Gość: Onufry Re: Humor w nauce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.06, 17:13 Po otrzymaniu Nagrody Nobla z Ekonomii, John Nash (bohater książki i filmu "Piękny umysł") miał wygłosić mowę na specjalnej uroczystości na Uniwersytecie w Princeton. Zaczął następujaco: - Mam nadzieję, że po otrzymaniu Nagrody Nobla dostanę wreszcie kartę kredytową, bo bardzo mi na niej zależy. Odpowiedz Link Zgłoś
jambur Re: Humor w nauce 07.01.06, 17:23 Ponieważ w tym raczej "ścisłym" wątku pojawiają się od czasu do czasu humaniści, dorzucę i ja co nieco... Śp. Profesor Kazimierz Nitsch, językoznawca (nie mylić z równie zasłużonym literaturoznawcą Ryszardem Nyczem, też z UJ, jeszcze wśród żywych) wychodząc z gabinetu mocno trzepnął drzwiami stojącą pod nimi studentkę (podobno był osobą bardzo energiczną). Przeprosił ją po dżentelmeńsku i pospieszył w swoją stronę. Kiedy wrócił, studentka ciągle stała pod jego gabinetem. Nitsch powiedział do niej: "Cofam przeprosiny. Trzeba być kompletnym idiotą, żeby wystawać pod drzwiami, które mogą się w każdej chwili otworzyć". :) Inna historyjka z udziałem tego samego bohatera: Nitsch wywiesił ogłoszenie o treści: "Studenci, co nie zdali egzaminu, zgłoszą się (tu data)". Po jakimś czasie zauważył, że ktoś poprawił "co" na "którzy", więc dopisał: "Patrz: Mickiewicz, Pan Tadeusz: *...co w ostrej świecisz bramie...*". Następny dopisek na ogłoszeniu brzmiał: "Co wolno Mickiewiczu, to nie tobie Nitschu" ;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Onufry Re: Humor w nauce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.06, 23:40 Znany nam już John von Neumann był bardzo bogaty i lubił luksusowe życie. Miał zwyczaj mawiać: " Nie wystarczy być bogatym, trzeba jeszcze mieć pieniądze w Szwajcarii." Odpowiedz Link Zgłoś
jambur Re: Humor w nauce 08.01.06, 13:16 Profesor Kazimierz Wyka był kibicem futbolu. Od wieloletniego zdzierania głosu na wykładach miał tzw. guzki śpiewacze, więc nie krzyczał podczas meczu razem ze wszystkimi, tylko czekał aż wrzawa opadnie. Wtedy darł się piskliwie: Sędzia ch**!!! Odpowiedz Link Zgłoś
eilean_donan Re: Humor w nauce 08.01.06, 14:54 Stanisław Ignacy Witkiewicz (Witkacy, 1885-1939) znany był z tego, że łamał normy obyczajowe. Poczytywał się za filozofa, przy czym wykształcenia filozoficznego nie miał, nie znał nawet naukowej terminologii, jednakże z całym swoim zuchwalstwem pchał się do towarzystwa prawdziwych uczonych. Na III Zjeździe Filozoficznym w Krakowie zaprezentował, inspirowany swoim najważniejszym dziełem - „Główniakiem”, odczyt, na temat „Pojęcia implikowane przez pojęcie Istnienia”. Aby się odróżnić na pierwszy rzut oka od współuczestników zjazdu, elegancko i stosownie do uroczystości ubranych, wystroił się w płócienne ubranko i jaskrawy krawat. Do elaboratu wtrącał protekcjonalne rady w rodzaju: „sprawdź sobie, koteczku, i porównaj”, „przemyśl sobie, koteczku, spokojnie”. Panów profesorów zatkało, a o to właśnie Witkacemu chodziło. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Onufry Re: Humor w nauce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.01.06, 16:51 Po przeczytaniu poprzedniego postu przypomniała mi się taka historyjka związana z Witkacym. Nie podpada to dokładnie pod tematykę wątku, ale ją opowiem. Mój znajomy był, bodajże 3 lata temu, na otwarciu roku szkolnego w Liceum Witkacego w Warszawie. Wg jego relacji w czasie spotkania Pani Dyrektor tego liceum z rodzicami uczniów, nagle wstał jakiś rodzic i wygłosił długą tyradę na temat tego jak to Witkacy namiętnie zażywał narkotyki i zakończył dramatycznym pytaniem czy szkoła coś robi by uchronić swoją mlodzież przed złym przykładem Patrona. Pani Dyrektor trochę się zmieszała następnie rzeczowo odpowiedziała co szkoła robi w tej sprawie. Ale ów rodzic był nieco agresywny i zarzucał Panią Dyrektor coraz to nowymi pytaniami. W pewnej chwili, Pani Dyrektor - osoba zazwyczaj zrównoważona - trochę nie wytrzymała i zawołała: - Ale przecież Witkacy był geniuszem ! Odpowiedz Link Zgłoś
slartibartfast Re: Humor w nauce 08.01.06, 15:01 Na konferencji ESEB, trzy lata temu ktoś opowiadał o teście przeprowadzonym na mieszkańcach USA (a może W. Brytanii?): "Pomidory zmodyfikowane genetycznie zawierają geny a pomidory nie modyfikowane - nie: Prawda czy Fałsz?" Wynik: 80% błędnych odpowiedzi :( Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Onufry Re: Humor w nauce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.01.06, 21:49 Podobno pewnego dnia znany nam już David Hilbert czytał artykuł matematyczny i utknął w pewnym miejscu. Poszedł do kolegi zajmującego sąsiedni pokój i zapytał: - Co to jest przestrzeń Hilberta ? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Onufry Re: Humor w nauce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.01.06, 00:39 Bohaterami tej historyjki są znani nam D. Hilbert i N. Wiener. Pewnego dnia Wiener miał wykład w Getyndze. Po wykładzie D. Hilbert wstał i powiedział, że jest niemiecką tradycją dawać złe wykłady. Potem powiedział, że Getynga ma w tej materii najgorszą reputację w całych Niemczech, a instytut matematyki ma najgorszą reputacje na uniwersytecie. Wiener rozpromienił się oczekując komplementu pod swoim adresem. Wtedy Hilbert powiedział: - Ale wykład Wienera był najgorszym wykładem jaki ja kiedykolwiek słyszałem. Odpowiedz Link Zgłoś
