr?
      • steinbock Re: Humor w nauce 13.02.06, 21:49
        Gość portalu: Onufry napisał(a):

        > Na dzisiejszy wieczor proponuje nastepujaca zagadke:
        > Kto wynalazl termometr?

        Podobno w 210 roku przed naszą erą dokonał tego myśliciel, pisarz i znakomity
        inżynier grecki Filon z Bizancjum.
        • Gość: Onufry Re: Humor w nauce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.02.06, 23:12
          Przyznam, ze bylem przygotowany na inna odpowiedz.
          Poczekajmy zatem na odpowiedzi innych :-)
          • femme_maudite Re: Humor w nauce 13.02.06, 23:18
            W czasach nowożytnych jako pierwszy termometr zbudował Galileusz.
            • Gość: Onufry Re: Humor w nauce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.02.06, 23:21
              I ta odpowiedz jest inna niz moja. Czekam wiec jeszcze :-)
              • steinbock Re: Humor w nauce 13.02.06, 23:25
                Gość portalu: Onufry napisał(a):

                > I ta odpowiedz jest inna niz moja. Czekam wiec jeszcze :-)

                O.K. Po Filonie i Galileuszu termometr zbudował Fahrenheit :-)
                • Gość: Onufry Re: Humor w nauce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.02.06, 23:28
                  Znow nie ta odpowiedz, niz ta ktora posiadam :-)
                  • steinbock Re: Humor w nauce 13.02.06, 23:35
                    No to został mi tylko Anders Celsius vel Anders Celsjusz :-)
                    • Gość: Onufry Re: Humor w nauce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.02.06, 23:42
                      Takze ta odpowiedz jest inna, niz ta ktora posiadam :-)))
                      • steinbock Re: Humor w nauce 13.02.06, 23:44
                        Gość portalu: Onufry napisał(a):

                        > Takze ta odpowiedz jest inna, niz ta ktora posiadam :-)))

                        To może ja jeszcze raz przeczytam zagadkę ;-)
                        • femme_maudite Re: Humor w nauce 13.02.06, 23:51


                          > Gość portalu: Onufry napisał:
                          >
                          > > Takze ta odpowiedz jest inna, niz ta ktora posiadam :-)))
                          >
                          > To może ja jeszcze raz przeczytam zagadkę ;-)

                          To może poprosimy o wskazówkę :-)
                        • Gość: Onufry Re: Humor w nauce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.02.06, 23:58
                          Odpowiedz jaka jest mi znana to Santorio Santorio (1561-1636).
                          Patrz:

                          archiwum.wiz.pl/1998/98014100.asp


                          :-)))
                          • steinbock Re: Humor w nauce 14.02.06, 00:06
                            Gość portalu: Onufry napisał(a):

                            > Odpowiedz jaka jest mi znana to Santorio Santorio (1561-1636).
                            Ciekawa sprawa...
                            Czyli Galileusz wyszedł na kłamcę ...

                            A o Filonie pisali tu:
                            www.vulcan.edu.pl/biblioteka/inne/gazetki/gazetki028.html
                            pl.wikipedia.org/wiki/Filon_z_Bizancjum
                            • femme_maudite Re: Humor w nauce: zagadka na noc 14.02.06, 01:20
                              Ilu laureatów Nagrody Nobla obchodzi dziś urodziny?
                              • steinbock Re: Humor w nauce: zagadka na noc 14.02.06, 14:32
                                femme_maudite napisała:

                                > Ilu laureatów Nagrody Nobla obchodzi dziś urodziny?

                                Żaden, bo obaj już nie żyją ;-)
                                • steinbock Re: Humor w nauce: zagadka na noc 14.02.06, 19:01
                                  steinbock napisała:

                                  > femme_maudite napisała:
                                  >
                                  > > Ilu laureatów Nagrody Nobla obchodzi dziś urodziny?
                                  >
                                  > Żaden, bo obaj już nie żyją ;-)

                                  Pomyliłam się - nie pierwszy raz ;-)
                                  Jeden najprawdopodobniej żyje. Ech, ci matematycy, długowieczne bestie :-)
    • bonobo44 Walentynki 14.02.06, 11:23
      Wszystkim miłym Paniom udzielającym się na tym Forum,
      spełnienia marzeń i ta oto laurka:

      Valentin Kuzniecov - rosyjsko-amerykański fizyk specjalizujący się w naukach
      komputerowych i amator tanga ;)
      www.lns.cornell.edu/~vk/Tango/icons/tango.gif
      "It's all about love, your senses, your body. Do you realize how little we know
      about our body, how gracefully we can move and what we can tell by our
      movements? Strangely, but first things which tango teachers teach you is how to
      walk. Oh, yes, it's hard to walk as a cat, look stylish and sexy, and show, by
      every step you made, your feelings about a world, love and partner. But if you
      feel that you wan to be better, just learn and/or dance tango. "


      --
      A przy okazji pytanie: jakich znacie Panie i Panowie innych Walentych
      (Walentynki), którzy wyróżnili się na polu nauki i edukacji?
      Sam natknąłem się na informacje o takich postaciach, jak:

      Valentin Trozendorf (urodzony własnie w walentynki: 14 II 1490-1556 ), śląski
      pedagog i teolog protestancki
      Ciekawostka: "Spośród najzdolniejszych uczniów Trozendorf powoływał zarząd
      szkolny (magistratus scholasticus), składającego się z 12 senatorów i 2
      cenzorów, na czele których stał konsul."
      "Porządek szkolny" (opublikowany w 1563) zjednywał w prawach uczniów wszystkich
      narodowości, kolejne zasady nakazywały także zrównanie w prawach uczniów
      różnych stanów;
      Wśród ustaw zasadniczych pierwszy ustęp zaczynał się od cytatu z Wergiliusza:
      Tros Tyriusque mihi nullo discrimine agetur (Trojanie i Tyryjczycy nie będą u
      mnie rozróżniani).

      Valentin Danilov (tu dramat tego rosyjskiego fizyka: 25XI2004 skazany na 14 lat
      ciężkiego więzienia)
      AAAS Human Rights Action
      shr.aaas.org/aaashran/alert.php?a_id=292
      www.physicstoday.org/pt/vol-54/iss-8/p71.html

      Valentin Turchin (ur.1931)
      rosyjsko-amerykański fizyk teoretyk i cybernetyk, twórca języka REFAL (jednego
      z pierwszych języków AI)

      Valentin Smirnov - dyrektor Instytutu Syntezy Jądrowej Instytutu Kurczatowa w
      Moskwie (prace nad rosyjskimi Tokamakami i obecnym europejskim ITER)

      Valentin Ionel Vlad - rumuński optoelektronik (m.in. optyka solitonów w
      falowodach)

      Valentin Joseph Boussinesq (1842-1929) - fizyk i matematyk,
      wielki "francuski hydraulik" ;)
      • steinbock Re: Walentynki 14.02.06, 14:28
        bonobo44 napisał:

        > Wszystkim miłym Paniom udzielającym się na tym Forum,
        > spełnienia marzeń i ta oto laurka:

        Dziękuję w imieniu swoim - każda okazja jest dobra, żeby świętować.
        (flaszeszszki się chłodzą, jeszcze nie wszystkie wypite) ;-)

        Panom też życzę szampanskiego nastroju i miłej zabawy.

        >> A przy okazji pytanie: jakich znacie Panie i Panowie innych Walentych
        > (Walentynki), którzy wyróżnili się na polu nauki i edukacji?

        Oczywiście nie wolno zapomnieć o Walentynie Tierieszkowej ;-)
        • Gość: Onufry Re: Walentynki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.02.06, 20:54
          To dzis taka historyjka o dwu wielkich amerykanskich matematykach: Marstonie
          Morse (1892-1977) i Williamie C. Osgood (1864-1943). W latach trzydziestych
          malzenstwo Morse'a z zona Celesta nie ukladalo sie. Zwierzyla sie one z tego
          Osgoodowi. Aby historie uczynic krotka, wkrotce, po rozwodzie z M. Morse,
          Celesta poslubila W.C. Oswooda, ktory wczesniej rozwiodl sie ze swoja zona.
          W jakis czas pozniej odbywalo sie posiedzenie National Academy, ktorej
          obaj byli czlonkami. Gdy zobaczono ich razem, wkraczajacych na posiedzenie
          po wspolnej podrozy i zapytano o czym rozmawiali, padla odpowiedz:
          - O naszej zonie.

          Mozesz dzis kto inny postawi wieczorna zagadke?
          • femme_maudite Re: Walentynki 14.02.06, 21:19
            Onufry:
            > Mozesz dzis kto inny postawi wieczorna zagadke?