bazyliszek4 Re: Humor w nauce 09.01.06, 00:38 to raczej czarny humor, ale za czasów schyłkowego Stalina i Wielkiej Encyklopedii Radzieckiej, gdy Rosja stała się kolebką wszelkiej cywilizacji, naukowcy szli do więzienia za przypominanie o wpływie Byrona na Lermontowa czy kultury francuskiej na Puszkina. szczytów absurdu sięgnęło jednak językoznawstwo. już nie wspomnę o artykule "Wielkiego Językoznawcy, ale co powiecie na stwierdzenie Łomtiewa: "Język rosyjski jest narzędziem najbardziej zaawansowanej kultury socjalistycznej, najbardziej zaawansowanej nauki. To język pokoju i postępu"? z licznych przypadków idiotyzmu radzieckiego życia opisanych przez Hellera w znakomitej książce "Maszyna i śrubki" najbardziej fascynowała mnie zawsze historia o wydanym w latch 60. słowniku, w którym autor dowodził, że sufiks "-izm" właściwy jest zjawiskom patologicznym i zbrodniczym - faszyzm, nazizm, syjonizm. niestety nie wspomniał jak odnieśc się do komunizmu, socjalizmu, bolszewizmu... Odpowiedz Link Zgłoś
marwwa Prostacki Humor w nauce 09.01.06, 02:42 Nie zauważyliście, że wszystkie "dowcipne" rzekome odzywki sławnych ludzi są po prostu prostackie? Świadczy to o braku zwyczajnego samokrytycyzmu. Nie twierdzę, że to nie jest możliwe. Rzeczywiście tak zwani naukowcy, którzy prowadzą zajęcia dydaktyczne, popadają w jakiś paskudny manieryzm. Nie mają życzliwej osoby, która by im uzmysłowiła, jak się naprawdę prezentują Osobiście mógłbym kilka nazwisk zamieścić, z opisem ich parad, ale to byłoby wywołanie burzy. I ci DYGNITARZE uczelniani wyobrażają sobie, że ich pochlebcy są tak głupi, że są całkowicie ubezwłasnowolnieni! Tylko czasem rozchodzą się żenujące informacje. Jak trzeba być bezkrytycznym,jak się puszyć, żeby udało się wygrać zakład pracownikowi, który założył się, że powie całkiem serio szefowi, że ten jest PIĘKNY, i że ten się nie połapie! Widowisko się odbyło, mnie osobiście to zniesmaczyło. Trzeba było widzieć, do czego się udało gawiedzi uczonego głupca doprowadzić! Kiedyś, za dawnych czasów, ukazywało się "czasopismo popularnonaukowe", "Problemy". W tych "Problemach" prowadzony byl dział pt "Polemiki", w którym luminarze polskiej nauki obrzucali się nawzajem błotem, plotąc takie straszne androny, popisując się nieznajomością podstaw fizyki, chemii, pisowni, historii, to wszystko NA PIŚMIE, przy tym w tak obraźliwej formie, że przysłowiowy wozak mógłby być nauczycielem manier. Rzecz jest do sprawdzenia nawet teraz - roczniki tego pisma są dostępne. A wszyscy w niniejszym wątku przytaczają takie odezwania się i zachowania uczonych, fizyków, Napoleonów, matematyków, jakich powinni wstydzić się wszyscy, których to smieszy! Odpowiedz Link Zgłoś
eilean_donan Re: Prostacki Humor w nauce 09.01.06, 17:05 No cóż , drogi Marwwo, nie wstydzę się tego, że bawią mnie powiedzonka, lapsusy językowe, zachowania bohaterów tego wątku, ponieważ pokazują uczonych odbrązowionych, pokazują to, czego nie czyta się w encyklopedycznej notce biograficznej, są humorystycznymi ciekawostkami. Przytaczane tu anegdoty pokazują czasami erudycję, czasami nietypowy tok myślenia wybitnych ludzi, ich sposób postrzegania świata, a także to, że, oprócz genialnych dokonań są zwykłymi ludźmi, którzy dowcipkują, są roztargnieni, zapominalscy, spóźnialscy etc. Mówię tu o wybitnych ludziach, a jak zauważasz, wśród wykładowców uczelnianych są też (i jest to normalne pod każdą szerokością geograficzną) całkiem mali ludzikowie, ignoranci, zadufani egocentrycy i ich „wpadki” też są cytowane, bowiem, wg założenia inicjatora tego wątku – pisze się tu o „uczonych w pantoflach”, o zabawnych sytuacjach spod katedry czy z laboratorium. Wrzucanie wszystkich do jednego worka jest chyba błędem. Nie zgodzę się więc z opinią, że stwierdzenia, czy puenty np. Hilberta lub Diraca są prostackie. Jak mi się zdaje, nie w tym rzecz ,by rechotać ze śmiechu, czytając co ten czy ów uczony powiedział, czy jak się zachował w różnych – oficjalnych i nieoficjalnych-sytuacjach. Jeśli chodzi o to, by się pośmiać, to proponuję wątek „najlepszy ostatnio usłyszany dowcip” czy coś takiego. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Onufry Re: Prostacki Humor w nauce do eilean_donan IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.06, 22:01 Po przeczytaniu postu Marwwy, też miałem zamiar odpowiedzieć, ale akurat pokazała sie Pani odpowiedż. Ja bym tak adekwatnie (i spokojnie) nie potrafił odpowiedzieć. Dziękuję (conajmniej w swoim imieniu). Mam pytanie: jaka książka o Witkacym opisuje te historyjki o których Pani tu opowiedziała? Miłoby było znów usłyszeć Panią opowiadającą tu anegdotki ! :-))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Onufry Re: Humor w nauce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.01.06, 10:44 Bardzo ciekawą postacią w nauce był angielski matematyk G.H. Hardy (1877-1947). Podobno miał on 4 najwazniejsze ambicje życiowe: - udowodnić Hipotezę Riemanna; - zdobyć decydujące punkty w prestiżowym turnieju krykieta; - zamordować Mussoliniego; - dowieść, że Bóg nie istnieje. Z tego co wiadomo, żadnego z tych celów nie udało mu sie osiagnąć. ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Onufry Re: Humor w nauce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.01.06, 19:18 Hardy wspolpracowal z wielkim matematykiem John'em E. Littlewood'em (1885-1977). Wspolnie napisali wiele znakomitych prac (czesto okresla sie ich jako najlepszy duet w historii matematyki). Obaj mieli duze poczucie humoru i robili sobie nawzajem kawaly. Kiedys Littlewood zapytany o preferencje seksualne Hardy'ego mial powiedziec: "Jest on niepraktykujacym homoseksualista." Odpowiedz Link Zgłoś
eilean_donan Re: Humor w nauce 09.01.06, 20:08 Skoro o mowa o "tych sprawach": Emanuel Kant był mizoginistą, nie znosił kobiet w swoim otoczeniu, nie czuł do nich pociągu, a nawet uważał wręcz za obrzydliwe. (gdyby lubił kobiety, byłby chyba narażony na ciągłe zawody miłosne, przede wszystkim z racji wyglądu – mały, 157cm wzrostu, chudy, o infantylnej twarzyczce ze spiczastym nosem, nieustannie nosił sztywny gorset korekcyjny, a większość kobiet, no cóż, bardziej sobie ceni przystojny wygląd i siłę muskułów niż siłę „czystego rozumu”) Co więcej Kant nawet nie znosił w swoim otoczeniu żonatych mężczyzn. Jego wierny służący, Lampe, ukrywał przed swoim panem swój ożenek. Gdy przypadkiem Kant wpadł na trop „haniebnego oszustwa”, zażądał natychmiastowego „zerwania z babą”. Służący przysięgał, że będzie żył w celibacie, aliści ukradkiem odwiedzał swoją połowicę. Na domiar złego, gdy umarła, ożenił się z jej przyjaciółką. Tego Kant nie mógł darować – przepędził Lampego wyzywając go od „plugawych łajdaków”, ten zaś nazwał pana „szkrabem” (szkrab – wykrzywiony, stary trep). Kant wyznał, że nie lubi kobiet i pozostaje w celibacie tej przyczyny, że „wykonywanie ruchów kopulacyjnych jest śmieszne i niegodne filozofa”. Niechęć do kobiet i instytucji małżeństwa czuł też Artur Schopenhauer, który mawiał :„Ożenić się, to pozbawić się połowy swoich praw i podwoić w zamian swoje obowiązki”. Odpowiedz Link Zgłoś
jambur Re: Humor w nauce 10.01.06, 23:18 eilean_donan napisała: > Skoro o mowa o "tych sprawach": > Kant wyznał, że nie lubi kobiet i pozostaje w celibacie tej przyczyny, > że „wykonywanie ruchów kopulacyjnych jest śmieszne i niegodne filozofa Kant mógł oczywiście wykoncypować sobie to stwierdzenie niezależnie i konwergentnie (jak Popow i Marconi radio), ale mnie tu pachnie Lukrecjuszem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Onufry Re: Humor w nauce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.06, 23:24 jambur napisał: > eilean_donan napisała: > > > Skoro o mowa o "tych sprawach": > > > Kant wyznał, że nie lubi kobiet i pozostaje w celibacie tej przyczyny, > > że „wykonywanie ruchów kopulacyjnych jest śmieszne i niegodne filoz > ofa > > Kant mógł oczywiście wykoncypować sobie to stwierdzenie niezależnie i > konwergentnie (jak Popow i Marconi radio), ale mnie tu pachnie Lukrecjuszem. > Ej, Wy Humaniści! Nawet w "tych sprawach" każdy twierdzi swoje !!! ;-))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Onufry Re: Humor w nauce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.06, 14:26 Pewien wybitny matematyk angielski zostal zapytany (iles lat temu) o nazwiska trzech zyjacych, najwybitniejszych matematykow w Anglii. Odpowiedzial bez namyslu: "Hardy, Littlewood i Hardy-Littlewood". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Onufry Re: Humor w nauce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.06, 18:53 Hardy cierpial na obsesje, ze Bog "wyjdzie z siebie" i zrobi wszystko aby mu obrzydzic zycie (troche to sprzeczne z 4. ambicja z poprzedniego postu ;-) ). Na swoje ulubione rozgrywki w krykieta, niezaleznie od pogody, nosil zawsze parasol by - jak to mawial - "nie dac Bogu przyjemnosci zaskoczenia mnie deszczem". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Onufry Re: Humor w nauce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.06, 00:09 Jeżeli ktoś chciałby się dowiedzieć coś więcej o G.H. Hardym, to polecam jego książkę "A Mathematician's Apology" Cambridge Univ. Press, London, 1967. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Onufry Re: Humor w nauce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.06, 22:20 Gość portalu: Onufry napisał(a): > Jeżeli ktoś chciałby się dowiedzieć coś więcej o G.H. Hardym, to polecam > jego książkę "A Mathematician's Apology" Cambridge Univ. Press, London, 1967. Okazuje sie ze ta ksiazka jest dostepna po polsku: G. H. Hardy, Apologia matematyka, przel. Marek Fedyszak, Warszawa 1997. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Onufry Re: Humor w nauce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.01.06, 12:39 Krazy taka anegdota o Hugonie Steinhausie. Kiedys prowadzil on wyklad. Oprocz niego byly na sali tylko 2 osoby. Powstal problem czy warto odbyc tak nielicznie obsadzony wyklad. Steinhaus stwierdzil: "Tres facit collegium" (co znaczylo "trzy czyni college") i wyklad sie odbyl. Nastepnym razem na sali oprocz Steinhausa byl tylko jeden sluchacz. Powstał podobny problem. Steinhaus zareagowal tak samo. Wowczs ten sluchacz zapytal - Ale przeciez nas jest w sumie dwoch? Steinhaus odpowiedzial: - Bog jest zawsze obecny. (Podobno Steinhaus byl ateista). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: barnaba Re: Humor w nauce IP: *.lodz.msk.pl 10.01.06, 14:45 Anegdota w zmienionej wersji krążyła kilka lat temu po Akademii Medycznej w Łodzi. Otóż na starszych latach (mniej więcej od 3 roku) studenci notorycznie ignorowali wykłady, które "z definicji" były nieobowiązkowe. Pewnego dnia do dziekana wydziały lekarskiego przyszło zapytanie: "ile osób musi być obecnych na wykładzie, żeby wykład się odbył?" Odpowiedź brzmiała "w statucie uczelni brak ścisłych wytycznych, ale zgodnie ze starożytną zasadą tres collegium faciunt (czyli trzech czyni zespół) uważam, że należy przyjąć, że wykład powinien odbyć się, gdy obecne są trzy osoby" Po tygodniu przyszło zapytanie zrozpaczonego wykładowcy "przepraszam bardzo, a te trzy osoby to należy liczyc z prowadzącycm czy bez? Odpowiedz Link Zgłoś