            Chętnie :) Ale jeszcze poprzednia zagadka nie jest do konca rozwiązana:

            femme_maudite:
            Ilu laureatów Nagrody Nobla obchodzi dziś urodziny?

            steinbock:
            > Żaden, bo obaj już nie żyją ;-)

            >Pomyliłam się - nie pierwszy raz ;-)
            >Jeden najprawdopodobniej żyje. Ech, ci matematycy, długowieczne bestie :-)


            No właśnie - matematyk i Nagroda Nobla?
            I kim był ten drugi?
            Wiem, spytałam nieprecyzyjnie - ilu - i odpowiedź już znamy.
            • femme_maudite Zagadka 14.02.06, 21:29
              Zagadka lingwistyczna:

              Trudno dokładnie policzyć, ile jest języków na świecie (ponad 3,5 tysiąca).
              Łatwiej jest dokonać klasyfikacji, na przykład na żywe, martwe, wybmarłe, a
              także naturalne i sztuczne, itp. Wymyślono około dwudziestu sztucznych języków
              (służących do porozumiewania się ludzi ze sobą - bo są jeszcze inne).
              Najbardziej znany, czyli esperanto, wymyśliła jedna osoba: Ludwik Zamenhof.
              A czy jest możliwe, żeby jednej osobie udało się skutecznie przywrócić do życia
              język martwy?
              • Gość: Onufry Re: Zagadka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.02.06, 23:00
                Chciałbym tu nadmienic, ze wielu z opisanych tu naukowcow to pasjonaci
                jezykowi. Wronski znal Polski, Francuski, Lacine, Greke, Hebrajski, Arabski,
                Aramejski (ale ni znal Angielskiego). Takze nauka jezykow stanowila hobby
                Gaussa (i dlugo sie zastanawial czy nie poswiecic sie filologii).

                Czy czasem odpowiedz na pytanie nie jest banalna: do rozmowy potrzebne
                sa conajmniej DWIE osoby?
                • femme_maudite Re: Zagadka 14.02.06, 23:06
                  Gość portalu: Onufry napisał(a):


                  > Czy czasem odpowiedz na pytanie nie jest banalna: do rozmowy potrzebne
                  > sa conajmniej DWIE osoby?

                  Do rozmowy oczywiście tak :)
                  Zapytałam:
                  > czy jest możliwe, żeby jednej osobie udało się skutecznie przywrócić do życia
                  język martwy?
                  Ale nie zdefiniowałam tego "przywrócenia do życia". Otóż mam na
                  myśli "puszczenie z powrotem w obieg", spowodowanie, żeby język znowu żył i
                  rozwijał się. Zamenhof wymyślił esperanto, ale potem nie używał go sam, bo nie
                  miałoby to sensu.
            • bonobo44 Zagadka "na wyjście" 14.02.06, 21:43
              To może jeszcze jedna, chociaż nieco smutna zagadka i... nie jestem zgoła
              pewien, czy do końca pasująca do FH (dlatego zadałem ją początkowo - bez
              powodzenia - na FN):

              Jacy wielcy przedstawiciele naukowego świata ludzi i... zwierząt odeszli od nas
              akurat w Walentynki?

              • steinbock Re: Zagadka "na wyjście" 14.02.06, 21:57
                bonobo44 napisał:

                > To może jeszcze jedna, chociaż nieco smutna zagadka i... nie jestem zgoła
                > pewien, czy do końca pasująca do FH (dlatego zadałem ją początkowo - bez
                > powodzenia - na FN):
                >
                > Jacy wielcy przedstawiciele naukowego świata ludzi i... zwierząt odeszli od
                nas
                >
                > akurat w Walentynki?
                >
                Trzy lata temu uśpiono owieczkę Dolly - pierwszego sklonowanego ssaka :-(
                • bonobo44 Re: Zagadka "na wyjście" 14.02.06, 22:01
                  brawo !

                  • bonobo44 Re: Zagadka "na wyjście" 15.02.06, 00:40
                    podpowiedź do drugiej części zagadki:

                    chodzi o genialnego matematyka, o którym już była mowa na tym wątku
                    • steinbock Re: Zagadka "na wyjście" 15.02.06, 01:00
                      bonobo44 napisał:

                      > podpowiedź do drugiej części zagadki:
                      >
                      > chodzi o genialnego matematyka, o którym już była mowa na tym wątku


                      Znam jednego genialnego matematyka, ale on jeszcze żyje ;-)
                      • bonobo44 Re: Zagadka "na wyjście" 15.02.06, 01:07
                        dobrej nocy