jambur Re: Humor w nauce 09.01.06, 17:22 Poniższa anegdotka przypisywana bywa różnym osobom i w różnych okolicznościach, słyszałem ją nawet jako dowcip, ale znajomy dialektolog zarzeka się, że słyszał ją od samego bohatera, zanim ten wybrał się na piwo do Abrahama. Znany leksykolog Stanisław Skorupka (założę się, że połowa z Was odziedziczyła jego Słownik wyrazów obcych po rodzicach) zajmował się też badaniem gwar polskich. Metodologia każe, by pytając o odpowiednik "miastowego" leksemu nie użyć go samemu, bo informator może się zafiksować na wymowie, albo chcieć samemu brzmieć "miastowo" przy gościu z miasta. Znalazł się więc raz Skorupka na Podhalu i pyta: -A jak u was się mówi na tę część ciała, na której się siada? -Rzyć. -Piękna, staropolska forma... (Podhale było długo odizolowane z racji położenia geograficznego, stąd w tamtejszej gwarze zachowało się najwięcej archaizmów) -A u wos? - chciał się zrewanżować gazda -Dupa. -Tyz piknie... Odpowiedz Link Zgłoś
eilean_donan Re: Humor w nauce 09.01.06, 17:58 Apropos "uczonych w pantoflach" i wspomnianego juz witkacego: Witkacy rzeczywiście nie stronił od narkotyków, był kokainistą, opiumistą, odurzał się peyotlem, natomiast cierpiał na rupofobię, czyli panicznie bał się bakterii i brudu. We własnym domu ciągle wycierał blaty stołów, zdmuchiwał kurz z książek,a drzwi otwierał łokciem. W towarzystwie też nie spuszczał z tonu, np. dokładnie oglądał sztucce i obwąchiwał je. Kobiet nie całował w rękę,uważając ten powszechny wówczas staropolski zwyczaj za "naftalinę obyczajów", ukuł też powiedzenie: "cmok-nonsens".Raz w towarzystwie, pewna sędziwa dama, nawykła do podawania ręki w sposób wymuszający szarmancki pocałunek, właśnie tak zachowała się wobec Witkacego. On ujął jej dłoń, po czym oświadczył, że ją ucałuje, jeśli wpierw oboje udadzą się do toalety, by dama dokonała ablucji. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Onufry Re: Humor w nauce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.01.06, 23:03 Gdy USA prowadzila badania nad bomba wodorowa, John von Neumann zainteresowal sie komputerami. Najlepsza owczesna maszyna matematyczna zbudowana na lampach elektronowych ENIAC czesto wymagala napraw. Johnny wpadl na pomysl zbudowania doskonalszego komputera. Dowiedziawszy sie, ze najlepszym w USA elektronikiem jest J. Bigelow, zaprosil go do Princeton w celu omowienia projektu. O umowionej godzinie elektronik zapukal do drzwi. Gdy Johnny otworzyl drzwi do pokoju z gosciem wbiegl pies. Panowie dyskutowali okolo godziny podczas gdy pies biegal po mieszkaniu i poszczekiwal. Wreszcie gosc wstal pozegnal sie i ruszyl do drzwi. - Dlaczego nie zabiera Pan swego psa? - zapytal Johnny. - Mojego psa? - odparl zdumiony Bigelow. Bylem pewien, ze to Pana pies! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Onufry Re: Humor w nauce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.06, 15:32 Znakomity matematyk Wilhelm Magnus (1907-1990) byl to "dusza-czlowiek", swietnie pracujacy z doktorantami. Wypromowal on ich 61. Wiele z tych doktoratow to on tak naprawde napisal. Podobno widziano go tylko jeden raz wyprowadzonego z rownowagi. Zdarzylo sie to gdy jeden z doktorantow przyszedl sprawdzic ... postep w pisaniu (przez Magnusa) swojego doktoratu. Odpowiedz Link Zgłoś
meehow1 scientific legend 10.01.06, 15:38 W czasie pewnej konferencji naukowej w Moskwie (jeszcze w czasach Związku Radzieckiego) odbyła się mocno zakrapiana kolacja. Po powrocie do pokoju hotelowego kilku jej polskich uczestników, będących "w stanie wskazującym na spożycie", postanowiło stwierdzić, gdzie znajduje się podsłuch. (Tajemnicą poliszynela było, że podsłuchy umieszczano we wszystkich radzieckich hotelach, do których przyjeżdżali cudzoziemcy). Ktoś zauważył, że jedna z klepek jest źle dopasowana. Po jej uniesieniu okazało się, że znajduje się pod nią spora śruba. Zaczęto ją odkręcać jakimś nożem i wtedy... w recepcji hotelu spadł żyrandol :) Kiedy pierwszy raz usłyszałem tę historię, jako jej głównego bohatera wymieniono wybitnego fizyka jądrowego z Krakowa. Potem słyszałem ją jeszcze kilka razy, zawsze z kimś innym w roli głównej. Zastanawiam się, czy jest ona prawdziwa, czy należy do tzw. urban legends - a w tym wypadku raczej "scientific legends"? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Onufry Re: scientific legend IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.06, 17:24 Jesli chodzi o ZSRR, to przypomniala mi sie zdarzenie, ktorego bohaterem byl znakomity fizyk Kapica (laureat nagrody Nobla), z pochodzenia Ukrainiec. Byl on szeoko znany z niekonwencjonalnego sposobu bycia. Na pewne oficjalne przyjecie na Kremlu wlozyl on kolorowo wyszywana koszule ukrainska, zamiast normalnej z krawatem. Gdy Chruszczow to zobaczyl, surowo go zganil. Kapica odpowiedzial natychmiast: "Przeciez protokol dyplomatyczny dopuszcza stroj narodowy na formalne okazje". Stojacy obok dyplomaci potwierdzili slusznosc tych slow i Chruszczow musial sie poddac. Odpowiedz Link Zgłoś
bazyliszek4 Re: scientific legend 11.01.06, 03:46 to ciekawe, bo podobno sam Chruszczow pokazywał się czasami w takiej koszuli. nazywa się ona "soroczka". na jego cześć złośliwi nadali jej nawet nazwę "antysemitka"... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Onufry Re: scientific legend IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.06, 13:10 Byc moze Chruszczow uwazal, ze on moze sie w takiej koszuli pokazywac a inni nie. Moze nie uzywal jej do spotkan "oficjalnych" tylko "nieoficjalnych", towarzyskich ... ;-) Nie mam watpliwosci, ze Dirac w tej sytuacji zamyslilby sie na jakis czas, a potem odparl: "Mysle, ze koszule Kapicy i Chruszczowa to byly rozne koszule". ;-))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Onufry Re: Humor w nauce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.06, 20:59 Stopień doktora (w nauce) został wprowadzony w Anglii dopiero w latach 20-tych XX wieku. G.H. Hardy nie miał stopnia doktora. Jego komentarz na temat doktoratu brzmiał następująco: "Niemiecki wynalazek, odpowiedni dla drugo-ligowych matematyków i obcokrajowców". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Onufry Re: Humor w nauce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.06, 10:09 Zwykle opowiadam tu anegdotki z nauk ścislych. Może dziś coś na styku nauk ścisłych i humanistycznych. Andre i Simone Weil stanowili niezwykłe rodzeństwo. Ona: pisarka, filozofka, mistyczka, on: matematyk. Ona zmarła młodo, on żył długo. Ona zyskała większą sławę niż on. Rozmaici dziennikarze zwracali się do Andre Weila z prośba o wywiad. Po wielu takich propozycjach, odpowiedział on następnemu: - Zgodzę się go udzielić tylko jeśli będzie dotyczył mojej osoby, a nie mojej "świetej siostry" - jak to było do tej pory! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Onufry Re: Humor w nauce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.06, 15:32 Dodaje daty: Simone Weil (1909-1943), Andre Weil (1906-1998) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Onufry Re: Humor w nauce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.06, 19:29 Wsrod mysli Simone Weil (ktore mozna np znalezc w "Wyborze Pism" (przeklad i opracowanie Czeslaw Milosz, Wyd. Znak Krakow 1991) znajduje sie taka (patrz str. 176): "Pieniadz, maszyna, algebra. Trzy monstra cywilizacji wspolczesnej. Calkowita analogia." Andre Weil zajmowal sie wlasnie algebra ... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Onufry Re: Humor w nauce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.06, 16:27 Tym, którzy chcieliby sie dowiedzieć czegoś więcej o Andre Weilu polecam jego ksiązkę "The Appreticeship of a Mathematician" Birkhauser, Boston, 1992. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Onufry Re: Humor w nauce Prosba do jambora IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.06, 21:39 jamborze, czy moglby Pan umiescic teksty z seminarium A. Wiercinskiego jak ostatni (obecnie) post w watku, bo trudno je odnalezc, a warto przeczytac. Z gory dziekuje i pozdrawiam - O. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Onufry Re: Humor w nauce Prosba do jambura IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.06, 21:57 Errata - PRZEPRASZAM (trudny ma Pan nick!): jamburze, czy moglby Pan umiescic teksty z seminarium A. Wiercinskiego jak ostatni (obecnie) post w watku, bo trudno je odnalezc, a warto przeczytac. Z gory dziekuje i pozdrawiam - O. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Onufry Re: Humor w nauce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.06, 23:14 Oto anegdotka o J.E. Littlewoodzie. Zostal on kiedys zapytany jacy giganci nauki mieli najwiekszy wplyw na jego myslenie. Oczywiscie wymienil on Archimedesa i Newtona. Ale dodal, ze najwiekszy wplyw na niego mial - tak naprawde - jego szkolny nauczyciel algebry. Odpowiedz Link Zgłoś
jambur Re: Humor w nauce 11.01.06, 23:59 Z przyjemnością spełniam prośbę pana Onufrego (w zasadzie to nie przepadam za tytułowaniem się per pan, ale to nie ja zacząłem) i jeszcze raz wklejam swoje zapiski z seminarium profesora Wiercińskiego: „To wiadomo od Arystotelona i Platotelesa” (Józef Kossecki) „Bóbr tworzy kulturę, a nawet cywilizację” (Józef Kossecki)/przy okazji dyskusji o tzw. fenotypie poszerzonym/ „Prehistoryczny nocnik jest także nocnikiem” (Marcin Preyzner) „Nocnik może się okazać nakryciem głowy króla” (Marcin Preyzner) „Być może jeszcze coś tam jest w sklepie” (Rafał Brzeski) „Wiedza, którą dysponuje przeciętny Amerykanin, jest lilipucia” (Rafał Brzeski) „Dzieci dobrze działają, zwłaszcza noworodki” (Józef Kossecki) „Najlepszą rozrywką jest granat ręczny” (Józef Kossecki) Oleg Leszczak: W społeczeństwie, w którym nie ma kobiet, nie ma mężczyzn. Andrzej Wierciński: No to by się pedały obrazili. Oleg Leszczak: Jak się nazywają ci, co tylko rośliny… Andrzej Wierciński: Botanicy! Oleg Leszczak: …spożywają? „Nauczyciele to są policjanci od języka” (Oleg Leszczak) „Ja tam nie jestem taki politykal korektnes, żeby być homoseksualistą” (Andrzej Wierciński) „Kiedy uczony zbuduje teorię naukową, zostawia rzeczywistość jak narzeczoną – narzeczoną kolegi, jeśli robi plagiat” (Józef Bańka) „Docent zawsze przychodzi po tym, jak zaczynamy, więc dopóki nie zaczniemy, Docent nie przyjdzie” (Ryszard Stefański)/o Kosseckim/ Oleg Leszczak: Stalin nigdy nie zwracał się do ludzi „bracia i siostry”. Józef