                        jeżeli do rana nikt nie zgadnie, to oczywiście podam odpowiedź
                    • steinbock Re: Zagadka "na wyjście" 15.02.06, 01:05
                      bonobo44 napisał:

                      > podpowiedź do drugiej części zagadki:
                      >
                      > chodzi o genialnego matematyka, o którym już była mowa na tym wątku


                      A teraz już poważnie: chodzi o Davida Hilberta (1862-1943)
                      • bonobo44 Re: Zagadka "na wyjście" 15.02.06, 01:09

                        oczywiście - zgadza się - gratuluję i jeszcze raz dobranoc!
                        • steinbock Re: David Hilbert 15.02.06, 01:18
                          To jeszcze na noc smutna anegdota:

                          Hilbert lived to see the Nazis purge many of the prominent faculty members at
                          University of Göttingen, in 1933.Among those forced out were Hermann Weyl, who
                          had taken Hilbert's chair when he retired in 1930, Emmy Noether and Edmund
                          Landau. One of those who had to leave Germany was Paul Bernays, Hilbert's
                          collaborator in mathematical logic, and co-author with him of the important
                          book Grundlagen der Mathematik (...)
                          About a year later, he attended a banquet, and was seated next to the new
                          Minister of Education, Bernhard Rust. Rust asked, "How is mathematics in
                          Göttingen now that it has been freed of the Jewish influence?" Hilbert
                          replied, "Mathematics in Göttingen? There is really none any more".
                          en.wikipedia.org/wiki/David_Hilbert

                          • femme_maudite Re: wczorajsze zagadki - nobliści 15.02.06, 09:24
                            Zanim przystąpimy do świętowania rocznicy urodzin Galileusza, proponuję
                            uporządkować wczorajsze zagadki:
                            1.Ilu laureatów Nagrody Nobla obchodzi dziś urodziny?

                            Bonobo44:
                            > ten drugi to:
                            > Charles Thomson Rees Wilson (ur.1869)

                            Był fizykiem. Otrzymał w 1927 r. Nagrodę Nobla za wynalezienie metody czynienia
                            widzialnymi torów cząstek naładowanych elektrycznie, z wykorzystaniem
                            kondensacji pary.

                            > Herbert Aaron Hauptman (ur.14 II 1917)
                            > jako matematyk potrafił opracować metody matematyczne wnioskowania
                            > o strukturze molekularnej związków chemicznych
                            > na podstawie rentgenowskich wzorów dyfrakcyjnych ich kryształów.


                            Właśnie! Otrzymał za to w 1985 r. Nagrodę Nobla w dziedzinie CHEMII.
                            A czy ktoś zna jeszcze innych matematyków laureatów Nagrody Nobla?

                            Na marginesie: jeszcze jeden przykład pokazujący, że trzeba z dystansem
                            podchodzić do informacji internetowych (zob. zagadka o termometrze ;-)). Polska
                            mutacja Wikipedii w rubryce „Urodzili się 14 lutego” zamieszcza taką informację:

                            1917 - Herbert Aaron Hauptman, amerykański biofizyk
                            pl.wikipedia.org/wiki/14_lutego
                            • femme_maudite Re: wczorajsze zagadki -ożywienie języka 15.02.06, 09:36

                              > Zagadka lingwistyczna:

                              > Trudno dokładnie policzyć, ile jest języków na świecie (ponad 3,5 tysiąca).
                              > Łatwiej jest dokonać klasyfikacji, na przykład na żywe, martwe, wymarłe, a
                              > także naturalne i sztuczne, itp. Wymyślono około dwudziestu sztucznych
                              języków
                              > (służących do porozumiewania się ludzi ze sobą - bo są jeszcze inne).
                              > Najbardziej znany, czyli esperanto, wymyśliła jedna osoba: Ludwik Zamenhof.
                              > A czy jest możliwe, żeby jednej osobie udało się skutecznie przywrócić do
                              życia
                              > język martwy?
                              > Onufry :
                              > Chciałbym tu nadmienic, ze wielu z opisanych tu naukowcow to pasjonaci
                              > jezykowi. Wronski znal Polski, Francuski, Lacine, Greke, Hebrajski, Arabski,
                              > Aramejski (ale ni znal Angielskiego). Takze nauka jezykow stanowila hobby
                              > Gaussa (i dlugo sie zastanawial czy nie poswiecic sie filologii).

                              > Czy czasem odpowiedz na pytanie nie jest banalna: do rozmowy potrzebne
                              > sa conajmniej DWIE osoby?