Kossecki: Towarzysze i towarówki! Józef Kossecki: Niektórzy mówią, że mam długie uszy… Ryszard Stefański: To chyba pana docenta z kimś pomylili… „Cały obecny system jest posadowiony głównie na gó..e. Nasi politycy to szambolani” (Józef Kossecki) „Jeśli Żyda wymieszać z Mongołem, to wychodzi Dżyngis-Chaim” (Oleg Leszczak) „W XIX wieku zgromadzono dużą wiedzę o rozrodzie zwierząt hodowlanych, w tym człowieka” (Robert Piotrowski)/ze wstepu do referatu o eugenice/ „My myślimy, że jak nie było komputerów, to ludzie nic nie wydawali, tylko siedzieli przy lampkach oliwnych i coś tam dziargali” (Robert Piotrowski) „O Ameryce mówi się tyle złego, że tych Murzynów możemy im darować” (Robert Piotrowski) Robert Piotrowski: Ja bym odróżnił eugenizm klasyczny, klasycznych eugeników… Ryszard Stefański: Od Eugeniuszy! „Dokonał się skok semantyczny; dawniej mówiło się: debil, idiota, kretyn. Dzisiaj się mówi: upośledzony umysłowo, względnie: poseł, senator” (Robert Piotrowski) Rafał Brzoza: Dotknąłeś sedna problemu! Maciej Jelonek: Przepraszam… M. Krasuski: Logiki mnożą się jak króliki! Oleg Leszczak: Wszystkie nowe logiki to nabijanie wciąż tej samej kiełbasy. M. Krasuski: Platon nie był deterministą! Oleg Leszczak: Stalin też! Odpowiedz Link Zgłoś
jambur Re: Humor w nauce 12.01.06, 00:42 Profesor Oleg Leszczak, filozof i lingwista, zanim przyjechał (właściwie uciekł - to były lata 80-te) do Polski z Ukrainy, wykładał w Tarnopolu. Napisał wówczas dla tamtejszego periodyku filologicznego artykuł, który miał być opublikowany w rubryce "uczeni się śmieją". Zawierał "wnikliwą" analizę starej ukraińskiej piosenki: Hej, kto w lisi ozowysia, Oj to moja myla, Po hryby chodyla, zabludyla. Hej! Hej na hori, tam zenci znut, A popid horoju, popid kremenoju Kozaki idut. Po peredi Doroszenko wede swoje wijsko, Wijsko zaporozskie, potychosenku. Hej! A po zadu Sahajdacznyj Szo prominial zinku na tiutiun, t ajlulku, neopatrznyj.-Hej! "Analiza", opatrzona potężną ilością przypisów, posiłkująca się dokonaniami indoeuropeistyki, antropologii, etnomykologii i innych nauk, dowodziła niezbicie, iż grzyby, o których mowa, to z pewnością Psylocibe, bo inaczej czemu "moja miła" by "zabłądziła" w lesie, który z pewnością dobrze znała? No i cóż to był za tytoń, za który Sahajdaczny gotów był oddać własną żonę? Ani chybi trawka - co wyjaśnia również, dlaczego Sahajdaczny wlecze się w ariergardzie: najarał się i po prostu mu wisi. Tekst ukazał się, ale ktoś przez pomyłkę wstawił go do "poważnego" działu. Poźniej dziekan gratulował Leszczakowi: Rewelacja! Skąd wziął Pan takie interesujące informacje? Świetny artykuł! Odpowiedz Link Zgłoś
bazyliszek4 Re: Humor w nauce 12.01.06, 02:12 Konaszewicz-Sahajdaczny zmarł zanim w ogóle urodził się Doroszenko. wlecze się w ogonie, bo jest po prostu "śmiertlenie zmęczony"... Odpowiedz Link Zgłoś
jambur Re: Humor w nauce 12.01.06, 15:35 Zgoda, kolego Bazyliszku, chociaż - 'sahajdaczny' był stopniem wojskowym (odpowiednikiem hetmana)i mógł go nosić niejeden. Zresztą, piosenka pochodzi, zdaje się, z czasów, kiedy i Konaszewicz, i Doroszenko byli bohaterami z "lepszych czasów". Takie anachronizmy w pieśniach i podaniach o bohaterach są wręcz normą (patrz np. Robin Hood). Cholerka, belfer ze mnie wyłazi! Miał być _humor_ w nauce! Sorry. Odpowiedz Link Zgłoś
bazyliszek4 Re: Humor w nauce 13.01.06, 00:20 o sahajdacznym wiem. ponieważ jednak piosenka jest ukraińska, zapewniam, jako ukrainista z wykształcenia, że na 100% chodzi o Konaszewicza. na Ukrainie tytuł "sahajdacznego" zrósł się bowiem na stałe z jego nazwiskiem i nikt już prawie nie pamięta, że słowo to oznaczało tytuł. do tego stopnia, że w historiografii figuruje on jako Petro Sahajdaczny częściej niż jako Konaszewycz- Sahajdaczny. history.franko.lviv.ua/yak_r4-3.htm a co do anachronizmów pełna zgoda - najpiękniejsza znana mi pieśń kozacka zaczyna się od słów "Ja żyw rokiw dwisti" ("Żyłem lat dwieście")... pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Onufry Re: Humor w nauce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.06, 16:37 Czesto pada pytanie dlaczego nie ma Nagrody Nobla w matematyce. I czesto slyszy sie w odpowiedzi, ze - to przez kobiete. Tymczasem, prawda jest inna. W momencie gdy Nobel ustanawial slynna nagrode zylo w Szwecji dwoch nie cierpiacych sie megalomanow. Pierwszym z nich byl wlasnie Nobel, a drugim matematyk G. Mittag-Leffler (1846-1927). Gdy Nobel opracowywal regulamin nagrody, spytal sie znajomych matematykow: "Czy jest mozliwe ze nagrode otrzyma Mittag-Leffler? Odpowiedz brzmiala: "Jest to bardziej niz prawdopodobne." Zatem zadecydowal, ze dla matematykow Nagrody Nobla nie bedzie! (Od kilku lat Norwegowie przyznaja matematykom Nagrode Abla, ktora w jakims sensie odpowiada Nagrodzie Nobla. Jako pierwszy otrzymal ja znakomity matematyk francuski Jean-Pierre Serre). Odpowiedz Link Zgłoś
jambur Re: Humor w nauce 12.01.06, 19:10 O tej nagrodzie Nobla to różnie mówią ;) www.snopes.com/science/nobel.htm Mam nadzieję, że podrzucając ten link nie łamię jakiegoś niepisanego prawa forum, albo przynajmniej nie psuję zabawy... ale tam naprawdę można przeczytać parę rzeczy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Onufry Re: Humor w nauce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.06, 19:35 Ta wersje, ktora ja tu opowiedzialem uslyszalem w Instytucie Mittag-Lefflera w Sztokholmie z ust dyrektora tego instytutu. Twierdzil on, ze sam przebadal cala sprawe i (banalna) prawda jest taka jaka jest. Oczywiscie rozmaici "obroncy" Nobla w tej kwestii wyprodukowali juz duza ilosc "teorii". Ale jak sie je czyta to mimowolnie przychodzi do glowy taki oto tekst Leca (albo Sztaudyngera): "Czasem to wyjasnienia rzucaja najwiecej cienia." Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jola Re: Humor w nauce IP: *.dsl.telepac.pt 24.03.06, 01:43 Paulo Nogueira (brazylijczyk), który jest dziennikarzem inwestygacyjnym, publicystą, a także pisarzem, w jednej ze swoich książek ("Człowiek, który był na Księżycu"/"O homem que foi a Lua")napisał, że Nobel z matematyki, tzn. nieobecność nagrody w tej dziedzinie nauki była spowodowana właśnie przez kobietę. Chodzi tu konkretnie o romans żony Nobla z jego najlepszym przyjacielem, właśnie matematykiem (niestety nie mam w tej chwili pod ręką książki i nie pamiętam nazwiska tego matematyka). Małżeństwo przetrwało ale Nobla z matematyki nie ma. Zdziwiona jestem, że taki świetny dziennikarz użył nieścisłej informacji. A może jednak jest w tym jakaś część prawdy? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Onufry Re: Humor w nauce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.06, 21:47 No to jeszcze jedna historyjka o Mittag-Leflerze, jaka uslyszalem w instytucie jego imienia pod Sztokholmem. W latach 20-tych XX wieku, Andre Weil byl mloda wschodzaca gwiazda matematyki a Mittag Leffler - slynnym matematykiem "starszej generacji". Zaprosil on Weila do swej willi pod Sztokholmem w celu wspolnego napisania ksiazki. Andre Weil wkrotce zrozumial, ze z tego projektu nic nie wyjdzie. Mianowicie za kazdym razem jak siadali do pracy, sedziwy Mittag-Leffler (odziany w stroj Doktora HC z Oxfordu albo Cambridge) po kilkunastu minutach pracy zapadal w drzemke, a mlody wowczas Weil nie mial ani odwagi budzic mistrza, ani tez pisac tej ksiazki samodzielnie. (Pozniej takowe ksiazki napisal). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Onufry Re: Humor w nauce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.06, 22:55 Jambur napisal: No to tym razem sprawdzona historia (nie przeze mnie osobiście, więc lepiej się nie zarzekać... ale Wikipedia potwierdza): George Dantzig, będąc na pierwszym roku w Berkeley spóźnił się na wykład ze statystyki. Przepisał z tablicy coś, co - jak sądził - było zadaniem domowym. Oddając swoją pracę, przepraszał profesora (którym był Jerzy Neyman), że przekroczył termin, ale zadane problemy były trudniejsze niż zazwyczaj. Kilka tygodni później Neyman powiadomił Dantziga, że przygotował do druku jego pracę, przedstawiającą dowody dwóch twierdzeń, dowody, których wielu znamienitym matematykom do tej pory nie udawało się przeprowadzić... ------------ Ja to znam w takiej wersji: George Dantzig (1914-) jest Profesorem na Stanford U. i odkrywca programowania liniowego. Pewnego dnia, jako student, spoznil sie on na egzamin ze statystyki matematycznej, ktory przeprowadzal polski statystyk Jerzy Neyman (1894-1981). Byly 3 problemy na tablicy. Dantzig rozwiazal pierwsze 2 problemy szybko, trzeci okazal sie trudniejszy, ale i z nim sobie poradzil przed koncem egzaminu. Spisal swe rozwiazania i polozyl je na stole profesora. Nie wiedzial, ze sa to "prestizowe" nierozwiazane problemy ze statystyki i ze te problemy Neyman napisal na tablicy dla zabawy (prawdziwe problemy egzaminacyjne byly na arkuszach egzaminacyjnych, ktore dostali punktualni uczestnicy egzaminu). Jakiez bylo zdziwienie Neymana, gdy zobaczyl tekst Dantziga. Skontaktowal sie z nim zawiadamiajac czego dokonal. Zostal on potem poproszony o dopisanie wstepu do swego tekstu egzaminacyjnego i w ten sposob powstal jego doktorat. ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Onufry Re: Humor w nauce 400 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.06, 23:48 Mamy maly jubileusz - post 400, wiec moze anegdotka z usmiechem :-))) Ktos zapytal Littlewooda jaki naprawde byl Hardy. Littlewood zachichotal, po czym odpowiedzial: "Mysle, ze powinienem powiedziec, ze wszyscy ludzie sa jedyni, ale wsrod nich pewni sa BARDZIEJ JEDYNI niz inni." Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Onufry Re: Humor w nauce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.06, 10:06 Kiedys Hardy podrozowal pociagiem po Anglii. Naprzeciw niego siedzial chlopiec czytajacy elementarny podrecznik szkolny z algebry. Starajac sie nawiazac mila rozmowe, Hardy zapytal mlodziana, co takiego on czyta. Odpowiedz brzmiala: "To wyzsza matematyka, nic by Pan z tego nie zrozumial." Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Onufry Re: Humor w nauce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.06, 14:04 Ktos kiedys zapytal Bertranda Russell'a, czy prawda jest ze filozofia nigdy nie dowiodla, ze cos istnieje? Russell odpowiedzial: " To prawda, ale na ta teze mamy dowody czysto empiryczne." Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Onufry Re: Humor w nauce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.06, 14:16 J.J Sylvester, wielki matematyk zyjacy w latach 1814-1879, mial kiedys wyglosic wyklad dla szerokiej publicznosci na John Hopkins University. ZACZAL od stwierdzenia, ze jezyk matematyki jest zwarty i ze matematycy potrafia zastapic wielostronicowe slowne rozwazania prostymi symbolami, co powoduje, znaczne skrocenie wywodu. SKONCZYL 3 godziny po czasie. Odpowiedz Link Zgłoś