                              Co za nieoczekiwana i błyskotliwa odpowiedź!!!
                              Może Pan kiedyś rozwinie ten ciekawy wątek. Nb. nie wszyscy uczeni mieli
                              zdolności językowe (patrz: Einstein).

                              Pytanie było sformułowane nieprecyzyjnie (humanistycznie, ha ha!).
                              Próbuję się poprawić:
                              Ponieważ znam przykład skutecznego przywrócenia języka do życia do tego
                              stopnia, że stałl się nawet językiem państwowym, pytam: jaki to język?
                              Oraz: kto tego dokonał?


                              • Gość: Onufry Re: wczorajsze zagadki -ożywienie języka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.06, 14:01
                                Czy chodzi tu o:

                                Język hebrajski (iwrit, עִבְרִית) - język z grupy kananejskiej języków semickich,
                                należący do afroazjatyckiej rodziny językowej, zapisywany alfabetem hebrajskim.

                                Posługiwano się nim w starożytnym Izraelu, od czasów niewoli babilońskiej zaczął
                                on jednak wychodzić z powszechnego użycia, stając się de facto martwym językiem,
                                używanym jedynie w modlitwie, podczas ceremonii oraz do zapisu tekstów
                                religijnych (Tora, Miszna). W życiu codziennym Żydzi posługiwali się innymi
                                językami, początkowo aramejskim, później w diasporze głównie jidysz
                                (aszkenazyjczycy), ladino - dżudezmo (sefardyjczycy) bądź arabskim. Pod koniec
                                XIX w., dzięki staraniom m.in. Eliezera ben Jehudy, okrzykniętego
                                „wskrzesicielem hebrajszczyzny” (heb. מחיה השפה העברית), powstała nowoczesna
                                wersja języka hebrajskiego, który od chwili powstania państwa Izrael w 1948 jest
                                oficjalnie językiem urzędowym tego kraju. Obecnie posługuje się nim ok 5,1 mln
                                ludzi (wg niektórych szacunków, uwzględniających także Arabów izrelskich oraz
                                Izraelczyków żyjących na emigracji, liczba użytkowników języka hebrajskiego może
                                dziś sięgać nawet 8 mln).

                                oraz:

                                Eliezer ben Jehuda (אליעזר בן־יהודה), ur. 1858 jako Eliezer Jicchak Perelman,
                                zm. 1922 - żydowski lingwista, twórca współczesnego języka hebrajskiego.
                                • femme_maudite Re: wczorajsze zagadki - ożywienie języka 15.02.06, 16:55
                                  Gość portalu: Onufry napisał(a):

                                  > Czy chodzi tu o:
                                  >
                                  > Język hebrajski (iwrit, עִבְרִית
                                  > ;) - język z grupy kananejskiej języków semickich,
                                  > należący do afroazjatyckiej rodziny językowej, zapisywany alfabetem
                                  hebrajskim.(...)
                                  > Eliezer ben Jehuda (אליעזר בן&#
                                  > 1470;יהודה), ur. 1858 jako Eliezer Jicchak Perelm
                                  > an,
                                  > zm. 1922 - żydowski lingwista, twórca współczesnego języka hebrajskiego.

                                  BRAWO! ŚWIETNIE! WŁAŚNIE O TO CHODZIŁO!
                          • bonobo44 Re: David Hilbert 15.02.06, 09:28
                            Taak... podobne rzeczy przeżywaliśmy za stanu wojennego 8(

                            ale zmieńmy nieco nastrój... o Hilbercie Onufry napisał:


                            "Podobno pewnego dnia znany nam już David Hilbert czytał artykuł matematyczny
                            i utknął w pewnym miejscu. Poszedł do kolegi zajmującego sąsiedni pokój
                            i zapytał: - Co to jest przestrzeń Hilberta ?" [Onufry]

                            to a propos:

                            "(Uważa się, że David Hilbert był ostatnim matematykiem, który panował
                            nad całą matematyką)."[również Onufry]

                            czyżby z powyższego miało wynikać, że Hilbert nie panował nawet nad "własną"
                            przestrzenią? ;)

            • bonobo44 Herbert Aaron Hauptman (ur.14 II 1917) 14.02.06, 21:59
              femme_maudite zadała zagadkę:

              > Ilu laureatów Nagrody Nobla obchodzi dziś urodziny?
              > Jeden najprawdopodobniej żyje. Ech, ci matematycy, długowieczne bestie :-)


              ten drugi to:

              Charles Thomson Rees Wilson (ur.1869)
              • femme_maudite Re: Herbert Aaron Hauptman (ur.14 II 1917) 14.02.06, 22:11
                bonobo44 napisał:

                > femme_maudite zadała zagadkę:
                >
                > > Ilu laureatów Nagrody Nobla obchodzi dziś urodziny?
                > > Jeden najprawdopodobniej żyje. Ech, ci matematycy, długowieczne bestie :-

                > ten drugi to:
                >
                > Charles Thomson Rees Wilson (ur.1869)

                Świetnie! Brawo!
                ...ale jakim cudem matematyk dostał Nagrodę Nobla, skoro nie ma (nie było i nie
                będzie) tej nagrody w dziedzinie matematyki?
                • bonobo44 Re: Herbert Aaron Hauptman (ur.14 II 1917) 15.02.06, 01:00
                  jako matematyk potrafił opracować metody matematyczne wnioskowania
                  o strukturze molekularnej związków chemicznych
                  na podstawie rentgenowskich wzorów dyfrakcyjnych ich kryształów

                  Interesujące są jego poglądy w sprawie klonowania...
                  Jest jednym z sygnatariuszy "Deklaracji w obronie klonowania oraz niezawisłości
                  badań naukowych", w której zapisano:
                  "Domagamy się stałego odpowiedzialnego rozwijania technik klonowania oraz
                  wprowadzenie międzynarodowych uzgodnień, które zagwarantują, że
                  tradycjonalistyczne poglądy nie będą zagradzały drogi do dobroczynnych zdobyczy
                  nauki"
                  "potencjalne korzyści klonowania mogą być tak ogromne, że byłoby tragedią,
                  gdyby odwieczne skrupuły teologiczne miały doprowadzić do jego odrzucenia".

                  hmmm... czy doprawdy chodzi tu tylko o teologię?
    • meehow1 Heweliusz 14.02.06, 19:10
      Obiecałem coś o Heweliuszu - przepraszam, że z opóźnieniem.

      Jan Heweliusz to jeden z tych polskich uczonych, który ceniony jest bardziej za
      granicą niż w naszym kraju. Co prawda prawie każdy Polak zna jego nazwisko -
      choćby z marki piwa ;-) - ale mało kto wie, jak ważną rolę odegrał w rozwoju
      nauki. Nie przypominam sobie, by polscy popularyzatorzy dużo o nim pisali,
      natomiast jego znaczenie dostrzegają autorzy zagraniczni. Sporo miejsca
      poświęcili Heweliuszowi np. Harry Y. McSween Jr. w książce "Od gwiezdnego pyłu
      do planet", czy Rudolf Kippenhahn w "Na tropie tajemnic Słońca".

      Hewliusz był niedoceniany w Polsce już za życia. Co prawda król Jan Kazimierz
      nadał mu szlachectwo, ale nadanie nie zostało zaakceptowane przez Sejm. (Jak
      widać, nie tylko w obecnych czasach nasz parlament potrafił podejmować niemądre
      decyzje...) W 1777 r., prawie sto lat po śmierci astronoma, do jego rodzinnego
      Gdańska zawitał wspomniany przez Onufrego Jan Bernoulli. We wspomnieniach z
      podróży tak napisał o kościele św. Katarzyny: "W tym kościele jest pochowany
      Heweliusz. Wtedy jeszcze tego nie wiedziałem, nie spostrzegłem też pomnika,
      który należałoby wznieść temu wielkiemu mężowi; skromna płyta grobowa (...)
      przykrywa kości człowieka, który powinien mieć posąg". Zapewne pod wpływem uwag
      Bernoulliego zawstydzony prawnuk astronoma ufundował pierwszą płytę
      upamiętniającą Jana Heweliusza.

      Na czym polega wielkość Heweliusza? Prowadził on bardzo dokładne obserwacje
      pozycyjne gwiazd, sporządził atlas nieba, odkrywał komety i badał ich ruchy. To
      jednak robili także inni astronomowie. Heweliusz jako pierwszy zainteresował
      się szczegółami budowy ciał niebieskich. Keplera, Galileusza, czy nawet Newtona
      interesowały głównie ruchy planet i siły będące ich przyczyną. Galileusz co
      prawda odkrył góry na Księżycu i plamy słoneczne, ale na tym poprzestał.
      Heweliusz postanowił zbadać je dokładniej. H. McSween we wspomnianej książce
      pisze: "Jan Heweliusz z Gdańska, korzystając ze zrobionego przez siebie
      ulepszonego teleskopu, zwrócił uwagę na szczegóły powierzchni Księżyca.
      Sporządzając pierwszą niezwykle dokładną mapę Srebrnego Globu, Heweliusz stał
      się pionierem geologicznego podejścia do nauki o planetach". Gdański astronom
      prowadził też równie pionierskie systematyczne obserwacje plam słonecznych.

      Za pięć lat będziemy obchodzić 400 rocznicę urodzin wielkiego astronoma. Może
      ta okazja przyczyni się do spopularyzowania Heweliusza w naszym kraju?
      • steinbock Re: Heweliusz 14.02.06, 19:22
        meehow1 napisał:

        > Obiecałem coś o Heweliuszu - przepraszam, że z opóźnieniem.

        Better late than never :))

        > Za pięć lat będziemy obchodzić 400 rocznicę urodzin wielkiego astronoma. Może
        > ta okazja przyczyni się do spopularyzowania Heweliusza w naszym kraju?

        Miejmy nadzieję. Może przy okazji uda się przywrócić gwiazdozbiorowi Tarczy
        jego pierwotną nazwę. Jeśli dobrze pamiętam, to właśnie Heweliusz wprowadził na
        mapę nieba nazwę: Scutum Sobiescianum, czyli Tarcza Sobieskiego.
    • bonobo44 Principia Mathematica 15.02.06, 15:33
      15 lutego 1861 roku urodził się także Alfred North Whitehead (zm.1947),
      matematyk i filozof, który wraz z Bertrandem Russellem napisał
      "Principia Mathematica"

      Mówi się, że renomowana gazeta londyńska zaoferowała po jej ukazaniu się
      dziesięć funtów każdemu, kto zdołałby dowieść, że przeczytał całe dzieło. Nikt
      nie zgłosił się po nagrodę. Ktoś zasugerował natomiast Whiteheadowi, że
      przecież on sam mógłby ją odebrać.
      - Ale ja czytałem tylko swoją część - odpowiedzieć miał Whitehead.

      Sam Bertrand Russell miał ponoć pewnego razu ciekawy koszmar senny, w którym
      znalazł się na górnym piętrze olbrzymiej biblioteki gdzieś w przyszłości.
      Pracownik biblioteki chodził wokół regałów z olbrzymim wiadrem, zdejmując
      książkę za książką, przeglądając je i odkładając na powrót na półkę lub
      wrzucając do wiadra.
      Na koniec dotarł do trzech opasłych tomów, w których Russell rozpoznał ostatnią
      ocalałą kopię Principia Mathematica. Bibliotekarz zdjął jeden z nich,
      przerzucił parę kartek, wydając się przez chwilę rozbawiony ciekawą symboliką,
      zamknął książkę, zważył ją na dłoni, zawahał się i...

      niektórzy utrzymują, że tym bibliotekarzem był... Kurt Godel ;)

      Bertrand Russell znany był ze swych głośnych poglądów dotyczących geopolityki
      i rozbrojenia nuklearnego. Zapytany kiedyś [o czym wspominał już Onufry],
      czy gotów byłby umrzeć za swoje przekonania, miał ponoć wykrzyknąć:
      - Oczywiście, że nie! Przecież mogę się mylić!

      Zagadka: Czy ktoś pamięta, jakie poglądy w owej kwestii miał Russell?
    • bonobo44 Alfred North Whitehead 15.02.06, 15:50
      Gdy w 1933 chemik James Bryant Conant został wybrany na prezydenta Harwardu,
      Alfred North Whitehead nie omieszkał wyrazić swojego zaskoczenia.
      Kolega przypomniał mu, że wielki Charles W. Eliot (który był prezydentem w
      latach 1869-1909) również był chemikiem. Na to Whitehead odpowiediał: - Ale on
      był złym chemikiem.


      Ówże wspomniany Charles W. Eliot (1834-1936), prezydent Harvardu od 1869 roku
      do 1909 roku, zanim zadbał o finansową i intelektualną samodzielność tej uczelni
      poprosił swoich współwyznawców (unitarian) o $130 000 dotacji na jej rzecz.
      Zastrzegł jednak, że:
      „Harvard Divinity School nie ma charakteru unitariańskiego ani w swojej
      konstytucji ani w założeniu jej twórców. Doktryny tej niesekciarskiej sekty,
      zwanej w tym kraju unitarianami, mają prawo do szacunku i uznania w szkole,
      gdyż została założona i przez ostatnie dwa pokolenia wspierana przez unitarian.
      Ale zarząd uniwersytetu nie może się zobowiązać, że mianować będzie wyłącznie
      unitarian jako nauczycieli albo też, że będzie udzielać specjalnych przywilejów
      unitariańskim studentom.
      Jest to niemożliwe z tego względu, iż założyciele szkoły, choć sami będąc
      unitarianami, nałożyli na uniwersytet następującą zasadę jego zarządzania:
      Że będzie się wspierać wszelkie szczere, obiektywne poszukiwania
      chrześcijańskiej prawdy i że nie będzie się wymagało żadnej deklaracji zgody na
      doktryny poszczególnych wyznań ani od uczniów, ani od nauczycieli.”