jambur Re: Humor w nauce 13.01.06, 18:00 Dowcip o przeklinającym Jasiu i wrażliwych dziewczynkach (gdzie dziwki idziecie?!) każdy zna, ale ciekawe, że podobną anegdotkę opowiada się o A. C. Haddonie (tym od dyfuzji kulturowej). Haddon opowiadał studentom o wyspiarzach z Cieśniny Torresa, i tak się zagadał, że przekroczył czas przeznaczony na wykład. Akurat w momencie, kiedy mówił o tym, że na niektórych wyspach to kobiety, nie mężczyźni składają propozycję małżeństwa, kilka studentek wstało, żeby dyskretnie opuścić salę. Haddon miał wtedy zawołać za nimi: Nie ma pośpiechu, najbliższy statek odpływa za kilka tygodni! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Onufry Re: Humor w nauce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.06, 21:01 Jezeli chodzi o dlugosc wykladow, to panuje tu spora roznorodnosc. W USA modelowa dlugosc wykladu to 50 minut (czesto dodany jest komentarz: "wyklad moze byc krotszy, ale nie waz sie przekroczyc tych 50 minut!") W Moskwie zdarza sie, ze na to samo pytanie pada odpowiedz: "minimum 2 godziny!" ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Onufry Re: Humor w nauce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.06, 21:52 O FINACH Opowiadano mi o fińskim matematyku, który wizytował kiedyś przez rok wydział matematyki w Bergen w Norwegii. Wsławił sie tym, że przez cały ten czas odezwał sie tylko raz do swoich norweskich gospodarzy. Było to na przyjęciu u dyrektora instytutu. Niespodziewanie wtedy wstał i powiedział: "To przyjęcie jest dowodem, że Norwegowie są gościnni". Czy piszący tu przedstawiciele nauk humanistycznych znają jakieś anegdotki o małomówności Finów? :-))) Odpowiedz Link Zgłoś
jambur Re: Humor w nauce 13.01.06, 22:59 Przypomina mi się jedna "fińska" anegdotka, chociaż jest z nią trochę jak z tymi samochodami rozdawanymi na Placu Czerwonym: nie o naukowcu, tylko architekcie, i nie fińskim, tylko amerykańskim urodzonym w Finlandii... ale do ad remu ;) Eero Saarinen był znany z tego, że mówił bardzo powoli. Kiedyś podczas wywiadu dla telewizji dziennikarz zapytał nieśmiało - bo czas uciekał - czy gość mógłby mówić szybciej. "Nie" - odpowiedział Saarinen - "ale mogę powiedzieć mniej". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Onufry Re: Humor w nauce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.06, 23:36 Lars Ahlfors (1907-1996) wielki fiński mistrz analizy zespolonej i laureat Medalu Fieldsa lubił tęgo popić. Był znany z tego, że wieczorem tęgo zakrapiał, a następnego dnia rano, trzeźwy, świeży i ogolony wygłaszał znakomity wykład. Miał cudowną małżonkę, która na party, gdzie serwowano "tylko" piwo przynosiła w torebce butelkę whiski; a wręczając mu ją mówiła: "Lars, tak będzie szybciej!" Odpowiedz Link Zgłoś
eilean_donan Re: Humor w nauce 14.01.06, 18:19 Panie Onufry dziękuję za wsparcie. Podziwiam Pana aktywność na tym forum. Sama nie mogę się tak często udzielać, jak bym chciała (praca…praca….), ale cieszę się, że jest sporo ludzi, których zajmuje trochę bardziej wyrafinowana rozrywka niż właśnie prostackie dowcipy. W niektórych moich postach (właśnie o Witkacym czy Kancie) korzystałam z książki Marii Ziółkowskiej „Wybitni ludzie też ludzie”. *** Dmitrij Mendelejew był bigamistą. Z pierwszą żoną, z którą miał dwoje dzieci, po pewnym czasie nie mógł wytrzymać i zdecydował się na separację. Krótko przed podróżą do Ameryki poznał młodziutką (16-letnią) Annę Popową i postanowił, że jeśli się z nią nie ożeni,to popełni samobójstwo. Uzyskanie natychmiastowego rozwodu w cerkwi prawosławnej było niemożliwe, ale Mendelejew znalazł popa, który udzielił mu ślubu z Anną. Uniknął sprawy karnej, gdyż odwołał się do cara. Pewien bogacz zapragnął wówczas również uzyskać dyspensę, powołując się na przykład Mendelejewa. Car Aleksander odpowiedział mu: „Mendelejew ma dwie żony, to prawda, ale ja mam tylko jednego Mendelejewa!” Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Onufry Re: Humor w nauce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.06, 22:35 Tenże Ahlfors w czasie wojny musial sie pilnie przedostać z Finlandii do Szwecji. Nie miał na to pieniędzy. Wpadł na pomysł aby zastawić w lombardzie Medal Fieldsa, jaki otrzymał w 1936 r. (Medal Fieldsa uznawany jest za najwyższe wyróżnienie w matematyce. Jest on przyznawany co 4 lata z okazji Kongresu Unii Matematycznej kilku matematykom, ktorzy nie ukończyli 40 lat). Za uzyskane pieniądze udało mu się przedostać do Szwecji, gdzie spotkał sie ze swoją żoną. Żartował później, że był to jedyny Medal Fieldsa, który znalazł sie w lombardzie. Po wojnie dzięki staraniom grupy przyjaciół, odzyskał on swój medal (znaleziono go w jakimś lombardzie w ... Szwajcarii). Odpowiedz Link Zgłoś
rafekx Re: Humor w nauce 14.01.06, 20:01 fizyk, matematyk i topolog (taka gałąź matematyki będąca zmorą studentów) jechali pociągiem. przekroczyli w ten sposób granicę i wjechali do Szkocji. ciekawie wyglądają przez okno czymż to się Szkocja objawi i... w pewnym momencie zauważają pasącą się czarną owcę. - patrzcie panowie: owce w Szkocji są czarne! - krzyknął fizyk. matematyk natychmiast go poprawił: - tylko jedna owca jest czarna. na to topolog spokojnie z angielską flegmą: - panowie, wiemy na pewno, że conajmniej jedna owca z conajmniej jednej strony jest czarna. Odpowiedz Link Zgłoś