      Czyż nie brzmi to jak "Porządek szkolny" śląskiego pedagoga Valentina
      Trozendorfa ?
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=384&w=26429889&a=36779387

      A jak to się ma do współczesnego nam stanowiska naszego kościoła w kwestii
      edukacji młodzieży i dajmy na to... preambuły do Konstytucji UE?
      • Gość: Onufry Re: Alfred North Whitehead IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.06, 20:49
        Tenze A. F. Whitehead, zapytany kiedys przez mlodego adepta nauki co jest
        wazniejsze : idee czy rzeczy? odrzekl natychmiast:
        "I would say: ideas about things".
    • bonobo44 James Bryant Conant (1893-1978) 15.02.06, 16:31
      Wspomniany chemik, który zdaniam Alfreda Northa Whiteheada miał się zmarnować w
      administracji jako wieloletni prezydent Uniwersytetu Harvarda, James Bryant
      Conant (1893-1978) i skupiona wokół niego grupa wykładowców kształcenia
      ogólnego, (m.in.: I. Bernard Cohen, Philipp Frank, Gerald Holton oraz Edwin C.
      Kemble) odegrał - o ironio - kluczową rolę w reformie kształcenia ogólnego na
      amerykańskich uniwersytetach w latach 1936-1952.

      "Zdaniem harwardzkich specjalistów kształcenia ogólnego nauki przyrodnicze są
      integralnie związane z całością kultury (m.in. filozofią, religią, sztuką).
      Dotychczasowy model kształcenia oparty na radykalnej opozycji nauk
      przyrodniczych i humanistyki jest błędny. Staje się to oczywiste z chwilą, gdy
      spojrzymy na rozwój tych nauk z perspektywy historycznej. Właśnie dlatego wątek
      historyczny musi ogrywać kluczową rolę w programie kształcenia ogólnego
      studentów. Przy tym nie wolno hołdować postawie pozytywistycznego antykwaryzmu
      (przejawiającej się w kolekcjonowaniu prostych faktów: dat i nazwisk), trzeba
      zaś ukazywać syntetyczny obraz dziejów nauki (jej genezy, treści i recepcji) i
      jej związków z innymi działami kultury."

      Obecnie korzysta z tego każdy szanujący się i ceniony przez studentów pedagog
      akademicki, chociażby dlatego, że nic tak nie uruchamia wyobraźni i nie
      przykuwa uwagi słuchaczy na resztę nawet 2-godzinnego wykładu, jak niemal
      anegdotyczne (co tam "niemal" - wręcz ubarwione anegdotami) wprowadzenie do
      jego tematyki, a następnie równie barwne odwoływanie się do kontekstu
      historycznego w trakcie jego trwania.

      "W maju 1947 roku prezydent Uniwersytetu Harvarda James Bryant Conant poprosił
      Kuhna [fizyka i słynnego historyka i filozofa nauki Thomasa Samuela Kuhna (1922-
      1996), autora "Struktury rewolucji naukowych"]
      by przerwał on na pewien czas swoje prace nad doktoratem z zakresu teorii
      fizyki ciała stałego i został jednym z dwóch asystentów w jednosemestralnym
      wykładzie dla nieprzyrodników, który miał się odbyć na przełomie roku 1947/48.
      Zadaniem Kuhna miało być przeprowadzenie wykładu z historii mechaniki typu
      conantowskiego 'studium przypadku'.
      W trakcie przygotowywania się do prowadzenia tych wykładów Kuhn
      'badając problem sprzeczności fizyki Arystotelesa z fizyką Galileusza'
      odkrył istnienie metody historycznej, polegającej na odczytywaniu badanych
      tekstów w ich kontekście historycznym."
      www3.uj.edu.pl/alma/alma/66/01/11.html
Inne wątki na temat:
Pełna wersja